Polesie - Ukraina, Białoruś, Polska

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania
Mapy Polesia
1Polesie mapa.jpg
Ukraine-Polissya.png

Obszar ciągnący się po obu brzegach rzeki Prypeci, między Bugiem a Dnieprem.

Co to jest Polesie?

Informacja zaczerpnięta z "Wielkiej ilustrowanej encyklopedii powszechnej" Gutenberga z lat 30-tych XX w.:

Polesie 1.jpg
POlesie51.jpg

"Pod względem gospodarczym Polesie stoi jeszcze na nadzwyczaj niskim poziomie. Przedewszystkiem gleby są tu bardzo liche, albo przepojone wodą, albo piaszczyste, rzadko tylko (np. w okolicach Pińska) rozciągają się wśród mokradeł powierzchnie wyższe, gliniaste, stanowiące orne grunty. Na ogólną powierzchnię (z pow. Sarny 42.280 km2) 3.958.000 ha, zajmują grunty orne zaledwie 22,1% (875.000 ha), łąki 18,9%, pastwiska 9,6%, sady i ogrody 0,9%, lasy 28,6% (1,132.000 ha), a nieużytki 19,9% (786.000 ha). Rolnictwo nie może z powodu niskiej kultury rolnej i lichych gleb pokryć miejscowego zapotrzebowania, stąd też Poleszucy utrzymują się z połowu ryb, koszenia siana, spławiania drzewa i najmowania się na roboty rolne na sąsiedni Wołyń.

Pszenicą obsiewa się w Polesiu tylko 17.200 ha, żytem 329.200 ha, jęczmieniem 45.900 ha, owsem 78.400 ha, grykę 27.100 ha, prosem 16.900 ha, grochem 6.700 ha, lnem 13.900 ha, konopiami 3.800 ha, a ziemniakami sadzi się 157.400 ha. W gospodarce rolnej przeważa własność wielka (głównie polska), do której należy 67,6% ogółu powierzchni. Poza tem gospodarstwa karłowate (poniżej 2 ha) zajmują zaledwie 0,7, małe (2-5 ha): 5,1%, średnie (5-20 ha) 19%, a większe (20-100 ha): 7,6% powierzchni. Niewiele wyżej od rolnictwa stoi również chów bydła. W 1929 r. było w Polesiu 204.487 koni, 563.008 sztuk bydła rogatego, 276.031 trzody chlewnej oraz 384.429 owiec i kóz. Rolnictwem, leśnictwem i rybactwem trudni się 82% ogółu mieszk., przemysłem 6,5%, handlem 3,9%, komunikacją 2,4%, służbą publiczną i wojskową 1,9%. Oświata stoi w Polesiu bardzo nisko, w 1921 było tu aż 71% analfabetów wśród ogółu ludności. Obecnie stosunki te ulegają stopniowej poprawie. W r. szk. 1929/30 było w województwie 1.064 szkół powszechnych (1.020 polskich) i 2297 naucz. i 108.751 uczniów, 18 szkół średnich z 288 naucz. i 4.513 uczn., 1 seminarjum naucz. ze 169 uczn. i 19 szkół zawodowych (8 średnich) z 1.599 (994) uczniami. Czasopism ukazuje się na terenie P. 35 (21 polskich), w tem 5 dzienników."
Tak naprawdę trudno powiedzieć, skąd wzięła się nazwa "Polesie". Może, analogicznie do nazw Podole, Powiśle czy Pomorze, oznaczała po prostu obszar porośnięty wysokopiennymi olbrzymami, a może wprost przeciwnie - obszar powstały przez wytrzebienie dawnej puszczy przez słowiańskie plemiona, które osiedlały się potem "na polesiu". Inna z teorii wskazuje na bałtyjskie słowa palá, pálios, pelese - oznaczające bagno. Faktem jest, że większość z nas, na pytanie, z czym kojarzy się nam Polesie, odpowie, że to dzika i tajemnicza kraina lasów i bagien, błotnistych rzek i mokradeł, dokuczliwych komarów i dzikiej zwierzyny. I jest w tym - w dalszym ciągu - sporo racji. Rzeczywiście drugiego takiego wodnego labiryntu trudno szukać gdziekolwiek indziej w Europie. Najstarsze wzmianki o nim można znaleźć już u Herodota (w V wieku przed narodzeniem Chrystusa). Polesie, o którym wspomina Herodot, nie jest lądem stałym, lecz śródlądowym morzem pomiędzy Bałtykiem i Morzem Czarnym. Do dziś, w czasie wiosennych roztopów są tu obszary, które do złudzenia przypominać mogą bezkresne morze. Jeden z poleskich mitów głosił, że ostatnie lata życia spędził tu wygnany z Rzymu Owidiusz, a pochowano go na nadprypeckiej górze nazywanej Górą Owidiusza. Również w Latopisie Nestora, żyjącego ok.1500 lat po Herodocie można znaleźć informacje o Polesiu i zamieszkujących je plemionach słowiańskich. Od wieków też funkcjonowały nazwy określające poszczególne części obszaru: na "Polesiu suchym" przeważały pola uprawne, "Polesie głuche" porośnięte było lasami, a "Polesie zapadłe" - to olbrzymi obszar bagienny. Polesie jest krainą historyczno-geograficzną sięgającą od Bugu po Dniepr i rozciągającą się obecnie na terenach Białorusi, Ukrainy i Polski. Zajmuje obszar większy od niejednego europejskiego kraju. Największa jego część znajduje się na Białorusi. Główną rzeką jest tu Prypeć nazywana niekiedy "Amazonką Europy". Wpadają do niej: Pina, Łań, Jasiołda, Turnia, Stochód, Styr, Stubla, Horyń, Słucz, Lwa, Stwiga, Ptycz, Uborć i wiele jeszcze innych. Do dziś można spotkać tu wioski niemal nie różniące się od tych, ze starych zdjęć Józefa Szymańczyka.
Polesie nigdy nie było bogatą krainą; obfitowało jedynie w lasy, bagna i mnóstwo dopływów Prypeci. 45% powierzchni całego województwa poleskiego - największego w Rzeczpospolitej- zajmowały starorzecza, rozlewiska, moczary, jednym słowem - mokradła, a grunty orne nie stanowiły nawet 1/4 jego powierzchni. W okresie wiosennym i jesiennym nie było tam przejezdnych dróg. Polesie było zupełnie odcięte od świata.
Planowa radziecka gospodarka próbowała po wojnie osuszyć bagna. Część bezpowrotnie zmeliorowano, niszcząc przy okazji bezcenne walory przyrodnicze i krajobrazowe. Nadmierne odwodnienie terenów na północ od Prypeci spowodowało tutaj spore zmiany klimatyczne. Pomimo jednak, iż część dawnych poleskich mokradeł jest przesuszona i ulegając erozji wietrznej, pomału zamienia się w step - tak naprawdę, nie udało się zniszczyć tego unikatowego obszaru. Na szczęście pozostała jeszcze spora część terenu, którą objęto już ochroną. No i w dalszym ciągu są na Polesiu regiony, gdzie podstawowym środkiem komunikacji jest łódź. Mimo dość rabunkowej gospodarki drzewnej, lasy wciąż pokrywają znaczne obszary. Kto wie, czy nie są one bardziej bezludne niż dawniej? Sporo starych chutorów uległo likwidacji. Młodzi wynieśli się do miast, starzy pomarli...


Legendarne początki dzisiejszego Polesia

Herodotus Massimo Inv124478.jpg

Żyjący wiele lat przed nasza erą Herodot z Halikarnasu, grecki podróżnik uważany dziś za ojca historii, opisując plemiona scytyjskie, wspomniał o wielkim jeziorze na północy, którego sam, tak naprawdę, nigdy nie widział, sporo jednak o nim słyszał. Mimo, iż wiele zapisanych przez niego informacji brzmi dzisiaj niemal baśniowo, nie można jednak odebrać Herodotowi palmy pierwszeństwa, jako pierwszemu chyba w dziejach geografowi i etnografowi, skrupulatnie spisującemu zasłyszane historie. Jeżeli przekazano mu kilka wersji tego samego wydarzenia - opisywał je wszystkie, pozostawiając czytelnikowi możliwość własnej interpretacji.

Warto więc przeczytać o mitycznym Morzu Herodotowym i ...wyciągnąć oczywiście własne wnioski. Opis pochodzi ze "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich", napisanego w latach 1880-1902.

Swiat wg Herodota1.jpg

Morze Herodotowe - domniemany olbrzymi zbiornik wód w czasach przedhistorycznych, łączący jakoby morze Czarne z Bałtykiem; miał obejmować przestrzeń dzisiejszego Polesia w guberni mińskiej, grodzieńskiej i wołyńskiej, zakreślona od południa stokami Awratyńskimi (obecnie Góry Krzemienieckie), idącymi od Karpat, od zachodu odłamkami gór sandomierskichw kierunku zachodniego Bohu, od północy wzgórzami Alauńskimi (obecnie Wyżyna Wałdajska).

Historyk i podróżnik grecki Herodot, żyjący w V wieku przed erą chrześcijaństwa, dotarłszy do Scytyi nad Euxinem, wspomina o Budynach i Getonach tam żyjących i o wielkiem jeziorze, bagnach i lasach po za osadami tych plemion.
Jakkolwiek wskazanie Herodota nie jest jasne, domyślać się jednak można owych lesisto - bagnistych i wodą wtedy pokrytych przestworów w miejscowości dzisiejszego Polesia litewskiego.
Również i geograf Strabe, żyjący w I-szym wieku przed Chrystusem, mówiąc o Scytyi w księdze VII, wspomina o wielkich moczarach za rzeką Hiponis czyli Bohem.
Historyk niemiecki X wieku Dytmar, biskup merseburski, opisując apostolstwo współczesnego sobie biskupa kołobrzeskiego Reinberna w okolicach Turowa, dziś w powiecie mozyrskim, wspomina o morzu tam znajdującem się, zanieczyszczonem przez złych duchów, których apostoł wyganiał, wrzucając w głębiny głazy namazane olejami świętymi i wlewajac wodę święconą. Czacki w dziele O Litewskich i Polskich prawach świadczy, iż w bagnach Pińszczyzny znajdowano bursztyn, produkt morza Bałtyckiego, i szczątki gatunków ryb morza Czarnego, leżące na pokładach gliny.
Zauważmy, że w 1847 r przy robotach wstępnych dla zbadania warunków możebnego osuszania błot pińskich, dokonanych pod kierunkiem generała Żylińskiego, znaleziono bursztyn około miasteczka Lubiaź, nad dużem jeziorem, przez które przepływa Prypeć.
Kazimierz Kontrym w relacyi swojej z odbytej w 1829 r podróży po Pińszczyźnie daje niejakie wskazówki co do znaczenia błot pińskich w przeszłości.
Kraszewski we Wspomnieniach z Wołynia, Polesia i Litwy pisze o morzu Pińskiem.
Jan Potocki, badacz starożytności i komentator opowieści Herodota o Scytach w Histoire primitive des peuples de la Russie wspomina o wodach Herodotowych w Scytyi i o tradycyi jemu współczesnej co do gorzkich wód w Bohu podczas wiatrów od morza Czarnego wiejących.
Lelewel nie dowierza opowieści Herodota o morzu poza krajem Budynów i Getonów, i twierdzi, że powód do domysłów starożytnych leżał w niezbadaniu tych okolic.
Pomimo to zachodzi pytanie, czy nie należy opowieści starożytnych o błotach lesistych i wodach po za Scytyą, w kierunku zkąd Borystynes (Dniepr) i Hipanis (Boh) płyną, uważać jako fakt istnienia niegdyś zbiornika wód w miejscowości naszego Polesia.
Skoro morze Bałtyckie według tradycyi miało dochodzić do Groniądza, o 15 mil od Gdańska nad Wisłą dziś położonego, jeśli wody ztamtąd ustąpiły w skutek jakichś przewrotów natury, to czemuż nie przypuszczać i wcześniejszego obniżenia się wód na całym poziomie Bałtyku. Bądź co bądź późniejsze badania naukowe są w zgodzie z podaniem starożytnych.
I tak geolog Edward Eichwald, profesor wszechnicy wileńskiej, w 1829 r. z polecenia władzy badając Polesie Mińskie, przypuszcza istnienie tam w starożytności morza, które łączyło się z Bałtykiem i morzem Czarnem, a zmianę topograficzną kraju w epoce lodowców tłumaczy przez zamulenie obrębów czyli granic dzisiejszego Polesia, mających od południa i zachodu wyniosłości , stanowiące dział wodny rzek w dwa przeciwne morza płynących i twierdzi, iż grunt stały Polesia coraz bardziej się podnosi przez torf, formujący się z traw obfitych, znajdujących niezmierny popęd do wzrostu w mułach powstających ze szczątków wymoczków.
Dzisiejsze błota zwane hryczyńskimi zajmujące pograniczne kąty trzech stykających się powiatów pińskiego, mozyrskiego i słuckiego, na przestrzeni 500 wiorst kwadratowych, nigdy niewysychające, tudzież duże jeziora w powiecie pińskim: Pohost, Nobel, Lubiaź, Wygonowskie i Bobrowickie, w powiecie mozyrskim: Kniaź, Wieczera i inne, zdaje się, że są śladami przedhistorycznego wodozbioru, który przez jakiś kataklizm opadła w poziomie i teraz przedstawia się jako bagnista przestrzeń Polesia, przecięta nieprzeliczonemi rzekami.
Niezawodnie, że ta kraina zarówno dla przyrodnika, jak i archeologa przedstawia niezmierny interes, gdyż kryje w sobie tajemnice przeszłości, mogące być tylko przez badania naukowe wyjaśnione.
Pełno jest legend wśród ludu o znajdywanych w bagnach Polesia kotwicach, częściach statków żeglownych, bryłach topionego wosku, bursztynu, itd.
Na miejscach wynioślejszych widnieją okopiska, olbrzymie mogiły, jak np. przy ujściu Cny do Prypeci góra sypana zwana Widium Horod, domniemany grób Owidyjusza Nazona.
Archeolog Henryk Tatur, niedawno badający Polesie, utrzymuje, iż są tam ślady nawodnych siedzib ludzkich i możnaby odszukać wiele pamiątek z tej epoki. Naturalnie, że jak dziś, tak i w zamierzchłej przeszłości musiała istnieć komunikacya wodna pomiędzy stronami Czarnomorskiemi i Bałtyckiemi i tą drogą ludy wzajemnie wymieniały produkta, porozumiewały się ze sobą i pomykały na siebie, o czym świadczą liczne kurhany, okopiska i horodyszcza wśród bagien na wyżynach rozsiane.
Sądzimy przeto, że Morze Herodotowe na Polesiu nie było mrzonką i że nauka z czasem dostarczy większej o tem pewności. W końcu dodać należy, że Polesie i obecnie na wiosnę i w czasie ulew staje się zwykle ogromnym zbiornikiem wód, tak że ludzie tylko za pomocą łodzi komunikują się ze sobą. Formujący się torf podnosi wprawdzie stopniowo poziom miejscowości, ale zawsze jest to olbrzymia kotlina, naprowadzająca na wniosek, niemal pewny, o przedhistorycznym rozlewie, jakowy nie dość jasno określili starożytni.
Mapa świata wg. Herodota:
http://www.henry-davis.com/MAPS/Ancient%20Web%20Pages/109.html
http://www.henry-davis.com/MAPS/Ancient%20Web%20Pages/109A.html
Antyczne mapy świata:
http://www.henry-davis.com/MAPS/Ancient%20Web%20Pages/AncientL.html


Polesie wg. "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego..."

O budowie geologicznej i szacie roślinnej Polesia

w "Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich"
powstałym w latach 1880-1902 "pod redakcją Filipa Sulimierskiego, redaktora
"Wędrowca", magistra nauk fizyczno - matematycznych byłej Szkoły Głownéj
Warszawskiéj; Bronisława Chlebowskiego, magistra nauk filologiczno -
historycznych byłej Szkoły Głownéj Warszawskiéj i Władysława Walewskiego,
obywatela ziemskiego, kandydata nauk dyplomatycznych uniwersytetu dorpackiego"
(z zachowaniem oryginalnej pisowni).

Polesiem, w dokumentach łacińskich tractus Polesiensis, zowie się od wieków zwyczajowo, topograficznie i geograficznie szeroki pas kraju pokryty lasami (skąd nazwa), ciągnący się po obu brzegach rzeki Prypeci, między Bugiem a Dnieprem. Obejmuje on najznaczniejszą część guberni mińskiej, mianowicie powiaty: piński, mozyrski, rzeczycki, bobrujski, oraz część słuckiego i ihumeńskiego; dalej z guberni grodzieńskiej znaczną część powiatów: kobryńskiego, prużańskiego i słonimskiego; z guberni wołyńskiej część powiatu kowieńskiego, włodzimierskiego, nowogród - wołyńskiego (zwiahelskiego) i owruckiego; z guberni kijowskiej powiat radomski i wreszcie z guberni mohylowskiej części powiatu rohaczewskiego, homelskiego i bychowskiego. Ścisłe oznaczenie granic Polesia jest bardzo trudne i tylko w przybliżeniu można powiedzieć, że tworzy ono trójkąt, wierzchołki którego stanowią miasta: Brześć Litewski, Mohylew nad Dnieprem i Kijów. Wschodnią granicę trójkąta stanowi Dniepr na przestrzeni od Kijowa do Mohylewa ( 400 klm), od północy zamknięty jest przez szereg wyniosłości, idących od wyżyny Ałauńskiej, na południe zaś przez północne stoki gór Awratyńskich. Na zachodzie wreszcie boki trójkąta schodzą się pod Brześciem Litewskim. Cały ten kraj przedstawia w ogóle nizką równinę, której powierzchnia zajmuje 8740 klm kw. I jest przeto trzy razy większą od Belgii, a sześć razy od Saksonii.
Pospolicie dzielą Polesie na północne (litewskie), w którem odróżniają górne (pińskie), od dolnego (mozyrskiego) i południowe (ruskie) , dzielące się znów na wołyńskie i drewlańskie czyli kijowskie ( dawna ziemia owrucka).
W potocznej mowie rozróżniają Polesie właściwe, głębokie albo głuche, to jest takie, gdzie lasy wszystko pokrywają, a polany leśne są tylko wyjątkiem, i Polesie zapadłe, tam, gdzie lasy są gęsto poprzerzynane odkrytemi bagnami i jeziorami.
Środkiem Polesia płynie rzeka Prypeć z mnóstwem dopływów, z których znaczniejsze z prawej strony: Turya, Stochód, Styr, Horyń ze Słuczem, Swiha, Uborć, Słoweczna i Usza; z lewej zaś: Jasiołda, Cna, Łań, Słucz Litewski, Ptycz z Oressą, Ipa i Wić; prócz tego, bardziej na północ od Prypeci, wpada do Dniepru Berezyna ze Świsłoczą, bardziej zaś na południe, jeszcze w obrębie Polesia, Tetarów.
Brzegi tych wszystkich rzek są nizkie i dla tego podczas przyboru wiosennego woda rozlewa się na ogromnej przestrzeni, zatapiając okoliczne lasy i błota. Punkty mieszkalne są rozrzucone, jak wyspy, po bardziej wyniesionych częściach Polesia. Miejscowość ta pod względem geologicznym zupełnie prawie nie była dotąd badaną i poszukiwania o tyle tylko miały miejsce, o ile miały związek z odleglejszemi stronami, które w danym razie były bezpośrednim celem poszukiwań. Polesie oddawna już ściągało na siebie uwagę uczonych i mężów stanu. I tak: W 1560 r. niejaki dr. Zwicker wydał w Gdańsku mapę Polesia (Tabula Paludum Polesiae).
Pod 1598 r. znajdują się w Vol.Leg. wzmianki o oczyszczeniu i uspławnieniu rzeki Styru, prawego dopływu Prypeci.
W 1653 r. Jerzy Ossoliński, kanclerz wielki koronny, wnosi na sejmie koronacyjnym projekt połączenia drogą wodną, za pomocą rzek i kanałów, morza Czarnego z Bałtyckiem.
Następnie znane są prace dokonane w ostatnich latach zeszłego i początkowych bieżącego stulecia przez ks.Ogińskiego (Ogiński-Kanał), ks. Massalskiego, biskupa wileńskiego (regulacya rzeki Uborci); Butrymowicza (liczne kanały i groble w okolicach Pińska) i innych; atoli ze względu na geologiczny ustrój Polesia pierwszą pobieżną wzmiankę spotykamy dopiero w 1815 r. w dziele Staszyca O ziemiorodztwie Karpatów i innych gór i równin Polski.
W 1823 r. wyszło w Wilnie dziełko prof.Andrzejewskiego (Objazd w przedmiocie historyi naturalnej i t.d.), w którem autor wspomina między innemi, że Polesie wołyńskie i kijowskie leży na granitach.
W 1829 r. wydał urzędnik banku polskiego Kontrym w odbitkach litografowanych opis Polesia, w którym zamieścił liczne wzmianki o geologicznym jego ustroju.
W 1830 r. ogłosił w Dzienniku Wileńskim prof. Ig.Jakowicki rezultaty poszukiwań mineralogicznych i geologicznych, dokonanych z polecenia uniwersytetu wileńskiego w guberniach południowo - zachodnich, przyczem podał nieco szczegółowsze wzmianki o Polesiu, jakkolwiek również zbyt ogólnikowe i nieokreślone, nieporuszające wcale kwestyi pokładów, które należy uważać za łożysko błot.
W 1830 r. ukazało się dzieło prof.Eichwalda Naturhistorische Skizze von Lithauen, Volhynien und Podolien, w którem jednak Polesie prawie zupełnie zostało pominięte i tylko w paru miejscach - pobieżnie wspomniane.
W nowszych czasach podał Pusch w dziele swem Geognostische Beschreibung v.Polen cały szereg skamieniałości, cechujących pokłady niektórych kresów Polesia.
W ogóle, jak z tego widzimy, badania wszystkich tych uczonych miały za przedmiot tylko miejsca przyległe Polesiowi, nie zaś same błota i pokłady, śród których one się znajdują. W ostatnich dopiero czasach, skutkiem przedsięwziętych prac kanalizacyjnych, dokonano ściślejsze badania geologiczne za pomocą otworów świdrowych, rezultaty których ogłosił inżynier Choroczewski w art. Poszukiwania geologiczne dokonane w ostatnich latach na Polesiu, z mapką, streszczenie którego podajemy poniżej. Wierzchni pokład błot poleskich stanowi wszędzie torf, rzadziej ziemia torfowa lub ziemia urodzajna. Wszędzie na Polesiu, gdzie tylko wierzchnią warstwę stanowi torf, przedstawia się on w postaci łatwo dających się rozróżniać słabo splecionych ze sobą części roślin rodziny mchów, nieraz ledwo zaczynających się rozkładać, a zmieszanych z piaskiem lub iłem. Są to gatunki torfów mchowych, niekiedy bardzo jeszcze niedawno utworzone a nawet i tworzące się obecnie. W normalnym stanie rzeczy torf poleski jest niezmiernie gąbczasty, cały przesiąknięty wodą, a ponieważ woda nie dopuszcza tlenu powietrzu w dostatecznej ilości do szybkiego i całkowitego rozkładu części roślinnych, stanowiących materyał torfowy, rozkład ten postępuje niewzmiernie wolno, stąd wszystkie warstwy torfu są młode i nie znać w nich żadnego uwarstwowania. Naturalnie, że na tak wielkiej przestrzeni jak Polesie i przy tak znacznym obszarze torfowisk, muszą one w różnych okolicach przedstawiać rozmaite własności i skład chemiczny. Grubość warstw torfu niezmiernie rozmaita i wzrasta w miarę oddalania się od suchego brzegu każdego oddzielnego błota. W ogólności jednak można powiedzieć, że warstwy torfu we wschodniej części Polesia są grubsze niż w środku lub na zachodzie poleskiego trójkąta.
Największe torfowiska napotykają się w błotach przyległych do rzeczek Żerdzianki, Świedzi i Wici we wschodniej części północnego Polesia, w pobliżu wsi Żerdzi, Budki, Easiłowicz i Zahala. Grubość warstwy torfowej dochodzi tu do 20 stóp, wówczas gdy w zachodniem i południowem Polesiu napotyka się torfy nie grubsze nad 14 stóp. Niejednokrotnie znajdują się w torfie kłody drzewa, jużto zupełnie zwęglone czy spróchniałe, jużto zachowane w całości. Znajdują się też w torfie i liście drzew.
Bardzo często z torfem znajduje się wywijanit (fosforan żelaza). Bezpośrednio pod torfem znajdują się niekiedy rudy żelaza, tak zwane błotne lub łąkowe. Rudy te, jakkolwiek nie tworzą pokładów grubszych nad kilkanaście cali, znajdują się jednak w niektórych miejscowościach Polesia, szczególnie w błotnistych dolinach Słoweczny i Uborci, w znacznej ilości i używane są, nawet obecnie, do wyrabiania z nich w fryszerkach żelaza niezbyt wprawdzie dobrych gatunków, bo mocno fosforycznego a zatem kruchego, lecz mającego dość znaczny pokup. Za dawnych czasów ilość podobnych fryszerek na Polesiu była zapewne znacznie większa, czego dowodzi samo miano wielu miejscowości, Rudniami zwanych, i całe góry żużli, około tych Rudni leżące. Wydobywaniem żelaza trudnili się przede wszystkim robotnicy sprowadzeni z nad Wisły, obdarzeni osobnemi przywilejami. Z postępem czasu przemysł żelazny upaść tu musiał, nie mogąc wytrzymać współzawodnictwa z lepszym, aczkolwiek droższym produktem, przywożonym z innych okolic kraju.
Niekiedy pokłady torfowe znajdują się nie tylko na powierzchni błota lecz i głębiej, a wówczas są one przedzielone od wierzchniej warstwy innemi jeszcze pokładami, przeważnie iłu i piasku. Pod torfem, ziemią torfową lub rodzajną spoczywają zwykłe piaski, żółte lub białe, po większej części niezmiernie drobne, lecz ziarna ich stają się coraz większe w miarę pogłębienia. Cienka warstwa iłu oddziela w wielu razach torf od piasku.
Piasek jest utworem niezmiernie na Polesiu rozpowszechnionym, albowiem pokrywa prawie wszystkie miejsca w kraju niezajęte przez błota. Wszystkie wyniosłości, wszystkie wyspy, czyli tak zwane ostrowy wśród błot, są wyłącznie z piasku utworzone. Wreszcie na piasku, jeżeli nie na błocie, rosną obszerne lasy tutejsze. Normalny piasek składa się z ziarn kwarcu, rzadziej feldspatu, wapienia i krzemienia, a wreszcie glaukonitu. Tworzy on niejednokrotnie pewien rodzaj zlepieńców, w którym za zlep łączący ziarna piasku służy masa gliniasta, marglowa lub kredowa ( w połud.-zachod. części) . W wielu miejscach gdzie piaski wychodząc na powierzchnię tworzą góry, pagórki, wały, wyniosłe brzegi rzek lub urwiska, spostrzegać się w nich daje złożone lub fałszywe uławicewienie, dowodzące, że w utworzeniu wielu warstw piasku na Polesiu brały czynny udział tak zwane procesy naziemne, zależne od wpływu wiatrów, które stopniowo przenoszą masy ruchomych piasków z miejsca na miejsce i częstokroć zupełnie zmieniają postać kraju.
Pod opisanemi piaskami leżą piaski szare, których ziarna, z wierzchu drobne, coraz się powiększają w miarę pogłębienia a nareszcie przechodzą w żwir. Piasek ten często poprzecinany jest cienkimi warstwami gliny i w nim też prawie wszędzie na Polesiu znajdują się tak zwane głazy narzutowe.
Takie głazy narzutowe, znajdujące się prawie wszędzie na Polesiu, chociaż nie na powierzchni ziemi, są oderwanemi lub odłamanemi cząstkami skał przeważnie krystalicznych, jako to granitu, gnejsu, syjenitu, krzemienia, porfiru, dijorytu a także piaskowca i niektórych innych utworów. Wiele głazów narzutowych zupełnie jest podobnych do znanego w okolicach Wyborga w Finlandii granitu, nazywanego rappakiwi (zgniły kamień) , piaskowce zaś zupełnie są pokrewne z takiemiż z nad brzegów jeziora Ładoskiego.
Pod pokładem piasku szarego leżą niebieskawo - szare, często białawe a w niektórych razach nawet i czarne, twarde, mocno zbite gliny, okazujące niekiedy jakby ślady uwarstwienia, które to gliny są właśnie nieprzepuszczającem wody łożyskiem błot. Grubość tych glin jest niezmiernie rozmaita; w niektórych miejscach prześwidrowano w glinach przeszło 30 stóp, a jednak na inne skały nienatrafiono.
Również bardzo jest rozmaita grubość piasków, oddzielających te gliny od torfu. Gliny powyższe szczególnie głęboko napotykać się dają na południowem Polesiu (wołyńskiem), gdzie bywały wypadki, że świdrowano do 60 stóp w piasku, a na gliny jeszcze nienatrafiono.
Z rozbiorów chemicznych glin poleskich okazuje się, że czystych glin wcale tu nie ma (najwyżej 26 i 1/2 % czystej gliny) lecz tylko gliny piaszczyste. W niektórych miejscach warstwy piasku poprzedzielane są warstwami mocno zbitych glin, które sklejają ze sobą warstwy piaskowe tak mocno, że cała ta masa warstw stanowi jakby jeden gruby, twardy podkład, zupełnie nieprzepuszczający wody.
Podany system uwarstwowienia skał, na Polesiu napotykanych, uważać należy za normalny, w wielu jednakże miejscach znajdują się od niego odstąpienia. I tak w wielu miejscach przy świdrowaniu pokładów przekonano się, że za podstawę błot służą gliniaste lub piaskowate ciąglice, stanowiące niekiedy przejście do gliniasto - wapiennej skały, zwanej mamutową lub lessem (Loess), która w ogólności w południowem Polesiu potężnie jest rozwiniętą.
Jako ogólną cechę, właściwą wszystkim utworom, o których była wyżej mowa, zaznaczyć należy najzupełniejszy brak skamieniałości i wszelkich śladów życia organicznego z okresów, w których utwory te powstać musiały. Okoliczność ta odbiera wszelką możliwość sądzenia o względnym wieku tych pokładów, nie pozwala racyonalnie porównywać ich z sobą, a zniewala do kierowania się przy określaniu i klasyfikowaniu skał takiemi tylko ich właściwościami, jak barwa lub stopień zabarwienia, wielkość cząstek składowych, zresztą nawet sam skład chemiczny. Uwarstwowanie pobłotnych pokładów w południowo- wschodniem Polesiu różni się nieco od podanego wyżej. Tutaj bowiem błota spoczywają na kredzie, niewychodzącej nigdzie na powierzchnię, lub na marglach kredowych, zawierających w sobie niekiedy nadmiar gliny i zwykle na kredzie spoczywających. Na kredzie spoczywają w niektórych miejscach zielone glaukonitowe piaskowce albo raczej piaski, zlepienie bowiem ich ziarenek jest tak słabe, że ustępuje przy lekkiem potarciu w ręku. Margle, ciąglice i piaski kredowe zawierają w sobie w niektórych miejscach głazy narzutowe, krzemieniste lub granitowe, jako też drobno rozsiane blaszki miki, rzadziej w nich napotyka się skorupy muszli, napełnione kredą, lecz bardzo niedokładnie zachowane. Powyższe utwory kredowe spoczywają pod błotami całego zachodniego Polesia; zaznaczyć jednak wypada, że we wschodniej, litewskiej jego części, są one mniej rozwinięte, niż w takiejże części wołyńskiej.
Grubość margli kredowych, opoki, jako też i samej kredy, w ogólności niezmiernie różna, w niektórych miejscach bardzo jest znaczna. I tak w pobliżu wsi Okończyska ( w pow.łuckim) świder przeszedł 22 i 1/2 stóp w marglu kredowym. Prócz torfu, błotnistych moczarów i piasków, glina mamutowa alias less (Loess) jest skałą, która pokrywa stosunkowo znaczne przestrzenie Polesia. Jestto utwór gliniasto - piaskowo - wapienny, składający się z najdrobniejszych, niedających się prawie okiem rozróżnić cząsteczek szaro-żółtawego koloru. Skała ta zawiera w sobie na Polesiu szczątki istot organicznych, mięczaków, już to właściwych suchym lądom, już to mieszkańców wód słodkich. I tak spotkać tu można ślady rodzaju: Cyclas, Lymnaeus, Unis, Helix i niektórych innych, żyjących i obecnie. Less obszernie rozwinięty w południowej części Polesia wołyńskiego, szczególniej potężnie występuje w okolicach Owrucza. Nadto niezmiernie ciekawe jest znajdowanie się gliny mamutowej w Mozyrzu nad Prypecią, w kształcie zupełnie odosobnionych gór, na których leży samo miasto. Zestawiając w ogóle wszystko powyżej powiedziane, przychodzimy do przekonania, że przestrzeń przez błota poleskie zajęta, jest utworzona z osadów napływowych czyli diluwialnych, z czasów tak zwanej epoki jezior, a mianowicie z osadów, które się uformowały po większej części później, niż osady epoki głazów narzutowych. Powyższe osady epoki jezior są w części efektem rozcierania i rozmycia nietylko utworów epoki głazów, lecz, jak się zdaje, także po części i utworów starszych, to jest trzeciorzędnych i kredowych, szczątki bowiem skał tych formacyi znajdujemy przeniesione i osadzone już na pokładach napływowych.
Przypuściwszy, zgodnie z tem, że masy brył lodowych, w najnowszych epokach geologicznych pływały po przestworzach dzisiejszego Polesia, wypada z porządku rzeczy wnioskować, że miejscowość ta była przez wody zajęta, co w zupełności potwierdzają i topograficzne warunki dzisiejszego Polesia. Jeżeli weźmiemy pod uwagę południowe granice rozłożenia północnych głazów narzutowych, przekonamy się, że granicą tą jest północna pochyłość płaskowzgórza wołyńsko - podolsko - galicyjskiego, które, jeżeli służyło za tamę dla lodowców, mogło także następnie służyć i za wał oporowy, po za który diluwialne morze, powstałe w skutek stopniowego rozpuszczania się lodów, nie mogło wód przelewać. Z postępem czasu lodowce musiały topnieć i ustępując tym sposobem ku północy, zostawiały po sobie tak zwane moreny, to jest wały zwykle towarzyszące lodnikom, i drobny miał piaskowy, a także oderwane drobniejsze bryły lodowe. W miarę ustępowania lodowców i opadania wód diluwialnych, wystąpić musiały z pod powierzchni tych ostatnich tak zwane mińskie wyniosłości, które utworzyły tym sposobem szeroką cieśninę, łączącą wody mórz Zachodniego (później Bałtyckiego) i Południowego (następnie Czarnego). Że wystąpienie wyniosłości mińskich miało miejsce już po tak zwanej epoce głazów narzutowych, przekonywa nas ta okoliczność, że gdy głazy na północnej pochyłości wołyńsko - podolskiej znajdują się na wysokości 700 stóp, w wyniosłościach mińskich spotykamy je na miejscach znacznie wyższych, bo dochodzących do 1.200 stóp nad poziom.
Prawdopodobnie bardzo jeszcze długo po okazaniu się gór mińskich, wody powyższej cieśniny, na których pływały lodowe bryły, oddziaływać musiały na skały gór i pochyłości wołyńsko - podolskie, przy czem bryły te silnie oddziaływały także na dno cieśniny i na rozsiane po niem głazy i moreny od lodowców pozostałe, tworząc tym sposobem materyał, z którego uformowały się następnie, po zupełnem opadnięciu wód, pokłady, tworzące dzisiejsze łoże błot Polesia. Cieśnina, o której mowa, następnie przerwana została przez podniesienie się wyniosłości prużańskich, kobryńskich, kowelskich i równieńskich, które od niej zupełnie wody dzisiejszego morza Bałtyckiego oddzieliły, a pozostawiły je tylko w połączeniu z morzem Południowem. Tym sposobem powstała szeroka zatoka, która stopniowo przeszła w rzekę Prypeć z jej licznemi dopływami, tworzącemi sieć wodną i dziś jeszcze niezupełnie uregulowaną. Bardzo łatwo jest przypuścić, że i zatoka ta była przez pewien czas oddzielona od morza w skutek powstania pasma gór, noszących na swych wierzchołkach ślady głazów narzutowych, które od południowo - zachodnich okolic Mozyrza ciągną się ku północnemu wschodowi, przecinając Prypeć pod Jurewiczami, a Dniepr w pobliżu Łujowa i łączą się z obszernemi górzystemi wyniosłościami guberni czernihowskiej, tworząc również granicę znajdowania się północnych głazów. Znajdowanie się gliny mamutowej, powstanie której było rezultatem mocnego ścierania się odłamków skalnych i osadzania się w najodleglejszych krańcach spokojnego wodozbioru, któremu winien swe powstanie, w okolicach Kowla, Równego, Owrucza i Mozyrza, wskazuje na przypuszczalne granice morza czy jeziora, które w epoce poprzedzającej czasy historyczne, prawdopodobnie miejsce dzisiejszego Polesia zajmowało. Bliższe szczególy o tym zbiorniku wodnym zobaczyć można w artykule Morze Herodotowe. Przeistoczenie się dawnego jeziora lub morza w rzekę Prypeć z jej dopływami bardzo łatwo mogło się odbyć w ten sposób, że gdy wody tego jeziora nie miały wcale wyjścia, lub może wyjście to nie mogło wywołać zbyt energicznego poruszania się cząsteczek wody, której przybywająca ilość nie mogła w skutek słabego zasilania się wodozbioru wyrównać ubywającej, znacznie większej, musiał więc wodozbiór ten z samego porządku rzeczy stopniowo zamierać, aż wreszcie pozostała w nim woda mogła w skutek nierówności dna zbiegać się w oddzielne mniejsze wodozbiory w głębszych miejscach, ku czemu dopomódz mogło i częściowe podnoszenie się lub obniżenie się dna samego. Jedne z powstałych tym sposobem mniejszych wodozbiorów mogły, w skutek zupełnego spokoju pokryć się cienką warstwą roślinności, która znowu inną generacyą roślin wydała i w końcu wytworzyła torfowisko, drugie stawały się coraz bardziej płytkiemi, aż nareszcie dno ich pokryła warstwa półroślinna, półmineralna, po której woda sączyć się zaczęła w kształcie niewytworzonych, nieujętych w żadną sieć systematyczną rzeczek i strumieni. Ta zawiła sieć wodna mogła skutkiem naturalnych praw hydrauliki stawać się coraz bardziej prostą, pojedyncze bowiem rzeczki mogły powoli sprostowywać swe brzegi, łączyć swe wody i przechodzić stopniowo w regularniejsze dopływy większych rzek. Większe rzeki znowu potoczyły swe wody w miejsca niższe, a tym sposobem powstała w nizinie dawnego morza jedna duża rzeka, która wszystkie wody powyższych rzek mniejszych w sobie złączyła i przesłała je do morza. Skutkiem mułu pozostałego po wylewach rzek na ich brzegach, na których powstać i utrzymać się mogła roślinność, brzegi te mogły się coraz bardziej wzmacniać i stalej zaznaczać i tym sposobem cała sieć wodna przeszła w uregulowany systemat rzeczny , do składu którego weszły i te starsze rzeki, które do dawnego jeziora czy morza wpadały, początek swój biorąc w miejscach, po za obrębem Polesia leżących.
Dzisiejsze Polesie przedstawia jakby ostatnią fazę tego przekształcenia.
Wszystkie rzeki nie mają jeszcze uregulowanych brzegów, nawet Prypeć częstokroć zmienia koryto, a niektóre z mniejszych rzeczek są zupełnie w epoce pierwszego powstania. Przyczynia się do tego przeważnie nieznaczny spadek rzek poleskich. I tak Prypeć na przestrzeni 579, 3 klm od Pińska do ujścia ma zaledwo 37,57 metrów spadku.
Najwyższe miejsce dna dawnego jeziora, najzupełniej już suche, potworzyły oddzielne wyspy, nieraz lasem pokryte, lub przedstawiajace się jako wydmy piaskowe, a jak jedne tak i drugie rozrzucone wśród przestrzeni, stosunkowo niższych, a pokrytych już to torfem, już to przedstawiających się jako moczary i bagna. Te torfowiska, moczary i bagna są właściwie pozostałościami dawnych oddzielnych wodozbiorów, które dla tego nie mogą się osuszyć , że nie mają ujścia do miejsc niższych, do rzek i morza. Stworzyć im tu ujście jest zadaniem racyonalnej kanalizacyi. Ponieważ błota poleskie powstały w skutek zatrzymania się wód stałych, niemających ujścia do morza Czarnego przez Dniepr, nie są one przeto źródłem zasilającym dopływy tejże rzeki. Osuszenie ich nie wpłynie przeto na zmniejszenie się wody w Dnieprze i jego główniejszych dopływach, lecz owszem przeciwny skutek wywrzec powinno, kanalizacya bowiem, dająca całej miejscowości jakby spadek ku Dnieprowi, zasili go wielką ilością wód karpackich i innych, płynących z części pochyłości płaskowzgórza wołyńsko- podolskiego, które obecnie, przesączając się częściowo pod powierzchnią lub parując, giną nieprodukcyjnie. W końcu swej pracy inżynier Chroszewski przychodzi do następujących dwóch wniosków:
1). Uczynione przez prof.Eichwalda przypuszczenie, podtrzymywane przez prof.Feofilaktowa i Lewakowskiego, a następnie niemal uporczywie powtarzane przez wielu innych geologów , jakoby błota Polesia spoczywały bezpośrednio na granitach - niema najzupełniej racyi bytu;
i 2). Podstawą, czyli łożem błot Polesia jest niebiesko - szaro - czarna, mocno zbita glina, w niektórych zaś miejscach zachodniego Polesia masy kredowe, utworzone skutkiem starcia skał formacyi kraedowej przez lodowce i głazy narzutowe, przyczem tak gliny jak i masy kredowe uznać należy za późniejsze, niż formacya trzeciorzędna, mianowicie za utwory tak zwanej epoki poplioceanicznej.
Z wyjątkowych skał znaleziono na Polesiu węgiel brunatny we wsi Prudek, odległej o 9 wiorst od Mozyrza a 2 wiorsty od Prypeci. Pokład węgla, 4 stopy i 2 cale gruby, leży o 35 stóp pod powierzchnią na podstawie tufu wapiennego, pod warstwą gruboziarnistego piasku z licznemi w nim kawałkami piaskowca. Dalej w pobliżu wsi Lubiazia, niedaleko od Prypeci, w pow. pińskim, znaleziono kawałki bursztynu w niebieskawej glinie, na głębokości 43 stóp od powierzchni. Oprócz tego bryły bursztynu znajdują się dość często w okolicy Dąbrowicy nad Słuczą.
W końcu nadmienić wypada, że do najbardziej zajmujących i najciekawszych pod względem geologicznym miejscowości Polesia zaliczyć bezwarunkowo należy okolice Owrucza a szczególniej wsi Zbranki o 10 wiorst od tego miasta odległej. Na niewielkiej stosunkowo przestrzeni znajdujemy tu przedstawicieli wszystkich geologicznych formacyj i utworów. Niezmiernie ciekawe są tu utwory gliny mamutowej, wychodnie różnych gatunków granitu, porfiru, krystalicznych łupków talkowych, mikowych i gliniastych, czerwonych i białych piaskowców, żelazistych margli i innych skał. Powierzchnia ziemi na Polesiu jest prawie zupełnie równą; jest to nietylko nizina ale i płaszczyzna. Wzniesienia, zasługujące na nazwę pagórków, nikną na północy, jak i na południu nagle, na linii dającej się dość ścisle wyznaczyć. Południowy teras pagórkowaty wrzyna się najdalej od strony Dniepru w obszar błot wzniesieniami Owrucza. Jeszcze wyraźniej występuje granica tego terasu po stronie północnej. Zresztą pagórki, tworzące wzniesienia samodzielne, znajdują się na obszarze Polesia tylko około Mozyrza, nad samą Prypecią, gdzie stanowią grupę zupełnie odosobnioną. Zresztą gleba Polesia jest albo pokryta piaskiem, albo zajęta przez błota. Piasek rzadko przedstawia powierzchnię równą; tworzy on zazwyczaj pagórki, dochodzące nieraz do kilku lub kilkunastu metrów wysokości. Występują one niekiedy gromadnie, a zmieniając pod wpływem wiatrów swą postać, tworzą wydmy. Wydmy rozwinęły się na wielkie rozmiary w wielu miejscach, szczególniej nad Słuczą i Horyniem. Znaczna ich część nie nadaje się zupełnie do uprawy. Istnieją one tylko tam, gdzie pagórki piaszczyste z powodu swej wyniosłości łatwiej obsychają, a piasek traci swą spoistość. Gdzie gleba jest wilgotniejsza, tam pokrywa się roślinnością i ustala. Pagórki, występujące nieraz gromadnie wśród lasów, wypada uważać za wydmy ustalone. W okolicach moczarowatych tworzą one niekiedy długie a wąskie wały, różnej wysokości, i oddzielają zazwyczaj zagłębienie, obfitujące w mniejsze albo większe zasoby wody. Wały takie bywają tutaj nazywane grzędami. Gleba sucha na Polesiu jest przeważnie pokryta lasami, a mała jej część znajduje się w stanie uprawy. Ale obszary suche zajmują zaledwie mniejszą połowę obszaru Polesia, jest ona przeważnie pokryta moczarami i bagniskami, w ogólności tutaj nazwą błot oznaczanemi. Na obszarach leśnych są błota bardzo pospolitem zjawiskiem i wypełniają wszystkie miejsca nizkie; ale że gleba leśna rzadko tylko jest równą, a miejsca nizkie są prawie zawsze zamknięte pagórkami i grzędami, przeto i obszary błot leśnych bywają mniejsze. Postać błot leśnych zależy od roślinności, jaka się na nich rozwinęła, a ta od zasobu i stanu wody. W każdym razie błota te są torfowiskami, a zasób torfu wzmaga się na nich bezustannie, powodując z biegiem czasu podnoszenie się dna moczaru i jego częściowe osuszanie. Im bardziej zbliżamy się do środka zapadłości poleskiej, tam gleba staje się równiejszą, pagórki i grzędy nikną, a rozmiary błot rosną.
Mniejsze błota łączą się z razu z sobą, tworząc torfowiska, pokryte skarłowaciałym zarostem leśnym. Ale bliżej Prypeci powierzchowność tych błot zmienia się nagle w skutek zupełnego i nagłego zniknięcia drzew i błota pińskie robią wrażenie nieprzejrzanych łąk moczarowatych, porosłych zrzadka, i to nie wszędzie, łozami i rokitami. Takie błota nazywają się na Polesiu hałami alias gołemi. Hała zaczyna się już w niewielkiej odległości od Bugu, za Brześciem i Kamieńcem Litewskim, w nizinach nad Piną i Jasiołdą; ale ku wschodowi ilość i obszary ich coraz bardziej się wzmagają, tak, że po obu brzegach Prypeci tworzą cały system moczarów, zaledwie skromnemi obszarami gleby leśnej od siebie przedzielonych. Najpotężniej rozwinęła się hała na południowym brzegu Prypeci, pomiędzy Słuczą i Uborciem. Powierzchnia hał jest równa, lecz kierunek jej nie jest poziomy. Prace niwelacyjne dokonane pod kierunkiem gen. Józefa Żylińskiego przekonały, że wszystkie błota Polesia nie tylko leżą wyżej od poziomu Prypeci, lecz że i silnie ku niej się nachylają. Wszystkie osady na obszarze hał znajdujące się, leżą na wyspach, zwanych ostrowami. Ostrowy te, z wyjątkiem okolicy Mozyrza, są nasypami piaszczystemi. Ilość, rozmiary i wysokość ostrowów jest różna. Na wielkich hałach wschodniego i południowego Polesia znajdują się one bardzo rzadko; na wyższem Polesiu, w stronie zachodniej jest ich bardzo wiele.
Ostrowy większe, zamieszkałe, są płaskiemi, słabo tylko nad poziom hał wzniesionemi wyspami; mniejsze tworzą pagórki na kilka i klikanaście metrów wysokie. Rozmiary wszystkich uległy bez wątpienia znacznemu przez fale zmniejszeniu, gdy obszar błot był jeszcze wodą pokryty. Niektóre z nich są tak ze wszech stron głębokiemi zamknięte hałami, że mieszkańcy ich tylko w zimie, po śniegu, oddalić się od nich mogą. Inne, chociaż niezamieszkałe stale, bywają uprawiane. Ich właściciele przeprowadzają z wiosną konie, objuczone pługiem i broną, dobrze znanemi szlakami przez błota, w celu obrobienia ziemi; plon zebrany zostawiają na ostrowie i zimą sprowadzają go do domu. Największa liczba ostrowów znajduje się w dziale wodnym pomiędzy Szczarą i Jasiołdą; hała na północ od jeziora Bobrowieckiego położone są niemi zarzucone. Wszystkie te ostrowy mają właściwe nazwy, niezmienione od wieków, jak łatwo się przekonać z nazw mnóstwa ostrowów, wymienionych w rewizyi ekonomii kobryńskiej z 1563 r.. Powierzchnia hał całkowicie jest p0kryta zielonym trawnikiem roślin moczarowatych. Miejsca, nie zajęte przez roślinność, są na obszarze błot bardzo rzadkie i tworzą zazwyczaj zagłębienia, otoczone wieńcem wysokich szuwarów, wpośród którego prześwieca zwierciadło czystej wody. Zagłębienia takie lud poleski nazywa oknami, a mają znajdować się między niemi i takie, które w zimie nigdy nie zamarzają i z których wydobywa się żywa woda źródlana.
Większe jeziora Polesia ani nie są wyłącznie do błot przywiązane, ani nie odpowiadają największej ich głębokości. Przeciwnie na niższem wołyńskiem Polesiu liczba jezior i ich rozmiary są bardzo ograniczone i największe, jak Kniaź, Wyhonosz, Bobrowieckie, Czarne, Sporowskie i Białe leżą na Polesiu litewskiem, na północ od Prypeci, w znacznie wyższem od nich poziomie, a najsilniejsze ich nagromadzenie znajduje się na dziale wodnym między Bugiem i Prypecią.
Rozpowszechionem jest na Polesiu mniemanie, niczem zresztą nieusprawiedliwione, jekoby błota tutejsze były bardzo głębokie, prawie niezgruntowane; lud poleski wierzy, że zostają one w podziemnem połączeniu z morzem, a nawet wykształceni mieszkańcy tych stron uważają za rzecz pewną, że roślinność pokrywająca hała tworzy darnistą tkaninę, pływającą po powierzchni wód głębokich. Najlepszym dowodem sprzeciwiającym się temu jest, że pomiędzy roślinami, pokrywającemi błota, niema ani jednej, któraby obchodziła się bez części ziemnych; nie można tego przede wszystkiem powiedzieć o rokitach i łozach. Okna tutejsze, według wiary ludu niezgruntowane, są niekiedy całe jeziornym szuwarem pokryte; rzadziej szuwar okala wieńcem ich brzegi, zostawiając w środku wolne miejsce, ale i wtenczas pływają po powierzchni wody rośliny, których korzenie grzęzną głęboko w mule.
Wszelka gleba sucha na Polesiu, jak i w ogóle w całej środkowej Europie, była w czasach przedhistorycznych pokryta lasami. Można na pewno przyjąć, że lasy i błota były pierwotnie jedynemi formacyami roślinnemi, właściwemi tej krainie. Najnowsze poszukiwania czynią prawdopodobnem, że nawet owe wydmy piaszczyste, ogołocone miejscami z wszelkiej roślinności, były już raz porosłe lasem, i że obecną postać otrzymały dopiero po ich wytępieniu. Gleba pokryta roślinnością zielną, a zatem łąki właściwe, istniały tu tylko na południowej i północnej granicy i przechodziły z jednej strony w stepy czarnomorskie, z drugiej w tundry polarne. Uprawa gleby rozwijała się na całym obszarze Polski i Rusi po porębach leśnych a wyjątkowo po błotach zamienionych przez osuszenie w łąki.
Lasy poleskie odznaczają się niezwykłą jednostajnością. Na piaszczystej glebie rośnie wszędzie sosna, tak że można nieraz ujechać kilka wiorst, nie napotkawszy innego drzewa po drodze. Ale po brzegach borów występuje często obficie brzoza, osika, dąb długoszypułkowy a po moczarach przeciętych strugami leśnemi, rosną bujne olszyny. Gleba w lasach sosnowych bywa nadzwyczaj płoną, na znacznych niekiedy obszarach prawie zupełnie ogołoconą z roślinności. Ale zmienia się postać lasu, gdzie piasek pomieszany z gliną, korzystniejsze dla rozwoju roślin przedstawia warunki; zmniejsza się tu ilość sosen, a ich miejsce zajmuje głównie brzoza i dąb oraz znajdują się lipa i jarzębina, w skutek czego powstaje las mieszany, z przewagą drzew liściastych. Podszew leśną tworzy w takich lasach zazwyczaj leszczyna, a gdzie tej nie ma, tam pokrywa ziemię bujna roślinność.
Gdzie stare, czyste gliny albo iły wystąpiły na jaw w postaci suchych wyniosłości, tam rozwinął się gęsty zarost typowej grabiny, a jeśli gleba jest wilgotną, to rosną na niej osiki i świerki.
Nieco większą rozmaitość przedstawiają lasy bliżej Prypeci i rzek do niej uchodzących, na glebie pokrytej osadami rzecznemi. Oprócz sosny, dębu i brzozy, można tu napotkać lipy, jawory, klony, brzosty, wiązy a nawet i jesiony, a podszew leśną, złożoną przeważnie z leszczyny, urozmaica trzmielina, szakłaki i jarzębina. Gleba użyźniona osadami rzecznemi, odpowiada szczególniej warunkom rośnięcia dębów.
Ciekawą jest roślinność drzewna, pokrywająca rozrzucone po błotach i zupełnie odosobnione ostrowy. Sosny jest tu stosunkowo mniej, a natomiast ukazują się obficie drzewa, które zwykle unikają gleby piaszczystej, jak dąb, brzoza, olsza, osika, jarzębina, kruszyna, lipa, grab, świerk i leszczyna. Drzewa tworzą tu wszędzie bezładną mieszaninę, pojedyncze ich okazy dochodzą do znacznych rozmiarów, lecz jest ich za to stosunkowo mniej, w skutek czego las bywa rzadszy, widny i przejrzysty. Liczba form wchodzących w skład roślinności Polesia jest w porównaniu z obszarem w ogóle mała i pod tym względem Polesie musi być zaliczone do najuboższych okolic w Europie. Przytem brak tu prawie zupełnie gatunków endemicznych, tu jest takich, któreby za wyłączną własność tej krainy dały się uważać.
To ubóstwo roślin w Polesiu, jak i jednostajny układ tutejszej roślinności robią takie wrażenie, jak gdyby szata roślinna pokrywająca glebę całej tej krainy, była utworem stosunkowo młodszym, dziełem nagłej i szybkiej kolonizacyi roślinnej, w skutek czego formy pospolite rozpostarły się po całym jej obszarze i utrudniły przystęp innym roślinom, i jak gdyby formy osiadłe na tej glebie nie miały dość czasu do zmienienia swej postaci, do przeobrażenia się w nowe endemiczne gatunki.
Z roślin rzadko gdzieindziej spotykanych rosną tu niektóre gatunki właściwe sferom polarnym, jak wierzba mirtowa, dalej dwie polarne jeżyny (Rubus arcticus i Rubus Chamaemorus) i dwie karłowate brzózki (Betula humilis i Betula nana), dalej ciekawy gatunek koniczyny (trifolium Lupinaster) i kilka innych. Z roślin alpejskich, które przybyły w te strony z południa pierwsze miejsce zajmuje Arnica montana i inne. Najciekawszem zjawiskiem jednakże jest znajdowana tu dość obficie azalea pontyjska.
Co do klimatu, to Polesie leżąc na zachód od południka petersburskiego i między tymiż samymi prawie równoleżnikami co królestwo polskie, posiada nader odpowiednie warunki temperatury. Kierunek panujący wiatru jest południowo - zachodni. Lecz na klimat wywierają wpływ olbrzymi niezmierne ilości wilgoci atmosferycznej, do której przyłączają się zgniłe wyziewy, szkodliwie działające na zdrowie. Stąd to pochodzi, że zaludnienie Polesia, przeciętnie biorąc, wynosi zaledwie 300 mieszkańców na 1 milę kwadratową i że ludność tu z trudem znajduje warunki wyżywienia.
Miejscowe warunki w najgorszy sposób wpływają na rozdział gruntów Polesia. Z ogólnej przestrzeni 8740 kilometrów zaledwie 1/4 stanowi miejscowości zamieszkałe i grunta uprawne, 3/8 zarasta chorobliwą roślinnością drzewną, pozostałe zaś 3/8 pokryte błotami można śmiało zaliczyć do kategoryi bezwzględnych nieużytków. Prawda, że na miejscach cokolwiek wyższych rosną wspaniałe lasy, lecz nadmiar wody zaskórnej w nieznacznej głębokości, sprawia, że drzewo próchnieje od środka, zanim jeszcze dojdzie do największego rozwoju, a prócz tego środki komunikacyjne nie pozwalają na prawidłowe gospodarstwo leśne.
Prawda z drugiej strony, że według urzędowych wykazów, 9% całej przestrzeni Polesia ma być zajęte przez obszar łączny, lecz w istocie w ilości tej zaledwie 1/10 zasługuje na nazwę łąki, reszta zaś bywa koszona tylko w wyjątkowych latach.
A jednak Polesie osuszone mogłoby być śpiżarnią i drwalnią Europy, czego dowodem urodzajność ziemi w takich miejscowościach, jak dobra turowskie, brzeżańskie i chojnickie i świetny stan lasów np. w Wasylewiczach Wielkich, w Awciucewiczach, Broży i Turowie.
Oprócz dawniejszych prac mających na celu osuszenie pewnych miejscowości, przedsięwzięto w ostatnich czasach pracę na wielką skalę, mającą za zadanie stopniowe skanalizowanie i osuszenie błot pińskich. Utworzona w tym celu komisya pod przewodnictwem gen. Żylińskiego do badań przedwstępnych, po dokonaniu których mogła przystąpić do właściwego zadania, plan którego jest następujący:
Odróżniono przedewszystkiem prace, mające na celu osuszenie ogólne całej krainy od prac około szczegółowego osuszenia pewnych miejscowości.
Pierwsze z nich muszą być przedewszystkiem skierowane do usunięcia nadmiernego zebrania się wód w dolinie Prypeci, drugie zaś mają do walczenia z czynnikami miejscowości.
Pierwsza, co do czasu, praca, dokonana na gruncie, rozpoczęła się w 1874 r. w pow.rzeczyckim w dolinie rzeki Wedrycza. Przedewszystkiem oczyszczono i sprostowano Wedrycz na przestrzeni 20 kilometrów, od wsi Babicze aż do ujścia. Następnie przeprowadzono sieć kanałów, długość których przewyższa 60 kilometrów a obszar ziemi przez nie osuszonej wynosi 13 kilometrów kwadratowych. W następnym roku przystąpiono do osuszenia doliny strumyka Bondy a w 1876 r. do kanalizacyi rzeki Wici. Współcześnie przebito kanały odprowadzające wody z obszernych bagnisk zwanych Długie Błoto i skanalizowano rzekę Zakowankę. W roku następnym przerzucono kanalizacyą na drugą stronę Prypeci w dolinie rzeki Słonecznej. W ten sposób osuszono czworobok, mieszczący w sobie 1/14 całej powierzchni Polesia, to jest 546 kilometrów kwadratowych. W 1878 i 1879 r. osuszono doliny Żerdzianki i posunięto się ku zachodowi ku rzece tremli, a przedtem jeszcze, bo w1874 r. wykonano szczegółowe osuszenie nad Oresą. W trakcie tych wszystkich robót zajmowano się także okolicą jez.Kniaź. Jednocześnie wykonano na prawym brzegu Prypeci dość obszerne roboty osuszające w dolinach rzek Świby, Sinowody i Uborcia. Następnym punktem ku zachodowi były okolice Łunińca niedaleko od rzeki Cny. Stąd już prace przeniosły się do doliny Jasiołdy, stanowiącej najbardziej zachodnia okolicę Polesia.
Takim sposobem prace około osuszenia Polesia szły głównie środkiem tej prowincyi, trzymając się mniej więcej brzegu Prypeci. Do końca 1879 r. na północy dokonano tylko niewielkie roboty. W pobliżu mianowicie linii drogi żelaznej lipawo- romańskiej, pomiędzy Ptyczą a Berezyną, uregulowano i dopełniono kanałami część rzeki Brożki, Kobylankę, część Sinej i Cytówki i Kradówkę. Roboty tutaj prowadzone są ważne, jako przygotowawcze do ogólnego osuszenia. Prócz tego osuszono doliny Dzisieńki i Bielicy w pow.homelskim i robaczewskim. Ogólna długość kanałów wykopanych do końca 1879 r. wynosiła około 950 kilometrów, a całkowity obszar zajęty przez kanalizacyą doszedł do 928,6 kilometrów kwadratowych.
Rezultaty osuszenia już dzisiaj zasługują na uwagę a obliczone z nich materialne korzyści wielokrotnie przewyższają koszt robót około osuszenia. Jako przykład może posłużyć ta okoliczność, że gdy przed osuszeniem błot średnia cena gruntu na Polesiu nie przewyższała 4 rubli srebrem za dziesięcinę, w 1880 r. dochodziła od 15 do 25 rubli srebrem. Kanały, oprócz głównego swego zadania, spełniają jeszcze ważną czynność jako drogi komunikacyjne.
Ale nie tylko komunikacja wodna wygrała na osuszeniu, i drogi lądowe zyskać musiały przez osuszenie nieprzebytych topieli, które przedtem dzieliły najbliższe sąsiedztwa i zmuszały je do szukania długiej okalającej drogi. W ogóle do końca 1879 r. zbudowano na Polesiu 112 kilometrów nowych traktów.
Nakoniec niepodobna zamilczeć o jeszcze jednem ważnem zjawisku. Kanalizacya zmienia o tyle poprzednie własności gleby i klimatu, że już po 5 do 6 latach znika dawniejsza błotna roślinność, złożona z sitowia, trzciny i turzycy, a natomiast ukazują się miękkie trawy i rośliny groszkowe, właściwe prawdziwym łąkom.


Poleszucy

Kresy wytworzyły specyficzną, własną cywilizację obejmującą nie tylko sztukę, ale i filizofię. Od zawsze były i po dziś dzień są kongolemeratem różnych wyznań, nad którymi czuwa rozmaicie nazywany, ale zawsze ten sam Bóg. Maria Dąbrowska pięknie to określiła: "Tam u nas - najpospolitszy człowiek jest poetą, najlichszy śpiewak- artystą, najgłupszy prostak - myślicielem. Taka już ziemia. Takie powietrze."
Jak świat światem, Polesie traktowane było jako bardzo egzotyczna, rozbudzająca wyobraźnię kraina. Zarówno dawno temu, jak i obecnie, otacza te ziemie aura tajemniczości. Jest to region specyficzny i jedyny w swoim rodzaju. W dalszym ciągu główną rolę odgrywa tutaj przyroda, ale pośród niej, niczym bakalie w cieście - pojawiają się znienacka osiedla ludzkie, przysiółki i chutory, przypominające wiosną "poleskie Wenecje". Mieszkający tu ludzie, w pewien sposób nadal zależni są od matki Natury, całkowicie się na nią zdają i do niej się dostosowują. Nie można się więc dziwić, że rdzenny Poleszuk rozpalał niegdyś wyobraźnię podróżników, pisarzy, etnografów, fotografów. trudne warunki życia w bagiennym terenie i brak komunikacji spowodowały, że poleskie wsie w bardzo niewielkim stopniu ulegały wpływom z zewnątrz. Podróżujący przez Kresy w pierwszej połowie XIX wieku Józef Ignacy Kraszewski tak opisywał poleskiego chłopa, zamieszkującego mokradła w okolicach Pińska: "Chłopi tutejsi, szczerze mówiąc, nie mają wysokiej reputacji rozumu, oni swój Pińsk, jak Chińczycy Pekin, za środek świata przywykli uważać, przez pół roku utrudnione mając zalewem związki z resztą świata, w pół dziko żyją. Sławna jest anegdota:
- A s kul czełowik?
- Ja ne czełowik, ja Pynczuk.
I stąd zwykle zwą ich nie ludźmi, tylko Pińczukami."

Poleszucy mają korzenie wschodniosłowiańskie i posługują się ciekawym dialektem - swoistą mieszaniną języków białoruskiego, polskiego, ukraińskiego i rosyjskiego. W okresie międzywojennym stanowili ponad 60% ludności całego województwa poleskiego. Etnologowie uważają, że wywodzą się oni z kilku pierwotnych plemion słowiańskich: Dregowiczów, Derewlan, Krzywiczan i Wołynian. W następnych wiekach osiedlała się tu także część plemion Bałtów i Tataro-Mongołów, którzy pozostawali tu po licznych najazdach; najpóźniej pojawili się osadnicy litewscy i polscy z różnych części Rzeczpospolitej. Wielowiekowa izolacja wśród trudno dostępnych mokradeł i oczeretów spowodowała, że, jak pisał Ferdynand Ossendowski "przetrwał ten lud najdziwniejszy w Europie dziesięć, a może więcej stuleci, wchłonął w siebie potoki obcej krwi, przerobił ją na swoją modłę, spoleszuczył".
Typowi Poleszucy byli krępi, średniego wzrostu. Według Kraszewskiego przeważali wśród nich blondyni o niebieskich oczach, ale Michał Marczak w przedwojennym przewodniku opisywał typowego Poleszuka odrobinę inaczej: "Tubylec rdzenny średniego wzrostu, o cerze bladej, podłużnym kształcie głowy o niezbyt długim owalu, z rozszerzającym się czołem. Na twarzy zaznacza się prosty, średnio szeroki nos. Kobiety, jak wszędzie, są niższego wzrostu i mają włosy ciemno-szatynowe, podczas, gdy mężczyźni są szatynami. Lud to spokojny, nieskory do wybuchów, rozważny, konserwatywny, nieufny i dla wszelkiej nowości niechętny. Nie oznacza się pracowitością ponad konieczną potrzebę. Uznaje swoją i najbliższych własność, na cudze chciwy, lecz bez stosowania przemocy. Swą zachłanność w stosunku do obcych zaznacza w stawianiu wygórowanych żądań za każdą oddaną usługę, za każdy wytwór swej ręki. Pod względem moralno-płciowym są Poleszucy dość opanowani, a przesadne na tem tle opowieści o nich są krzywdą dla ludności. Natomiast religijność pozostawia wiele do życzenia; jest czysto zewnętrzna i zamiast z artykułów wiary składa się z zabobonów."
Poleszuk trudnił się zwykle rybołówstwem, zbieractwem, łowiectwem oraz dość prymitywnym rolnictwem. Wiejskie, jednoizbowe najczęściej chaty, budowano z drewna, gliny i słomy. Często można było tu spotkać szałasy i ziemianki. Prawdziwym świętem była dla mieszkańca Polesia wyprawa na targ. Na jarmarkach spotykali się ludzie wszystkich narodowości, wymieniając towary, kupując, sprzedając i po prostu rozmawiając. Słynny był ongiś Targ Rybny w Pińsku. Zbierając przede wszystkim tzw.dary lasu (grzyby, jagody, zioła) oraz żyjąc z łowiectwa i rybołówstwa, Poleszucy nosili na jarmarki całe kosze żywych ryb i raków. Wyróżniali się wśród innych charakterystycznym odzieniem. Poleskie ubiory ( i te codzienne, i te świąteczne) szyte były głównie z samodziału tkanego z lnu i owczej wełny. Kobiety ubierały się w długie, kryjące łydki spódnice i wypuszczone na nie bluzki, najczęściej białe. Zimowe spódnice były wełniane, letnie - lżejsze, wykonane z lnu. Na głowach często jednakowe białe chusty, a pannę od mężatki można było odróżnić jedynie po wystających spod chustki długich warkoczach (wg.Kraszewskiego). Od wiosny do jesieni chodzono głównie boso, a na zimę zakładano łapcie plecione z łyka. "Jak górala wyróżniają kierpce, tak Poleszuka cechują łapcie z łyka, przewiewne w lecie, ciepłe w zimie, gdy onuce na nogach pokryją się warstwą lodu. Słomiany kapelusz w lecie, barania czapka służy w innych porach roku."

Stroje.jpg

Na niedzielę zakładano odzież również szytą z samodziału, ale już ozdobioną haftem wykonanym najczęściej czerwoną nicią. Haftowano najczęściej bluzki, na które zakładano ozdobne serdaki. Często haft znajdował się również na spódnicach i fartuchach. Świąteczne chusty na głowach Poleszuczek wywiązane były w specyficzny sposób.
Latem poleskie kobiety chętnie zakładały kwieciste marszczone spódnice, a na spódnicę taką obowiązkowo - fartuch ozdobiony poleskim haftem: "Chłop w zimie narzuca na lnianą koszulę długi kożuch z rękawami, latem płótniankę przepasaną wzorzystą krajką wełnianą. Strój płci pięknej jest wprawdzie kraśniejszy od męskiego, ale równie skromny i z własnego pochodzący warsztatu. Mężatka ubiera w lecie rodzaj kamizelki na koszulę suto wyszywaną na ramionach, na biodra spódnicę samodziałową i biały fartuch, a idąc do miasta wdziewa ponadto długi kaftan. Głowę osłania ze wszech stron barwną chustką, związaną na karku. W dni upalne ubiera zamiast kaftana długą lnianą kurtę, podobną do szpitalnego fartucha, przepasaną krajką. Zaś w porze zimowej nosi na sobie wełniany, tkany w barwne pasy spencer i wełnianą, podobnie tkaną spódnicę. Dorastająca młodzież ubiera się zasadniczo jak starsi, lecz strój jej zaznacza się bogatemi haftami i wyszyciami; u dziewcząt przy koszulach na ramionach i przy fartuchach w postaci szerokiego szlaku u dołu. Dziewczęta zamiast kamizel noszą barwne i wzorzyste gorsety z materji fabrycznej, na szyi wieszają sznury korali i szklanych paciorków. Parobczak stroi się w długą, wypuszczaną koszulę, w pasie przewiązaną krajką, a na piersiach, przedniej części kołnierza i na mankietach suto i wzorzyście wyhaftowaną; koszula jest ponadto ozdobiona u dołu szeroką, haftowaną oblamką. Spodnie nosi również jak starsi, wełniane i nieszerokie."

Poleszucy byli niezwykle religijni, ale na swój specyficzny, poleski sposób. Panował tam dziwny mix najróżniejszych religii, pogańskich wierzeń i zabobonów. Wierzono w "baby" zamawiające wszelką "bolączkę", znachorów i znachorki przyrządzających "lubczyki" i "małojczak" , aby diabły bagienne nie psuły krowom mleka. Niemal w każdej wiosce można było znaleźć starca-wieszcza lub wróżbitkę, albo wędrownego "dida", którzy wróżyli z lotu ptaka lub ze słońca i księżyca, z biegu rzeki, albo z gwiazd, pogody, czy ze snów. Poleszukom było to potrzebne jak powietrze. Wszak wszędzie w bagnach mogły czaić się stwory wciągające tam nieostrożnych przechodniów. Pewnie i dzisiaj można tam wysłuchać opowieści o wujnach - dziwnych stworach - ni to wężach, ni to rybach...



Czar Polesia

Poza gęstwiną kniei - mgłą spowita ziemia

Szmerem wioseł w powodzi "Czar Polesia" śpiewa -
Gdzie wód rozległe strugi z błękitem są w zmowie,
A w śladach kół, w kałuży, gwiazd migocą roje.
Och! Jak często rozbrzmiewa ta pieśń w sercu moim
I dech piersiom odbiera i w uszach mi dzwoni!

Pragnę rannym ptakiem w te strony ulecieć,
Gdzie zalane łąki nad brzegiem Prypeci,
Co, jak na królowę tamtych rzek przystało,
Czaruje swym urokiem i wabi niemało. -
Dzieli się, rozdwaja - na Strumień i Parok,
A płynąc, zda się szemrać pieśń poleską gwarą,
By znów się wynurzyć jako jedna rzeka
I szeroko rozlana - widokiem urzekać.
Zaś nocą - mgieł welonem osnuta, owiana,
Niczym panna młoda - czeka swego pana.

A w tym labiryncie wód wszelakich strumieni,
Jak dziewczę się wdzięczy - pośród trzcin zieleni -
Śliczna Pina, co zmierza na weselne gody,
Opływając Pińsk z wolna i wiejskie zagrody,
Rozrzucone na brzegach pośród siatki kładek -
Daleko od drogi, wśród moczrów, mokradeł,

Tworzyła cudowne zjawisko w krajobrazie.
Niezwykłe, wyjątkowe - jak na mistrza obrazie -
I trudno by odnaleźć podobne pejzaże
W całej Europie
Niech mi kto pokaże
Krainę przedziwną, w urodę zasobną,
Gdzie "gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą" -
I, gdzie czas się zatrzymał, a ksiądz w miejsce wiary
Zwalczać musiał znachorstwo, zabobony, czary.

By dotrzeć do najbardziej ostępu dzikiego
Śladem podróżnika Ksawera Pruszyńskiego -
trzeba było pieszo od ostatniej przystani,
Już tylko na wąziutkie kładki skazani, -
Przejść nieraz setki metrów przez bagna i błota,
Gdy nas ciekawość wiodła i dziwna ochota
Spotkać tutejszego odludka - Poleszuka
Kto pragnie atrakcji - egzotyki szuka...

Lub pojechać do Pińska, na jarmark poleski,
Żeby zobaczyć folklor - prawdziwy, tutejszy,
Jak również podziwiać zabytki w tym mieście -
Świadectwa przeszłości sprzed rozbiorów jeszcze;
W tym: kolegium, kościół i klasztor jezuitów
Ufundowany przez hojny ród Radziwiłłów.
Szczególną atrakcją i pejzażu ozdobą
Były słynne karczmy - przy traktach, nad wodą,
Gdzie się Poleszucy po pracy zbierali
I o czarownicach, wieszczunach bajali. -
A podróż wiodła znanym szlakiem przez mokradła,
Lecz za dnia jedynie, bo różne widziadła
Zwodziły podróżnych po mokradłach nocą. -
Wyjść cało było można - z nadludzką pomocą...

Ten szum drzew, ten plusk wód, ta dal i sina mgła
Wzmaga moją tęsknotę, ponad czasem trwa. -
Och! Gdyby teraz, tutaj, wśród tej szumnej kniei,
Pokochać nagle kogoś w tej dziewiczej zieleni
I pójść potem razem tam, gdzie nasze marzenia,
Gdzie srebrny sen, nadzieja, co życie odmienia
I wpłynąć w te moczary, gdzie księżyc pośród fal,
A wieczór nie ma końca - słychać "Polesia czar". -

Tam plusk wioseł usłyszysz, gdzie serca wędrowne
Deszczem i łzami płaczą u ołtarza wspomnień -
I może Bóg, wzruszony mą duszą bezkresną,
Usłyszy tę pieśń naszą - pieśń o Kresach -
Wieczną ...
Irena Cisek-Piątkowska



Pogańskie ślady na poleskich nekropoliach

01naruba.jpg
01pryklad.jpg

Naruby

Jest to dawny obyczaj ozdabiania grobów i można go jeszcze z rzadka zobaczyć na cmentarzach w niektórych wioskach okręgu Pińskiego(Białoruś, rejon brzeski).
Jeszcze pierwsi badacze etnografii Polesia zwrócili uwagę na tradycje pogańskich czasów, trwale przenikające w życie tutejszego narodu. Kapłani, opisujący swe pobyty w "kraju pól i lasów"- zauważając pobożność Poleszuków, ze zdziwieniem, a czasami i z oburzeniem konstatowali wytrwałe oddanie "miejscowych" starym obyczajom.
Jednym z takich obyczajów jest stawianie nagrobków nazywanych narubami. Na miejscu pogrzebania układano wielką drewnianą kłodę, najczęściej dębową. Czasami zostawiano sterczący do góry konar i, przybiwszy do niego poziomą poprzeczkę, tworzono tym samym symbol krzyża. Mały krzyżyk mógł być wstawiony w specjalną szparę w narubie. Krzyż taki znajdował się zawsze przy wezgłowiu zmarłego.
Fotografie z lat 20-ch - 30-ch XX stulecia przedstawiające poleskie cmentarze zwracają uwagę swoją tajemniczością. Wydaje się, że dusze przodków zostały na ziemi, odbite w domkach-narubach. Właściwie w niektórych miejscowościach tak nazywano również zbudowane (zbite) z desek nagrobki rzeczywiście podobne do małych chatek z wyciętymi ozdobnymi okienkami, przez które "dziady" mogły obcować z naszymi światem. Jeszcze na początku wieku tradycja ta niemal całkowicie zanikła. Rzadko można już zobaczyć prawdziwe naruby. Z całą pewnością zachowały się we wsi Para (Parza), znajdującej się w głębi pińskiego Polesia.
Stare nagrobki na wiejskich cmentarzach są dobrze zachowane, często spotyka się całe kwatery starych pochówków.
Omszałe kłody, przechylające się krzyże tworzą mroczny widok, jak by wskrzeszając z niebytu surowy wygląd poleskich nekropolii. Spotyka się całe "kompleksy" narub, rozmieszczonych za rodzinnymi ogrodzeniami. Czasami ustawione są na dodatkowych kłodach, chroniących je od szybkiego niszczenia wilgocią.
W rozmowach ze starszymi ludźmi, udało mi się wyjaśnić przeznaczenie narub.
- Tak jeszcze przy naszych ojcach robili, żeby nieboszczycy z cmentarza do domu nie wracali, - zabrzmiało w odpowiedzi.
- Priwalat "dębem" i wszystkim jest spokojnie. A to powiadają - nieboszczycy nocami po podwórzach błądzą, ludzi do po śmierci straszą ...
Podobnego ostrzeżenia nie ignorowali nawet miejscowi przedstawiciele kultów protestanckich, którym daleko było do zainteresowania tajemnymi obrzędami i magicznymi działaniami. Na osobnym cmentarzu baptystów, który istniał w Parze od 1930 roku do końca lat 40-tych, wśród prostych nagrobków - zwykłych cementowych słupów - znajdowały się i naruby.
Naśladowanie dawnej tradycji można też prześledzić w nadal istniejącym obrzędzie pogrzebowym nie ochrzczonych niemowląt. Na pagórek ziemny kładziony jest kawałek drzewa albo długi jednolity metalowy przedmiot. W miejscu krzyża ustanawiany jest nieduży kamień. W przeciwnym wypadku, jak wyjaśniają wieśniacy, dusza dziecka będzie chciała dostać się do matki i nie da jej spokoju.
Sąsiedztwo narub i zwykłych nagrobków spotkać można obecnie na cmentarzu we wsi Płoskiń. Są też stare naruby i w sąsiedniej miejscowości - Tieriebień.
Stare kłody gniją, próchnieją. Aby zachować miejsce pochówku, w Parze rozsypujące się naruby pokrywane są kamieniami, jakie tylko udaje się znaleźć na cmentarzu. Z czasem i one zarosną trawą.
Z takim oto dawnym obyczajem udało mi się zapoznać, podróżując po Polesiu, kraju, w którym żyjemy.

"Zorza" (społeczno-polityczna gazeta Brzeskiego obwodu). - 1999. - 29 czerwca.

Wiaczesław ILJENKOW
tłum. Maria Gonta



Poleskie wierzenia, obrzędy, zabobony

Kult zmarłych zajmował w życiu Poleszuków miejsce szczególne. Franciszek Wysłouch - piewca urody tamtejszych ziem - tak opisywał poleskie cmentarze: "Poleszuk nienawidzi bagnisk i wody i dlatego grzebie swych zmarłych na wysokich miejscach, by ciało leżało na suchym. Dlatego cmentarze położone są na najwyższych wydmach w okolicy i nieraz oddalone są daleko od wsi. Chodzi o piaszczyste wyniosłości. Na cmentarzach rosną sosny i kępy ich widziane są z dużej odległości. Miejsca te są upiększeniem kraju i naprawdę ze wszech miar są godne podziwu i opieki. Nie dziwota, że człowiek się nimi opiekuje i są one nienaruszalne. Gdy wichura urwie konar sosny, leży on na mogiłach i nie wolno go usunąć, bo to jest własność umarłych, można go najwyżej odciągnąć z mogiły, ale to i wszystko. Bydło na cmentarz nie wchodzi, mimo że mogiłki są nie ogrodzone, a tylko otoczone rowem i wałem. Ten sam pastuch, który lekceważy szkodę w polu w zasiewach, nie dopuści krowy na mogiłki. Baba nie zerwie grzyba, nie uszczknie trawki, bo to wszystko stanowi własność umarłych. Mam w oczach sznury przepięknych rydzów opasających mogiły i porastających je, ale nikt ich zbierać nie może, bo to grzech i obawa przed umarłymi. W takich warunkach sosny od wieków spokojnie z powiewem wiatru szepczą swe modlitwy za dusze dobrych ludzi, którym służą, i przysypują mogiły igliwiem, jakby chroniąc je od złego świata i jego trosk."
Krzyże na poleskich cmentarzach obwiązywane są do dzisiejszego dnia wyszywanymi kawałkami wąskiej tkaniny (ręcznikami lub fartuszkami) i jest to forma ofiary składanej zmarłym, aby spełnili zanoszone do nich prośby. Podobnie- na ofiarę dla bogów pól i dróg- przyozdobione są niemal wszystkie krzyże przydrożne.
Zmarłego otaczano niezwykłym szacunkiem i starano się zapewnić mu bezpieczny dom. trumna nazywana była domowiną, a budowle, które nad nią powstawały narubami lub prykładami. Obrzęd Dziadów, czyli Zaduszki obchodzono cztery razy do roku: trzy razy wiosną - przed Wielkim Postem, po Wielkanocy i przed Zielonymi Świątkami, oraz jeden raz jesienią - przed św.Michałem. Do dnia dzisiejszego obchodzona jest "Radunica" - święto przypadające na 9 dni po Wielkanocy. Groby dekoruje się wówczas tatarakiem i wotywnymi ręcznikami, a na mogiłach ustawia się pożywienie dla zmarłych i urządza posiłek wspólnie z cieniami przodków. Często można zobaczyć ułożony troskliwie koło krzyża talerzyk z kawałkami chleba i ciasta oraz kieliszek wódki - tak każe odwieczna tradycja. Niejednokrotnie podczas Radunicy można jeszcze i dziś usłyszeć tradycyjne zawodzenie kiwających się, jakby w transie, płaczek.
Bagienno - leśny człowiek (jak określał Poleszuków Ossendowski) uznawał wyższość Boga, stworzyciela świata i wszystkich istot na nim żyjących, ale święcie wierzył przede wszystkim znachorom umiejącym zamówić wszelką bolaczkę, kryw, nocne zmory, pad, febrę, różę, ból zębów i inne choroby, ale również odpowiednim zahoworem ugasić pożar, odnaleźć zabłąkane bydło czy złagodzić cierpienia położnicy.
Pod żadnym pozorem nie wolno było zalać płomienia wodą, ani spalić w nim chleba.
Nie wolno było także uderzyć "ciężarnej" na wiosnę ziemi, zabić bociana, gołębia, jaskółki.
Gdy rybak wychodził z chaty na połów nie wolno było wymiatać śmieci, aby "w połowie było szczęścia jak śmiecia".
Dzień wyjścia na połów i dzień pierwszej wiosennej orki były dniami, w których nie wolno było nic nikomu pożyczać, ani oddawać (nawet ubogiemu) - mówiło się, ze można oddać wtedy własne szczęście.
Sieci i niewody okadzano poświęconymi ziołami albo sianem, ponieważ "w sianie jest dużo ziółeczek, a każda ziółka jest jak lekarstwo".
Zdarzało się, że do niewodu wkładano chleb i sól św.Agaty - bo "chleb, chleba dobywajet", a sól zapewniała wodzie czystość. Poza tym, skoro "sól św.Agaty strzeże od ognia chaty" - mogła równie dobrze pomagać przy połowach, a już z całą pewnością dobrze zabezpieczała rybaka przed żywiołami.
Sól była pomocna również w czasie wichury; mogła spowodować zmianę kierunku wiatru.





Kołtun, czyli plica polonica

Najdłuższy zachowany kołtun, znajduje się w Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzi z XIX w. i mierzy po rozwinięciu 1,5 m długości.

Dawnymi czasy dość powszechna, nie tylko na terenach Polski, była choroba zwana kołtunem, ale najdłużej utrzymywała się ona właśnie na Polesiu. Przesądni Poleszucy uparcie bronili się przed obcinaniem kołtuna obawiając się, że pozbawi ich to sił życiowych. Znalazło to swoje odbicie i w przewodniku Marczaka: "Niemycie i nieczesanie włosów, przytem prawdopodobnie niezdrowe warunki, wywołujące chorobę gośćca, powodują tak u kobiet, jak i u mężczyzn, a szczególniej u dzieci obrzydliwa chorobę na głowie zwana kołtunem." O kołtunie ukazał się w 2004 r ciekawy artykuł autorstwa Stanisława Mancewicz, który cytujemy poniżej:

Przeczytałem w... Kołtun w medycynie ludowej

Podczas upalnego lata zeszłego roku w miejscowości oddalonej od Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego o godzinę jazdy autem małolitrażowym, spotkałem mężczyznę. Człowiek ten stał przy drodze obok swego audi w kolorze czarna perła, wyposażonego w skomplikowany imobilajzer, klimatyzację, zestaw głośnomówiący i rozbudowane systemy audio.
Był miejscowym rolnikiem, spędzającym większość roku na placach budów w strefie euro. Wtedy to, tamtego lata, miał akurat wolne i wykonywał drobne prace farmerskie na ojcowiźnie. Otóż podczas tych zajęć - jak powiedział - pogryzła go żmija. Zaniepokojony stanem swej ręki, spuchniętej jak dynia, pytał, czy nie mam zbędnej dawki surowicy antyjadowej.
Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, czy mianowicie nie słuszniej miast stać na szosie, udać się owym perłowym audi ku najbliższemu Zakładowi Opieki Zdrowotnej. Tamże fachowcy udzielą mu zapewne z chęcią stosownej pomocy. Mężczyzna z lekkim obłędem w oczach, spotęgowanym wzrastającą gorączką, powiedział, że wizytę taką ma właśnie za sobą. Z zainteresowaniem wysłuchałem relacji ze spotkania owego człowieka z felczerem, który pokąsanemu rolnikowi zalecił surowo tygodniowe moczenie ręki w serwatce lub zsiadłym mleku. Historia ta przypomniała mi się wczoraj, gdy kupiłem i przeczytałem fundamentalną pracę napisaną przez wybitnego etnografa dr Mariana Udzielę w latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia, a noszącą tytuł "Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego". Udziela moczenie w kwaśnym mleku wskazuje jako elementarny zabieg pomocowy ludu polskiego, obok oczywiście dosypywania do jadła proszku ze spalonego kota czy kreta. W poradzie lekarza ze wspomnianego ZOZ-u jak w soczewce zebrała się kondycja naszej służby zdrowia - pomóc, ale nie do końca. Medyk wiejski zapomniał bowiem polecić, by rolnik wpuścił do owego mleka jedna po drugiej kilka żab. Te, zatrute jadem - jak pisze etnograf - zdychają, a gdy wreszcie ostatnia wpuszczona wyskoczy z mleka żywa, znaczy to, że jad został wyssany.
Lektura "Medycyny..." przypomniała mi też coś jeszcze, mianowicie że w krakowskim Muzeum Medycyny UJ mają w szafce najprawdziwszy kołtun. Zapragnąłem gwałtownie, by tę legendarną rzecz natychmiast obejrzeć. Dr Ryszard Gryglewski, uczony pracujący dla tej zasłużonej placówki, pozwolił nam wczoraj wniknąć i sfotografować ów kłąb. Udzielił mi też cennych informacji, że kołtun krakowski jest bodaj jedynym takim zachowanym na świecie - choć mam informacje, że druga sztuka jest w posiadaniu Muzeum Medycyny w Kownie, że ma po rozwinięciu imponujące półtora metra długości i że najprawdopodobniej pochodzi z XIX w.
Niezorientowanym szybko tłumaczę, że kołtun jest rodzajem grubego dreda na głowie, zbitym na twardo, sfilcowanym, brudnym i pełnym robactwa warkoczem tworzonym bynajmniej nie dla urody i mody, a ze strachu przed diabłem, śmiercią i chorobami. Na przełomie wieków energiczne cięcia kołtunów przez dr Józefa Dietla zakończyły żywot tego bardzo powszechnego na głowach polskich włościan urządzenia. Kołtun dorobił się w światowej nomenklaturze medycznej łacińskiej nazwy, brzmi ona niepokojąco: plica polonica.
Dr Udziela daje w swej książeczce pełny obraz wiedzy etnograficznej o kołtunie. Zwany był też goźdźcem, gwoźdzcem lub pliką. "Kołtun może być zewnętrzny, wewnętrzny, samiec lub samica, gdy to pod nim, a nie w nim znajduje się robactwo". W kołtunie według ludu mieszkały choroby, najczęściej dziewięć, obcięcie powodowało, że atakowały nosiciela. Skręcenie się kołtuna było procesem długim i baczono, by przebiegało bez przeszkód, włosy polewano dla ułatwienia skręcania różnymi lepkimi miksturami i gdy się ostatecznie uformował, znikały wszelakie dolegliwości. Tak uważano.
"Najlepiej nosić go rok i sześć niedziel. Nigdy nie obcinają go wcześniej, a ostrożność, aby nie obciąć go za wcześnie, jest przyczyną, że bojaźliwi noszą go całe życie" - pisze Udziela. Były też sposoby, by kołtun sam odpadł: "starają się o odpadły kołtun, moczą go w wódce, a tę codziennie piją po kieliszku". Najryzykowniejszym działaniem było odcięcie kołtuna nożyczkami. Mógł się pogniewać i "połamać chorego". Robiono to więc ostrożnie i - jak czytam - "dzień powinien być pogodny, chory na czczo, i nigdy w piątek.
Najbezpieczniej obcinać w Wielką Sobotę, gdy dzwonią pierwszy raz na rezurekcję". Miejscami, gdzie cięto bezpiecznie kołtuny, były Kalwaria Zebrzydowska i kościół Mariacki w Krakowie, którego zaplecza - jak się dowiaduję - były "powszechnym składem kołtunów".
Przy takich tradycjach trudno sobie wyobrazić, że biuro promocji miasta Krakowa - tak złaknione pomysłów - jeszcze na kołtuna krakowskiego nie zwróciło biznesowej uwagi. Kołtuny na gumkach czy na tiszertach byłby nowością w trudnym i zapchanym banalnym oscypkiem świecie reklamy produktów regionalnych.

Autor dziękuje dyrekcji Muzeum Historii Medycyny UJ za udostępnienie eksponatu.
"Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego", dr Marian Udziela, wyd. Księgarnia M. Arcta, Warszawa 1891 r., cena w antykwariacie ok. 100 zł.
Muzeum Historii Medycyny UJ, wejście przez stronę: http://www.uj.edu.pl.
Stanisław Mancewicz


Kanał Ogińskiego

Kanal Oginskiego.jpg

Jeden z najsłynniejszych kanałów dawnej Rzeczypospolitej, nazwany imieniem Ogińskiego ( po białorusku Agiński Kanał) powstał w latach 1765 - 1783. Przez półtora wieku był jedną z najważniejszych magistrali wodnych ówczesnego Polesia. Jego pomysłodawcą i twórcą był hetman wielki litewski Michał Kazimierz Ogiński, wspólnie ze swym przyjacielem i zarządcą dóbr - Mateuszem Butrymowiczem. Łącząc zlewiska Bałtyku z Morzem Czarnym, kanał ten ogrywał niepoślednią rolę w rozwoju terenów, przez które został wytyczony. Pięknie ujął to Ksawery Pruszyński: "Nie ma nic tak dziwnego, jak ten kanał. Największe, najpotrzebniejsze dzieło, jakie wzniesiono w tym kraju, to on właśnie. A wzniosła go Rzeczpospolita chyląca się ku upadkowi. Nie Rosja, nie Niemcy, dawna Polska. Wzniesiono go w epoce niemal saskiej i niewiele różnej od saskiej: sejmiki i zjazdy wrzały w najlepsze. Wzniósł go hetman, który był kiepskim wodzem, którego wylegującego się z kochanką w namiocie rozbił w puch Suworow. Nigdy Rzeczpospolita nie była tak bezmyślna, strupieszała, bezpańska jak wtedy. Nigdy polska myśl nie dała temu krajowi rzeczy większej."

Kanał zaczynał się w miejscowości Merczyce nad Jasiołdą i dalej przez lasy, pola i błota Zajasiołdzia, przecinając dwa jeziora Wulkowskie i Wygonowskie, łączył tę rzekę ze Szczarą (przez co uzyskano połączenie Prypeci z Niemnem i tym samym można było już dostarczać wszelkie towary na tereny od Morza Bałtyckiego, aż po Morze Czarne). Miał 12-18 m szerokości i 1-1,5 m głębokości, ale oprócz samego kanału musiały powstać groble, sieć drobnych kanałów wspomagających, droga. Na długości 54 km zbudowano 10 śluz. Budowa pochłonęła olbrzymią kwotę 12 milionów złotych, ale jego otwarcie przyczyniło się do rozkwitu gospodarczego Pińska (wg słów Kraszewskiego "siedzącego okrakiem na dwóch morzach"), Telechan i Słonimia. Tak opisywał go później Ksawery Pruszyński: "Oto naraz ziemię przecina szlak szeroki, a wytyczony równo, jak strzelił, rozumną, pewną równością ludzkiej nauki. Wielkim szlakiem toczy się równo woda. Brzegi obramione są porządnie palisadą kołów. Jak okiem sięgnąć - długi, niebieski szlak. W oddali błękitnieje już, nie marszczy się jak tutaj i wygląda jak stalowa autostrada. Nad jego brzegami olbrzymie dęby, rozłożyste, cieniste, wspaniałe. Dębami poznaczony jest szlak kanału. Woda o zabarwieniu rdzawozłotym, żelazistym zabarwieniu wód Dniepru i Prypeci, odbija w sobie niebo, chmury i te wspaniałe hetmańskie dęby."
Różne inwestycje drogowe Ogińskiego i jego udział w konfederacji barskiej spowodowały, że hetman musiał część swych dóbr odsprzedać. Podupadł również kanał. Po rozbiorach jego znaczenie ponownie wzrosło - został nieco unowocześniony i przebudowany przez rosyjskie władze. Funkcjonował nieprzerwanie aż do I wojny światowej i był główną drogą, którą transportowano poleskie drewno do portów nad Bałtykiem. Zachowany opis z r.1820 wspominał m.in. o tratwach płynących kanałem zwartą kolumną na przestrzeni 30 mil (ponad 200km).
Podczas I wojny wzdłuż Kanału Ogińskiego przebiegała linia rosyjsko-niemieckiego frontu i do dziś można tam natrafić na ślady pierwszowojennych umocnień. Działania wojenne spowodowały dość poważne zniszczenia urządzeń hydrotechnicznych. Zostały one odbudowane przez polski rząd w latach 1923-27. Powróciły wówczas na jego wody tratwy spławiające drewno. Oddajmy ponownie głos Pruszyńskiemu: "Okres spławu i natłoku na kanale to maj. Wtedy niezliczone ilości tratw spływają tą drogą. Całe miasteczka i wsi płyną jako flisacy. W takim Motolu królowej Bony pozostają podobno tylko starcy i Żydzi." Z Pińska do Telechan uruchomiono linię pasażerską, a na dalszych trasach zaczęto organizować rejsy wycieczkowe.
Podczas II wojny na Kanale miała miejsce wielka bitwa między partyzantami oddziału im.Szczorsa i niemiecką grupą specjalną, w wyniku której śluzy i zapory uległy zniszczeniu.
Kanału już nie odbudowano. Dziś trudno doszukać się błękitnego, prostego jak strzelił szlaku, ciągnącego się przez las. Kanał zwęził się, wypłycił, zarósł. Można go dzisiaj podzielić na trzy części:
pierwsza - między Jasiołdą a Telechanami - prowadzi przez osuszone błota i właściwie pełni dziś rolę kanału melioracyjnego
druga - między Telechanami i jez.Wygonowskim - gdzie trudno dopatrzyć się dawnego kanału, tutaj jego krawędzie zanikły, gęsto pokrywa go rzęsa, kwitną lilie wodne, jest malowniczo i dziko
i trzecia część - od jez.Wygonowskiego do Szczary - tutaj zachowała się jeszcze jedyna działająca śluza.
Kanał, jak dawniej, jest prostą, jak strzelił linią, tylko odbijające się w wodnej gładzi obłoki i dęby Ogińskiego nie wywołują już skojarzeń z "szeroką stalowo-niebieską autostradą". Teraz można go chyba porównać do długiej wstęgi - miejscami błękitnej, miejscami zielonej od rzęsy i udekorowanej białymi kwiatami wodnych lilii.
Białoruskie źródła informowały w 2006 r o zamiarze rekonstrukcji tego cennego zabytku hydrotechniki. W perspektywie może on być połączony z odnowionym systemem wodnym Kanału Augustowskiego. W pierwszym etapie miała być rekonstruowana śluza na rzece Szczara i odcinek do jez. Wygonowskiego.
Całkowity koszt inwestycji wyceniono na 20 milionów dolarów. Na kanale planuje się eksploatować później kilka niewielkich stateczków wycieczkowych.



O Kanale Ogińskiego w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego

W monumentalnym "Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" powstałym w latach 1880-1902 "pod redakcją Filipa Sulimierskiego, redaktora "Wędrowca", magistra nauk fizyczno- matematycznych byłej Szkoły Głownéj Warszawskiéj; Bronisława Chlebowskiego, magistra nauk filologiczno- historycznych byłej Szkoły Głownéj Warszawskiéj i Władysława Walewskiego, obywatela ziemskiego, kandydata nauk dyplomatycznych uniwersytetu dorpackiego" Kanał Ogińskiego opisany jest niezwykle dokładnie. Dziś niektóre te informacje brzmią jak bajka, ale warto się z nimi zapoznać. Cytujemy je poniżej, zachowując przy tym oryginalną pisownię.

Ogiński-Kanał, pierwotnie zwany Wielkim Kanałem Pińskim, albo Portem Ogińskiego, wchodzi w system wodny Ogińsko-Niemeński, stanowiący połaczenie Niemna przez Szczarę, jez.Święcickie albo Wyganowskie (ob.) i Jasiołdę z Prypecią, dopływem Dniepru, więc pośrednio Bałtyku z morzem Czarnem. Niezmiernie wazny dawniej dla południowych i zachodnich guberni cesarstwa, należy do 5-go oddziału XII okręgu komunikacyj lądowych i wodnych, zarząd którego znajduje się w miasteczku Telechanach (ob.) . Poprowadzony w ważnym punkcie i przerzynajacy w poprzek dział wodny europejski w kotlinie pińskiej, jest nieco dalej na wschodzie położony od kanału Muchawieckiego. Kanał ten przypiera do Szczary i Jasiołdy w punkcie, gdzie obie te rzeki są już żeglowne i składa się z dwóch oddzielnych części, rozchodzących się od jez.Wyganowskiego, mianowicie: na północ ku Szczarze, na przestrzeni prawie 2 i 1/2 wiorsty i na południe ku Jasiołdzie, na przestrzeni 42 wiorst. Tym sposobem jez. Wyganowskie, na 7 wiorst długie i na 4 wiorsty szerokie, położone na wyższej znacznie płaszczyźnie niż zwyczajny poziom Szczary i Jasiołdy, jest głównym rezerwoarem nakału Ogińskiego, w którym przez śluzy utrzymuje się woda na pożądanej wysokości. Szerokość kanału niejednostajna, wynosi u dna od 3 do 5 sążni, głębokość zaś dochodzi do 3 stóp. Śluz znajduje się 9 na spadku od jez.Wyganowskiego w stronę Jasiołdy i jedna w stronie ku Szczarze. Na kanale sa dwa mosty zwodzone: jeden, zwany Sosnowski, na trakcie wiodącym z Pińska do Słonima, a drugi przy miasteczku Telechany, w którym oprócz zarządu kanału znajdują się główne warsztaty, wyrabiające statki żeglowne, jako to: barki, półbarki i łodzie róznego gatunku. Wszystkie urządzenia hydrauliczne kanału Ogińskiego sa drewniane, smołą zabezpieczone od gnicia. Śluzy długie na 28 i 1/2 sążni i szerokie na 17 i 1/2 stopy; przy wszystkich śluzach i mostach pobudowane są mieszkania dla straży. Ujście Ogińskiego kanału do Jasiołdy, pomiędzy majątkiem Wieleśnica i wsią Miereczyce, gdzie się przeładowują statki, odległe jest o 33 wiorsty od ujścia Jasiołdy do Piny. Na 3-ciej wiorście od Jasiołdy ku jez.Wyganowskiemu leży wieś Szwardówka; na 16 wiorście przecina kanał gościniec pińsko - słonimski z mostem Sosnowskim; na 27 wiorście miasteczko Telechany; na 30 wiorście wieś Wólka Telechowska z jez.Wólka, 1 wiorstę średnicy majacem. Owe jez.Wólka, w skutek znacznej głębokości i dostępności brzegów, jest dogodnem stanowiskiem zimowem dla statków. Na 37 wiorście leży duża wieś Wyganoszcza, a na 43-47 wiorstach jez.Wyganowskie. Część kanału od jez.Wyganowskiego w stronę Szczary przechodzi samą granicą guberni mińskiej i grodzieńskiej, po bezludnej całkiem i nizinnej miejscowości. Dla przepłynięcia kanału od Jasiołdy do Szczary, tratwy czyli "płyty" potrzebują od 10 do 20 dni, barki około 5 dni o łodzie ok.3 dni czasu. Statki większe i tratwy zwykle poruszają się za pomocą dragów, zwanych "szostami", lub siłą koni, w jakowym celu urządzone sa wygodne nad brzegiem drogi, szerokie prawie na 2 sążnie i wysokie nad możebny poziom wody na 2 stopy. Średni czas zamarzania kanału przypada na 18 listopada a oswobodzania się od lodu na 30 marca; tak więc żegluga może się odbywać w ciagu 233 dni, przez 132 dni zaś kanał bywa zamarznięty. Największe statki mają 12 sążni długości i 2 sążnie szerokości, a zagłębiają się w wodzie na 3 stopy, wszakże znaczna część towarów prowadzi się na tratwach dzrewnych, ponieważ tym sposobem koszt transportu się zmniejsza. Według wiadomości urzędowych za 14 lat od 1844 - 1857 włącznie, przewożono średnio co rok róznych towarów: z dorzecza Niemna do Prypeci na 11.277 rubli i z dorzecza Prypeci w kierunku Niemna na 748.360 rubli. Tak więc wartość towaru spławianego ku Bałtykowi (przewaznie drzewo) przewyższała wartość towaru płynacego ku Prypeci o 67 razy. Niemniej obliczenia statystyczne wykazały, że jeszcze w latach 1851-1857 wartość spławu przez kanał Ogińskiego na Niemen wyraziła się zniżką o 25% w porównaniu lat poprzednich, a to w skutek wyniszczonych sumarycznie lasów. Późniejszych danych o spławie na kanale Ogińskiego nie publikowano, sądzimy jednak, że powszechne wycinanie lasów w ostatniem dwudziestoleciu, tudzież przeprowadzone przez Polesie drogi żelazne, musiały w ogóle obnizyć znaczenie wodnych komunikacyj. Podług prac komisyi do zbadania stanu dróg żelaznych, przewóz po kanale Ogińskiego, wynoszący jeszcze w 1872 r. 257.000 pudów towarów, obniżył się w 1874 r. na 106.000 pudów. Oprócz połączenia rzek, a ztąd wynikających korzyści handlowych, stał się ten kanał wielkim dobrodziejstwm dla okolicy, bo osuszył ją na znacznej przestrzeni. Michał Kazimierz Ogiński, wojewoda wileński, późniejszy hetman litewski, ożywiony najlepszemi chęciami i wspierany zdolną radą Mateusza Butrymowicza, zaczął w 1765 r. kopać, w obrebie wielkich swych dóbr w Pińszczyźni, kanał, mający połączyć Niemen przez Szczarę z Jasiołdą. Prędko musiało postępować zamierzone dzieło, skoro konstytucya z 1768 r., w nagrodę mających się już ku końcowi" owych kosztownych robót hydraulicznych, poleca: wystawić z funduszów Rzeczpospolitej w dzidzińcu zamku wileńskiego pomnik wojwodzie Ogińskiemu, nadaje temuż wojewodzie prawwem wieczystem królewszczyzny: wieś Myszkowce i miasteczko Łohiszyn w Pińsczczyźnie; oraz pozwala, po ukończeniu całkowitem kanału, pobierać myto w czasie spławu po 8 złotych "od wiosła lub sprychy", z warunkiem, że gdyby kanał nie był utrzymywany w należytym porzązdku i zdatny do żeglugi, wtedy dziedzice tracą wszelkie prawo konstysucyą postanowione, a nadane dobra Łohiszyn i Myszkowce wracają do korony. Widocznie stany mocno były wtedy zainteresowane czynem wojewody Ogińskiego, ponieważ jednocześnie nakazano komisyi skarbowej "dla pożytku kraju" zająć się naprawą dróg, mostów i czyszczeniem rzek, na co asygnowano corocznie 200.000 złotych., jakoz w roku następnym 1769, mając na względzie uregulowanie spławu niemeńskiego, w skutek powstającego kanału w Pińszczyźnie, rząd ówczesny, wezwawszy profesora akademii i kan.katedry wileńskiej Franciszka Narwojsza, polecił mu kierownictwo przy oczyszczeniu koryta Niemna. Narwijsz w ciągu trzech wydobył mnóstwo wielkie raf i kamieni podwodnych, przez co żegluga na Niemnie bardzo ułatwioną została i tem bardziej znaczenie kanału Ogińskiego podniosło się. W 1775 r. stanęła konstytucya o uspławnieniu rzek Piny i Muchawca, lecz kiedy mianowicie zegluga całkiem się ustaliła przez kanał Ogińskiego, o tem nie ma najmniejszej wzmianki. Zdaje się jednak, że i po zapadłej konstytucyi w 1768 r. nie był on należycie opatrzony, pomimo, iż inicyator wziął królewszczyzny i chwałę od Rzeczpospolitej, kiedy Tadeusz Czacki wspominając o nim pod 1800 r. powiada, iż "prawie zapomniany". Dopiero za władania rossyjskiego podjęto znowu myśl uregulowania kanału, około 1803 r. był już dogodnym do spławu i teraz starannie się podtrzymuje.
Pierwotnie, mianowicie w latach ok. 1820, kiedy puszcze poleskie były w stanie dziewiczym, spławy drzewa kanałem Ogińskiego były tak olbrzymie, że jak świadczy Kontrym "płyty" z berwion powiązanych płynęły na przestrzeni prawie mil trzydziestu, pasmem nieprzerwanym, od Jasiołdy az ku Słonimowi. W system wodny kanału Ogińskiego wchodzi Jasiołda na przestrzeni 33 wiorst, lecz tylko na 5-2 wiorstach uregulowana do żeglugi holowniczej; dalej kanał Ogińskiego, długi 50 i 1/2 wiorsty; rzeka Szczara na przestrzeni 210 wiorst; brzegi od ujścia kanału do Dobromyśla nieuregulowane dla holowania; posiada 10 grobli z domkami strażniczemi, przystań i most na kanale derywacyjnym w Słonimie; w końcu Niemen, na przestrzeni 729 wiorst, bez żdnych konstrukcyi hydraulicznych. Na budowę i utrzymanie systemu wodnego wydano do 1876 r: Jasiołda 88.445 rubli srebreb, kanał Ogińskiego 884.857 rubli srebrem, Szczara 547.112 rubli srebrem i Niemen 38.326 rubli srebrem, czyli razem 1.558.741 rubli srebrem. Proponowane ulepszenie całego systemu przez inzynierów Lisowskiego i Szulca przedstawia koszt około 4 milionów rubli, mający się ponieść w ciągu wielu lat. Opłata od statków i zwiększony ruch zwróciłby cały nakład. Pińsk stałby się wtedy ważnym punktem składowym dla handlu zbozowego. Obecnie ruch jest bardzo mały dla braku wody, głównie w Szczarze i braku posiłkowych rezerwoarów, tak, że statki muszą często czekać po kilka tygodni.


Poleskie tajemnice

Polesie kryje w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest tajemnica pochówku ostatniego króla Polski w Wołczynie - jego rodzinnej miejscowości, położonej niedaleko Brześcia, dziś niewielkiej i znajdującej się na uboczu. Nie ma tam już niemal śladu po rozległych dobrach Poniatowskich, a kościół ufundowany przez królewskiego ojca (także Stanisława), w którym przyszły monarcha był też chrzczony - pozostaje w ruinie. Kiedy krótko przed wybuchem II wojny władze radzieckie postanowiły "zwrócić" królewskie szczątki, zostały one złożone w wołczyńskim kościele. Czy zdecydowano tak, bo obawiano się klątwy krakowskiego biskupa Stanisława? Miał on zostać zabity, kiedy wszedł w konflikt z królem Bolesławem Śmiałym. Legenda o jego śmierci mówi, że umierający biskup rzucił klątwę, iż żaden król o imieniu Stanisław nie będzie pochowany na Wawelu. Jeśli w każdej legendzie jest ziarno prawdy, to ta jest szczególnie okrutna. Józef Ignacy Kraszewski w "Wizerunkach książąt i królów polskich" pisał kiedyś: "Wszystkie wizerunki Stanisława Augusta, malują go nam, jak widzieliśmy, zgodnie - człowiekiem zdolności niepospolitych, bez charakteru. Takim też był w istocie. Niespodziewanie na tron wyniesiony, przeżył na nim co tylko losy panującemu najstraszliwszego zgotować mogły: - męczeństwa wszelkiego rodzaju, niewiarę wszystkich, miłość obracaną w nienawiść, upokorzenia, niewolę. Potrzeba było natury tak gibkiej, tak dającej się ugiąć i rany zabliźniającej tak rychło, tak wszystko biorącej lekko, zapominającej tak prędko, ażeby dotrwać aż do zgonu. To, co przecierpiał, niech ulży pamięci tego, czemu przewinił." Jednak nawet królewskie szczątki nie zaznały spokoju. W Wołczynie miały spocząć już na wieki. Nikt nie przypuszczał, że to dopiero początek... , że jak mówią niektóre z relacji naocznych świadków: "W bocznej kaplicy była trumna ze zwłokami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i stała urna z jego wnętrznościami. W czasie II wojny światowej Rosjanie wyrzucili proboszcza z kościoła i kazali zabierać ze sobą króla. Proboszcz nie dał rady tego zrobić i król został. Wobec tego wyrzucono władcę z kościoła i wszystko zniszczono. Korona pogrzebowa służyła do zabawy, urnę przerobiono na wiadro i dzieci piły z niej wodę. Miejscowi pamiętający tamte czasy mówią, że pewien mężczyzna, żyjący obecnie w Kazachstanie, zebrał szczątki Stanisława Augusta i pochował gdzieś pod dębami na cmentarzu".
Więcej o pośmiertnych losach ostatniego polskiego króla w artykule Losy doczesnych szczątków ostatniego władcy Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego, są smutnym dopełnieniem historii upadku Rzeczypospolitej.



Znani i mniej znani z Polesiem związani

Andrzej Bobola (1591 -1657 r) - jezuita, misjonarz, kaznodzieja, męczennik, uznawany przez Kościół katolicki za świętego, autor tekstu ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza. Jeden z katolickich patronów Polski, znany także jako apostoł Pińszczyzny (więcej na jego temat w historii Pińska).

Menachem Begin (1913-1992) urodzony w Brześciu na Polesiu jako Mieczysław Biegun; premier Izraela, laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1978 r.; http://www.izrael.badacz.org/historia/biografia_begin.html

Stanisław Bułak-Bałachowicz - (1893-1940), generał II RP przez historyków białoruskich nazywany "protegowanym Piłsudskiego"; słynny watażka, odnoszący spektakularne sukcesy w walkach z Niemcami w czasie I wojny światowej, w czasie wojny polsko-bolszewickiej przeszedł na stronę polską; ulubionym jego manewrem wojskowym było szerzenie dywersji na tyłach wroga; 27.09.1920 "Bałachowcy" zdobyli Pińsk, odbijając miasto z rąk sowieckich; po odwrocie bolszewików z Polski, przeszedł wraz ze swoją armią linię frontu i zdobył Mozyrz, w którym po proklamowaniu nowego Rządu Republiki Białoruskiej ogłosił się naczelnikiem państwa białoruskiego (na krótko, ponieważ jego armia dość szybko została wyparta); kiedy ponownie przedostał się do Polski, mimo nacisków ze strony Rosji - nie został jej wydany; we wrześniu 1939 sformował Grupę Ochotniczą do obrony Warszawy w sile 2 tys. ludzi i 250 koni; zginął w 1940 r. , zastrzelony przez Niemców w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach - awanturnik, czy bohater

Mateusz Butrymowicz (1745-1814) - podstarości, sędzia grodzki piński, poseł na Sejm Wielki, przyjaciel i zaufany hetmana Michała Kazimierza Ogińskiego. Należał do inicjatorów budowy Kanału Ogińskiego i Kanału Królewskiego, a także projektu wybicia traktów z Pińska do Słonimia oraz na Wołyń. Za zasługi dla komunikacji odznaczony orderami: Orła Białego i Świętego Stanisława (więcej na jego temat w historii Pińska).

Józef Chełmoński (1849-1914) , polski malarz realista; malował sceny rodzajowe z życia wsi polskiej i kresowej, sceny myśliwskie przyrodę; był doskonałym malarzem koni, które uwieczniał w słynnych, rozpędzonych trójkach i Czwórkach; był oryginałem - podobno podczas swoich studiów w Monachium wzbudzał niemałą sensację swoim ubiorem - nosił czerwone rajtuzy konnicy rosyjskiej, granatową ułańską kurtkę oraz czapkę konduktorską Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej; dużo podróżował, co zaowocowało nastrojowymi pejzażami, ożywionymi niekiedy motywem dzikiego ptactwa; w swojej twórczości między innymi na Polesiu czerpał natchnienie.

Wincenty Choroszewski (1846-1901) polski geolog, inżynier górnik, podróżnik; "Przegląd Techniczny z 1913 r tak charakteryzuje Choroszewskiego: "ukończył Instytut Górniczy w Petersburgu, w r. 1866 zawiadowca wielkich pieców w Hucie Bankowej, w r. 1870 zawiadowca tejże huty, w r. 1876 urzędnik departamentu górniczego w Petersburgu, w r. 1883 naczelnik rządowych zakładów górniczych w Królestwie, w r. 1898 naczelnik zachodniego zarządu górniczego, w r. 1900 członek rady górniczej w Petersburgu". Uczestniczył w pracach hydrotechnicznych przeprowadzanych m.in. na Kaukazie, Stepach Kałmuckich i Polesiu. Efektem tych ostatnich był artykuł pt. Poszukiwania geologiczne dokonane w ostatnich latach na Polesiu opublikowany w 1881 r w "Pamiętniku fizjograficznym"; brał udział w pracach melioracyjnych na Syberii. Był organizatorem hutnictwa w Królestwie Polskim, założył w Dąbrowie Górniczej pierwszą Szkołę Sztygarów w Królestwie. W dąbrowieckim kościele pw Matki Boskiej Anielskiej znajduje się tablica upamiętniająca Wincentego Choroszewskiego, naczelnika górnictwa, prezesa komitetu i protektora budowy tegoż kościoła.

Franciszek Drucki- Lubecki (1878 - 1944) ostatni właściciel poleskich dóbr rodowych w Łuninie, prezes Związku Ziemian na Polesiu, senator RP rozstrzelany podczas Powstania Warszawskiego.

Ksawery Drucki - Lubecki (1778- 1843) genialny finansista urodzony na Polesiu, minister skarbu Królestwa Polskiego, założyciel Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego i Banku Polskiego. http://xix-wiek.blogspot.com/2006/01/franciszek-ksawery-drucki-lubecki.html

Edward Karol Eichwald (1795-1876) kurlandzki przyrodnik i lekarz; profesor uniwersytetu w Kazaniu i wszechnicy wileńskiej, następnie Akademii Medyko-Chirurgicznej w Petersburgu; wykładał zoologię, anatomię porównawczą, położnictwo, mineralogię; odbył szereg wypraw naukowych po europie; badacz Polesia Mińskiego ("Geognozja" i "Oktogeognozja", Natur-historische Skizze von Lithauen, Yolhynien und Podolien... ), autor podręcznika Zoologia specialis, oraz m.in. książek pt. Podróże naukowe Edwarda Karola Eichwalda i Szkic o historii naturalnej Litwy, Wołynia i Podola opisujący mineralogię, geologię, botanikę i zoologię z 1830 roku.

Julian Ejsmond (1892-1930) poeta, prozaik, bajkopisarz związany z grupą Skamander. Zapalony myśliwy, autor szeregu opowiadań łowieckich sławiących również urodę Polesia ( W puszczy Moje przygody łowieckie ) Opracował Antologię bajki polskiej (1915). Od jego nazwiska pochodzi nazwa Zakręt Ejsmonda (1359 m n.p.m.) na drodze z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka w Tatrach gdzie poeta odniósł śmiertelne obrażenia w wypadku samochodowym w 1930 r.

Julian Fałat (1853-1929) - malarz, mistrz w technice akwarelowej; był pierwszym polskim malarzem, który, pochodząc ze wsi, wyłącznie o własnych siłach, bez pomocy rodziny i stypendiów, zdobył artystyczne wykształcenie; w swojej twórczości między innymi na Polesiu czerpał natchnienie.

św. Atanazy Filipowicz (1597- 1648) zwany Brzeskim; prawosławny mnich, przeciwnik unii brzeskiej; był przełożonym monasteru św. Szymona w Brześciu; za aktywną pomoc udzielaną zbuntowanym kozakom Chmielnickiego został schwytany przez polskie wojsko i rozstrzelany w podbrzeskiej Arkadii; kanonizowany przez kościół prawosławny; w brzeskiej cerkwi św.Mikołaja znajdują się jego relikwie. Siarhiej Grachouski (1913-2002 ) białoruski pisarz, poeta, dziennikarz, tłumacz; urodził się w miasteczku Nobel w Pińszczyźnie, dzieciństwo spędził w Głusku pod Mohylewem; pracował jako dziennikarz i nauczyciel; dwukrotnie (1936-1946 i 1949-1955) był aresztowany i zesłany w głąb Rosji; kilka lat odsiedział w łagrze; po rehabilitacji i powrocie do Mińska w 1955 przez trzynaście lat pracował w redakcji pisma dla dzieci "Wiasiołka"; wydał tomy wierszy, trylogię autobiograficzną o przeżyciach w gułagu; dużo pisał dla dzieci; tłumaczył na białoruski poezje Błoka, Tagore'a i in.

Ryszard Kapuściński (1932 - 2007 ) - urodzony w Pińsku znany reportażysta, dziennikarz, publicysta, poeta i fotograf, zwany "cesarzem reportażu". Był najczęściej tłumaczonym za granicą polskim autorem.

Piotr Klimuk (1942) urodzony na Polesiu Brzeskim generał lotnictwa, pierwszy białoruski kosmonauta; odbył lot w kosmos razem z Mirosławem Hermaszewskim (był dowódcą "Sojuza").

Kazimierz Kontrym (1776-1836) - polski pisarz, publicysta i działacz oświatowy i polityczny, wydawca; autor m.in. ciekawej Podróży Kontryma urzędnika banku polskiego odbyta w roku 1829 po Polesiu, wydanej w 1839; pracował jako bibliotekarz na Uniwersytecie Wileńskim. W 1816 roku był współzałożycielem "Wiadomości Brukowych", wileńskiego tygodnika satyrycznego, który ukazywał się w latach 1816-1822. W 1817 roku był współzałożycielem Towarzystwa Szubrawców. W czasie powstania listopadowego, w latach 1830-1831, był członkiem władz powstańczych na Litwie; w procesie filomatów wydalony z Wilna

Włodzimierz Korsak (1886- 1973) przyrodnik, plastyk, miłośnik przyrody, myśliwy, pisarz, autor szeregu opowiadań łowieckich sławiących również urodę Polesia, jest patronem wielu lubuskich szkół.

Stanisław Kulczyński (1895-1975) botanik, działacz polityczny, pierwszy rektor Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu; założyciel jednego z pierwszych w świecie ogrodów botanicznych flory rodzimej (zebrał w jednym miejscu (we Lwowie) wszystkie rośliny, jakie rosły na ziemiach południowowschodniej Polski); badał torfowiska Polesia ( prace zostały przerwane z uwagi na powojenną zmianę granic) ; podczas okupacji był delegatem Rządu Londyńskiego na ziemie południowo-wschodnie; po wojnie pełnił z ramienia Stronnictwa Demokratycznego funkcję wicemarszałka Sejmu, a potem wiceprzewodniczącego Rady Państwa.

Jakub Kołas właściwie Konstanty Mickiewicz (1882- 1956) najwybitniejszy epik w poezji białoruskiej pierwszego trzydziestolecia XX w. zwany "białoruskim Mickiewiczem"; jeden z największych poetów kraju, przez kilka lat pracował jako nauczyciel wiejski na Polesiu; pierwszy wiersz opublikował w 1906 w radykalnej gazecie "Nasza Dola", rychło zamkniętej przez władze carskie; później podjął pracę w redakcji tygodnika "Nasza Niwa" w Wilnie; tytuł "poety narodowego" (od 1926) i liczne godności urzędowe nie uchroniły go 1938 przed wielogodzinną rewizją w domu; przez cały jej czas musiał stać twarzą do ściany z podniesionymi rękoma; trzydniowe ceremonie żałobne po śmierci pisarza przybrały charakter narodowego pogrzebu; dzieła Kołasa w 14 tomach ukazały się w Mińsku 1972-1978; w roku 2007 zaczęło się ukazywać nowe, dwudziestotomowe wydanie pism; w Pinkowiczach k. Pińska utworzono Muzeum Literacko-Etnograficzne Jakuba Kołasa.

Józef Mackiewicz - (1902-1985) jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy emigracyjnych, publicysta, znany reportażysta, autor m.in. wyboru reportaży opisujących także Polesie (Bunt rojstów) , autor jednego z pierwszych opracowań o zbrodni katyńskiej (strona o Mackiewiczu i jego reportażach).

Kazimierz Moszyński (1887-1959) polski uczony, etnograf, etnolog, slawista; jako jeden z pierwszych rozpoczął systematyczne badania etnografii Polesia, które musiał przerwać z powodu wybuchu I wojny światowej.

Adam Naruszewicz (1733 - 1796) - jeden z najwybitniejszych obywateli Polesia Pińskiego, urodzony w okolicach Łohiszyna; polski historyk i poeta, ukończył pińskie kolegium jezuickie; biskup smoleński w latach 1788-1790, biskup łucki w latach 1790-1796, sekretarz Rady Nieustającej w latach 1781-1786, jezuita, senator. Zwolennik Konstytucji 3 maja, przyjaciel króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i stały uczestnik królewskich obiadów czwartkowych. Pisał dzieła historyczne i wiersze. Autor monumentalnego dzieła "Historia narodu polskiego". Pod koniec życia osiadł w Janowie Podlaskim.

Julian Ursyn Niemcewicz (1757-1841) klasyk literatury polskiej, wybitny działacz społeczny i polityczny; poseł na Sejm Wielki, współautor Konstytucji 3 Maja; urodził się w Skokach na Polesiu Brzeskim (jako najstarszy z 16 dzieci podczaszego Marcelego i Jadwigi Niemcewiczów); był adiutantem gen. Adama Czartoryskiego, później Tadeusza Kościuszki; w swoich Podróżach historycznych po ziemiach polskich odbytych od 1811 do 1858 r. opisywał także Polesie.
- o Julianie Ursynie Niemcewiczu

Józef Obrębski - (1905-1967) etnolog i socjolog, autor monografii Polesia (Polesie archaiczne) oraz książki Dzisiejsza wieś poleska wydanych po sześćdziesięciu latach pod wspólnym tytułem Polesie. Studia etnosocjologiczne.

Michał Kazimierz Ogiński (1728-1800)- twórca słynnego poleskiego kanału, hetman wielki, dowódca wojsk litewskich podczas Konfederacji Barskiej, wojewoda wileński - hetman wirtuoz

Napoleon Orda (1807 - 1883) urodzony w Woroncewiczach na Polesiu, gdzie ród ten był tak silnie rozgałęziony, że popularne było niegdyś powiedzonko: Co krzaczek - to Korsaczek, co gruncik - to Skirmuncik, co morda - to Orda"; wnuk Mateusza Butrymowicza; za udział w bitwie pod Kockiem odznaczony krzyżem Virtuti Militari; uczeń Chopina, pianista i kompozytor; rysownik, malarz, podróżnik; autor ponad 1000 akwarel i rysunków zebranych w Albumie widoków historycznych Polski, które są bezcennym ( i często jedynym) źródłem dokumentującym liczne zabytki, siedziby ziemiańskie, zamki i świątynie na Kresach; podróżował przez ponad 20 lat (nawet jako starszy już człowiek), a efekty tej podróży można obejrzeć tutaj: http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Orda/Index.htm.

Michał Kryspin Pawlikowski (1893-1972) pisarz, felietonista, publicysta wileńskiego "Słowa"( redagował m.in. dodatek łowiecki - "Gdzie to zagrały trąbki myśliwskie") , absolwent prawa Uniwersytetu Petersburskiego; zapalony myśliwy, nieco zapomniany autor doskonałych "gawęd szlacheckich" o życiu na Kresach; jego opisy polowań na Polesiu należą do arcydzieł tego typu literatury; w 1929 r. wydał w Wilnie "Prawo łowieckie - komentarz dla województw wschodnich"; w czasie wojny wyemigrował do Anglii, później do USA; wykładał literaturę polską na Uniwersytecie w Barclay; zmarł na Hawajach.

Czesław Pietkiewicz (1856-1936) etnograf, autor znakomitych opracowań etnograficznych o Polesiu.

Stanisław August Poniatowski (1732 - 1798) urodził się w poleskim Wołczynie i tam też, w kościele ufundowanym niegdyś przez jego ojca, zostały w 1938 r. złożone królewskie szczątki (w związku z planowanym przez Stalina wyburzeniem petersburskiego kościoła, w którym był pochowany). Strona o królu Stasiu.

Adam Tytus Pusłowski (1803-1845) naczelnik powstania listopadowego w powiecie pińskim na Polesiu Brzeskim, urodzony na Słonimszczyźnie, ochrzczony w Słonimiu; (syn marszałka szlachty pow.słonimskiego Wojciecha Pusłowskiego i księżnej Druckiej - Lubeckiej) ; był huzarem w carskim pułku aleksandryjskim; odszedł ze służby w stopniu korneta (młodszy oficer jazdy); osiedlił się w majątku Planta na północ od Pińska; w lipcu 1831 zgromadził w swoim majątku kilkuset ochotników, z którymi wyruszył następnie (pod koniec lipca) na zachód; jego oddział, składał się głównie z chłopów i drobnej szlachty; po dotarciu do jednej z siedzib rodowych Pusłowskich (do Chomska) jego szeregi zwiększyły się do 1000 osób, m. in. o robotników z fabryki sukna w Chomsku, oraz kilku księży i uczniów Liceum Krzemienieckiego; oddział Pusłowskiego stoczył na początku sierpnia bitwę z wojskami rosyjskimi i zajął Drohiczyn Poleski; Rosjanie skierowali przeciwko powstańcom pińskim konnicę płk.Ilińskiego (z Kobrynia); bitwa stoczona 8 sierpnia 1831 stanowiła kulminację pińskiego powstania; oddział Pusłowskiego poniósł klęskę (ok. 400 powstańców zginęło lub zostało rannych; 87 trafiło do niewoli); ranny Pusłowski zdołał uciec na Wołyń; po klęsce powstania osiadł w Paryżu, gdzie zmarł i został pochowany na cmentarzu Pere Laschaise.

Jan Pruffer (1890-1959) urodzony na Polesiu zoolog, entomolog; 1921 -39 prof. zoologii uniwersytetu w Wilnie; organizator, pierwszy dziekan Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego i kierownik Katedry Zoologii Systematycznej uniwersytetu w Toruniu; autor licznych prac o motylach.

Roman Rogiński (1830-1915) - jeden z najzdolniejszych dowódców Powstania Styczniowego, na Polesiu odniósł spektakularny sukces militarny ( w brawurowym ataku jego oddział zdobył Prużanę na Polesiu Brzeskim ), schwytany pod Turowem i zesłany na Syberię; powrócił po 30 latach, zmarł w Sieniawie.

Władysław Syrokomla właściwie Ludwik Kondratowicz (1823- 1862) urodzony na Polesiu poeta, tłumacz; pochodził z niezamożnej rodziny szlacheckiej; większą część życia spędził na Wileńszczyźnie; w 1861 był więziony był za udział w patriotycznych manifestacjach; w swoich utworach ukazywał m.in.- niekiedy z zacięciem satyrycznym - obraz stosunków społecznych na wsi i krzywdę pańszczyźnianego chłopa ( Z wrażeń poleskiej podróży i in.).

Ludwik Sztyrmer (1809 - 1886) prozaik; brał udział w powstaniu listopadowym, m.in. w bitwie pod Grochowem wzięty do niewoli i zesłany do Wiatki, wstąpił 1832 do wojska rosyjskiego, w którym dosłużył się stopnia generała-lejtnanta; bliski współpracownik "Tygodnika Petersburskiego", w którym publikował pod pseudonimem Gerwazego Bomby Listy z Polesia; pisywała także pod imieniem żony, Eleonory.

Józef Szymańczyk - ( 1909-2003) ur. w Kosowie Poleskim, fotografik. W latach 30-tych wykonał cykl fotografii obrazujących życie i pracę poleskich chłopów. W czasie II wojny światowej prowadził zakład w Słonimiu, a od 1944 r. w Brześciu n/Bugiem. Po wojnie osiadł jako repatriant w Kutnie. Jego fotografie można oglądać m.in. w Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Narodowym w Warszawie, Muzeum Fotografii w Krakowie, Muzeum w Białymstoku, Akademii Nauk w Mińsku oraz w kutnowskim Muzeum Regionalnym.

Henryk Tatur (1846-1907) urodzony w Słonimiu archeolog, historyk, kolekcjoner i krajoznawca; członek Mińskiej Rady Statystycznej; powiatowy marszałek szlachty; badacz pradziejów Polesia Mińskiego; autor archeologicznej mapy guberni mińskiej założyciel muzeum archeologicznego w miejscowości Berezino. Efektem jego podróży po Mińszczynie był wielki album pomników archeologicznych z zaznaczonymi wszystkimi miejscowościami, w których znajdują się świadectwa historii i prehistorii, takie jak: kurhany, grodziska, wały, nasypy, zamki, pamiątkowe kamienie i inne. Tatur podzielił wszystkie pomniki na 25 grup i zaznaczył na Mińszczynie do 30 tysięcy kurhanów i do 1000 grodzisk i nasypów; utworzył w Mińsku bogate, prywatne muzeum historii kultury materialnej Białorusi i unikalną bibliotekę (kolekcja rękopisów i starodruków, w tym "Biblia" Franciszka Skoryny, oraz białoruskiego malarstwa).

św. Cyryl (Kirył) Turowski - (ok.1130- ok.1183) , jeden z najwybitniejszych świętych hierarchów, którzy pozostawili bogatą spuściznę kaznodziejsko-literacką, władyka turowski, miejscowy mnich urodzony, zmarły i pochowany w Turowie na Polesiu, klasyk literatury staroruskiej, uważany jest za autora eposu Słowo o pułku Igora; ze względu na talenty krasomówcze zwany Złotoustym, a ponieważ długi czas spędził na słupie ( wąziutka wieża klasztorna), nazywano go także Słupnikiem. Autor szeregu kazań, pism, psalmów, przypowieści, kanonów i pouczeń aktualnych i cytowanych do dzisiaj. Wielki humanista, uznany za świętego.

Antoni Tyzenhaus (Tyzenhauz) (1733 - 1785) - podskarbi nadworny litewski i starosta grodzieński; autor szeroko zakrojonych reform gospodarczych (także na Polesiu), po których m.in. Brześć stał się ośrodkiem tzw. ekonomii królewskich; z jego inicjatywy powstały tu duże manufaktury sukna; w Grodnie założył pierwszą szkołę teatralną, po jego śmierci, artyści z tzw. baletu Tyzenhauza występowali jako tancerze królewscy w Warszawie; zajmował się też regulacją rzek(Kanał Tyzenhauzowski). Niestety, jak mówił o nim Gloger: "Tyzenhauz tak gwałtownie usiłował zaprowadzić w lesistej Litwie kulturę przemysłową zachodu Europy, że runął pod ogromem ciężaru nadmiernych przedsiębiorstw, do których nie posiadał ani dostatecznego kapitału, ani osobistego technicznego uzdolnienia". Do dziś można usłyszeć różne opinie o Antonim Tyzenhauzie. Jedni uważają że był genialnym przedsiębiorcą, któremu wiele miast zawdzięcza rozkwit gospodarczy, inni natomiast sądzą że jego manufaktury nie miały szansy się rozwinąć.

sir Adrian Carton de Wiart (1880-1963) generał broni, szef brytyjskiej misji wojskowej w Polsce w latach 1919-24, zapalony myśliwy; po zakończeniu misji osiadł na Polesiu, w leśniczówce Prostyń (otrzymał ją w darze od swego adiutanta i przyjaciela ks.Karola Radziwiłła). Mieszkał tam przez 15 lat, aż do 1939 r., wyjeżdżając do Anglii jedynie na 3 zimowe miesiące. Pięknie opisał Polesie w swych wspomnieniach Happy Odyssey. Postać niezwykle barwna. Najważniejsze fakty z barwnego życiorysu generała można znaleźć w książce Daviesa Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda: "Ten niezniszczalny wojownik - który stracił oko w Somalii w 1898 roku i rękę pod Ypres, miał przestrzelone płuco w Afryce Południowej, czaszkę i nogę w kostce nad Sommą, dostał postrzał w biodro pod Paschendaele i w nogę w Cambrai - posiadał wszystkie kwalifikacje ku temu, aby wywrzeć wrażenie na oficerach polskich, z którymi miał współpracować. Był zamożnym arystokratą, kosmopolitą, katolikiem, bohaterem i wiecznym ryzykantem. Należał do nielicznego grona cieszącego się zaufaniem pełnego rezerwy Piłsudskiego. Po raz pierwszy przybył do Polski w lutym 1919 roku jako brytyjski członek misji aliantów do Galicji Wschodniej. Od tego momentu jego życie to seria przygód. Pewnego razu zdarzyło mu się, że razem z generałem Mannerheimem, przyszłym prezydentem Finlandii, sekundował w pojedynku w Klubie Myśliwskim w Warszawie; wkrótce potem został złapany na przemycie broni z Budapesztu ukrytej w wagonie sypialnym. W październiku 1919 rozbił swój samolot lecąc nad Litwą; w maju 1920 rozbił go ponownie podczas lotu do Kijowa. W sierpniu 1920 odparł pod Mławą oddział kozackich maruderów ze stopni jadącego pociągu obserwacyjnego, przy czym uniesiony zapałem spadł w pewnej chwili na tory. Zgodnie z etosem tamtej epoki był bardziej polski od Polaków."

Henryk Weyssenhoff (1859-1922), malarz naturalista, grafik, ilustrator, rzeźbiarz; kształcił się w Petersburgu, Monachium i Paryżu; był jednym z bardziej znanych malarzy polskich z przełomu XIX i XX wieku, dzisiaj nieco zapomniany; poczesne miejsce w jego twórczości stanowi krajobraz kresowy, dlatego niektórzy nazywają go "bardem Białorusi" ; również na Polesiu czerpał natchnienie do swoich obrazów przedstawiających poleskie pejzaże.

Wiosna

Józef Weysenhoff (1860-1932); powieściopisarz, poeta, krytyk literacki, wydawca; piewca tradycji starego ziemiaństwa kresowego i łowów; w swojej twórczości między innymi na Polesiu czerpał natchnienie; jego opisy przyrody dorównują mickiewiczowskim i sienkiewiczowskim; najbardziej znane jego powieści to Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego, Soból i panna i Puszcza, w której wspaniale opisał poleską przyrodę.
"Za dużo na mnie naszło rzeczy zapomnianych!
Wśród woni nocnych kwiatów pod gankiem rozsianych
Będę chodził, aż mgły się znad wód wzniosą ranne,
I w ciemnym, obcym lesie, jak w naszej dąbrowie,
Będę wołał i słuchał, czy echo odpowie,
A później będę czytał "Sobola i pannę".
(Jan Lechoń)

Franciszek Wysłouch ur. w Pirkowiczach na Polesiu, legionista; odznaczony Krzyżem Walecznych i orderem Virtuti Militari; walczył pod Monte Cassino; po wojnie osiadł w Londynie; autor książek o Polesiu Opowiadania poleskie, Na ścieżkach Polesia, Echa Polesia, w których opisywał zarówno krajobrazy, jak i mieszkańców Polesia i ich archaiczne zwyczaje.

Józef Żyliński (1834-1916) , carski generał, meliorant, absolwent petersburskiego instytutu korpusu inżynierów; dowódca słynnej poleskiej ekspedycji, w czasie której przeprowadzono pierwsze, zakrojone na szeroką skalę prace melioracyjne; autor bardzo ciekawych raportów opisujących poleską wieś, krajobrazy i Poleszuków.


Bibliografia historii Polesia

Przy opracowaniu korzystano z:

  • N.Rouba Przewodnik po Litwie i Białejrusi
  • A.Lewkowska, J.Lewkowski, W.Walczak Zabytkowe cmentarze na Kresach Wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej. Województwo Poleskie
  • G.Rąkowski. "Ilustrowany przewodnik po zabytkach kultury na Białorusi"
  • G.Rąkowski. "Smak Kresów. Czar Polesia."
  • J.Kolbuszewski "Kresy".
  • "Encyklopedia Kresów" - praca zbiorowa.
  • "Echa Polesia" kwartalnik Zjednoczenia Społecznego Związku Polaków na Białorusi.
  • Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich oraz suplement do tegoż słownika z 1900 r pod nazwą "Dopełnienie".
  • Mały Rocznik Statystyczny. Warszawa 1939.
  • J.I.Kraszewski " Wspomnienia z Polesia, Wołynia i Litwy".
  • T.Święcki "Opis starożytnéy Polski"
  • T.A.Chwagina "Polesie od Buga do Ubortu" (Palessie ad Buga da Ubarci).
  • K.Weglicka "Wędrówki kresowe".
  • J.K.Ostrowski "Kresy bliskie i dalekie".
  • Latopis Nestora "Powieść minionych lat".
  • S.Tołpa "Śladami łosia; z wędrówek po Polesiu" 17. P.Chmielowiec :"Ostatni rozkaz gen.Kleeberga" (Nasz dziennik).
  • M.Kosman "Historia Białorusi".
  • "Biełaja Ruś. Historyja Biełarusi u legendach i padanniach".
  • B.Arciszewska, H.Jakubowska Opracowanie: "Zarys historii Polesia" 21. J.Komorowski "Wedrując przez Polesie. Spotkania z zabytkami".
  • I.Cisek-Piątkowska "Spieszmy się ocalić Kresy od zapomnienia".
  • Pogranicze polsko-litewsko-białoruskie. Źródła historyczne. Stan badań.materiały z konferencji pod redakcją M.Kietlińskiego.
  • J.Kaziukin "Po sledam bielorusskogo Mojsieja".
  • W.Iljenkow "Jazyczeskij sled polesskogo nekropolja".
  • T.Chraznowski "Kresy czyli obszary tęsknot".
  • P.Szpiljewskij "Putieszestwije po Polesiu i biełorusskom kraju".
  • E.Gawlichowska-Świechowska "Połczyn Stanisława Augusta".
  • T.A.Chwagina "Czarounaja kazka Palessja".
  • R.Marcinek "Kresy Wschodnie".
  • M. Udziela "Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego".
  • N.Łuszczyk-Iljenkowa "Pińsk.Elektrownia.Mam 10 lat."
  • T.Łopalewski "Między Niemnem a Dźwiną".
  • K.Pruszyński "Podróż po Polsce".
  • J.I.Kraszewski "Wizerunki książąt i królów polskich".
  • Encyklopedia geografii świata.
  • Wielka ilustrowana encyklopedia powszechna Wydawnictwa Gutenberga.
  • Baza firm na Białorusi.
  • "Człowiek z bagna" - o R.Kapuścińskim.
  • M.Marczak "Przewodnik po Polesiu".
  • A.F.Ossendowski "Polesie. Cuda Polski".
  • Biblioteka Lidzka.
  • Portal społeczności kresowej.
  • Białoruska Biblioteka Internetowa.
  • Wirtualne przewodniki po Białorusi.
  • Zaścianek.pl
  • Nasz Dziennik
  • Antyczne mapy świata.
  • Strona internetowa Towarzystwa Miłośników Polesia.
  • E.Frankowski "Krzyże kamienne i domki drewniane na cmentarzach poleskich".
  • O Białorusi po polsku.
  • Internetowe archiwum zjawisk paranormalnych na Białorusi.
  • Czasopismo "Nad Bugom i Nawoju".
  • Portal kultury białoruskiej.
  • Serwis informacyjny Polaków na Białorusi.
  • Przegląd Prawosławny.
  • Heraldyka rosyjska.
  • Literaturnaja encikłopedija.
  • Losy duchowieństwa katolickiego w ZSRR w latach 1917-1939.
  • Serwis informacyjny.
  • Portal historyczny.
  • Historia Białorusi IX-XVIII w.
  • Gazeta.pl
  • Wikipedia.

Publikowane zdjęcia pochodzą ze zbiorów własnych, oraz z wyżej cytowanych książek