Ważyński Porfiriusz - I8015

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania

Porfiriusz Ważyński urodził się w 1791 roku jako syna Michała i Elżbiety z Wołłowiczów. Był dziedzicem majątku Olany, który to od kilku pokoleń był własnością Ważyńskich. Zmarł w Olanach 4 lipca 1865 roku.
Miał z żoną Konstancją z Zabłockich dwóch synów Leona i Władysława oraz córkę Herminię.

Opowieść o zesłańcu

Autor. Anatolij Kuźmicz
Tłumaczenie: Maria Gonta

W dzienniku za rok 1845, pisanym przez zesłanego do Kurganu dekabrystę Wilhelma Kuchelbekera, znajduje się lakoniczny zapis:
"21 września. Przeniosłem się do siebie i w dodatku jestem chory.
22 września. Ważyński odsączał u mnie nalewkę. Dla zabicia czasu, mimochodem opowiadał swoją historię. Była to opowieść, w której niepoślednią rolę odgrywał zabity później pod Warszawą pułkownik Sebastianow."

Wydaje się, że rozmowa była szczera i ciekawa, może nawet chwilami zabawna lecz niestety, szczegółów jej już nie poznamy. Kimże był interlokutor zhańbionego poety, z którym Kuchelbeker mógł rozmawiać tak od serca?


Powstanie listopadowe

Porfiriusz Ważyński w młodości - jak wielu Polaków - brał udział po stronie Napoleona w wojnie 1812 -1815. Minęło niewiele ponad 15 lat, kiedy znów chwycił za broń. Był szlachcicem, żyjącym sobie spokojnie aż do rozpoczęcia powstania w powiecie oszmiańskim (woj. wileńskie). Trzytomowa akademicka "Historia Polski" tak opisuje przebieg wydarzeń:
"Pod koniec 1830 r. w Wilnie powstał tajny komitet powstańczy utrzymujący ścisłą więź z Warszawą. Składał się z 9 ludzi, którzy planowali wzniecić powstanie we wszystkich powiatach guberni litewskich i białoruskich. Przygotowania ślimaczyły się. Brakowało pieniędzy i oręża. Miejscowa magnateria przyglądała się z boku, oczekując na rozwój wypadków. Szeregi ruchu powstańczego zasilała drobniejsza szlachta, oficjaliści (urzędnicy ziemscy), intelektualiści i studenci. Wieśniaków mobilizowano zgodnie ze schematem: jeden pieszy z dwóch (lub więcej) dymów (gospodarstw), jeden konny z dziesięciu dymów. Wcielane pod przymusem białoruskie i litewskie chłopstwo nie stanowiło wartościowego materiału powstańczego. Armia powstańcza była przez to krucha i bardzo niestabilna, a sami ziemianie wahali się przed wstąpieniem do niej z obawy przed reakcją większych mas chłopskich. Jakiekolwiek posunięcia, nieprzynoszące ze sobą ulg dla wieśniaków, mogły nie dać spodziewanych rezultatów.

Najaktywniejsze było chłopstwo na Żmudzi, gdzie jeszcze w lutym 1831 r. doszło do spontanicznego zrywu pod dowództwem szlachcica Borysiewicza i chłopa Gedrymasa.
26 marca duży oddział powstańców zajął Rosienie. Powołano tam Rząd Tymczasowy, na czele którego stanął Juliusz Grużewski, Józef Rymkiewicz i Ezechiel Staniewicz. Do podobnych wystąpień doszło i w innych powiatach. Rebelianci, chcąc zakłócić komunikację między Petersburgiem a Królestwem Polskim, zamierzali opanować Wilno. Zamysłu nie udało się zrealizować i już na początku maja powstanie na Litwie zaczęło powoli wygasać.
Polskie dowództwo nie porzuciło jednak swych zamiarów. 29 maja 1831 r. przybył na Litwę oddział 700 ludzi pod przewodnictwem gen. Chłapowskiego. Po trzech dniach dotarł tu także 11-tysięczny korpus generałów Giełguda i Dembińskiego, odcięty od Królestwa po bitwie pod Ostrołęką. Pojawienie się tak licznej armii zdopingowało szlachtę. Powstanie odrodziło się. Dowództwo objął gen Giełgud, ale plan opanowania Wilna znowu spalił na panewce. Rosjanie zdążyli ściągnąć do miasta posiłki, a powstańcy zaczęli odczuwać "krytyczny niedobór sił".
Giełgud zarządził odwrót na zachód - w kierunku Prus. Można właściwie powiedzieć, że był to początek końca. Chłapowski demonstracyjnie nie podporządkował się początkowo rozkazowi. Między regularnymi wojskami a powstańcami pojawiły się różnice zdań. Nie było już nowych chętnych do walki.
Po nieudanym ataku na Szawle, Dembiński zdecydował się wycofać swój oddział do Warszawy. Generałowie Chłapowski, Giełgud i Roland rozdzieliwszy swe siły zmierzali w kierunku granicy pruskiej starając się unikać starć z Rosjanami. W lipcu znaleźli się w Prusach. Wśród żołnierzy i oficerów panowało wzburzenie. Jeden z nich, kapitan Skulski, zastrzelił Giełguda. Znaczna część szlachty, po opuszczeniu szeregów armii usiłowała dostać się do własnych majątków. Pozostawieni sami sobie chłopi porozchodzili się do domów. Powstanie na Litwie dogorywało."


Zesłanie

Jaki był los Ważyńskiego? "Za działalność antypaństwową, uczestnictwo w buncie, przystąpienie do przestępców w randze dowódcy i członka Komitetu Głównego, rabunek państwowych i prywatnych pieniędzy oraz inne wysoce szkodliwe czyny, decyzją dowódcy 1 Armii pozbawiony został szlachectwa" i zesłany na katorgę. Innymi słowy, generał-feldmarszałek Paskiewicz skazał, Imperator zatwierdził.
Przyczynę, dla której przestępca państwowy Porfiriusz Ważyński skazany został na 20 lat katorgi i znalazł się na kurgańskim zesłaniu, poznać możemy z oficjalnego listu Wasyla Kopyłowa, pełniącego obowiązki tobolskiego gubernatora (napisanego 1 grudnia 1834 r.): "Przybył do Tobolska chory 15 sierpnia 1832 r. i do 20 października przebywał w nadzorowanym szpitalu. W efekcie uznano go za niezdolnego do jakiejkolwiek pracy na mocy paragrafu 198 "Ustawy o zesłańcach..." po czym zasilił szeregi nie nadających się do katorżniczej pracy zesłańców tobolskiej guberni."

Zachował się opis cech fizycznych chorego, z których jasno wynika, dlaczego złagodzono Ważyńskiemu karę: "wzrostem 2 arszyny, 6 werszek (169 cm), prawa ręka skrzywiona w łokciu, niewładna, co jest następstwem zadawnionego zwichnięcia i nieprawidłowego nastawienia, silny nerwoból w prawej nodze i niedowład lewej wynikający z uszkodzenia przez postrzał kości goleniowej..."

W "Wykazie państwowych i politycznych przestępców" sporządzonym w 1849 r. podana jest data przyjazdu Porfiriusza Ważyńskiego do Kurganu – 28 października 1832 r. O przewiezieniu pięciu przestępców państwowych z Tobolska do Okręgu Kurgańskiego zadecydował ukaz Najwyższego Imperatora przekazany 23 grudnia generał-gubernatorowi Zachodniej Syberii przez generał-adiutanta, hrabiego Czernyszowa. Współtowarzyszami niedoli Ważyńskiego byli inni uczestnicy powstania: Cyprian Woroniecki, Ignacy Czarpiński, Kajetan Zakrzewski i Franciszek Czerniecki. Kajetanowi Zakrzewskiemu i Porfiriuszowi Ważyńskiemu nakazano osiedlenie się w gminie Smolińskiej, ale z racji "bliskiego położenia obu gmin", obaj wymienieni, podobnie jak pozostali zesłańcy zamieszkali również w Kurganie.


Życie na Syberii

Porfiriusz Michajłowicz (syn Michała) żył w mieście samotnie, najczęściej przebywał we własnym mieszkaniu, "okresowo podnajmując je skazanej na pobyt Polce Magdalenie i przebywającej tu z własnej woli matce okaleczonego chorobą Macieja, chłopa zesłanego na Sybir". Ważyński wychodził z domu bardzo rzadko i odwiedzał jedynie swoich współtowarzyszy, przestępców politycznych.

Na Syberii zawiązał się tzw. "spisek omski", czyli przygotowanie do zbrojnego wystąpienia. Inicjatorami byli dawni powstańcy służący w Korpusie Syberyjskim.
Dekabrysta Andrej Jewgieniewicz Rosen tak pisał w swoich wspomnieniach: " Pod koniec 1834 r. doniesiono na polskich zesłańców, że próbują na Syberii wzniecić powstanie. W celu zbadania sprawy przysłano prosto z carskiego dworu lejbgwardzistę (osobista świta cara) generała Musin-Puszkina. Wybrano na szczęście człowieka szlachetnego i sprawiedliwego. Podejrzanych było nawet kilku moich towarzyszy, ale szybko wyjaśniło się, że zarzuty są bezpodstawne."

Już na samym początku sprawy przyjęły poważny obrót. 16 października 1834 r. pułkownik żandarmerii Masłow napisał do generał-gubernatora notatkę, która zawierała srogie zarzuty pod adresem byłego powstańca. Jego niepokój wynikał z informacji, jakie uzyskał od innego zesłańca, Kajetana Zakrzewskiego:
"Mieszkający początkowo z Ważyńskim Zakrzewski opowiadał, że podczas kampanii francuskiej Ważyński, był w armii Napoleona wykonawcą zadań specjalnych, a tu - na Syberii - miał jakieś dziwne konszachty z rodakami. Wszelkie listy zaraz niszczył. Łaski Miłościwego Pana upraszając donosił, że od 30 sierpnia Ważyński napomykał, że jeśli nie będzie umiaru, to nie wiadomo co będzie, ale o co chodziło i na czym to miało polegać, to dokładnie już nie mówił”. Słowem i pułkownik, i jego informator obciążyli Ważyńskiego wszystkimi możliwymi winami. Masłow przypuszczał, że Ważyński zajmuje się jakąś działalnością piśmienniczą, a więc sam także odpisuje na listy, które do niego przychodzą. Wszystko to wydawało mu się bardzo podejrzane.
Kajetan Zakrzewski również brał udział w polskim powstaniu. Pochodził z Wołynia. Posiadłość Zakrzewskich znajdowała się w powiecie łuckim. W polskim wojsku dosłużył się Kajetan stopnia kapitana, po czym odszedł do rezerwy. W listopadzie 1831 r., kiedy w jego kraju rozpoczęły się rozruchy, w szeregach oddziału Bogdanowicza brał udział w marszu na Kowel. Na podstawie rozporządzenia tegoż samego dowodzącego1 Armią ( dokument 24 października 1831 r. zatwierdził swoim podpisem imperator Mikołaj I) zesłany został na Sybir z utratą tytułu, szlachectwa i majątku. W Kurganie osiedlił się 3 stycznia 1832 r., jako jeden z pierwszych Polaków.
Dlaczego Zakrzewski usiłował „wrobić” swego towarzysza niedoli? Trudno nam dzisiaj stwierdzić. Niewykluczone, że miały na to wpływ ich wzajemne, osobiste relacje. Można także wziąć pod uwagę inne rozwiązanie: każde zrzucenie winy na kogoś innego, umniejsza własny w niej udział. Bezsprzecznie jednak był Ważyński pośród wszystkich kurgańskich Polaków przestępcą najpoważniejszym, a jego czyny dokonane przeciwko rosyjskiemu imperium - najgroźniejsze. 20 lat katorgi nie dostaje się za byle co.

Zanim Kajetan Zakrzewski wrócił z Syberii do „gubernialnych miasteczek środkowej Rosji” minęło jednak trochę czasu. 31 grudnia 1843 otrzymał zgodę na powrót do ojczyzny, a 30 stycznia następnego roku wyjechał z żandarmami do Kijowa.

Porfiriusza Ważyńskiego wziął pod opiekę kurgański horodniczy. 22 listopada 1834 r. złożył meldunek do pełniącego obowiązki gubernatora w Tobolska, a dokument ten trafił później do Omska. Oto treść tego meldunku: „Podczas skrupulatnej i tajnej obserwacji zesłańca Ważyńskiego, żadnych podejrzanych zachowań nie stwierdzono. Żyje cicho, skromnie i praworządnie. Podczas minionego lata zajmował się najczęściej uprawą we własnym ogrodzie warzyw i owoców, a jesienią zbieraniem plonów. Później, kupiwszy kilka sztuk bydła, sam je zabijał i w dni targowe sprzedawał wołowinę, a ze słoniny robił i nadal robi świece i sprzedaje je później potrzebującym. Z tego się utrzymuje. Przebywając w swojej kwaterze żadnym piśmiennictwem się nie zajmuje, do czego zresztą i zdolności nie posiada. Niejednokrotnie zdarzyło mi się widzieć, jak przez kilka dni pisał nieskładnie jeden list do żony i ledwo udawało mu się go dokończyć. Takimż sposobem ze swoimi rodakami tu, w Syberii mieszkającymi, korespondencją żadną, oprócz otrzymywanej za pośrednictwem władz się nie zajmuje. Nic nie czyta. Dlatego uważam, że wszystkie dochodzące dotychczas do Jego Ekscelencji Przewodniczącego Rady Głównej Zarządu Zachodniej Syberii słuchy na temat Ważyńskiego są niesprawiedliwe.”
Z notatki tej wynika, że kurgański horodniczy często spotykał się z Ważyńskim, odwiedzał go w domu. Prawdopodobnie kaleki zesłaniec zyskał sobie jego współczucie. No i przecież ani jeden z zarzutów pułkownika żandarmerii nie potwierdził się. To raczej oczywiste – horodniczy, podpułkownik Fiodor Iwanowicz Burdzienkiewicz (Teodor syn Jana) sam wywodził się z polskiej szlachty, a poza tym był krajanem i prawie rówieśnikiem Porfiriusza Michajłowicza. Był wyrozumiały? – Tak. Był miłosierny? – A dlaczegóżby nie?

Porfiriusz Ważyński przyzwyczaił się powoli do życia w nowym miejscu. Było mu tym łatwiej, że w 1835 r. trafili tu na zsyłkę Julian Rościszewski, potem Eustachy i Roman Chełmińscy, jeszcze później Kazimierz Rościszewski. Byli to nie tylko rodacy, ale i krewni Ważyńskiego. Od 1837 do 1857 r w Kurganie przebywało 16 polskich więźniów politycznych szlacheckiego pochodzenia. Oprócz nich znajdowali się tu także powstańcy niższego stanu. Dekabrysta Andrej Jewgieniewicz Rosen opowiadał o nich w swoich pamiętnikach: „Oprócz moich towarzyszy żyło w Kurganie nieco Polaków zesłanych za udział w powstaniu 1830 roku: Ważyński, Rajewski, książę Woroniecki… Godni byli współczucia zwłaszcza ci, którzy cierpieli nie za swoje winy, a jedynie za cień podejrzenia, że przyjmowali u siebie emisariuszy, bądź oddawali im swe konie… Ci, którym zdrowie na to pozwalało, polowali – to ukochane zajęcie Polaków… Na pustych, wyludnionych ulicach Kurganu często słychać było śpiew lub pogwizdywanie polskich narodowych pieśni. 3 maja zbierali się zawsze razem i świętowali pamięć Kościuszki…”

Porfiriusz Ważyński, tak jak inni Polacy odwiedzał gościnny dom Naryszkinów, po przyjacielsku obcował z Rosenem, Nazimowem, brał udział w pożegnaniu dekabrystów wywożonych na Kaukaz 21 sierpnia 1837 r. N.I.Łorer wspominał „Biedni Polacy chodzili smutni po mieście przeczuwając, że ich osierocimy… Jeszcze na pierwszej stacji odczuwaliśmy ich współczucie. Wszyscy Polacy, towarzysze naszego wyginania, wyjechali wcześniej, żeby nas odprowadzić i ugościć kolacją pierwszy i ostatni raz… bo oczywiście nie spotkamy się już z nimi na tym świecie”.

Porfiriusz Ważyński długo jeszcze żył w Kurganie. Dopiero na mocy manifestu z 26 sierpnia 1856 roku uczestników powstania 1830-31 objęła amnestia. Porfiriusz Ważyński opuścił Kurgan jako jeden z ostatnich zesłańców – 12 lutego 1857 r. W ten sposób spędził w Kurganie więcej czasu, niż jakikolwiek inny z więźniów politycznych – bez mała ćwierć wieku.


Zakończenie

Majątek rodzinny Ważyńskich w Olanach ocalał od konfiskaty, ponieważ formalnie nie należał do Porfirego, lecz do jego syna Leona, któremu to zapisał go w testamencie dziad - Michał Ważyński.
Przebywając na Syberii Porfiry ślubował, że jeżeli Bóg pozwoli mu wrócić w swe rodzinne strony, to kaplicę w Olanach wystawić każe. Słowa dotrzymał, jednak kaplica ta nie stała długo. Została w 1863 roku zamknięta.


Linki