51 - Polska w dobie wielkiej emigracji

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 51

Kraków 1923 rok

Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
dr Józef Frejlich
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego


Spis treści

Emigracja polska we Francji.

Wezwanie Komitetu Narodowego Polskiego do pozostania na tułactwie.

(Całoroczne trudy Komitetu Narodowego Polskiego. Paryż 1831-1833).
Paryż, d. 25 grudnia 1831 r.

Wojownicy! Rodacy! Jeszcze raz los rzucił ojczyznę naszą pod stopy zaciętego jej wroga. Jeszcze raz bracia nasi karki swoje giąć muszą przed władcą niewolników, przed mordercą naszych swobód. Raz jeszcze na dłoni wolnego człowieka, żelazo despoty wygniecie znamię poddaństwa. Jeszcze raz zbrodnia będzie nazywać siebie Polakiem.

Taki los zgotowała nam niedołężność lub zdrada! Niedołężność lub zdrada! Bo gdzież kiedy triumfem broni nieprzyjaciel nasz chełpić się może? Któreż pole świadkiem było wyższości ich męstwa, gdzież kiedy Polak pierzchnął przed Moskalem?

A jednak upadliśmy! Bo wasi przewodnicy nie wzbudzili w sobie tak jak wy wiary w zmartwychwstanie ojczyzny, bo zamiast przekonania we własnych siłach, zamiast ufności po tylu zwycięstwach albo się na pośrednictwo obce oglądali, albo was z wrogiem, wbrew woli narodu, pogodzić chcieli. Ręce nasze skrępowała zwłoka, bo kiedy nieprzyjaciel w przestrachu zupełnego zniszczenia przed naszą uciekał pogonią, ocaliła go nieczynność nakazana i ten, którego ramię wasze zagnałoby za brzegi Dniepru, nad brzegami Wisły pozostał.

Później, jakby na ostudzenie tego ognia, co was do boju zapalał, pozwolono mu spokojnie przebyć Wisłę, rozlać się po kraju i kiedyście chcieli z nim na otwartym zmierzyć się polu, jakby na szyderstwo waszego męstwa, kazano wam za wałami się bronić. Wówczas najbrudniejsza zdrada chwyta dogodną chwilę i rozdziela wasze siły. Choć rozdzielone są jeszcze straszne, zdrada dokończa dzieło spłodzone w ciemnościach piekła i, szydząc z najświętszych uczuć, was, ludzi wolnych, w kajdany oblec i w ręce oprawców wydać pragnie.

Zadrżały serca wasze przed obrazem tej okropności. Jak to! Sromota na czole Polaka! Nie! Można mu stargać najświętsze jego węzły, można krew jego roztoczyć, ale go hańbą zmazać nie można.

Przenieśliście wygnanie nad sromotę, poszliście żyć na obcej ziemi, bo tam, gdzie wasi ojcowie wolnem tchnęli powietrzem, wy byście niewolnikami byli. Wzrok wasz za każdym krokiem spotykałby panów szydzących z waszej męczarni.

I te ziemie tyran Polaków kazałby wam ojczyzną nazywać, kazałby całować ręce, krwią waszych braci zmazane, a siebie zwałby wybawcą od anarchii, demagogów, buntowników.

Nie ma ojczyzny, gdzie niema wolności. Słońce nie świeci dla niewolnika, ziemia się dla niego w zieloność nie stroi, pokarm, który pożywa w truciznę się zmienia. Przed tym pokarmem uszliście bracia! Czarny kawał chleba, woda ze strugi czerpana, prędzej się w życiodawcze zamieniają soki, kiedy je łzami cierpienia na widok hańby oblewać nie trzeba.

Lecz odetchnijmy pod ciężarem tych wspomnień, rozjaśnijmy widownią przyszłości i myśli nasze ku błogiej podnieśmy nadziei. Czy słyszeliście ludów Europy i Ameryki błagalne za naszą sprawę modły? Czy słyszycie dziś jeszcze błagalne dla was pienia? Wszędzie brzmi dla was głos czci i podziwu, wszędzie się gościnne przed Polakiem otwierają progi, bo szlachetne jest jego tułactwo. I w tym tułactwie wytrwajmy niech tą ostatnią próbą męstwa naszego będzie.

Narodów wytępić nie można. I my nie zginęliśmy! Nie zginął nasz język, obyczaje, religia. Nie zginęła pamiątka naszej wielkości, pamiątka władztwa polskiego, nad tymi, co dziś naszą przygnietli ojczyznę. Jeszcze rdza nie stoczyła polskiego żelaza, jeszcze koń polski zarży pod ulubionym wojownika ciężarem, pod dzidą ułana i krakusa. Jeszcze i dla nas zaświeci gwiazda wolności. Powrót mściwego losu nie jest daleki.

Nie wracajcie więc jak służalcy tam, gdzie jak zwycięscy wkroczyć możecie. Nie wracajcie na ziemię zbrudzoną stopami Baszkira. Niech dłoń, wolnego Polaka nie uściśnie dłoni służalca despoty. Bo przyjdzie ta chwila, w której głos trąby powoła was na ojczyste niwy. Tam otworzą się, groby poległych braci naszych, a z ich kości wynijdą mściciele. Pójdziemy wywołać ich cienie, lecz z orężem w dłoni, bo inaczej wzrok ich nie zniósłby sromu naszego, a jęki ich oskarżałyby przed niebem braci, co nikczemnością swoją spokojność ich grobową wzruszyli.

Polska, Polska Jagiellonów, niepodległa, wolna, lub wieczna śmierć! Oto jest hasło nasze!

Prezes: Joachim Lelewel.
Członkowie: Walenty Zwierkowski, Leonard Chodźko, Roman Sołtyk, Tadeusz Krepowiecki, Antoni Przeciszewski, Karol Kraitsir, Antoni Hłuszniewicz, Adam Gurowski
Sekretarz: Walerian Pietkiewicz.


Rządy Mikołaja I w Królestwie Polskim.

Manifest Mikołaja I - nadanie Statutu Organicznego Królestwa Polskiego.

(Dziennik Praw Królestwa Polskiego. Warszawa 1832).
S. Petersburg, dnia 14/26 lutego 1832 r.

Królestwo Polskie zwycięskim orężem Rosji w roku jeszcze 1815 zdobyte, otrzymało wówczas od Wspaniałomyślności Najjaśniejszego poprzednika Naszego, w Bogu spoczywającego Cesarza Aleksandra, nie tylko przywrócenie bytu narodowego, lecz i osobne prawa, skreślone w Ustawie Konstytucyjnej. Przepisy te nie mogły zaspokoić odwiecznych nieprzyjaciół wszelkiego porządku i prawej władzy. Oni, trwając w przestępnych swych zamiarach, nie przestawali marzyc o rozdwojeniu Narodów Berłu Naszemu podwładnych i zuchwale poważyli się użyć na złe dobrodziejstw Wskrzesiciela ich Ojczyzny, obracając na obalenie wielkiego dzieła Jego, nadane im prawa i swobody, którymi byli obdarzeni jedynie z potężnej jego woli. Rozlew krwi był skutkiem takowych zamiarów. Spokojność i szczęśliwość, których słodyczy Królestwo Polskie w najwyższym dotąd stopniu używało, znikły pośród wojny domowej i powszechnego spustoszenia. Wszystkie te klęski już minęły. Królestwo Polskie na nowo Berłu Naszemu przywrócone, odzyska spokojność i zakwitnie wśród ustalonego w nim pokoju, pod opieką czuwającego Rządu. Z tym wszystkim, My w ojcowskiej naszej troskliwości o dobro wiernych Naszych Poddanych, za najświętszy poczytujemy sobie obowiązek, zapobiec wcześnie wszelkimi, od Nas zależącymi środkami, powróceniu na przyszłość podobnych nieszczęść, jakie się wydarzyły, przez pozbawienie źle myślących tych sposobów, którymi oni, jak się dziś okazało, potrafili zaburzyć spokojność powszechną. Niemniej przy tym pragnąć, aby Poddani Nasi Królestwa Polskiego nie przestawali używać wszystkich pomyślności, jakie są potrzebne do uszczęśliwienia każdego z nich z osobna, i dla ogólnego dobra całego kraju, aby bezpieczeństwo osobiste i własność każdego, wolność sumienia i wszelkie miejscowe cywilne prawa i swobody były bez żadnego onych naruszenia zachowane. Aby Królestwo Polskie mając osobny, potrzebom jego odpowiedni Rząd, nie przestawało być połączoną częścią Cesarstwa Naszego, aby na koniec mieszkańcy tego kraju składali odtąd z Rosjanami zjednoczony, zgodnymi braterskimi uczuciami Naród. My, stosownie do tych zasad, przepisaliśmy i postanowiliśmy przez osobny w dniu dzisiejszym, najłaskawiej nadany Statut Organiczny wprowadzić w Nasze Królestwo Polskie nowy kształt i porządek Rządu.



Statut Organiczny Królestwa Polskiego[1]

(Dziennik Praw Królestwa Polskiego. Warszawa 1832).
S. Petersburg, d. 14/16 lutego 1832 r.

Przy ciągłym i usilnym staraniu Naszym o dobro Narodów, przez Najwyższą Opatrzność berłu Naszemu powierzonych, My ze szczególną uwaga roztrząsaliśmy zasady przyszłej Organizacji Królestwa Polskiego, i mając na względzie prawdziwe korzyści i stan tego kraju, oraz miejscowe potrzeby i zwyczaje mieszkańców, przy niezbędnej potrzebie ustalenia ich spokojności i dobrego bytu przez ściślejsze i niezachwiane połączenie z Państwem Rosyjskim, przepisaliśmy i Najłaskawiej nadaje-my Królestwu Polskiemu następne zasadnicze prawa:

Art. 1. Królestwo Polskie, przyłączone na zawsze do Państwa Rosyjskiego, stanowi nierozdzielną część tego Państwa. Ono będzie miało osobny, do potrzeb miejscowych zastosowany rząd. Niemniej swoje własne kodeksa: cywilny i kryminalny i wszystkie dotychczas istniejące po miastach i w gminach wiejskich, nadane im miejscowe prawa i ustawy, pozostają na dawniejszych swoich zasadach i w dawnej mocy.
Art. 2. Korona Królestwa Polskiego jest dziedziczna w Osobie Naszej i Naszych potomków Następców i sukcesorów, stosownie do porządku dla następstwa Tronu Cesarstwa Wszech Rosji przepisanego.
Art. 3. Koronacja Cesarzów Wszech Rosji Królów Polskich, zawiera się w jednym i tymże samym obrzędzie świętym, który będzie się odbywać w Mieście Stołecznym Moskwie, w obecności Deputatów Królestwa Polskiego, używanych do uczestnictwa w takowej uroczystości, razem z Deputatami innych części Cesarstwa.
Art. 5. Wolność wyznania religijnego gwarantuje się w zupełnej mocy każdemu, w szczególności, pod protekcja Rządu, zostawuje się wolność sprawowania religijnych obrządków publicznie i bez żadnej przeszkody, a różnica w nauczaniu rozmaitych wyznań chrześcijańskich, nie może być powodem do wyłączenia kogokolwiek od praw i przywilejów wszystkim mieszkańcom Królestwa nadanych. Osoby duchowne wszelkich wyznań, zostają w równym stopniu pod protekcją i dozorem Władz przez prawa ustanawianych. Wreszcie, religia rzymsko-katolicka, jako przez największą część Poddanych Naszych Królestwa Polskiego wyznawana, będzie zawsze szczególnym przedmiotem opieki i protekcji Rządu.
Art. 6. Fundusze, posiadane przez duchowieństwo. rzymsko-katolickie i grecko-unickie, uznają się za własność ogólną, nietykalną hierarchii kościelnej każdego z tych wyznań.
Art. 8. Wolność osobistą każdego zapewnia się i ochrania się mocą istniejących praw. Nikt nie może być aresztowany lub oddany pod sąd, jak tylko w przypadkach prawem przepisanych, ze ścisłym zachowaniem porządku w tym celu ustanowionego.
Art. 11. Prawo wszelkiej własności osób pojedynczych i stowarzyszonych, tak na powierzchni jak wewnątrz ziemi znajdującej się, uznaje się za święte i nietykalne, a to stosownie do ustaw istniejących.
Art. 12. Karę konfiskaty majątku stanowi się jedynie za wykroczenia stanu pierwszego rzędu, jak to będzie w szczególności oznaczane w osobnych przepisach.
Art. 13. Ogłaszanie myśli za pośrednictwem druku, ulegnie takiemu tylko ograniczeniu, jakie uznanym będzie za nie odbicie potrzebne do zapewnienia winnego uszanowania dla religii, nietykalności Władzy najwyższej, nieskazitelności obyczajów i osobistego honoru każdego. W tym celu będą przepisane osobne prawidła, oparte na zasadach, które służyły podstawą da przepisów, istniejących dziś w tej mierze w innych częściach Państwa Naszego.
Art. 14. Królestwo Polskie będzie miało w stosunku przyzwoitym uczestnictwa w ogólnych wydatkach na załatwienie potrzeb Imperium. Część podatków i dalszych poborów na ten cel od niego przynależnych, będzie oznaczona z najściślejsza proporcjonalnością przez osobne postanowienie.
Art. 16. Skarb Królestwa Polskiego równie jak i inne gałęzie Rządu, mają być zawiadywane oddzielnie od zarządów innych części Imperium.
Art. 17. Dług krajowy Królestwa Polskiego przez Nas uznany, będzie jak przedtem gwarantowany rękojmią Rządu i uiszczony z dochodów Królestwa.
Art. 18. Bank Królestwa Polskiego i egzystujące po dziś dzień kredytowe dla majątków nieruchomych ustawy, będą zostawały, jak dawniej pod opieką Rządu.
Art. 19. Porządek stosunków handlowych miedzy Cesarstwem Rosyjskim i Królestwem Polskim, będzie zawsze ustanawiany zgodnie ze wzajemnymi widokami prowincji, połączonych ogólnym krajowym dobrem, lecz mających osobne zarządy.
Art. 20. Wojsko Nasze w Imperium i Królestwie składa jedną całość bez rozróżnienia wojsk rosyjskich i polskich. My zostawujemy Sobie na przyszłość oznaczenie przez osobną ustawę, w jakiej proporcji i na jakim fundamencie Królestwo Polskie będzie miało uczestnictwo w ogólnym składzie tego Naszego wojska. Liczba wojska, mającego składać straż wewnętrzną Królestwa, będzie również przepisana osobną ustawą.
Art. 22. Główny Zarząd Królestwa Polskiego składa się na Radę Administracyjną, mającą rządzić w Imieniu Naszym pod prezydencja Namiestnika Królestwa.
Art. 32. Zostający przy osobie Naszej Minister Sekretarz Stanu Królestwa Polskiego, przedstawia Nam interesa, które odbierać będzie przez Namiestnika od Rady Administracyjnej i Rady Stanu. On także ogłasza Namiestnikowi Królestwa rozkazy Nasze cesarsko-królewskie.
Art. 33. Wszystkie sankcjonowane przez Nas prawa, rozkazy i ustawy, ściągające się do Królestwa Polskiego, będą kontrasygnowane przez Naszego Ministra Sekretarza Stanu tegoż Królestwa i mają być umieszczane w Dzienniku Praw.
Art. 34. Wszystkie interesa administracyjne i sądowe w Królestwie Polskim będą się odbywać w języku polskim.

Przypisy

  1. Statut Organiczny był wprowadzony w życie w pewnej drobnej tylko części formalnej. W krótkim stosunkowo czasie wszystkie główne urządzenia administracyjne, nadające Królestwu polskiemu charakter odrębny zmienione zostały na wzór rosyjski. I tak w 1837 województwa przekształcono na gubernię z rządami gubernialnymi i gubernatorami cywilnymi. W końcu 1839 r. otworzono w Warszawie okręg naukowy z kuratorem na czele, zależnym od Ministerium Oświaty w Petersburgu. W r. 1841 zniesiona została Rada Stanu. Jednocześnie wprowadzono pieniądz rosyjski. W roku 1845 zniesiono kodeks karny sejmowy z r. 1818, a zaprowadzono kodeks rosyjski.


Protestacja Komitetu Narodowego Polskiego przeciw nadaniu Statutu Organicznego.

(Całoroczne trudy Komitetu Narodowego Polskiego. Paryż 1831-1833).
Paryż, dnia 14 kwietnia 1832 r.

Nieszczęśliwy naród bez sprzymierzeńca w walce o wolność, przez tych nawet opuszczony, od których miał niezaprzeczone prawo spodziewać się pomocy, po długich i uporczywych z nieprzyjacielem zapasach, padł nareszcie ofiarą, jeżeli nie wyraźnej na swą zgubę zmowy mocarstw, to przynajmniej ich zbrodniczego nań przyzwolenia.

Ośmielony tym przyzwoleniem cesarz rosyjski, nie lęka się teraz wystąpić otwarcie z wykonaniem od dawna knowanych zamachów. Zaczął on naprzód od zamienienia w prowincje rosyjską krajów dawniej od Rzeczypospolitej oderwanych, a roszcząc do nich prawo, z jakim się dotąd jeszcze gabinet petersburski odezwać nie śmiał, w jednym z ukazów swoich nazywać je każe odzyskanymi, kiedy sama Katarzyna, ta co je pierwsza przywłaszczyła, tylko je wcielonymi nazwała. Traktat wiedeński zapewnił im reprezentację i wszystkie narodowe instytucje, których prawa ojczyste, niepodległe sądownictwo, język i religia przodków są istotnymi i niezbędnymi warunkami. Wydał Mikołaj ukazy, w których znosi kolejno statut litewski, jakim się od wieków rządziły tamte prowincje, a na jego miejsce zaprowadza ukazy rosyjskie. Odejmuje wolność wyboru sędziów, przywilej zapewniony przez swych poprzedników i przez niego samego uroczyście zaręczony, stanowiąc, aby nadal wszelkie urzędy od korony mianowane były, a powiatowym marszałkom tytuł rosyjskich „predwodytelów” przybrać poleca. Ze szkół i akt sadowych wypędziwszy język przodków naszych, obcym językiem w sądach rozprawiać się, i nauki, jakie mu się zostawić podobało, wykładać każe, łącząc nareszcie religijną intolerancję z politycznym prześladowaniem, przysądza wschodniemu kościołowi wszelkie fundusze unickiego obrządku, znosi tak łacińskie jak unickie kościoły, gdzie jest grecka cerkiew, przez co obrządek unicki zupełnie wytępia, łaciński tłumi i przygnębia.

Było to dopiero wstępem do tego aktu, którym obowiązujący go traktat najzuchwalej pogwałcił. Zostawał jeszcze kawał polskiej ziemi, było kilka milionów ludności, które potrzeba było nieprzyjacielowi zawziętemu na zagładę polskiego imienia, dotknąć mściwym ramieniem. Jakoż, w świeżo ogłoszonym ukazie, cesarz rosyjski zadaje ostatecznie śmiertelny cios narodowi, któremu traktat wspomniany udzielność i pewne swobody zaręczył, a jakby szydząc z wyrządzonej mu krzywdy, chlubi się, że mu nadaje prawa, jakie w dobroci serca za potrzebne dla niego uznał. Powiedział on, że powstanie narodu polskiego rozwiązało go od zobowiązań kongresu, a o tym zapomniał, że poprzednik jego i on sam, potargali swe zaręczenia i przysięgi, jakie narodowi polskiemu złożyli i uwolnili go od powolności, z jaką zbyt długo ulegał, stosownie do woli na kongresie objawionej. Nowym rozporządzeniem Mikołaj potargał resztę. Niszczy władzę prawodawczą, wywraca zakłady naukowe i narodową znosi instrukcję. Publikacje myśli przez pismo oddaje pod samowolne przepisy rosyjskiej cenzury, czyli innymi słowy ślepe posłuszeństwo i wieczne nakazuje milczenie. Do najwyższych w kraju magistratur, nie wyłączając nawet dostojeństwa arcybiskupa i biskupów, wszystkich bez różnicy poddanych imperium przypuszcza, z których wolno mu będzie powołać do ich pełnienia, kogo mu się podoba. Zastrzegając konfiskaty majątków za przewinienia polityczne, zapewnia sobie łatwy sposób zbogacenia skarbu własnością wydartą tysiącom nieszczęśliwych familii i nasycenia swej nieprzebłaganej zemsty. Do tego to stopnia zaciekłość swą posuwa, że wobec Europy targnąć się nie waha na to wszystko, co w stosunkach między władzą a podwładnymi, świętym i nietykalnym zostawać powinno. W braku niepodległości politycznej mieli jeszcze Polacy najdroższą i najpewniejszą swobód swych rękojmię - wojsko narodowe. Była świadkiem Europa, jak to wojsko głębokim poniżeniem narodu ciężko dotknięte, pojmując jego wolę, skarciło wiarołomstwo tyrana. Nie masz już tego wojska. Odtąd młodzież polska, z łona familii porwana i w dalekie od ojczyzny zapędzona kraje, służyć będzie na obcej ziemi, i w tych samych szeregach, z którymi niedawno krwawe staczała boje, a dzikie hordy wyprowadzone z głębi Syberii lub od podnóżka Kaukazu, zalęgną Wisły nadbrzeża. Tak wola jednego człowieka wszystko niszczy, miesza, a zniweczywszy jednym zamachem najdroższe narodowe pamiątki, odłamek wielkiego i wolnego niegdyś ludu w obcy naród gwałtem przetwarza, łączy i w jedną z nim całość przelewa.

A tak, czego Aleksander w chwili triumfu, od mocarstw na jego żądanie powolnych, otrzymać nie mógł, to sobie samowolnie przywłaszcza Mikołaj, po okupionym zdradą podboju, wtenczas kiedy wydobyte i uświęcone na zachodzie zasady wszechwładztwa ludu, kiedy obudzony w narodach duch wolności spodziewać się kazały, że ustanie nareszcie panowanie despotyzmu, że wola jednego tyrana najświętszych praw ludzkości bezkarnie gwałcić i poniewierać nie będzie. Tym zbrodniczym postępkiem dowiódł on wszystkim ucywilizowanym narodom, że nie masz dla niego w prawie publicznym tak świętej ustawy, która by go wstrzymać mogła w wykonaniu uknowanego na ich wolność spisku, a łamiąc artykuły traktatu, które go w żadnym przypadku obowiązywać nie przestały, nie tylko znieważa wszystkie mocarstwa, które uroczyście przyjęły na siebie ich gwarancje, lecz im dowodzi, że się ich obrazić nie lęka i od dotrzymania względem siebie wszelkich dotąd egzystujących traktatów nawzajem uwalnia.

Zwracając uwagę wszystkich ludów na to grożące im niebezpieczeństwo, wytykając pogwałcenie traktatów, odwołujemy się zarazem do praw odwiecznej sprawiedliwości, z jakimi naród polski, we wszystkich poruszeniach europejskich, łącząc się z nieprzyjaciółmi ciemięzców swoich odzywać się nie przestawał, a z których go ani przemocą narzucone traktaty, ani najdłuższe przedawnienie wyzuć nie mogą. Odżywał się on z tymiż samymi prawami w ostatniej swej rewolucji, a lubo głos jego popartym nie był, żyje jednak ta nadzieja, że gdy sprawa jego w tej chwili przerwana i zawieszona na nowo wytoczona zostanie, potrafi dowieść swemu tyranowi, że jak dawna niewola, tak świeżo narzucone kajdany nie stłumiły w nim tej żądzy niepodległości, jaką od ostatniej epoki ujarzmienia ożywiać go nie przestawała. Tak jest, naród polski, lubo w tej chwili pognębiony, podźwignie się znowu i stanie w dumnej postawie, jaka przystoi narodowi znającemu swą godność i swoje prawa nie ulęgające żadnemu przedawnieniu.


Umowa trójcesarska dotycząca wspólnego zwalczania ruchu narodowego w Polsce.

(D'Angenberg. Recueil des traites conventions etc. concernant la Pologne. Paris 1862).
Münchengraetz, dnia 8 września 1833 r.

Celem większego wzmocnienia naszych przyjacielskich i sąsiedzkich stosunków, biorąc pod uwagę równą i wspólną dążność naszą do utrzymania spokoju, postanawiamy zgodnie, co następuje:

Ktokolwiek, w poszczególnych państwach naszych dopuści się zbrodni zdrady stanu, obrazy majestatu czy zbrojnej rewolty, bądź weźmie udział w spisku, skierowanym przeciw bezpieczeństwu naszych tronów i rządów, nie znajdzie w państwach naszych ani schronienia ani też obrony. To, też zobowiązujemy się zarządzać natychmiastowe, wydawanie osobników, oskarżonych o popełnienie wyżej wymienionych zbrodni, skoro tylko nastąpi takie żądanie ze strony rządów, do których osobnicy ci, jako poddani, należą. Rozumie się, że postanowienia te nie mają wstecznej mocy obowiązującej.

Każdy z nas utrzymywać będzie w pogotowiu oddział, złożony z trzech tysięcy pięciuset ludzi, w celu natychmiastowego działania. Jeżeli w jakimkolwiek punkcie Polski wybuchną zaburzenia, których uśmierzenie wymagać będzie większej siły, aniżeli mocarstwo zagrożone w pierwszej chwili rozporządzać może, będzie ono uprawnione do wezwania pomocy najbliższego oddziału sprzymierzonego, a nawet oddział ten sam ruszy na miejsce zaburzeń, nie czekając wezwania. W wypadku zatem nowych usiłowań rewolucyjnych w Polsce nie będzie żądnej różnicy pomiędzy wojskami naszych mocarstw sprzymierzonych. Będą one tedy używane do tego samego celu i bez żadnej trudności wkraczać będą na odpowiednie obszary.

Powyższe zobowiązania, z wyjątkiem ostatniego, będą w naszych trzech państwach jednocześnie i oficjalnie podane do wiadomości naszych poddanych, którym służyć mają za prawo.

Franciszek I
Fryderyk Wilhelm III
Mikołaj I


Kierunki polityczne na emigracji.

Deklaracja odłamu demokratycznego Emigracji przeciwko Ks. Adamowi Czartoryskiemu, jako wyobrazicielowi systemu polskiej arystokracji[1].

(Zbiór pamiętników i pism urzędowych, dotyczących polskiej emigracji. Poitiers 1834).
Poitiers, d. 29 lipca 1834 r.

Wychodźcy polscy, ujrzawszy z zadziwieniem, iż książę Adam Czartoryski, poważa się działać w interesach Emigracji, na szkodę jej całości i przeznaczenia i zważywszy, że niewiadomość o uczuciach jakie obudza w rodakach, postępowanie tego człowieka w rewolucji i emigracji, może wprowadzić w błąd najszczerszych przyjaciół sprawy ludu polskiego, mają za obowiązek publicznie ogłosić, że tenże Adam Czartoryski, nie tylko nie posiada ich zaufania, ale uważany jest za nieprzyjaciela polskiej emigracji.


Przypisy

  1. Deklaracja ta, zwana również aktem poitierskim, podpisana została przez 2.840 emigrantów, zamieszkałych we Francji. Głównym powodem, który wywołał wystąpienie tak licznej rzeszy emigrantów przeciw ks. Adamowi Czartoryskiemu, który doprowadził do publicznego potępienia jego działalności politycznej, było popieranie przez Czartoryskiego zabiegów jenerała Bema, mających na celu uformowanie legionu polskiego w Portugalii. Akt poitierski był później parokrotnie przeciw ks. Czartoryskiemu odnawiany, po raz ostatni publikowany przez Mierosławskiego w roku 1855, w czasie wojny krymskiej. A zawsze służył za dokument, pozbawiający ks. Czartoryskiego prawa do wystąpień w imieniu Polski i w charakterze reprezentanta Emigracji.


Manifest Towarzystwa Demokratycznego Polskiego[1].

(Druk ulotny. Paryż. 1836).
Paryż, d. 4 grudnia 1836 r.

Zbrodnia na Polsce dokonana przerwała tylko byt polityczny kraju, nie zniszczyła życia narodu. Nieustanne od czasu Konfederacji Barskiej o niepodległość usiłowania, potoki krwi po tylu świata stronach za nią przelane, obecne tułactwo nasze, sama nawet wściekła morderców Polski zaciętość i powszechne ludów współczucie, nieomylne przynoszą świadectwo, że naród polski żyje, ze jest pewny przyszłości swojej. Polska czuje w sobie nie zgasłe siły, jej wskrzeszenia żądają ludy, lękają się ciemięzcy, więc to, co nosi na sobie tak wielkie powszechności znamię, fałszem być nie może. Głos ludzkości był zawsze głosem Boga. Wielkie posłannictwo Polski nie jest jeszcze dokonane.

Dla odzyskania niepodległego bytu Polska ma w łonie własnym olbrzymie siły, których dotąd żaden głos sumienny i szczery nie wywołał jeszcze. Nietknięta to prawie, równie zewnętrznym, jak wewnętrznym nieprzyjaciołom straszna potęga. Nią Polska powstanie.

Lud Polski z praw wszelkich wyzuty, ciemnotą, nędzą i niewolą przyciśniony, wydartą mu przed wiekami ziemię dotąd w krwawym pocie na cudzą korzyść uprawia. Dotąd jeszcze w prowincjach dawnych przez Moskwę zagarnionych, jako własność nie oddzielna od ziemi, wraz z nią jest przydawany. Cierpiącą i znieważoną w nim ludzkość o sprawiedliwość woła. Na głos ten głuchymi byli wewnętrzni ujarzmiciele. W ciągu ostatnich o niepodległość usiłowań chcieli oni, nadużywając, świętego imienia miłości Ojczyzny, samym dźwiękiem słów nakarmić lud, niedostatkiem fizycznym dręczony, chcieli, aby krew swoją przelewał za Ojczyznę, która przez tyle wieków wzgardą, poniżeniem i nędzą prace jego nagradzała, wołali, aby powstali i najezdników zniszczył - oni którzy sami najezdnikami praw jego byli. Dla tego na obłudne ich wołania słabe tylko odpowiedziało echo - i upadliśmy.

Jeżeli ta przerażająca nauka, tylą krwawymi okupiona ofiarami, nie ma zaginąć, jeżeli nowe powstanie nie ma być smutnym dawnych powstań powtórzeniem, pierwszym do boju hasłem powinno być usamowolnienie ludu i oddanie wydartej mu ziemi na własność bezwarunkową, wrócenie praw, powołanie do używania korzyści niepodległego bytu wszystkich bez różnicy wyznań i rodu. Taki tylko wymiar sumiennej, szczerej, niedwuznacznej sprawiedliwości rozwinąć może w całej uciśnionej masie uczucie prawdziwego poświęcenia się i wlać to wielkie przekonanie, iż dwudziestomilionowy naród koalicję Europy całej zniszczyć i zburzyć jest w stanie, tak jak ją zniszczyła niedawnymi czasy republikancka Francja. Mało który naród zrównał narodowi polskiemu w miłości ojczystej ziemi, w poświęceniach żaden go nie przewyższył. Jeżeli w ostatnim powstaniu najpotężniejszy nieprzyjaciel ludzkości w dziesięciomiesięcznej z nami walce, wśród tylu błędów, zdrad i niedołężności dowódców naszych żadnym zwycięstwem pochlubić się nie mógł, czymże będą jego zbrojne tłumy wobec wszystkich sił narodowych miłością ojczyzny i odwieczną sprawiedliwością wywołanych.

Dla ugruntowania odzyskanej niepodległości na demokratycznych zasadach Polska ma również w łonie własnym narodowe żywioły. Idea demokratyczna w całym narodzie naprzód rozlana, potem w stanie szlacheckim rozwijana i kształcona, łatwo na powrót wcielona być może w lud, który mimo długą niewolę i ucisk, zachowa niezatarte jeszcze dawnego gminowładztwa ślady. Cierpiąca u nas ludzkość nie jest do cierpiącej ludzkości zachodniej Europy podobna i nie zaraziły jej zepsucie i egoizm klas uprzywilejowanych. Jest w niej dotąd cała dawnych cnót prostota, jest prawość i poświecenie się, są religijne uczucia, czyste i łagodne obyczaje. Na tak nieskażonym i świeżym jeszcze gruncie łatwo rozkrzewi się starożytne narodowe drzewo równości, sumienną ręką braterstwa i wolności pielęgnowane.

W Polsce więc są wszystkie warunki odzyskania niepodległego i demokratycznego bytu. Ona sama zdolna jest własnymi siłami powstać, najezdników zniszczyć, jarzmo wewnętrzne złamać i na trwałych zasadach demokracji istnienie swoje ugruntować.

Lecz Polska oprócz sił własnych ma naturalnych sprzymierzeńców. Jeszcze podczas krwawej z nieprzyjacielem walki każde jej zwycięstwo okrzykami radości i uwielbienia przyjmowała Europa, a my, wyobraziciele nieszczęść i nadziei ujarzmionego narodu, znaleźliśmy wylane dla siebie serca i przytułek na łonie powszechnej sympatii. Z nieśmiertelnym duchem Polski sprzymierzyły się ludy, i na tej samej mogile, na której absolutyzm piekielny zawarł związek, bratnie podały sobie ręce. Nasz nieprzyjaciel stał się ich nieprzyjacielem, a ich nieprzyjaciele naszymi. Dlatego też my, przekonani, iż podsycane dawniej nienawiści narodowe zupełnie zaginęły, wierzymy w szczere ludów spóldziałanie, na powszechnym braterstwie i wspólnej usamowolnienia potrzebie oparte.

Gabinetowe układy nie przywrócą Polski, a monarchiczne wojny sprawiedliwości ludowi nie wymierzą. Tak nam jednak drogą jest Ojczyzna, lak mocno bolą nas jej rany, iż z żadnego wypadku, z żadnej przyjaznej okoliczności korzystać nie zaniedbamy. Ogarniemy przeto wszystko, co sprawie naszej w czymkolwiek użyteczne być może, co osiągnięcie głównego celu ułatwić lub zbliżyć jest zdolne.

Oto jest sumienny, szczery, niedwuznaczny wykład naszych zasad, celów i środków. Ich urzeczywistnieniu poświecimy całe życie. Przysięgliśmy w obliczu Ojczyzny i ludzkości nie wprzód spocząć, aż Polska odzyska niepodległość i byt swój na zasadach demokratycznych ustali. To uroczyste zobowiązanie z młodzieńczym uczynione zapałem, z męską dokonamy wytrwałością. Nie zraził nas ogrom przedsięwzięcie, nie zatrwożą przeciwności, bo sprawiedliwość, o którą wołamy, prawda, którą ogłaszamy, mają wszechmocną potęgę.

Kto, jak my, wierzy w świętość celów, w sumienność zasad i stateczność środków naszych, czyje serce czysto bije dla Ojczyzny i ludzkości, niech usiłowania swoje z naszymi łączyć przychodzi. Innej wiary ludziom nie podamy ręki, bo z sumienia żadnych koncesji zrobić nie jesteśmy w stanie. Dla pozornej jedności nie poświęcim politycznej wiary, ani chwilowej zgody półśrodkami kupować nie będziemy. Owszem, burzyć wszystkie na przeciwnych podstawach oparte i do władzy dążące związki jest naszym powołaniem i mocnym postanowieniem byłego sejmu, nawet, gdyby mógł, jeszcze ze swoich szczątków zebrać się w jakimkolwiek składzie, jako reprezentanta przywilejów i zatraciciela rewolucji listopadowej kierownikiem sprawy ojczystej nie uznamy. Dalej zaś wszelkich ubocznych i z odrodzeniem Ojczyzny żadnej styczności nie mających przedsięwzięć, pracować będziemy przez Towarzystwo dla Polski przez Polskę dla ludzkości.

Oświadczamy na koniec, iż daleka jest od nas chęć mordów i pożogi własnego kraju. Nie z mieczem Archanioła, nie z księgą dziejów ojczystych w ręku z jednej strony wykazywać będziemy uciśnionym, iż owe prawa boskie, owa kilkowiekowa przemoc ludzka, nie obowiązują ich do pozostawania dłużej w nędzy i znieważającej godność człowieka niewoli. Z drugiej, budząc też same uczucie odwiecznej sprawiedliwości, przywodząc też same historyczne wspomnienia, nie przestaniemy wołać na dziedziców przywłaszczeń i przesądów szlacheckich, w imię własnego ich interesu, w imię dzisiejszej oświaty, a szczególniej w czarodziejskie dla nas wszystkich imię miłości ojczyzny, o powrócenie wydartych praw ludowi. Nie wiemy, czyli uczucie sprawiedliwości w jednych, czyli zniecierpliwienie i zawiedzione oczekiwania w drugich, będą hasłem wyswobodzenia Polski. Gdyby jednak konieczna zmiana porządku społecznego i za nią idąca niepodległość, bez gwałtownych wstrząśnień obejść się nie mogły, gdyby lud musiał być surowym sędzią przeszłości, mścicielem wyrządzonej sobie krzywdy i wykonawcą niecofnionych wyroków czasu, my dla garstki uprzywilejowanych nie poświęcimy szczęścia dwudziestu milionów, a przelana krew bratnia spadnie tylko na głowy tych, co w opamiętaniu własny egoizm nad wspólne dobro i wyjarzmienie Ojczyzny przenoszą.


Przypisy

  1. Jest to tzw. Wielki Manifest, w odróżnieniu od Aktu Założenia Towarzystwa Demokratycznego z d. 17 marca 1832 r., zwanego często Pierwszym Manifestem. Manifest powyższy był przez długie bardzo lata wyznaniem wiary społecznej i politycznej szerokiego odłamu Emigracji, zorganizowanego w sekcjach Tow. Dem. Polskiego i wywierał niemały wpływ na rozwój myśli politycznej w kraju, we wszystkich zaborach.


Ruch rewolucyjny w krakowskim i w Galicji w r. 1846.

Akt utworzenia Rządu Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej.

(Dziennik Rządowy Rzeczypospolitej Polskiej, Nr 1. Kraków. 26 lutego 1848 r.).
Kraków, dnia 22 lutego 1846 r.

Czternastoletnie usiłowania prawych Synów Ojczyzny w celu odzyskania bytu narodowego wywołały we wszystkich stronach ujarzmionej Polski liczne sprzysiężenia narażające członki tychże na najokropniejsze niebezpieczeństwo, mimo których jednak udało się nareszcie związać wszystkie w jeden kierunek, to jest odzyskanie Ojczyzny przez usamowolnienie całego Ludu Polskiego. Dnia 24 stycznia b. r. Wydziały wszystkich związków całej Polski oddały Władzę w ręce Rządu składającego się z pięciu osób, wybranych od Księstwa Poznańskiego, Miasta Krakowa i jego okręgu, Galicji, Rusi i Emigracji z dodanym Sekretarzem, któren to Rząd miał uzupełnić się przez przybranie dwóch członków za Polskę Kongresową i za Litwę. Członkowie, wybrani i Sekretarz władzę im powierzoną przyjęli i przed dniem 21 lutego, na wybuch powstania przeznaczonym, mieli się zgromadzić w Krakowie. Jakoż istotnie członkowie za Miasto Kraków i jego okrąg, za Galicję i Emigrację przed terminem się stawili, zaś członek za Księstwo Poznańskie został uwięziony, a członek za Ruś i Sekretarz Rządu na miejsce przeznaczenia dotąd nie zdążyli, na koniec, członek Rządu za Emigrację wybrany, przez wkroczenie wojska austriackiego do Krakowa na niebezpieczeństwo utraty wolności narażony, schronił się chwilowo zagranicę

W tej chwili ruch powszechny Miasta Krakowa i najnowsze wiadomości ze wszystkich stron okazują dowodnie, iż powstanie jest wolą Boga i całego Narodu Polskiego, wkładają zatem na pozostałych członków święty obowiązek ujęcia natychmiast im powierzonej władzy tym więcej, iżby inaczej popęd najświętszy mógł się wyrodzić w bezrząd i narazić na niebezpieczeństwo braci Obywateli udziału w powstaniu mieć nie mogących.

Przybierając do grona Rządowego Obywatela z Polski Kongresowej, któren władzę przyjmuje, podajemy sobie więc nawzajem rękę i poprzysięgliśmy w obliczu Boga i Narodu Polskiego, iż władzę rewolucyjną tak długo wykonywać będziemy, dopóki cała Polska wyjarzmiona nie będzie, iż za środek do tego celu uznajemy poruszenie całego ludu przez zniesienie przywilejów i nadanie bezwzględnej własności ziem dzisiaj przez Włościan warunkowo tylko posiadanej, iż za wszelkie następstwa dzisiejszego czynu odpowiedzialność przyjmujemy i każdego kto by się naszym postanowieniom odważył sprzeciwiać, za zdrajcę Ojczyzny uważać i stosownie z nim postępować będziemy, tak nam Boże dopomóż!


Manifest Rządu Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej do Narodu Polskiego.

(Dziennik Rządowy Rzeczypospolitej Polskiej. N. 1. Kraków 1846 r.).
Kraków, dnia 22 lutego 1846 r.

Polacy! Godzina powstania wybiła. Cała rozszarpana Polska dźwiga się i wzrasta. Powstali już Bracia Nasi w Księstwie Poznańskim, w Polsce Kongresowej, w Litwie i na Rusi biją się z wrogiem. Biją się o najświętsze prawa wydarte im podstępem i przemocą.

Jest nas dwadzieścia milionów, powstańmy razem jak mąż jeden i potęgi naszej żadna nie przemoże siła, będzie nam wolność jakiej dotąd nie było na ziemi, wywalczymy sobie skład społeczeństwa, w którym każden podług zasług i zdolności z dóbr ziemskich będzie mógł użytkować, a przywilej żaden i pod żadnym kształtem mieć nie będzie miejsca, w którym każden Polak znajdzie zabezpieczenie dla siebie, żony i dzieci swoich, w którym upośledzony od przyrodzenia na ciele lub na duszy, najdzie bez upokorzenia niechybną pomoc całego społeczeństwa, w którym ziemia dzisiaj przez Włościan warunkowo tylko posiadana, stanie się bezwarunkową ich własnością, ustaną czynsze, pańszczyzny i wszelkie tym podobne należytości bez żadnego wynagrodzenia, a poświęcenie się sprawie narodowej z bronią w ręku, będzie wynagrodzone ziemią z Dóbr Narodowych.

Polacy! Nie znamy odtąd między sobą żadnej różnicy, jesteśmy odtąd Braćmi, Synami jednej Matki Ojczyzny, jednego Ojca Boga na Niebie! Jego wezwijmy na pomoc, a On pobłogosławi Orężowi naszemu i da nam zwycięstwo. Ale aby wysłuchał głosów naszych nie kalajmy się pijaństwem ani rabunkiem, nie plamijmy poświęconej broni samowolnością lub morderstwem bezbronnych różnowierców i cudzoziemców, bo nie z ludami, ale z ciemięzcami naszymi bój prowadzimy. A teraz na znak jedności przypinajmy kokardy narodowe i wykonajmy przysięgę: »Poprzysięgam radą, mową i czynem służyć Ojczyźnie mojej Polsce! Poprzysięgam poświęcić jej wszystkie moje widoki osobiste, majątek i życie i poprzysięgam posłuszeństwo bezwarunkowe Rządowi Narodowemu w Krakowie na dniu 22 m. t. o godzinie 8-mej wieczorem w domu pod Krzysztoforami zawiązanemu i wszystkim władzom od tegoż postanowionym, tak mi Boże dopomóż«.

Manifest niniejszy ma być w Dzienniku Rządowym umieszczony, w osobnych odciskach na całą Polskę rozesłany i natychmiast we wszystkich kościołach z ambon i we wszystkich gminach przez przybicie na miejscach publicznych obwieszczony.

Ludwik Gorzkowski, Jan Tyssowski, Aleksander Grzegorzewski.
Sekretarz Rządu Karol Rogawski.


Rabacja chłopska w Galicji.

(Tessarczyk. Rzeź galicyjska 1846 r., Kraków 1848; str. 72 - 74).

Jakób Szela. Osławiony dowódca mordów galicyjskich posiadał niezaprzeczenie nieograniczoną i udzieloną sobie władzę, która oprócz w własnym Tarnowskiem i w inne rozciągał Cyrkuły. Jest faktum pewne, iż na kilka tygodni przed wybuchem, bywał często w cyrkule i miewał poufne z starostą Breindlem rozmowy, poczym z gromadami po wsiach umawiał się. Wybierał do tego tylko zaufanych chłopów i wójtów, tym pod przysięgą udzielał sekretu, organizował w okolicy powstanie chłopów, którzy się do niego schodzili z odległych stron, dowódców nadawał z urlopników, uwolnionych z kryminału i zbiegów. Syn jego, Staszek Szela, także urlopnik, zięcie i szwagier byli jednymi z głównych. On oznaczał miejsca do zebrania i napadów i po szczególe osoby do wytępienia podawał. Sam to często powtarzał wiarogodnym osobom później, iż ma taką moc, jak drugi arcyksiążę w Galicji i że mu wolno było przez 24 godzin robić co mu się podoba ze szlachtą.

Gdy rozkazy wydawał i przemawiał do band chłopów, to im zawsze pokazywał jakieś papiery i druki z pieczęciami, mówiąc, iż to są cesarskie rozkazy. Hasłem jego były słowa: „Bóg i cesarz”. Podróżującym z jego obwodu wydawał karty bezpieczeństwa od siebie, które były za dobre i ważne wszędzie przyjmowane od władz wojskowych, podpisywał się na nich jako plenipotent rządowy. Między chłopstwem na jego rozkazy wszystko było posłuszne, dowodził niemi po wojskowemu, każdą niesforność i uchybienie karał zaraz i surowo, z rabunków dla siebie wybierał dziesięcinę, dlatego nagromadził wiele bogactw, nachodził z tym swoim wojskiem miasteczka sąsiednie i odgrażał napadem, jeżeli mu się nie okupią, z nim się nie połączą, buntowników wyszukiwać i wydawać nie będą.

Tak przez dwa przeszło miesiące posiadał ów łotr władzę dyktatora w okolice daleko się ciągnącą. Zagrożony jednak od własnych współwinnych z wsi, z której on jest, iż ich zdradził, uwiódł do złego i do nieszczęścia, jakie ich czeka, po stracie dobrych panów, schronił się z własnej woli, dla własnego bezpieczeństwa do Tarnowa, gdzie honorowo od starosty Breindla i władz był uważony i traktowany, miał wygodne mieszkanie wśród miasta, przechadzał się publicznie, wolny, tylko dla obserwacji miał dodanego policjanta, aby go lud wiejski nie znieważał, a gdy się to często i tak trafiało, policja zaraz karała tych, co go lżyli.


Patent aneksyjny Ferdynanda I wcielający wolne miasto Kraków do Austrii.

(Ghillany. Diplomatisches Handbuch, vol. l. Noerdlingen 1855).
Wiedeń, dnia 11 listopada 1846 r.

My, Ferdynand I, z łaski Bożej Cesarz Austrii etc. etc. etc. Gdy po pokoju wiedeńskim z dnia 14 października 1809 r. miasto Kraków wraz z sąsiednim obszarem zostało od państwa naszego oderwane i przyłączone do ówczesnego Księstwa Warszawskiego, następnie zaś na skutek wydarzeń wojennych roku 1812, zdobyte przez cesarsko-rosyjskie wojska, postanowił nasz w Bogu spoczywający Pan Ojciec ś. p. Cesarz Franciszek I, w porozumieniu ze zjednoczonymi dworami Prus i Rosji, że na przyszłość, na mocy układu z dnia 3 maja (21 kwietnia) 1815 r., Kraków z dodanym mu obszarem tworzyć będzie wolne, niezawisłe miasto, pod ochroną i opieką trzech tych mocarstw pozostające. Wyraźnym warunkiem tego zarządzenia, jego nieodzownym zastrzeżeniem była zarówno ścisła neutralność tego wolnego miasta, jako też nałożone na nie zobowiązanie, aby nie dawało ono schronienia i nie udzielało prawa pobytu zbiegom, będącym poddanym jednego z trzech państw opiekuńczych, jeno aby natychmiast wydawało ich właściwym władzom. Smutne doświadczenie lat szesnastu wykazało jednak, że Kraków nie dotrzymał warunków utrzymania jego niezawisłego bytu, lecz przeciwnie był od roku 1830 ogniskiem nieustannych wrogich knowań, wymierzonym przeciw trzem państwom opiekuńczym, aż w końcu, w miesiącu lutym roku bieżącego stało się widownią zajść bardziej gwałtownych i niebezpiecznych, aniżeli kiedykolwiek dotąd. Po rozwiązaniu rządu i zniesieniu prawnego ustroju konstytucyjnego, losy wolnego miasta dostały się w ręce pewnej liczby spiskowców, którzy nazwali siebie rządem rewolucyjnym Polski, i którzy nawołując do broni mieszkańców wszystkich dawnych dzielnic polskich, zmierzali do obalenia istniejących rządów, oraz doprowadzili w końcu do wtargnięcia uzbrojonych hufców z terytorium Krakowa w granice państw naszych. Miasto tedy Kraków, wskutek tego musiały ponownie zająć wojska państw opiekuńczych i powołać rząd. tymczasowy, podległy naszym władzom wojskowym. Nie mogąc, z powodu tych wypadków, przywrócić podstawy wolności i niezawisłości Krakowa, zniszczonej przez wrogów spokoju i porządku w Europie, w poczuciu obowiązku zabezpieczenia zarówno naszych wiernych poddanych w Galicji, jako też prawomyślnej i ład miłującej części ludności Krakowa przed napaściami i groźbami owej partii wywrotowej, postanowiliśmy, w porozumieniu z J. K. M. Królem Pruskim i J. C. M. Cesarzem Rosji, powziąć wspólnie postanowienie co do przyszłego losu Krakowa. W tym celu poleciliśmy nawiązać rokowania ze specjalnie upełnomocnionymi przedstawicielami dworów berlińskiego i petersburskiego. Wynikiem tych rokowań jest porozumienie z dnia 6 listopada b. r. zawarte w Wiedniu, mocą którego trzy państwa opiekuńcze odwołują i znoszą przedtem względem miasta Krakowa zawarte układy z dnia 3 maja 1815 r., wskutek czego miasto to wraz z przyległym obszarem powraca znowu pod nasze berło, podobnie jak to miało miejsce przed pokojem wiedeńskim z dnia 14 października 1809 r., za czasów naszego, w Bogu spoczywającego, Pana Ojca i jego przodków. W wyniku tego bierzemy w posiadanie miasto Kraków wraz z jego dotychczasowym obszarem. Włączymy je po wieczne czasy z naszą Koroną i ogłaszamy, za nierozerwalną część składową naszego cesarstwa, do którego je niniejszym wcielamy.

Przyrzekamy im[1] za to utrzymanie i ochronę naszej świętej religii, bezstronność prawa i sprawiedliwości, słuszny rozkład wszelkich ciężarów państwowych i silną porękę bezpieczeństwa publicznego. Dla tych, którzy, nie ociągając się, poddadzą się obecnym zarządzeniom, które ich własne dobro mają na celu, a którzy przez wierność i przywiązanie do naszego domu okażą się godnymi naszej łaski, będziemy zawsze dobrotliwym panującym i łaskawym cesarzem i pozwolimy im korzystać z dobrodziejstw, które płynąc mogą z połączenia z wielką i potężną monarchią dla mieszkańców Krakowa.


Przypisy

  1. Mieszkańcom Krakowa.


Legion Adama Mickiewicza we Włoszech.

Akt zawiązania Legionu Polskiego we Włoszech.

(Dzieła A. Mickiewicza. Paryż 1880. vol. VIII).
Rzym, dnia 29 marca 1848 r.

  1. Zebrani rodacy zawiązują się w Zastęp polski, w celu wrócenia do ojczyzny, w połączeniu, da Bóg, z zastępami bratnimi Słowian.
  2. Byt już ogłoszony.
  3. Obierają namiestnikiem swoim i dotychczasowym przewodnikiem Adama Mickiewicza.
  4. Przewodnictwo to ustaje, skoro przejdziemy granice Włoch uspokojonych.
  5. Obiorą dwóch członków rady, jednego dla przewodnictwa i potrzeb wojennych, drugiego do korespondencji i potrzeb cywilnych, tudzież kasjera.
  6. Przodownik wraz z Radą mocen jest powołać zastęp do ruszenia w drogę każdej chwili, wszyscy więc muszą być w gotowości.
  7. Wszelkie postanowienia Rady udzielone będą zastępowi.

Nepomucen Siodołkiewicz, Stanisław Zaleski Niesiołowski, Karol Saski, Ignacy Stachowski, Aleksander Zieliński, Józef Kurowski, Józef Michał Orłowski, Karol Markoni, Gabrjel Rożniecki, Edward Gieritz, Aleksander Kamiński, Piotr Lewicki, Adam Mickiewicz.


Wyznanie wiary Legionu Polskiego we Włoszech.

Symbol polityczny Polski.

(Dzieła A. Mickiewicza. Paryż 1880. vol. VIII).
Rzym, dnia 29 marca 1848 r.

  1. Duch Chrześcijański w wierze świętej katolickiej rzymskiej jawiony czynami wolnymi.
  2. Słowo Boże w Ewangelii zwiastowane, prawem narodów ojczystym i społecznym.
  3. Kościół, stróż słowa.
  4. Ojczyzna, pole życia słowu Bożemu na ziemi.
  5. Duch Polski Ewangelii sługa, ziemia polska ze swym społeczeństwem ciało. Polska zmartwychwstaje w ciele, w którym cierpiała i złożona została w grobie przed stu laty. Polska w osobie wolnej i niepodległej staje i Słowiańszczyźnie dłoń podaje.
  6. W Polsce wolność wszelkiemu wyznaniu Boga, wszelkiemu obrzędowi i zborowi.
  7. Słowo wolne, wolnie objawione, z owoców przez prawo sadzone.
  8. Wszelki z narodu jest obywatelem, wszelki obywatel równy w prawie i przed urzędami.
  9. Wszelki urząd obieralny, wolnie dawany, wolnie brany.
  10. Izraelowi, bratu naszemu, uszanowanie, braterstwo, pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i doczesnemu, równe we wszystkim prawa.
  11. Towarzyszce żywota, niewieście, braterstwo i obywatelstwo, równe we wszystkim prawa.
  12. Każdemu Słowianinowi zamieszkałemu w Polsce, braterstwo, równe we wszystkim prawa.
  13. Każdej rodzinie rola domowa, pod opieką gminy. Każdej gminie rola gromadna, pod opieką narodu.
  14. Wszelka własność szanowana i nietykalnie pod straż urzędowi narodowemu oddana.
  15. Pomoc polityczna, rodzinna, należna od Polski bratu Czechowi i ludom pobratymczym czeskim, bratu Rusowi i ludom ruskim. Pomoc chrześcijańska wszelkiemu narodowi, jak bliźniemu.


Odezwa Adama Mickiewicza do Rządu Tymczasowego Lombardii.

(Wł. Mickiewicz. Legion Mickiewicza. Rok 1848. Kraków 1921).
Mediolan, dnia 3 maja 1848 r.

Panowie członkowie Rządu Tymczasowego w Lombardii, odrodzenie narodów, a zwłaszcza walka podjęta przez Włochy przeciw Austrii, wskazuje wychodźcom polskim chwile działania. Służąc Włochom, Polacy przyśpieszają oswobodzenie swego kraju. Współdziałając w rozkładzie cesarstwa austriackiego, wyswobadzają pięć milionów Polaków, poddanych tego cesarstwa. Tym samym dają Ilirji, Dalmacji, Kroacji i prowincjom słowiańskim, graniczącym z Włochami, sposobność do okazania w czynach swych narodowych zamiarów. Ruch tych prowincji powstaje w politycznym związku z ruchem królestwa czeskiego i narodowości sławońskich, stanowiących większą część królestwa Węgier.

Bezpośrednim celem Polaków jednakowoż, działających we Włoszech, powinno być wyłączenie elementu słowiańskiego z armii austriackiej. W armii tej znajdują się trzy pulki Włoskie. Wielu Polaków musi się znajdować w jej piechocie. Prawie wszyscy artylerzyści są Czechami. Na koniec większość wojsk austriackich, które weszły do Włoch aż do miesiąca lutego, dobyto z prowincji słowiańskich. Aby móc oddziaływać na żołnierzy, należy mieć sztandar, żołnierzy, należy walczyć. Polacy przekonani o znaczeniu kwestii słowiańskiej dla Włoch, oraz o nastręczającej się sposobności, obrali stolicę Lombardii za miejsce swego zboru. Przybyliśmy pierwsi, niosąc sztandar narodowy, pobłogosławiony przez Głowę Kościoła. Inni oficerowie i żołnierze polscy powinni przybyć dzisiaj. Jeden pułk, stanowiący drugą kolumnę Legii polskiej, utworzony we Francji pod dowództwem pułkownika Mikołaja Kamieńskiego, winien znajdować się obecnie w Szwajcarii. Wielu Polaków pozostałych jeszcze w Szwajcarii, oraz ci, którzy nie mogąc wrócić do swego kraju, błąkają się po Niemczech, nie omieszkają przybyć do nas, skoro dowiedzą się o istnieniu narodowego korpusu na terytorium i pod opieką liberalnego rządu Lombardii. W ten właśnie sposób powstał niegdyś Legion polski. Złożony początkowo ze stu oficerów i żołnierzy, urósł po kilku miesiącach do dwu tysięcy walczących i odtąd powiększał się ciągle Polakami, którzy porzucali szeregi austriackie oraz Iliyryjczykami i Czechami. W epoce tej jednakowoż Słowianie dalecy byli od tak żywego poczucia narodowego, jakie charakteryzuje czas obecny. Mamy powód wierzyć, że utworzenie Legii polskiej, mogące stać się z kolei zawiązkiem Legi słowiańskich, znalazłoby w warunkach obecnych elementy siły nierównie ważniejsze od tych, jakimi można było rozporządzać za czasów Rzeczypospolitej cisalpińskiej.

W przekonaniu tym proponujemy wam, Panowie członkowie Tymczasowego Rządu Lombardii, upełnomocnienie i zarządzenie utworzenia Legionów słowiańskich, zaczynając od formacji pierwszego Legionu polskiego. Za podstawę tej formacji wzięłoby się układ, zawarty między rządem lombardzkim, a Republiką cisalpińską i jenerałem Henrykiem Dąbrowskim.

  1. Legion polski zachowa swój narodowy sztandar. Będzie nosił podwójne wstęgi, polskie i włoskie, komenda zaś będzie polska.
  2. Zaraz po uformowaniu i uzbrojeniu, odda się Legion do dyspozycji Pana Ministra wojny Rządu lombardzkiego. Będzie on uważany jako korpus pomocniczy w służbach Lombardii i będzie używany i traktowany na równi z resztą wojsk włoskich.
  3. W razie wojny będzie on używany jedynie przeciwko Austrii i mocarstwom z Austrią sprzysiężonym. W żadnym wypadku nie będzie on używany wewnątrz przeciwko ludności włoskiej, a na zewnątrz przeciw Rzeczypospolitej Francuskiej.
  4. Polacy będą przez czas służby u rządu lombardzkiego zażywali wszelkich praw, przysługujących każdemu obywatelowi Lombardii.
  5. Legion przestanie stanowić część armii włoskiej z chwilą, kiedy zostanie wezwany przez rząd narodowy polski na służbę Polsce.
  6. Celem przyspieszenia formacji Legionu rząd prowizoryczny lombardzki rozkaże komendantom wojsk włoskich skierować ku Mediolanowi wszystkich jeńców wojennych, pochodzenia słowiańskiego. Polakom zostanie powierzone staranie o zaciągnięcie ich do służby. Byłoby również ważna rzeczą, żeby nam ułatwiono możność rozpowszechniania w armii nieprzyjacielskiej i prowincjach słowiańskich odezw patriotycznych w językach polskim i słowiańskich.

Zwracając się z naszymi propozycjami do prowizorycznego rządu lombardzkiego, czynimy go uważnym na to, że powodzenie planu naszego zależy w znacznej części od szybkości z jaką zostanie on wykonany. Oficjalne obwieszczenie formacji Legionu polskiego sprawi więcej niż wielka liczba agentów, lub korespondencje prywatne. Na samą wieść o tej formacji Francja i Niemcy z pospiechem dostarczą Polakom środków do udania się do Lombardii. Mamy nadzieje, że rząd szwajcarski dostarczy Polakom broni. Trzeba atoli, żeby Szwajcaria, zawichrzona w chwili obecnej przejściem wychodźców innych narodowości i słusznie ich ruchami zaniepokojona, została oficjalnie uspokojona co do intencji i celu Polaków.

Spodziewamy się również, że rząd Rzeczypospolitej francuskiej użyczy nam w razie potrzeby życzliwego poparcia. My zaś ze swej strony możemy upewnić rząd i lud lombardzki, że szczerze pragniemy służyć wspólnej sprawie. Znajdzie on w nas ludzi, przywykłych do karności wojskowej, zahartowanych w długich niedostatkach, pełnych zapału do walki o wolność i szczęśliwych, że mogą, po tak długim oczekiwaniu służyć jej sprawie wespół ze swymi braćmi włoskimi.


Powstanie poznańskie w r. 1848.

Odezwa Komitetu Narodowego w Poznaniu do ludności Ks. Poznańskiego.

(Gazeta Polska. Nr 1. Poznań. 1848).
Poznań, dnia 20 marca 1848 r.

Bracia Polacy! Wybiła godzina i dla nas! Jedność Niemiec proklamowano. Do tej jedności postanowił król państwa swoje wcielić. Z tych zaś prowincji państwa pruskiego, które do Rzeszy niemieckiej nie należą, mogą do niej przystąpić te, które będą chciały. My jako Polacy, mając własne dzieje, całkiem inny i odrębny żywioł życia narodowego, nie chcemy i nie możemy wcielać się do Rzeszy niemieckiej, nie chcemy i nie możemy dobrowolnie do grobu zapomnienia składać własnego życia naszej Ojczyzny, krwią przodków naszych tak drogo okupionej. Ta wiadomość bliskiego odrodzenia naszego lotem błyskawicy przejęła wszystkich. Sprawiedliwość sama toruje sobie drogę. Dla niknienia niepotrzebnego krwi rozlewu, do której przelania jeszcze dosyć będziemy mieli sposobności, udali się niektórzy obywatele do władz pruskich, aby im wystawić konieczną potrzebę obrania komitetu, któryby wskazaną drogą prowadził sprawę naszą świętą aż do celu zupełnego oswobodzenia naszej Ojczyzny. Na zgromadzeniu ludu dzisiaj odbytem, zostali do tego komitetu wybrani niżej podpisani.

Bracia Polacy! Jeśli was jeszcze ożywią gorącą miłość Boga i Ojczyzny, jeśli dla niej żyć i umierać istotnie pragniecie, jeśliście dotąd z okiem łzawym ku Niebu wzniesionym na skrzydłach nadziei ku niej wzlatywali, jeśli macie litość nad braćmi naszymi wygnańcami, którzy po całej ziemi krew swoją dla niej przelewają, jeśli tli w was ostatnia jeszcze iskierka miłości Ojczyzny unikajcie niepotrzebnego krwi rozlewu, ochraniajcie tych sił i tego poświęcenia szlachetnego na tę chwilę, w której będzie potrzebnym i zbawiennym. Ale z drugiej strony, niechaj wasz zapał święty nie stygnie, niechaj szlachetne poświęcenie i uniesienie nie upada, ale rośnie, bo gotowymi na każdą chwilę być musimy.

My zaś, odpowiadając położonemu w nas zaufaniu, idąc za silnym popędem serca, za tym popędem, który i was porywa i unosi, wytężymy i poświęcimy wszystkie siły nasze, poświęcimy i nas samych, aby tymi słabymi środkami odzyskać niepodległość Ojczyzny naszej i tak podzielać nieograniczoną radość z wami i wszystkimi narodami.

Oby ten cel wielki, ten cel święty, do którego wszyscy dążymy, zdołał nas wszystkich utrzymać na drodze prawdziwego poświęcenia. Znakiem naszym prawnym jest kokarda białego i czerwonego koloru.

Andrzejewski, Berwiński, ks. Fromholz, ks. Janiszewski, Jarochowski, Krauthofer, M. Mielżyński, Moraczewski, ks. Prusinowski, W. Stefański.


Odezwa Komisarza Królewskiego jen. Willisena do mieszkańców W. Ks. Poznańskiego.

(Gazeta Polska. Nr 14. Poznań 1848).
Poznań, dnia 6 kwietnia 1848 r.

Przyrzeczona przez Najjaśniejszego Pana reorganizacja prowincji ma się rozpocząć. Mam potrzebne ku temu pełnomocnictwo. Tuszę sobie, że w trudnym tym przedsięwzięciu wspierać mnie będzie zaufanie całej ludności. Gdybym tej nadziei nie miał, nie byłbym się nigdy podjął tego zresztą tak zaszczytnego polecenia.

Polacy! Chcecie mieć rząd narodowy i postępowanie sądowe w waszym języku, będziecie mieli i jedno i drugie. Jako pierwszą tego rękojmię rozkazał Najjaśniejszy Pan, aby Polak stanął na czele władzy administracyjnej, oraz wolny wybór landratów przywrócony był prowincji. Chcecie narodowej siły zbrojnej, macie ją już w landwerze. Nie masz siły bardziej narodowej nad tę. Wszystko, czego sobie życzyć możecie, da się z nią łatwo połączyć, i chętnie przyjmę propozycje mężów doświadczonych z pośrodka was względem zmian, jakich byście sobie życzyć mogli, jako to względem oznak i języka służbowego.

Niemcy! Nie miejcie żadnej obawy. Prawa, jakie wam język wasz nadaje, są nieskazitelne. Całe Prusy ręczą Wam za nie. Zasadą przyszłych instytucji będzie, aby każdy miał rząd i sąd w własnym swoim języku. Nikt nie będzie potrzebował odzywać się do jakiejkolwiek władzy w innym języku, jak tylko w swoim własnym. Tylko w własnym języku będzie każdy odbierał odpowiedzi i wyroki. Miejcie zaufanie do Polaków, waszych współkrajowców. Pomimo naturalnego wzburzenia w ostatnim czasie najsilniejszego dokładali starania, aby nikt z was ukrzywdzonym nie był. Pojedyncze wypadki są wyjątkami, nad którymi oni sami ubolewają, a i pomiędzy wami byli tacy, którzy granice umiarkowania przekroczyli.

Dlatego pierwszą jest rzeczą zaniechać wzajemnych obwinień, miejcie tylko całość na oku, bądźcie pobłażającymi i łagodnymi w przypadkach szczególnych. W jedności jesteście silnymi, w rozdwojeniu wystawieni na wszelką nawałnicę, któraby zewnątrz spaść mogła. Po tym ogólnym oświadczeniu przystąpimy natychmiast do dzieła. Atoli jeden poprzednio kładę warunek. Pierwej porządek i prawość przywrócić całkiem należy. Nie może być w kraju żadnej władzy, która nie pochodzi z ręki rządu, ani przezeń nie jest uświęcona. Z istniejących komitetów tylko te potwierdzić mogę, które jedynie miejscowe cele, t. j. bezpieczeństwo publiczne na uwadze mają i których istnienia władze miejscowe pragną, wszystkie inne muszą się natychmiast powstrzymać od wszelkich publicznych czynności.

Wszelkie oddziały ochotników nieregularnie uzbrojone najlepiej postąpią w interesie własnej narodowości, gdy się natychmiast rozejdą. W tej chwili żadne jeszcze nie grozi niebezpieczeństwo zewnątrz. Gdyby zaś zagrozić miało, ja pierwszy odezwałbym się do patriotyzmu krajowców i ich poświęcenia. Na teraz spokojnie do domów waszych powrócić możecie. Wasze niebezpieczeństwo jest i naszym niebezpieczeństwem, a w takim razie wspólnie stawimy mu czoło. Co się dotąd uczyniło, próżnym jest zmarnowaniem sił i pieniędzy.

Kto się służbie zbrojnej poświęcić pragnie, niech się do dowódczy obrony krajowej zgłosi. Jeżeli jest zdolnym do służby, będzie do niej przyjętym.

Polacy! Najszlachetniejsi mężowie z pośród was przyrzekli mi swą pomoc ku przywróceniu porządku, którego domagać się muszę. W ich towarzystwie wnet się przekonam, czy wszystkie moje życzenia wszędzie są spełnione, a wtedy czym prędzej przystąpimy do dzieła. Aż do tego czasu tylko przygotowawcze mogą być narady. Przywołam do tego ludzi każdego stanu i każdego języka w należytym stosunku, w tej nadziei, że takie tylko Jego Królewskiej Mości propozycje się przedłożą, które będą miały znamię słusznego uwzględnienia wszystkich interesów.

A zatem raz jeszcze powtarzam: porządek, spokojność, prawo. Bez porządku nie masz wolności, którą nas ostatnie obdarzyły tygodnie. Któż z nas spodziewał się jej dożyć? Ale, jeżeli naszej wolności używać chcecie, musicie się i do porządku naszego zastosować. Jeżeli do niego wracając, udacie się spokojnie do domów waszych, zaręczam wam wyjednanie najzupełniejszej amnestii u Najjaśniejszego Pana za wszystko, co się dotąd stało.


Deklaracja jen. Willisena w sprawie narodowej reorganizacji W. Ks. Poznańskiego[1].

(Gazeta Polska. Nr 35. Poznań 1848).
Jarosławiec, dnia 11 kwietnia 1848 r.

Na uczynione mi zapytanie, jak w szczegółach reorganizacja narodowa ma być rozumiana i jakie w szczególności rozporządzenia mają ją w rzeczywistość obrócić, niniejszą wedle mego rozumienia składam deklaracje:

  1. Ze względu na administrację cywilną, wszystkie gałęzie administracji, sądownictwa, ceł i oświecenia mają mieć Polaków na czele, a zresztą obsadzone być osobami w stosunku do narodowości, ażeby każdy w swoim języku mógł być rządzonym i sądzonym. Skład rozmaitych kolegiów dałby się tym czyściej przeprowadzić, gdyby np. te pograniczne powiaty, w których ludność niemiecka albo przeważa albo ludność całkiem jest niemiecka, w administracji częściowo lub zupełnie oddzielone zostały, bo natenczas nie tylko by naczelnicy byli Polacy, ale i skład cały kolegiów mógłby być polski.
  2. Co się tyczy narodowego uzbrojenia, natenczas reorganizacja narodowa ma tu być zaprowadzona w całym znaczeniu tego wyrazu. A zatem żadni rekruci poznańscy nie będą mogli być wcielani do pułków śląskich albo jakichkolwiek niemieckich, ani na odwrót żaden rekrut niemiecki nie będzie mógł wstępować w szeregi pułków poznańskich. Wojsko ma mieć musztrę i komendę w swoim własnym języku i otrzymać własne narodowe odznaki, t. j. kokardy i kolory. Oficerom nie ma być stawiana żadna inna przeszkoda przy wstępowaniu do służby, krom wymagalności wychowania i znajomości sztuki wojskowej. A zatem wojsko poznańskie stanowić będzie, we wszystkich gatunkach broni jedną osobną narodową całość tak, że W. Ks. Poznańskie w całym znaczeniu tego wyrazu będzie wyosobnioną i zaokrągloną w sobie całością.

Jenerał Willisen, Libelt, W. Stefanski.


Przypisy

  1. Deklaracja powyższa była podstawą polityczną, na której stanęła jednocześnie w tymże Jarosławcu konwencja wojskowa, według której Komitet Narodowy Polski zobowiązał się ograniczyć swe siły zbrojne z 20 tysięcy ludzi, do 3.000, rozlokowanych w obozach pod Wrześnią, Książem, Pleszewem i Miłosławiem. Warunki ugody Jarosławieckiej zostały, wkrótce po zawarciu, przez Prusaków zgwałcone, deklaracja Willisena całkowicie niedotrzymana, Wllisen odwołany.


Memoriał Ludwika Mierosławskiego do jen. Pfuela w czerwcu 1848 r.

(Nowacki Józef. Zbiór najważniejszych dokumentów, dotyczących się Wielkiego Księstwa Poznańskiego i narodowości polskiej. Wolsztyn 1849).

Jenerał Willisen, który mojem zdaniem, ze wszystkich oświeconych Prusaków jedyny poznał, jakie można z patriotyzmu polskiego odnieść korzyści, ażeby Niemcy z małym kosztem ze strony Rosji należycie ubezpieczyć, wprawdzie mi wyraźnie nie polecił, ale w szlachetnej otwartości dał mi dość wyraźnie poznać, iż wzburzenie umysłów w W. Ks. Poznańskiem do tego celu kierować należy. Ponieważ zaś od rządu swego pełnomocnictwo do reorganizacji prowincji miał otrzymać, każde więc słowo jego, choćby i bez charakteru urzędowego, miało pozór obietnicy urzędowej, której ziszczenie nasz zapał miał przyśpieszyć. Naszym przeto zadaniem było te wzniosłe idee urzeczywistnić i w czyn je zamienić, bo nareszcie Bóg tylko takim radzi, którzy sami sobie radzą.

Gdym wchodził do Poznania w towarzystwie gwardii akademików polskich, ustanowionej i upoważnionej przez prezesa policji berlińskiej, ta niepodległość W. Księstwa, okrzykami ludu berlińskiego poprzysiężona, zdawała się pewną i dokonaną. Całe W. Księstwo stało pod bronią. Komitet Polski odbywał posiedzenia swoje na ratuszu. Dwadzieścia tysięcy Polaków różnego wieku i różnej płci poniosły mnie na ratusz, jakoby w żywy dowód przymierza, istniejącego odtąd między patriotami W. Ks. Poznańskiego i wspaniałomyślnym ludem, który nas oswobodził. Z ratusza obwieściłem to przymierze, wzywając Polaków, „aby zmazali winę, zbrojąc się bez wyjątku przeciw wrogowi chrześcijaństwa i oświaty[1]”. Czemuż władze W. Ks. Poznańskiego natychmiast nie zaprotestowały przeciw temu programowi? Czemuż natychmiast nie jęły się rozbrojenia powstania polskiego? Czemuż dozwoliły nam działać bez przeszkody? Czy dlatego, ażeby rzeź tym większą uczynić? Ostatni domysł lubo nie jest mojem osobistym przekonaniem, dzieli dzisiaj większa część niezliczonych ofiar reakcji pruskiej i mocno się obawiam, czy go równie i cała Europa nie podzieli.

Przybycie jenerała Willisena stanu rzeczy o wiele odmienić nie mogło. Polacy, tak jak mogli, uzbroili się w liczbie 20.000 kosynierów, strzelców i jazdy, nie pytając się o zdanie jenerała. Ja sam, tydzień przed przybyciem jenerała, masy te już zbrojne i na różnych miejscach prowincji obozujące ujrzałem. Tego tygodnia wraz z mymi przyjaciółmi, członkami Komitetu Wojennego, użyłem do uregulowania mas, aby się z nich bandy łupieżców nie porobiły.

W samym Poznaniu gwardię akademicką i rekrutów dwóch batalionów piechoty i jednego szwadronu jazdy publicznie organizowałem, a władzom pruskim przez myśl nie przyszło pociągnąć mnie dla tego do odpowiedzialności. Komitet Wojenny działał publicznie i jak ustanowiona władza jaka, i nikomu się nie przyśniło, iżby organizacja siły narodowej miała się w czymkolwiek sprzeciwiać zamiarom gabinetu berlińskiego. Owszem, byliśmy tego przekonania, iż mu przysługę czynimy, uwolniwszy go od zrobienia inicjatywy, któraby jego koalicję z Rosją za wcześnie za sobą pociągnęła.

I przy takich okolicznościach wszczęła się reakcja przeciwko żywiołowi polskiemu. Szkoda, że nas wcześniej o niej nie uwiadomiono. Bylibyśmy wiedzieli, czego się trzymać. Ale po uzbrojeniu Polaków i gdy ich przeznaczono na straż przednią niemieckiego liberalizmu, zdradą i nierozsądkiem było w nic chcieć ich zamienić. Skutecznym środkiem mogło być tylko to, iżby oddziały te zamieniono w półmilitarne kadry. Jenerał Willisen, przybywszy do Poznania, uznał ten sposób uregulowania za jedynie rozsądny i wykonalny. Tutaj musiał pokonać słuszną nieufność Polaków, uważających w takim rozporządzeniu tylko zamiar, by zapał narodowy przez pozór armii przytłumić, armii, którą rząd pruski mógłby później zmniejszyć i według upodobania znieść zupełnie.

Niesłychane gwałty, jakich masy wojska po prowincji rozesłane wszędzie się dopuszczały, otworzyły każdemu oczy. Śląska i pomorska obrona krajowa zhańbiły armię pruską, a nie ukaranie ich ciąży jeszcze na władzach w W. Księstwie. Jenerał Willisen, jak i każdy inny nie był w stanie zaprowadzić spokoju w prowincji, dopóki ta wydana została na pastwę niekarnych band. Jedynym schronieniem przeciwko nim były nasze obozy. Poza obozami, w których odpornie tylko działaliśmy, nikt nie był pewien ani życia, ani swego majątku, ani wolności swojej.

Wysłany przez Komitet Narodowy i jenerała Willisena do obozów znalazłem w nich niespokojne masy chłopów do tego stopnia oburzenia doprowadzone, jakiegom u nich dotychczas nie przypuszczał. Słowo o złożeniu broni wyrzeczone życiem by każdy taki nierozważny przypłacił. Gdy więc podług warunków konwencji z dnia 11 kwietnia kadry tymże traktatem przyjęte rozdzielane być miały, dowodzący warunku tego tylko tym sposobem dokonać mogli, że oddalonych nazwano „Rezerwą narodową” i zamiast świadectwa oddalania dano świadectwo urlopu. Nie chce tu powtarzać, ilekroć sam wystawiany byłem na śmierć, mimo mej popularności, gdym do roztropności wżywał oddziały, którym bez żadnej rękojmi do domu odsyłano. Ledwo królewski komisarz i deputowani z Komitetu Narodowego podpisali ową nieszczęsną konwencję z dnia 11 kwietnia, aż tu cały ciężar niedoli na nas się zwalił. Wnet bowiem rozpuszczone masy powracały do nas, bez broni, zgłodniałe, przez śląską i pomorską obronę krajową sponiewierane, która na nich, jak na dzika, polowanie urządzała. Ci nieszczęśliwi dla swej niedoli nas się trzymali i wyrzucali nam w swej rozpaczy, żeśmy ich wydali zemście żydów i Prusaków. Wszelkie reklamacje Komitetu Narodowego były daremne. Gdyby u mnie i u mych przyjaciół rozsadek zawsze nie przeważał, byłoby oburzenie w naszych przez takie wiarołomstwo wywołane, sprowadziło wojnę domową na cale W. Ks. Poznańskie.


Przypisy

  1. Rosji.


Legion polski na Węgrzech.

Zawiązek Legionu Polskiego na Węgrzech.

(Pamiętnik Jenerała Wysockiego dowódcy Legionu Polskiego na Węgrzech z czasu kampanii węgierskiej w roku 1848 i 1849. Poznań 1850).

Po dwóch posłuchaniach u Koszuta, zdawało się, że wszystko pójdzie jak najlepiej. Rząd przystawał na formacje Legionu od 15 do 20 tysięcy. Zgodzono się na warunki, zapewniające przyszłość legionistów i niewątpliwe dla kraju naszego korzyści. Chodziło już tylko o mało znaczące poprawki. Wtem zjawił się niespodzianie w Presburgu jenerał Bem. Od chwili jego przybycia wszystko się zmieniło. Zaczęto słówkami nas zbywać, zwlekać, nareszcie Koszut oświadczył, że nie może podpisać układów aż dopiero w Peszcie, po porozumieniu się z innymi członkami rządu. W drodze, którą wspólnie z nim odbywaliśmy, okazywał się on ciągle zimnym dla nas i unikał nawet naszego spotkania. Za przybyciem do stolicy zwlekano znowu stanowczą odpowiedź ode dnia do dnia, a z każdym dniem nowe jakieś pojawiały się trudności. Tymczasem młodzież niecierpliwiła i burzyła się w nieczynności, nie chcąc wszakże wiązać się ostatecznie, bez żadnej zgoła podstawy. W końcu, po nowych, a coraz silniejszych naleganiach, rząd oświadczył, że jenerał Bem sprzeciwia się wszelkim z nami układom, uznając nasze pełnomocnictwo za nie ważne, bo nie pochodzące od realnej władzy w kraju (co przez to chciał rozumieć, nie wiadomo). Tak tedy jenerał Bem swoim wpływem zerwał wszelkie nasze stosunki z rządem i nie dopuścił do zawarcia jakiejkolwiek umowy, powtarzając przed członkami rządu, że młodzież raz się skompromitowawszy, będzie zmuszona i bez tego wchodzić w szeregi węgierskie. Nic nie pomogły nasze postanowienia, nic nie pomogły prośby samejże młodzieży - głuchym był na wszystko. Podobne postępowanie jenerała Bema gniewem i rozpaczą napełniało młodzież. Znalazł się, na nieszczęście, zapaleniec, który wpadłszy z pistoletami do niego, lekko go w głowę ranił. Inni folgowali żalowi, występując przeciwko jenerałowi w pismach publicznych. Gniew jego doszedł przez to do najwyższego stopnia. Nie pytając, czy słusznie robi czy niesłusznie, niepomny, że przesadą i szkalowaniem sam siebie tylko krzywdzić może, wystąpił z największą zapamiętałością przeciw demokracji i jej zwolennikom, w paszkwilu opatrzonym swoim podpisem. Nie wahał się on wyrzec, że demokracja założona z poręki Moskwy i ciągłe jej służy. Że ja jestem ajentem moskiewskim, płatnym przez Mikołaja i, że Kołodziejski (tak się zwał ów zapaleniec) z mojej namowy dopuścił się zbrodni. Na podobne zarzuty nie było odpowiedzi, a kiedy niektórzy członkowie rządu do tego mnie skłaniali, oświadczyłem im, że cała moja przeszłość w zawodzie publicznym najlepszą jest odpowiedzią, a przeszłość ta wielu jest znana w kraju i emigracji. Splamiłbym przeto siebie, gdybym odpowiadał na podobne zarzuty. Milczałem więc i polemika skończyła się tą razą na jednostronnym paszkwilu.

Zdaje się, że rząd węgierski pojął moje milczenie. Potrzebując żołnierza, zezwolił na formacje pierwszych kompani z młodzieży polskiej już przybyłej, a na wyraźne i stanowcze wszystkich żądanie, pomimo zżymań się jenerała Bema, mianował mnie dowódcą tych pierwszych oddziałów Legionu, w stopniu majora. Widząc, że przyjęcie ofiarowanej mi komendy moralną było koniecznością, nie chcąc przy tym opuszczać młodzieży, która we mnie pokładała całe zaufanie, zająłem się natychmiast organizacją. Rząd naglił, abyśmy wyruszali jak najprędzej na linie bojową. W kilka przeto dni uformowałem dwie słabe kompanie, liczące nie więcej jak 300 ludzi, a po uroczystym poświeceniu, w przytomności licznie zebranego ludu, pierwszej chorągwi polskiej (dnia 25 listopada), której matką była siostra Koszuta pani Kudkay - udaliśmy się dnia następnego w pochód do Aradu.

Taki był pierwszy zawiązek Legionu polskiego na Węgrzech, któremu to zawiązkowi rząd węgierski dla jakichś politycznych względów nie chciał nawet dawać nazwiska Legionu ale nazywał go tylko batalionem Wysockiego.


Sprawa wkroczenia Legionu Polskiego do Galicji.

(Pamiętnik Jenerała Wysockiego etc. etc.).

Po przybyciu mojem do Debreczyna wręczono mi ze strony rządu nominację na jenerała i naczelnego dowódcę wszystkich oddziałów polskich na Węgrzech, wraz z pełnomocnictwem uformowania przynajmniej jednej dywizji polskiej. Na moje żądanie przeznaczono Miszkolc na miejsce dalszej organizacji i wszystkie oddziały polskie odebrały rozkaz zbierania się w tym mieście. Dalej polecono komitatom sąsiednim, aby mi dawali wszelką pomoc, jakiej tylko zażądam i pozwolono mi wcielić do Legionu wszystkich jeńców austriackich, rodem z Galicji, gdziekolwiek by się oni znajdowali. Minister wojny wydał rozkaz do dowódców korpusów, aby żadnemu Polakowi służącemu dotychczas w wojsku węgierskim, nie wzbraniali przeniesienia się do Legionu. Wreszcie, nauczony przykładami przeszłości, żądałem i otrzymałem rozkaz ministerialny, że wszelkie nominacje w Legionie, na jakiekolwiek stopnie, nie będą wydawane jak tylko na moje przedstawienie i, że żaden oddział nie będzie mógł być odkomenderowany bez mego zezwolenia, a kiedy jedna przynajmniej dywizja Legionu sformowana zostanie, że wtedy przyłączy się do korpusu jenerała Dembińskiego, pod jego naczelnym będzie zostawała dowództwem. Właśnie przed kilku dniami jenerał Dembiński objął był naczelną komendę nad Górnymi Węgrami i stał ze swoim korpusem nad granicą Galicji, można więc było spodziewać się, że kiedy się zdarzy stosowna pora, pierwszy wkroczy do kraju. Wszystko to rodziło w nas najpiękniejsze nadzieje.

Po ułatwieniu się w ten sposób w ministerium, udałem się do Gubernatora Węgier pana Koszuta, który podówczas zupełne, jak mi się zdawało, pokładał we mnie zaufanie. Przy pierwszych odwiedzinach, mówiliśmy z nim bardzo obszernie o położeniu Węgier i Polski, o stosunkach obecnych i przyszłych obu tych krajów, o grożącym wmieszaniu się Moskali i dalszym sposobie działania, wreszcie o jenerale Dembińskim. Koszut oświadczył mi, że jenerał Dembiński ma zamiar wkroczenia natychmiast do Galicji, lecz że on jest temu przeciwny na teraz, bo chociaż to wkroczenie prędzej czy później nastąpić musi i rząd węgierski stawiać mu przeszkody nie myśli, owszem samymże Polakom zostawia wybranie stosownej chwili, to przecież wkroczenie jenerała Dembińskiego w tym czasie i z tak słabym wojskiem, byłoby zarówno szkodliwym dla Węgrów jak i dla Polaków. Wołałbym, mówił dalej Koszut, żeby Polacy pierwsi, nie zaś Węgrzy, przechodzili granicę. Byłoby to i politycznej i z większym skutkiem. Jenerał Dembiński, wkraczając teraz z małym korpusem z samych Węgrów złożonym, nic dobrego nie zrobi dla własnego kraju, a nadto przyspieszy, a może zdecyduje interwencję rosyjską. Wreszcie niepodobieństwem jest dla nas dać Polakom jakakolwiek bądź pomoc w ludziach, albo też w broni, dopóki Węgry zajęte będą wojną z Austrią”.


Odezwa Józefa Wysockiego do Narodu Węgierskiego.

(Pamiętnik Jenerała Wysockiego etc. etc.).
Orszowa, dnia 20 sierpnia 1849 r.

Walczyliśmy z Wami, wiecie o tym dobrze, nie jako najemnicy, nie dla osobistych widoków, ale w nadziei, że Wasze powodzenie i wzięty przez nas w nim udział stanie się podstawą do walki dalszej, która jest nieustającym celem życia naszego. Do walki o niepodległość Polski, bez której niepodległość Węgier ani się utrzymać, ani do skutku nie da się doprowadzić. Walcząc za Waszą sprawę mieliśmy i ten cel jeszcze, żeby stać się jakoby pośrednikami do pogodzenia Was ze szczepami słowiańskim i romańskim, które nieszczęsna polityka wrogami Waszymi zrobiła, a które przez mądrość i sprawiedliwość staną się jeszcze kiedyś, nie traćmy tej nadziei, wiernymi i przywiązanymi współmieszkańcami jednego kraju i państwa.

To wspomnienie o naszym przybyciu do Waszej zagrożonej ziemi zachowajcie w szlachetnych sercach Waszych. Zachowajcie, jak i my i wierność dla ojczyzny i wiarę w jej przyszłość i oswobodzenie, a niezmierne ofiary, które wspólnie łożyliśmy, nie będą stracone. I czas przyjdzie, kiedy znowu, daj Boże tylko wspólnie, wznowimy tę świętą walkę. A wtenczas w sprawiedliwości Waszej wspomnijcie, żeśmy Wam dotrwali do końca.


Sprawa polska w parlamencie frankfurckim.

Adres zebrania członków Sejmu Polskiego do Niemieckiego Zgromadzenia Narodowego we Frankfurcie nad Menem. (z r. 1830/31)

(Rocznik Towarzystwa Historyczno - Literackiego w Paryżu. Paryż 1869).
Paryż, dnia 25 maja 1848 r.

My, niżej podpisani członkowie obu Izb ostatniego Sejmu polskiego, który wśród namiętnej walki o niepodległość swojego narodu zastrzegł sobie uchwałami z dnia 22 i 25 lutego 1831 r. moc reprezentowania i bronienia praw jego nawet poza granicami własnego kraju, jakkolwiek skutkiem siedemnastoletniego wygnania nie znajdujemy się w możności zebrania się w komplecie tymiż uchwałami przepisanym, uważamy za nasz święty obowiązek wytoczenie przed Was, dostojni Reprezentanci Ludu Niemieckiego, sprawy ujarzmionej naszej ojczyzny, a to tym więcej, że zachęceni jesteśmy do tego kroku oświadczeniem waszego przygotowawczego Parlamentu (Vor-Parlament), „że podziały Polski za krzyczącą niesprawiedliwość uważa, i potrzebą przywrócenia jej niepodległości jest przenikniony”. Niesiemy przede wszystkim dzięki duchowi sprawiedliwości i szlachetności, który to oświadczenie wywołał, bo słuszna cześć przynależy narodowi, co własnej jedności, wolności i niepodległości poszukując, jedność, wolność i niepodległość innych narodów uszanować pragnie.

Zbytecznym nam się wydaje przedstawiać Wam tu, dostojni Reprezentanci, cały wywód krzywd historycznych naszej Ojczyzny, dołączamy jednak do niniejszego podania spis celniejszych dokumentów od roku 1772 do tej materii się ściągających. Również zbytecznym sądzimy rozszerzać się nad niesprawiedliwością tych wszystkich dekretów o Polsce, wydanych z jednej strony przeciwko jej woli, a z drugiej pochodzących od rządów wyłącznie, nie zaś od ludów czyli prawej ich reprezentacji, lecz pospieszamy z wynurzeniem wam żalu naszego i uczynieniem przełożeń względem najświeższego kroku Prus co do jednej części Polski, to jest Poznańskiego, którego blisko połowa miałaby zostać wcielona do krajów związku niemieckiego, a to za pozwoleniem Sejmu Rzeszy we Frankfurcie.

Poznańskie, w granicach jakie mu traktaty z r. 1815, jak wiadomo, bez udziału Polski zawarte zakreśliły, miało jednak sobie zapewnione pewną udzielność, pewne gwarancje swej narodowości i reprezentacji. Tą ostatnią, od zaprowadzenia Stanów prowincjonalnych w Prusach w roku 1823, był Sejm Poznański i jako taki był częścią sejmu ogólnego pruskiego, otworzonego w roku zeszłym w Berlinie. Kiedy Król Pruski na tegorocznym sejmie zapytał się tych prowincji, które dotąd do związku niemieckiego nie należały, czy do niego przystąpić pragną, Poznańskie, przez organ owych legalnych Stanów w Berlinie oświadczyło się negative. Tymczasem podane zostały przez część ludności niemieckiej i żydowskiej W. Księstwa Poznańskiego petycje do Berlina i Frankfurtu o wcielenie tych lub owych miast i powiatów, a nawet całego Księstwa do Niemiec, i na te to jednostronne zadania, wbrew wyraźnemu oświadczeniu przez rząd pruski uznawanej reprezentacji, wydano decyzje, wyraźnie nowy podział Polski dekretujące.

Ale prawdziwie, może moglibyśmy ubliżać Wam, dostojni Reprezentanci, ubliżać zacnemu narodowi, którego posłannikami jesteście, gdybyśmy choć na chwilę przypuszczać mogli, że za ostateczne osądzone uważać będziecie to, co we wszelkich podobnych materiach, dopiero wskutek podań jednostronnych i przez wyroki władzy nie mogącej się uważać za dostatecznie bezinteresowną, postanowione zostało. Epoka, w której żyjemy, epoka braterskości między ludami, epoka uszanowania dla opinii publicznej, nie powinna już przecież być świadkiem nadużycia siły i przysądzania komu dogodne na podstawie dowodów, któreby w żadnym zwyczajnym trybunale wygranej nie zapewniły.

Historia świadczy, że Polska niepodległa nie prowadziła zaborczych wojen, że Litwa, Ruś, Prusy, Inflanty połączyły się z nią dobrowolnie, że zwykła była szanować obce narodowości na swojej ziemi istniejące, czego najlepszym dowodem to wielkie rozrodzenie się ludności obcej w tym kraju. Zapewnić nam się godzi, że Polska odrodzona uznałaby łatwo potrzebę porozumienia się ze swymi sąsiadami względem pewnych kwestii delimitacyjnych, miałaby zaś wzgląd szczególniejszy na dogodność i życzenia narodów, któreby jej do politycznego odżycia dopomogły. Lecz Polska niesłusznych i jednostronnych względem siebie wyroków jak nie uznawała, tak nie uzna.

Dostojni Reprezentanci! Witając z wami zorzę wolności dla wszystkich ludów europejskich za naszych dni wschodzącą, wzywamy was w imieniu nieszczęśliwego, lecz wielkiego, szlachetnego narodu naszego, abyście dla honoru, uczucia sprawiedliwości i dobrze zrozumianego interesu własnej ojczyzny, odsunęli od siebie stanowczo wszystkie nieprawe nabycia Niemiec na Polsce od r. 1772 datujące, i podali jej pomocną rękę tak, jak kiedyś ona wam podała pod Wiedniem, nie oglądając się na żadne rachuby chwilowej samolubnej polityki. Francja i cała oświecona Europa będą pewnie waszymi sprzymierzeńcami w tym, co dla Polski uczynicie. Główny nieprzyjaciel jej sprawy jest naturalnym nieprzyjacielem i naszej i waszej wolności, wyrzeknijcie więc: czas naprawić największą polityczną zbrodnię nowszych czasów, czas przywrócić niepodległą Polskę.


Mowa ks. Jana Chryzostoma Janiszewskiego w parlamencie frankfurckim w dniu 25 lipca 1848 r.

(Józef Nowacki. Zbiór najważniejszych dokumentów, dotyczących się W. Księstwa Poznańskiego etc.).

Wielkie Księstwo przypadło r. 1815 Prusom. Król owymi traktaty[1] zobowiązany, zabezpieczył tej prowincji przez osobną proklamację, zupełne zachowanie narodowości polskiej. Nie tworzyła tedy żadnej części Niemiec, a zapewnienie czyli gwarancja narodowości polskiej najlepszym jest dowodem, że polska była. Dlatego też i później, mimo znanego systemu germanizowania, o wcieleniu tej prowincji do związku niemieckiego nigdy mowy nie było. Widocznie z tej przyczyny, aby sobie nie szydzić zbyt zuchwale z gwarancji, danej pod względem narodowości. Dopiero po owych pamiętnych wypadkach berlińskich w marcu, pojawiła się myśl, bo król pruski oświadczył, że prowincje pruskie nie należące dotychczas do Związku niemieckiego, mogą się doń, jeżeli tego pragną, przyłączyć. Rząd pruski nie przywłaszcza sobie tedy w tej mierze żadnego prawa, ale owszem zostawia rozstrzygniecie tej kwestii podług woli narodu. Na fundamencie tegoż królewskiego obwieszczenia wysłał natychmiast Komitet Narodowy Polski deputację do króla do Berlina z oświadczeniem, że Polacy swej narodowości się nie wyrzekną i wyrzec się nie mogą, że właśnie wskutek przyłączenia się Prus do Niemiec, żądają dla W. Ks. Poznańskiego, jako części dawnej Polski osobnej konstytucji, jak tą im w roku 1815 zastrzeżono. Na słuszne te żądania przyzwolono wszakże, najprzód rozkazem gabinetowym z dnia 24 marca, następnie reskryptem ministerialnym z dnia 26 marca. Toć jest pierwszym objawieniem woli mieszkańców czyli narodu, który się zaiste nie wstawia za wcieleniem prowincji tej do związku niemieckiego. Deklaracja ta jest tym ważniejsza, że ją nie tylko Polacy, ale i Niemcy podpisali.

Mimo tej deklaracji zapytał rząd zebranych deputowanych na dniu 6 kwietnia, czy sobie życzą wcielenia W. Ks. Poznańskiego da Związku niemieckiego, czy nie? Sejm ten oświadczył większością głosów 26 przeciw 17, że nie jest jego życzeniem wcielić tą prowincję do Związku niemieckiego. Sejm zjednoczony pruski oświadczył się przeciwnie, to jest za wcieleniem do Niemiec i jego postanowienie uznano za prawne i prawnie obowiązujące. Również prawnym i nieodzownym należało uznać postanowienie Sejmu poznańskiego. Mimo to mniejszość na posiedzeniu prywatnym postanowienie Sejmu poznańskiego za nieważne uznała.

Na fundamencie tego nieważnego postanowienia mniejszości, na prywatnym posiedzeniu uczynionego i na fundamencie petycji mieszkańców, przez intrygi wszelakiego rodzaju i machinacje zebranych, o czym dowody publiczności są podane, uczynił rząd pruski wniosek, a Sejm związkowy (Bundestag) nie rozpoznawszy słuszności i niesłuszności takiego wniosku, zadekretował wcielenie. Takie, Panowie, jest postępowanie, taka jest prawność w tej sprawie. Pytam każdego bezstronnego, jestże takie postępowanie prawnym, jestże sprawiedliwym? Czyż rząd sam nie postanawia, że wcielenie do Niemiec zależy od objawienia woli mieszkańców, a następnie czyż nie uczynił wniosku wbrew tej woli za wcieleniem? Po cóż uczyniono w tej mierze zapytanie Sejmu? Albo, czyż można urzędników dawnego systemu rządu, to jest urzędników policyjnych, którzy petycję tę zebrali, uważać za odgłos woli narodu? Czyż nie złożono w ręce tych urzędników losu ojczyzny całego plemienia? Było inne jakie prawne pośrednictwo, za pomocą którego wola narodu objawiona być mogła? Któż dochodził, czy petycje te są prawdziwe lub nie, czy są wierzytelne lub tez zmyślone? Dlaczegóż pędzono rzecz tą z taką skwapliwością i z takim pośpiechem, niezgodnie z ważnością tej sprawy i w sprzeczności nareszcie z rozwagą w innych rzeczach charakterowi niemieckiemu właściwą. Spieszono się z obawy, że ze zmianą urzędników zmieni się w kraju i wola narodu.

Nie przychodzę ja, jako żebrak do Panów. Przychodzę tutaj oparty na prawie. Nie przywołuję przeto sympatii, ba odzywam się do sprawiedliwości, gdyby mi i tej odmawiano, wtedy darujcie Panowie, gdy wyrzeknę, iż żaden lud tylu gorzkich nie doznał złudzeń. Nie idzie tu o to, aby mu co dano, idzie raczej a to, aby mu już nic więcej nie brano, idzie o to, aby mu nie naruszać tego, czego nie poważyła się naruszać sprawiedliwość monarchów. Cóż zyskają Niemcy przez gwałtowne wcielenie 500 do 600.000 Polaków, co zyszcze, co może zyskać naród 40 milionowy? Moi Panowie, zyszcze on przez to niemało, przygotuje sobie w swym łonie 500 da 600.000 najzaciętszych wrogów. To będzie koniecznym i nieodzownym tego podziału następstwem. Bo, moi Panowie, jacy to mogą być obywatele państwa, których gwałtem do siebie przykuwacie, jacy to mogą być obywatele państwa których najokropniej znieważono i da żywego skrzywdzono? Może by się Panom wówczas podobało powiedzieć, że jest to naród niespokojny, rabusiów? Wtedy musicie także rabusiami nazywać obywateli Holsztynu i Szlezwigu, nie chcących należeć da Danii, wtedy musicie robaka, co się nie da deptać, rabusiem nazywać. Moi Panowie, rzućcie wzrok w serce człowieka, a przekonacie się, że prawdę tą wyższa moc głęboko w nas zapisała, przekonacie się, że serce ludzkie wzdryga się na każdą niesprawiedliwość. Wejrzyjcie tylko w historię Polski, pełną boleści i cierpień męczeńskich od czasów jej podziału, a dojrzycie tam prawdę tą krwią głęboko zapisaną. Polaków połkniono, ale nikt ich, na Boga, nie zdoła strawić. Potężne państwa niemieckie pracowały długo i nieustannie nad wyniszczeniem tej narodowości, i czego dopięli i jaką chwalę osiągnęli? Oto napełnili ludźmi więzienia, wystawili szubienice, niejedną kartę historii swojej niepotrzebnie zapisali krwią ludzką, jednym słowem wysilili się na męki Tantala i prace Syzyfa, a jednak nie osiągnęli, czego chcieli.


Przypisy

  1. Wiedeńskimi


Zabiegi emigracji polskiej w Turcji w czasie wojny wschodniej.

Upoważnienie jenerała Józefa Wysockiego do działań w Turcji.

(Archiwum Muzeum Narodowego w Rapperswilu).
Paryż, dnia 1 grudnia 1853 r.

Demokratyczna Emigracja Polska przekonana, że Legion narodowy, utwarzany na Wschodzie w czasie obecnej wojny Turcji z Rosją, może się stać jedną z głównych potęg do wyzwolenia Ojczyzny, uznała za konieczne starać się a formację takowego. Przede wszystkim jednak uznała, że tylko zastęp nieograniczony w swej liczbie, niezależny w swej zaczepności przeciwko nieprzyjacielowi i dowodzący całą organizacją, że jest wojskiem sprzymierzonego z Turcją ludu polskiego, a nie tureckim oddziałem, może oddać rzetelne usługi sprawie naszej. Staranie u Rządu tureckiego o formację Legionu takiego Jenerałowi Józefowi Wysockiemu Demokratyczna Emigracja Polska powierzyć pragnęła, czego dowodem narady zebranych na dniu 29 października wychodźców polskich w Paryżu.

Wskutek tego niżej podpisani wychodźcy upoważniają jenerała Józefa Wysockiego do porobienia u Porty wszelkich kroków, jakie by uznali za stosowne w celu pozyskania pozwolenia na Legion, odpowiedni zwyż położonym warunkom. Przekonani nadto głęboko a charakterze i zasługach jenerała Wysockiego, dają mu niniejszym pełnomocnictwa do przedsięwzięcia w Turcji wszystkiego, co uzna za zbawienne dla demokratycznej sprawy polskiej.

Ludwik Mierosławski, W. Mazurkiewicz, Józef Ordęga, Teofil Januszewicz, Seweryn Elzanowski, Władysław Ordęga, Walenty Zwierkowski, Mścisław Kazimierz Ordęga, Juliusz Wrotnowski, J. Kleszczyński, S. Ant. Kujawiński, Aleksander Babiński, Jerzy Zaborowski, Stanisław Jarmund.


Odezwa jen. Józefa Wysockiego do Emigracji.

(Arch. Muzeum Narodowego w Raperswilu).
Konstantynopol, dnia 25 maja 1854 r.

Ze sprawozdania wysłannika naszego ob. Brzozowskiego, wiecie już jaki zastałem stan rzeczy, przybywszy do Konstantynopola. Wszystko, co otrzymano u Porty do przyjazdu mojego, dla sprawy polskiej, na przyszłość nie rokowało najmniejszej nadziei. Kozacy, poddani tureccy lub zbieranina z różnych narodowości i kilku Paszów tureckich, nic więcej - oto jest wszystko, co dokonano. Mogło to zapewne zaspokoić ambicje niektórych osób, ale widocznie nie przynosiło żadnej korzyści ani dla Turcji, ani dla Polski, owszem ze szkodą naszą, Turcy biorąc miarę z pojedynczych osób, powzięli o nas złe wyobrażenie, kładąc na szali z awanturnikami, mającymi na celu tylko interes osobisty. Trzeba więc było naprzód odrabiać złe, które się już stało, potrzeba było Turkom i ambasadorom rządów sprzymierzonych w prawdziwym świetle przedstawiać sprawę naszą. Z początku napotkałem wiele trudności, tym bardziej, że niektórzy ludzie, mający wpływ pewny na Wschodzie, wyrobiony dawniejszymi stosunkami i Polacy sturczeni, starali się wszelkimi sposobami przeszkadzać nam w mojej misji, uciekając się nawet w tym celu nieraz do dróg mniej szlachetnych.

Ufny jednakże w świętość sprawy naszej i w czystość zamiarów naszych, umocniony przy tym położonym we mnie zaufaniem, usunąłem powoli niektóre przeszkody, wszędzie dotarłem i ministrom Porty, jako też ambasadorom przedstawiłem nasze myśli i cele. Nie taiłem, że wyłącznym naszym celem jest Polska, że dla niej jedynie gotowi jesteśmy do największych ofiar i poświęceń i śmiało powiedzieć mogę, że wszędzie miałem przychylne posłuchanie i otrzymałem tyle przynajmniej, że:

  1. Odrzucono wszelkie projekta, wychodzące ze strony przeciwnej, a które przyjęte nie tylko, że i na krok nie posunęłyby sprawy polskiej, ale owszem wystawiłyby ją na pośmiewisko Europy.
  2. Zaczęto głośno mówić o Legionach polskich z chorągwią narodową polską, a jeżeli dotychczas nie ma jeszcze stanowczej decyzji, to pochodzi stąd, że Austria i Prusy swoją dwuznaczną polityką tamują wszelkie energiczne działania.

I nie łudźmy się w tym względzie. Ta niepewność długo jeszcze potrwać może. Chociaż wojna rozpoczęta i coraz większe robią się przygotowania z obydwóch stron, ciągle przecież myślą rządy o pokoju. Austria uwodzi wszystkich, na tą lub ową przechylając się stronę. Póki przeto Austria nie zostanie zmuszona stanowczo się zdeklarować, dopóty niczego spodziewać się nie możemy, bo rząd austriacki pod żadnym pozorem nie zezwoli dobrowolnie na podniesienie żywiołu polskiego.

Powtarzam raz więc jeszcze, co powiedziałem w odezwie swojej. Cierpliwości, Bracia! Niechaj nikt nie rusza się z miejsca, bo każdy przybywający do Stambułu nie tylko że na zawód narazi siebie, ale i zaszkodzi sprawie ogólnej, gdyż niedostatek zmusić go może do przyjęcia stanowiska niezgodnego z charakterem emigranta polskiego. Wiem, że nam wygnańcom, zwłoka każda jest męczarnią, ale tego poświecenia wymaga po nas dobro ogólnej sprawy. I nasza tu niezbyt miła służba! Nieraz, po największych nadziejach, bliskich spełnienia się, doznawałem ciężkich zawodów. Wytrwam na mojem stanowisku, dopóki tylko będzie jakakolwiek nadzieja, dopóki szczupłe środki moje wystarczą. Jestem przekonany, że kwestia niepodległości polskiej prędzej czy później podniesiona być musi. Nie pojmuję innego sposobu rozwiązania stanowczego pytania wschodniego. Na innych zasadach zawarty pokój trwałym być nie może. To czuje i rozumie sama nawet Dyplomacja, ale krok względem nas stanowczy do dalszego odkłada czasu. Cierpliwości więc i nie dowierzajcie wiadomościom dziennikarskim i czekajcie wyraźnego ode mnie zawiadomienia.



Raport Wł. Zamoyskiego do Ks. Adama Czartoryskiego o formowaniu dywizji Kozaków Sułtańskich.

(Wiadomości Polskie. Paryż 1856).
Londyn, dnia 17 listopada 1855 r.

Książę, mam zaszczyt donieść W. K. Mości, że skutkiem starań wspartych powaga Jego imienia, odebrałem w dniu wczorajszym urzędowe zawiadomienie, iż Rząd W. Brytanii postanowił sformować osobny korpus z Polaków, pod nazwą „Dywizji Kozaków Sułtańskich[1]”, i mnie do organizacji tej powołał!

Dywizja ta nie przestaje należeć do armii tureckiej, lecz oddana jest przez Sułtana pod rozkazy władzy wojskowej angielskiej i wraz z dwudziestotysięcznym kontyngensem z pułków regularnych tureckich zostawać będzie na żołdzie i utrzymaniu Anglii.

Rząd turecki, z którym utrzymać stosunki nasze nakazuje nam i wdzięczność i interes sprawy, z chęcią i jedną zawsze dla nas życzliwością, przychylając się w tej mierze do żądania W. Brytanii, zezwolił, aby pułk 2-gi Kozaków Sułtańskich, z tym wszystkim, co obok niego poczęło się formować, wszedł do zadekretowanej Dywizji.

Co do warunków tej organizacji, winieniem naprzód powiedzieć, że nie zawarłem z Rządem angielskim umowy, ani kapitulacji, jak się to zwykło robić przy zaciągach zagranicznych jednej narodowości. Mniemałem, że z większą będzie dla nas godnością, jeśli nie umową obu stron związani, ale przez Anglię powołani będziemy do wojny przeciw wspólnemu wrogowi.

  • Rząd 'W. Brytanii dozwala nam formować Dywizję, na początek, z dwóch pułków piechoty, batalionu strzelców celnych i dwóch pułków jazdy złożoną.
  • Polacy jeńcy z armii rosyjskiej, wymieniani nie będą.
  • Ochotnicy w Anglii lub we Francji znajdujący się w dwóch tymczasowych zakładach zbierać się będą i przez Rząd W. Brytanii do głównego zakładu Dywizji, na Wschód, przewodzeni będą. Francja zezwoliła na utworzenie pod Marsylią zakładu Dywizji naszej. Podobny zakład utworzony jest w Anglii, pod Londynem.
  • Pozostawiony jest mi wyłącznie wybór oficerów Dywizji, z zastrzeżonym potwierdzeniem ministra wojny Anglii. Nominacje Anglii u Rządu tureckiego wyrabia.
  • Płaca i racje żołnierzy oznaczone na stopę turecką, podoficerów i oficerów na stopę francuską.
  • Rząd francuski bierze na siebie ubranie i ekwipowanie Dywizji kosztem Anglii.
  • Zabezpieczona jest we Francji i w Anglii służba Dywizji dla zbierania i wyprawiania oficerów, ochotników, efektów i t. d.
  • Rząd W. Brytanii zobowiązuje się utrzymać tę siłę przez czas wojny. Gdybyśmy przy zawarciu pokoju wrócić do ojczyzny, a raczej w niej pozostać nie mogli, natenczas Dywizja Kozaków zwrócona będzie Sułtanowi. W razie zaś gdyby rząd turecki nie mógł jej utrzymać, Anglia podejmuje się przewieść oficerów i żołnierzy na Zachód, dając każdemu z nich, stosownie do stopnia, jednorazowe zaopatrzenie.
  • Rząd W. Brytanii bierze w swoją opiekę oficerów i żołnierzy, którzy wskutek odniesionych ran lub chorób, do dalszej służby okażą się niezdolni.
  • Prawo wojskowe angielskie naszą Dywizję obowiązuje.

Te są, Książę, warunki formacji, do której nas Rząd W. Brytanii powołuje. Pierwszy to raz podobno w dziejach Anglia z Polakami wspólnie przeciw Moskwie występuje. Spólność tym ważniejsza, że stanęła przyzwoleniem wyraźnym i pomocą wszystkich sprzymierzeńców, mianowicie Cesarza Napoleona. Zyskaliśmy więc uznanie, że do wojny z Moskwą siła polska powołana być musi. Wzrost jej zapewniony samym trwaniem wojny.

Czy ta siła da imieniowi polskiemu trwałą chwałę, czy też razem z chwałą i Ojczyznę, to już, w ręku Boga. My tymczasem pełnijmy Polaków powinność. Wiernych a wytrwałych nie minie sprawiedliwość Boża. Nie nas, to wnuki nasze!


Przypisy

  1. Władysław Zamoyski występował w charakterze agenta pełnomocnego ks. Adama Czartoryskiego i w tym charakterze uzyskał był od rządu angielskiego polecenie sformowania oddziałów polskich pod nazwą „Dywizji Kozaków Sułtańskich”. Formacja ta nie miała żadnych gwarancji, że użyta będzie przeciw Rosji w sposób rzeczywiście korzystny dla Polski, że będzie środkiem, przy pomocy którego kwestia polska zostanie wysunięta na porządek dzienny przyszłego kongresu pokojowego. Pod tym właśnie względem, akcja i formacja Zamoyskiego gruntownie różniły się od akcji i zabiegów Józefa Wysockiego w Konstantynopolu. Wysocki bowiem domagał się przede wszystkim rękojmi, że formacje polskie, jakie ewentualnie tworzone będą, mieć będą jawnie polski charakter Legionu polskiego, że w walce przeciw Rosji użyte będą w sposób najkorzystniejszy dla sprawy Polski, a więc nie na azjatyckim teatrze wojny, ale na europejskim, nad granicą południową Rosji, z planem wkroczenia na Ruś południową, wywołania powstania na Ukrainie. Zabiegi Wysockiego w tym kierunku nie dały żadnych pozytywnych wyników, to też Wysocki, jako reprezentant demokratycznego odłamu Emigracji, po dłuższym pobycie w Turcji, wrócił do Paryża, nic nie wskórawszy. Zamoyski natomiast, a z nim cały odłam tzw. arystokratyczny Emigracji, czym całe stronnictwo Czartoryskiego, przystał na formowanie oddziałów polskich w formie utajnionej, pod dziwaczną nazwą Kozaków Sułtańskich. Formacja Zamoyskiego czynnego udziału w akcji wojennej nie brała zupełnie.