BALLADA O DZIKIM ZACHODZIE

Dawno, dawno temu, jeszcze w latach 70. minionego (czyli XX) wieku Wiesław Gołas i Jan Kobuszewski śpiewali:

Potwierdzają to setne przykłady,
że westerny wciąż jeszcze są w modzie,
wysłuchajcie więc, proszę, ballady
o tak zwanym najdzikszym zachodzie

Pamiętacie? 🙂

Gdyby odrobinkę zmodyfikować ten tekst, ciąg dalszy mógłby brzmieć na przykład tak:

Miasto było tam, jakich tysiące.
Wokół gruzy, Katedra nietknięta,
jak gdzie indziej świeciło tam słońce.
Przyjechały z daleka dziewczęta…

Nazywają je dzisiaj pionierkami.

…i mają rację.

Były młode i bardzo odważne. Przyjechały w nieznane miejsce nie mając pojęcia, co tutaj zastaną. Domy wielu z nich pozostały za nową granicą wschodnią, inne straciły wszystko
w centralnej Polsce,  jeszcze inne zatrzymały się podczas powrotu z przymusowych robót czy nazistowskich obozów.
Dawny niemiecki Landsberg an der Warthe stawał się właśnie Gorzowem nad Wartą
(nie wiedzieć czemu przemianowano go później na Wielkopolski).
Był obcy, nie zawsze przyjazny. Mimo to zostały.

Dziś, po 70 latach opowiadają przed kamerą jak z tym budowaniem NOWEGO było.
To jest ICH miasto. Kochają je i nie krępują się głośno o tym mówić.

„Moje miasto, czyli jak kobiety Gorzów budowały”

Początek działalności pionierów przypominał sztukę składająca się z trzech aktów wystawianych w dowolnej kolejności. Troska o bezpieczeństwo, troska o żywność
i momenty humorystyczne. Tytuł sztuki „Wielka improwizacja”
( Natalia Bukowiecka-Kruszona; fragm. powieści Rubież, str.77)

plakatZe wspomnień sześciu kobiet powstał bardzo ciepło przyjęty film. Film potrzebny i niezwykle wzruszający – chwilami smutny, chwilami zabawny
i bardzo, bardzo ciekawy. Wyświetlany dopiero trzykrotnie, za każdym razem przy nadkomplecie widzów.

Wielu opuszczało seans ocierając dyskretnie łzy.
Ja także… ale mnie dziwić się nie można. Po pierwsze – jedną z opowiadających o budowaniu małej ojczyzny jest Jadwiga Kielakówna, córka Konstantego  (który był przecież moim rodzonym dziadkiem), a po drugie – oczy od zawsze pocą mi się wyjątkowo łatwo.

Szli na zachód osadnicy…

Konstanty

Dziadek Kostek (nie dane mi było go poznać)

Jest czerwiec 1945. Niedługo minie rok od tragicznej
śmierci Konstantego. Jego żonie Jance, trzem córkom
i synowi nie jest łatwo. Do domu w Pińsku wracać nie mogą.
Warszawa zrujnowana. W Chrzęsnem, w Tłuszczu,
w okolicach pracy nie ma a żyć trzeba…
mieszkania też nie stoją otworem.

 

Jadw1

Jadwiga (pionierka)

Średnia córka Kostka – Jadzia –  jako jedyna dziewczyna decyduje się pojechać z chłopakami na zachód.
Zatrzymują się w Gorzowie.
Jadwiga kwateruje na pokoju u Niemców (jeszcze nie wszyscy wyjechali), rozpoczyna pracę jako kelnerka.
Kiedy w lipcu dostaje klucze do mieszkania, przyczepia
na drzwiach informację „Zajęte przez Polaka” i rusza
po rodzinę.

 

Kobiety się wahają, ale Fredek (mój ojciec) jest już spakowany. Tylko na to czekał. Mimo, że ma dopiero 15 lat, także zostaje pionierem. Kolejna ciotczyna wyprawa pod Warszawę skutkuje pełną i ostateczną przeprowadzką. Kielakowie stają się gorzowianami.

1.5.49 -1

Pierwszy z prawej – Fredek

 

Każdy, kto czuje w sobie moc! One ją czuły.

 Nieliczna grupa ludzi otoczona zgrają szabrowników, których bogactwa Gorzowa przyciągnęły z całego kraju, karczując wśród twardych warunków teren dla każdej polskiej myśli, dla każdego polskiego czynu, żelaznym wysiłkiem, pionierską pracą, misjonarskim poświęceniem postawiła powiat gorzowski w rzędzie najlepszych
na ziemiach nowo odzyskanych (…)

Gorzów czeka na ludzi. Czeka na rzemieślników, rolników, inteligentów. Każdy,
kto czuje w sobie moc i chęć do twórczej pracy, niech idzie na dworzec
i spyta, o której odchodzą pociągi w kierunku Poznań-Gorzów.
Niech jeździe. Jutro będzie szczęśliwy.
(„Głos Wielkopolski” 25.07.1945; fragm. tekstu N.Bukowieckiej)

 By czas nie zaćmił i w niepamięć nie obrócił

Z każdym rokiem ubywa gorzowskich pionierów, dlatego tak ważne jest, by słuchać
i zapisywać ich opowieści.

Przemijamy. Stare ustępuje miejsca nowemu, w ten sposób świat posuwa się naprzód. Ale pamiętajmy o tych, którzy odchodzą – ta pamięć daje im nieśmiertelność.
(Rafał Kosik)

Niespełna godzinny film jest  – a jakże! – dziełem kobiety 😀
Pracowali zresztą przy nim sami młodzi ludzie: w scenach fabularyzowanych grały
i  w teledysku śpiewały uczennice gorzowskiej Szkoły Muzycznej, natomiast muzyka
oraz cała ścieżka dźwiękowa to dzieło ich kolegów.

A pomysłodawczyni i reżyserce filmu, Małgorzacie  Wrześniak wielkie, serdeczne DZIĘKUJĘ.
Tak trzymać pani Małgosiu! Wytrwałości i skuteczności w realizacji kolejnych pomysłów!

 

Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie ( Wisława Szymborska)

Ten wpis został opublikowany w kategorii D0_POTYCZKI GENEALOGICZNE, d1_drzewo rodowe, najnowszy wpis i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „BALLADA O DZIKIM ZACHODZIE

  1. ZosiaMirek pisze:

    Niesamowite, wzruszające. Odważne dziewczyny, nie wiem czy dzisiaj takie są…piękne zdjęcia

  2. ZosiaMirek pisze:

    Miło Ciebie tu spotykać. Lubię to miejsce. Jest przytulne:)

    • Maria Gonta pisze:

      Ja też lubię to miejsce i ubolewam, że tak mało czasu ostatnio mu poświęcam.
      Może wreszcie to, co wokół mnie ustatkuje się na tyle, że wrócę do normalności?

  3. ZosiaMirek pisze:

    Najserdeczniejsze pozdrowienia złóż Pani Jadwidze!!! stu lat albo i więcej jeśli zechce życz od nas. Kłaniamy się nisko… czapki z głów, panowie

  4. Czereśnia pisze:

    Odważna z niej dziewczyna…Nie wiem czy ja bym tak potrafiła…Pozdrawiam:)

  5. pat pisze:

    Fantastyczne jest to, że dane było mi ich poznać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *