45 - Polska od Sejmu Wielkiego do trzeciego rozbioru

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 45

Kraków 1924 rok

Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
A. M. Skałkowski
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Sejm Czteroletni

Zmiany w opinji publicznej.

  • a). Nastroje społeczeństwa.

(Pamiętniki Kajetana Koźmiana, Poznań 1858. I, 205 – 206)

Już podczas sejmu grodzieńskiego 1784 r, na którym młódź przez Komisję Edukacyjną wychowana udział w sprawach publicznych wzięła, już głosy tej młodzieży, równie jak różne polityczne pisma rozchodzące się po kraju, a szczególnie dzieło Stanisława Staszica, które Wybickiemu przypisywano, pod tytułem „Uwagi nad życiem Jana Zamojskiego”, wstrząsnęły w całej Polsce umysły i wzrok utopiony w zabawach, ucztach, a długo obojętny na losy kraju, zwróciły troskliwie na jego przyszłą dolę. Podróż króla do Kaniowa, a po powrocie rozchodzące się wieści o wojnie między Rosją, Austrją i Turcją, wzbudziły powszechne przekonanie, że nadchodzi najważniejsza epoka dla polityki europejskiej, a szczególnie dla Polski. Pod tym godłem otworzył się sejm konfederacji generalnej r. 1788, pod laską Stanisława Małachowskiego i księcia Kazimierza Nestora Sapiehy. Listy polityczne Hugona Kołłątaja do tegoż Małachowskiego budziły w polskiej szlachcie uczucie potrzeby korzystania z pory. Oczekiwania pierwszych czynności tego sejmu było troskliwe. Chwytano z ciekawością gazety napełnione nie samymi wiadomostkami o urodzinach zaślubinach, pogrzebach, ucztach, balach itd. Nawet gazeta Łuskiny (Gazeta warszawska) obszerniej wiadomości polityczne mieściła. Rozmaite też drobne pisma oswajały z prawami europejskiemi i razem wykazywały ducha sejmu. Gdy sejm wyłamał się spod gwarancji rosyjskiej, ucieszono się, lecz gdy gabinet berliński oświadczył chęć zawarcie traktatu i zawarcia przymierza offensive i defensive, a Rosja na odepchnięcie jego oświadczyła, iż te same korzyści zapewnia co dwór pruski, za czym król wymownie i politycznie przemówił, lecz wrzącego przeciw Rosji zapału przemóc nie mógł, i gdy aljans z Prusami zawarty został, przeraziły się na prowincji trwogą umysły, i o ile młodzież zapalała się i cieszyła, o tyle starsi, rozważniejsi, doświadczeńsi, a szczególniej kontuszowi Polacy, pomnąc na doświadczenie, zataić swych obaw nie mogli, i opinja na prowincji podzieliła się na stronnictwa rosyjskie, dworskie i pruskie. To ostatnie najsilniejsze odbierało poparcie z Puław (od Czartoryskich).

Myśli obywatelskie Marcelego Ursyn Niemcewiecza – wrzesień 1787).

(Korespondencja krajowa Stanisława Augusta, Poznań 1872, str. 70 – 71)

Jam venit hora (bije godzina) zaradzenie potrzebom Ojczyzny, bo nietylko Moskwa ale i Austrja, uwikłana w bliskiej wojnie z Turcją, będą życzyły mieć jaką pomoc z Polski i pozwolą na sejm pod konfederacją i na aukcją (zwiększenie) wojska, które nie tylko do 30.000, ale sekretnie daleko bardziej pomnożyć będzie można. Teraz pora wymóc na sąsiadach przyzwolenie na zmiany rządu, zaprowadzenie pluralitatis (rozstrzygnięcia większościowe w sejmie) i sukcesji tronu. Może część narodu przez zaślepienie temu przeciwić się, ale jeśli u mądrych będzie większość, wszystko się zrobi. Gdyby Polska w tej wojnie chciała zachować neutralność, pozostanie w tej co teraz nikczemności, upodleniu i pogardzie u narodów. Jeżeli skorzysta z okoliczności, jak się jej sama nastręcza, a wojsko wzmocni, dźwignie się z niesławy i dawny szacunek odzyska. Dla powiększenia wojska trzeba podatków, tych bez sejmu mieć nie można. Sejm przyśpieszony mógłby wzbudzić w stronnictwach żądanie, aby się Rzplta zaraz za którą ze stron wojujących oświadczyła. W takim razie trzebaby byłoby zaraz od początku sejmu pod pozorem bezpieczeństwa od kup swawolnych przymnażać wojska, a formalną deklaracją zwłóczyć, przez majaczenie i limity sejmowe, pókiby się Rzplta w siłach i gotowości zupełnej nie zobaczyła.


  • b). Krytyka ustroju Rzpltej.

(H. Kołlątaj: Do Stanisława Małachowskiego - o przyszłym sejmie anonyma listów kilka, II, 21, 25).

Zastanówmy się i rozbierzmy uwagą, czem jest kraj nasz. Nie jest on monarchją, bo ta się z domem Jagiellońskim skończyła. Król nic nie może bez narodu. Nie jest rzecząpospolitą, bo tak reprezentuje się co dwa lata przez 6 niedziel. Czemże jest proszę?. Oto lichą, niedołężną machiną, którą ani jeden popychać nie może ani wszyscy popychać nie chcą, a jeden zawsze zastanowić zdoła...

Co to za wolność, co to za rząd, któremu tylko co dwa roku na 6 niedziel głowę przyprawiają, który jeśli chce być czynnym, musi się buntować przeciw własnej konstytucji, bo każda konfederacka niczym inny nie jest, jak rokosz przeciwko prawom...


  • c). Życzenie królewiąt.

(Ks. W. Kalinka: Sejm Czteroletni. - Kraków 1895. I, 131)

Stanisław Szczęsny Potocki do hetmana Rzewuskiego 11 sierpnia 1788 roku.

Ustawy nasze trzebaby tak stosować, aby się Rzpltą, po długim życiu królewskiem, samo rządzić się potrafiła bez bojaźni sukcesji ani bezkrólewia. Nie widzę ja, aby to rzeczą było bardzo trudną. Trzeba rząd taki stanowić, w którym, gdybyśmy stracili teraźniejszego króla, mógł być prezydujący, lecz bez korony i na krótki czas, i aby z każdego województwa kolejno przypadał, nie mając innej władzy tylko pierwsze miejsce. Wtenczas nie baliby się dać siły Stanom Rzpltej. Władza i wolność nie wojowałaby z sobą ustawicznie.


  • d). Urabianie opinji w duchu reform.

(Zbiór różnych pism w czasie seymu paryotycznego od roku 1788 – go in publicum wyszłych. Stanisława Staszica - „Uwagi nad życiem Jana Zamojskiego” do dzisiejszgo stanu Rzeczypospolitej polskiej przystosowane 169 – 170, 174)

P o d a t e k. Tam nie ma wolności, gdzie prawa nie władna. Tam lud jest cudzym niewolnikiem, gdzie nie ma mocy. Towarzystwo zapewnia każdemu obywatelowi własność i wolność przez prawa i przez moc. Praw i moc są dwie istoty każde towarzystwo składające. Bez nich żadna rzeczpospolita trwać nie może. Dzisiaj krajowej mocy gruntem są pieniądze. Towarzystwo skarbu mieć nie może tylko przez składkę obywateli wszystkich. Teraz ani monarchia ani arystokracja ani demokracja, zgoła żaden kraj i żaden rząd tego przywileju nie ma, aby pod nim obywatel żył bez podatków równie jak w despotyźmie, jak w najwolniejszej rzeczypospolitej trzeba oddać połowę albo trzy części dochodów dla ocalenia czwartej. Teraz nie ten kraj jest wolnym, który nie daje podatku, ale ten, który płaci najwięcej. Rzeczypospolite tylko to mają w zysku, iż składają podatki jedynie dla siebie i na obronę własnego kraju, nie na gatki i rozdatki swego despoty. Rozmiar podatków najsprawiedliwiej ułożony będzie w porównaniu do rozległości gruntowej własności i do gatunku jej ziemi. Lecz w teraźniejszych towarzystwach podatki dla swej wielkości niezmiernej według dochodów wybierane być muszą. Przywilej uwalniający od podatków jest krzywdą bliźniego. Żaden stan, żaden obywatel właściciel od podatku wyjętym być nie powinien. Że w gminie niektóre osoby nie dość podatku płacą, stąd żadne zło rzeczypospolitej szkodliwe nie wyniknie, ale gdy ta część ludzi, która ledwie na swoje potrzeby wystarcza, płaci sama tylko podatek, wtedy owych ludzi upadek ciągnie towarzystwa upadek. Rząd, który tych praw nie chowa, własny kraj gubi.


  • e). Plan stronnictwa patrjotycznego.

(Hugo Kołłątaj: Do Stanisława Małachowskiego...o przyszłym seymie anonyma listów kilka, I, 17 – 19, 23 – 28, 53, 56 – 59, 188 – 189).

Pogodziwszy i pojednawszy umysły obywatelskie trzeba zacząć od związku sejm teraźniejszy. Akt rzeczonego związku mieć powinien punkta, któreby nietylko nikomu nie czyniły wstrętu do łączenia się spólnego, ale owszem być mogły najsilniejszym zachęceniem dla wszystkich stanów. Konfederacja przyszła powinna być przy wierze, wolności i królu, przy pomnożeniu sił zewnętrznych kraju przez aukcją wojska i uczynieniu na nowo popisowego porządku w stanie rycerskim, przy zabezpieczeniu granic i ich całości z zupełną neutralnością co do teraźniejszego stanu wojny naszych sąsiadów, przy potrzebnej reformie niektórych artykułów rządu krajowego. Ta konfederacja powinna zacząć najpierwej od wyznaczenia delegacji, którejby nadana była moc uchwalenia podatków, ułożenia etatu wojska regularnego, przepisanie porządku na wszystkie województwa, co się tycze popisów, zgoła tego wszystkiego, co zawiera w sobie obmyślenie funduszu na wojsko, na broń, na amunicją, na magazyny, co zawiera w sobie pomnożenie żołnierza w głowach gimejnów, zreformowanie sztabu, przystosowanie regulaminu do popisów wojewódzkich, ustanowienie rady wojskowej, dobór komendantów subalternów i generalnego regimentarza, to wszystko w przeciągu jak najkrótszego czasu powinno być dopełnione i zaraz do uskutecznienia tak generalnemu regimentarzowi jako i komendantom subalternom powierzone, rekrut nakazany, magazyny opatrzone, nareszcie lokacje wojskom wyznaczone i ordynanse do gotowości wydane.

Gdybyśmy zaraz w samym początku nadzieją uchwalonej lecz jeszcze do skutku nie przywiedzionej siły przyjąć chcieli alians Moskwy, ściągnęlibyśmy do granic naszych wojsko pruskie i znaleźlibyśmy bardzo silną przeciwność najpierwszemu celowi naszemu, to jest pomnożeniu sił zewnętrznych i wewnętrznych. Dwór nasz wprawiony do ufności posłowi moskiewskiemu nie ośmieliłby się na przyjęcie aliansu króla pruskiego i przyłączenie się do Ligi imperji, a zatem musiałyby się porobić partje, za których powstaniem alboby nastąpiła domowa wojna, tem straszniejsza, że każda ze stron przeciwnych wciągnęłaby wojska zagraniczne na swoją obronę, albo jeżeliby się nalazły obiedwie strony bojaźliwe, całą porę sejmową zabrałaby niedołężna bezczynność, a my uśpieni letargiem i niepamięcią na naszą własną zgubę strawilibyśmy czas na próżnych marzeniach aż do owej pory, która czyniąc koniec wojnie teraźniejszej dopełniłaby dawno zamierzone od sąsiadów dzieło. Przeto nie odstręczając ani dwóch dworów cesarskich, ani króla pruskiego, tak jednej jak i drugiej stronie wystawiać należy, że dopóty do żadnych związków przyjść nie możemy, póki kraj nasz nie wzmoże się w należyte siły.

Wszystkie urzędy cywilne napróżno Rzplta kosztownie opłaca, jeżeli wprzód nie ubezpieczy i granic swoich i formy rządu. Stany Rpltej zbyt nieuważnie rozchód publiczny ułożyły, gdy wprzód starały się nasycić listę cywilną, nie pomnąc, czyli wystarczy potrzebom listy militarnej.

We wszystkich robotach, na których się zasadza doskonałość politycznego rządu, powinna być zachowana proporcja. Radzę aby naród przystał na wystawienie wojska 60.000, nie więcej, nie mniej. Mówię nie więcej, bo lubo nasz kraj jeszcze obszernością swoją przewyższa królestwo francuskie, nie zapominajmy się jednak, że bardzo nierychło nawet przy najlepszym rządzie potrafilibyśmy zrównać ludnością, przemysłem, obfitością, a zatem bogactwem daleko mniejszym od Francji. Wiek osiemnasty przystoi nam w skromności dokończyć, nie pokazując najmniejszego zuchwałości cienia. Nie pochlebiajmy sobie, żeby rozróżnione mocarstwa około innych ważnych Europy celów nie były zgodne względem bezsilności naszej. Mniejsza liczba wojska byłaby tylko dla nas uciążliwą, nie przynosząc żadnego dla kraju pożytku. Trzymając wojsko w proporcjonalnej liczbie możemy przecie być pewni zasłonić w przypadku granice nasze, ubezpieczyć przynależyte poszanowanie dla rządu, skłonić niektóre z obcych potencyj do uczciwego aljansu.

Lecz jako sejm teraźniejszy mieć będzie za cel dźwignienie sił narodowych, tak równie powinien korzystać ze szczęśliwej okoliczności, która formę rządu naszego pozwala poprawić i jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na kilka wieków tylu miljonom ludzi w kraju wolnym dobrze uczynić. Spoglądając i na pomyślną lubo krótką czasu porę i na powszechne narodu usiłowanie, który sobie sprzykrzył w zbyt długim rządu nieładzie spodziewać się należy, że im hydliwszy upadku naszego obrano sposób tym szlachetniejszy w dźwignieniu sił i poprawi formy rządowej pokaże się narodu genjusz, jeżeli tylko łagodną rewolucją potrafi stanąć na pierwszym powagi stopniu i udoskonaliwszy formę wolnego rządu, bez przymusu, bez postrachu takowe napisze prawa, któreby były przykładem dla obcych narodów i zatarły hańbę, którą do dziś dnia okryci jesteśmy.

Pierwszy okres sejmowy (walka z wpływami moskiewskimi, zbliżenie do Prus, starania o wojsko i skarb).

  • a) Obrona polityki ulegania Rosji.

(Mowa Jego Królewskiej Mości na sesji sejmowej dnia 6 listopada roku 1788 mianą)

Jeżeli podobać się temu narodowi, który mnie do tronu powołał, jest najwyższem życzeniem mojem, tak najcelniejszą jest oraz powinnością moją tak sprawować ten najwyższy urząd, aby mi ten sędzia, któremu pochlebstwo błądzić nie pozwala, to jest własne sumienie nie wymawiało, żem dla jakiejkolwiek przyczyny opuścił dozoru, nie domawiał jasno tam, gdzie przewidywać i przestrzegać koniecznie należało. Żądam, chcę zaiste być kochanym od narodu mego, ale nie momentalnie tylko, lecz trwale i tak, ażeby i potomność bezstronna mogła powiedzieć o mnie już nie żyjącym. Umiał i śmiał mówić prawdę do narodu, jak ojciec do dzieci, nie na to, żeby ich martwił, ale na to żeby ich wstrzymał tam i wtedy, gdy naród cnotliwy i choć w najlepszych myślach, ale zapędzał się ku własnej szkodliwości. To czynię, gdy wam przezacne Stany Sejmujące przekładam, że nie chcieć zachować obowiązków traktatowych, które nam są przypominane dzisiaj (poseł rosyjski Stackelberg, dotknięty uchwałą o armji stutysięcznej i zniesieniem Departamentu wojskowego Rady Nieustającej, uczynił w nocie z dnia 5 listopada zastrzeżenie, że „imperatorowa będzie się uważała za zwolnioną od wszelkich obowiązków przyjaźni dla Polski”, gdyby Rzplta uchwalając wniosek, postawiony przez Bnińskiego i Matuszewica, o sejmie zawsze trwającym a „przez to samo przewróci(ła) zupełnie formę rządu gwarantowaną w roku 1775”. Gwarancja ta ze strony mocarstw, które dokonały pierwszego rozbioru Polski, dotyczyła tzw. praw kardynalnych, elekcji i liberum veto), byłoby razem brać na nas winę i łamania przyrzeczeń i wywoływania skutków acz najgorszych dla nas samych takowego postępku. Kto nie dochowuje traktatów, daje prawo zemsty na siebie bez granic temu, z którym stanowił umowy. To jest niezaprzeczona prawdą. Nam roztropność sama nie dozwala takowego porwania, choćby nam go nie zabraniała świętość narodowych warunków. Że chcemy mieć wojsko, tośmy napisali, że ja go życzę dla bezpieczeństwa i sławy narodu, tegom dowiódł, że go chcę skutecznie, upatrzyłem na to moment taki, gdzie go chcieć nikt i nic nam nie broniło. Ale tę pomyślną porę nie trujmy sami sobie, dając powód komukolwiek sądzenia, że ta siła, którą chcemy nabyć tylko na obronę naszą, może stać się komukolwiek szkodliwą. Pamiętajmy, że tej siły jeszcze nie mamy. Pamiętajmy, jaka postać była kraju naszego, gdy się stał teatrem wojny, do którego wnijścia zewsząd otwarte, gdzie w poddanych własnych najłatwiej możemy doznać nieprzyjaciół najsroższych, pamiętajmy nakoniec, jak łatwo obcej zmowy możemy stać się łupem. Żądamy formy rządu nie tylko dobrego, ale najlepszego. I któżby jej nie żądał? Rozum, historja inszych krajów zwiedzania dają nam w tem światła, ale nas razem uczą, że stopniami iść trzeba od najgorszego do najlepszego, a że raptowne rewolucje zawsze podlegały błędom i zapóźnemu żałowaniu zbytniego pośpiechu. Miejmy, jeżeli można, wszystkich sąsiadów za przyjaciół. Jest jednak skazówka nieomylna dla narodów pochodząca z sytuacji ich właściwej. Mówię wyraźnie i głośno, że jestem w przeświadczeniu, iż nie masz potencji żadnej, którejby interesa mniej się spierały z naszymi jak Rosji. Przypominam narodowi memu, że Rosja jest ta, którejśmy winni, że nam się wróciły części choć jakiekolwiek już zabranego kraju od innych (Jest to wzmianka o ograniczeniu zachłanności Prus w okresie I – go rozbioru). Przypominam, że w handlowych zamiarach Rosja nam wystawuje najlepsze widoki. Przypominam, że do teraźniejszego zamysłu wzmocnienie sił naszych narodowych Rosja nietylko żadnej nie czyni przeszkody, ale owszem najchętniej zezwala. Mówię zatem, że należy nam nie tylko jej nie drażnić, nietylko jej nie okazywać niechęci i złej woli, ale owszem starać się o zachowanie najlepszej z nią przyjaźni. Dokładam, że jestem i w tem jeszcze przeświadczeniu, że gdy damy poznać Najj. Imperatorowej, że jesteśmy dla niej przychylni łatwiej i bezpieczniej dojdziemy do domowych urządzeń i ulepszeń naszych. Znam ja dobrze, na jakie ja się teraz wystawuję złośliwe tłumaczenia niechętnych, a co gorsza, na jakie nawet podejrzenia i wielu najcnotliwszych ale i nie dość wiadomych obywatelów, ale znam oraz, że nie to słowami i krokami mymi rządzić powinno, co w zapale uprzedzonych umysłów może być najprzyjemniejszym wieloliczności, ale to jedynie, co znam być istotnem kraju dobrem, albo choć tylko mniejszem jego złem.


  • b) Walka z sobkostwem uchylających się od podatków.

(Mowa Juljana Ursyn Niemcewicza, posła inflantzkiego, na sesji sejmowej od 30 marca 1789 r miana...)

Podnoszę głos mój za tym ludem, który nie przychodzi prosić was sprawiedliwości, bo nie żyje pod opieką praw, bo praw żadnych niema dla niego, ale przychodzi prosić was o litość. Kiedy stawało prawo podwójnego podymnego, odważyłem się przydać warunek mój przeciw uciemiężeniu poddaństwa. Ostrożność ta zdawała się zbyteczną i niepotrzebną. Bodajby smutne doświadczenie nie przekonywało nas, że w tak szlachetnym, w tak wspaniałym narodzie są haniebne członki, które słabych uciemiężać ważą się. Że bezpieczeństwo państwa Rzeczypospolitej nakazuje prędkiem ukaraniem gwałcących prawa ludzkości i prawa narodowe uśmierzyć, to doświadczenie, przezorność, pamięć dawnych klęsk, wzgląd teraźniejszych okoliczności dowodzi: wspomnijcie, jakie była zawsze buntów ukraińskich przyczyny. Jeżeli teraz podobne wyniknie nieszczęście, nie chwyciż się go zazdrosny powstania, a czuwający zawsze na naszą zgubę nieprzyjaciel do pogrążenia nas w nowej przepaści? Już wtedy przezorność, już bezpieczeństwo Rzeczypospolitej klęskom tym zaradzić każe, przydajmy do nich uczucie sprawiedliwości i ludzkości. Zważmy, czem jest stan chłopów u nas, zważmy, czem jest ta pożyteczna, ta szanowana część narodu naszego. Osiem miljonów dusz liczymy pod panowaniem Rzeczypospolitej żyjących, z tych jeżeli wyłączymy stan szlachecki, stan miejski i żydów, zostaje najmniej sześć miljonów chłopów, to jest sześć miljonów ludzi nie mających własności, nie mających bezpieczeństwa majątków swoich, nie mogących się pod opiekę prawa uciekać. Wyrzucano mi w potocznych rozmowach, że ja chłopom powrócić chcę wolność, że cudzoziemskiemi napojony jestem maksymami. Bodajbym, nigdy na inny nie zasłużył zarzut, że chłopów chcę widzieć wolnymi, ale wiem, że tak wielka, tak pożądana, tak ważna odmiana nie jest dziełem jednego sejmu, że od czasu jej tylko oczekiwać należy, że krokami i powoli postępować nam w tem przedsięwzięciu potrzeba, że z ciemnym ludem takeśmy czynić powinni, jak ten lekarz, co zdjąwszy ślepemu błonkę wzrok mu zakrywającą, nie pozwala mu zaraz widzieć jasności, bo blask jej gwałtowny mógłby go gwałtownie oślepić, ale powoli przyzwyczaja go do światła. Nie jest tu zatem mowa o przywróceniu chłopu wolności, ale jest mowa o zasłonieniu ich od ucisku przemożnych. Powiększając wojenne Rzeczypospolitej siły oddalcież, co tylko jeszcze to wszystko, co tylko sławie imienia polskiego najmniejszą przynieść może skazę.


  • c) Ubezpieczenie dzieła sejmowego.

Przymierze polsko- pruskie z 29 marca 1790r

(Recueil des traites, conventions et actes diplomatiques concernant la Pologne 1762 – 1862 par le comte d”Angeberg, Paryż 1862 str.225)

Art. 6. Gdyby którekolwiekbądź mocarstwo chciało opierając się na jakichkolwiekbądź aktach i umowach, albo ich wykładni, rościć sobie prawo wtrącania się w sprawy wewnętrzne Rzeczypospolitej polskiej i jej przynależności, kiedykolwiekbądź i jakimkolwiekbądź sposobem, król Jego Mość pruski użyje najpierw przedstawień najskuteczniejszych, aby zapobiec krokom nieprzyjacielskim w związku z podobnym uroszczeniem, ale jeśliby przedstawienie nie osiągnęły celu i doszło w tym razie do wrogiego wystąpienia przeciwko Polsce, król Jego Mość pruski uznając ten wypadek jako podpadający pod postanowienia przymierza wesprze wtedy Rzeczpospolitą stosownie do postanowienia art. 4 niniejszego układu (t.j. siłą 30.000 żołnierza).


  • d) Upewnienie ciągłości prac sejmowych.

(Volumina legum IX 185, 18 października 1790r)

Gdy potrzeby Rzeczypospolitej od zupełnego opatrzenia jeszcze dalekie, rząd nieukończony i sytuacja polityczna kraju naszego jeszcze nieubezpieczona przeświadczają nas o potrzebie przedłużenia trwałości konfederacji. Przeto z takowych powodów związek konfederacji niniejszej w mocy i trwałości swojej zachowujemy. A najprzód, że w tym celu posłowie, którzy tenże dzisiejszy związek konfederacji sejmowej składają, a w składzie dalszym konfederacji sejmowej prawem zatwierdzonej do liczby tych posłów, których województwa, ziemie i powiaty obierać na przyszłych sejmikach będą, mają być zachowani, warujemy. Dlatego stanowiemy, aby każde województwo, ziemia i powiat na sejmikach dnia szesnastego listopada roku bieżącego taką liczbę posłów jaką zwyczajnie obierać się gdzie podług prawa zwykła, obiorą. Obecni posłowie do sejmu teraźniejszego na dzień szesnasty miesiąca grudnia roku teraźniejszego przybędą i akces do konfederacji uczyniwszy, pod trwającym związkiem z dawnymi posłami i pod laskami w teraźniejszym sejmie cnotliwie władanemi dzieło to sejmowe spólnie kończyć będą...


  • e) Odwołanie się do narodu w sprawie elekcji.

(Volumina legum IX 183 22 września 1790r).

Gdy stany skonfederowane Rzeczypospolitej w troskliwości aby Ojczyznę w szczęśliwej spokojności zachować i rozdwojenia narodu, po najdłuższem Najjaśniejszego Stanisława Augusta łaskawie nam dziś panującemu życiu, uniknąć, przedsięwzięły wybadać wolę narodu, tym końcem zalecają UU. Marszałkom sejmowym i konfederacji obojga narodów, wydanie uniwersału do województw, ziem i powiatów, w którym oznajmiwszy narodowi, iż Najjaśniejszy Pan w chęci uszczęśliwienie ojczyzny, z której łona na tron wyniesiony został, zezwala na zapytanie narodu, który miał i ma wolne obieranie królów, a którego my naruszać tem zapytaniem nie myślemy, czyli jest wolą jego, aby za życia Najjaśniejszego Pana niebezpieczeństwo bezkrólewia zastąpione było wyborem wolnym następcy na tron. Za wyjątkiem sejmiku wołyńskiego wszystkie inne z Korony i Litwy przyzwoliły na wybór następcy tronu (elektora saskiego), natomiast na 55 sejmików tylko 5 oświadczyło się za dziedzicznością korony.

Urabianie opinji podczas limity sejmowej

  • a). Zwolennicy postępu.

(Zabłocki: Pisma wyd. Erzepkiego)

Stanęło sto tysięcy wojska. Bogu chwała!
Teraz to będzie Polska po Europie brzmiała!
Stanęło sto tysięcy wojska. Są żołnierze.
Bogu chwała! Gdzież oni ? Na papierze.
Dajmy na wojsko wszystko, połowę mniej więcej!
Bogu chwała! Już i żołd jest na sto tysięcy.
Jedni płaczą, drudzy się śmieją rozrzewnieni.
Są miljony. Gdzie są? W każdego kieszeni.
Nikt nam przeczyć nie będzie ni rządu, ni męstwa,
Ni wspaniałości... prawda!...ni krzywoprzysięstwa[1].
Odtąd bać się nie będziem pamiętnych nam gości;
Jest obrona. W kim? Pewnie w boskiej Opatrzności...
Samochwalcy! Niech was Opatrzność nie mami!
Niech się nie na was prawdzi, że „Bóg za durniami”.


(J. Niemcewicz. Powrót posła Warszawa 1790 str.10-12)

PODKOMORZY

W nieprzytomności jego cieszyły mię wieści,
Że się wśród tych cnotliwych mężów syn mój mieści.
Co z przemocy i hańby kraj nasz wydobyli.

STAROSTA

Niedługo tym wszystkim będziemy się cieszyli,
Bóg wie, co porobiły sejmujące Stany
Dlaczego ten rząd, po co te wszystkie odmiany?
Alboż źle było dotąd, a nasi przodkowie,
Nie mieliż to rozumu i oleju w głowie,
Byliśmy potężni pod ich ustawami,
Jak to Polak żył szczęśliwie pod Augustami,
Co to za dwory, jakie trybunały huczne.
Co za paradne sejmy, jakie wojsko juczne.
Człek jadł, pił, nic nie robił i suto w kieszeni,
Dziś się wszystko zmieniło i dalej się zmieni,
Zepsuli wszystko, tknąć się śmieli okrutnicy,
Liberum Veto tej to wolności źrenicy, płacze
Przedtym bez żadnych intryg, bez najmniejszej zdrady,
Jeden poseł mógł wstrzymać sejmowe obrady,
Jeden Ojczyzny całej trzymał w ręku wagę,
Powiedział: „Nie pozwalam” i uciekł na Pragę,
Cóż mu kto zrobił; jeszcze za tak przedni wniosek,
Miał promocję i dostał czasem kilka wiosek,
Dzisiaj co kto dostanie? Nowomodne głowy,
Chcą robić jakieś straże, jakiś sejm gotowy,
Czyste to despotyzmu otwierają pole.

PODKOMORZY

Wskrzeszają mądrą wolność, skracają swywole,
Ten to nieszczęsny nierząd, to sejmów zrywanie,
Kraj zgubiło, ściągnęło obce panowanie,
Te zaborów, te klęsk naszych przyczyną.
I my sami byliśmy, nieszczęść naszych winą,
Gnijąc w zbytkach, lenistwie i biesiad zwyczaju,
Myśleliśmy o sobie, a nigdy o kraju.
Klęskami ojców nowe plemię ostrożniejsze,
Wzgardziwszy zyski było na całość baczniejsze,
Nieba zdarzyły porę, oni ją chwycili.
Ojczyznę spod ciężkiego jarzma wydobyli,
Walcząc wszystkie przeszkody gorliwą robotą,
Idąc przykładem króla, i własną swą cnotą,
Powracają porządek i sławę ojczyźnie,
Stokroć szczęśliwy, że choć przy później siwiźnie
Ujźrę, że Polska rządna i że poważana.


(H. Kołłątaj – Ostatnia przestroga dla Polski Warszawa 1790 str. 24 – 32)

...Koniec wojny dzisiejszej odejmie zupełną sposobność zrobienia dobrze dla was i waszego potomstwa. Teraz albo nigdy możecie się postawić w stanie siły i przyzwoitej powagi. Teraz albo nigdy możecie zabezpieczyć sobie sukcesją tronu i stosowny do sukcesji rząd przypisać. Rząd ten nie będzie dobrym, jeżeli wszelki człowiek w granicach Rzeczypospolitej nie stanie się uczestnikiem wolności, bo nie będzie jej obrońcą. Rząd ten będzie próżnym ułudzeniem, jeżeli tron polski zostanie na dalej elekcyjnym, jeżeli król będzie igrzyskiem rozprzężonej wykonawczej władzy. Długi nieład przy wzroście na około silnych monarchij w takim nas zostawił położeniu, iż nas tylko jedna determinacja uratować może, że tylko spólny całego ludu interes wzmocni siły nasze i przywróci charakter narodowi. Trzeba nam króla sukcesjonalnego, bo nas przyszłe interregnum do reszty podzieli. Trzeba nam króla mającego władzę przyzwoitą, bo inaczej nie będziemy nigdy mieli egzekucji dobrej, silnej i skutecznej, a bez egzekucji nie masz na świecie rządu. Pomnożyliście wojsko, pomnożyliście skarb, dwa źrzódła mocy i bezpieczeństwa narodu przy rządzie dobrze wykonywanym, dwa źrzódła ostatniej narodu zguby przy rządzie rozprzęźonym. Naród nierządny, jeżeli na siłę wojska i skarbu, zginie przez siebie. Jeżeli jej nie ma zginie przez obcych. Mieliście dawniej królów z domu jednego, byliście wolnymi, pisaliście sobie prawa, granice wasze sąsiad szanował, narody łączyły się z wami nie tylko w przymierze, ale nawet pod słodycz rządu waszego. Zaczęliście sobie obierać królów, cożeście na tym zyskali? Oto zmarnotrawiliście dziedzictwo i zdobycze Jagiełłów, niedotrzymaliście słowa tym narodom, które się z wami w dobrej wierze połączyły. Gdzież są Prusy, gdzie Inflanty, narody od was niezawojowane, ale z wami przez miłość złączone? Sąsiedzi wasi wydarli wam z wnętrzności Polski obywatelów, a rozumiecie, że z waszym feudalnym rządem, z małą garstką szlacheckiego stanu ocalicie resztę przestraszonego i nikczemnionego narodu? Chcemyż lud nasz przywiązać do nas, oddajmy go pod opiekę rządu. Niech pozna, że Polska jest jego ojczyzną. Nie idzie w tej mierze o swawolę ludu, nie idzie, aby lud do rządu wpływał, idzie o to, aby kochał i szanował rząd narodu naszego. Niech szlachcic, jeżeli jest właścicielem gruntu, władzę prawodawczą i wykonawczą w małej mocy i obszerności posiada, bo tego wieśniakowi rolą zatrudnionemu nie potrzeba. Niech mieszczanin pilnuje praw municypalnych, niech bez niego nikt praw i ciężarów nowych na niego nie narzuca. Wzajemna między temi stanami potrzeba od natury wskazana czemużby nie miała zbliżyć ich do obrony swobód?


  • b) Czciciele przeszłości.

(Seweryna Rzewuskiego, hetmana polnego koronnego, o sukcesji tronu w Polszcze rzecz krótka. Grudzień 1789 r str. 14-15 i 23-24)

Pytam się tych co dziedzictwo tronu w Polszcze stręczą: Czyż możeż dziedzictwo tronu z wolnością rządu i obywatela być zgodne? Kto zabroni dziedzicznemu królowi polskiemu targnąć się na wolności narodowe tyle razy, ile on zechce, gdy on bezpiecznym będzie, iż bezkarnie na nie targnąć się może? Kto się z obywatelów znajdzie, któryby tych wolności od króla bronić i zasłaniać odważył się, gdy będzie pewnym, że syn po ojcu na tron wstępując, będzie tronu, wraz i zemsty ojcowskiej dziedzicem? Nie będzież miał czas dziedziczny król zepsować obyczaje, aby cnota staropolska, a wraz z nią cnota zastawiania się za ojczyznę w sercach wygasła? Utworzyć odmienną edukacją, aby młodzież przeciwny wolności myślenia sposób wzięła? Zbuntować poddaństwo, aby stanem chłopskim stan szlachecki pokonawszy, obydwom na karki jarzmo włożyć? Wymusić podatki, aby obywatelów wyniszczyć? Zwaśnić pierwsze osoby i możniejsze domy, aby się mocniejsi na ratunek wolności znieść nie mogli? Zniepewnić dziedzictwa i własności szlacheckie, aby wszystkich w prawo uwikłać? Przemagać w sądach, aby przeciwnych mieć pod biczem? Napełnić wojsko obcemi, aby ich jako nic wspólnego z wolnością nie mających przeciw wolności mieć gotowych? Wplątać naród w wojnę, aby przykładem Jana Albrychta nieżyczliwych sobie wygubić.

Idąc stopniami zawsze ukrycie, zawsze zręcznie, zawsze wsparty większością głosów, zawsze krzcząc nazwiskiem nierządu i fanatyzmu cokolwiek z swobód narodowych obalił lub obalić przedsięwziął, a opacznie nazwiskiem porządku, cokolwiek władzę jego rozszerzyć może, poprzeciąga on powoli wszystkie władze Rzeczypospolitej do rąk swoich i niewolę tak dowcipnie i tak nieznacznie wprowadzi, że szlachcic dopiero w ten czas odmianę rządu i swego stanu postrzeże, gdy własny poddany jego do sądu go ciągnąć zacznie. A gdy się już tak mocnym ujrzy, iż mu się nic oprzeć nie zdoła, w ten czas on i te nieśmiertelne prawodastwo i tę większość głosów i wszystko to cokolwiek pozór wolnego rządu nosić może, połamie i poznosi i jednowładztwo dla siebie a niewole dla narodu, jaka zechce, postanowi.

(Stanisław Potocki, generał artyleryi koronney, poseł bracławski, do Benedykta Hulewicza, posła wołyńskiego, dnia 14 sierpnia 1790 rz Wiednia, druk spółczesny)

Pobudzali nas na Austrję, obiecywano Galicją, pobudzają na Moskwę, obiecują Kijów, i nie wiem co więcej, prawdziwie zaś te dwie potencje chcą koniecznie rozgniewać na nas, aby nas lub zgubić lub brać z ich zezwoleniem, co się da wziąć. To co do zewnętrznych interesów, co do wewnętrznych, jeśli będziemy milczeli dadzą Rzeczypospolitej dziedzicznych panów – i już Polska wolną nie będzie. Wojskiem, które opłacamy, nas podbiją, jeśli choć na moment władza nad tak licznym wojskiem królom się dostanie. Prawa będą stosownie pisane do ugruntowania władzy absolutnej, gdy król czy senat z królem ustanowione prawa przez naszą dotąd moc prawodawczą, to jest stan rycerski wstrzymywać i niedopuszczać będzie, jak jest w projekcie rządowym, zgoła jeśli się ten projekt utrzyma, kto chce być wolnym, trzeba przestać być Polakiem. Dla Boga, nie dajcie się łudzić, jeśli macie w żyłach krew przodków waszych! Jeśli współziomkowie niewoli żądają, czyż każdy Polak ma przyjąć to jarzmo. Ja przynajmniej tego nie uczynię, gdy nie mogę inaczej, podniosę głos, powiem, że jestem Polakiem, że się urodziłem elektorem królów, detruzorem (pogromcą) tyranów, że chcę być wolnym, że nim umrę, a panami się rodzić nie może. Pójdę tam, gdzie wolność będzie, ale ojczyźnie ojej co za rząd, co więzy gotują. Niech kto chce mówi, że duchem moskiewskim mówię, przyjdzie jednak czas kiedyś a larwa zwodnicza upadnie i rzekną współziomkowie: był Polakiem.


Przypisy

  1. Zawiodła składana pod przysięgą ofiara dziesiątego grosza ( 1/10 „stałych i pewnych intrat)


Sejmiki roku 1790

(Korespondencja krajowa Stanisława Augusta 162 – 165)

Stefan Bykowski, chorąży miński, po powrocie z sejmiku swego województwa następujące przesłał sprawozdanie 2 grudnia:

Po zebraniu się naszem do Mińska w dniu 15 listopada wezwani byliśmy na obiad wojewodziński, który się zwykł dawać wigilją sejmików`, nie tak dla uczczenia wezwanych, jak dla wybadania ich myśli; gdy tam niektórzy zaczęliśmy sentymentować i politykować względem sukcesji tronu naszego, jako jedynego lekarstwa przeciw chorobom krajowym (to jest influencji (wpływu) zagranicznej i możnowładztwa naszych paniczów) primores weterani (starzy politycy szlacheccy, urzędnicy ziemscy) nasi, w ulubionej im osiwiali anarchji, powstali z hałasem na nas, mianowanych przez nich młodzików nie znających szacunku i bezpieczeństwa wolności. Wszelako widząc mienionych młodzików nietylko większość, ale prawie powszechność, oraz mocne i śmiałe obstawanie, spuścili z tonu i na zezwolenie wybrania pod drogiem życiem W. K. Mści następcy tronu skłaniać zdali się, a mu młodzikowie dla uniknięcia irrytacji postanowiliśmy z resztą naszych zamiarów zapaść. Jakoż w dniu 16 – tym, t. j. pierwszym sejmikowania, chociaż z mruczeniem jednak powszechnie na ten wybór następcy zgodzono się. Co do życzonego od sejmujących Stanów za następcę najjaś. elektora saskiego, żądali weterani nasi namyślenia się ad crastinam (do jutra), a my młodzikowie nie przeczyliśmy temu, dając czas wygadać się tym nadto ostrożnym urojonej wolności obrońcom. Dnia 17 – tego przyszedł na sesją jw. starosta miński i chciał coś projektować, lecz słysząc liczne głosy za jednym elektorem saskim raczył milczeć i akceptacja województwa acz z podobnem wczorajszemu poburkiwaniem nastąpiła przecie. Gdy przystąpiono do instrukcji i wielu obywateli występowało z projektami, potrafiliśmy w to, iż województwo dla zebrania tych wszystkich projektów wyznaczyło deputacją. Umieszczony tam został spiritus contradictionis (duch sprzeciwu), straszny sędzia ziemski, burzliwy Wołodkowicz. Nic nie zdołaliśmy ułożyć i na następującą sesją przyszliśmy z podanemi przez obywateli projektami w ręku. Po długiem dąsaniu się stanęło na tem, że województwo wyznaczyło deputacją w większej liczbie osób z nadaniem mocy decydowania projektów. Pomieniona deputacja rozpoczęła sesje swoje i na nich zaczęła się walka prywaty z patrjotyzmem. Gdzie chcieliśmy napomknąć o pożytecznej według nas sukcesji tronu, trzeba nam było, do pisania instrukcji wyznaczonym, dobierać wyrazy życzeniu naszemu odpowiadające, a przez naszych ostrowidzów nie nadto rozumiane. Po załatwieniu instrukcji, gdy na tejże sesji przystąpiono do obioru posłów, wojewoda czytał regestr do tej funkcji ambientów (ubiegających się kandydatów) i w tej liczbie wspomniał Bohuszewicza, od licznego obywatelstwa znającego jego cnotę podawanego. Wtem wojewoda, troskliwy o utrzymania Putkamera, ciwuna Żmudzkiego, zapytywał zkolei każdego z ambientów, czy jest zgoda na Bohuszewicza? Gdy wszyscy odpowiedzieli affirmative (tak), wojewoda nie ogłosiwszy nikogo salwował sesją do jutra. Nie chcąc dwoić sejmiku, udeterminowaliśmy doczekiwać spokojnie. Nie spała przez noc intryga i rozrywała przeciwną sobie za Bohuszewiczem jednomyślność. Wszelako urząd w wielkiej części pisał się za Bohuszewiczem i światlejsi obywatele, tak iż w kilkagodzinnem kreskowaniu się zawsze znaczna za nim była pluralitas. Widząc to wojewoda, solwował sesją na dzień jutrzejszy, a przez ten czas sprowadziwszy do 300 czynszowników czyli tak u nas zwanych ziemian, poddanych Radziwiłłowskich, nazajutrz 24-go o 7-mej zrana na godzinę przed rozpoczęciem sejmikowej sesji, wprowadzili ten tłum ziemian z częścią szlachty zmięszanych do miejsca sejmikowania t.j. refektarza pojezuickiego i ony całkiem zapełnili. Gdy nadszedł czas sejmikowania, nie tylko naszych przyjaciół nie wpuszczono, ale ja nawet, będąc z urzędu mojego do kreskowania cenzorem, ledwom się docisnął do stołu. Próżnośmy na ten gwałt wołali! Próżno dopraszaliśmy się różnicy osób, nie mających prawa do wotowania. Wojewoda ze starostą i dwoma cenzorami, sędziami ziemskimi, głuchym na to pozostał, a jw. starosta trzymając tablicę własną ręką spiesznie zapisywał. Co widząc bez końca, wyszedłem z oświadczeniem na te przemoc skargi i wraz przed aktami miejskiemi manifest pokrótce zapisaliśmy.


Drugi okres sejmowy (przebudowa ustroju).

  • a) Zamach 3 maja 1791.

(Z opisu Antoniego Siarczyńskiego, sekretarza sejmowego, p.t. Dzień Trzeci Maja Roku 1791, w Warszawie).

Małachowski, marszałek sesją zagaił w te słowa: „Obrót koleji pomyślnych z niepomyślnymi przeplatany bywa. Kraj padł łupem, obywatele wzgardą okryci, własność ich ku wygodzie obcej służyła. Niech Nieba odwracają od nas klęski, które nam i teraz grożą. Deputacja Interesów Zagranicznych doniesie wam Prześwietne Stany wypadki teraźniejsze w okolicznościach politycznych, do których się odwołuję”. Ledwie J. P. marszałek sejmowy mówić przestał, gdy liczne żądania głosu słyszeć się dały. Ten z pierwszeństwa województwa i prowincji małopolskiej dany był J. P. Sołtykowi, posłowi krakowskiemu. „Najokropniejszy (rzekł) odgłos rozszerzył się po całej stolicy. Drętwieją usta do wymówienia, co za nieszczęścia są przygotowywane dla naszej ojczyzny. Proszę aby wiadomości, które ma Deputacja zaraz nam doniesione były. W ten czas przyjdzie moment zapału, który okaże, który z nas szczerze kocha swą ojczyznę? Że już mieliśmy już przykład przytomności arbitrów (obecności świadków t. j. publiczności na galerji) w ten czas, gdy tylko o jedno miasto Gdańsk chodziło, tem bardziej gdy idzie o kraj cały, aby przytomnymi byli, upraszam i zaklinam”. Skutkiem wymowy tłumaczącej chęci dobre cnotliwej i obywatelskiej duszy było czułe poruszenie publiczności, była jednostajna sejmujących odezwa: Prosiemy. Liczny odgłos mówić razem chcących sprawił niejaką wrzawę, wśród której J. P. Suchorzewski, poseł kaliski, wołał z całym natężeniem swej siły: Proszę o głos! Mam wyjawić wielkie i okropne rzeczy! - Za kilkakrotnym uderzeniem lasek, gdy Izba się uciszyła, rzekł król Jmć: „Są w rzeczy samej doniesienia, które są potrzebne, aby były wiadome całemu sejmowi i całej powszechności”. Jednak J. P. Suchorzewski głosu domagać się nie przestał; gdy zaś nie mógł być wysłuchanym, będąc przytłumiony okrzykiem jednostajnym domagających się, aby najprzód i niezwłocznie doniesienia zagraniczne czytane były, wyszedł na środek izby, padł na ziemię i czołgając się ku tronowi prosił, aby mu głos był pozwolony. Za danym sobie głosem mówił w ten sposób: „Uknowana jest rewolucja podobna do szwedzkiej, która wprowadzając rząd nowy do kraju wolność narodu zmieniła w niewolę. Chcę tego dowodzić nietylko w tem miejscu, ale przed sądem, o którego wyznaczenie upraszam. Zgadzam się na to, aby użyć wszelkich sposobów dla zapobieżenia spienieniu się chciwych sąsiadów na zabór naszych prowincyj, ale nie podług projektu, który na konferencji niektórych jest ułożony. Chcę ojczyzny bronić dla tego, żem wolny, ale jeżeli będzie despotyzm gardzę nią i oświadczam się nieprzyjacielem Polski, ratować jej przez włożenie kajdan na wolnych nie myślę. Oto chciano mieszczan przeciwko opierającym się temu projektowi oburzyć, wmawiając, jakobyśmy niekontenci byli z nadanych im praw i chcieli ich wrócić do dawnego stanu. Oto dano im znać, aby wszyscy stawili się tu w izbie sejmowej pod pozorem podziękowania Stanom a w rzeczy samej dla tego, aby w tłumie owym zrobić swoje i przymusić nas do przyjęcia projektu jaki nam podadzą. Powiększone są i zagraniczne postrachy. Nie obcego ale domowego nieprzyjaciela bać się nam należy. Nie przemocy ale intrygi, aby nas nie doprowadziła do despotyzmu, do sukcesji, która jest zgubą wolności”. Powstał jednostajny odgłos proszących, aby depesze czytane były. Tym końcem J. P. Matusewicz, poseł brzeski litewski, przystąpił do uczynienie relacji (po głosie Ignacego Potockiego i króla). Siarczyński, sekretarz sejmowy, czytał projekt pod tytułem: Ustawa rządowa. Ledwie czytanie zakończone zostało, gdy Izba cała po tysiąc razy okrzyknęła zgodę, oprócz, iż J. P. Korsak, poseł wileńskie, dla dopełnienia formalności deliberacji żądał, a J. P. Suchorzewski nawet na deliberacją nie zezwalał, niektórzy zaś jako to Ichmość panowie wołyńscy powolni nakazom swych instrukcji oświadczyli przeciwko wniesionej sukcesji opozycją. Wtedy marszałek zwrócił się do króla, „aby już przez nowe związki złączył się z narodem”. Stanisław August żądał: „aby wolą Stanów Sejmujących był uwolniony od tego artykułu Paktów Konwentów, który się ściąga do sukcesji tronu”. Gdy niektórzy sejmujący mówić żądali, drudzy w większej części wołali: Zgoda! Powstało zamięszanie w izbie przez niejaką chwilę trwające, w czasie którego J. P. Suchorzewski kaliski wyprowadził synka swego na środek izby mówiąc: „Zabiję własne dziecię, aby nie dożyło niewoli, którą ten projekt krajowi gotuje. Ale go koledzy na swoje miejsce odwiedli. J. P. Melżyński, starosta wałecki, poseł poznański, stawając z opozycją, oświadczył, że nie tylko nie pozwala ale i protestować nie będzie. Po głosach oponentów wojewody mazowieckiego i Złotnickiego, posła podolskiego, odczytano Pacta Conventa. Ożarowski, kasztelan wojnicki przedłożył: „Czyliż to ustanowienie sukcesji tronu w przyszłe po długiej Waszej Król. Mości panowaniu czasy tarczą do rozbioru krajowego w krótkim czasie przewidzianego być dla nas teraz potrafi?”. Na końcu wnosił, aby projekt popisów, jako skuteczniejszy sposób obrony kraju, wziętym do decyzji został. Za nową konstytucją przemawiali następnie Zakrzewski, poznański, Linowski, krakowski, Potocki, lubelski, z wielką swadą. Z opozycji kasztelan przemyski Czetwertyński i Korsak, poseł wileński wykazywali nieprzestrzeganie regulaminu sejmowego, dlatego po królu zabrał głos marszałek: „...W dniu dzisiejszym, który się staje dniem rewolucji w rządzie naszym, a to dla zbawienia ojczyzny, wszelkie formalności ustawać muszą. W gwałtownym niebezpieczeństwie gwałtownego należy się chwycić lekarstwa”. Koniec rozprawom położył Zabiełło, poseł inflancki, prosząc Stanisława Augusta, aby dał przykład, wykonywując przysięgę na utrzymanie projektu konstytucyjnego). Mocy, czucie i zapału nie zdołała uskromić powaga lasek nakazując milczenie. Okrzyki : Vivat król! Vivat nowa konstytucja! - rozlegały się po izbie sejmowej. Powtarzał je lud mnogi zgromadzony na dziedzińcu zamkowym i bliższych ulicach. Najjaśniejszy Pan otoczony zbiorem sejmujących i arbitrów wstąpił na swe krzesło i za uciszeniem się izby rzekł: „Gdy widzę stałą i wyraźną sejmujących wolę, abym wykonał przysięgę na konstytucją narodową, wzywam zatem ciebiemMci książę biskupie krakowski, ażebyś mi raczył przeczytać rotę przysięgi”. Po wykonanej przysiędze odezwał się król Jegomość w te słowa: „Iuravi Domino, non mi praenitebit. Przysięgłem Bogu, żałować tego nie będę. Wzywam teraz kochających ojczyznę, niech idą ze mną do kościoła na złożenie Bogu wspólnej przysięgi i dziękczynienia, że nam dozwolił tak uroczystego i zbawiennego dopełnić dzieła”


  • b) Konstytucja 3 Maja (Volumina legum t. IX)

Actum ...die 16 mensis Aprilis A. D. 1791(data wpisu urzędowego konstytucji - oblaty)

Zasady do projektu o miastach

  • 1.Prawo kardynalne Neminem captivabimus nisi iure victum (nikogo nie uwięzimy, kto nie zostanie skazany sądownie) na osoby w miastach osiadłe rozciągamy.
  • 2.Miasta wszystkie królewskie z pod wszystkich juryzdykcyj niewłaściwych, jako to wojewódzkiej, starościńskiej i zamkowej wyjmujemy..
  • 3.Jurydyki (posiadłości szlacheckie w miastach, nie podlegające władzom miejskim) świeckie i duchowne... co do samej sądowności i policji znosiemy...
  • 4.Miasta przed każdym sejmem ordynaryjnym plenipotentów...wybierać będą.
  • 5.Z tych sejmujące stany obierając komisarzów do komisjów policji, skarbowej, asesorji...przeznaczą, którzy w objektach tyczących się miast i handlowych vocem activam (prawo głosowania)mieć będą.
  • 8.W duchownym stanie prelatury i kanonje posiadać osoby stanu miejskiego będą mogły.
  • 9.W służbie wojskowej (oprócz kawalerji narodowej) dla obywatelów urodzenia miejskiego będzie wolny wstęp do zasługi.
  • 13.Dobre ziemskie pozwalamy mieszczanom dziedzicznie nabywać.
  • 17.Tak szlachcie i obywatelom stanu miejskiego szlachectwem zaszczyconym prowadzenie handlu, przyjęcie miejskiego prawa, utrzymywanie rękodzieł fabryk derogare (uwłaczać) niema.

Actum ...die 5 mensis Maii A. D. 1791 – mo (data oblaty)

I. Religią panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami. Wszystkich obrządków i religij wolność w krajach polskich podług ustaw krajowych warujemy.
II. Stanowi szlacheckiemu wszystkie swobody, wolności, prerogatywy pierwszeństwa w życiu prywatnym i publicznym najuroczyściej zapewniamy. Dlaczego bezpieczeństwo osobiste i wszelką własność komukolwiek z prawa przynależną utwierdzamy na potomne czasy.
IV. Lud rolniczy pod opiekę prawa i rządu krajowego przyjmujemy. Odtąd jakiebykolwiek swobody, nadania lub umowy dziedzice z włościanami dóbr swoich ułożyli, będą stanowić wspólny i wzajemny obowiązek. Zawarowawszy tym sposobem dziedziców przy wszelkich pożytkach od włościan im należących ogłaszamy, iż każdy człowiek z którejkolwiek strony przybyły lub powracający, jak tylko stanie na ziemi polskiej, wolnym jest użyć przemysłu swego jak i gdzie chce.
V. Trzy władze rząd narodu polskiego stanowić powinny, t. j. władza prawodawcza w stanach zgromadzonych, władza najwyższa w królu i straży, i władza sądownicza w juryzdykcjach.
VI. Stany zgromadzone dzielić się będą na izbę poselską i izbę senatorską pod prezydjencją króla. Wszystko i wszędzie większością głosów udecydowane być powinno, przeto liberum veto, konfederacje na zawsze znosiemy.
VII. Władza wykonawcza do pilnowania praw i onych pełnienia ściśle jest obowiązaną. Nie będzie mogła praw stanowić, ani tłumaczyć, podatków nakładać, wojny wydawać i żadnego aktu dyplomatycznego definitive (ostatecznie, z mocą obowiązującą) zawierać. Tron polski elekcyjnym przez familję mieć na zawsze chcemy. Dynastja przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego elektora saskiego. Straż, czyli rada królewska składać się będzie:
  1. z prymasa
  2. do z pięciu ministrów, t. j. ministra policji pieczęci, belli (wojny), skarbu, ministra do spraw zagranicznych. Marszałek sejmowy, jako na dwa lata wybrany, wchodzić będzie w liczbę zasiadających w straży jedynie dla zwołania sejmu gotowego, gdyby on uznał rzetelną potrzebę, a król go zwołać wzbraniał się.


Konfederacja Targowicka.

(Zbiór wszelkich druków konfederacji targowickiej y wileńskiej I , 37)

Akt konfederacji generalnej koronnej

Widząc, że już dla nas niemasz Rzeczypospolitej, iż sejm dzisiejszy na niedziel tylko sześć zwołany, przywłaszczywszy sobie władzę prawodawczą na zawsze. A już przeszło przez lat półczwarta ciągle ją ze wzgardą praw uzurpując, połamał prawa kardynalne, zniósł wszelkie wolności szlacheckie, a na dniu trzecim maja roku 1791 w rewolucją i spisek przemieniwszy się nową formę rządu za pomocą mieszczan, ułanów, żołnierzy narzuconą, sukcesją tronu postanowił, królowi od przysięgi na pacta conventa wykonanej uwolnić się dozwolił, władzę królów rozszerzył, Rzeczpospolitą w monarchją zamienił, szlachtę bez posesji od równości i wolności odepchnął, wolę narodu w instrukcjach wojewódzkich daną za nic poczytał, starostwa na sprzedaż puścił i partymonium reipublicae na strwonienie wystawił w wojnę szkodliwą przeciwko Rosji, sąsiadki naszej najlepszej wplątać nas usiłował równie niewolę kładąc ze śmiercią – protestujemy się jak najuroczyściej przeciwko sukcesji tronu Konstytucją 3 Maja ustanowionej, przeciwko odebrania głosu na sejmikach szlachcicowi bez posesji będącemu, przeciwko wszelkim gwałtom, które rewolucji 3 maja towarzyszyły. Nakoniec przeciwko wszystkim prawom i ustawom na tym sejmie wypadłym, któreby wolność Rzeczypospolitej obalały,wiążemy się węzłem nierozerwalnym konfederacji wolnej przy wierze świętej katolickiej rzymskiej, przy równości i dawności dla wszystkich szlachty, a nie dla osiadłej tylko, przy całości granic państw Rzeczypospolitej, jej dependencyj (zależnych od niej ziem), przy rządzie republikańskim jak najwolniejszym, przy utrzymaniu wolności praw unijowych Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony, przy całości praw szlacheckich, a przeciwko sukcesji tronu, przeciwko powiększaniu władzy królów, przeciwko oderwaniu najmniejszej cząstki kraju. A że Rzplta podbita i w rękach swych ciemiężycielów własnemi z niewoli dźwignąć się nie może siłami, nic jej innego nie zostaje, tylko uciec się z ufnością do Wielkiej Katarzyny, zabezpieczając się tak na wspaniałości tej wielkiej monarchini, jako i na traktatach, które ją z Rzeczypospolitą wiążą.


Wojna w obronie Ustawy Majowej.

(Bibljoteka pamiętników i podróży po dawnej Polce. Wyd. przez J. I. Kraszewskiego, t.VI. Drezno 1871. Str. 3 – 5)

Moje wspomnienia z kampanji 1792 r. przez księcia Józefa Poniatowskiego (tłumaczone z języka francuskiego).

Przybywszy do Polski poświęciłem wszelkie starania reformie nadużyć bez końca i fałszywych zasad, które się w wojsku polskiem wkorzeniły przy jego spiesznym formowaniu, które ziarnu rzeczywistego poczucia honoru wojskowego i poczucia subordynacji wzrosnąć jeszcze nie dały. Większa część oficerów była lub za młodych lub za starych, albo całkiem wykształcenia wojskowego pozbawionych. Zaledwiem mógł wskazać liczne a nieodbicie potrzebne artykuły dla zaciągnięcia, organizacji i utrzymania dobrej armji, gdy ujrzałem się obowiązany do obrony granic przeciwko napadowi Rosjan, mając zaledwie zebranych dwa tysiące ludzi więcej niż sto mil niemieckich do strzeżenia i 14.000 ludzi rozproszonych i rozsypanych po całej przestrzeni województwa kijowskiego i bracławskiego. Korpusy odległe po 40 i 50 mil jedne od drugich, artylerja i amunicja mające przybyć dopiero, gdy Rosjanie już następowali w 64.000 ludzi na granicach Polski w czterech różnych punktach. Przed moim wyjazdem z Warszawy wezwany do króla znalazłem tam zebrana radę i księcia wirtemberskiego, który miał dowodzić armją litewską. Wezwany zostałem abym wspólnie ułożył pewien plan kampanji. Sam, jeden naówczas ośmieliłem się wynurzyć, że było nader nierozważnie z tak małemi siłami, szczupłymi zasoby coś chcieć przedsiębrać. Prosiłem króla, aby powierzył dowództwo jakiemu jenerałowi obcemu, wprawniejszemu ode mnie, dodając, że z przyjemnością pod nim służyć będę, lecz że z istniejącymi środkami obrony niepodobieństwem było przedsiębrać kampanji szczęśliwej a tem bardziej chlubnej dla dowodzącego. Król rozkazał mi być posłusznym. Zgodzono się na to, ażebyśmy, książę wirtemberski i ja, nie zabawiali się obroną cząstkową i niemożliwą granic, lecz żeśmy mieli starać się zebrać siły nasze rozpierzchłe w jednym punkcie najkorzystniejszym,że miałem zawsze utrzymywać stałą komunikację z armją litewską i wspólnie z nią osłaniać Warszawę, że król opuści Warszawę na czele korpusu 8 tysięcy ludzi, posuwając się, gdzie okoliczności wymagać będą. Naostatek zapewniono mnie, że korpus 30.000 Prusaków przyjdzie w pomoc nam skutkiem traktatu zawartego z tem mocarstwem.

Tadeusza Kościuszki opis kampanji r. 1792

(z autografu Biblioteki Kórnickiej ogłosił Z. Celichowski Poznań 1917 str 23-24)

Gdy do Markuszowa przyszło wojsko z determinacją jednak jeszcze wydać batalję Moskalom, odebrał Książę Generał rozkaz przestania nieprzyjacielskich kroków przeciw Moskwie i że się król złączył z spiskiem targowickim. Niepodobna wyrazić żalu, rozpaczy i wzgardy dla króla. Książę generał sam dawał dowód przywiązania największego dla kraju. Wszyscy poznali zdradę królewską, gdyż były jeszcze sposoby zbicia wojska rosyjskiego. Zgromadziwszy wojsko całe za Wisłą, z woluntarjuszami i z mieszczanami z miast Warszawy i Krakowa, wynosiłoby do sześćdziesiąt tysięcy a na czele króla mając, bijąc się za swój kraj, jaka moc by go zwyciężyła? – pytam się. A nakoniec możnaby wytargować kondycje (warunki) zgodne z godnością narodu. Lecz przestraszony król stratą korony, podlazł pod kondycję, jakie mu przepisze ambicja Katarzyny. Usprawiedliwiał się on nikczemnie, że pieniędzy nie było, a na co? Albo mięsa i chleba nie było w kraju, które za kwitami obywatele chętnieby dawali? Rewolucja amerykańska daje przykład wojowania przez lat ośm bez pieniędzy, mając tylko rząd (jeśli tylko rząd ma – wpływ składni francuskiej) staranność opatrzenia w odzież i w obuwie żołnierza. Wolność i niedependencja wzniecałaby równie, jak i tam, w każdym sercu żołnierza ofiarę uczynić na czasz wygód swych a obywatele przez gorliwość wiadomą nieśliby majątki swe, łącząc się sami z wojskiem dla obrony kraju. Duch był wszędzie zapału i patrjotyzmu, ale nie korzystano, bardziej uchylano jeszcze. Słabość króla bez genjusza militarnego, bez charakteru i miłości kraju, pogrążyła teraz, może i na zawsze, kraj w nierząd i dependencją Moskwie.

Czasy wtórego podziału.

Sejm ostatni w Grodnie.

(Pamiętniki z ośmnastego wieku, tom V: Drugi rozbiór Polski, z pamiętników Sieversa, Poznań 1865, str. 100-104, 246, 257-259, 311-315)

Instrukcje pozostawione przez Sieversa, posła rosyjskiego, gen. przy wyjeździe z Warszawy 19 marca 1793 roku.

Gdyby król skutkiem wstrętu swojego do grodzieńskiej podróży mimo dane przyrzeczenie, że wyjedzie 4-go kwietnia, chciał się wymawiać słabością lub zasłaniać się obawą rozruchu pospólstwa w Warszawie, wtedy poruczam wam,abyście mu na uzyskanej audjencji oświadczyli, że ściągnie gniew imperatorowej na siebie i na swoją familją, że nie otrzyma 20 tysięcy dukatów przyznanych mu przez imperatorową i nie będzie mógł liczyć na żadne dalsze poparcie, owszem zasekwestrują jego dochody, o projekcie zapłacenia długów ani pomyślą, a sprawy Rzpltej bez niego w Grodnie załatwione będą. Gdyby waszej ekscellencji wynurzył obawę rozruchu, możesz go zapewnić, że nie tylko regimenta generał-lejtnanta Ożarowskiego, lecz i będące pod waszymi rozkazami, razem blisko 15 tysięcy ludzi, mogą z bronią wystąpić. Gdyby król miał się wymawiać chorobą, radzę zrobić znajomość z jego doktorem i nakłonić go, ofiarując mu 250 tysięcy dukatów, aby nawet w razie małej niedyspozycji podróży nie odradzał. Jeżeli dla jakiej małej rzeczy przyszłe swego tajnego sekretarza,wygadaj się przed nim, że 20 tysięcy dukatów leżą u ciebie, ponieważ on nie zaniecha donieść tego królowi i prymasowi. W małych rzeczach trzeba mu nadzwyczajną łatwość okazywać. Król przywiązuje wielką wagę do drobnostek. Dołączam weksel do bankiera Meissnera, za którym wypłaci królowi 10 tysięcy dukatów. Przy sposobności można i ten weksel pokazać.

Sievers do carowej z Grodna 25 marca 1793 roku.

„Widzę zbliżającą się chwilę, w której wola Waszej Imperatorskiej Mości stanie się wiadomą. Pan Igelström pisze mi, że w Warszawie wszystko spokojnie, toż samo pisze mi pan Kreczetnikow. Zakomunikowałem mu przez kurjera moje widoki ogólne i szczególne co do wojsk polskich i Kamieńca, radząc mu, aby dla uniknienia rozlewu krwi nie szczędził wszelkich pieniędzy. Przywódcy tutejsi, oba Kossakowscy, książę biskup Massalski i Rzewuski widzą wyraźnie, o co chodzi. Powiedziałem im bez obawy, co powiedzieć było trzeba, i mogę powiedzieć z zadowoleniem, że oni z góry oddają cześć, komu należy. Przy odjeździe z Warszawy dałem hrabiemu Ożarowskiemu 500 dukatów, mówiąc, że to się przeznacza na miesiąc dla jego stołu jako komendanta miasta Warszawy. Niech sobie tak poczyna, żeby na dalszy ciąg zasłużył. Tutaj dałem tysiąc dukatów wicemarszałkowi Zabielle, z tym samym zastrzeżeniem. Zrobię to samo z Kossakowskim i z tym, który będzie stał na czele Konfederacji. Rozumie się, że kasa ministra pruskiego ponosi tego połowę. Czy będzie mi wolno na nowy pomysł się odważyć? Mianowicie, aby wszystko, co dotyczy gubernij, które świeżo pozyskane są Rosji, kazać drukować łacińskimi głoskami według polskiego sposobu wymawiania. Byłoby to nieznacznie język rosyjski na Litwie i w reszcie Polski zaszczepić...”.

Sievers do córek.

2 czerwca 1793r.: „Moi posłowie zostali szczęśliwie według moich życzeń wybrani. Jest więc nadzieja, że sejm dobrze się odbędzie. Te straszne bankiety nabawią mnie złego. Co drugi dzień obiad na sześćdziesiąt osób, to okropna - i to z pijakami, których nie znam.”
21 czerwca : „Smutna to rzecz ludziom gwałt zadawać. Cztery dni swarzyli się o formułki, i dopiero piątego, nastraszeni moją notą, o rozbiorze mówić zaczęli...”
28 czerwca: „Król mnie zdradził! Intryguje przeciw mnie na sejmie – puszcza się nawet na otwartą grę. Nie wahałem się ani na chwilę. Położyłem areszt na wszystkie jego dochody. Będzie musiał się więc nagiąć”.
26 lipca: „Wczoraj obchodzono moje imieniny. Prawdziwa wścieklizna powinszowań. Książę biskup wileński dał wielki obiad na 50 osób, a pani kasztelanowa Ożarowska wielkie zebranie i wieczerzę...”
29 lipca: ”Uroczystość moich imienin nie ma końca. Wczoraj wielki obiad i wielkie zebranie, wieczerza i oświetlenie, jutro drugie, w czwartek trzecie z oświetleniem. Ze wszech stron odbieram powinszowania. Naród to bardzo słaby...”
1 sierpnia: „Na moje imieniny zarzucono mnie uroczystościami. Dzisiaj oktawa kończy się obiadem u nuncjusza, komedją, gdzie niezawodnie będzie prolog...”
2 sierpnia: „Po widowisku byliśmy u marszałka Konfederacji Puławskiego – bardzo piękny fajerwerk, który miał kosztować 500 dukatów z cyfrą J. S., wielka wieczerza i bal, który z Ożarowską małym polonezem otworzyłem...”


Działalność towarzystwa patrjotycznego.

(Fr. Dmochowski, H. Kołłątaj i inni. O ustanowieniu i upadku konstytucji 3 – go maja 1791 r, Metz Kraków 1793. I 34-35, II 301)

Przypisanie niepowodzeń zdradzie pruskiego sprzymierzeńca, wypadkom rewolucji francuskiej i zawodowi ze strony Zygmunta Augusta.

Im bezczelniej wiarołomna chciwość dworu pruskiego wypiera się dzisiaj uczestnictwa swego do dzieła sejmu konstytucyjnego, tym większy na miłośników prawdy kładzie obowiązek przypominać i dowodzić, ile król pruski, ożywiając naród i sejmujących w celu zburzenia rządu przez Moskwę narzuconego, był czynnie pomocnym do przyśpieszenia nowej a prawdziwie narodowej konstytucji. W porze otwarcia sejmu 1788 roku i znacznym onegoż ciągu nie szedł Fryderyk Gwilelm za osnową wcześniej ułożonego zdradziectwa. Oburzony na dwa cesarskie dwory, które podówczas równie gardziły potęgą i osobą jego, które tę pogardę do szyderstwa posuwały, które go wspólnikiem mieć nie chciały w korzyściach na porcie ottomańskiej szukanych, powodował się on obrażoną czułością i własnym interesem, nie mogąc obojętnie patrzeć na wzrost dwóch mocarstw widocznie mu nieprzyjaznych.

Bez żadnej winy ze swej strony, nie dawszy ze swej strony żadnego powodu sąsiadom do zemsty i nieprzyjacielstwa, przygotowawszy środki wszystkie do szczęścia własnego, ginie Polska, podając łupem dwóch mocarstw chciwości. Zgon jej tym smutniejszy, że przy gotowej sile i chęci narodu do odparcia obcego gwałtu, jakby bezbronna, bezsilna i dobrowolnie poległa. Niemasz przykładu w dziejach tak łatwego upadku, ale też niemasz przykładu, aby razem tyle zebranych okoliczności przydusiło i zniszczyło duch narodowy, ile się ich zbiegło na odrętwienie i zgubę Polaków. Oprócz chytrości carowy w utworzeniu związku targowickiego, oprócz wiarołomstwa Fryderyka Gwilelma. W wyparciu się najuroczystszego traktatu, oprócz zbiegu nagłych okoliczności, które zwróciły na jedna stronę baczność i uwagę Europy, dogodnymi się stały zmowie Moskwy i Prusaka przeciwko Polszcze, znalazło ona jeszcze w tem sprawcę swego upadku, w którym spodziewała się mieć przewódcę do najdzielniejszej obrony, Stanisław August, oddzielając interes korony swojej od sprawy ojczyzny najhaniebniejszym sposobem zgubę jej przyspieszył.


Memorjał Kołłątaja o przygotowaniach do powstania roku 1794

( Wacław Tokarz: Ostatnie lata Hugona Kołłątaja II, 229-250)

Osiadłszy w Lipsku, pracowałem usilnie, ażeby zreflektować szalonych Targowiczanów. Widząc, że niemasz nic do czynienia ze Szczęsnym (Potockim), starałem się podać projekt przez trzecie osoby w ręce Bułhakowa (następca Steckelberga w Warszawie), w którym zamknąłem wszystkie korzyści dla Moskwy, jakie mieć mogła przez uratowanie całości Polski. Ale odpowiedziano wyraźnie, iż już nie rychło, że Imperatorowa zażąda zemsty. W pierwszych dwóch kwartałach (druga połowa roku 1792) nie można było nic przekładać Dworowi Wiedeńskiemu. Cała bowiem nieszczęśliwość Polski poszła ze śmierci Leopolda. Nastąpił po nim Franciszek, słaby i nikczemny. Ministerjum wiedeńskie, przedajne, dało się zupełnie oszukać w układach o Polsce, a król pruski, co kilka niedziel robiąc prawie ze wszystkimi mocarstwami różne traktaty, tak opisy onych poplątał, że nikt nie mógł wiedzieć, co on zechce dotrzymać, a czego nie. Przybył do Lipska Descorches, minister francuski, któremu wyjechać z Polski polecił Szczęsny. Descorches utworzył pierwszą poufałość urzędową między Polakami w Lipsku rezydującymi a swym rządem. Wkrótce od niego odebraliśmy listy, w ktróych oświadczył, iż rząd francuski do osób naszych i do Polski chce się interesować, że nam daje na wybór, albo wszystkim przyjechać do Paryża, albo kogo imieniem naszym wysłać. Właśnie w tym czasie nadjechał do Lipska Tadeusz Kościuszko. Odkryta przed nim potrzeba misji do Paryża determinowała go zaraz do podjęcia się tej podróży. Wyjechał do Holandji, stamtąd do Niderlandu, gdzie odkrył całą plantę (plan) Dumourierowi. Lecz właśnie w tym czasie nastąpiła zdrada Dumouriera, wojska francuskie zbite, Niderland stracony, kłótnie w Konwencji – sprawiły, że Kościuszko nie mógł positive (wyraźniej) żadnej odpowiedzi uzyskać. Bo właśnie w tym czasie znajdował się w Paryżu, kiedy Francuzi ocaleniem swego kraju i razem ocaleniem partji przeciw partji zajętymi byli. Polacy z Lipska zaczęli się rozjeżdżać. Całe lato roku 93 nie ma nic w sobie, aż też na końcu miesiąca sierpnia zaczęły się nowe pobudki czynienia przez nalegania wojskowych i wielu gorliwych obywatelów polskich, żeby nie zaniedbywać ratunku ojczyzny. Ucisk powszechny ciemiężył wszystkie części kraju, najbardziej zaś stolicę. Wojskowi od pierwszych swych opuszczeni szefów, wystawienie najprzód na uszczypliwości Szczęsnego, później w połowie zagarnięci od Moskwy, w drugiej zupełnie dezorganizowani, widzieli zbliżający się haniebny swój koniec. Prześladowania, wielorakie sancyta (kary), a nareszcie zabór kraju, do którego chciano gwałtownych reform, tak daleko rozjątrzył umysły wielu, że niedługo trzeba było pracować nad poruszeniem i skłonieniem do ostatecznej rozpaczy. W Warszawie znajdowali się jeszcze Francuzi z legacji Descorchesa. Niektórzy, choć do legacji nie należący, lecz do swego narodu przywiązani, mieli łatwość rozsiewać maksymy od ludu francuskiego przyjęte i popierane, które już była dawniej rozkrzewione w umysłach młodzieży oświeceńszej. Było zgromadzenie w Warszawie, na którem koniecznie zamyślano o powstaniu narodowem. Kapostas całej roboty układał planty. Działyński przodkował wojskowym. Zapał rósł do tego punktu, że zgromadzenie patrjotyczne warszawskie, mniemając, że już wszystko przygotowało, czego potrzeba było do powstania narodowego, ułożyło posłać poselstwo do Kościuszki, aby co rychlej zjechał, aby stanął na czele wojska i rozpoczął insurekcję.

Insurekcja.

Akt powstania z 24 marca 1794 roku.

(Zbiór wszystkich pism urzędowych. Kraków 1794 str. 7-17)

Przytłoczeni tym ogromem nieszczęść, znękani bardziej zdradą aniżeli mocą oręża nieprzyjacielskiego, zostający bez najmniejszej krajowego rządu opieki, postradawszy Ojczyznę a z nią używanie najświętszych praw wolności, bezpieczeństwa, własności, tak osób jako i majątków naszych, zdradzeni i naigrywani od jednych, opuszczeni od drugich rządów, mu Polacy, obywatele, mieszkańcy województwa krakowskiego, poświęcając Ojczyźnie życia nasze, jako jedyne dobro, którego nam jeszcze tyranja wydrzeć nie chciała, idziemy do tych ostatnich i gwałtownych, które nam rozpacz obywatelska podaje. Mając więc niezłomne postanowienie zginąć i zagrzebać się w ruinach własnego kraju albo wyzwolić ziemie ojczystą od drapieżniej przemocy i haniebnego jarzma, oświadczamy w obliczu Boga, w obliczu całego rodzaju ludzkiego, a mianowicie przed wami narody, u których wolność jest wyżej ceniona nad wszystkie dobra świata, iż używając niezaprzeczonego prawa odporu przeciwko tyranji i zbrojnej przemocy wszyscy w duchu rodackim, obywatelskim i braterskim łączymy w jedno siły nasze a przekonani, iż pomyślny skutek przedsięwzięcia naszego najwięcej od najściślejszego wszystkich nas zjednoczenia zależy, wyrzekamy się wszelkich przesądów i opinij, które obywatelów i mieszkańców jednej ziemi i synów jednej Ojczyzny dotąd dzieliły lub dzielić mogą. Uwolnienie Polski od obcego żołnierza, przywrócenie i zabezpieczenie całości jej granic, wytępienie wszelkiej przemocy, tak obcej jak i domowej, ugruntowanie wolności narodowej i niepodległości Rzeczypospolitej, ten jest cel święty powstania naszego, który żeby w skutku zawiedzionym nie był, żeby dzielna władza kierowała siłą narodową, zważywszy pilnie stan dzisiejszy Ojczyzny naszej i jej mieszkańców, te nam sposoby nieuchronne i konieczne zdają się: mieć naczelnika powszechnego zbrojnej siły narodowej, radę najwyższą narodową doczesną, komisją porządkową województwa naszego, sąd najwyższy kryminalny i sąd kryminalny w województwie naszem. Za powszechną więc nas wszystkich wolą

  1. Obieramy i uznajemy Tadeusza Kościuszkę za najwyższego i jedynego naczelnika i rządcę całego zbrojnego powstania naszego.
  2. Naczelnik złoży zaraz Najwyższą Radę Narodową. Powierzamy obywatelskiej gorliwości jego wybór osób do tej rady i przepisanie jej organizacji. Naczelnik sam będzie mógł zawsze zasiadać w tej radzie jako jej członek czynny.
  3. Do władzy jedynie Naczelnika należeć będzie urządzenie siły zbrojnej. W tem wszystkiem Rada Najwyższa Narodowa dopełniać będzie rozkazów i urządzeń jego bez najmniejszej przeszkody i opóźnienia jako naczelnika prosto z woli narodu wezwanego i wybranego.
  4. Gdyby Naczelnik Tadeusz Kościuszko w przypadku choroby lub jakiej innej przyczyny sam nie mógł dopełniać obowiązków ważnego urzędu swego, w takowym razie mianować będzie zastępcę swego, zniósłszy się z Radą Najwyższą Narodową. Gdyby zaś nagła śmierć lub niewola pozbawiła nas wspomnianego Naczelnika, Rada N. N. innego naczelnika na miejsce Tadeusza Kościuszki nominować będzie. W obydwu tych przypadkach N. Naczelnik siły zbrojnej, jako już nie prosto z wezwania narodu, lecz ze zdania Rady Najwyższej wybrany, rozkazom tejże rady we wszystkim podlegać będzie.
  5. Rada N.N. opatrzy skarb publiczny. Taż Rada nakaże rekrut, opatrzy siłę zbrojną we wszystkie potrzeby wojenne. Zapewni narodowi i wojsku żywność dostateczną, czuwać będzie nad porządkiem i bezpieczeństwem w kraju, oddalając zamiary celowi powstania naszego przeciwne. Doglądać będzie sprawiedliwości, aby ta prędko i dzielnie sprawowana była. Starać się będzie dla narodu naszego o wsparcie i pomoc obcych narodów. Nakoniec zatrudniać się będzie prostowaniem opinji publicznej i rozkrzewianiem ducha narodowego, aby Ojczyzna i wolność była hasłem największych ofiar dla wszystkich ziemi polskiej mieszkańców.
  6. Stanowiemy u siebie Komisją Porządkową. Ta będzie w województwie naszem jedynym narzędziem wykonawczym Naczelnika siły zbrojnej narodowej i Rady Najwyższej.
  7. Rada N. N. przepisze organizacją dla Sądu Kryminalnego w województwie naszem, tudzież dla Najwyższego Sadu Kryminalnego, który przy boku jej zostawać ma.
  8. Zdajemy na radę wybór tych sędziów.
  9. Pod ten sąd podpadać będą wszystkie zbrodnie przeciwko narodowi i czyny przeciwne świętemu celowi powstania naszego, jako zbrodnie przeciwko zbawieniu Ojczyzny popełnione, wszystkie te zbrodnie karze śmierci podpadać będą.
  10. Zachowujemy przy Naczelniku władzę stanowienia krykzrektów i standrektów (sądów wojennych i doraźnych) podług praw i zwyczajów wojskowych.
  11. Ostrzegamy jak najuroczyściej przez akt niniejszy, iż żadna z władz doczesnych od nas powyżej ustanowionych ani oddzielnie ani wszystkie razem wzięte nie będą mogły uchwalać żadnych takowych aktów, któreby stanowiły konstytucję narodową. Wszelki akt takowy uznany przez nas będzie za przywłaszczenie samowładztwa narodowego podobnie do tego, przeciw z ofiarą życia naszego teraz powstajemy.
  12. Wszystkie władze doczesne od nas uchwalone dopóty trwać będą, dopóki cel niniejszego powstania naszego uskutecznionym nie będzie.
  13. Obowiązujemy Naczelnika siły zbrojnej i Radę Najwyższą, ażeby przez częste odezwy do narodu nauczali go o prawdziwym stanie interesów jego. Nie tając ani łagodząc najnieszczęśliwszych wypadków.
  14. Przyrzekamy wszyscy sobie nawzajem i całemu narodowi polskiemu stałość w przedsięwzięciu, wierność dla prawideł, posłuszeństwo dla władz. Zaklinamy Naczelnika i Radę,aby wszystkich używali środków do oswobodzenia narodu i ocalenia ziemi jego. Składając w ich ręku użycie osób i majątków naszych przez ten czas walki wolności z despotyzmem, sprawiedliwości z przemocą i tyranją, chcemy, aby zawsze przytomną mieli tę wielką prawdę, że ocalenie ludu jest najwyższym prawem.


Przygotowania i nastroje poprzedzające wybuch powstania w Warszawie 17 kwietnia 1794 roku.

(Pamiętniki z ośmnastego wieku, I 187-188, Pamiętniki Jana Kilińskiego szewca a razem pułkownika 20 regimentu)

Tak tedy ja z tym księdzem Mejerem wzięliśmy Boga na pomoc i zaraz staraliśmy się szukać przyjaciół do rozpoczęcia naszych zamysłów, więc ja starałem się o rzemieślników do tej konspiracji,więc ja gdym już serca starszych cechowych ich pozyskał, więc zaraz zaprosiłem ich do siebie. Przysięgliśmy sobie, że się do ostatniego momentu bronić będziemy, bo każdy obywatel w największym sposobie był udręczony przez podatki. Na wypłacenie się za kwaterunek dla Moskali, czegośmy dłużej znieść tak wielkiego obciążenia nie mogli, bo właśnie cośmy tylko z pracy rąk naszych zarobili, to na samych tylko Moskali ledwie nam wystarczyć mogło, którzy nas zawsze egzekucjami dręczyli. To udręczenie przymusiło każdego obywatela do prędkiego zaczęcia rewolucji, gdyśmy coraz bardziej strachem i bojaźnią od Moskali napełnieni byli, bo nam te pogróżki od nich czyniły wielką niespokojność, grożąc nam zawsze tymi słowy, że gdy Polaki będą otrzymywać zwycięstwo nad Moskalami, że się już w Warszawie utrzymać nie będą mogli, to nam deklarowali najprzód nas zrabować, a potem mieli od końca do końca nam Warszawę zapalić i arsenał nam cały zabrać mieli. Lecz nie na tym koniec. Gdyśmy w wielką sobotę mieli stać się wielką krwawą ofiarą, wychodząc z kościołów po rezurekcji. Więc hetman Ożarowski, będąc wiernym sługą moskiewskim a zdrajcą swojej ojczyzny, będąc przekupionym od Moskali, kazał rozpuścić dwie części żołnierzy, a choć ich i tak mało było, a tylko jedną część zostawił do strzeżenia arsenału. Nie koniec na tym. Wydał komendantom takie ordynanse, aby wraz z Moskalami, gdy się alarm zacznie w Warszawie, lud niewinny wybili. My jednak obywatele i oficerowie, jak mogliśmy, po kątach utrzymywaliśmy rozpuszczonych żołnierzy. Więc biskup Kossakowski podał Igelströmowi na wybicie ludu sposób taki: aby posłał do biskupa zarządzającego duchowieństwem w Warszawie, iżby on rozkazał po wszystkich kościołach mieć o jednaj godzinie nabożeństwo, a to dlatego, aby podczas nabożeństwa Moskale wpadłszy niespodzianie arsenał nam zabrali, a gdyby się już nabożeństwo zaczęło, tak zaraz Moskale mieli otoczyć armatami wszystkie nasze kościoły, więc natenczas mogliby wyśmienicie wybić wszystkich.


Starania o pozyskanie ludu dla sprawy narodowej.

( Akty powstania Kościuszki, Kraków 1918, I , 220- 224)

Tadeusz Kościuszko do komisyj porządkowych wszystkich ziem i powiatów

Dan w obozie pod Połańcem dnia 7 maja 1794

Nigdyby Polakom broń ich nieprzyjaciół straszną nie była, gdyby, sami pomiędzy sobą zgodni, znali swą siłę, całej tej siły użyć umieli. Chytrość moskiewskich intryg, mocniejsza niż broń, gubiła zawsze Polaków samymi Polakami. Powstanie narodu teraźniejsze chce Polsce wrócić wolność, całość i niepodległość, zostawia swobodniejszemu czasowi i woli narodu stanowić, pod jakim on chce być rządem. Powód więc rozmaitości opinjów zawieszony, a cel święty i oczywisty czyni dzielnie nad sercami. Naprzeciw kupie strwożonych już niewolników postawmy masę potężną swobodnych mieszkańców, którzy, o własne szczęście walcząc, nie mogą chybić zwycięstwa, a to czem nas dotąd pokonywali, pokona baczność nasza. Los tedy Polski od tego zawisł, abyśmy skruszyli podwójną siłę nieprzyjaciół naszych, t.j. siłę oręża i siłę intrygi. Winieniem przeto podać wiadomości narodowej, że Moskale szukają sposobów poburzenia wiejskiego ludu przeciwko nam, wystawując mu arbirtalność panów, dawną ich nędzę i nakoniec pomyślniejszą przyszłość za pomocą moskiewską. To mówiąc, zachęcają i przypuszczają lud wiejski do wspólnego dworów rabunku. Prostota, częstokroć potrzebą omylona, może wpadać i wpada w samej rzeczy w te sidła, a nawet jest już doświadczenie, że uwiedzionych czy gwałtem wziętych w mundury swoje ubierają. Z żalem to wyznać muszę, iż często srogie obchodzenie się z ludem daje miejsce Moskalom do powszechnej na cały naród potwarzy. Odbieram ustawiczne skargi od żołnierzy i rekrutów, że żony ich i dzieci nie tylko że żadnego osłodzenia nie mają, ale za to prawie, że służą Rzpltej ich mężowie i ojcowie, wystawieni są na największe uciążliwości. Jakowe postępki w wielu miejscach są zapewne bez wiedzy i przeciw woli dziedziców, lecz w drugich muszą być skutkiem złej chęci lub obcego natchnienia, aby zupełnie zapał do obrony ojczyzny w sercach ludu ostudzić. Ale ludzkość, sprawiedliwość i dobro ojczyzny wskazuje nam łatwe i pewne środki, przez które podstępom złości domowej lub zagranicznej intrygi zapobiec możemy. Zalecam przeto Komisjom Porządkowym województw i ziem w całym kraju, aby następujące urządzenie do wszystkich dziedziców, posesorów i miejsce ich zastępujących rządców wydały:

  1. Ogłosi ludowi, iż podług prawa zostaje pod opieką rządu krajowego.
  2. Że osoba wszelkiego włościanina jest wolna.
  3. Lud ma ulżenie w robociznach tak, iż ten, który robi dni 5 lub 6 w tygodniu, ma mieć 2 dni opuszczone w tygodniu; który robił 3 lub 4 w tygodniu, ma mieć opuszczony 1 dzień; kto robił dni 2, ma mieć opuszczony dzień 1; kto robił w tygodniu dzień 1, ma teraz robić w dwóch tygodniach dzień 1. Takowe opuszczenie trwać będzie przez czas insurekcji, póki w czasie władza prawodawcza stałego w tej mierze urządzenia nie uczyni.
  4. Zwierzchności miejscowe starać się będą, aby tych, którzy zostają w wojsku Rzpltej, gospodarstwo nie upadło.
  5. Od tych, którzy wezwani będą na pospolite ruszenie, póki tylko będą zostawali pod bronią, pańszczyzna przez ten czas nie będzie wyciągana, lecz dopiero rozpocznie się od powrotu ich do domu.
  6. Własność posiadanego gruntu, z obowiązkami do niego przywiązanymi podług wyżej wyrażonej ulgi, nie może być od dziedzica żadnemu włościaninowi odjęta, chybaby się wprzód o to przed dozorcą miejscowym rozprawił i dowiódł, że włościanin obowiązkom swoim zadość nie czyni.
  7. Któryby podstarości, ekonom lub komisarz wykroczył przeciw niniejszemu urządzeniu, ma być wzięty, przed komisje stawiony i do sądu kryminalnego oddany.
  8. Gdyby dziedzice nakazywali lub popełniali podobne uciski, do odpowiedzi pociągnięci będą.
  9. Wzajemnie lud wiejski powinien gorliwie pozostałe dni pańszczyzny odbywać, włościanie nie mają się wymawiać od najmów potrzebnych dworom za przyzwoitą zapłatę.
  10. Dla zapewnienie się o skutku tych zaleceń, podzielą komisje porządkowe województwa albo ziemie lub powiaty swoje na dozory.
  11. W każdym dozorze wyznaczą dozorcę, który będzie odbierał skargi od ludu w jego uciskach i od dworu w przypadku nieposłuszeństwa lub niesforności ludu; powinnością jego będzie rozsądzać spory, gdyby strony nie były kontente do komisji porządkowej je odsyłać.
  12. Gdyby hultaje jacy odwodzili lub od pracy, buntowali przeciwko dziedzicom, odmawiali od obrony ojczyzny, komisje porządkowe takich hultajów do sądu kryminalnego oddadzą. Niemniej czuwać mają nad włóczęgami i do robót publicznych używać.
  13. Duchowni, najbliżsi ludowi nauczyciele, powinni mu przekładać, jakie ma obowiązki dla ojczyzny, która się prawdziwą matką względem niego pokazuje. Ciż duchowni oświecać lud powinni, że pełniąc powinność względem dworów, tylko winny dług wypłaca dziedzicom, od których grunta trzyma.
  14. Duchowni obojga obrządków niniejsze urządzenie ogłaszać będą z ambon po kościołach i cerkwiach ciągle przez niedziel cztery.


Klęska Maciejowic.

(J.U.Niemcewicz: Pamiętniki czasów moich, Paryż 1848, 216 – 226)

Kościuszko na wszystkie strony rzucał się i bronił. Zwrócił naprzód uwagę swą na Litwę i wziąwszy mnie z sobą bez żadnej eskorty puścił się do korpusu Mokronoskiego pod Grodno. Kościuszko obejrzawszy nieliczny korpus Mokronoskiego i dawszy mu rozkazy i instrukcje równie śpiesznie wrócił do Warszawy. Kozacy włóczyli się po wszystkich drogach, cudem się stało, żeśmy schwytani nie byli. Kościuszko nacierany ze wszystkich stron, na wszystkie strony słabe siły swe dzielić musiał. Zaledwie powróciliśmy z podróży naszej spod Grodna, gdy przybiegł goniec od generała Sierakowskiego, będącego w Brześciu z doniesieniem, że stoczył bitwę pod Krupczycami z połączonymi pod Suwarowem i Derfeldenem korpusami i że bez nadesłanych natychmiast posiłków nie będzie w stanie oprzeć się dłużej. Wysłał natychmiast Kościuszko równie zdatnego jak walecznego generała Kniaziewicza na pomoc mu z trzema batalionami piechoty i nieco jazdy i mnie jednemu powierzył, że nazajutrz o świcie na koniach do Sierakowskiego puścim się co spieszniej. Dnia 6 października podług postanowienia ruszyliśmy z obozu pod Mokotowem, zostawiwszy komendę generałowi Zajączkowi, na koniach, bez masztelarzów nawet. Biegliśmy spiesznie, bo nadeszła wieść, że generał Fersen, dowodzący Moskalom pod Warszawą, mimo dywizji Ponińskiego postawionego na prawym brzegu Wisły, by mu przejścia jej bronił, przeszedł ją pod Maciejowicami. O godzinie czwartej spotkaliśmy oficera z korpusu generała Sierakowskiego, który nam doniósł, że generał ten w odwrocie swym z pod Krupczyc oparłszy się na grobli terespolskiej napadnięty był w nocy przez Suwarowa, że wojsko jego stropione w większej części pierzchło, że w popłochu tym i działa swoje utracił. Trzeba było jednak co prędzej przeszkodzić złączeniu się Suwarowa z Fersenem. Siły nasze wynosiły do 5.600 ludzi o 21 dział. O dziewiątej zrana ruszyło wojsko naprzód. O czwartej wyruszyliśmy z lasu i przybliżać zaczęli do Maciejowic. Naczelnik ze mną i kilkoma ułanami posunął się naprzód, by rozpoznać nieprzyjaciela. Rozciągnął się obóz jego nad brzegiem Wisły jak tylko oko zajrzeć mogło. Przednie czaty nasze zaczęły z kozakami utarczkę. Dzidy kozackie tuż widzieliśmy za sobą i nie pojmuję, jak nie byliśmy schwytani. O piątej uspokoiło się wszystko, całe wojsko nasze ściągnęło na miejsce. Wieś Maciejowice leży w nizinie, lecz sam dom murowany na wzgórzu, naprzeciw Wisły, długa grobla prowadzi do niego. Po prawej ręce rzeczka Okrzeja, po lewej błota i zarośla. Położenie to zdało się nam wybornem. Całe siły nasze ułożyły się na wzgórzu, od domu postawiono działobitnię przeszywającą całą długość grobli, dwa pułki fizylierów i pułk Działyńskiego były pod dowództwem Siarakowskiego. Resztę okręgu napełniała piechota, brygada jazdy Kopcia, ułany Kamińskiego, dwa szwadrony jazdy gwardji koronnej i tyleż milicji województwa brzeskiego litewskiego, wszystko pod dowództwem generała Kniaziewicza. Rozkazał Naczelnik w kilku miejscach posypać wały, lecz noc zaskoczyła, gdy je ledwo zaczęto. Całe wojsko zostało przez noc pod bronią. Podwojono czaty, każdemu konnemu przydano strzelca pieszego. Poczyniwszy te urządzenia udaliśmy się do pomienionego powyżej domu. Pałac murowany, do któregośmy się schronili, był zrabowany i zniszczony, jak wszystkie te, przez które przechodzili Moskale. Natrafiłem gazety, donoszące o śmierci Augusta II. Nadęty styl, pełne makaronizmów łacińskich perjody pobudzały mnie do śmiechu. Wziąłem z nich kilka arkuszy i przy wieczerzy czytałem Kościuszce. Rozmawialiśmy o dniu jutrzejszym, o trudnościach, jakie znajdą Moskale w atakowaniu nas. O drugiej z północy obudził mnie Kościuszko i napisać zlecił rozkaz Ponińskiemu, by jak najprędzej pośpieszał złączyć się z nami. O samym, świcie adjutant od służby Kuniewski dał nam znać, że nieprzyjaciel w szyku wojennym postępuje naprzód. Szczupłe wojsko nasze do przyjęcia go wkrótce było gotowem. W minutę jużeśmy byłi na koniach. Naczelnik postrzegłszy w tyle naszym wioskę, by jej nie opanowali Moskale, kazał ją zapalić. Nie zapomnę nigdy okropności widoku tego. Moskal mając działa większego kalibru pierwszy kulami swemi dosięgnąć nas zaczął. Ogromne te kule ze strasznym łoskotem przedzierając się przez drzewa i krzaki, łamały je i obsypywały nas i okrywały nas oderwanymi gałęziami. Nie mieliśmy jak trzy czy cztery dwunasto-funtowe działa. Skoro nieprzyjaciel na ich dosięgnienie zbliżył się, wypuściliśmy z nich ogień, sam je Naczelnik celował, z takim skutkiem, że widać można było chwiejące się szyki. Przez trzy godziny mieliśmy nad nieprzyjacielem górę, tak dalece, że przystąpiwszy do Naczelnika, generał Sierakowski rzekł: zdaje się, że Moskaluszki zabierają się do odwrotu. Wkrótce pokazało się przeciwnie. W czwórnasób liczniejsi od nas i w ludziach i w działach, straty ludzi licząc za nic, nie zważając ni na trudności przystępu, ni na morderczy ogień nasz, coraz zbliżali się więcej. Ogień ich stawał się prętszym i coraz straszniejszym. Grad kul i granatów, gwiżdżąc bez ustanku około uszu, padał pomiędzy hufce nasze. Nie pojmowałem, jak w porównaniu gęstości kul tych nie więcej ludzi padało. Ze wszystkich stron śmierć latała koło nas. Za większym zbliżeniem się nieprzyjaciela z ręcznej strzelby gęsty z obu stron zaczął się ogień, okrywała się ziemia trupami, przerażały powietrze jęki konających i ranionych, żaden atoli z naszych nie opuścił miejsca, na którem walczyć zaczął. Już pobito konie od dział, już wypróżniono amunicją, gdy pułkownik Krzycki, nie mogąc dłużej utrzymać stojącego przez sześć godzin na jednym miejscu żołnierza, ruszył naprzód i przerwał stykające się dotąd z sobą szyki. Stał się roztwór. Pobiegłem do Kościuszki oznajmując mu, że nieprzyjacielska jazda już do luki tej zbliża się w zawód. Sam zbliżam się do szwadronu powstańców brzeskich litewskich i zachęciwszy ich rzucam się naprzód, gdy kule z pistoletu przeszywa mi rękę prawą powyżej łokcia. Oddział milicji, którym prowadził, zszedł z pola. Wszędzie pomięszanie i nieład. Już całe wojsko moskiewskie następowało i otaczało nas zewsząd. Piechota nasza, acz przerzedzona, walczyła jednak, kłuła się z Moskalami, ustępując ku pałacowi, na dziedzińcu onego, na ganku, w piwnicach nawet. W pośród tej rzezi Naczelnik stara się zebrać resztę jazdy naszej, w tem koń zabity pada pod nim. Podają mu świeżego, odpieramy jeszcze na chwile kozaków, lecz cała masa dragonów nieprzyjacielskich wpada na nas, oficer chwyta konia mojego za cugle. Raniony, bez oręża, dalej bronić się nie mogłem, stałem się jeńcem. Przybiegali oficerowie moskiewscy na wszystkie strony radośnie barbarzyńskie krzyki nad zwycięstwem swojem wydając, a każdy z nich lżąc mnie grubiańskimi słowy kańczukiem po plecach okładał. Szczęściem pułkownik Tołstoj wziął mnie z sobą. Przejeżdżaliśmy przez całe pobojowisko zasłane trupami obdartymi do naga. Ogromne te ciała po większej części z przebitemi bagnetem piersiami. Przybyliśmy nakoniec do najwyższego wodza, generała Fersena, już sześćdziesiątletniego starca. Byłem mu przedstawiony i zaprowadzony do domu, który siedmiu godzianami wprzódy służył nam na główna kwaterę. Izba napełniona była generałami moskiewskimi i wielu naszymi, jakto generałowie Kniaziewicz, Sierakowski, Kamieński, brygadjer Kopeć. Łzy nam się puściły, gdyśmy spojrzeli na siebie. Właśnie gdy spokojny pytam wszystkich, co się stało z Kościuszką, widzę żołnierzy dźwigających na noszach mocno skaleczonego człowieka. Był to waleczny, lecz nieszczęśliwy nasz Naczelnik, krew oblewająca go całego okropną czyniła sprzeczność z siniałą jego twarzy bladością.


Poddanie stolicy.

(W. Smoleński: Mieszczaństwo warszawskie w końcu XVIII wieku, str.273 –276 - według protokółów magistratu)

Pułkownik kozacki nazwiskiem Grekow, ruszył z delegowanymi ku obozowi. Przejeżdżając przez Pragę widzieli okropny widok. Wszędzie ziemię, tak po ulicach, jako i po dworkach, trupami obnażonymi zasłaną, między którymi nie tylko żołnierze, ale tez kobiety i dzieci i żydzi nawet widzieć się dali. Domy i dworki wszystkie porujnowane i jeszcze po większej części palące się. Prócz Moskali żywego ducha widać nie było. Już około dziesiątej godziny wieczornej meldowani zostali generałowi dyżurnemu, który namiot rozbić dla nich rozkazał i tam siana dla położenia się nasłać. Nazajutrz dnia 5 listopada roku 1794 rano, wyszedłszy z namiotu, z równą grzecznością nietylko od generała, lecz i od innych oficerów przyjęci byli. Bawiąc się zaś różnymi dyskursjami zapytywani byli najprzód o sile wojskowej, jak wielka jest i gdzie wiele wojska stoi i pod czyją komendą, wiele może być armat, o Wawrzeckim naczelniku i o innych osobach Radę składających. Gdy się rozwidniło, generał dyżurny wraz z niektórymi oficerami poszli do generała Suwarowa. Tam po dwugodzinnej blisko konferencji bawiąc przysłany był do nich pułkownik Iwaszow, komunikując im punkta do kapitulacji żądanej ułożone. Suworow siedział przed swym namiotem na poduszkach od pojazdu w stroju jegierskim, kaszkiet na głowie bez najmniejszego znaku oficerskiego i ławka przed nim. Skoro przybliżali się do niego delegowani, wstał i kilka kroków ku nim postąpił, pałasz od boku z pendentem odpasał i takowy na bok odrzucił mówiąc: Vivat pokój, vivat król, vivat naród! Potem pocałował ich i mówił: Aniołowie pokoju, witam was! Dalej zapytał się ich, czy odebrali ekspedycję i czy z niej kontenci są? Pytam się potem o zdrowie króla, oświadczył swoje dla niego uszanowanie, co kilka razy powtórzył. Potem potraktowawszy ich wódką i chleb z nimi łamiąc pożegnał się i kilku oficerów konwojować ich do samego przewozu kazał.


Jana Henryka Dąbrowskiego pamiętnik o końcu insurekcji.

(Monografie w zakresie dziejów nowożytnych IV, 264-270)

Dnia 13 novembra w Drzewicy przyszli do mnie popołudniu wszyscy sztabsoficerowie od piechoty korpusu mego zapytując się mnie po przyjacielsku, cośmy przedsięwziąć postanowili. Słyszeliśmy, mówili, już raz, że się Prusakom, drugi raz Moskalom i znowu Austrjakom poddamy. Pewni jednak jesteśmy, że wodzowie nasi niczego takiego nie postanowią, coby całego korpusu szkodą być miało. Przyszliśmy z ufnością do Ciebie Generale, ażebyśmy się o losie naszym zabezpieczyli i prosty żołnierz chce wiedzieć, co z nim będzie, bo inaczej posłusznym być przestanie. Wysłuchałem to wszystko z największym mego serca udręczeniem, osobliwie, gdy czuł, że nie brak winnej subordynacji, nie brak męstwa, nie brak dobrej woli, lecz nakoniec moralna i fizyczna nędza kroku tego była przyczyną. Odpowiedziałem im: „Najostatniejszy będę, który ojczyznę, wojsko i was porzucę, że tam pójdziemy, gdzie reszta wojska ocalona i reprezentacja narodowa utrzymana byćby mogła”. Naczelnik (Warzecki Tomasz) na samą tę najechał scenę i wszystkich o tym zapewnił. Rozeszli się oficerowie zapewniwszy nas, że nas nigdy nie opuszczą. Domyślali się byli marszu do Francji. Był marsz ułożony do Końskich i w czasie tego marszu pozostały tak armaty jako i wozy, które dalej transportowane być nie mogły, aby je popsuto i pozakopywano. Dnia 14 o godzinie 3 nadedniem ruszył obóz, gdzie przez noc straszna była dezercja. Marsz ten w dosyć dobrem znajdował się porządku i o ósmej godzinie zrana stanęliśmy w Opocznie. Był to ostatni marsz korpusu mego, koniec całemu wojsku przynoszący, nieomal jednak ten marsz zastraszył pruskiego gen. Kleista, który obozując nad Wielką Wodą, za zbliżeniem się naszym, do Opoczna cofnął się nagle za Pilicę, Moskale zaś pomału na nasza ariengardę następowali. O pierwszej popołudniu przybyło kilku oficerów z obozu infanterji i donieśli, że major Mojaczewski swój regiment zbuntowawszy, zdeboszował go tymi słowy: "Idźcie gdzie chcecie, tu nic więcej niemasz do czynienia". Wszystkie inne regimenty piechoty, artylerji, strzelcy poszli za tym niegodziwym przykładem zostawiając broń, armaty i do domów się rozchodząc. Chciałem jeszcze naprędce wziąć 12 armat do kawalerji dla uformowania z nich artylerji konnej i przedsięwzięcia marszu do granic francuskich, ale już nikogo ani u armat ani u wozów amunicyjnych nie było ni też konia żadnego. Większa część żołnierzy płakała, narzekając na swoich oficerów. Już prawie nic więcej czynić nie było można. Mieliśmy wprawdzie do 4000 jazdy, po której nie wiele spodziewać się można było. Cudem i to jeszcze nazwać można, żeśmy się z nią po ucieczce infanterji porządnie do Końskich przemaszerowali. W marszu złączyliśmy się z 1000 koni powstania sieradzkiego i wieluńskiego. Zostaliśmy się przez noc w Końskich. Dnia 15 zrana gen. Rymkiewicz stanął na czele brygady Rzewuskiego i Biernackiego, sądząc, że do niego szczególniej były przywiązane, ale te dwie brygady nie były godne tak godnego wodza, nie poszły za nim i rozproszyły się. Nie miliśmy przeto nad brygadę Madalińskiego i moją i wszystkie wielkopolskie powstania pod komendą generała Skórzewskiego. Tu przybył do nas z kolumną swoja brygadier Jaźwiński. Mało miał piechoty i artylerji prócz jeszcze nieznacznej części swojej brygady, wcale nie kawalerji. W tym marszu jeszcześmy wiele armat zakopali, amunicji popsuli. Pomimo tych nieszczęśliwych zdarzeń przemaszerowaliśmy jednak do Radoszyc. Opuszczeni od wszystkich, resztą wojska, w ostatniej desperacji, bez wszelkiego sposobu utrzymania się, czekaliśmy w Radoszycach odpowiedzi króla. Tymczasem by nas Moskale zupełnie nie otoczyli, rozkazano więc, ażeby cała kawalerja nazajutrz dnia 16 do Małogoszcza maszerowała. Dnia 16 o godzinie 8 – mej zrana zgromadziła się cała kawalerja nasza. Aliści generał Gorzeński z odpowiedzią króla i Suworowa przybył z Warszawy. Nic w niej pocieszającego nie było. Zaczęła się natychmiast rada, bardzo wiele mówiono, dysputowano, lecz na nic się nie decydowano. Wtem kozacy i strzelcy nieprzyjacielscy korpus gen. Jaźwińskiego nagle napadli i atakowali. Korpus ten bez żadnego poddał się strzału i przeszedł do nieprzyjaciela, zostawiając mu broń i armaty. Podczas bitwy posłał Naczelnik oficera do gen. Denisowa, proponując mu zawieszenie broni z przyczyny, że się negocjacja z gen. Suworowem zaczęła była. Gen. Denisow przyjął propozycją i cofnął wojska swoje. Nasze już niestety już jak śnieg na słońcu topniało. Dnia tego pełen rozpaczy wsiadłem na konia w celu odwiedzenia kawalerji mojej. Fałszywy rozkaz ruszył ją i ledwiem ją dogonił w Łopusznie. Raportowałem co się stało. Naczelnik mi odpisał zaklinając mnie, ażebym znowu wrócił, gdyż inaczej wcaleby jeden tylko w Radoszycach został. Nie mogłem jak gen. Skórzewskiego z milicjami tejże nocy do Radoszyc posłać, a ten godny mąż z zacnymi ludźmi poszedł nieodmownie. W największej rozpaczy, nie wiedząc co przedsięwziąć, jednak w stałej zawsze determinacji niepoddania się i niezłożenia broni chciałem z obydwoma brygadami do granic Galicji przybliżyć się, tam broń złożyć do kupy i spalić, a pieniądze rozdać między oficerów i żołnierzy wszystkich rozproszyć. Z tą myślą noc całą przebyłem, gdy kurjer od Naczelnika ustnie i na piśmie przywiózł z sobą rozkaz, ażebym go nie opuszczał i z kawalerją moją nazad się wrócił, gdyżby inaczej Moskale zawieszenie broni podnieśli. Chciałem aż do ostatka być posłusznym władzy mojej, tak tedy pomaszerowałem 17 novembris na odwrót do Radoszyc, gdzie już nikogo nie zastałem, jak naczelnika, generałów Giedroycia, Niesiołowskiego, Giełguda oraz prezydenta Zakrzewskiego. Ze mną przybył gen. Rymkiewicz. Wszystko u nas było w rozpaczy i ogłuszeniu, że wcale jeden do drugiego nie przemówił. Dnia 18 novembris o godzinie ósmej zrana przybył do nas niespodziewanie gen. Denisow z kilku jeszcze oficerami i oświadczył nam, że ma rozkaz od gen. Suworowa... zaproszenia nas wszystkich do Warszawy...Tak niespodziewane zapowiedzenie, jakby piorunem przeraziło nas. Zapytał się Naczelnik, czylibyśmy jeńcami byli? Bynajmniej, odpowiedział Denisow, graf Suworow tylko chce WĆ Państwo poznać. Gen. Skórzewski ze wszystkimi milicjami w pruski poszedł kordon. Taki więc był koniec rewolucji naszej. Otoczeni od Moskali, Prusaków i cesarskich nie mogliśmy prawie inaczej zakończyć.

Trzeci rozbiór Polski.

Układ podziałowy między Rosją a Austrją z 3 stycznia 1795 rok.

(Angeberg: Recueil, 396)

Ci dwaj panujący, przekonani doświadczeniem w przeszłości o zupełnej niezdolności Rzpltej polskiej do spokojnego bytowania na podstawie własnych praw przy jakiejkolwiek niepodległości, uznali w swej mądrości i swej miłości pokoju i szczęścia swoich poddanych, że było koniecznością nieuniknioną uciec się i przystąpić do całkowitego podziału tej Rzpltej między trzy mocarstwa ościenne.


Traktat rozbioru Polski między Rosja a Prusami z 24 października1795 roku.

(Angeberg: Recueil 401)

W imię Przenajświętrzej i Nierozdzielnej Trójcy.

Art. VII. Gdyby w następstwie przeciwstawienia się niniejszemu traktatowi i jego wynikom przez którekolwiek mocarstwo jedna z wysokich stron zawierających umowę została napadnięta, dwie inne przyłączą się do niej i będą ją wspierać wszystkimi siłami swemi i wszystkimi środkami, aż w zupełności ustanie atak.


Myśl o Polsce na tułactwie.

Akt zawiązania Deputacji w Paryżu 22 sierpnia 1795 roku.

(Wł. Smoleński: Emigracja polska w latach 1795 – 1797, Warszawa 1911, 2 – 4)

Wpośród największych nieszczęść nie godzi się rozpaczać o ojczyźnie. Przekonani jesteśmy, iż tak ojczyzna, która znalazła tylu obrońców, tylu mścicielów, stracona na zawsze być nie może. Usiłowania narodu polskiego o wyrwanie z niewoli i ocalenie ziemi swojej powinnyby ściągnąć uwagę państw obcych. Istotne ich interesa powinnyby ich do czynnych kroków za nami nakłonić. Rzeczpospolita francuska daje nam pierwsza jasne dowody, ile ją obchodzi los Polski. Pomiędzy ciosami, które nasz kraj przywaliły, ten za najcięższy teraz bierzemy, że niemasz żadnego rządu, niema żadnego centrum władzy narodowej, która nie mogąc działać skutecznie w kraju, jako przez nieprzyjaciela opanowanym, przynajmniej czyniła by starania u obcych w sprawie nieszczęśliwej Polski. Lecz jest naród, w którym duch wolności nie ustał. Uszli z rąk nieprzyjacielskich obywatele, którzy jego cząstkę składają, a której on się zapewnie nie zapiera. Czego więc teraz naród sam przez siebie ani przez rząd swój czynić nie może, to jest ich najistotniejszą powinnością. W tem zostając przeświadczeniu, abyśmy porządnie dążyli do świętego celu podźwignięcia ojczyzny naszej, abyśmy przez udzielania komu należy, politycznych i handlowych o naszym kraju wiadomości ściągnęli przyzwoitą państw europejskich nań uwagę, abyśmy przez ciągłą korespondencję utrzymywali ducha stałości w przygniecionych tylu nieszczęściami współziomkach naszych. My, obywatele Polscy, przed prześladowaniem nieprzyjaciół schronieni do Francji wzywamy w tym zamiarze Deputację.