Na literackim szlaku Poznania

Wakacje na literackim szlaku

…i nie tylko wakacje. Miejsca związane z ludźmi „uprawiającymi” literaturę są interesujące o każdej porze roku 🙂 Zacznijmy od Poznania, w którym zobaczyć warto trzy wpisujące się w temat placówki:

  • Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza
  • Pracownię-Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego
  • Mieszkanie-Pracownię Kazimiery Iłłakowiczówny

Wszystkie są oddziałami Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu. Pierwsza – mimo całej staranności trwającego kilka lat remontu i nowej aranżacji ekspozycji – jakoś nie chwyciła nas za serce.

Dotykowe ekrany, multimedialne „szafki” wyposażone w przyciski sprzężone
z elektronicznym przewodnikiem, który mało, że opowiada miłym głosem o eksponatach, to jeszcze podświetla ten, o którym aktualnie mówi, szklane gabloty…
Piękne to i funkcjonalne tylko duszy brak.

Spiritus movens pozostałych placówek stanowią natomiast ich kustosze (na co dzień pracownicy Biblioteki Raczyńskich). I właśnie takiego „czynnika ludzkiego” zabrakło nam w ślicznym, nowoczesnym muzeum.

Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza

Stary Rynek 84
wtorek- piątek 9:00-17:00
sobota 9:00-16:00 (wstęp bezpłatny)

Poznan kamienica QuadroUlokowane jest w pięknej kamieniczce z 1533 r. wybudowanej dla projektanta poznańskiego ratusza, Jana Baptysty Quadro.

Powstało w 1978 r. dzięki kolekcjonerskiej pasji Ignacego Mosia (1917-2001). Zbierane przez siebie sienkiewicziana ofiarował Bibliotece Raczyńskich
aby po wsze czasy pod swym patronatem udostępniała
je zwiedzającym. Rozmieszczono je na trzech kondygnacjach.

Muzeum literackie Sienkiewicza

W czterech salach umeblowanych XIX w. sprzętami „pamiętającymi” obecność mistrza zgrupowano najokazalsze gabarytowo zbiory kolekcjonera.

W pozostałych pomieszczeniach znajdują się eksponaty związane bezpośrednio z pisarzem
lub z jego twórczością. Jest też niewielka wystawa poświęcona samemu darczyńcy – Igo Mosiowi.

 

Muzeum literackie SienkiewiczaCałość interesująca, zwłaszcza dla tych, którzy nie odwiedzali jeszcze dworku Sienkiewicza w Oblęgorku.

Muzeum literackie Sienkiewicza

 

 

 

 

 

Pracownia-Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego 

Wroniecka 14
poniedziałek – piątek 10: 00 – 15:00

To muzeum również powstało za sprawą kolekcjonera. Pracownia-Muzeum Kraszewskiego
Marian Walczak (1926-1987) – poznański rzemieślnik, bibliofil, miłośnik twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego przez 30 lat gromadził dzieła i pamiątki związane z pisarzem.

Ponieważ Kraszewski należy do najpłodniejszych polskich twórców literackich (340 powieści w 600 tomach, ponadto dzieła naukowe, przekłady, utwory sceniczne) – kolekcja siłą rzeczy była imponująca. Walczak przekazał ją Bibliotece Raczyńskich w dniu jej 150. jubileuszu (1979). Muzeum-Pracownię otwarto w specjalnie wyremontowanej kamienicy od roku 1986.

 

Pracownia-Muzeum KraszewskiegoOgromne wrażenie robi ekspozycja przedstawiająca dary wręczane pisarzowi
z okazji 50 – lecia twórczości.

Był rok 1879; uroczystości jubileuszowe trwały 8 dni (ponad 11 tys. gości!)
a suwenirów było 257 „najrozmaitszego rodzaju, 150 dyplomów i adresów a ogólna liczba telegramów przysłanych na jego ręce wyniosła 509.”

Pracownia-Muzeum KraszewskiegoPisarz przechowywał je wszystkie przez blisko
20 lat, po czym przekazał
Poznańskiemu Pracownia-Muzeum KraszewskiegoTowarzystwu Przyjaciół Nauk. Wiatry historii spowodowały, że część uległa rozproszeniu. Znakomitą większość tych, które pozostały zgromadzono w poznańskiej placówce. To prawdziwe dzieła sztuki.

Kustosz muzeum ciekawie opowiada o każdym z nich. Można także usłyszeć wiele bardziej i mniej znanych historii z życia pisarza. Czas płynie tam błyskawicznie. Szkoda tylko,
że o Józefie Ignacym Kraszewskim – „tytanie pracy” , jak nazywali go współcześni –
tak niewielu już dziś pamięta.

Mieszkanie-Pracownia Kazimiery Iłłakowiczówny

Gajowa 4 mieszkanie 8Muzeum Iłłakowiczówny

poniedziałki 13:00 – 15:00
czwartki 16:00 – 18:00

Sublokatorski, dwudziestoparometrowy pokój
na drugim piętrze kamienicy ze wspólną kuchnią i łazienką,
z której korzystało 18 osób.
Iłłakowiczówna mieszkała w nim 35 lat.

 

Muzeum utworzono tutaj w 1984 – rok po jej śmierci.
Muzeum IłłakowiczównyNie ma zbyt wiele do oglądania – pozostawione na swoim miejscu biurko „ze światłem z lewej strony”, lustro ustawione tak „by światło padało na twarz a nie na plecy”, żelazne łóżko, szafka
z drobiazgami codziennego użytku, kufer podróżny zrobiony z regału na książki, obrazy namalowane przez siostrzenicę, pudła na kapelusze (zawartość wyłożona
na półkach), sukienka „spacerowa” + torebka, kapelusik i czółenka, kilkanaście pamiątek i niewielka ekspozycja biograficzno-literacka.

Okno w pokoju Iłlakowiczówny

Mimo całej skromności, miejsce to ma niesamowity KLIMAT a pani kustosz raczy Muzeum Iłłakowiczównyodwiedzających barwnymi opowieściami
i anegdotami z życia poetki.

Dwie godziny mijają jak z bicza strzelił! Wydaje się, że zaraz wejdzie tutaj legendarna Iłła wydając polecenie pani kustosz by dokładnie opisała nasz wygląd. Chociaż jaskra odebrała jej wzrok, lubiła wiedzieć dokładnie czy  „my się im kłaniamy, czy oni nam” 🙂

 

Wizyta u Iłłakowiczówny prowokuje też do odwiedzenia miejsca, które zupełnie się z jej osobą nie kojarzy. Podobno w cieniu tysiącletnich, rogalińskich dębów oświadczył się Kazimierze  „młody, przystojny książę X. (…) Powiedział, ofiaruję ci moją skromną osobę, mój tytuł książęcy, moje posiadłości, stanowisko, pozycję socjalną  w kraju i za granicą (…)”
I cóż na to urodziwa panna kresowa?
„Roześmiałam mu się w oczy i powiedziałam: Nie. To wszystko.”

Rogalin - Pałac Raczyńskich

Wędrówka po odnowionych wnętrzach rogalińskiego pałacu nabiera w tym świetle nowego wymiaru. Przyglądamy się przedwojennym zdjęciom przystojnych panów a po głowie tłucze się pytanie – Ten czy nie ten? 🙂

Opublikowano F0_RÓŻNOŚCI, f1_muzea literackie, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 4 komentarze

Pod patronatem Pani Dobrej Drogi

…że też wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Dziwnym trafem świat  urządzono tak,
by rzeczy najbardziej oczywiste były niezauważalne 🙂

Wszystko zaczęło się jeszcze w ubiegłym wieku (ależ to dostojnie brzmi!), dokładniej
w ostatniej jego ćwierci. Kiedy już zdecydowaliśmy się we dwoje kroczyć przez świat, początek drogi wybraliśmy precyzyjnie → mały wiejski kościółek stojący w jednej
z najdłuższych polskich wsi
. Nie tak spektakularnie długiej jak Zawoja (18 km)
czy Ochotnica (wg różnych źródeł od 25 do 38 km) ale jednak…

kosciol w SciechowieJednonawowa, kameralna świątynia pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego stoi
na niedużym wzniesieniu mniej więcej pośrodku Ściechowa. Kiedyś miała konstrukcję ryglową; dzisiejszą budowlę postawiono praktycznie od nowa tyle, że na starych fundamentach.

sciechowskie 002_hf

 

Zajechaliśmy pod nią z fasonem niezapomnianym autkiem marki si-reno.

 

 

Wewnątrz, oprócz miejscowego proboszcza czekali na nas

sciechowskie 003_hfsciechowskieśw. Antonipatron (między innymi) małżeństw
ipodróżnych

oraz
Matka Boska Kochawińskasciechowskie 004_hf

zwana
Matką Bożą Dobrej Drogi.

Skoro już na starcie otrzymaliśmy TAKICH opiekunów,
nie uchodziło zaszyć się później w domowych pieleszach 🙂
Oj nie uchodziło 😀

Za motto życiowe obraliśmy więc zasadę św. Augustyna

sciechowskie 006_hf

No i czytamy, bezustannie zadziwieni tym, że jej objętość wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości przejechanych bądź przedeptanych kilometrów. Plączemy się po dróżkach
i bezdrożach, kiedy tylko nadarzy się po temu okazja.

Najświętsza Panienka z Kochawiny to jedna z cudownych Madonn Kresowych. Przyjechała tu z dawnego województwa lwowskiego, w ślad za repatriantami zza Buga.
Do końca lat 50. „mieszkała” przejściowo w Starej Wsi (pow. brzozowski,
woj. podkarpackie).
Wizerunek „Matki Boskiej w półpostaci z Dzieciątkiem” od niepamiętnych czasów znajdował się „w jednym nieco wydrążonym starym dębie w lasku Kochawina,
przy gościńcu z Żydaczowa do Rudy prowadzącym
”. sciechowskie

 

Legenda opowiada, że biła z tego miejsca
jasność wielka a przejechać obok powozem nie było łatwo, ponieważ konie zatrzymywały się tutaj i przyklękały.

 

W księdze pamiątkowej kochawińskiego kościoła można przeczytać:

sciechowskie 008_hf

sciechowskie 007_hfTrzykrotnie próbowano zainstalować go w kościele
i tyleż samo razy w cudowny sposób wracał na swoje miejsce. Wybudowano mu więc kaplicę (ok.1680).
Z roku na rok coraz liczniej pielgrzymowali do niej wierni.

W 1755 r. oficjalnie uznano obraz Matki Boskiej Kochawińskiej za cudowny. Wybudowano też nowy, większy kościół.

Uroczystość koronacji obrazu w 1912 r. ściągnęła do Kochawiny tłumy.

 

Podczas II wojny, w obawie przed rabunkiem lub zniszczeniem łaskami słynącego obrazu, umieszczono w ołtarzu jego kopię namalowaną przez lwowskiego artystę. Oryginał został ukryty i w czasie powojennego exodusu Kresowiaków, opuścił razem z nimi Ukrainę.

Dziś Kresową Madonnę oglądać można
w Sanktuarium Matki Bożej
Kochawińskiej w Gliwicach.
sciechowskie

 

Kopia natomiast trafiła do ściechowskiego kościoła, by dzięki temu (w cudowny oczywiście sposób) pomóc nam wybrać wędrowniczy wariant małżeństwa.

 

Ps. Tym razem celowo nie opowiadałam o Ściechowie. Zainteresowanych zapraszam
na łamy dawnego bloga  klik

Opublikowano G0_WSPOMINKI, g1_rocznicowo (MB Kochawińska), najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , | 5 komentarzy

Takie sobie zapiski

 …czyli okolicznościowy kalejdoskop luźnych wspomnień. Wielopokoleniowych. Żal jedynie, że tak mało zapisałam.

Lata 30 – te

Baranowiczew Baranowiczach

Tilimbom, tilimbom,
zagoriełsia koszkin dom
Koszka wyskoczyła
głaza wypucziła
Bieżit kurica s wiedrom
Zaliwajet koszkin dom…

 

 

Pińsk

W pińskim domu, w pokoju stołowym stała szafa z dużym lustrem, w którym mały Fredzio lubił się przeglądać.
Mamka zobacz, on mnie przedrzeźnia! Ja się uśmiecham i on się uśmiecha,  ja podnoszę nogę i on podnosi nogę, ja podnoszę rękę i on podnosi rękę … Zaraz mu walnę!

Mały Fredek do swojego taty:
Tatek powie „ja mądry”
Ja mądry
– Nie, nie tatek…  Ja mądry!

Dziewczęce wspomnienia

pantalony„Do śmierci będę te majtki pamiętała. To nie były figi, tylko gacie do kolan (letnie) lub do kostek (zimowe). Wkładało się w nie najpierw nogi, z tyłu była klapka; zapinało się z boku na guziki, później wkładało ręce w staniczek, który był na brzuchu przyszyty do majtek, a z tyłu zapinany na guziki. Samej tych guzików nie dało się zapiąć, ktoś musiał pomagać. W sumie to były strasznie niewygodne majty od razu z koszulką. Od guzika z boku odchodziła jeszcze gumka do zapinania pończoch (oczywiście patentki). Wszystko było diabelnie niewygodne, dobrze, że choć na pupie była odpinana klapa. Na lato majty były krótsze, cieniutkie, często batystowe. Miałyśmy takie, szyłyśmy je w szkole i jeszcze szydełkiem obrębione”.

******

Lata 50 – te/ lata 60 – te w parku

Ja nie chcę nosić tego futerka!
– Ale dlaczego, Małpeczko?  To taki cieplutki sztuczny miś.
– …bo…bo… ja nie chcę, żeby sztuczne misie zabijali!

******

Lata 70 – te

– Tatusiu patrz, jedzie kolomotywa!
– Synku, nie mówi się kolomotywa, tylko lomokotywa

– Proszę pani? Dostanę podpaski?
– Nie ma
– To może watę?
– Nie ma
– A ligninę
– Nie. Ale plaster jest!

******

Lata 80 – te

zabawa– Mamusiu, umyj mnie. Ale umyj mnie bydełkiem.
– To się nazywa mydełko, a bydełko to są krówki – tłumaczy mama
– To umyj mnie krówką!

Wigilia
– No kiedy już wreszcie przyjdzie Mikołaj i urodzi się Pan Świętus?

******

Wiek XXI

zabawowo
– Jestem podobna do ciebie, co nie?
– Hm… tak.
– A będę wyglądać tak jak ty? Będę taka ładna?
–  Oczywiście
– Mamo, a nie mogę być ładniejsza?

 

Słoneczko, jakie znasz rasy psów?
– Lupe, cialala , delmatyńczyk i burdel francuski

 

Jak będę dorosła to urodzę dziecko. A ty już będziesz stara i będziesz miała zmarszczkowaną skórę jak u „Marleya 2”

– Mamooo… a długo tak będziesz szkołowala?
– Słucham???
– Szkołowała
– Że co?
-Noo… uczyła się

 

Rozmowa o Mikołaju i takie pada dziecięce pytanie
– A mamy od kogo dostają prezenty?
– Też od Mikołaja
– Nie! Od mamy Mikołaja! Mikołaj daje dzieciom tylko. Ale śnieg, to chyba musisz zamówić na Allegro

 

I jeszcze krótki konkurs – bez nagród ale za to z odpowiedziami 😀

Co to takiego?

gziotelka…………………………. (grzechotka)
kololafon………………………… (kaloryfer)
kaktuska ………………………….(taksówka)
bałaganek……………………….. (bałwanek)
churchawki ………………………(truskawki)
paratura …………………………..(termometr)
domodorek……………………… (pomidor)

Pamiętacie jakieś zabawne historyjki z dzieciństwa? Wydaje się, że jest ich tyyyyleee
a kiedy chciałoby się jakąś przytoczyć, ulatują 🙁

 

Opublikowano G0_WSPOMINKI, g1_szczenięce lata, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , | 13 komentarzy

Złapali Kościuszkiego

„Złapali Kościuszkiego” – mawiał tato, kiedy zdybał nas na jakichś drobnych zmyłkach, kłamstewkach, niedopowiedzeniach… Tatowych powiedzonek było więcej, ale to szczególnie zagnieździło się w mojej pamięci. Czy jeszcze ktoś go używa?

„Uroczysko” Mereczowszczyzna

Mereczowszczyzna

Kosow Pol_Mereczowszczyzna (1)_hfKilkanaście lat temu wybraliśmy się wspólnie do Mereczowszczyzny (dziś część Kosowa Poleskiego), żeby zobaczyć miejsce urodzenia Tadeusza Kościuszki. Zamiast stojącego obok pałacu Pusłowskich drewnianego dworku, znaleźliśmy tylko niewielki, ogrodzony łańcuchem pagórek.

Kosow Pol_Mereczowszczyzna (2)_hf

Pałacu także
ani śladu, uwagę zwracał jedynie postawiony w 1999 r. kamień z tablicą, na której niezbyt wyraźnymi białoruskimi bukwami stało czarno na białym, iż
„W domie stojaszczem na etom mjestie w 1746 godu rodiłsja T.Kostjuszko, polityczeskij diejatjel Polszy”. Pagórek krył w sobie stare fundamenty.

Pospieszyliśmy się z tą wycieczką. Mniej więcej rok po naszej wizycie, Białorusini przy finansowym wsparciu ambasady amerykańskiej odbudowali rodzinne gniazdo Andrzeja Tadeusza Bonawentury herbu Roch Trzeci. Dziś mieści się w nim kościuszkowskie muzeum a jednym z eksponatów jest armatnia kula spod Maciejowic – z „miejsca ostatniego boju Naczelnika narodu polskiego Tadeusza Kościuszki”.

Z Mereczowszczyzny do Maciejowic i Podzamcza

Kolejne dwie kule z maciejowickiego pobojowiska znajdziecie po tej samej stronie Wisły ale o wiele bliżej – w mazowieckiej osadzie Podzamcze.

Kula armatnia z maciejowickiego pobojowiska

Kula armatnia z maciejowickiego pobojowiska

 

Wmurowano je w ściany pałacu Zamoyskich w trakcie odbudowy po zniszczeniach z czasu insurekcji. Pokaźne zagłębienie pod jednym z  gzymsów wskazuje, że pewnie była tu i trzecia kula. Kto, kiedy i w jakim celu ją wyłupał?

 

 

Podzamcze

 

 

Klasycystyczny pałac Zamoyskich pochodzi z 1808 r.

 

 

Pałac Zamoyskich w Podzamczu

Pałac Zamoyskich w Podzamczu

 

Zbudowano go na miejscu starszego, jeszcze szesnastowiecznego dworu.

 

 

 

Podzamcze

 

 

Tuż obok, w parku znajdziecie dwa oryginalne kamienie pamiątkowe – pierwszy wspomina październikową bitwę Anno 1794

 

 

Podzamcze

Tabliczka na  drugim  informuje: „Pod tym drzewem był opatrywany z ran w czasie Bitwy pod Maciejowicami 10. X. 1794 r. Wódz Tadeusz Kościuszko. Z historycznej lipy pozostały tylko te martwe fragmenty pnia. Żywe – rosnące obok lipy, to jej odrosty.”

 

Kopiec Kościuszki Krępa

Naczelnika raniono i pojmano zaledwie kilometrów dalej, pod wsią Krępa. Stoi tam dziś Kopiec Kościuszki, kopczyk zaledwie ale za to z pamiątkowym krzyżem, na cokole którego umieszczono tablicę „15.X.1817 – 15.X.1917. Krzyż ten wystawiony w setną rocznicę zgonu T. Kościuszki na miejscu, gdzie wielki wódz przelał swą krew za wolność Ojczyzny”.  Otacza go rezerwat.

dojście do kopca

dojście do kopca

Dojście do kopca wydzielono ładną aleją. Trafiliśmy więc dokładnie w miejsce, gdzie faktycznie złapali Kościuszkiego.

Tato pewnie przyglądał się temu z uśmiechem.  ♥ ♥ ♥

Prawie usłyszałam jego głos… a może tylko mi się wydawało? 🙂

 

KosciuszkoCiekawostki

Ciekawostka numer 1:
Protoplastą rodu był Fiodor Kostiuszko, który w 1458 r. otrzymał od Kazimierza Jagiellończyka szlachectwo i majątek Siechnowicze. Rodzina spolonizowała się już w XVI w. Ponieważ korzenie  Kościuszki są po trosze i polskie, i ruskie – Andrzeja Tadeusza Bonawenturę ochrzczono w dwóch obrządkach. Na prawosławnym otrzymał pierwsze imię, na rzymsko-katolickim – kolejne dwa. Był czwartym dzieckiem miecznika brzeskiego Ludwika Tadeusza Kościuszki-Siechnowickiego i Tekli z Ratomskich.

Ciekawostka numer 2:
Maciejowicki eksponat, który oglądać można w Mereczowszczyźnie opatrzony jest informacją, iż z braku środków znieczulających, operowanym na polu bitwy powstańcom kazano zagryzać zęby na kamiennych kulach armatnich (stąd widoczne na niektórych dziwne ślady). Ile w tym tzw. prawdy historycznej – dalibóg nie wiem… 😉

 

 

Opublikowano A_KRAJOZNAWCZE, a_maz_Maciejowice, a_MAZOWIECKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 5 komentarzy

BALLADA O DZIKIM ZACHODZIE

Dawno, dawno temu, jeszcze w latach 70. minionego (czyli XX) wieku Wiesław Gołas i Jan Kobuszewski śpiewali:

Potwierdzają to setne przykłady,
że westerny wciąż jeszcze są w modzie,
wysłuchajcie więc, proszę, ballady
o tak zwanym najdzikszym zachodzie

Pamiętacie? 🙂

Gdyby odrobinkę zmodyfikować ten tekst, ciąg dalszy mógłby brzmieć na przykład tak:

Miasto było tam, jakich tysiące.
Wokół gruzy, Katedra nietknięta,
jak gdzie indziej świeciło tam słońce.
Przyjechały z daleka dziewczęta…

Nazywają je dzisiaj pionierkami.

…i mają rację.

Były młode i bardzo odważne. Przyjechały w nieznane miejsce nie mając pojęcia, co tutaj zastaną. Domy wielu z nich pozostały za nową granicą wschodnią, inne straciły wszystko
w centralnej Polsce,  jeszcze inne zatrzymały się podczas powrotu z przymusowych robót czy nazistowskich obozów.
Dawny niemiecki Landsberg an der Warthe stawał się właśnie Gorzowem nad Wartą
(nie wiedzieć czemu przemianowano go później na Wielkopolski).
Był obcy, nie zawsze przyjazny. Mimo to zostały.

Dziś, po 70 latach opowiadają przed kamerą jak z tym budowaniem NOWEGO było.
To jest ICH miasto. Kochają je i nie krępują się głośno o tym mówić.

„Moje miasto, czyli jak kobiety Gorzów budowały”

Początek działalności pionierów przypominał sztukę składająca się z trzech aktów wystawianych w dowolnej kolejności. Troska o bezpieczeństwo, troska o żywność
i momenty humorystyczne. Tytuł sztuki „Wielka improwizacja”
( Natalia Bukowiecka-Kruszona; fragm. powieści Rubież, str.77)

plakatZe wspomnień sześciu kobiet powstał bardzo ciepło przyjęty film. Film potrzebny i niezwykle wzruszający – chwilami smutny, chwilami zabawny
i bardzo, bardzo ciekawy. Wyświetlany dopiero trzykrotnie, za każdym razem przy nadkomplecie widzów.

Wielu opuszczało seans ocierając dyskretnie łzy.
Ja także… ale mnie dziwić się nie można. Po pierwsze – jedną z opowiadających o budowaniu małej ojczyzny jest Jadwiga Kielakówna, córka Konstantego  (który był przecież moim rodzonym dziadkiem), a po drugie – oczy od zawsze pocą mi się wyjątkowo łatwo.

Szli na zachód osadnicy…

Konstanty

Dziadek Kostek (nie dane mi było go poznać)

Jest czerwiec 1945. Niedługo minie rok od tragicznej
śmierci Konstantego. Jego żonie Jance, trzem córkom
i synowi nie jest łatwo. Do domu w Pińsku wracać nie mogą.
Warszawa zrujnowana. W Chrzęsnem, w Tłuszczu,
w okolicach pracy nie ma a żyć trzeba…
mieszkania też nie stoją otworem.

 

Jadw1

Jadwiga (pionierka)

Średnia córka Kostka – Jadzia –  jako jedyna dziewczyna decyduje się pojechać z chłopakami na zachód.
Zatrzymują się w Gorzowie.
Jadwiga kwateruje na pokoju u Niemców (jeszcze nie wszyscy wyjechali), rozpoczyna pracę jako kelnerka.
Kiedy w lipcu dostaje klucze do mieszkania, przyczepia
na drzwiach informację „Zajęte przez Polaka” i rusza
po rodzinę.

 

Kobiety się wahają, ale Fredek (mój ojciec) jest już spakowany. Tylko na to czekał. Mimo, że ma dopiero 15 lat, także zostaje pionierem. Kolejna ciotczyna wyprawa pod Warszawę skutkuje pełną i ostateczną przeprowadzką. Kielakowie stają się gorzowianami.

1.5.49 -1

Pierwszy z prawej – Fredek

 

Każdy, kto czuje w sobie moc! One ją czuły.

 Nieliczna grupa ludzi otoczona zgrają szabrowników, których bogactwa Gorzowa przyciągnęły z całego kraju, karczując wśród twardych warunków teren dla każdej polskiej myśli, dla każdego polskiego czynu, żelaznym wysiłkiem, pionierską pracą, misjonarskim poświęceniem postawiła powiat gorzowski w rzędzie najlepszych
na ziemiach nowo odzyskanych (…)

Gorzów czeka na ludzi. Czeka na rzemieślników, rolników, inteligentów. Każdy,
kto czuje w sobie moc i chęć do twórczej pracy, niech idzie na dworzec
i spyta, o której odchodzą pociągi w kierunku Poznań-Gorzów.
Niech jeździe. Jutro będzie szczęśliwy.
(„Głos Wielkopolski” 25.07.1945; fragm. tekstu N.Bukowieckiej)

 By czas nie zaćmił i w niepamięć nie obrócił

Z każdym rokiem ubywa gorzowskich pionierów, dlatego tak ważne jest, by słuchać
i zapisywać ich opowieści.

Przemijamy. Stare ustępuje miejsca nowemu, w ten sposób świat posuwa się naprzód. Ale pamiętajmy o tych, którzy odchodzą – ta pamięć daje im nieśmiertelność.
(Rafał Kosik)

Niespełna godzinny film jest  – a jakże! – dziełem kobiety 😀
Pracowali zresztą przy nim sami młodzi ludzie: w scenach fabularyzowanych grały
i  w teledysku śpiewały uczennice gorzowskiej Szkoły Muzycznej, natomiast muzyka
oraz cała ścieżka dźwiękowa to dzieło ich kolegów.

A pomysłodawczyni i reżyserce filmu, Małgorzacie  Wrześniak wielkie, serdeczne DZIĘKUJĘ.
Tak trzymać pani Małgosiu! Wytrwałości i skuteczności w realizacji kolejnych pomysłów!

 

Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie ( Wisława Szymborska)

Opublikowano D0_POTYCZKI GENEALOGICZNE, d1_drzewo rodowe, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 8 komentarzy

O Polskiej Saharze, nietypowej skałce i… Smerfie Marudzie

Pustynia Błędowska widziana z Czubatki (Klucze)

Pustynia Błędowska widziana z Czubatki (Klucze)

Na miano Polskiej Sahary zasłużyła sobie już dawno. Błędowską nazwał ją dopiero w roku 1889 Wacław Nałkowski – geograf, myśliciel i publicysta ( a prywatnie ojciec rzeźbiarki Hanny i pisarki Zofii). Podoba mi się zwłaszcza jego spojrzenie na rolę, jaką geografia pośród wszelkich nauk zajmuje:

„Gdybyśmy Ziemię porównali do maszyny, to można by powiedzieć, że nauki poszczególne ukazują nam ją rozebraną, ukazują poszczególne części – kółka, śrubki, tryby; geografia pokazuje nam ją całą, w ruchu, w działaniu (…)”

Wracając do tematu –  czy wiecie, że…

Pustynię… diabli nadali

pustynne_hfW legendarnych czasach, kiedy wielkich urządzeń wydobywczych jeszcze nie znano, drążono w okolicach Olkusza sztolnie metodą wielce hałaśliwą (ostatnie badania wyraźnie wskazują, że złoża ołowiu eksploatowano tu w VIII wieku przed naszą erą!).

Stukot kilofów połączony z łomotem upadających odłamów skalnych mocno dawał się we znaki diablej społeczności zamieszkującej głębokie i gorące partie podkopalniane. Przeszkadzał w czarcich obradach, myśleć nie pozwalał… Próbowali więc odstraszyć ludzi a to wodą, a to ogniem, a to gazem. Na próżno…

 Od słowa do słowa, umyśliły czarty żeby kopalnie piaskiem zasypać. Najlepiej nadmorskim. Do wykonania zadania wyznaczono rogatego osiłka. Inteligencją nie grzeszył ale siły miał za stu. Kiedy wrócił z wypełnioną po brzegi ogromną sakwą, gęste mgły słały się właśnie nad wejściami do sztolni. Długo się błąkał, kluczył… zmęczony leciał coraz niżej i niżej. Nie zwrócił uwagi na iglicę wieży kościelnej, nie poczuł szarpnięcia, nie zastanowiło go nawet, że wór dziwnie lekki się stał – taka była z niego gryncbuła 😀

Klucze-wzgórze Czubatka. Punkt widokowy na Pustynię

Klucze-wzgórze Czubatka. Punkt widokowy na Pustynię

Drobny, żółty piasek grubą warstwą pokrył okoliczne lasy i pola. Zasypany obszar nazwano Pustynią Błędowską a kopalniom… nic się nie stało 😀 Kilofy jak hałasowały przed diabelską eskapadą nad morze, tak dudniły i teraz.

Gdzie diabeł nie może, tam Babę pośle

I posłał 😀 Skoro pomysł z zasypaniem sztolni spalił na panewce, biesy nakłoniły do współpracy rzeczkę, nad którą gród olkuski się rozłożył. Nazywano ją Baba. Bez specjalnego wysiłku wypełniła podziemne chodniki swoimi wodami.

Na jakiś czas zyskały diabły upragniony spokój. Dopiero po latach (kiedy ludzie wymyślili maszyny), wyniosły się hen daleko. A może skrzętnie ukryły rogi i pomieszkują w sąsiedztwie? Kto je tam wie?

Chechło - Pustynia Błedowska od strony Dąbrówki

 

Tylko Pustynia Błędowska ciągle trwa 😀 Zmniejszyła się o kilkanaście km²  ale ciągle jest i nawet ostatnio ludzie zakasali rękawy, żeby przywrócić jej piaszczystą dzikość. Naprawiają to, co sami zepsuli próbując ją na siłę zalesić.

 Mówili o niej, że naturalna, że jedyna w Europie

…ale to nie do końca prawda, bo przecież podobne obszary występują na Nizinie Nadkaspijskiej, nad Wołgą czy w Hiszpanii, ba…nawet na krajowym podwórku. Słyszeliście kiedyś o Pustyni Siedleckiej? Albo Starczynowskiej? Leżą niedaleko od „mamusi” i – po mojemu – mogą być dziełem tego samego rozsypującego nadmorski piasek ogoniastego ofermy.

Wielbłąd z Chechła

Wielbłąd z Chechła

„Naturalność” także jest nieco kontrowersyjna. Wprawdzie piaszczyste pokłady pozostawił tu lodowiec przed ponad dwoma milionami lat, ale już z 10 tys. lat temu porośnięte były borem sosnowym. Z czasem ludzie wykarczowali go do cna.

Kiedy zwiedziały się o tym wiatry  (starsi bracia tych, co to jeden wiatr w polu wiał, drugi  wiatr w sadzie grał),  rozpoczęły pośród piachów dzikie harce. Wcale nie cichuteńko, leciuteńko a z przytupem wywoływały burze piaskowe.

Groziły, że Olkusz zasypią… Na takie dictum ludzie wymyślili, by na nowo zalesić pustynię. Pomysł wyszedł im, jak rzadko który. Teraz walczą na przywróceniem jej piaszczystości. Może uda się i endemiczną, zanikającą (lub całkiem już „znikniętą”) florę namówić do powrotu?

 

Kopułka, którą trudno zauważyć

Kopułka trawertynowa w LaskachW otulinie tego ciekawego terenu stoi sobie niepozorna skałka z dziurką. Znaleźć ją niełatwo, mimo że  – jak mawiają – to ewenement w skali kraju i nie tylko.

Podobno najbliższe twory tego typu znaleźć można dopiero na Słowacji i w… Parku Yellowstone.

Laski-jaskinia w trawertynowej skałce

Laski-jaskinia w trawertynowej skałce

 

Niezbyt wysoka, omszała, za to jedyna w Polsce holoceńska kopułka trawertynowa z wykształconą we własnym wnętrzu jaskinią.

Nooo… jaskinką raczej 😀 ale wejść się do niej da i nawet stanąć w pozycji prawie wyprostowanej.

 

Tylko ten brak szacunku dla dzieła natury i jego wyjątkowości… Śmietnik sprawia przygnębiające wrażenie 🙁 A przecież warto to miejsce oznaczyć bodaj tablicą z informacją „Uwaga, uwaga! To najprawdziwsza osobliwość geologiczna!”

Trzymetrowa kopułka skalna powstała w piaszczystym środowisku, w miejscu niegdysiejszego źródła artezyjskiego. Odciski traw, mchów, skamieniałe ślimaki, małże i okrzemki tkwią ponoć w niej dość gęsto. Wprawdzie „na pierwszy rzut oka” (na drugi też) tego nie widać, bo skałka z zewnątrz niemal szczelnie roślinnością porośnięta, jednak przy następnej wizycie u Pani Osobliwości postaramy się te rewelacje zweryfikować 😀

Laski

Unikatowość tego miejsca wynika z faktu, że trawertyn powstaje w środowisku słodkowodnym a takie pochodzenie ma tylko ok. 3% wapiennych skał na świecie! Natura bywa nieschematyczna 😀

Gdyby ktoś z was chciał tę niezwykłość odnaleźć, warto zasięgnąć języka wśród miejscowych.

Skałka stoi sobie od tysięcy lat w miejscu, przy którym nowożytna wieś Laski intensywnie się rozbudowuje. Laski w małopolskiej gminie Bolesław, w zalesionej otulinie Puszczy Błędowskiej

Co ma do tego wszystkiego Smerf  Maruda?

Oj ma i to sporo 😀 . Towarzyszył nam w poszukiwaniach i calutki czas mruczał pod nosem:
– Dajcie spokój! Żadnej skałki tu przecież nie ma. Jeżdżę tutaj od 40 lat i niczego takiego nie widziałem… 

Gdzie ta skałka???

Gdzie ta skałka???

 

Co racja, to racja. Kopułka w Laskach wygląda niepozornie i żaden nimb wyjątkowości się nad nią nie unosi 😀 , jednak kiedy się już WIE, to… no no no   😀 😀 😀

Opublikowano A_KRAJOZNAWCZE, a_mał_Pustynia Błędowska, a_MAŁOPOLSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , | 12 komentarzy

Co łączy Bogusława Gryfitę z Hamletem i Ogierem Duńczykiem?

Każdy z nich z innej bajki i z innej epoki a jednak jest takie jedno miejsce, które ich łączy. To Kronborg – duńska „rogatka” u wylotu Sundu do Kattegatu.

makieta

makieta

Powstała dzięki temu pierwszemu, drugi rozsławił ją nie tylko w literaturze a trzeci nadal  drzemie w jej kazamatach pilnując bezpieczeństwa państwa duńskiego. „Rogatka” jest dziś jednym z najbardziej znanych zamków na świecie. Kilkanaście lat temu Kronborg został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Średniowieczny Krogen.

Wybudowano go z polecenia króla Eryka Kronborg
na najdalej na wschód wysuniętym cyplu Zelandii.
Wąski przesmyk oddzielający Danię od Szwecji ma tu niewiele ponad 3,5 km szerokości.
Współczesna podróż promem trwa zaledwie 20 min.

Krogen

Twierdza powstała w trzecim dziesięcioleciu XV w. i chociaż Helsingør znany był już w 1231 r., rozkwitać zaczął dopiero po jej zbudowaniu.
Wprowadzone przez Eryka Pomorskiego cło sundzkie przynosiło miastu i krajowi dochody przez ponad 400 lat.

 


Eryk Pomorski – władca trzech skandynawskich królestw

Eryk PomorskiPrzyszedł na świat w… Darłowie, jako Bogusław – syn Warcisława VII Słupskiego i Marii Meklemburskiej. Usynowiony w wieku 7 lat przez cioteczną babkę – królową duńską Małgorzatę –  na ponad pół wieku zasiadł na tronach Danii, Szwecji i Norwegii. Od tej pory nazywano go Erykiem. Różnie toczyły się królewskie losy – długo by o nich pisać.

Zainteresowanych bliższymi szczegółami odsyłam do materiału Władca trzech królestw
lub krótkiego filmiku Eryk Pomorski
a sama wracam do Helsingøru i tamtejszego zamczyska.


W hamletowskim Elsynorze

Wiem, żeś nie próżniak; jakiż więc być może
cel przebywania twego w Elsynorze?
( …Nauczysz się tu pić tęgo…) 😉

KronborgSława fortecy, której nie można było ominąć krążyła po świecie. Nic dziwnego, że zainspirowała mistrza Shakespeare do osadzenia w murach twierdzy akcji słynnego dramatu. Mało tego. Postać głównego bohatera Hamleta  ma – jak się okazuje – swój duński pierwowzór. Jest nim wspomniany Ogier Duńczyk, czyli Holger Danske – opisany przez Saxo Grammatikusa w Gesta Danorum (Czyny Duńczyków).

Holger Danske

Holger Danske

Legendarny Holger żył (według źródeł literackich) ok. IX wieku. Pojawił się po raz pierwszy we francuskim eposie rycerskim Pieśń o Rolandzie.

Można się ponoć w szekspirowskiej sztuce doszukać wielu analogii do pierwszych ksiąg Gesta Danorum  i opisanych tam przypadków. Sam Holger Duńczyk śpi kamiennym snem w kronborskich piwnicach. Zaklęty w biały marmur obudzi się dopiero wtedy, gdy Danii zagrozi niebezpieczeństwo.

Od Krogen do Kronborga

Pokrótce:
1420 -1429 budowa twierdzy na zlecenie Eryka Pomorskiego (naszego Bogusława z Darłowa)
1425 -1857 pobór ustanowionego przez Eryka cła sundzkiego
1574 – 1585 przebudowa w stylu renesansu flamandzkiego
1585 – jedna z najwspanialszych twierdz renesansowej Europy otrzymuje nowa nazwę – Kronborg
1629 – wielki pożar trawi zamek

Tak wygladała fontanna Neptuna

Tak wygladała fontanna Neptuna

1639 – zakończenie odbudowy
1658 – najazd szwedzki; po dwóch latach pobytu Szwedów pozostały gołe mury; wywieziono nawet fontannę Neptuna z zamkowego dziedzińca; Kronborg nigdy już nie odzyskał królewskiej świetności
od 1739 – zamek pełni funkcję więzienia
od 1785 do 1922 – twierdza obronna i koszary wojskowe;

 

 

Majestatyczna warownia robi wrażenie.

Mimo, że z XVII wiecznego pożaru ocalało zaledwie kilka komnat w wieżach i kaplica…
Mimo, że  została doszczętnie złupiona przez Szwedów…
Mimo, że przez półtora wieku mieściły się w niej koszary…

fragment wnętrza kaplicy

fragment wnętrza kaplicy

W latach 20. XX wieku podjęto się rekonstrukcji zamkowych wnętrz a w następnej dekadzie otwarto w Kronborgu muzeum.

Najwięcej królewskiego splendoru ostało się w renesansowej kaplicy.

 

 

KronborgKomnata Króla i Komnata Królowej zachowały oryginalne malowane sufity, a Sala Balowa zajmuje caluchne piętro!

Ze swoimi 62 metrami jest najdłuższą taką salą w Europie.

Wzorując się na starych sztychach zrekonstruowano kominek a na podstawie paru zachowanych marmurowych płyt, odtworzono posadzkę.

W porównaniu z innymi królewskimi zamkami Danii Kronborg
helsingorska twierdza zwraca uwagę swoją surowością. Brak przepychu nadrabia ciekawymi prezentacjami multimedialnymi ilustrującymi historię fortecy i zamku.
Tak sprytnie je zmontowano, że podczas oglądania nie zauważa się nawet własnych braków językowych 🙂

 

Kiedy natomiast zajrzymy za ciężką kotarę, Kronborg
znajdziemy się w samym środku płonącego zamku

 

 

 

 

KronborgW jednym z pomieszczeń trwa  teatrzyk cieni urozmaicony najpierw odgłosami  budowy, a później dźwiękami menueta i dziewczęcym podśpiewywaniem.

 

Dźwięki zresztą towarzyszą nam w całym Kronborgu –

w zamkowej kaplicy pieszczą ucho delikatne chorały (a oko – niespotykane jak na kościelne wnętrza płaskorzeźby 😉 wypukłości przecież absolutnie nie można im odmówić 😀 )
Kronborgw Sali Bankietowej, podchodząc do suto zastawionego rekwizytami stołu słyszymy subtelną muzykę (umilać miała spożywanie posiłku)

Kronborg

– w Komnacie Królowej zaskakują nas damsko-męskie chichoty. Wyraźnie dochodzą od strony umieszczonego w centralnym punkcie alkowy wielkiego łoża … bo w historii Kronborga miłosna intryga także ma swoją kartę…
Kronborg

A było tak:

Kronborg  0016_hf

 

Karolina Matylda Hanowerska (1751-1775) – jedyna duńska królowa której odmówiono pochówku w katedrze w Roskilde – wdała się w ognisty romans z medykiem cierpiącego na schizofrenię małżonka.

Kronborg  0017_hf

Johann Friedrich Struensee nie tylko został ojcem księżniczki Luizy Augusty, ale przez 10 miesięcy udawało mu się rządzić Danią.

Po zdemaskowaniu, kochanków rozdzielono.
Hrabia został ścięty,
a królową uwięziono w elsynorskim zamczysku. Po rozwodzie z Chrystianem VII musiała opuścić Danię. Zmarła w niemieckim Celle, nigdy już nie zobaczywszy dzieci.

To jeszcze nie wszystko o Kronborgu

Jest tam też wspaniałe muzeum marynistyczne.
Kronborg
KronborgI w nim dogoniły nas dźwięki Kronborgu 😉 Kiedy zaglądaliśmy do różnych (zrekonstruowanych) pomieszczeń statku, w jednej z kajut na równe nogi poderwało nas donośne chrapanie.

Dobiegało z podsufitowej koi. Przykryty po czubek głowy marynarz „warczał” aż miło. To nic, że nieprawdziwy…

 

 

Spore wrażenie robi wycieczka do kronborskich kazamatów.

Ciemne korytarze, tylko gdzieniegdzie rozświetlone Kronborgpełgającym blaskiem latarni. Całkowicie czarne cele, gdzie nawet oko nie chce przyzwyczaić się do zupełnej ciemności. „Pocące się” zimne mury i przejmujący chłód…  przed wejściem warto kupić sobie w automacie ledową latareczkę ( 20 koron = ok. 11 zł).
Chociaż malutka, światła daje sporo
i potrafi wywołać niesamowite efekty

 

Rozpisałam się dziś trochę za bardzo, ale o Kronborgu nie da się w dwóch słowach.
Sam Helsingør także wart osobnej notki.

Z wiadomości praktycznych – w zamku można bez ograniczeń fotografować i filmować (bez żadnej opłaty). Można poruszać się wszędzie, tańczyć, biegać i co tylko jeszcze przyjdzie wam do głowy.

Kronborg

Nie ma wszechobecnych cerberów zabraniających zbliżania się do sprzętów. Nie ma lin ograniczających do minimum przestrzeń dostępną dla zwiedzających. Liny – jeżeli już są – opasują jedynie stół lub mały fragment pomieszczenia.
Kronborg
Kiedy jednak delikatnie zadźwięczy alarm, strażnicy wyrastają jak spod ziemi. Mogłam się o tym przekonać, gdy pochylając się nad jakimś cudem, za bardzo zbliżyłam do zabytkowego gobelinu najwydatniejszą część własnego ciała. Pani w gustownym mundurku wcale nie wyglądała na zagniewaną  – z uśmiechem rzekła coś po angielsku. Zrozumiałam piąte przez dziesiąte, że powinnam bardziej uważać, ale tak w ogóle, to nic się nie stało 😀 😀 😀

Kronborg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano B0_OPOWIEŚCI SKANDYNAWSKIE, B1_DANIA, b2_Kronborg, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 10 komentarzy

Szósty października i… wielka tajemnica

To był wyjątkowy poniedziałek.

Chociaż pierwszy tydzień października zbliżał się ku końcowi, pogoda całkiem niejesiennie zachęcała do spacerów.

Pinsk

Dom przy ulicy Nadbrzeżnej wyróżniał się czerwonym dachem. Otaczało go ogromne podwórko z wielką wjazdową bramą i niewielką furtką. Z domem sąsiadowały stajnie pińskiej policji konnej. Obok były magazyny.

 

Bliziuchno, niemal przed bramą płynęła rzeka. Od jej nurtu oddzielał tylko wąski chodnik, jezdnia i nadrzeczny bulwar. Ot… wybiec prościutko i od razu nad szeroką wstęgę Piny.
Pinsk

Miasto rozłożyło się tylko na jednym jej brzegu.

Po drugiej stronie majaczył tajemniczo obszar starorzeczy i moczarów.

 

Tego dnia w domu kręciło się wyjątkowo dużo osób

Wszystko było jakieś inne. Kobiety uwijały się w wielkiej kuchni. Z potężnych saganów parowała woda. Trzeba jej było nanosić ze studni, bo chociaż światło elektryczne świeciło jasno, wodociągów w mieście jeszcze nie było, a ustronne miejsce w kąciku podwórka uśmiechało się wyciętym w drewnie serduszkiem.

Dwie małe dziewczynki zaszyły się pod kuchennym stołem. Od chwili, kiedy najstarsza siostra wyszła do szkoły, siedziały tam cichutko jak myszki. Nie pamiętały, żeby kiedykolwiek było tu aż tak ludno. Nawet wtedy, kiedy Nikulina przychodziła prać na wielkiej tarze i przez cały dzień nosiła wodę do balii…

Nikulina uwielbiała herbatę. Piła tak ogromne ilości, że mamusia zostawiała jej w prikusku konfiturę.

Ale dzisiaj działo się coś osobliwego. 

Mamusia zachowywała się dziwnie. Polegiwała w sąsiednim pokoju, a tatuś?… tatuś nerwowo krążył między domem a policyjnymi stajniami.

Młodsza z dziewczynek nie miała jeszcze skończonych trzech latek i zupełnie nic z tego rozgardiaszu nie rozumiała. Średnią – pięciolatkę – rozpierała ciekawość. Wystawiła spod stołu tylko kawałeczek noska i…

– A wy co tu robicie? Marsz na podwórko! Zawołamy was, jak będzie po wszystkim
– Po wszystkim? To znaczy po czym?

 Odpowiedzi nie było. Tylko szeroki ruch „ciocinej” ręki wskazujący na drzwi. Cóż było robić… dziewczynki schwyciły się za rączki i wybiegły na podwórko.

W domu jakaś Wielka Tajemnica, a tutaj tak nudno.

Były niepocieszone. Nawet w stajniach zupełnie pusto – panowie policjanci niedawno wyprowadzili wszystkie konie. Za to nad rzeką… o… tam bliziutko, za bramą jest wielki drewniany basen i policyjna przystań z łódkami i kajakami. Latem pływało się taką łódeczką z tatkiem i mamusią. Było intrygująco i odkrywczo 🙂

No i ten basen. Prawdziwe cudo! Na zimę podciągali go do góry taką maszynerią z łańcuchów, bo zamarzająca Pina mogła pogruchotać ścianki.

Niewiele myśląc, dziewczynki wybiegły przez bramkę i siup do jednej z łódek. Bez obawy – pojazd rzeczny był mocno przywiązany łańcuchem do nabrzeża. Siedziało się w nim bezpiecznie i huśtało na wszystkie strony. A ile przy tym było radości…

Donośne zawołanie przewróciło dziewczyński świat do góry nogami:
– Wra-caj-cie! Bocian przyniósł wam braciszka!

bociek

Był 6 października 1930 r.

Na świat przyszło najmłodsze z czworga dzieci dumnej,
choć zubożałej szlachcianki i mazowieckiego chłopa.

Mój tata 🙂

Ps. Przyznaję się bez bicia – wyciągnęłam na powierzchnię swój dawniejszy tekst, jeszcze z innego bloga ale… 🙂 sentymentalny październik nadszedł
Notka mało turystyczna, fotografii w niej mało ale zdjęć po prostu nie ma. Kiedy trzeba było uciekać, zostały TAM. Trochę szkoda.

A historyjka, to taka „wizualizacja” na podstawie ciotczynych opowieści (bo narodziny beniaminka wryły im się w pamięć, oj wryły) 😀

Opublikowano G0_WSPOMINKI, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , | 10 komentarzy

O Gądkowie Wielkim słów kilka …

Tak trochę z sentymentu dla nazwy … bo jakkolwiek  by o Gądkowie nie mówić, zawsze zabrzmi jak „Gontków” 🙂

Gądków Wielki (przed wojną Groß Gandern) rozłożył się w Lasach Torzymskich. W przeszłości związany z templariuszami i joannitami – po prostu musi być ciekawą miejscowością. I jest, podobnie jak pobliski Gądków Mały, ale o tym innym razem  😀

Historia gądkowskiej świątyni obfitowała w wiele wydarzeń

Wybudowana została jako katolicka, później przejęta przez protestantów, po 1945 r. – po przybyciu osadników z Podola i Nowogródczyzny – rekatolicyzowana. Jeżeli myślicie, że to już koniec to… jesteście w błędzie.  W 1963 r powstała tu na pięć lat schizma (z greki schísma-„rozszczepienie”, „rozdarcie”, „rozłam”). Niezależną Samodzielną Parafię Rzymskokatolicką w Gądkowie Wielkim  zatwierdziło Prezydium WRN w Zielonej Górze. Obejmowała swym zasięgiem kościoły w Debrznicy, Trzebiechowie i Radzikowie a kościołowi katolickiemu wierny pozostał jedynie nikły procent parafian.

W skrócie wyglądało to tak:

Gądków Wielki

  • – pierwszy kościół zbudowano z drewna ok. 1350 r.
  • – kolejny był już z pruskiego muru
  • – po tym, jak w 1720 r. przewróciła się wieża, świątynię poddano całościowemu remontowi
  • – pod koniec XIX wieku Dom Boży został zniszczony przez pożar
  • – nowy, do dziś górujący nad wsią kościół wybudowano w 1911 r. Według przekazów – przewidujący budowniczowie zadbali o następny remont lub nawet rozbudowę, wmurowując w jego fundamenty sto marek niemieckich. Czy „lokata” nadal tam pozostaje? O tym przekazy milczą 🙂
  • – lata 60. XX w. to okres wspomnianej schizmy, natomiast wiek XXI przyniósł wątek sensacyjny. Podczas jednej z mszy w kościele rozległy się strzały. Młody parafianin ranił z wiatrówki (na szczęście niegroźnie) odrzucającą jego zaloty dziewczynę.

Naczelnik na cokole pierwszowojennego pomnika

Pierwsza wojna światowa przyniosła wielkie straty w ludziach. Pomniki poświęcone poległym stawiano w bardzo wielu miejscowościach. Ich mniej lub bardziej reprezentacyjna forma  zależała jedynie od zamożności fundatorów. Nie wszystkie zachowały się w niezmienionym kształcie do czasów nam współczesnych. Niektóre zniknęły całkowicie, inne służą za podstawę różnym kapliczkom.

Z ogrodzonego płotkiem terenu przed Gądków Wielkigądkowską świątynią  uśmiecha się jednak nie Najświętsza Panienka, tylko Tadeusz Kościuszko.  Wianuszek dębowych liści na cokole nie pozostawia żadnych wątpliwości – kiedyś miejsce Naczelnika zajmował ptak (zapewne orzeł), rozpostartymi skrzydłami ochraniający tablicę z nazwiskami mieszkańców Gross Gandern, którzy nie powrócili z wielkiej wojny. Współczesna inskrypcja głosi: „Społeczeństwo Gądkowa Wielkiego w rocznicę urodzin 1746-1946”.

 

Gądków Wielki

 

Pomijając tę rocznicę urodzin – dlaczego właśnie Kościuszko a nie figura dowolnego świętego?

To proste. Powojenni osadnicy przybyli tutaj z Kresów, a Mereczowszczyzna – rodzinny folwark „Bohatera Północy” (jak nazwał go Napoleon) – także za Bugiem leży.

 

 

W 1874 r. „przyszła” do Gądkowa kolej

Gądków Wielki

…i – co nie jest wcale takie oczywiste – pozostała w nim do dziś 🙂

Znajdziecie tu baaardzo ciekawy budynek stacyjnyGądków Wielki

Gadkow_W 0012

z pięknie zachowanym zakątkiem zwanym niegdyś „Lamencinem”  (kto pamięta skąd wzięła się ta nazwa ? ) 😉 😀

Wszystko jakby żywcem ze starych filmów wyjęte .

 

Nie zaszkodzi też zajrzeć na cmentarz usytuowany w pobliżu kolejowych torów . Nieużytkowana jego część zajmuje spory kawałek zadrzewionego terenu, a że stare nekropolie to nasz bzik, więc spacer wśród zarośli był po prostu obowiązkowy.
Część nagrobków przeniesiono do lapidarium w nowej części cmentarza, nadal jednak można tu znaleźć piękne przykłady sztuki sepulkralnej.

Już z daleka uwagę zwraca sporych rozmiarów prostopadłościan ozdobiony hełmem z dębowymi liśćmi, ułożonym na stylizowanym wieńcu laurowym.

Inskrypcja informuje:

Gądków Wielki

 

MEINEM GELIEBTEN SOHN
ERICH KREUSLER
LEUTENANT UND BEOBACHTER
FLEGERABT 302
GEB. 16.4.1895 ZU GROSS GANDERN
GEFALLEN 13.6.1918 BEI DSCHENIN AN DER PALESTINENFRONT

 

To pomnik pamiątkowy. Erich Kreusler był lotnikiem obserwatorem. Zginął w samolocie zestrzelonym w pobliżu Jenina (Dschenin, Djenin, Dżenin). Jego szczątki spoczywają pośród 261 innych niemieckich żołnierzy na cmentarzu pierwszowojennym w Nazaret.

Warto wiedzieć:

Karsch_Dziewczyna z filizanka 1930_hf

Dziewczyna z filiżanką Joachim Karsch (1930)

Od 1933 r. mieszkał  w Groβ Gandern znany niemiecki rzeźbiarz i grafik Joachim Karsch (1897-1945).

 

 

 

 

 

 

Akt Joachim Karsch (1920)

Akt
Joachim Karsch (1920)

 

To tutaj,
w ​​nocy z 10 na 11 lutego 1945 – w obawie przed deportacją na wschód – popełnił razem ze swoją żoną samobójstwo.

 

 

 

Opublikowano A_KRAJOZNAWCZE, a_lub_Gądków Wielki, a_LUBUSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 12 komentarzy

Cedyńskie impresje

Cedynia
Cedynia. Najdalej na zachód wysunięte miasto Polski. Niespełna 2 tys. mieszkańców. Położone na morenowych wypiętrzeniach Karpat Cedyńskich, które dla lepszego efektu górują sobie malowniczo nad niewielką „depresyjką” zwaną Żuławami Cedyńskimi.

Niejedna podgórska miejscowość Cedynia
nie posiada tak stromo poprowadzonych uliczek.
Mam do niej – a jeszcze bardziej
do Góry Czcibora
– stosunek szczególny.

 

Siła mediów

CedyniaTo za jej sprawą trafiłam po raz pierwszy na łamy prasy 😉 Było to… tak dawno, że najstarsi Górale (cedyńscy) nie pamiętają. Dostąpiłam wtedy zaszczytu rozpalenia rajdowego ogniska.

Byłam najmłodszym uczestnikiem kilkudniowej imprezy pieszo-rowerowo-motocyklowo-konnej i dzielnie wspomagałam najstarszego jej uczestnika. Różniło nas tylko 70 lat.

Pan Pawelski przysłał później  moim rodzicom egzemplarz „Głosu Szczecińskiego” , w którym wymieniono nas dwoje jako „najbardziej chyba ciekawych turystów”.

Pożółkły wycinek zachował się jeszcze w rodzinnym archiwum 🙂

Zlot Tysiąclecia na Górze Czcibora

Chociaż impreza nosiła nazwę Zlotu Tysiąclecia, do okrągłej rocznicy bitwy brakowało jeszcze dekady.  Góra Czcibora

 

Znany z dzisiejszego krajobrazu,
wysoki na 15 m i ważący 300 ton
pomnik także postawiono później.

 

Góra Czcibora

 

 

Nie raz, nie dwa
wspinaliśmy się
do niego
po stromych schodach

 

 

 

albo u podnóża urządzaliśmy sobie popas

Góra Czcibora

Wprawdzie od jakiegoś czasu trwają naukowe spory co do lokacji thietmarowskiej Cidini, pod którą książę Czcibor spuścił manto margrabiemu Hodonowi, nie przeszkadza to jednak, by właśnie tutaj, pod „moją” górą odbywały się bitewne inscenizacje.

Cedynia

Warto odwiedzić i samą Cedynię.

Zatrzymać się, pospacerować Cedynia
po zaskakująco spadzistych uliczkach.
Zmęczycie się, to fakt…
mimo to nie będziecie żałować 🙂

 

Cedynia

 

 

Kościół z granitowych ciosów

trudny jest do sfotografowania z bliska,

 

 

Cedynia

 

ale można to pięknie i „krajobrazowo” zrobić

 

 

Cedynia

 

z cedyńskiej wieży widokowej
wybudowanej w 1895 r.
Cedynia

 

 

 

Krótką przerwę w spacerku warto
zrobić sobie na Placu Wolności.

Usiądźcie spokojnie
na ławeczce
pod Urzędem Miejskim
.

 

Możecie stąd podziwiać XIX w. Cedynia
kamienice drobnomieszczańskie
i neoklasycystyczny ratusz.

 

Koniecznie zwróćcie uwagę na niewielki trójkątny skwerek z pomnikiem.

 

Cedynia

Wbrew pozorom wcale nie jest porośnięty krzakami.

To zielone kłębowisko jest ni mniej ni więcej tylko…
pomnikowym okazem cisa pospolitego.
Ma 11 m wysokości i ponad 1 m obwodu!

 

Cedynia
Od niedawna na Placu Wolności nie ma już kina „Czcibor”.
Jest za to plac z ławeczkami  i kaskadową,
podświetlaną fontanną.
Jeden spośród moczących w niej nogi kamiennych wojów to pewnie sam książę Czczibor.

 

 

 

 

Odpoczęliście? 

CedyniaNo to zapraszam do
dawnego klasztoru cysterek.

Pochodzi z XIII w.Różnie mu się wiodło.
Odbudowany pod nadzorem konserwatora zabytków jest dziś
czterogwiazdkowym hotelem
i centrum konferencyjnym.

 

Noclegi może nie na każdą kieszeń, Cedynia
jednak nikt wam nie zabroni
wejść chociażby do
odrestaurowanego refektarza.

 

 

Z zewnątrz także Cedynia
prezentuje się wspaniale.

Cedynia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I to wcale nie wszystko.  Zwiedzając Cedynię warto pamiętać o miejscowym muzeum i grodzisku (oba miejsca ciekawe), a jeżeli traficie tutaj w okresie kwitnienia krzewinek o liliowym zabarwieniu, KONIECZNIE zajrzyjcie do rezerwatu Wrzosowiska Cedyńskie 

Wrzosowiska Cedyńskie

Już je kiedyś opisywałam, więc powtarzać się nie będę.
Zainteresowanych zapraszam tutaj

O wrzosowej urodzie Cedyńskich Karpat

 

Opublikowano A_KRAJOZNAWCZE, a_zach_Cedynia, a_ZACHODNIOPOMORSKIE, najnowszy wpis | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 17 komentarzy