Największe jezioro Rzeczypospolitej

Największe, jakie kiedykolwiek znajdowało się w jej granicach – i to nie tylko przedwojennych ale także wcześniej, w granicach  tej, którą nazywamy Pierwszą, istniejącą do rozbioru  w 1795 r. Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Jest piękne, wielkie, zda się bezbrzeżne. Ma osiem tysięcy hektarów powierzchni. Z północy na południe rozciąga się na 10 km, zachodu na wschód – na 13 km.  W najgłębszym miejscu osiąga 25 m. Kształtem przypomina serce…tętniące serce Kresów. Wiecie jak się nazywa?

jezioro Narocz

Jezioro Narocz
u kresu – bezkresne

…tak mówi o nim poetka – Anna Bołt – w wierszu „To było daleko”.
Kiedy wdrapaliśmy się na punkt widokowy w pobliżu szosy poprowadzonej jego brzegami, naszym oczom ukazało się dokładnie takie, jak w wierszu… niezmierzone  mare lithuanicum. Podobno nigdy jego powierzchna nie jest spokojna. Marszcząca się, multibłękitna tafla tym bardziej więc przypomina morze.

jezioro Narocz
jezioro Narocz

Jan Bułhak – nestor polskiej fotografiki krajobrazowej – nie tylko uwieczniał Narocz na kliszy. Do niezwykłych zdjęć dołożył także opis, jak dla mnie mistrzowski:
„Narocz odróżnia się od naszych jezior obszarem i prostotą. Prawdziwa wielkość nie potrzebuje drobiazgowej ozdobności. Obchodzi się bez niej i Narocz (…) Ma figurę obłą, łagodnie wyokrągloną i kształtem przypomina prawdziwe ludzkie serce. Gdyby nie potężny trójkątny półwysep Nanosów , co jak róg nosorożca bodzie jezioro, gdyby nie przerost lewej komory na północy, byłoby to prawidłowe ludzkie serce, wymalowane szafirem na szmaragdowej mapie kraju przez przedwieczne kataklizmy (…)” 

książka Bułhaka

Spędziliśmy nad kresowym morzem raptem jeden wieczór i to w poszukiwaniu noclegu. Nie rozdrabnialiśmy się. W planach „na zaś” był powrót w te okolice na co najmniej dwa dni, bo teren wyjątkowo urokliwy i mocno z naszą historią związany. No cóż, jak dotąd nie udało się ich zrealizować. 🙁
Jeżeli kiedykolwiek tam wrócimy, w pierwszym rzędzie odszukamy dwa samotne krzyże przy południowym krańcu Naroczy (niedaleko małego jeziorka Blado). Są dziś jedynym wspomnieniem po bazie pierwszego na Wileńszczyźnie oddziału partyzanckiego AK, dowodzonego przez Antoniego Burzyńskiego – „Kmicica”. Tragiczne to dzieje i tak mało znane, że warte przytoczenia.

Ta ziemia do Polski należy,
choć Polska daleko jest stąd,
bo wolność krzyżami się mierzy
historia ten jeden ma błąd

Nadnaroczańskie lasy i okoliczne mokradła były w czasie II wojny miejscem działania wielu oddziałów partyzanckich – sowieckich, białoruskich i litewskich. Wyróżniali się wśród nich polscy Jędrusie (ok. 300 żołnierzy) z oddziału  ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Przeprowadzili wiele udanych akcji – m.in. na żandarmerię niemiecką w Duniłowiczach i Kobylniku, rozbroili niemiecki garnizon w Żodziszkach… niestety… stali się solą w oku komunistów.

Blisko polskiego zgrupowania mieli swoją bazę sowieccy partyzanci Fiodora Markowa (ok. 2000 osób). Ponieważ obaj dowódcy znali się jeszcze z cywila (chodzili kiedyś do tej samej szkoły), całkowicie naturalne stały się spotkania „międzyoddziałowe”. Pomiędzy akcjami życie towarzyskie kwitło. Pojawiły się plany wspólnego ataku na silny garnizon niemiecki w Nowym Miadziole. „Kmicic” wraz z kilkoma innymi akowcami udał się na naradę do sztabu Markowa. Nigdy nie wrócili.

 

Dostałem rozkaz z Moskwy, żeby polski oddział rozbroić

– miał powiedzieć Markow. Wykonał go co do joty. Był 26 sierpnia 1943 r. „Kmicicowi” Jędrusie zostali otoczeni przez ponad tysiąc radzieckich partyzantów. Nielicznym udało się uciec. Spośród 150 zaskoczonych Polaków, kilkudziesięciu wcielono do nowo utworzonego, podporządkowanego Markowowi oddziału. Po pozostałych słuch zaginął. Jak się później okazało, zostali wraz z „Kmicicem” zamordowani – osiemdziesięciu partyzantów i członków podziemia. Niedobitki polskiego oddziału zasiliły szeregi „Łupaszki” (Zygmunta Szendzielarza).

Chichot historii

Antoni Burzyński ps.Kmicic

Antoniego Burzyńskiego „Kmicica” pośmiertnie odznaczono Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Podstępny Fiodor Markow przeżył go o 15 lat. Dożył roku 1958 r. z tytułem Bohatera Związku Radzieckiego i Orderem Lenina w klapie. W miejscu, gdzie znajdowała się kiedyś baza jego oddziałów utworzono muzeum i skansen partyzancki. Lokalizację polskiego obozu upamiętniają tylko dwa krzyże (miejsce to w przybliżeniu wskazuje strzalka na powyższej mapce)

jezioro Narocz

 

Na przykościelnym cmentarzu w Kobylniku (dzisiaj miasteczko Narocz) ustawiono w 1992 r. pamiątkowy krzyż Straży Mogił Polskich na Wschodzie  z tablicą: „Pamięci żołnierzy AK zgrupowania „Kmicica” poległych w walce z Niemcami i zamordowanych przez oprawców stalinowskich w latach 1943-45”

(i jeszcze LINK dla tych, których zainteresowała historia Brygady Partyzantów „Kmicica”).

Noclegowe pierepałki.

Zakończenia opowieści nie powinny być smutne, dlatego posłuchajcie, jak to z poszukiwaniem noclegu było…
Baza turystyczna nad Naroczą miała być wyjątkowo różnorodna i ogólnodostępna. Tak przynajmniej nam się wydawało. Poszukiwania rozpoczęliśmy od ośrodków szczelnie wypełnionych drewnianymi domkami w stylu wczesnogierkowskim. W żadnym z nich nie udało nam się nawet przekroczyć bramy z groźnym wartownikiem. Nie było z kim gadać.

Noc zbliżała się nieubłaganie.  Ułożenie się do snu w samochodzie raczej nie wchodziło w grę. Czuliśmy się zdecydowanie mniej bezpiecznie niż w Skandynawii, gdzie niepisane prawo pozwala rozbijać namiot w każdym miejscu, o ile nie ma w pobliżu tabliczki zakazującej biwakowania. Drogowskaz kierujący do prywatnego hotelu był jak objawienie. Doprowadził nas do wypasionej willi. Uff…

Dwaj właściciele wyglądali jakoś…dziwnie. Cechą charakterystyczną każdego z nich był gruby kark, szerokie bary i wielki złoty zegarek błyskający na nadgarstku. Zaprosili nas uprzejmie na pięterko a tam… cud, miód, ultramaryna! Olbrzymie pomieszczenie z doskonale wyposażonym aneksem kuchennym i jednym, słownie JEDNYM ogromniastym łożem przykrytym pikowaną narzutą z frędzelkami. Ściany wokół łoża wymalowano ognistą czerwienią.
Że łoże jedno a nas czworo, to przecież żaden problem!- popatrzyli na nas z politowaniem- przecież duże i wygodne.
Cena? No przecież się dogadamy!
Nie dogadaliśmy się. 150 $ OD OSOBY uznaliśmy za cenę wygórowaną.

 

Przytulisko znaleźliśmy w jednym z nadnaroczańskich wieżowców sanatoryjnych. Dyżurująca na piętrze etażowa  uprzedziła nas, że ciepła woda jest tylko do 22.00, a od 22.00 zaczyna się cisza nocna. Ponadto przed wyjazdem musimy poprosić ją o „odebranie” pokoju.
Kąpiel pod prysznicem okazała się prawdziwą przygodą. Łazienkę skonstruowano tak oryginalnie, że woda nie zatrzymywała się w brodziku tylko wypływała do przedpokoju. Sprzątanie pobojowiska zajęło nam część nocy. Jej resztę umilały wokalne popisy kuracjuszy, których najwyraźniej dyscyplina nocna nie obejmowała. Niech się martwią innostrancy. Oni i tak już na starcie płacą podwójną cenę noclegu.

…działo się to wszystko 10 lat temu. Teraz może (mam nadzieję) łatwiej już o nocleg nad Naroczą.

 

A przed wojną

przed wojną
przyjeżdżały panie
z Warszawy
chodziły w krótkich
spodniach (…)
budziły zgorszenie
babuszki spluwały
siarczyście –
żegnały się Sodomą i
Gomorą(…)

(Anna Bołt; „Podróż”)

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii E0_WĘDRÓWKI KRESOWE, e1_Narocz, najnowszy wpis i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Największe jezioro Rzeczypospolitej

  1. Zofia Konopielko pisze:

    Zachwycona, aż do Wikipedii zajrzałam: „jezioro w północno-zachodniej Białorusi (obwód miński, rejon miadziołski), w dorzeczu Wilii. „. Słyszałam od Matki, nigdy nie widziałam. Jak zwykle ciekawie opowiedziałaś, aż zbudziła się tęsknota by tam być…. Nieżyjący już niestety kuzyn był w chyba w tym oddziale AK zdążając okrężną drogą ze wschodu na zachód na pomoc powstańczej Warszawie i z powrotem na wschód, zatrzymując się w Kampinosie …

  2. Maria Gonta pisze:

    No popatrz Zosiu, jak to się dziwnie losy ludzkie plotą.
    …a ja mam nadzieję jeszcze tam pojechać. Możliwości fotograficzne posiadamy teraz o niebo większe…i więcej wiemy w temacie.

  3. Stokrotka pisze:

    I znowu wróciłam nad Narocz. Bo ja rok temu o tym polskim jeziorze pisałam. Gdybyś miała ochotę to zapraszam do przeczytania:
    http://prawiewszystkiemojepodroze.blog.onet.pl/2012/07/17/dawne-polskie-jeziora/
    Widać, że rzeczywiście o wielu wspólnych miejscach piszemy.
    Serdecznie Cię pozdrawiam i zapraszam do siebie na stałe.
    Dzisiaj o Koryncie piszę.

  4. Maria pisze:

    Ty to Mario ciągle podróżujesz…………..znowu jestem troszkę mądrzejsza nawet nie wiedziałam że takie jezioro istnieje. Pozdrawiam……..

  5. Jolanta pisze:

    No to ja mam dwa wyjścia: albo kłamać, że tak, wiedziałam, tylko zapomniałam – albo napisać prawdę, że nie miałam pojęcia o istnieniu tak cudownego jeziora. Ot, luki w wiedzy. Dzięki Twojemu znakomitemu wpisowi trochę zapełnione.
    Historia tamtych czasów bywa przerażająca, brak słów na opisanie odczuć po przeczytaniu.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

  6. ZielonaMila pisze:

    Wspaniały post, takie opowieści czyta się z zapartym tchem, cudowne miejsce:) Pozdrawiam

  7. rodorek pisze:

    Lubię Twoje opowieści. Jezioro rzeczywiście przypomina pulsujące serce:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

  8. Monia pisze:

    Kolejna porcja historii o Kresach. Kresach, które są dla mnie białą plamą. Dzięki Twoim postom, ta biała plama powoli znika. Jeszcze raz dziękuję za możliwość poznawania Kresów, choćby wirtualnie. Serdecznie pozdrawiam.

  9. Anna Malecha z domu Huszczo pisze:

    Może ktoś odpowie na mojego e’maila. Mój tata urodził się w małej wiosce o nazwie Kusiewszczyzna, leżącej około 2 km od Kobylnik – dzisiaj Narocz. Byłam w tej wiosce 3 razy w życiu – ostatnio w roku 1987. Prawdopodobnie żyje gdzieś w okolicy rodzina mojego taty – Huszczo. Gdyby ktoś coś wiedział o mojej rodzinie proszę napisać.
    Ania

  10. Tadeusz Kodż pisze:

    Kresy, a szczególnie tereny dawnej Wileńszczyzny są mi szczególnie bliskie. Tę część tej niezwykłej krainy, która została po stronie litewskiej trochę znam. Niestety to co przypadło Białorusi poznaję jak do tej pory tylko wirtualnie. Podróż odkładam od dawna na potem. A czas płynie . Wileńszczyzna ( te tereny dawniej tak określano) jest związana z losami wielu Polaków, również Gorzowian.Chichot historii sprawił, że tę krainę podzielono między dwa państwa, stanowiące dawniej jedność w ramach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Na Litwie zawzięcie wypiera się pamięć o wszystkim co polskie ( choć w Wilnie każdy stary kamień mówi po polsku), natomiast Białoruś Łukaszenka zrusyfikował. Pozdrawiam i zachęcam do podróży do naszych prastarych ojczyzn tak związanych z naszą historią, literaturą patriotyzmem, z Polską.

    • Maria Gonta pisze:

      Dziękuję za miły komentarz. Nie wiem jak teraz, ale podczas kilku naszych pobytów na Białoruci nie odczuliśmy aż tak bardzo rusyfikacji. Tylko że to było ponad 10 lat temu, teraz wszystko wokół się zmienia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *