54a - Czasy reakcji po powstaniu styczniowym

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 54a
Kraków 1923 rok

Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
prof. dr Franciszek Bielak

Autonomja Galicji.

Statut krajowy dla Królestwa Galicji i Lodomerji z Wielkim Księstwem Krakowskiem.

(dodatek do patentu z dnia 28 lutego 1861)

Rozdział I. O reprezentacji krajowej w ogólności.

§ 1. Królestwo Galicji i Lodomerji z W. Ks. Krakowskiem reprezentowane będzie w sprawach krajowych przez sejm krajowy.
§ 2. Prawa reprezentacji krajowej do jej zakresu należące wykonuje albo sam sejm albo wydział krajowy.
§ 3. Sejm krajowy składa się z 150 członków.
§ 4. Do kierownictwa sejmu krajowego mianuje cesarz z grona onegoż marszałka krajowego i jego zastępcę.
§ 11. Wydział krajowy jako zawiadowczy i wykonawczy organ reprezentacji krajowej, składa się z sześciu członków z grona sejmu krajowego wybranych pod przewodnictwem marszałka.

Rozdział II. O zakresie działalności reprezentacji krajowej.

§16. Sejm krajowy powołany jest do współdziałania przy wykonywaniu władzy prawodawczej w miarę postanowień cesarskiego dyplomu z dnia 20 października 1860 roku, i wysyłać ma do izby posłów w radzie państwa 38 członków, jak to stanowi § 6 ustawy zasadniczej (wysyłanie reprezentantów sejmu do izby posłów zostało faktycznie uchylone ustawą z dnia 2 kwietnia 1873 r., która zaprowadziła bezpośrednie wybory do izby posłów, jednak §16 statutu krajowego nie został zmieniony).
§ 17. Propozycje do ustaw tyczących się spraw krajowych przedłożone będą rządowe sejmowi krajowemu. Także sejmowi krajowemu służy prawo proponowania wniosków do ustaw w sprawach krajowych. Do każdej ustawy krajowej potrzeba przyzwolenia sejmu krajowego i sankcji cesarskiej. Wnioski do ustaw odrzucone przez cesarza albo sejm krajowy nie mogą być ponawiane w tej samej sesji sejmowej.
§ 18. Za sprawy krajowe uznaje się:
I. Wszelkie rozporządzenia, które dotyczą:
1. kultury krajowej
2. budowli publicznych kosztem krajowym podejmowanych.
3. zakładów dobroczynności uposażonych z zasobów krajowych.
4. budżetu i składania rachunków krajowych, tak
a) co do przychodów krajowych z zarządu majątkiem krajowym, z podatków na cele krajowe, i z użycia kredytu krajowego, jak
b) co do wydatków krajowych zwyczajnych i nadzwyczajnych.
II. Bliższe rozporządzenia w obrębie ustaw powszechnych (państwowych) względem
1. spraw gminnych
2. spraw kościelnych i szkolnych
3. Dostarczenia podwód tudzież zaopatrywania i pomieszczenia wojska, na koniec
III. Rozporządzenia w innych przedmiotach, dobra kraju i potrzeb jego dotyczących, a przekazanych mocą oddzielnych postanowień reprezentacji krajowej
§. 19. Sejm krajowy powołany jest:
1. do obradowania i czynienia wniosków
a) w przedmiocie obwieszczonych powszechnych ustaw i urządzeń, pod względem ich szczególnego oddziaływania na dobro kraju tudzież
b) w przedmiocie pożądanych ustaw powszechnych i zaprowadzenia urządzeń jakich wymagają potrzeby i dobro kraju.
2. do przedstawiania propozycji we wszystkich sprawach, względem których rząd jego rady zasięga.
§ 22. Sejm krajowy obraduje i uchwala w sprawie dostarczenia środków potrzebnych mu w wykonaniu swych działań. Ma prawo w tym celu nakładać i pobierać dodatki do bezpośrednich podatków państwowych, aż do wysokości 10%. Wyższe dodatki do bezpośredniego podatku, lub inne nakłady opłat krajowych wymagają cesarskiego zezwolenia.

Zakres działalności wydziału krajowego

§ 26. Wydział krajowy sprawuje zwyczajne czynności administracyjne, odnoszące się do majątku krajowego, funduszów i zakładów krajowych, oraz nadzoruje i kieruje służbę urzędników i sług podwładnych. Wydział zdaje sprawę sejmowi krajowemu tak z czynności powyższych, jak z przeprowadzenia wymagających wykonania uchwał sejmowych i brać winien wnioski w sprawach krajowych pod obradę przygotowawczą do sejmu krajowego za zleceniem tegoż lub z własnego popędu.


Statut organizacyjny Rady szkolnej krajowej.

(Rozporządzenie cesarskie 25 czerwca 1867 r.)

Koncesją Austrji na rzecz autonomji Galicji było uznanie projektu Rady szkolnej podanego przez sejm galicyjski w r. 1866. Tej zdobyczy musieli później posłowie polscy zacięcie bronić.

(M, Bobrzyński: „Statut Rady szkolnej galicyjskiej” Kraków 1901)

§ 1. Ustanawia się dla Królestwa Galicji Lodomerji Rada szkolna krajowa pod przewodnictwem Naczelnika.
§ 2. Rada szkolna krajowa jest w sprawach szkół ludowych i średnich najwyższą władzą nadzorczą i wykonawczą w kraju.
§ 3. Do czynności jej należą:
1. zarząd administracyjny i umiejętny szkół i zakładów naukowych w zakresie przyznanym dotychczas naczelnym władzom politycznym w kraju i w obrębie ustaw obowiązujących;
2. przedstawianie do nominacji przez cesarza inspektorów (wizytatorów) szkolnych;
3. mianowanie i wszelkie stosunki służbowe dyrektorów i nauczycieli szkół średnich i ludowych, z zastrzeżeniem szczególnych praw gminom, korporacjom i osobom prywatnym służących;
4. wygotowanie ogólnych projektów naukowych (systemów), tudzież częściowych projektów we względzie szkół ludowych i średnich drogą uchwały sejmowej w wykonanie wejść mających:
5. wskazywanie wzorowych tekstów naukowych dla szkół ludowych i zatwierdzenie książek dla szkół średnich;
6. układanie rocznego budżetu na rzecz szkół ludowych i średnich ze skarbu publicznego zasilanych lub utrzymywanych.


Rezolucja Smolki.

Austrja pokonana w wojnie z Prusami musiała postąpić dalej na drodze reform. Węgry pod przywództwem Deaka uzyskały w tym czasie stanowisko równorzędne z krajami austrjackiemi. Smolka dążył również do zdobycia dla Galicji podobnych uprawnień(dlatego nazywano go w tece Stańczyka „Deaczkiem”. Sformułował je w następującej „rezolucji”, przedstawionej sejmowi galicyjskiemu 21 września 1868:

(Stenografia spraw. Sejmu II perjod. 2 sesja z dn. 21 IX 1868, str.361, 362)

Wysoki Sejm raczy uchwalić:

1. zważywszy, że ustrój państwowy Austrji, zespalający wszystkie kraje niewęgierskie monarchji w jedną całość organiczną, Przedlitawją zwaną, ze wspólną w Radzie państwa reprezentacją ustawodawczą, nie odpowiada należycie pojętemu interesowi monarchji gdyż nie uwzględnia praw i potrzeb swych oddzielnych organicznych części składowych objawiających się w wybitnych historyczno – politycznych indywidualnościach narodowych, które mimo różnorodności swych indywidualności i interesów, zostały sprzęgnięte w jedno ciało reprezentacyjne z dążnością unifikacyjną czyli centralizacyjną, hamujące wszelki tychże naturalny i samodzielny rozwój swobodny;
2. zważywszy, że taki obecnie istniejący ustrój państwowy nie odpowiada potrzebom ani życzeniom przeważnej części ludów do tzw. Przedlitawją należących i jest im nawet wprost nieznośny;
3. zważywszy, że zastanawiając się nad istotą tych odrębnych ciał historyczno – politycznych, wchodzących w skład państwa austrjackiego, należy zostawić im swą odrębność a to dziś jeszcze o tyle wybitniejszą, o ile system konstytucyjny i samorządu uprawnia do większej jeszcze samodzielności;
4. zważywszy, że w skład państwa austrjackiego wchodzą cztery wielkie grupy krajów, stanowiące takie wybitne oddzielne historyczno – polityczne indywidualności narodowe, mianowicie:
a) kraje należące do korony św. Szczepana,
b) kraje tzw. niemieckie dziedziczne,
c) kraje należące do korony św. Wacława,
d) królestwo Galicji i Lodomerji z W. Ks. Krakowskiem i Bukowiną z których to, dopiero wyliczonych grup każda winna mieć swój samorząd w najobszerniejszym tego słowa znaczeniu, które zaś pozostać winny między sobą w związku federacyjnym, t. j. w związku objawiającym się w reprezentacji wspólnej, wyłącznie tylko dla spraw wszystkim wspólnym i koniecznym ku ustaleniu jedności i potęgi państwa nie przesądzając, jaki stosunek wzajemny kraje należące do jednej grupy uznałyby dla sienie jako najodpowiedniejszy;
5. zważywszy, że tylko taki ustrój państwowy zapewnia wszystkim częściom państwa – wzrosły od wieku w pewny organizm samodzielny – rozwój swobodny, wzrost i siłę, a tem samym i potęgę państwa całego;
6. zważywszy, że nie przesądzając bynajmniej o formie państwowej ustroju, jaka odpowiadałyby potrzebom i życzeniom reszty krajów niewęgierskich, przynajmniej co do królestwa Galicji i Lodomerji z W. KS. Krakowskiem, odpowiadać może tylko taki samorząd i stosunek państwowy do monarchji, jaki przysługuje Królestwu Węgierskiemu, ile, że królestwo Galicji i Lodomerji z W. Ks. Krakowskiem, będąc częścią organiczną dawnej Rzpltej polskiej, owej wielkiej indywidualności historyczno – politycznej, która przez 1000 lat spełniała i spełnia jeszcze znakomite posłannictwo w dziejach Europy, a chociaż wykreślona z rzędu państw samodzielnych, żyje pełnym życiem w gronie narodów, a należąc najkrócej do składu państwa austrjackiego, najmniej podpadła procesowi unifikacji, i bądźcobądź odwołując się na swe prawo przyrodzone, nie ulegające żadnemu przedawnieniu, na podstawie swej tradycji i dziejów, swych szczególnych stosunków wewnętrznych, na podstawie tedy tej wybitnej swej odrębności polityczno – historycznej i narodowej której naród nasz nigdy się na zaparł, lecz owszem domagał się uznania tejże przy każdej sposobności, więcej niż każdy inny kraj do monarchji należący, ma prawo niezaprzeczone domagania się odrębnego stanowiska samodzielnego w składzie państwowym monarchji;
7. zważywszy, że ustawy grudniowe 1867 roku i inne, lubo drogocenne pod względem wymiaru wolności obywatelskich, nie wystarczają same w sobie do ustalenia harmonji między krajami, ani w stosunku do siebie wzajemnym, ani pod względem stosunku do Państwa, gdyż u nas idzie byt narodowy przed wolnością;
8. zważywszy, że żaden inny stosunek nie odpowiadałby potrzebom i życzeniom kraju naszego, a tem samym interesom i potędze Państwa, gdyż wszystkie siły zużywałyby się, podobnie jak do tej chwili się dzieje, na nieustanną bezpłodną walkę z centralizacją na nieskutecznych usiłowaniach krajów upośledzonych zdobywania sobie praw im przynależnych, a to wszystko ku największej szkodzie kraju i Państwa całego które kwitnące i potężne mieć pragniemy, której to potęgi Państwo zaś natenczas tylko dostąpić może, jeżeli wszystkie narody zadowolone zaniechają walki o zdobywanie sobie samodzielności im przynależnej, a zajmą się raczej skrzętnie rozwojem swobodnym sił własnych i skupią takowe ku wzrostowi potęgi monarchji;
9. zważywszy, że skład reprezentacji Państwa postawiony ustawą zasadniczą z dnia 21 grudnia 1867 roku o reprezentacji Państwa, nie tylko, że żadnej nie daje rękojmi iżby stosunek państwowy królestwa Galicji i Lodomerji z W, Ks. Krakowskiem do monarchji i wymiar samorządu, przyznanego mu tą ustawą, mógłby być zmienionym w kierunku w ust. 6 zaznaczonym, lecz i owszem zasady wypowiedziane w tej ustawie zasadniczej tłumaczone bywają w duchu centralizacyjnym i ku uszczupleniu samorządu krajom już przyznanego;
10. zważywszy, że z powodów wyżej wypowiedzianych, niemożliwem jest dla nas dalszym udziałem w Radzie Państwa przyłożyć rękę do utrwalenia systemu obecnego, zgubnego dla kraju i Państwa, do uchwalenia nowych ustaw szkodliwych dla kraju i państwa;
11. zważywszy, że ociąganie się we współdziałaniu w Radzie Państwa najdzielniejszym jest środkiem dla przynaglenia rządu do godzenia się z taką formą państwowego ustroju monarchji, która zadowoli przeważną część ludów do składu Państwa należących a zadowolni przynajmniej nasz kraj i odpowiada najwięcej należycie pojętym interesom monarchji.

Sejm królestw Galicji i Lodomerji z W. Ks. Krakowskiem

  1. cofa uchwałę z dnia 27 marca 1867 roku mocą której nadał mandat delegatom do Rady Państwa, i
  2. wzywa delegatów do złożenie mandatów do Rady Państwa.

Wnioskodawca Fr. Smolka.

Wniosek Smolki odesłano do komisji i tam zamieniono jego brzmienie. Ujęto tam szczegółowo wszystkie sprawy wyłączone z ogólnego ustawodawstwa państwowego austrjackiego, któremu zostawiono tylko wojsko, reprezentacje zagraniczną i komunikację. W tej też formie sławna „rezolucja” była uchwalana kilkakrotnie w czasie kolejnych sesji sejmowych na znak protestu przeciw centralizmowi wiedeńskiemu, który coraz więcej czuł się na siłach, aż wreszcie w roku 1867 przeprowadził wybory bezpośrednie do parlamentu wiedeńskiego.


Polacy wobec języka ruskiego.

Sprawa zorganizowania szkolnictwa polskiego w Galicji została już poruszona w 1863 roku na sesji sejmu z dnia 31 stycznia przez zasłużonego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Józefa Dietla, który przez dłuższy czas był wytrwałym patronem spraw edukacyjnych w Sejmie. Jak zapatrywano się w owych czasach na ważną sprawę dwu narodowości żyjących obok siebie, widać z następującego wyjątku:

(Dr J. Dietl, O reformie szkół krajowych, Kraków 1865 str. 143 – 144)

Możnaby nam zarzucić, że gdy ludność ruska w Galicji wschodniej o tyle przeważa, gdy te same prawa, które służą Polakom co do języka, służyć powinny także Rusinom, gdy nareszcie język ruski i polski tak są do siebie podobne, że Polak Rusina z łatwością zrozumieć może, żądaćby można, ażeby język ruski we wszystkich szkołach stał się językiem wykładowym. Nie przeczymy, że to żądanie, opierając się na zasadzie równouprawnienia narodowego, jest słuszne i życzymy Rusinom, ażeby się ono spełniło tak, iżby we wszystkich szkołach Galicji wschodniej język ruski także mógł być językiem wykładowym.

Gdy Kazimierz Wielki w roku 1340 przyłączył Ruś do Polski, gdy Władysław Jagiełło w roku 1433 zaręczył ruskiej szlachcie unickiej te same prawa, jakie posiadała łacińska szlachta rusko – polska, gdy w XVI wieku Oksza Orzechowski, Stefan Falimierz, Jan Leopolita, Mikołaj Rej z Nagłowic, Mikołaj Sęp Sarzyński, Jan Herburt, wszyscy z rodu Rusini, pisali po polsku i uwiecznili swe imiona w literaturze polskiej, nikt wtenczas ani w późniejszych wiekach nie narzucał narodowi ruskiemu języka polskiego, każdy w tym wieku pisał i mówił jak chciał, i nie było na to ani nakazu ani zakazu, jak mówił Lelewel, i tak to się działo aż po rok 1848. Polskość szerzyła się prawidłem cywilizacji i łączności dziejowej. Rusini przyjęli język polski, nie dlatego, że był im narzuconym, lecz że był wyrazem umysłowego życia, które się energicznie rozwijało i połączone z Polską Ludy mimowolnie przenikało. Czyliż teraz, gdy Rusini o własnych chcą się dźwigać siłach i cywilizację oprzeć na własnym swym pierwiastku, gdy rząd austrjacki uroczyście orzekł zasadę równouprawnienia, moglibyśmy i chcielibyśmy stawiać im z tego względu jakikolwiek trudności? Przeciwnie, wspólny nasz interes wymaga, ażeby narodowość ruska rozwijała się w Galicji silnie i trwale obok narodowości polskiej.

W urządzeniu szkół Galicji wschodniej uznajemy i przyjmujemy tę zasadę, ażeby Rusinom dana była wszelka sposobność rozwijania swej narodowości tj. kształcenia swego języka i swej literatury. Tak więc przystępując z wyrozumieniem celu, z szczerością, ufnością i wzajemną sobie życzliwością do urządzania szkól Galicji wschodniej, powinniśmy się przedewszystkiem zgodzić na następujące zasady:

  1. Język niemiecki jako obcy tak dla Rusina jak i dla Polaka nie może być językiem wykładowym.
  2. Język polski i ruski są równouprawnione we wszystkich szkołach Galicji Wschodniej, tak iż każdy z nich może być językiem wykładowym.
  3. Ponieważ język polski jest więcej ukształcony od ruskiego i tym samym zdolniejszy do wykładów umiejętnych przeto w szkołach średnich i wyższych język niemiecki ma być tymczasowo zastąpiony przez język polski.
  4. W miarę rozwijania się literatury ruskiej urządzać się będą osobne szkoły ruskie tak średnie jak wyższe stosownie do potrzeb ludności.
  5. Nauka języka polskiego i ruskiego powinna być przedmiotem obowiązkowym we wszystkich szkołach niższych i średnich tak Galicji wschodniej jak i zachodniej.


Teka Stańczyka.

W „Przeglądzie Polskim” w roku 1869 zaczęły się ukazywać listy „Z teki Stańczyka” redagowane przez Tarnowskiego, Szujskiego i Koźmiana. Występowano w niej przeciw obozowi demokracji, hołdującemu zasadzie „nieprzerwalności powstań”, smagano ironją domorosłych polityków i karjerowiczów. Jedynie rozmowa p. Piotra z p. Pawłem zawiera realny program.

Przyznam ci się panie Pawle, że ja nigdy nie dzieliłem przekonania tych, którzy mniemali, że jedyną korzyścią, jaką odniesiemy z ostatniej naszej wielkiej klęski, będzie wyrzeczenia się zupełne tych kierunków, które nas tak niemylnie doprowadzały zawsze do klęsk i tak systematycznie podawały każdemu, czy chciał, czy nie chciał, sposobność wytępienia żywiołu polskiego. Nie, panie Pawle, tego się nigdy nie spodziewałem, bo znam mój naród, znam jego położenia i znam ludzi, a ludzie nie lubią się przyznawać, że błądzili, ale przyznam ci się szczerze, że z drugiej strony nie przypuszczałem nigdy, żeby świeżym doświadczeniem potępiony kierunek śmiał i miał bezczelność tak prędko na nowo rozwielmożnić się i zachwalać się jako jedynie zbawczy.

Pan Paweł: Cóż chcesz panie Piotrze, jak są ludzie, tak są i stronnictwa z miedzianym czołem. Zważ dobrze, że dwa tylko zawsze objawiają się u nas kierunki, a że pozorna walka stronnictw ogranicza się u nas niestety do walki rozumu politycznego z głupotą, niejakiej odwagi cywilnej z tchórzostwem, stałością w zdaniu z tą nikczemną chwiejnością, mającej swój początek najczęściej w żądzy popularności, czasem w gorszej jeszcze chęci zysku chwilowego, doświadczenia w zaślepieniu i trzeźwego zapatrywania się na położenie, z tym opłakanym i zgubnym optymizmem, z którego nigdy nie wyleczymy się, a który obiecuje wiecznie i sobie i innym dopięcie wszystkiego jakiemibądź środkami. Lecz co jest prawdziwie upokarzającym, oto, że z tej walki rozumu z głupotą i rozsądku z szaleństwem pozostały u nas dwa systema polityczne. Określić ci je bliżej nie potrzebuję, znasz je. Pierwszy chce przemawiać do rozumu politycznego i uczucia obowiązku, drugi odzywa się do wyobraźni, do sentymentalizmu, do nienawiści i do namiętności, przedewszystkiem do ciemnoty. Drugi ma w walce z pierwszym niezaprzeczoną wyższość, bo przemawia do tego, co u nas jest najbardziej rozwiniętem. Nic więc dziwnego, że tak łatwo, tak często i niespodziewanie zwycięża. Wszystkie jego zwycięstwa naznaczone są w historji okropnemi, strasznemi, niepowetowanemi dla Polski klęskami. Otóż w skutek zbiegu okoliczności, ta prowincja polska, po ostatnich wielkich wypadkach wyrzekła się stanowczo tego drugiego zgubnego systemu, a postanowiła trzymać się pierwszego, czyli wyrażając się nie tak górnie, kraj nauczony doświadczeniem, po prostu zmądrzał, a co najważniejsze dotąd, w tym zmądrzeniu wytrwał. Tego przebaczyć mu nie mogą. Od niepamiętnych czasów było to może najświetniejsze zwycięstwo rozumu w Polsce, a więc największa klęska dla wszystkich półgłówków.

Praca organiczna, panie Piotrze – odpowiedzieć im można – to oświata, bo oświata to najlepsze antidotum przeciw ich dezorganicznej pracy. Wydajcie tę energię, którą wydajecie na urządzenie demonstracji, na szerzenie oświaty, wydajcie te pieniądze, które zbieracie na demonstrację, na oświatę, a dowiecie się, co to jest praca organiczna. Przemawiajcie a nalegajcie o mądre a pilne zużytkowanie tych instytucyj, które już mamy. Zawiązujcie ich jak najwięcej, bo jeżeli ich działania są czasem błędne lub błahe, skrzywione lub bezowocne, to przecież one są prawdziwą dźwignią postępu, jedyną spójną i jedyną dodatnią stroną wśród dzisiejszego ogólnego rozstroju. Zawiązujcie i pielęgnujcie je, a dowiecie się co to jest praca organiczna! Bierzcie udział i innych namawiajcie do żywego udziału w tem regularnem życiu politycznem, jakie okoliczności stworzyły. Walczcie przeciw temu wrodzonemu nam próżniactwu, które zasłania się tym sofizmem, że w tych warunkach nic zrobić nie można, a dowiecie się co.


Stanowisko opozycji sejmowej.

Najpopularniejszym posłem stronnictwa demokratycznego tzw. „tromtadracji” był Aleksander hr. Borkowski. Przytaczamy wyjątek z jednej mowy sejmowej wygłoszonej w czasie wznowionej dyskusji nad rezolucją:

Mowa Leszka hr. Borkowskiego w Sejmie galicyjskim d. 30 sierpnia 1870 r.

(Sprawozdanie stenograf. 1870 str. 158 – 161)

Powiadają, że zmiany w konstytucji powinny być przeprowadzane na drodze konstytucyjnej. Zapewne! Gdyby to co jest prawdą gdzie indziej, mogło mieć zastosowanie w Austrji. Okrojowana konstytucja Schmerlinga, była już w samym poczęciu pogwałceniem praw prowincyj przez narzucenie Sejmowi obowiązku wysyłania posłów do Rady wiedeńskiej. Na tej kanwie wydziergano konstytucję grudniową w nieobecności Czechów i przeciwko woli naszej delegacji. Konstytucja grudniowa zatem dla nas i dla Czechów nie jest drogą konstytucyjną. Interesa niemieckie snadnie zdybią się z Niemcami, bo Niemcom więcej chodzi o Czechów niż o nas. Czechy są bardziej do nich zbliżonym krajem, wyżej w kulturze stojącym niż Galicja. Czechy są po części już strawione w żołądku niemieckim, były już nawet nibyto prawie wcielone w tułów rzeszy niemieckiej. Na Czechów wzgląd mieć potrzeba dlatego jeszcze, że umieją lepiej korzystać z poczynionych doświadczeń. My to co innego, na nas zawsze jeszcze jest jeden sposób, my zawsze jesteśmy gotowi szkodzić sami sobie i wojować czy to słowem czy to pięścią, nawet w Japonji, byle nam powiedzieli magnaci, że to za Polskę, a potem narzekamy na zdradę i oszukaństwo. Historja nasza rozbiorowa mówi często o oszukaństwach, nas łatwiej było oszukać niż pobić. Czechów łatwiej jest pobić niż oszukać. Wiadomo, że kraj ten (Galicja) oderwany od przyrodzonej całości przez zbrodnię nazywaną koniecznością polityczną, był najbardziej upośledzony w państwie ruskiem.

Wyzyskiwany dowolnie i z wiedzą rządu i przez nadużycia, pustoszony przez zdzierstwa, niesprawiedliwości i gwałty, niszczał widocznie, znosił on przemoc jak się przemoc znosi, ze wstrętem i ze wzgardą, a naraz władza, która go gnębiła, nie chce wchodzić z jakich powodów, zapragnęła pozorów cywilizacji. Ustroiła państwo w dekoracje konstytucyjne, nadała obszerne swobody duchowe, ale wolności materjalnych na włos nie przyczyniła, jak gdyby chciała zostawić nam duszę, a odebrać ciało. Zdaleka mogło się zdawać, że wszystko co się działo, działo się za przyzwoleniem narodów, ale miejscowi oczarowani błyskotliwem słowem konstytucja, zawiedli się boleśnie w swoich oczekiwaniach, bo tylko przykrości i ciężary konstytucyjne stały się ich udziałem. Brak dobrobytu materjalnego zapierał im oddech, sprawiał cierpienia, nie dozwalał korzystać ze swobód. W nowej konstytucji stara biurokracja bujała przednio, poczuwając się po staremu za coś oddzielnego a nawet lepszego od ludu, którym rządziła. Chciała ona z narodowości wyrobić równoważnik, skoczka, coś na wzór Wigów i Torysów w Anglji, aby w ten sposób rządzić po angielsku. Prowincje, dzięki przezorności przedkonstytucyjnego absolutyzmu były dość usposobione do takiej huśtawki, tutaj Polacy i Rusini, ówdzie Niemcy i Czesi. Ci którzy nam radzą mniej dbać o teraźniejszość, poprzestać na lada czem, oddawać prawa, które się nam sprawiedliwie jako prowincji austrjackiej dzisiaj już należą, za pojutrzejsze nadzieje bo Austrja Polskę wskrzesi – ci podsycają gorączkowe wyczekiwania, odejmują możność i ochotę zamierzeń organicznych, otwierają widoki separatystyczne.

Zabór Rosyjski.

Ukaz cara Aleksandra II z dn. 17 lutego (2 marca) 1864 r.

(Sbornik uzakonenij i prawitelstwiennych razporjażenij po krjestjanskomu diełu w gub.carstwa polskowo. Petersburg 1879)

Wezwawszy Boga na pomoc postawiliśmy i postanawiamy:

1. Ziemie pozostające w użytkowaniu włościan (tj. włościańskie działy zagrodowe) w majątkach prywatnych, majoratowych i państwowych staja się zupełną własnością używających je włościan.
2. Z dnia 3 (15) kwietnia 1864 r. uwalnia się włościan na zawsze od wszystkich bez wyjątku powinności, do których byli zobowiązani na rzecz właścicieli ziemskich, a mianowicie od pańszczyzny, okupu w pieniądzach, czynszu, danin w naturze itp. Wszelkie żądania odrobienia zaległości po zniesieniu powinności wstrzymuje się i nie można ich wznawiać. Na przyszłość włościanie są obowiązani do kasy rządowej za przypadającą im na własność ziemię podatek gruntowy ustanowiony obecnym ukazem.
3. Właściciele majątków otrzymają od rządu wynagrodzenie za uwolnienie włościan od obowiązków pańszczyźnianych. Rozmiar, rodzaj i sposób tego wynagrodzenia określa się w ukazie o komisji likwidacyjnej (nosi on tę sama datę, co przytoczony wyżej ukaz i stanowi właściwie jego trzecią część i tak II – o ustroju gminy, III – o komisji likwidacyjnej, IV – o sposobie i następstwie wprowadzenia tych reform). Prócz tego na wszystkich właścicieli majątków, w których na podstawie niniejszego ukazu włościanie otrzymują ziemię na własność, nakłada się obowiązek czynić włościanom na wypadkach nadzwyczajnych klęsk, ułatwienie i zaopatrywać ich na kredyt w bydło robocze, narzędzia i ziarno do siewu.
11. Włościanie także i po przejściu w posiadanie należnych im siedzib zachowują prawo do tych wygód (serwitutów), z których korzystali na zasadzie tabeli prestacyjnych, kontraktów, umów słownych, jakoteż na zasadzie zwyczaju, a mianowicie: prawo otrzymywania drzewa budulcowego, drwa, zbierania chrustu i łomu, a także liści na podściółkę, prawo pasienia w lasach pańskich i na dworskich czy folwarcznych gruntach.

Ukaz o komisji likwidacyjnej.

Ukazem w dniu dzisiejszym przez Nas podpisanym zatwierdziliśmy w celu ostatecznej organizacji włościan prawo zupełnej własności tej ziemi, z której do dziś dnia korzystają i uwolniliśmy ich od wszelkiej powinności względem dziedziców.

Przytem, dla ubezpieczenia i słusznego wynagrodzenia właścicieli ziemskich za grunta, które przeszły w posiadanie chłopów, uważaliśmy za właściwe natychmiast wskazać te zasady, według których po oszacowaniu zniesionych powinności włościańskich, właściciele ziemscy mają być wynagrodzeni z kasy państwa osobnemi listami kredytowemi.

Od samych właścicieli ziemskich będzie zależeć przyspieszenie wydania im wspomnianego wynagrodzenia i utrwalenie wartość tegoż. Cel ten może być niewątpliwie osiągnięty, jeżeli oni sami korzystając z ciężkiego doświadczenia poprzednich lat, skierują swe usiłowania ku uspokojeniu umysłów i powstrzymania zaburzeń, niepozwalających na ustalenie się kredytu, nie tylko państwowego, ale także prywatnego. W tym wypadku rozsądne współdziałanie z zamierzeniami rządu przyniesie największe korzyści samym właścicielom ziemskim, bo przygotuje grunt dla szybkiego rozwoju materjalnego, dobrobytu kraju i przyspieszy uleczenie ran, tak boleśnie zadanych mu przez bunt.

21. Dla uniknięcie nierównomierności przy ustanowieniu sumy (na podstawie §§ 18 i 20) wynagrodzenia, które mógłby otrzymać właściciel za ziemię będącą w użytkowaniu włościan, przy dokładnem określeniu ich powinności według ilości i gatunku tej ziemi, postanawia się, że podlegająca wynagrodzeniu powinność nie może w żadnym wypadku, biorąc pod uwagę każdy morg ziemi przychodzącej na własność włościan, przewyższać następujących norm przyjętych dla czterech klas, na które podzielono Królestwo polskie, a mianowicie: I klasa 1,20 rubla z morga, II klasa 1,20 rb., III klasa 1,00 rb., IV klasa 0,90 rb.


Akt katedralnego duchowieństwa chełmskiego.

(Ks. J. P. Bojarski, „Ostatnie chwile Unji, Lwów 1878)

Dla zniszczenia Unji w Chełmszczyźnie i ułatwienia rusyfikacji kraju rząd rosyjski znalazł narzędzie w osobie ks. M. Popiela, unity – renegata z Galicji, którego dziełem jest akt poniższy:

Po dojrzałym rozważeniu wszystkich okoliczności i zważywszy, że dalsze prze bywanie w Unji, zatem w podległości papieżowi rzymskiemu, może być dla złych ludzi powodem do tego, aby w imię katolicyzmu i w jego interesach sprawiać rozterki między nami i naszymi parafianami i budzić wątpliwość o czystości i prawości naszych czynów, a również podniecając nas i naszych wiernych przeciwko rozporządzeniom i postanowieniom rządu, a nawet przeciwko Najjaśniejszemu monarsze, który zlał dobrodziejstwa na nasz lud i nas, pokornych sług ołtarza Bożego, stawia nas w niemożności spełniania swych obowiązków odpowiednio naszemu stanowi, do którego powołani jesteśmy według nauki Odkupiciela i Pojednawcy, Pana naszego Jezusa Chrystusa, którą jest miłość, sprawiedliwość i pokój w duchu świętym.

Nam, głęboko przekonanym o prawdach prawosławia, którzy poznaliśmy przez wiekowe doświadczenie klęski obcego panowania i podległości Rzymowi, nie pozostaje nic więcej, jak tylko pragnąć, abyśmy przez zupełne przywrócenie poprzedniej jedności z Kościołem prawosławnym, my i nasi wierni, mogli znaleźć tę spokojność i duchowe krzewienie się, jakiego byliśmy pozbawieni do obecnej chwili, oraz, aby wszystkie ustawy naszego prawosławnego Kościoła rosyjskiego i cały starożytny porządek kościelnego odprawiania nabożeństwa był utrwalony teraz i na przyszłość dla całej greckounickiej ludności kraju tutejszego.

Dlatego w gorących i serdecznych modlitwach wezwawszy na pomoc łaskę i Pana Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, który jest sam prawdziwym, nieomylnym, głową, (Ephes I, 22 oraz V. 23. Kolos. I. 18) jedynego, prawdziwego wspólnego Kościoła i wszechwładnego Świętego Ducha, postanowiliśmy stanowczo i bezmiennie:

  1. Uznać na nowo jedność naszego Kościoła z prawosławnym, katolickim, wschodnim Kościołem i dlatego przebywać odtąd łącznie z powierzonymi nam wiernymi w jednej wierze z świętymi wschodnimi prawosławnymi partjarchami i w podległości najświętobliwszemu prawosławnemu synodowi wszechrosyjskiemu.
  2. Najpoddaniej prosić Najpobożnieszego, Najjaśniejszego Pana naszego o przyjęcie niniejszego zamiaru naszego pod swoją Najdostojniejszą opiekę i pomaganie w jego pełnieniu, dla pokoju i zbawienia dusz najważniejszem swojem uznaniem i monarszą wolą, abyśmy i my pod dobroczynnym jego berłem z całym ludem ruskim jednemi ustami chwalili Boga, w Trójcy jedynego, według starożytnego obrządku apostolskiego, według przepisów świętych soborów powszechnych i według tradycji wielkich Ojców świętych i nauczycieli prawosławnego Kościoła katolickiego.

Na dowód czego my wszyscy, zarządzający diecezja chełmską, duchowieństwo katedralne i członkowie konsystorza duchownego niniejszy akt wspólny stwierdzamy własnoręcznymi podpisami, a na dowód ogólnej na to zgody, dołączamy własnoręczne deklaracje duchowieństwa parafialnego.

Pisano w mieście Chełmie, roku od wcielenia się Boga Słowa tysiąc osiemset siedemdziesiątego piątego, lutego dnia 18–tego.

Podpisani: Marceli Popiel, Józef Wójcicki, Hipolit Krynicki, Jan Hoszowski, Makary Chojnacki, Ignacy Chojnacki, Michał Dobriański, Ambroży Sietnicki, Jan Makar, Emiljan Barwiński.


Polityczny program pozytywizmu warszawskiego.

Aleksander Świętochowski - Wskazania polityczne.

(„Ognisko” – książka zbiorowa wydana dla uczczenia T.T. Jeża Warszawa 1882 str. 49 – 54)

W Królestwie Kongresowym zaczyna się rozwijać przed rokiem 1870 tzw. później „pozytywizm warszawski”, którego organem jest początkowo „Przegląd Tygodniowy”, „Niwa” , a wreszcie „Prawda”. Głównym szermierzem nowego kierunku jest Aleksander Świętochowski.

Jeżeli - pominąwszy świadome lub nieświadome łudzenie ogółu bajkami o zaklętej królewnie, która wkrótce ma się ze snu pozornej śmierci obudzić i złamać czarnoksięską moc swych prześladowców – zbadamy rozważne i przymieszek fantastycznych oczyszczone wskazówki polityczne dla naszego społeczeństwa, to w nieobfitym ich splocie dostrzeżemy jedną nić wspólną, która się przez nie przewija, mianowicie zasadę odradzania się przez rozwój cywilizacyjny przy stanowczym rozbracie z tradycją porywów zbrojnych. Jak daleko idea ta jest szeroko odczutym wynikiem naszych doświadczeń, przekonywa jej współczesne ukazanie się na sztandarach obozów wprost sobie przeciwnych. Stronnictwo ultramontańskie, arystokratyczne, przesiąkłe wyrafinowanym legitymizmem, tzw. stańczycy galicyjscy połączyli się w tym godle z żywiołem wolnomyślnym i demokratycznym naszego społeczeństwa. Zachodzi między temi odłamami szereg głębokich różnic w pojmowaniu owej reguły politycznej, niemniej jest ona formalnie w obu jednaką.

Gdyby dla społeczeństwa urzeczywistniły się już te warunki istnienia, o których marzy w daleką przyszłość biegnąca myśl ludzka, gdyby one już mogły złożyć ten rynsztunek wojenny, którym się wzajemnie dotąd przeciw sobie ubezpieczają, gdyby zdołały bez obawy o życie rozwijać swe siły materjalne i duchowe oraz zadawalać swe potrzeby, z liberalnego stanowiska sama utrata instytucyj politycznych nie wydawałyby się nam wcale niedolą. Szczęście bowiem ogółu, według nas nie jest bezwzględnie zależne od jego siły i samodzielności politycznej, lecz od możliwości uczestniczenia w cywilizacji powszechnej i posuwania własnej. Znamy wszyscy narody całkiem niepodległe, a jednakże półmartwe, w postępie cofnięte i bynajmniej nie wiodące żywota pomyślnego. Jeżeli przed oczyma naszemi świeci jakiś wyczekiwany a dotąd nie spełniony ideał społeczeństwa, nie jest on groźnym, zakutym z zbroję państwem, lecz systematem stosunków, dozwalającym wszystkim jednostkom rozwijać się naturalnie, pracować spokojnie, ujawniać swe pragnienia wielostronnie. Bo czegóż żąda z nas każdy, wzięty w odosobnieniu? Czy własnych żołnierzy, bitew, zwycięstw, zaborów, parlamentów, posłów, ministrów, słowem aparatu politycznego? Nie, każdy marzy o tem tylko, ażeby mógł żyć szczęśliwie, z prawami swej osobistej i zbiorowej natury zgodnie. Ów więc aparat sam przez się olśnić zdolny jedynie umysły, za błyskotliwymi pozorami goniące, i doprawdy dawnoby się społeczeństwa nie ubiegały się o niego, gdyby on im w walce o byt jako tarcza nie służył. Jest to fatalną właściwością obecnego ustroju Europy, że on stosunki międzynarodowe oparł wyłącznie na potędze fizycznej i dla ludów słabszych nie wytwarza często warunków bezpiecznego istnienia. Państwa przedstawiają obraz pędzących ku sobie po jednej, linji pociągów, które maszyniści wstrzymują hamulcami, nie zapobiegają się jednak ich spotkaniu i rozbiciu. Czy dziwno, że siedzący w wagonach tęsknią do własnej kolei i zrzekliby się jej, gdyby nie potrzebowali odbywać niebezpiecznych podróży? Jeżeli więc społeczeństwa drobne, oprawy politycznej pozbawione, żałują lub pożądają jej jest to raczej wynikiem ich chęci ocalenia życia wewnętrznego, niż zyskania mocy zewnętrznej. Osłońmy dostatecznie to życie, a rojenia polityczne z niego ustąpią. Nam – jak rzekliśmy – rozwiała je konieczność. Los zamknął wszystkie nasze życzenia i nadzieje w pracy cywilizacyjnej. Czy w tym zakresie skazani jesteśmy na powolne wymarcie, czy tez możemy utrzymać się i przynajmniej w pewnym stopniu rozwinąć przyrodzone siły? Wybieramy przypuszczenie ostatnie. Mimo całej przewagi czynników fizycznych, walka społeczeństw o byt nie jest tylko szeregiem starć orężnych, lecz także łańcuchem zapasów duchowych, do których zawsze należy ostateczne zwycięstwo. Widzimy rzeczywiście w Europie państewka samodzielne, cywilizacyjnie prawie nieważkie, które zrodził zbieg przyjaznych okoliczności, ale ten sam przypadek, ten sam kaprys lub fortel dyplomatyczny, który je stworzył, równie łatwo zniszczyć może. Nawet w rachunku politycznym liczą się tylko narody oświecone. Winniśmy zatem nie tylko krzepić się, kształcić rozum, wyrabiać dzielny charakter i pielęgnować czyste uczucie miłości do kraju, ale także, na ile zawisłość naszej pracy zbiorowej od jej warunków pozwala, oddychać ciągle świeżym powietrzem postępu ogólnej myśli ludzkiej, odrodzoną przezeń krwią zasilać własny organizm i wytężać całą jego energję twórczą. Dotychczas ufamy zazwyczaj atmosferze zużytej, odżywczych pierwiastków pozbawionej, dlatego serce nasze drga zbyt wolno, a umysł porusza się zbyt ciężko. Trzeba przebić więcej okien do Europy i dozwolić jej prądom, ażeby przewiały nasza duszną chatę. Nie w niej tylko zdrowie, a poza nią zaraza. Prawda, żeśmy się w niej urodzili, wychowali, doznali radości i smutku, szczęścia i rozpaczy, złożyliśmy skarby cywilizacji rodzimej. Prawda, że ona nam przez te pamiątki droga, ależ nie duśmy się dobrowolnie, jeśli żyć chcemy. Jak i ludy pierwotne odstraszają krzykami zaćmienie słońca, tak my nieraz odpędzamy nowe idee, które nam zakrywają blask tradycji, lub jak dzieci, dla rozjaśnienia mroku naszej chaty, rozkładamy po katach świecące próchno. Ze źródeł czystej, żadnymi przesą-dami nie zmąconej wiedzy pijemy niechętnie i przenosimy nad nie swojskie bagienka pod stopniami kapliczek. Owszem, nie gardźmy żadną, nawet najbardziej zamuloną krynica swojską, ale każdą wyszlamujmy. Trud ten śród gradu zarzutów podjęło właśnie stronnictwo postępowe, które już dziś dostrzega liczne owoce swych usiłowań. Zapewne nie ono samo pracuje dla dobra ogółu, ale nie będzie to w jego imieniu samą przechwałką, gdy powiemy, że one wlało masę energji w społeczeństwo, przeszczepiło doń z Europy wiele idej nowych, zobojętniło szerokie koła na niszczącą epidemję klerykalną i przyspieszyło ich umysłowe wyzwolenie. Jego też działalność jest w posiewie lat ostatnich ziarnem przyszłości.

Należy do niej również warstwa społeczna, na której ono oparło główne nadzieje szczęścia ogółu – lud. Ta ciemna dotąd, nieświadoma masa coraz bardziej występuje w życiu naszym jako potężny czynnik rozwoju narodowego. Byłoby dziecinną przesadą twierdzenie, że postępowcy nasi są jej przedstawicielami, ale to pewna, że są obrońcami jej interesów. Związek ten nie jest wcale przymierzem sztucznym. Myśl swobodna musi być wszędzie demokratyczną, bo przywileje zastępuje równouprawnieniem, szlachectwo – zasługą, a zbytek – pracą. Nadto społeczeństwo nasze, które historję swoją przeżyło jednostronnie, w uprzywilejowaniu jednej klasy, które z emancypacją innych spóźniło się znacznie, zawiera w swych stosunkach wiele anachronizmów, a w pojęciach wiele przesądów. Jego nastrój pozostał dotąd szlacheckim, wymagającym panowania dla jednych, a poddaństwa od drugich. Pomijając przedawnioną już słuszność i ważność podobnego rozdziału, zauważyć winniśmy, że on zubożyłby siły istniejące i nie wytworzył nowych. Naprzód jesteśmy narodem małym, każdy więc ubezwładniony lub nierozwinięty czynnik jest w walce o byt stratą dotkliwą. Powtóre, gdybyśmy nawet te klasy, które zmonopolizowały dla siebie prawa obywatelskie w przeszłości, uwolnili od winy zgubienia kraju, to jeszcze wyznać musimy, że one same w teraźniejszości nie podołają zadaniu dźwignienia narodu. Szlachta polska wypowiedziała już ostatecznie swoje słowo, nie wypowiedział go tylko lud. Mamy nadzieję, że gdy on wzmoże się w dobrobyt i podniesie w oświacie, wywrze głęboki i dodatni wpływ na przyszłość kraju. Z tej rudy stronnictwo postępowe u nas spodziewa się wytopić najwięcej szlachetnego kruszcu.

Jeżeli nas już nie nęcą wawrzyny Chrobrych i Batorych, nie znaczy to wcale, ażebyśmy skazani byli tylko na obronę własnego gniazda i powstrzymani zupełnie w ruchu poza jego granicami. Każdy naród, który nie zamiera, lecz żyje i postępuje, musi być zaborczym – jeśli nie orężnie, to cywilizacyjnie. Dalecy jesteśmy od zamiaru apoteozy naszego losu, winniśmy jednak wskazać pomyślną stronę jego przeznaczeń. Mianowicie otworzył on przed nami szerokie pole podbojów przemysłowo – handlowych, którego dotąd nie opanowaliśmy dostatecznie i na którem odnieść możemy pewniejsze zwycięstwa, niż te, w których dotąd pokładaliśmy całą naszą ufność. Nie oczekujmy niczego od przewrotów politycznych, wojen, traktatów, przemiennych łask obcych, lecz zawierzmy tylko własnej żywotności. Zajmujmy wszystkie stanowiska opróżnione, wciskajmy się we wszystkie szczeliny, puszczajmy korzenie wszędzie, gdzie grunt podatny ku temu się znajdzie. Klęknąć przy grobie i płakać lub bronić, żeby go nie rozkopała jakaś hiena – dobre to jako, wylew rozpaczy, ale nie jako objaw energji. Obstawmy ten grób kolebkami nowego życia, zakreślajmy ich promieniami coraz szersze koła wpływu, rozpościerajmy swoją cywilizację szeroko – oto program działań rozumnych i skutecznych, tembardziej, że państwo, w którego skład weszliśmy otwiera im w wielu kierunkach szerokie ujścia. Takie są, według nas, główne wskazania polityczne dzisiejszej doby, które tu mogliśmy ledwie zaznaczyć, pozostawiając ich dopełnienie domyślności uważnego czytelnika. Zawierają się one w następujących wnioskach: marzenia o odzyskaniu samoistności zewnętrznej ustąpić dziś winny staraniom o samodzielność wewnętrzną. Samodzielność ta zaś może być tylko wynikiem wzmocnienia sił umysłowych i materjalnych, wszechstronnego rozwoju narodowego, skojarzonego z postępem ogólnym, oraz demokratyzacji społeczeństwa, powołującem do działania w niem pierwiastki nierozbudzone i niedojrzałe. Taka moc, takie ustawiczne natężenie energji, taki ruch postępowy jedynie może utrzymać żywotność narodu i zapewnić mu rozrost.


Przemiany społeczno – gospodarcze.

(P. Chmielowski: Zarys literatury polskiej z ostatnich lat dwudziestu. Warszawa 1886)

Nastąpił tu wielki przewrót w stosunkach ekonomicznych i społecznych. Reforma, która w innych krajach Europy dokonała się od dawna, a nawet w innych częściach Rzpltej również od lat dwudziestu uskuteczniona została, dla Królestwa w tej dopiero urzeczywistniła się chwili. W teorji, będąca życzeniom ludzi postępowych już od wieku niemal, wielokrotnie roztrząsana i rozwijana, dopiero wtedy znalazła swój wyraz praktyczny, jak ostatnia prawie weszła Polska w koło narodów europejskich za pośrednictwem religji, tak na ostatku w przeważnej swej części pozbyła się resztek średniowiecznego ustroju społecznego. Chłop został nie tylko człowiekiem wolnym, nie tylko właścicielem, ale i obywatelem kraju.

Reforma ta, która pod względem społecznym ostatecznie upodobniła nasze stosunki z stosunkami europejskiemi mina nowej podstawie gmach przyszłości narodowej osadziła, wywołała bezpośrednio przewrót ekonomiczny, najprędzej uczuć się dający. Stare pańszczyźniane gospodarstwo na znacznej przestrzeni kraju musiało ustąpić miejsca parobczanemu, co zmuszało dawnych właścicieli, w wygodnym zazwyczaj farniente pogrążonych, do wyłożenia pracy osobistej, do oszczędności i oględności pewnej pod groźbą wywłaszczenia. Obok racjonalniejszego chodzenia około roli, trzeba było uznać znaczenie i potęgę przemysłu o kapitału. Nie można było gardzić jednym, lekceważyć drugiego. Należało się pozbyć co raz prędzej przesądów szlacheckich, o swojej wyższości i dostojeństwie, lecz jąć się pracy oburącz, a z łokciem i wagą pogodzić się. Uszanować w nich przedstawicielstwo podobnejże pracy, która miała odtąd zastąpić pergaminowy czy papierowy przywilej.

Przemysł, który szybszy i bogatszy swój rozwój w kraju datuje od roku 1850, tj. od czasu zniesienia granicy celnej między Cesarstwem a Królestwem, znalazłszy otwarty rynek na Wschód, wzmagał się z każdym rokiem („Wartość całej produkcji przemysłowej w kraju z 11 mil, rub., w 1850 r, podniosła się do 32 mil. rub. w 1869; w roku 1866 wynosiła 53 mil. rub., a w roku 1870 już 64 mil. rub. przy 64 tyś. robotników. Pomiędzy rokiem 1875, a 1893 zaszło również powiększenie wartości produkcji przeszło dwukrotnie: ze 105 mil. rub. do 230 mil. rub. i wzrost liczby robotników z 95 tyś do 153 tyś, jednocześnie zaś siła maszyn wzrosła z 14.500 do 90.000 koni parowych, czyli o przeszło 6 razy” z St. Koszutski: „Rozwój ekonomiczny Królestwa Polskiego w ostatnim trzydziestoleciu 1870 – 1900” Warszawa 1905), zwłaszcza gdy komunikacja kolejowa większą siecią dróg ziemię naszą pokrywać zaczęła. Do jedynej dawniej istniejącej kolei, przybywa w Królestwie w tym przeciągu czasu pięć innych. Sprawiają one, że Warszawa staje się nader ważnym punktem, stanowiącym najdogodniejszy łącznik handlu zachodniego ze wschodnim. Wprawdzie przemysł nasz w znacznej części znajduje się w ręku Niemców, którzy niejednokrotnie wcale po polsku nie umieją, wpływ jego przecież na kraj nie umniejsza się przez to, a jeżeli jeszcze niezbyt liczne wywołuje spółzawodnictwo ze strony krajowców, to obudza przynajmniej świadomość jego potrzeby.


Zabór Pruski.

Polityka Bismarcka wobec Polaków.

Z mowy Bismarcka w parlamencie niemieckim dnia 1 kwietnia 1871.

(Bismarck Reden, herausgeg. v. Ph. Stein, Leipzig. tom V)

Wy, moi panowie, nie jesteście wcale narodem i nie reprezentujecie żadnego narodu, nie macie też za sobą narodu tylko wasze fikcje i złudzenia i nic więcej. Do nich między innymi należy ta, że zostaliście wybrani przez lud polski po to, abyście bronili narodowości polskiej. Wiem coś o tem, na co was wybrano, i już przy innych sposobnościach to wam wyłożyłem, a teraz mogę wam dodać bliższe szczegóły. Wyście zostali wybrani na to, abyście bronili interesów kościoła katolickiego i jeżeli to robicie, gdy chodzi właśnie o nie, to spełniacie wasz obowiązek wobec wyborców, bo na to was wybrano, do tego macie pełne prawo, ale reprezentować naród polski lub polską narodowość to na to nie macie żadnego mandatu. Takiego mandatu nie dałby wam żaden człowiek, a już najmniej lud w Wielkiem Księstwie Poznańskiem i w Prusach zachodnich. Nie podziela on wiary w te fikcje, których wy bronicie, a mianowicie, że polskie panowanie było dobre, albo raczej jak określił to mój przedmówca, nie takie złe. Z całą bezstronnością i poczuciem sprawiedliwości, mogę was zapewnić, że było bardzo złe i dlatego już nigdy nie wróci.


Z mowy Bismarcka w parlamencie dnia 3 grudnia 1884 r.

(Bismarcks Reden, t. X)

Było to (w roku 1873) w czasie najsurowszego stosowania praw majowych, z ich konsekwencjami, których, o ile o mnie chodzi nigdy nie pochwalałem, bo zostałem, wciągnięty do tej walki tylko z powodu Polaków.

Dano mi mianowicie przekonywujące dowody, że pod kierunkiem duchowieństwa, szczególnie w Prusach zachodnich, ale także na Śląsku dokonywa się polonizacja i to z takim skutkiem, że w Prusach zachodnich wnukowie niewątpliwych Niemców niemieckiego pochodzenia, o niemieckich nazwiskach, nie wiedzieli o tem, że są Niemcami i uważali się za Polaków. Miałem wrażenie, że cała ta polonizacyjna działalność duchowieństwa wychodzi z Berlina, z ówczesnego wydziału katolickiego, który był pod wpływem katolickich magnatów. Ponieważ nie można było zniszczyć polonizacji bez wyrwania korzenia, wydziału katolickiego postawiłem wniosek, żądający zniesienia go i dopiero w ten sposób zostałem wciągnięty do walki, która zaraz w początkach roku 1873 toczyła się zresztą zupełnie bez mego udziału.


Rozporządzenie prezesa rejencji poznańskiej z dnia 27 października 1873r.

(Buzek: Historja polityki rządy pruskiego wobec Polaków. Lwów 1909)

I. Język niemiecki jest językiem wykładowym we wszystkich przedmiotach nauki z wyjątkiem religji i śpiewu kościelnego. Języka polskiego wolno używać tylko posiłkowo o tyle, o ile to jest niezbędne dla zrozumienia przedmiotów nauki.
II. Nauki religji i śpiewu kościelnego udzielać się będzie dzieciom polskiej narodowości w języku ojczystym. Jeżeli jednak dzieci polskie w znajomości języka niemieckiego tak dalece postąpiły, iż można osiągnąć dobre zrozumienie nauki udzielanej w języku niemieckim, wtenczas należy ze zezwolenie rejencji zaprowadzić język niemiecki jako wykładowy na drugim i trzecim, stopniu nauki także w tych przedmiotach.
IV. Język polski pozostaje obowiązkowym przedmiotem nauki dla dzieci polskich w przypadkach nadających się do tego, może jednak rejencja postanowić odwrotnie. Dzieci niemieckie mogą brać udział w nauce języka polskiego tylko za zezwoleniem okręgowego inspektora szkolnego.