Cedyńskie impresje

Cedynia
Cedynia. Najdalej na zachód wysunięte miasto Polski. Niespełna 2 tys. mieszkańców. Położone na morenowych wypiętrzeniach Karpat Cedyńskich, które dla lepszego efektu górują sobie malowniczo nad niewielką „depresyjką” zwaną Żuławami Cedyńskimi.

Niejedna podgórska miejscowość Cedynia
nie posiada tak stromo poprowadzonych uliczek.
Mam do niej – a jeszcze bardziej
do Góry Czcibora
– stosunek szczególny.

 

Siła mediów

CedyniaTo za jej sprawą trafiłam po raz pierwszy na łamy prasy 😉 Było to… tak dawno, że najstarsi Górale (cedyńscy) nie pamiętają. Dostąpiłam wtedy zaszczytu rozpalenia rajdowego ogniska.

Byłam najmłodszym uczestnikiem kilkudniowej imprezy pieszo-rowerowo-motocyklowo-konnej i dzielnie wspomagałam najstarszego jej uczestnika. Różniło nas tylko 70 lat.

Pan Pawelski przysłał później  moim rodzicom egzemplarz „Głosu Szczecińskiego” , w którym wymieniono nas dwoje jako „najbardziej chyba ciekawych turystów”.

Pożółkły wycinek zachował się jeszcze w rodzinnym archiwum 🙂

Zlot Tysiąclecia na Górze Czcibora

Chociaż impreza nosiła nazwę Zlotu Tysiąclecia, do okrągłej rocznicy bitwy brakowało jeszcze dekady.  Góra Czcibora

 

Znany z dzisiejszego krajobrazu,
wysoki na 15 m i ważący 300 ton
pomnik także postawiono później.

 

Góra Czcibora

 

 

Nie raz, nie dwa
wspinaliśmy się
do niego
po stromych schodach

 

 

 

albo u podnóża urządzaliśmy sobie popas

Góra Czcibora

Wprawdzie od jakiegoś czasu trwają naukowe spory co do lokacji thietmarowskiej Cidini, pod którą książę Czcibor spuścił manto margrabiemu Hodonowi, nie przeszkadza to jednak, by właśnie tutaj, pod „moją” górą odbywały się bitewne inscenizacje.

Cedynia

Warto odwiedzić i samą Cedynię.

Zatrzymać się, pospacerować Cedynia
po zaskakująco spadzistych uliczkach.
Zmęczycie się, to fakt…
mimo to nie będziecie żałować 🙂

 

Cedynia

 

 

Kościół z granitowych ciosów

trudny jest do sfotografowania z bliska,

 

 

Cedynia

 

ale można to pięknie i „krajobrazowo” zrobić

 

 

Cedynia

 

z cedyńskiej wieży widokowej
wybudowanej w 1895 r.
Cedynia

 

 

 

Krótką przerwę w spacerku warto
zrobić sobie na Placu Wolności.

Usiądźcie spokojnie
na ławeczce
pod Urzędem Miejskim
.

 

Możecie stąd podziwiać XIX w. Cedynia
kamienice drobnomieszczańskie
i neoklasycystyczny ratusz.

 

Koniecznie zwróćcie uwagę na niewielki trójkątny skwerek z pomnikiem.

 

Cedynia

Wbrew pozorom wcale nie jest porośnięty krzakami.

To zielone kłębowisko jest ni mniej ni więcej tylko…
pomnikowym okazem cisa pospolitego.
Ma 11 m wysokości i ponad 1 m obwodu!

 

Cedynia
Od niedawna na Placu Wolności nie ma już kina „Czcibor”.
Jest za to plac z ławeczkami  i kaskadową,
podświetlaną fontanną.
Jeden spośród moczących w niej nogi kamiennych wojów to pewnie sam książę Czczibor.

 

 

 

 

Odpoczęliście? 

CedyniaNo to zapraszam do
dawnego klasztoru cysterek.

Pochodzi z XIII w.Różnie mu się wiodło.
Odbudowany pod nadzorem konserwatora zabytków jest dziś
czterogwiazdkowym hotelem
i centrum konferencyjnym.

 

Noclegi może nie na każdą kieszeń, Cedynia
jednak nikt wam nie zabroni
wejść chociażby do
odrestaurowanego refektarza.

 

 

Z zewnątrz także Cedynia
prezentuje się wspaniale.

Cedynia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I to wcale nie wszystko.  Zwiedzając Cedynię warto pamiętać o miejscowym muzeum i grodzisku (oba miejsca ciekawe), a jeżeli traficie tutaj w okresie kwitnienia krzewinek o liliowym zabarwieniu, KONIECZNIE zajrzyjcie do rezerwatu Wrzosowiska Cedyńskie 

Wrzosowiska Cedyńskie

Już je kiedyś opisywałam, więc powtarzać się nie będę.
Zainteresowanych zapraszam tutaj

O wrzosowej urodzie Cedyńskich Karpat

 

Zaszufladkowano do kategorii A_KRAJOZNAWCZE, a_zach_Cedynia, a_ZACHODNIOPOMORSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 17 komentarzy

Jak Bóbr został Bugiem

Chyba każdemu zdarza się choć raz „zagrać” kogoś innego. Robimy to mniej lub bardziej świadomie, ba… niektórzy nawet zawodowo. Natomiast krajobraz nasz codzienny zaprzęgany jest do ról przeróżnych najczęściej w zależności od widzimisię albo… możliwości finansowych filmowców.
Mało tego – nie protestuje, nie domaga się gaży i w dodatku robi to naprawdę świetnie 🙂

Most na Bobrze

Czy kiedyś przyszło wam do głowy, że piękny meandrujący po zachodnich rubieżach kraju Bóbr będzie udawał równie urokliwy ale dokładnie protiwpołożny Bug?

Działo się w  odcinku „Radość i gorycz”

Temu „Bobru”, który Gorzupię od Gorzupi Dolnej oddziela przytrafiła się rola w „Czterech pancernych” . Pamiętacie jak Bardzo Ważna (i udająca srogą) Żenszczina W Mundurze (grana przez Jolantę Lothe) za nic nie chciała przepuścić „Rudego 102” poza kolejką?

Janek_SzarikCo na to Janek?

Pomyślał, podrapał się po głowie, szepnął coś na ucho Szarikowi.

Kilka cyrkowych sztuczek w wykonaniu Psa Brygady Pancernej i … ani się żołnierka obejrzała, jak czołg był na moście. Pozostało już tylko ręką machnąć (co też z gracją uczyniła).

Tam gdzie kościół gotycki 

Gorzupia Dolna

Mknąc drogą numer 295 z Nowogrodu Bobrzańskiego do Żagania (albo odwrotnie) zatrzymajcie się w Gorzupi Dolnej choć na chwilę. Najlepiej w pobliżu kościoła.

Gorzupia Dolna

 

Oprócz podziwiania
spinającego brzegi rzeki  „filmowego” mostu z malowniczymi izbicami

 

 

Gorzupia Dolna

 

 

i ułożoną w jodełkę drewnianą nawierzchnią,

 

 

Gorzupia Dolna

 

warto także obejść dookoła świątynię .

W ścianę XIII w. budowli Gorzupia Dolna
wmurowano płyty nagrobne.

Nie jest to rzadkość na tych terenach ale…
Gorzupia Dolna

 

 

… ale pośród czterech dzieciecych epitafiów

 

 

znajdziecie jedno, które wzrusza szczególnie.

Właściwie każde z nich skłania, by zastanowić się nad trafnością słów przypisywanych Peterowi Ustinovowi – „Dzieci są jedyną formą nieśmiertelności, której możemy być pewni.” 

 

Bóbr zaprzęgnięty do pracy

Bóbr w Gorzupi

 

To jeszcze nie wszystko o lubuskiej Gorzupi. Lubiący hydroenergetyczne ciekawostki znajdą tutaj aż dwie przepływowe elektrownie.

Elektrownia w Gorzupi

 

Ta starsza powstała w początkach XX wieku i wiedzie do niej równie wiekowa, brukowana droga.

 

 

Elektrownia w Gorzupi

 

Od 1998 r. wspomaga jej pracę zbudowana na drugim brzegu Bobru elektrownia bezobsługowa.

 

 

Pewnie żadnej z nich nie uda się wam zwiedzić, jednak „widokowo” prezentują się wspaniale. Gorzupia-dawny gołębnik

Dodatkową atrakcją jest leciwy, drewniany gołębnik.

 

 

 

…a wracając do „Pancernych”

Czy wiecie, że niemal wszystkie odcinki pierwszej serii powstały w Żaganiu lub jego okolicach?  Odrobinkę ciekawostek znajdziecie poniżej 🙂

Śladami Czterech Pancernych 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii A_KRAJOZNAWCZE, a_lub_Gorzupia, a_LUBUSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 10 komentarzy

…bo słowo „wioska” jest rodzaju żeńskiego :)

Mawiają że kobieta zmienną jest, a że przysłowia powstają wskutek wielowiekowych obserwacji, to …coś chyba jest na rzeczy 😉
O Marzęcinie pisałam wielokrotnie (zresztą nie tylko ja), bo to wioska wyjątkowo urokliwa mimo, że tak naprawdę nie istnieje. Mało tego – nie ma jej, a z każdym rokiem pięknieje! Mapy o niej nie wspominają, a w terenie znajdzie ją każdy (i to bez problemu). Ot, kobieca przewrotność.

Marzecin

O kartaczach i nie tylko

Powstała w XVIII w. , kiedy wzrosło zapotrzebowanie państwa pruskiego na kuźnice. Była wtedy stricte przemysłową osadą. W napędzanej olbrzymim kołem wodnym „fabryczce” produkowano między innymi kartacze. Mimo smacznie dziś kojarzącej się nazwy, osiemnastowieczne kartacze nie nadawały się do jedzenia. Ich nadzieniem były ołowiane kulki, które wraz z obudową tworzyły pocisk artyleryjski (efekt jego rażenia przypominał serię ze współczesnego karabinu maszynowego).

Tam , gdzie Maria swoje źródło miała

...a Maria nadal pilnuje źródła

…a Maria nadal pilnuje źródła

 

Jakieś 60 lat później kuźnicę okupił landsberski fabrykant papieru Ernst Gotthilf Rätsch. Szybko przerobił ją na młyn-papiernię, a ciurkające w pobliżu źródełko nazwał imieniem swojej córki Marii.
Identyczną nazwę – MARIENSPRING – otrzymała wioska.

 

 

W późniejszych latach papiernię zastąpił młyn zbożowy. Była tu i szkoła ze sporym boiskiem sportowym i gospoda, remiza strażacka, strzelnica i dwa cmentarze. Obok dzwonnicy stał pomnik poległych w I wojnie mieszkańców Marienspring.
W 1939 r. mieszkały tu 133 osoby. W lutym 1945 miejscowość (spalona przez Rosjan) przestała istnieć. Resztki ruin przetrwały jeszcze ponad 30 lat.

Ptasia wioska

Marzęcin

Wiosną kwitną tu przebiśniegi, fiołki i przylaszczki, nieco później konwalie.
W mokradełku po dawnym stawie mieszkają czaple, kaczki, łabędzie.

 

 

 

Nad nimi krążą bieliki. Marzęcin
Dzięcioły tłuką niczym dobrze prosperujący
zakład stolarski, w koronach drzew
szaleją wiewiórki.

 

 

 

Pięknie jest.  Marzęcin
Aż nierealne wydaje się istnienie
tu niegdyś tak dużej wioski.

 

 

Marzęcin

 

 

Zamiast domów rośnie las
i tylko zdziczałe jabłonie przypominają
o dawnych gospodarstwach.

 

 

Woda ze źródła mojej imienniczki jest czyściutka,  lodowata i bardzo smaczna.
Po nowym cmentarzu ostało się tylko wspomnienie i miejsce na planie miejscowości.
W miejscu starej nekropolii (nad łagodnym zboczu nad stawem) urządzono lapidarium.

Mierzęcin

Zapominanie to część procesu znikania.

Marzęcinowi to nie grozi, bo pamięć o wsi żyje i ma się dobrze. Mimo że miejscowość formalnie nie istnieje, łatwo się po niej poruszać. Mało tego – w ostatnich tygodniach wyraźnie wypiękniała.

Plan wioski

Plan wioski

Marzęcin

 

 

Za sprawą Nadleśnictwa Kłodawa pojawiły się w niej nowe, kamienne drogowskazy:
„do lapidarium”, „do źródła Marii” „do pomnika Eriki Sommerfeld”.

Siedzisko przy szemrzącym źródełku pozwala odsapnąć w upalny dzień (cieniście tutaj).

Marzęcin

 

U stóp potężnych daglezji stanęła namiastka dzwonnicy a wygodna ławka naprzeciwko pierwszowojennego pomnika zachęca do odpoczynku.

 

Marzęcin

 

Na płycie pomnika wyryto 8 nazwisk. Wymieniony pośród nich leśniczy Hermann Schulz nie zginął jednak w latach wielkiej wojny ale kilka lat później z rąk kłusowników (w 1923r.)

 

 

Marzęcin

 

W miejscu jego śmierci także stoi pamiątkowy kamień. Prowadzi do tego miejsca wyraźny drogowskaz.

 

 

Gdzie Marzęcina szukać?

Oczywiście w Lubuskiem. W podgorzowskich Mironicach skręcamy w brukowaną drogę oznakowaną kierunkiem „Do Azylu”. Tam również warto zawitać , ale tym razem pozostawiamy ośrodek z boku i jedziemy prosto jeszcze kilka kilometrów. Stojącego na poboczu głazu nie sposób ominąć

Marzęcin

Marzęcin

Zaszufladkowano do kategorii A_KRAJOZNAWCZE, a_lub_Marzęcin, a_LUBUSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , | 12 komentarzy

Miesiąc lipiec musi przypiec (jak mówi przysłowie)

Lato w pełni. Gorąc zza okna bucha…
Niemocą ogarnięci, ślamazarni jak mucha
której smoła spętała odnóża
leniwie rozmyślamy…

– Tak to się chyba Rozalka musiała czuć. Antkowa siostra. Ta, co to ją przez trzy zdrowaśki w piecu chlebowym leczyć próbowali.

Miasto rozprażone do granic możliwości. Po co się w nim męczyć? Do lasów lubuskich zapraszam. Mamy ich całe mnóstwo! Najwięcej w całym kraju 🙂 Akwenów mniejszych i większych też tu nie brakuje.

Wahacie się?

Domowy wentylator lekkim chłodkiem łechce.
Wyjść na ten ukrop? Nie wyjść?
Kompletnie się nie chce…

No to trochę ponęcę…

Marzęcin

 

Marzęcin. Wioska, której właściwie nie ma, ale mimo to prowadzi do niej drogowskaz i wygodna śródleśna droga. Ciurkające tam Źródło Marii kusi pyszną, chłodną wodą (że o innych atrakcjach nie wspomnę).

 

Marzęcin

Warto przysiąść na ławce ustawionej
w miejscu wyjątkowo przewiewnym
i w dodatku naprzeciwko pierwszowojennego pomnika, a potem spacerkiem podążyć do lapidarium
nad brzegiem stawu.

 

Marzęcin

 

Spora kolonia ptactwa wodnego na nim rezyduje, bo Marzęcin powoli ptasią wioską się staje. Skrzydlate drapieżniki – szelmy, jak mawiał mój tato – z pobliskich Kabatek także dolatują. Aparat fotograficzny z dobrym zoomem i statyw mogą się przydać. Roztrzęsione z emocji dłonie nie potrafią stabilnie utrzymać sprzętu 🙂

 

Urokliwy Kanał Kłodawski Kanał Kłodawski
z całym kompleksem stawów rybnych.
Dwa kroki od Gorzowa.
Do podziwiania z zapartym tchem.

 

 

 

jez.Grabino

 

 

Grabino. Jeziorko przez zaprzyjaźnionych bywalców„Gołębim” zwane. Zaledwie 1,5 km od drogi Gorzów-Barlinek. Nieduża plaża, dziś mało używane
a niegdyś kultowe pole biwakowe i fajna ścieżka edukacyjna. Przyjemny cień, lekki powiew od jeziornej toni… czegóż więcej chcieć?

 

 

Obra i jej starorzecza. Obra
Drugi pod względem długości dopływ Warty.
Znany i lubiany przez kajakarzy.
Wyjątkowo fotogeniczny.
Meandrując w lubuskich lasach zachęca
do podziwiania. W kilku miejscach  utworzono przy niej obszary chronionego krajobrazu, tzw. użytki ekologiczne.
Można się zachwycić.

 

SołaczSołacz. Mikroskopijna osada leśna niedaleko S3. Z TAKĄ historią i skupiskiem pomnikowych drzew. Cieniście tu, przewiewnie. Upał znosi się o wiele łatwiej. Kto by pomyślał, że to właśnie tędy wiódł kiedyś niezwykle ważny trakt z Gorzowa
do Chojny i dalej, do Szczecina.

 

Sołacz - drogowskaz

 

O brukowanej „trasie szybkiego ruchu” sprzed co najmniej dwóch wieków przypomina kamienny drogowskaz
z czytelnymi kierunkami: Landsberg (Gorzów) i Soldin (Myślibórz).

 

 

 

Sołacz wprawdzie od jakiegoś czasu nie jest już lubuski, bo w sąsiednim województwie leży (zachodniopomorskie) ale jakoś tak… lubimy tam zaglądać. Tym bardziej, że nie mamy daleko.

Solacz 0008

…i to by było na tyle. Na początek oczywiście. Bo Lubuskie, to niedoceniane a wyjątkowo dobre miejsce na upały!

 

Aha! I pamiętajcie Lipcowe upały, wrzesień doskonały. 

Zaszufladkowano do kategorii A_KRAJOZNAWCZE, a_lub_co w lesie piszczy, a_LUBUSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , | 10 komentarzy

Oko w oko z Rudolfem

Tak tak… z TYM Rudolfem. Reniferem od Świętego Mikołaja.
I chociaż znacznie mi już bliżej do setnej rocznicy urodzin (niż do tej liczonej na palcach jednej ręki) oraz pomimo tego, że do grudniowych Świąt jeszcze daleko –  spotkanie zrobiło na mnie wrażenie! Urokowi osobistemu Rudolfa trudno się oprzeć 😀

Czterokopytna gwiazda filmowa na co dzień mieszka sobie spokojnie w Zagrodzie Reniferów nieopodal Czelina (woj. zachodniopomorskie). Miejscowość do tej pory kojarzyła mi się głównie z pomnikiem pierwszego słupa granicznego. Od jakiegoś czasu dokooptował do tego szklany sarkofag  a od niedawna wielonożna i wielokopytna ferajna z BioGospodarstwa. Niezły mix prawda? 😉
No to po kolei…

Pomnik Pierwszego Słupa Granicznego

Historia postawienia pierwszego słupa granicznego

Historia postawienia pierwszego słupa granicznego

Młodszym nic pewnie ten termin nie mówi, bo dziś rzadko organizuje się szkolne wycieczki „Szlakiem chwały oręża polskiego” ale… to właśnie na nadodrzańskiej skarpie polscy saperzy wkopali pomalowany na biało-czerwono drewniany słup.
U góry napis Polska i dwa wskaźniki: Warszawa 474 km, Berlin 64 km. Granica Państwa Polskiego.

Był 27 lutego 1945 r. O konferencji poczdamskiej (17.07.-02.08.1945) nikt jeszcze nie myślał.
Artyleria niemiecka zniszczyła słup już następnego dnia.

Mały obelisk (stary) upamiętniający postawienie piereszego słupa granicznego

Mały obelisk (stary) upamiętniający postawienie pierwszego słupa granicznego

 

 

W 1960 r. ustawiono w tym miejscu nieduży obelisk
wykonany przez żołnierzy ze
szczecińskich Podjuch.

 

 

Pomnik Pierwszego Słupa Granicznego

Pomnik Pierwszego Słupa Granicznego

Przetrwał do 1968, kiedy zastąpiło go monumentalne, stylizowane słupisko – pomnik na miarę czasów słusznie minionych. Mały obelisk także się ostał. Stoi wśród drzew około 100 m niżej i dobrze się trzyma :).

Pamiętam jeszcze organizowane tutaj huczne uroczystości patriotyczne. Kiedy jednak granica na Odrze przestała być tak spektakularna, kondycja pomnika zaczęła podupadać.

Dlatego tak bardzo zaskoczył mnie widok uporządkowanego wokół terenu i wspomniany wcześniej

 

Szklany sarkofag

„Nooo… teraz to chyba przesadzili” – pomyślałam na jego widok. Z daleka wydawało się, że wewnątrz spoczywa jaki żołnierz/ woj/ rycerz (podstawcie sobie w to miejsce dowolne waleczne słowo). CzelinZapachniało jakąś „demoludzką” manifestacją na miarę Mao Tse-tunga albo i nawet Lenina 😉 No cóż… człowiek (czyli ja) jest tak skonstruowany, że ciągle i we wszystkim doszukuje się jakichś manifestacji. 😛
A rzeczywistość? Rzeczywistość okazała się dużo bardziej interesująca .

Model stosu pogrzebowego wojownika

Model stosu pogrzebowego wojownika

W szklanym sarkofagu umieszczono model stosu pogrzebowego pradziejowego wojownika.

Dlaczego?

Ano – na początku XXI wieku odkryto tu świetnie zachowane cmentarzysko sprzed niemal 2000 lat.

 

 

Model grobu popielnicowego

Model grobu popielnicowego

 

O wyjątkowości znalezisk można przeczytać na kilku ustawionych wzdłuż  ścieżki edukacyjnej tablicach i przy okazji obejrzeć model grobu popielnicowego (w nieco mniejszej szklanej gablocie).

 

 

 

A Rudolf i ferajna?

 

Zdecydowanie uważam, że zasługują na osobną opowieść. Mogę jedynie obiecać, że spiszę ją jak najszybciej a na zachętę podam kilka detali:

Oko w oko z reniferami

Oko w oko z reniferami

– w Czelinie mieszka więcej gwiazd filmowych (m.in. wiewiórki)

– w stadku PanaMikołajowych wierzchowców jest biały renifer

– miniaturowe kucyki szetlandzkie nie odstąpią was ani na krok

– pani szopowa praczowa o imieniu Czyściocha chętnie każdemu uściśnie dłoń

 

Wizytę w Zagrodzie Reniferów musicie KONIECZNIE wpisać do planów waszych ewentualnych nadodrzańskich eskapad. Warto poświęcić parę dni na penetrację zachodnich rubieży naszego kraju. Teren kiedyś mało dostępny, dziś otwiera się na turystę.

Prawdziwy słup graniczny z pomnikiem słupa granicznego w tle

Prawdziwy słup graniczny z pomnikiem słupa granicznego w tle

Zaszufladkowano do kategorii A_KRAJOZNAWCZE, a_zach_Czelin, a_ZACHODNIOPOMORSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

Jest taki jeden targ…

Zupełnie inny niż targi wszelakie, na które inwentarz zwożono  po niewoli. Ten ma zdecydowanie bardziej ludzki wymiar.  Nie ma też nic wspólnego z targiem niewolników, chociaż… hmm… można tu sobie całkiem legalnie za jedyne 10 ojro i – co ważne – za obopólną zgodą – nabyć (dosłownie!) współmałżonka lub współmałżonkę
Reitweiner Heiratsmark

Targ Ślubny (Heiratsmark ) w Reitwein ma tradycje sięgające 1909 r. Zjawiają się na nim z własnej woli panny i kawalerowie (także z odzysku) oraz – dla zabawy i podtrzymania tradycji – legalne stadła małżeńskie. Podczas corocznego festynu organizowanego zawsze w pierwszy weekend po Zielonych Świątkach można najlegalniej pod słońcem, przed obliczem  przedstawiciela Nadzwyczajnego Urzędu Stanu Cywilnego zawrzeć małżeństwo na próbę.

Reitweiner Heiratsmark

Reitweiner Heiratsmark

 

Na śmiałków czeka (bez dodatkowych opłat) dobrze zaopatrzona wypożyczalnia ślubnych gadżetów i Zespół Krawcowych Pierwszej Pomocy, które błyskawicznie dopasują wybraną suknię czy frak.

 

 

Reitweiner HeiratsmarkPo przekazaniu brzęczącej gotówki w kwocie wyrażonej powyżej i określeniu warunków kontraktu ślubnego (czytaj „długości trwania związku”) trzeba już tylko stawić się przed obliczem Urzędnika NUSC w specjalnym namiocie lub pobliskiej knajpce o nazwie  Heiratsmark

 

Reitweiner Heiratsmark

 

a tam… wszystko jak należy – ceremonialna formułka odczytana podniosłym tonem, potem podpisy nowożeńców i świadków, wręczenie oficjalnego świadectwa zaślubin, dwie lampki szampana.

 

 

 

Reitweiner Heiratsmark

Reitweiner Heiratsmark

 

Przed namiotem stoi stół weselny i ślubne łoże 🙂

 

Reitweiner Heiratsmark

Najpierw jednak konieczne jest pokonanie toru przeszkód w formie całego mnóstwa ślubnych obrzędów. Zabawa przednia a i zainteresowanie całkiem, całkiem spore.

Żonkosie przyjeżdżają nawet z dość odległych terenów (Reitwein leży niemal na granicy z Polską). Często „zatwierdzają” po prostu zawarty wcześniej oficjalny związek.

Reitweiner Heiratsmark

 

Pomyślano także o tych, którzy drugiej połówki jeszcze nie posiadają a mimo wszystko chcieliby wziąć udział w zabawie. Specjalnie dla nich odbywa się na festynowej scenie Giełda Panien i Kawalerów.

 

Zabawnie zaaranżowanych  osób od lat 18 do 100  pojawia się na scenicznych deskach całkiem sporo, bo zabawa rzeczywiście przednia.

Uroczystości wieńczy oczywiście dostojna fotografia ślubna,
którą i my – choć bez Targi ślubne w Reitwein nadzwyczajnego certyfikatu – także sobie pstryknęliśmy.

 

Ps. Pozwoliłam sobie na odrobinę prywaty, bo dokładnie 35 lat temu przestałam nosić nazwisko Kielak. Bez szampana dzisiaj się nie obejdzie 🙂

Zaszufladkowano do kategorii C0_ZA ZACHODNIĄ GRANICĄ, C1_NIEMCY, c2_Reitwein, najnowszy wpis | Otagowano | 4 komentarze

Lato lato lato czeka. Razem z latem czeka rzeka, razem z rzeką czeka las…

Najwcześniejsze wspomnienia z wakacji?

przekszkolaczek
Stoję ukryta za drzwiami w kuchni i beczę. Łzy krokodyle ronię bezgłośnie. Wszyscy mnie szukają. Odnaleziona w końcu i wtulona w maminą spódnicę wyrzucam z siebie „…bo, bo, bo… Janusz ma WAKACJE a ja nieeeeeee”.  Żal serce ściska, bo oto Starszy Brat skończył I klasę a ja mam przed sobą jeszcze dwa lata przedszkola. I gdzie tu sprawiedliwość???

Za to ostatnie lato jeszcze nie-wakacyjne (jako że –  idąc tokiem przedszkolackiego rozumowania – dziejące się przed rozpoczęciem przez mnie nauki w podstawówce) minęło z przytupem. Nawet na uroczysty początek roku szkolnego się spóźniłam 🙂

Praha

 

Mały był ze mnie człowiek, więc w pamięci utkwiło raptem kilka zdarzeń.
Praga (czeska)

PrahaPo pierwsze
Złota uliczka – teraz zatłoczona do granic możliwości, wtedy wydająca się ósmym cudem świata. Powstała w 1597 r. i przez 350 lat mieszkali w niej najbiedniejsi mieszkańcy Hradczan. Wydawała mi się spokojna, cicha, żywcem z bajek wyjęta. I taka naprawdę była.

Praha

 

Po drugie
Staroměstský orloj – sześćsetletni dziś zegar z „teatrzykiem kukiełkowym” od którego nie mogłam oderwać oczu.

Po trzecie
Żółwie mieszkające w szufladzie biurka państwa Špitalskich, zaprzyjaźnionych prażan. Karmiłam je sałatą i byłam z tego dumna jak paw.

 

PrahaPo czwarte
Dziedziniec Zamku Praskiego
i Starszy Brat, który niebacznie upuścił po nogi papierek od cukierka. Kiedy tato nakazał mu natychmiast go podnieść, wiatr zaczął bawić się w ciuciubabkę. Wyglądało to niezwykle zabawnie – ilekroć Chłopiec pochylał się nad papierkiem, wystarczyło lekkie, figlarne dmuchnięcie…

 

Praha

 

…nawet nieruchomo tkwiący na warcie żołnierz nie wytrzymał w końcu i parsknął śmiechem. 😀

 

 

 

 

 

Po piąte – labirynt krzywych luster, po zwiedzeniu którego tato usiłował zakupić pomocne przy goleniu lusterko. Ekspedientka za żadne skarby nie chciała sprzedaćbludiště. Dopiero słownik wyjaśnił – pięknie brzmiące (zapamiętane z biletu wstępu) słowo oznaczało labirynt.

Po szóste – ciągle čerstvý chleb w sklepach. Dziwiło nas, że wszyscy tak ochoczo przyznają się do faktu sprzedaży nieświeżego pieczywa, my jednak mieliśmy ochotę wyłącznie na pyszne, pachnące. I tu przydał się słownik 🙂

Po siódme wreszcie – słynne „zgubienie się” ciekawej świata dziewczynki podczas rodzinnej wyprawy do praskiego ZOO. Do dziś uwielbiam flamingi. Były najcudowniejszym tłem powitania z odnalezionymi rodzicami. Gwoli ścisłości – to nie ja się zgubiłam. To oni  🙂

Konopiště  

Konopiste_13

Pałac z ogromną kolekcją myśliwskich trofeów arcyksięcia Franciszka Ferdynanda pozostawił niezatarte wrażenie. Tysiące wypchanych zwierzaków (w całości lub tylko samych głów albo poroży) uczyniły niezły zamęt w dziecięcej główce. Perła ówczesnego cesarstwa Habsburgów, jedna z najbardziej luksusowych dziewiętnastowiecznych rezydencji jeszcze dłuuuugo kojarzyła mi się wyłącznie z „zamkiem rzeźnika”.

Szczerze przyznam, że choć minęło pół wieku, do tej pory nie odwiedziłam tego miejsca powtórnie. Może zrobię to przy najbliższej okazji? Chyba czuję się już na tyle dorośnięta by ponownie zmierzyć się z koszmarem dzieciństwa.

Swoją drogą – gdyby rodzice spodziewali się takiego obrotu sprawy, pewnie skończyłoby się na spacerze po parku.
(Fotka pochodzi z oficjalnej strony Zamku Konopiszte (http://www.zamek-konopiste.cz/fotogalerie/zamek-a-zamecky-park/exteriery/) – zachęcam do obejrzenia całej galerii)

Hotel 

Nie pamiętam w jakiej czeskiej miejscowości stał. Pamiętam za to świecące od miki ściany zewnętrze i to, że zapamiętale wydłubywaliśmy ją razem z bratem…

Lato dzieciństwa. Każde było wyjątkowe. 😀

 

Zaszufladkowano do kategorii G0_WSPOMINKI, g1_wakacje_Praga, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , | 5 komentarzy

„SIEWBA – fenomen XX wieku” – historia prawdziwa, mało znana i w dodatku pięknie opowiedziana.

Połowę dzieła wykonał ten, kto je rozpoczął , czyli… na początku była „Siewba”

Wszystko zaczęło się w 1906 r. Na Mazowszu ukazała się chłopska gazeta z charakterystyczną sylwetą oracza na stronie tytułowej – i to była ta pierwsza polowa dzieła. Drugą jest film „Siewba – fenomen XX wieku” . Opowiadałam o nim już tyle razy, że trudno napisać coś odkrywczego ale… no nie mogę się powstrzymać , by po raz kolejny nie powtórzyć: TO BARDZO DOBRY FILM!

premierowo 0001_hf

 

11 kwietnia 2014 miał swoją oficjalną premierę w warszawskim Pałacu Przebendowskich/ Radziwiłłów.

 

 

Popremierowe wspominki

I tak chłopi, z włościaninem Janem Kielakiem na czele trafili na salony 😀 😀 😀
Prosto spod filmowej strzechy! I zrobili to z najprawdziwszym przytupem, bo impreza – śmiało rzec można – wspaniale się udała. Ba, dodam jeszcze, że absolutnie nikomu z przybyłych słoma z butów nie wystawała 

Historia pałacu jest interesująca

Wybudowany w XVII w. dla podskarbiego koronnego Przebendowskiego, przed ostatnią wojną należał do księcia Radziwiłła z Nieborowa. Za czasów słusznie minionego ustroju przewrotna decyzja kierownictwa partyjnego ulokowała w nim centralne „bijograficzne” muzeum Lenina. Od 1990 miejsce wygnanego wodza zajmuje Muzeum Niepodległości.

Muzeum Niepodległości w Warszawie

Muzeum Niepodległości w Warszawie

Posadowiony pomiędzy dwoma nitkami Al. Solidarności niczym łabędź na gnieździe budynek miał swoje lepsze i gorsze lata. Kiedyś odbywały się w nim słynne hiszpańskie bale maskowe.  W XIX w. wynajmowano jego sale „ludziom i aktorom”,  na przełomie wieków XX/XXI można było przyjść na film do „pałacowego” kina „Paradiso” a w słoneczny kwietniowy piątek roku bieżącego opanowany został przez Kielaków – przybyłych osobiście, obecnych duchem oraz tych zapisanych tylko na filmowych kadrach.

Kielakowie nie byli sami.

Pojawili się również bardzo oficjalni Ważni Goście (choć nie wszystkim, którzy swe przybycie potwierdzili udało się dotrzeć). Były przemówienia, prezentacje Najlepszej Pod Słońcem Ekipy Filmowej– tej stricte profesjonalnej i trochę mniej fachowej. Drugiej oczywiście fragmentarycznie, bo wszyscy statyści na scenie by się po prostu nie zmieścili.

Premiera - część ekipy filmowej

Premiera – część ekipy filmowej

Gwóźdź programu

Wreszcie rozpoczęła się długo wyczekiwana projekcja filmu a po jej zakończeniu brawa, brawa, brawa. Inaczej przecież być nie mogło. Zapamiętajcie tytuł: „SIEWBA – fenomen XX wieku” i obejrzyjcie, jeżeli tylko będziecie mieli możliwość.

scena z filmu

scena z filmu

O aktorach (bezsprzecznie świetnych i moich już na zawsze ulubionych)

Filmowi redaktorzy "Siewby"

Filmowi redaktorzy „Siewby”

Kazimierzu Mazurze (stryjeczny dziadek Jan Kielak),

Janie Kozaczuku (adwokat Tadeusz Gałecki)

i Przemysławie Wasilkowskim (inż. Jan Piliński)

wspominałam we wcześniejszym poście, siedzącym sobie cichutko w zakładce „potyczki genealogiczne”  (Jak feniks z popiołów )

Teraz chciałam pokłonić się nisko tym, których na ekranie nie widać a przecież bez ich mrówczej pracy efekt byłby żaden. Dana mi była możliwość przyglądania się z boku ułamkom ich pracy (…a ty idź i siej…czyli przygoda na planie filmu o SIEWBIE)

Chociaż minął już prawie rok – nadal pozostaję pod wrażeniem. W pamięci tkwią szczególnie:

Na planie filmowym

Na planie filmowym

 

 

– łagodny ale zdecydowany głos reżysera (Ewa Pytka) wyrokujący kolejną powtórkę sceny,

 

 

Na planie

Na planie

 

– żywiołowa radość współreżyserki i jednocześnie autorki scenariusza (Aurelia Sobczak) kiedy wreszcie wyszło na sicher

 

 

 

premierowo

 

– filigranowa, ciągle uśmiechnięta kamerzystka (Magda Karpowicz). ZAWSZE wydawało mi się, że obsługa już „na oko” solidnie ważącego sprzętu to domena dobrze zbudowanego mężczyzny . Kolejny raz okazało się, że niewiasta to jedna wielka zagadka 

 

 

premierowo

 

–  uwijający się jak w ukropie Bolek Kielak i Alik Dziki,  dzielnie stawiający czoła m.in. rzeszom komarów

 

 

premierowo

 

 

– czuwające nad każdym odklejającym się wąsem czy nadmiernie błyszczącym obliczem charakteryzatorki

 

 

 

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, nie zapominając o pochyleniu czoła nad żmudną i niewdzięczną pracą pani Doroty dbającej o tzw. cyferki – bez niej nasze Stowarzyszenie nie podjęłoby wyzwania.

Stworzenie filmu, zwłaszcza fabularyzowanego dokumentu to nie przysłowiowy „pikuś”. Fakty to fakty – ubarwianie fantastyką odpada. Żywiołowej akcji z pogranicza przygód Jamesa Bonda i Mission Impossible nie znajdziecie tu ani ciutki, mimo to zachęcam po raz kolejny.

„SIEWBA – fenomen XX wieku” – historia prawdziwa, mało znana i w dodatku pięknie opowiedziana.

Film współfinansowany ze środków Gminy Tłuszcz i Starostwa Powiatu Wołomińskiego, zrealizowany przez Stowarzyszenie Rodu Kielaków – „Siewba” we współpracy z Fundacją Wspierania Kultury – „Widnokręgi Wyobraźni” oraz Stowarzyszeniem AXA z Rysia.

Scenariusz (w części dotyczącej „Siewby”) powstał w oparciu książkę Stanisława Kielaka „Tłuszcz – wieś – osada – miasto 1447 – 1980” wydaną sumptem Stowarzyszenia Rodu Kielaków.

Zaszufladkowano do kategorii D0_POTYCZKI GENEALOGICZNE, d1_SIEWBA_premiera, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , | 7 komentarzy

Iwaszkiewiczowanie czas zacząć czyli o czarownych miejscach, które w pamięć zapadają

 

Anna i Stanisław Iwaszkiewiczowie okiem Witkacego (fragment ekspozycji w Stawisku)

Anna i Stanisław Iwaszkiewiczowie okiem Witkacego (fragment ekspozycji w Stawisku)

Podróżowanie śladami Iwaszkiewicza dostarczyć może wielu wrażeń. Mnie wciągnęło po uszy zwłaszcza PanaJarosławowe opisywanie Danii z czasów, kiedy przebywał tam na placówce dyplomatycznej (w latach 1932-35 był sekretarzem  Poselstwa Rzeczypospolitej Polskiej w Kopenhadze).

Szczerze polecam zapoznanie się z tytułem „Gniazdo łabędzi. Szkice z Danii”.

 

Skoro więc trafiliśmy „stacjonarnie” (choć na chwilę, ale jednak) w pobliże Podkowy Leśnej, po prostu nie wypadało nie odwiedzić Stawiska.

Stawisko - dom Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Podkowie Leśnej

Stawisko – dom Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Podkowie Leśnej

Stawisko

Wspaniałą willę otrzymali Iwaszkiewiczowie w prezencie ślubnym od ojca Anny, Stawiskobogatego przemysłowca Stanisława Lilpopa.

Klimatyczne miejsce, wysycone przez lata użytkowania mnóstwem wyzierających z każdego kąta ciekawostek, anegdot i frapujących historii jest dziś – zgodnie z zapisem testamentowym – muzeum.

 

Jedno z wnętrz w willi Iwaszkiewiczów

Jedno z wnętrz w willi Iwaszkiewiczów

 

 

Sprzęty, obrazy, książki (mnóstwoooo)

 

 

 

fragment ekspozycji

fragment ekspozycji

 

fotografie gadżety… jest ich tutaj tyle,
że można wracać i wracać, i wracać,
i wracać… i zawsze znajdzie się coś,
co wcześniej umknęło naszej uwadze.

 

 

 

Biurko Jarosława Iwaszkiewicza

Biurko Jarosława Iwaszkiewicza

 

Rozczuliło mnie biurko Mistrza, pod którym ciągle stoi wykonany przez jego wnuczki kosz na papiery.

 

 

 

 

Park porośnięty ciekawym drzewostanem,

Widok na park przez okienko poddasza

Widok na park przez okienko poddasza

aleje ograniczone magicznie powyginanymi, sięgającymi ziemi konarami. Pięknie tu o każdej porze roku.

W poniedziałki, kiedy muzeum zamknięte warto poplątać się pośród nich w spokoju. Turystów wtedy zdecydowanie mniej, więc kto wie? Może oczyma wyobraźni dojrzycie w oddali błąkającą się pośród drzew kobiecą postać w czerni? Anna Iwaszkiewiczowa bardzo lubiła to miejsce.

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

 

…jak mawiał ks. Jan Twardowski.

Kwatera rodzinna Iwaszkiewiczów na cmentarzu w Brwinowie

Kwatera rodzinna Iwaszkiewiczów na cmentarzu w Brwinowie

 

Ostatnie (właściwie ostateczne) mieszkanie Iwaszkiewiczów znajduje się niedaleko Stawiska – w Brwinowie.

Na klimatycznym tamtejszym cmentarzu spoczywają w rodzinnej kwaterze. Niestety, nie oszczędziły jej hieny cmentarne.

 

...na hieny cmentarne nie ma żadnej rady?

…na hieny cmentarne nie ma żadnej rady?

 

 

Na niektórych nagrobkach ostały się jedynie nieliczne ślady inskrypcji

 

 

 

Aida

O rzut beretem od Stawiska oddalona jest „Aida” Podkowa Leśna– piękna drewniana willa w Podkowie Leśnej posadowiona – a jakże –  pomiędzy ulicami Iwaszkiewicza i Lilpopa.

 

Wejścia znajdują się od obu stron, my wybraliśmy „Lilpopowskie” .

 

 

Cała uliczka urokliwa.

Po płotach i drzewach biegają wiewiórki

Podkowa Leśna

Za „Aidowym” ogrodzeniem pasie się stado glinianych kurek,

Podkowa Leśna

Rzeźbione w drewnie koronki dekorują caluchny dom.

Willa Aida

Willa Aida

Cudnie. Wspinam się na palce, żeby pstryknąć im zdjęcie. Dom jest własnością prywatną, brama więc zamknięta ale… na umieszczonej na płocie tablicy opisującej willę jako miejsce na szlaku „Śladami Jarosława Iwaszkiewicza po Brwinowie i Podkowie Leśnej” czytamy między innymi „Od 1928 r. willa kilkakrotnie zmieniała właścicieli, groziła jej całkowita ruina. Obecnie, po kilku remontach, odzyskała dawny blask i została wpisana do rejestru zabytków, a jej nowy właściciel otwiera drzwi dla koneserów literatury, muzyki i sztuki”.

To co? Próbujemy? Wszak koneserami niewątpliwie jesteśmy! 😀

Willa "Aida"

Willa „Aida”

Willa "Aida"

Willa „Aida”

… i spróbowaliśmy. 😀

Jestem pod wrażeniem do dziś! Przeuroczy właściciel jest doktorem matematyki stosowanej w naukach społecznych. Zawsze wydawało mi się, że tak ścisłe umysły są niedostępne niczym góra lodowa. Nic bardziej błędnego! Artystyczna dusza od czubków uszu po czubki butów!

 

Z niebywałym wdziękiem zastaliśmy oprowadzeni  po wszystkich zakamarkach

Willa "Aida"

Willa „Aida”

 

tego – bądź co bądź – prywatnego mieszkania.

Ani dom ani jego właściciel nie dadzą się zapomnieć.

 

 

 

Podkowa Leśna chyba nas polubiła. Wypuścić przecież nie chciała…

Podkowa Leśna

 

Nawiasem mówiąc – wiecie, że Jarosławowi Iwaszkiewiczowi było właściwie „Leon”?

 

Zaszufladkowano do kategorii A_KRAJOZNAWCZE, a_maz_Stawisko, a_MAZOWIECKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

Sposób na zamczysko

Wyspa Uznam traktowana jest przez polskich turystów trochę po macoszemu. Niemal każdy skupia się na urokach nadmorskich kurortów i jest to – nie ukrywam – duży błąd, bo ich nieco dalsza okolica ma wiele do zaoferowania. Penetrowaliśmy ją wyrywkowo podczas trzytygodniowego pobytu w świnoujskim sanatorium. No cóż – sumienne korzystanie dobrodziejstw fizykoterapii nie pozostawia zbyt wiele wolnego czasu, a że pora była jesienna, to i dnia szybko ubywało.  Plany powrotu w te okolice z pewnością się więc prędzej czy później skrystalizują 😀

Wyprawa do środka…wyspy

ŒŒFragment mapy wyspy Uznam z zaznaczonym Mellenthin

ŒŒFragment mapy wyspy Uznam z zaznaczonym Mellenthin

Dziś proponujemy wycieczkę do samego centrum wyspy. Rozłożyła się tam sympatyczna miejscowość o nazwie Mellenthin, która za czasów Słowian połabskich nosiła miano Mielęcin. Niektórzy Niemcy dopatrują się źródłosłowu „Mellenthin” w słowiańskim określeniu mającym oznaczać „centrum” niczego konkretnego jednak nie dopasowali.

 

 

Zamek na wodzie

Zamek na wodzie

Jak zwał, tak zwał – miejscowość wyróżnia się wśród innych przede wszystkim tym, że – jako jedna z nielicznych – nie posiada dostępu do żadnej wody: ani do morza, ani do Zalewu Szczecińskiego ani nawet do jednego z mnogich na Uznamie jezior. I tu ciekawostka: mimo tych „ braków” a może właśnie  na przekór nim Mellenthin wabi gości  wybudowanym z fantazją renesansowo-barokowym dworem.

 

Zamek na wodzie

Szesnastowieczna budowla powstała na zlecenie Rudigera von Neurenkirchen.

kamienny most nad fosą

kamienny most nad fosą

Wynajęty do tego celu włoski architekt otoczył ją zachowaną do dziś fosą.
Na dziedziniec wiedzie kamienny most, którego strzeże odziany w kolorowy strój wartownik. Wejść można bez problemu po uiszczeniu myta w wysokości 2 € . 

Zapewniam, że warto to zrobić, mimo iż szlachecka siedziba nosi na sobie piętno czasów słusznie minionych. W DDR-owskiej rzeczywistości różnie jej się wiodło, nie dziwota więc że we wnętrzach z tzw. substancji zabytkowej nie zachowało się wiele.

renesansowy kominek z 1613 r.

renesansowy kominek z 1613 r.

Przepyszny, bogato zdobiony sztukaterią kominek z 1613 r. wpada w oko natychmiast po wkroczeniu do pałacu. Wpada i wypaść nie chce J

W czasach swego powstania ogrzewał wielką, reprezentacyjną sień, aktualnie zaś zdobi jedną z restauracyjnych sal… bo „Wasserschloss” jest popularnym hotelem z nieźle prosperującą knajpką. KONIECZNIE trzeba do niej wejść i… wykorzystać swoje 2 € wstępu na most :).

Jeżeli cokolwiek zamówicie (np. zamkową kawę lub piwo w cenie 1,99 €), zapłacone wcześniej myto zostanie wam odjęte od rachunku.

Pałacowa kawa

Pałacowa kawa

Wolna wola – można tylko posiedzieć w parku
lub wejść do przyzamkowego sklepiku albo palarni kawy
ale będzie to – nie obraźcie się – zwyczajne frajerstwo.
(I już wiadomo dlaczego w knajpce zawsze ktoś coś spożywa.
Poza tym zamek posiada własny browar).

Kamienna świątynia

Kościół z 1330 r.

Kościół z 1330 r.

 

Opuszczając siedzibę Rudigera mijamy okazałe zabudowania folwarczne (również oferujące usługi hotelarskie i gastronomiczne). Kilkaset metrów dalej stoi prawdziwa perełka – kamienno-ceglany kościółek z 1330 r.  Jak wszystkie świątynie na Uznamie drzwi oczywiście ma otwarte.

 

Wnętrze kościoła z 1330 r.

Wnętrze kościoła z 1330 r.

 

Wchodzimy do środka, zapalamy światełko i… trwamy sobie przez czas jakiś w niemym zachwycie, bo tu i sklepienie krzyżowe z unikatowymi freskami i zdobne motywami roślinnymi zabytkowe ławki,

Płyta nagrobna budowniczego zamku i jego małzonki

Płyta nagrobna budowniczego zamku i jego małzonki

 

ciekawy ołtarz i kamienna płyta nagrobna imć Rudigera wraz z małżonką a nawet młyński kamień z czasów wczesnosłowiańskich. Świątynię otacza stary cmentarz a na nim – oprócz zabytkowych nagrobków – pomnikowych rozmiarów dębiszcze rośnie.

fragment wczesnosłowiańskiego koła młyńskiego

fragment wczesnosłowiańskiego koła młyńskiego

Niemiecka część wyspy Uznam miejscami jeszcze przypomina DDR-owski skansen. W tyglu demoludów siedzieliśmy wspólnie ale wygląda na to, że nasi małomiasteczkowi (i nie tylko) włodarze powinni udać się tam na nauki, w jaki sposób skutecznie promować swoje małe ojczyzny.

nad fosą

nad fosą

W zamkowej restauracji

W zamkowej restauracji

w zamkowej restauracji

w zamkowej restauracji

Nad fosą

Nad fosą

Browar zamkowy (przez szybkę na przestrzał)

Browar zamkowy (przez szybkę na przestrzał)

Jeden z pomnikowych dębów przy kościele

Jeden z pomnikowych dębów przy kościele

 

 

 

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii C0_ZA ZACHODNIĄ GRANICĄ, C1_NIEMCY, c2_Mellenthin, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , | 7 komentarzy