39 - Panowanie Jana Kazimierza

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 39

Kraków 1923 rok

Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
Władysław Konopczyński
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Wstęp.

Charakterystyka króla i królowej.

(Relacja francuskiego ajenta Cailleta z roku 1662.- „Portofino Maryi Ludwiki”, wydał E. Raczyński. II, 256)

Król polski ma 55 lat. Do tej chwili był zdrowym i silnym, lecz to zdrowie jego zaczyna znacznie niknąć. Na tron dostał się w dość późnym wieku, pędząc życie wolne od straw publicznych, tak dalece, że troski i obowiązki rządu były mu zupełnie obcemi i ciężarem od samego wstąpienia na tron. Lubi polowanie i wieś, nie dlatego, żeby w tym rozrywkę znajdował, ale że je uważa za sposób oddalenia się od ludzi i spraw publicznych, i gdyby mu zapewniono dochody, potrzebne do utrzymania domu, udałby się chętnie na życie prywatne. Dawniej sprzyjał bardzo dworowi austrjackiemu, ale obłudne postępowanie dworu austrjackiego, jego wojsk i ministrów, zmieniły w nim to uczucie. Dla zmiany tej przyczyniła się królowa. Królowa też sama wciągnęła go w interes Francji, której tak teraz sprzyja, że gotów jest popierać każdy zamysł, byle go król (francuski) w tem wspierał. Posiada wiele odwagi i determinacji, jak to okazał we wszystkich przeszłych wojnach, lecz przewłoka i niepewność nużą go i niecierpliwią, bo każdą sprawę chciałby jak najprędzej zakończyć. Zdaje się być bardzo kochanym od wszystkich poddanych swoich, jakoż duchowni, szlachta i większa część żołnierzy kochają go prawdziwie, gdyż zaiste wszystko to, co od wstąpienia na tron zaszło, powinno mu było zjednać ich przyjaźń.

Od chwili, gdy królowa polska była we Francji, poznano, że do spraw publicznych ma wyższe nad płeć swoją zdolności i skłonność. Wielkie i nieszczęśliwe zdarzenia, zaszłe w Polsce od czasu przybycia jej do tego kraju, w których ona najgłówniejszą rolę odegrała, pokazany dowodnie, że umysł jej i zdolności są większe niż sobie wyobrażano, i że równie jest godną rządu jak berła. Król Władysław zajmując się sam wszystkiemi sprawami publicznemi, nie dał jej sposobności pokazania się taką, jaka jest, lecz w ciągu krótkiego panowania jego umiała się wkraść w umysły Polaków tak dalece, że włożyła koronę na skronie księcia, którego sobie za męża obrała i nad którego umysłem panuje. Od tej chwili aż do dziś dnia, była panią tego wszystkiego, co od króla zawisłe, a jeśli powaga jej nie zawsze była szanowaną, pochodzi to stąd, że władza monarchów polskich nie jest tak obszerną, jak innych monarchów. Niektórzy utrzymują, że królowa podwyższyła podarunki, dawane zwykle królom od tych, którzy urząd jaki, albo tez łaskę od dworu otrzymują. W czasie wojny szwedzkiej i schronienia się króla na Śląsku, sama tylko królowa nie traciła nadziei wypędzenia Szwedów i starała się o to usilnie. Rozrzucała ze swojej szkatuły pieniądze, aby odwieść wojsko polskie od służby u króla szwedzkiego, i nie szczędziła żadnych starań, aby panów, którzy się ze Szwedami połączyli, do powrotu do obowiązków nakłonić. Nareszcie mimo chęci króla i zdania jego ministrów zniewoliła go do powrotu do Polski i postawienia się na czele wojska, które Szwedów opuściło. Pokój oliwski pomiędzy Polską a Szwecją jest po większej części jej dziełem. Takowe starania i poświęcenia królowej, nadały jej powagę i wziętość, jakiej dotąd żadna kobieta w Polsce nie miała.

Królowej nie zbywa na żadnym przymiocie potrzebnym dla ważnych spraw publicznych. Umysł jej jest oświecony, stałość i odwaga niepospolita, przytomność wielka, panuje nad umysłem króla i posiada wielką łatwość ujmowania sobie osób, których pomocy potrzebuje. Z gorliwością i zapałem popiera swoje przedsięwzięcia i nie szczędzi ani starań, ani pieniędzy, gdy sądzi, że to do celu doprowadzi. A jeżeli w czym życzyćby należało zmiany niejakiej w jej umyśle, to zaiste w tem, że zawierza i odkrywa myśli swoje, iż zbyt lubi rozterki pomiędzy magnatami polskiemi i osobami, których używa, iż zanadto usiłuje poburzyć jednego przeciw drugiemu, siejąc pomiędzy nim i zazdrość i zwierzając im się, czego oni częstokroć udzielają sobie nawzajem i wzniecają przeciw niej nienawiść, a jej się zdaje, że ją pomiędzy nimi rozsiała.

Jest niestałą i dlatego tylko zmienia częstokroć lekkomyślnie zdanie swoje i gani to dziś, co wczora znajdowała dobrem i co sama proponowała. Zabiega także zanadto o pozyskanie wszelkiego rodzaju ludzi, nawet takich, którzy w niczem nie są użyteczni. Ta mała korzyść zniewala ją do powierzenia się wszystkim, a uczestnictwo w sprawach publicznych dawane przez nią ludziom nic nie znaczącym oburza i zniechęca osoby, których zasługi są znamienite i wielce potrzebne.

Rewolucja ludowa na Rusi

Żale Kozaków do Polski.

(List Chmielnickiego do Władysława IV z dnia 21 czerwca 1648. Z „Księga Pamiętnicza” Jakóba Michałowskiego, str. 44–45)

Wierność poddaństwa naszego z uniżonemi usługami naszemi rycerskiemi pod nogi Waszej Królewskiej Mości Pana Naszego Miłościwego jako najuniżeniej i pokorniej oddajemy. Już częstokrotnemi skargami swemi naprzykrzyliśmy się KMci PNMmu w nieznośnych krzywdach swoich od ichm. panów starostów i dzierżawców ukrainnych. Futory, łąki, sianożęcią nowe, role, stawy, młyny, dziesięciny pszczelne, choć i w dobrach WKMci szkodliwe biorą, i coby się kolwiek któremu z nas Kozaków podobało, gwałtem odejmują i samych nas bezwinnie obdzierają, bijąc, mordując, do turem wsadzają, gdzie rannych i okaleczonych siła towarzystwa nam narobili. A pp. pułkownicy nasi będąc rękodajni słudzy impanom senatorom, nie żeby nas od takich bied i nawalności mieli bronić, ale na nasze jeszcze panom urzędom pomagają. Nawet i żydzi w nadzieje ichmci także nad nami wielkie zbytki czynią, że i w tureckiej niewoli niepodobna, aby chrześcijaństwo takiej biedy mieli cierpieć, jakie się dzieją nad nami, najniższemi podnóżkami WKMci PNMgo. Co właśnie rozumiemy, że to jakie zbytki czynili nad nami na przykrość WKMci, co mówili wszystko: „Otóż wam król! – a pomożeż wam król i owaczy synowie”. Zaczem Najjaśniejszy Królu Panie Nasz Miłościwy, już więcej nie możemy takich trudności i niewinnego mordowania na sobie cierpieć z wielkich bied swoich, że już i w domach swoich osiedzieć nie mogąc, porzuciwszy żony i dziatki i wszystką ubogą chudobę swoją, z wielkiej niedoli swojej część nas wojska musieliśmy gdzie mogąc głowy swoje tylko z duszami unosić, nie gdzieindziej, ale na zwykle miejsca nasze, na Zaporoże, skąd przodkowie nasi od dawnych wieków zwykli Koronie Polskiej i WKMci PNMgo wierne poddaństwo swoje i usługi oddawać. I tu na Zaporożu nie dając nam pokoju, wolności nasze wojskowe i nas samych w niwecz obrócili, mając nas właśnie nie za sługi WKMci, ale za własnych niewolników swoich.


Oblężenie Zbaraża.

(Diarjusz krótszy w „Księdze Pamiętniczej” Jakóba Michałowskiego, 444 – 448)

  • 10 Julii (lipca) W sobotę Chmielnicki i chan z orda swoja godzin trzy nad dniem następowali, pogromiwszy nasz podjazd wprzód pana Śmiechowskiego, który w kilkunastu chorągwi chodził, towarzystwa z kilkuset ludzi straciwszy, bez języka zawrócił za złą ordynacją swoją, co się u nas zawsze za niezgodą panów regimentarzów dziać musiało. Sam tylko Pan Bóg nas ordynował. Wojsko tego dnia z obozu wszystko wyszło w pole. Książę jmp. wojewoda ruski (Jeremi Wiśniowiecki) ze swym pułkiem prawe skrzydło trzymał, i wprzód się potykał, potężnie wsparłszy ordę. Sam Pan Bóg nam tego człowieka przyniósł, gdyż i radą i męstwem ratował nas. P. chorąży koronny (Aleksander Koniecpolski) mężnie stawał bardzo, gdyż miał ludzi pewnie rei militaris gnaros (obytych ze sprawą rycerską) i insze pułki potykały się mężnie. Zabito murzę podskarbiego chańskiego i dostali języka. Ku wieczorowi otrzymawszy nasi pole, zwiedli wojsko w obóz i kopać się kazano.
  • 11 Julii. W niedzielę popołudniu ze wszystkich stron armaty 300 w koło zobaczywszy, tak komunik jak i kozacy i wszystkie ordy okiem nieprzebrane naokoło do szturmu nastąpili. Wielki strach na niebywałych nastąpił. Procesje z Najświętszym Sakramentem nas otrzeźwiły. Do zamku szturmowali z dział i najbardziej szkodzili, gdyż łatwiej było tegoż dnia u nas w obozie o kule, niż w powiecie lwowskim o kokoszy owoc.
  • 13 Julii. We wtorek rano tymże kształtem nastąpił z czterech stron do szturmu, gdzie orda jako chmura poszła, ubiegając się do wałów naszych. Przez dzień strzelali, wielka była nawalność przed wieczorem. Pana Betaskiego pułk z wałów naszych już byli wyparli. Consilia (rady) już były uciekać do zamku, ale książę impan wojewoda ruski na to nie pozwolił. Sam Pan Bóg ratował, że z prawej strony odstąpili, aż w tem z pod każdej chorągwi ochotnik posiłku dawał. Przywodził mężnie pan starosta krasnostawski (Marek Sobieski), bo gdy jazda zajechała, to wszyscy kozacy w stawie potopili się, aż wody było mało znać.
  • 16 Julii, w sobotę, do miasta potężnie szturmował, gdyż już wały i parkany otrzymawszy od różnej broni. Za czułością p. Kofta wyparci non mediocri istorum clade (z niemałą klęską) o mały włos nie mieli miasta, w którem i wodę by byli nam zagubili.
  • 19 Julii. W poniedziałek w nocy po staremu na pułki XJMci wojewody ruskiego najbardziej uderzali, i wałami się na staję osypawszy, przez noc z dział srodze nam szkodzili. Już i tam consilia były niektórych regimentarzów, do zamku uciekać, ale książę imp wojewoda ruski żadna miara na to nie pozwolił. Bardzo się byli strwożyli. Znowu Pan Bóg co czyni? Dał tak wielki deszcz, że ich z wałów nasi topili, aż musieli ustępować nazad. W tym razie nasi ich wiele pobili, i szturmów kilkadziesiąt nasi odjęli i popalili. Z podziwieniem w tak mokry czas przez noc te szturmy gorzały, do których kilkanaście tysięcy skoczyło i pieszych naganiali, ale nasi i tym mężnie dali odpór. Książę imp. wojewoda ruski z dobytą bronią sam stanął i ten po Panu Bogu obóz zatrzymał, posilając pana starostę krasnostawskiego.
  • 23 Julii. We wtorek z wieczora nastąpił Chmiel ze wszystkich stron. Noc bardzo ciemna była, od wałów tylko musieliśmy się bronić przez noc do dnia. Naokoło nas wałem potężnym osypali i wszystkiemi chorągwiami gęsto otoczyli. Na świtaniu dali ognia, i orda z łuków bardzo gęsto nas psowała, iż nasz obóz od kul jak od gradu był zasypany. Ukazać się nigdzie nie mogliśmy. Tośmy mieli przy łasce Bożej, że nazad cudownym sposobem odlatywały kule bez szkody naszych. Kule po obozie mógłby bezpiecznie zmiatać, tak były gęste. Gdy noc przyszła i konie okopać musieliśmy, bo jeszcze bardziej w nocy strzelali. Aże trzecim wałem nas osypali, między któremi usypali szańce tak wysokie, że w obozie naszym psa ubijali. To się ludzie jako kreci w ziemie kryli, przysypowali się ziemią, wycieczki w ziemi poczyniwszy. Bywało tam i kamieńmi z proc, bryłami i ziemią, rozmaicie przez dni dziesięć. Co dzień prawie nieustanne szturmy i hałasy, a gdyśmy już strzymać tak wielkiego impetu nie mogli, mieszały się chorągwie tak, że w dymie od strzelby nie znać było, która chorągiew czyja, i jeden drugiego prawie zaledwie rozeznał.
  • 30 Julii – tego przededniem. Do bardzo ścisłego miejsca około tylko zamku ustąpiliśmy, dawszy potężne wały, i do miasta. Zostawiwszy przy starych wałach po 15 człowieka od każdej chorągwi, ustąpićeśmy musieli, czego postrzegłszy kozacy i z ordą, zaraz potężnie nastąpili na naszych, że się chorągwie piesze obrać musiały, i prawie już nie przyszło nam do strzelby, lecz do ręcznej broni, z niemałą kilkudziesiąt towarzystwa szkodą i czeladzi siła. Do wałów ustąpiliśmy. Za godzin trzy takież wały jako i u nas wkoło nas usypali i codzień bliżej się szańcując, najdalej łokci od nas trzydziestu.
  • 31 Julii. Potężny do miasta szturm uczynili, i już na wałach wzięli odpór z niemała znacznych kozaków szkodą.
  • 5 Augusti (sierpnia). Na świtaniu książę imp. wojewoda ruski uczynił wycieczkę. Dano z pod każdej chorągwi posiłki. Za łaską Bożą szczęśliwie kilkuset kozaków w szańcach wyścinał i chorągwi 18 wziął.
  • 6 Augusti. Na świtaniu ze wszystkich stron 300 armaty zasadziwszy, Chmiel do szturmu przypuścił, nad insze pierwsze zwyczaje, potężnie z wielką rezolucją szturmy na kołach, które 20 człowieka toczyć musiały. Drabiny także wielkie, które 16 człowieka nieść musiało, jako języków 400 na to się zgadzało. Już wały nasze swemi chorągwiami natykali, i w wałach naszych pełno ich było. Zaledwie za godzin dwie, tak wyciechami, jak ręczna bronią, i strzelbą wyparliśmy ich z wałów, których tak w rowach jako i w placu niemało leżało. Tamdze i potężne balwardy, z których tak szkodzili, iż kto się tylko ukazał zabijali. Poszkodzili chorągwiom na każdy dzień najmniej 20 ludzi, którzy bez spowiedzi umierali, bo księża dochodzić ich nasi nie mogli, ani jeden drugiego ratować nie mogli. Brat brata nie śmiał dla gęstych kul. Szańców tych usypali około 25, z których kto się kolwiek ukazał zabijali. Zasłanialiśmy się płachtami i namiotami i to nie pomogło, bo działa na każdym szańcu mieli, które śrutem nabijali, a każde ich wystrzelenie nie było darmo. A w nocy gdzie kto był zabity, na tym miejscu kopać musieli zaraz.
  • 16 Augusti. Do naszych wałów ziemią podkopali się na kwatery pana chorążego koronnego. Tam z pod różnych chorągwi daliśmy posiłki we dni i w nocy. Wozy nasze podkopywali, i w wały nasze wycieczkę uczyniwszy hakami żelaznemi do sienie ciągnęli, a nasi łańcuchami wyrywali. Maźnice ze smołą zapalone, słomę z drzewem zmięszawszy z ogniem na wozy nasze pchali. Co godzina większe szkody, które będą szerzej opisane, czynili.

Ten diariusz pisany pod Zbarażem d. 29 Augusti 1649 r. Szczęśliweś, książę Wiśniowiecki, żeś wytrzymał takie razy.
Przeto cię za to wszędzie,
Moja lutnia chwalić będzie.


Układ z Tatarami pod Zborowem (1649)

(W. Rudowski – „Historja Polski”, przekład Wł. Spasowicza, I, 89)

Na drugi dzień, to jest 17 sierpnia, pomiędzy roztoczonemi z obu stron wojskami zeszli się znowu kanclerz i wezyr (chański), a pozdrowiwszy się nawzajem, na wstępne przystali warunki:

  1. Od tej godziny na wieki ma być między królem Janem Kazimierzem i jego następcami – królami polskimi – a chanem tatarskim Islam Girejem i famiją Gierejów przyjaźń i braterstwo.
  2. Król polski z łaski i szczodrobliwości swojej ma płacić żołd zwyczajny chanowi tatarskiemu, corocznie 90 000 złotych polską monetą, które król sam powinien przysłać przez swoich wysłańców aż do Kamieńca na Podole. Przytem król ma zapłacić żołd ten za dwa ostatnie lata należny chanowi, przesławszy sumę tę do obozu tatarskiego.
  3. Chan tatarski nawzajem obowiązany będzie pomagać królowi polskiemu ze wszystkimi siłami przeciwko jakiemu bądź nieprzyjacielowi.
  4. Wzbroniono będzie Tatarom, chociażby pojedyńczo, najeżdżać po nieprzyjacielsku polskie granice.
  5. Chan ma uwolnić oblężony obóz zbaraski zarówno od kozackich jak i tatarskich wojsk, a gdy wojsko polskie ze Zbaraża uda się do Jego Królewskiej Mości lub dokąd król rozkaże, chan nie powinien go wcale zaczepiać.
  6. Chan ma natychmiast wyprowadzić z posiadłości Jego Królewskiej Mości wojsko tatarskie i znajdujących się w nich Turków uromelskich i odesłać ich do ich siedzib.
  7. Król polski, przez wdzięczność dla chana da absolucje buntownikom i do łaski swojej przywróci wojsko kozaków zaporoskich, proszące pokornie om przebaczenie i żałujące za swe winy.


Ugoda z Kozakami pod Zborowem.

(Tamże, 912 – 93).

  1. Kozacy mają odejść, wyprosiwszy pokornie przebaczenie u króla.
  2. Królewskiem słowem zaręczone kozakom zaporoskim zostanie utrzymanie na wieki przy wszystkich dawnych swobodach, immunitetach, prerogatywach, przywilejach, na co im będzie nowy dyplom wydany.
  3. król potwierdza liczbę 40 tysięcy rejestrowych Kozaków.
  4. Na wieczne czasy przeznacza hetmanom dobra czehryńskie.
  5. Ma b y c z obu stron zupełne zapomnienie i odpuszczenie wszystkiego, co tylko od początku tych zamieszek w jakiem bądź miejscu, jakimkolwiek sposobem z tej i owej strony po nieprzyjacielsku było wyrządzone tak, że ani z powodu tych rzeczy, lub innych, ani pod ich pozorem, nikt nie śmie z tej lub owej strony dopuścić się napadu, nieprzyjaźni lub uciemiężenia co do osób, stanów, dóbr lub bezpieczeństwa ich, sam przez się lub przez innych, jawnie lub skrycie, pośrednio lub bezpośrednio, prawnie lub czynnie, w Rzeczypospolitej lub za jej granicą, ani coś podobnego każe innemu czynić, ani komu innemu czynić dozwoli.
  6. Obóz kozacki powinien być od polskiego oddzielny.
  7. Żydzi, wszyscy dzierżawce mają z Rusi ustąpić.
  8. Wojewoda i kasztelan kijowski mają być ruskiego wyznania.
  9. Zostaną wrócone Rusinom cerkwie we Włodzimierzu, Krasnymstawie, Lublinie, Sokalu.
  10. Próba wywołania rewolucji chłopskiej w Krakowskiem.

(Odezwa A. Kostki-Napierskiego, Kubala - „Szkice historyczne” , I, 325–326)

Pokój Chrystusów! Wszem wobec i każdemu z osobna wiernym poddanym JKM Pana naszego miłościwego, przy zdrowiu dobrym od Pana Boga Najwyższego swobody i wolności życzę, oznajmując wprzód wolę Bożą, a także JKMci, że chcą szlachta rokosz przeciw królowi Jmci panu naszemu miłościwemu podnieść, a przeto kto życzliwy jest JKMci, niechaj czemprędzej garnie się pod skrzydła moje, pod Czorsztyn. Obiecuje przytem JKMość PNM, wszystkie wolności tym wszystkim, którzy teraz stać przy mnie będą, i dwory szlacheckie, i co w nich będzie wasze, i owszem sami chciejcie się z tej ciężkiej niewoli wybić, kiedy czas macie. Mająli oni was w niwecz obracać do ostatka, lepiej, że wy ich obrócicie. Już się was dość namordowali ci pankowie, że też was głos płaczących o pomstę do Boga woła. Przeto odpisując już drugi raz imci panu rektorowi, ten uniwersał wydawam, przestrzegając i w tem, abyście (jako mam w rozkazie od króla od króla IMCi) żadnym uniwersałom, choćby i z pieczęcią, i z ręką króla IMCi były, wiary nie dawali, gdyż je musi wydawać, bojąc się szlachty. Ale my czynimy, co mamy czynić, jak najprędzej, a na św. Jana pójdziemy pod Kraków. Jużem też ja wszędzie porysował uniwersały do chłopów, którzy się ochotnie stawią, a w nowotarskim państwie wszyscy. Tylko proszę, żebyście przez Nowy Targ idąc, imci pana Zdanowskiego nie tykali, i tych wszystkich wsi, gdzie zobaczycie na tykach wieniec. Kościołom także, proszę, aby zawsze była obrona, gdyż o Boga i krzywdę ludzką i o nieposłuszeństwo dla króla Jmci wojować będziemy.

Dan w Czorsztynie 22 czerwca 1651 roku. Zdrowia dobrego wam życzę. Aleksander ze Sternberku Kostka, starosta czorsztyński.


Bitwa pod Beresteczkiem.

(Pamiętniki Albr. Stanisława Radziwiłła, II, 443–446)

  • 28 czerwca. Gdy król mszy św. słuchał, dają znać, że już Tatarowie na naszą czeladź napadli i wielu z nich zabili. Król kilka razy kazał bić z dział, aby się wszyscy do obozu ściągnęli. Tatarowie na górach zaczęli się pokazywać, zbliżając się ku naszemu obozowi, śmielsi z naszych wyjechali z nimi na harc, jakoż z pomocą Boską naszym się szczęściło. A tymczasem z rozkazania królewskiego 2 000 naszych ruszyło się przeciwko nieprzyjacielowi, to jest marszałek wielki koronny Lubomirski, chorąży koronny Koniecpolski z pułkami hetmana, kasztelana krakowskiego, i pierwszym impetem starli nieprzyjaciół, których na 10 000 było, jako zeznali pojmani. Nasi widząc Tatarów uciekających za milę za nimi pędzili. Kilkaset Tatarów zabito, kilku żywych przyprowadzono, konie tez tatarskie w zdobyczy się dostały.
  • 29 czerwca. Uszykowany obóz nasz stał do bitwy, chan także i Chmielnicki stał z obozem o pól mili. Paszę tedy naszym naprzód odjęto, że nasi musieli karmić konie gałęziami drzew i trzciną. Potem naokoło wsi popalono. Około 10 przed południem Tatarowie pomieszani z kozakami stanęli na górach, których jedna cześć szybkim impetem pomknęła się ku naszym. Król to widząc kazał kilku pułkom z nimi się spotkać. Jakoż szczęśliwie powiodło się naszym, bo wzmocnieni od szlachty, Tatarów z pola spędzili. Kilku naszym pułkowników w gorącości ducha, dalej się za Tatarami zapędzili, których Tatarowie, przyzwyczajeni uciekając wojować, pozabijali, między którymi był Jerzy Ossoliński, starosta lubelski, młodzian wielkiej nadziei, Kazanowski, kasztelan halicki, Stadnicki, podkomorzy przemyski i insi. Większa jednak klęska Tatarów była, jako sami więźniowie przyznali. Z obu tedy stron obozy stały aż do samej nocy, i ten dzień tą się tragedją zakończył, że 300 naszych zginęło. Król w nocy miał radę, i uważając mnóstwo nieprzyjaciół, determinował, aby pułki piechoty niemieckiej postawione były w polu, a w szańcach piechota się nasza została i kazał tam być pacholikom i woźnicom. Sprzeciwiali się temu obadwaj hetmani. Lecz król mocno się trzymał postanowienia swego, jakoż bardzo dobrze uczynił, jakoż się pokazało z jutrzejszego ewentu. Więźniowie tatarscy powiadali, iż chan dawno z taką potencją nie wychodził na wojnę jako teraz, bo krom Tatarów wielka cześć jest Turków. Komputując tedy z kozakami, było na 300 000 nieprzyjaciół, a naszych na 110 000. Kazał tedy król, aby całe wojsko nazajutrz było gotowe do bitwy, bo gdyby król odwlókł był batalją jako niemal wszyscy senatorowie radzili, toby pewnie tak wielka zgraja nieprzyjaciół naszych była obległa.
  • 30 czerwca. Przybył tedy ów sławny dzień, którego religji katolickiej, króla, królestwa naszego i owszem całego chrześcijaństwa fortuna powierzona jest beresteckim polom. Król dobrze przed wschodem słońca Panu Bogu się poleciwszy i Najświętszem Sakramentem się posiliwszy, sam zaczął szykować obóz przed wschodem słońca, nad czem kilka godzin zabawił. Gęsta na ten czas była mgła, ale gdy potem zaświeciło słońce, niepodobna wyrazić, jak pięknie pokazał się obóz, rozciągniony na pół mili. Korpus samo patrzało na południe, działa na samym czele wystawione, nad któremi przełożony był Przyjemski, generał artylerji, trzymały same czoło pułki niemieckie Bogusława ks. Radziwiłła, koniuszego litewskiego, i Krzysztofa Ubalda, generała majora gwardji. Po nich następowały hufce z kopjami, po stronach rejterja itd. Prawe skrzydło polecił król kasztelanowi krakowskiemu, hetmanowi (Mikołajowi Potockiemu),w którem ze swymi pułkami byli wojewoda bracławski, marszałek wielki koronny, podkanclerzy litewski i chorąży koronny. Lewem zaś skrzydłem z rozkazu królewskiego rządził hetman polny, wojewoda czernichowski (Kalinowski). Wojewoda ruski przydał mu wojewodę kijowskiego i podolskiego, korpus sam król trzymał. Szlachtę z województw zebraną rozłożył na subsydjum, częścią po skrzydłach, częścią w lesie, blisko lewego skrzydła, aby zabiegała nieprzyjacielskim zasadzkom. Gdy tedy w tak uszykowanym obozie król stał, wyszedł na plac nieprzyjaciel, straszne mnóstwo z sobą ciągnąc i pola na całe mile okrywając. Prawe skrzydło trzymali Tatarowie, sam chan stał pod lasem, lewe zaś kozacy. Na pierwsze wejrzenia naszego wojska zastanowił się nieprzyjaciel i naszych tylko na harc wyzywał, lecz król pod gardłem zakazał na to ujeżdżać, ale z dział naszych na nich ustawicznie bito i za każdym razem niemało ich padało. Przestraszony nieprzyjaciel aż do trzeciej po południu nie śmiał na naszych natrzeć. Król wiedząc, że Kozacy fosą i wałem zaczęli się okopywać, kazał obozowi naszemu dalej pomykać się ku górze, na której Tatarowie stali byli. Niektórzy z naszych radzili królowi odłożyć utarczkę do dnia jutrzejszego, jużto, że ku zachodowi się miało, jużto, że wiatr był nam przeciwny. Ale król, widząc ochotę naszych i uważając, że potem trudniejsza będzie bitwa, gdy Kozacy wałem i wozami się otoczą, każe lewemu skrzydłu na nieprzyjaciela natrzeć, i wnet książę Wiśniowiecki, wojewoda ruski, z 12 pułkami doświadczonych żołnierzy wpadł na nieprzyjaciela. Dały jemu sukurs województwa krakowskie, sandomierskie, łęczyckie, sieradzkie. Z obu stron mocno się bili i już Tatarowie byli pomieszali szyki naszym, lecz rajtarja od króla przysłana naszych wsparła i tam znowu nasi tak dużo na Kozaków natarli, że musieli uciekać do Tatarów. Król tedy, zniósłszy jedno skrzydło nieprzyjacielskie, obrócił wojsko swoje ku górze, na której Tatarowie stali. Chcieli oni naszych krzykiem i hałasem odstraszyć, lecz odważny król wszystkim serca dodawał, nie uważając na niebezpieczeństwo życia swego, bo nieprzyjaciel podobno, dowiedziawszy się o przytomności króla, dwa działa do lasu, gdzie Tatarowie stali, wyrychtował na buńczuk, przy którym król był. 4 kule wierzchem i dołem doleciały, a ostatnia przed samym królem w ziemię uderzyła, król z miejsca jednak się nie ruszył. Tymczasem jeden z naszych, postrzegłszy pod lasem wielką białą chorągiew, domniemając się iż tam był chan, radził królowi, aby kazał przeciwko niemu wyrychtować działo. Stało się tak i zacnego jakiegoś Tatara przy chanie na koniu stojącego zabito i na ziemię rzucono. Czem chan przestraszony ze wszystkimi swymi Tatarami uciekać począł, niektórych tylko zostawiwszy, którzyby naszych przytrzymywali. Lecz oni pierwszego naszego impetu nie wytrzymali. Ze trzy mile tedy nasi za uciekającymi Tatarami uganiali się, jaka u nich była trwoga i konsternacja, stąd znać, że nietylko suknie, sprzęty, chorych i trupów zostawiali, które zwyczajnie Tatarowie zabierają, ale też i sam chan wszelki swój sprzęt opuścił. Od zachodu słońca 5 mil chan ubiegł, jak świadczyli Tatarowie od naszych pojmani. Rzadko z tak wielkim pożytkiem a z tak małem krwi naszej wylaniem nasi wojowali, bo tylko 500 naszych na tej wojnie zginęło. Po Bogu i po przyczynie Najśw. Panny cnocie króla to zwycięstwo trzeba przypisać, który sam i radą i ręką i rządem te wojnę administrował.

Wojna północna.

Zdrada Radziwiłłów (1655).

(Artykuły poddania się Litwy. „Hist. Polska” – W. Rudawskiego, II, 3–4)

Nie mogąc lepiej i dogodniej postąpić w najburzliwszym teraźniejszym rzeczy stanie, po utraceniu wszelkiej nadziei na pomoc Najjaśniejszego Króla, my, panowie i stany Wielkiego Księstwa Litewskiego, koniecznością zmuszeni, poddajemy się pod protekcję N. Króla szwedzkiego na tych warunkach:

  1. Łącznie wojować przeciw wspólnym nieprzyjaciołom, wyjąwszy króla i Koronę Polską.
  2. Radziwiłł ma wnet oddać w zastaw zamek i gród Birże namiestnikowi króla szwedzkiego.
  3. Rozdawnictwo dóbr duchownych Rzeczypospolitej zostanie przy królu szwedzkim, jako było dotąd przy królach polskich, z zastrzeżeniem nietykalności wszelkich praw i prerogatyw religji katolickiej.
  4. Król szwedzki odzyska utracone w tej wojnie prowincje, miasta, zamki, i powróci je właściwym ich panom.
  5. Swoboda wyznanie zostanie nienaruszona, równie też wszystkie urzędy, immunitety, przywileje, swobody, zwyczaje jakiegokolwiekbądź wyznania, również stolic biskupich, krzeseł senatorskich, jurysdykcyj stanu rycerskiego, opatów, przełożonych kanoników, parochów, zakonów, mnichów, mniszek. Duchownych władza, dobra, prawa, przywileje, fundacje, dochody, osoby, mają w całości pozostać.
  6. Wielkie Księstwo Litewskie nie będzie do Szwecji wcielone, lecz naród szwedzki z litewskim, senat z senatem, szlachta ze szlachtą porównani będą.
  7. Swoboda głosu na sejmie nikomu nie będzie odjętą.
  8. Najjaśniejszy król szwedzki się postara, ażeby wojska moskiewskie ustąpiły z granic Litwy i więcej w niej nie broiły.
  9. Litwa ma uczestniczyć we wszystkich układach, zawartych z królestwem polskim. Wszystkie prawa, które otrzymają Polacy od najjaśniejszego króla szwedzkiego, mają też być właściwe i Litwinom, jako swobodnie i dobrowolnie udającym się pod jego opiekę.
  10. Nakoniec, ma być zachowana karność w wojsku szwedzkim.


Błędy i winy szlachty; król wzywa do samoobrony.

(Uniwersał Jana Kazimierza z Opola 20 listopada 1655 roku. „Księga Pamiętnicza” – Jakóba Michałowskiego, str. 777)

... Zdarzył Pan Bóg, że ten pierwszy nieprzyjaciel pod Beresteczkiem porażony, do dawnego posłuszeństwa przyszedł. Ale kiedy znowu krzywdami niektórych łakomych panów rozdrażniony, do tego związku i wojny zbuntował się, znowu panu przyszło w osobie naszej przeciwko niemu iść i wtenczas wygodziło się intencji niektórych panów ukrainnych, które żałując krwie rozlania poddaństwa swego, życzyli rozerwać ten związek z Tatarami uczyniony. Dokazaliśmy tedy tego, i onych na swą stronę przeciągnęliśmy. Nie pomogło to nic wiarołomnemu rebelizantowi, a któremu raz posmakowało nieposłuszeństwo, w nim zawsze zostawa. Starał się o to, aby się zdał pod protekcją cara moskiewskiego, który pakt i przysięgi panu nie dotrzymawszy, pierwej wojnę wprowadził i niektóre prowincje posiadł, niż uprzejmości i wierności wasze odpór przeciw niemu obmyślili. To nie nasza niedbałością, także omieszkaniem dzieje się ale tem, że uprzejmości i wierności wasze dopinacie prywat swoich, kiedy albo cale sejmu rwiecie, albo o obronie tak długo zwłóczycie, ażby po woli waszej ambicji dosyć się stało. Na sejmikach zaś uchwalonych podatków jedni nie wydawali, drudzy wydanemi źle szafowali, skąd niepłacony żołnierz w bunty z nieposłuszeństwa u hetmanów wchodzi. Aczby to jednak nie zaszkodziło tak bardzo, gdyby był z trzeciej strony (także połamawszy przysięgi i nie dotrzymawszy czasu wyjścia paktom z sobą uczynionym) nieprzyjaciel szwedzki z ludem nie wystąpił. A ten w tak krótki czas tak wiele posiadł, o coby potężnym wojskom przez lat wiele potrzeba wojować nie tak dzielnością i cnotą swoją, jako niektórych poddanych naszych oziębłością, niektórych przewrotnością. Bo jedni z nich od lat kilku, jako on sam zeznawa, o poddanie tej korony traktowali. Drudzy, gdy przyszedł, mogąc mu dać odpór, a przynajmniej zabawić na sobie do większych posiłków, przez przeprawy do przebycia ciasne i lgnące łatwie go przepuścili. Drudzy pakta jakieś z nim zawarli i onemu wiarę poprzysięgli. Drudzy, kiedyśmy się już ruszyli, choć od nas wcześnie wiciami o pospolitem ruszeniu obwieszczeni, do boku naszego nie przybyli. Drudzy przybywszy, deklarowali, że się bić nie będą, ale stać w szyku w imprezie wojennej, zamiast wstręt czynić nieprzyjaciołom. Nie minął jednak czas, chociaż już tak daleko postąpił nieprzyjaciel, abyśmy utraconych miast i prowincyj odzyskać nie mogli, i Bo- gu powinnej chwały przywrócić, sprofanowane kościoły krwią nieprzyjacielską nasycić, a wolności i prawa dawne w klubę zwyczajną i staropolskie postanowienie wprowadzić nie mogli, byle się tylko ta staropolska cnota, i owa starożytnych przodków uprzejmości i wierności waszych ku panu obserwacja, cześć i miłość, z jakowej się przez różnymi narodami nasz dziad Zygmunt pierwszy szczycił, przywróciła. Przystąpiła tedy już do pierwszych występków odmiana cnoty. Komu Bóg i wiara jego święta pierwsza nad wszystko dobro, komu sława narodu nigdy przedtem nienaruszona a teraz zrażona, komu swobody i wolności inszym narodom pożądane litość czynią, przeciwko temu nieprzyjacielowi uprzejmości i wierności wasze powstańcie. Nie czekajcie wodzów i wojewodów, albo takiego porządku, jaki w pospolitem prawie opisany. Już teraz między uprzejmościami a wiernościami waszemi nieprzyjaciel będący wszystkie te rzeczy pomieszał, ale jeden do drugiego, trzeci do dwu, czwarty do trzech, piąty do czterech, i tak per consequens, by też każdy z własnemi swemi podanemi zgromadźcie się, a gdzie słuszna, na jaki odpór zwiedźcie się. Tam sobie wodze obierzecie dopiero. Jedna do drugiej kupy wiążcie się i słuszne już wojsko z siebie uczyniwszy, wodza nad nimi wiadomego obrawszy, osoby naszej poczekajcie, nie opuszczając okazji, gdyby się trafiła, do porażenia nieprzyjaciela. My byleśmy o okazji, gotowości i skłonności ku nam uprzejmości i wierności waszych usłyszeli, zaraz natychmiast przybędziemy, i zdrowie nasze tam położymy, gdzie zaszczycenie całości ojczyzny naszej będzie potrzebować. Tymczasem od przyjaznych nam monarchów posiłków zaciągniemy, i o wojsko pieniężne staramy się, obiecując to po sobie, że nikogo o przeszłe występki karać nie będziemy, ani o to pytać nie będziemy, ale każdego mile do ojcowskiej łaski naszej przyjmiemy. Owszem ktobykolwiek co dzielnego dla Rzplitej uczynił, z nas takiemu wielką nagrodę, a prawie nieśmiertelną sławę z rąk naszych słowem królewskim obiecujemy. Ktobykolwiek zaś w trzech niedzielach przyszłych, a z odległych województw w czterech niedzielach, zaś z odleglejszych w pięciu, dawnego swego błędu nie odstąpił, pogotowiu po wydaniu tego naszego uniwersału do przestępnych wiązał się, takiemu z radami naszemi, i z wszystkiem rycerstwem naszem natenczas przy boku naszem będącym, prawa jako contra perduellis (przeciwko zdrajcom narodu) surową i skuteczną egzekucję obostrzymy.

Obrona Częstochowy.

(Kordecki – „Nova Gigantomachia” przekład pol. wydany w r. 1859, str. 17, 32, 55, II, 10)

Gdy Bóg najwyższy postanowił ukarać Polaków, w dobroci swojej zesłał wpierw ku opamiętaniu rozmaite przepowiednie i znaki, przyszłą klęskę zwiastując. Dopuścił, iż oprócz wielu cudów na niebie i ziemi kościół częstochowski w pośród zimy od uderzenia piorunu zarysował się, a wyniosła wieża, okazała wysoką i bogatą kopułą, przypadkowym pożarem spłonęła roku pańskiego 1654 dnia 10 lutego. Lecz najbardziej przeraził wszystkich cudowny znak na niebie, który się zdarzył tegoż samego roku 9 czerwca na twarzy zachodzącego słońca. Na nosek(?) słońca widziano krzyż, przemieniający się w serce, które mieczem przeszyte, chyląc się na stronę lewą stanęło pod okiem. Pod drugim zaś okiem twarzy słonecznej widziano uzbrojoną rękę, jabłko trzymającą – jabłko to wznosiło się po oku ku czołowi, rozdzieliwszy się na cztery części, a gdy wpłynęło ponad tarczę słońca, przedstawiło rózgę.

Roku więc następnego, niby bicz Boży, przeciwko Polakom wyruszył z północy Karol Gustaw, królem szwedzkim wybrany, chociaż królestwo to prawem następstwa należało się Janowi Kazimierzowi, królowi polskiemu. Po zajęciu Wielkopolski, gdy miał ruszyć ku Krakowowi umyślił, aby napaść na klasztor częstochowski - wysłał więc w tym celu naprzód część wojska z Radziejowskim, uważając za korzystne skarbami i sprzętem jasnogórskim powiększyć siły wojenne, potrzebne do zdobywania stolicy Rzeczypospolitej.

Miller rozstawił tymczasem po trzech miejscach działa. Po przeczytaniu listu (w którym Kordecki odmawiał poddania się) tylko krzyknął nagle, aby dawano ognia i brano się do oręża na zniszczenie klasztoru. Wnet też od strony południowej i północnej lecą pociski i kule ogniste.

Padając, kule łupią belki i wiązania dachów, latają ogniste pochodnie, a prochem ładowane bomby padają na dachówki kościoła. Pozwijane kłęby konopi oblane smołą i żywicą rozniecają płomień. Napróżno przecież jęczą mury, gwałtownie tłuczone. Jeszcze okropniejszym ciosom podstawią one czoło. Wszelkich środków się chwyta się nieprzyjaciel, aby srogością wojny i postrachem przerazić serca oblężonych. Atoli ani gęsto miotane ognie, ani częsty grzmot dział nie odjęły odwagi obrońcom klasztoru, i nie ogarnęła ich bojaźń. Po dachach była rozstawiona straż, aby gasić ogień bombami wzniecany. Rzucano więc na nie mokre szmaty albo spychano je żerdziami. Stali na murach nieustraszeni obrońcy. Stali z tym większą odwagą, skoro spostrzegli, że sporo pocisków pada bezskutecznie, chybiając celu – niektóre tylko lekko dotykają się murów – inne blisko ich padają, inne (o cudzie!) od dachówek się odbiwszy i nie sprawiwszy żadnej szkody, odskakują, inne z nich wreszcie, nic nie zrobiwszy, przenosiły i więcej szkody swoim z przeciwnej strony szturm przypuszczającym sprawiły, niż oblężonym.

Podczas, gdy każdy z największą usilnością i zajęciem wypełnia swoje obowiązki, pokrzepia oblężonych pobożny odgłos pieśni na szczycie śpiewanej i wygrywanej. Nieprzyjaciele zaś przeciwnie, mniemając, że muzyka ta jest na wyszydzenie ich usiłowań, i że ich gwałtowne napady są lekceważone, zżymają się z wściekłości i oburzenia. Śpiew ten pobożny tak wielce podniósł ufność i odwagę w mieszkańcach Jasnej Góry, że odtąd weszło w zwyczaj podobną harmonją osładzać sobie niedolę oblężenia i straszliwy krzyk srożącego się wojska oddalać od uszu niewieścich.

Następnych dni i nocy roztaczały się mgły, zapewne dzieło złego ducha, które swoją gęstością i duszącemi wyziewami taki dalece przeszkadzały, iż ogromnych machin wojennych, kiedy takowe ku obydwom północnym basztom zataczano, ani koszów, które tamże znoszono, nie można było dojrzeć, aż dopiero mgły te stosownymi modlitwy i żegnaniami rozproszono. Dlatego polecono jednemu z ojców, ażeby przeciw gusłom nieprzyjacielskim wzywał potęgi Boskiej, powietrze zaciemnione egzorcyzmami oczyszczał i broni oblężonych błogosławił, co tak dalece było skutecznem, iż usunąwszy zabiegi czarodziejskie i wszelkie gusła, ciemności z powietrza ustąpiły, strzały padały znów skutecznie, a nieprzyjaciel ginął, chociaż niegodziwą pomocą szatana uzbrojony. Z tego powodu mówiono w obozie nieprzyjacielskim: „Częstochowskie mnichy są wielkimi czarownikami, zabijają bowiem naszych najdzielniejszych mężów, którym nic nie pomagają umowy z czartami. Oto sławnego naszego towarzysza, (zabito go w czasie pierwszej wycieczki Jasnogórców), mającego siedmiu szatanów przy sobie, który z trzydziestu potyczek wyszedł zwycięsko, włosa nie straciwszy, zabili z wielkim nas wszystkich zdumieniem, i nic mu nie pomogły jego czartowskie sztuki, które go kiedyindziej ocalały”...

O samem południu zagrzmiały działa od północy, a kule tak silnie uderzały o ściany klasztoru, iż je w wielu miejscach przedziurawiwszy, wśród kurzawy i gruzu po korytarzach z zakrętach klasztoru, tu i owdzie odbijając się latały i taką trwogą mieszkających napełniały, że się nikt nawet wyjrzeć nie ośmielił. Rzucił teraz Szwed jak najwięcej pochodni z konopi ukręconych, smołą oblanych, a siarką i saletrą wypełnionych. Rozniecały one straszliwy płomień, szczególniej też te, które tak w żelazne rury były opatrzone, iż na wszystkie strony ogień i ołów miotały. Miały one kształt jabłka granatowego, lecz ponieważ więcej ich nazewnatrz klasztoru, a wiele ich i wewnątrz niego na podwórze padało, nie wyrządzały szkody uderzeniem lub płomieniem, lecz jedynie obmierzłym swędem cokolwiek oblężonych przestraszały. Najbardziej ze wszystkich przerażały kule żelazne wydrążone, które w różne strony klasztoru, gdzie się spodziewano najwięcej ludzi, z machin już tlejące się rzucone z wielką gwałtownością i trzaskiem, po zapaleniu się nagle wewnątrz będącego prochu, pękały i rozpryśniętymi kawałkami we wszystkim kierunku raniły. Pod wieczór jedno wielkie działo, które najbardziej szkodziło murom klasztoru, pękło i położyło koniec szturmowaniu. Mówiono powszechnie i słyszano to od samych Szwedów w obozie podczas oblężenia, a i od wielu innych gdzieindziej, że kule działowe, przeciw klasztorowi rzucone, odskakiwały od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały.


Karol Gustaw podburza chłopów przeciw szlachcie.

(Edykt z dnia 8 maja 1656 r. Rudawski, II, str. 95 – 96)

Po pierwsze: postanawiamy, że ktokolwiek ze szlachty trwającego w buncie przeciwko nam szlachcica ujmie, zabije i żywego, czy też głowę jego, nam przedstawi, będzie mu się należeć na prawie dziedzicznem połowa dobór dziedzicznych, czy te z ziemskich ujętego, czy zabitego, w której posiadaniu zatwierdzić go przyrzekamy.

Powtóre: gdy kmieć, chłop czy mieszczanin czy wieśniak, uporczywie trwającego w buncie szlachcica jakiego, czy też głowę jego nam przedstawi, nietylko nadajemy mu i dzieciom jego wolność osobistą i rolę przezeń uprawianą na wieczność, lecz jeszcze damy mu w ciągu lat sześciu pobierać i używać rocznych intrat z dóbr dziedzicznych ujętego, czy zabitego pana jego czy szlachcica. Gdy zaś kto z pospólstwa znacznie się przyłożył lub też dopomógł do ujęcia szlachcica, choćby go sam nam nie wydał, w nagrodę za to nietylko go uwolnimy, razem z potomkami jego od ciężkiego stanu poddaństwa, lecz rolę przezeń uprawianą, od niezliczonych i niezmiernych obowiązków do miernych i słusznych warunków doprowadzimy tak, że nietylko panu i dzieciom jego nie będzie się należało prawo życia i śmierci nad nim i dziećmi jego, lecz jeszcze zostanie zaopatrzono, aby roczne opłaty i powinności do słusznych i zredukowanych były rozmiarów. O tem wszystkiem szczególną z prawem Bożym i zdrowym rozumem stosowną ustawę wygotować każemy i ją z pomocą Bożą i i środkami od Boga i natury nam danemi tak utrzymamy, iż nie będą mieli racji poddani nasi żałować swej wierności. Ponieważ zaś postrzegamy, że nieprzyjaciół naszych podstępne działania ku temu szczególniej są skierowane, aby napełnić Polskę spustoszeniem, zamieszaniem i rzezią, przedewszystkiem postaramy się, aby środkami, które Bóg, natura i zdrowy rozum nam dają, wyzwolić wszystkich naszych poddanych w wierności niezachwianych od okropnych a niechrześcijańskich uciemiężeń nieprzyjaciela i niektórych ze szlachty i panów, i Polskę całą do pokoju całości przywrócić.

Bitwa pod Warszawą 28-30 lipca 1656 r.

(List królowej do pani Choisy z Łańcuta 11 sierpnia. Bibl. Warsz. 1851, III, 205 - 206, przekład A. Przeździeckiego)

Nic dziwniejszego nad to, co pod Warszawą zaszło, i nie wierzyłabym temu, gdybym nie widziała sama. Szwedzi do rozpaczy przywiedzeni z posiłków tatarskich i z niemożności Kurfirsta pozostania z nimi, gdyż mu zagrażała ruina Prus, przeprawili się przez Bug, w nadziei zaskoczenia znienacka części wojska polskiego, która Wisłę przybyła. W piątek (28 lipca) przystąpili blisko Warszawy, ale poznali błąd swój, gdy z całe wojsko przeprawiło się przez Wisłę. Tego wieczora skończyło się na kilku wystrzałach z armat z obu stron. Tatarzy byli o cztery mile. W nocy przybyli, i stanęło na tem, że do bitwy nie przyjdzie, a tylko Szwedów ogłodzą. W sobotę zaraz Tatarzy odbili Szwedom ze 200 wozów z żywnością, i dokuczali im bardzo. Udałam się do szańca, skąd patrzałam na oba wojska, jakgdyby z Chaillot na równinę Grenelle. Polacy stali w miejscu i były tylko harce w których armata nasza wielkie szkody Szwedom zrządziła, tak, że często musieli z miejsca wyruszać. Pod wieczór wreszcie na polu bitwy zostali Polacy, i wszyscy cieszyli się, że Szwedzi na swoje nieszczęście tu przybyli, ale wątpiąc, że tu zginą. O północy hetman wielki koronny kazał odesłać wozy swoje na drugą stronę Wisły. Drudzy to samo zrobili. Na ten widok wojsko zaczęło się trwożyć, mniemając, że groziło jakieś niebezpieczeństwo, ponieważ hetman wozy swoje ratował. Król, widząc taki nieład, i nie mogąc mu już wśród powszechnego popłochu zapobiec, chciał piechotę i armatę do szańców przedmostowych schronić, ale zapełniały je przeklęte wozy! Nakoniec godzinę całą przed nadejściem nieprzyjaciela nie było już ani jednego Polaka. Z tarasu w ogrodzie patrzałam na te pierzchania. Możesz sobie wystawić, z jakiem sercem ja, com mniemała, że już koniec wojny przez zgubę nieprzyjaciela, a tu właśnie przeciwnie. Wyjechałam z Warszawy w takiej pasji, że i wyrazić nie potrafię. Pod wieczór opuszczono Warszawę bez załogi żadnej, gdyż warownie, niegdyś przez Szwedów zbudowane, nietyle murami silne były, jak trzema tysiącami ludzi, które zajmowały je pod dowództwem Wittemberga. Szwedzi dość ludzi stracili, Polacy niewiele, ale 10 dział na przodzie, resztę wraz z piechotą wycofano. Tatarzy zniechęceni bardzo podobno ku Prusom idą. Król szwedzki przestał traktować o pokój. Odpowiedziano, że i owszem, ale na tych samych warunkach, co przed ostatnią bitwą, gdyż ta nie o wiele stan nasz pogorszyła.

Jestem teraz w Łańcucie. Nie chciałam się w bliższem miejscu zatrzymać, a to dla zgryzoty, jakie kie postępowanie Polaków nabawiło. Pragnę oddalić się od ich obrad. Pisałem Ci, że żyli w Warszawie, jak w zabranym kraju. To rzecz okropna, że nie chcieli uderzyć na króla szwedzkiego, kiedy nie miał jeszcze posiłków od Kurfirsta, i byłby niezawodnie tył podał. Słowem, cztery razy król szwedzki był w ręku Polaków, a zamiast go zniszczyć, dali mu nowych sił nabrać. Nie wiem jakie są zamiary Pana Boga, ale to pewna, że zaślepia Polaków nad wszelkie wypowiedzenie.

Powód niezostawienia załogi w Warszawie jest ten, aby nie narazić na zniszczenie dwóch domów, które tam król posiada.


Traktat szwedzko-siedmiogrodzki o rozbiorze Polski podpisany w Radnot 10 grudnia 1658 roku.

(Szilagyi - „Transylvania et bellum Boreo-Orientale”, II, 192 - 193)

W nagrodę i dla zadośćuczynienia niniejszemu przymierzu Jego Św. Królewska Mość obiecuje dać i wyrobić dla Jego Wysokości (Jerzego Rakoczego), według paktów całą resztę ziem polskich, z wyjątkiem tych, które zawarował dla siebie, swych następców i korony szwedzkiej, jak niemniej dla elektora brandenburskiego, dla księcia Radziwiłła i Kozaków. A mianowicie Jego Królewska Mość dla siebie, następców i korony szwedzkiej waruje całe Kujawy, Prusy, Kaszuby, Pomorze od Nowego Dworu razem z częściami, które leżą ku stronie pruskiej, województw płockiego i mazowieckiego, jakoteż pas nadburzański ku Warszawie dwumilowej szerokości, i całe Podlasie. Na Litwie Żmujdź, powiaty kowieński, wołkowyski, upicki i brasławski, i w bok, wzdłuż rzekli Dźwiny z pasem dwumilowym od brzegu, aż wgłąb województw połockiego i witebskiego, nadto Kurlandję, Semigalję, księstwa ruskie i inflanckie. Dla księcia Radziwiłła województwo nowogrodzkie z innymi posiadłościami, gdziekolwiek je dotąd ma, prawem zwierzchnictwa (jure superioritatis). Dla najj. elektora brandenburskiego województwa łęczyckie, kaliskie, poznańskie i sieradzkie z ziemią wieluńską. Pozostałą część Wielkiej i Małej Polski, i co jeszcze do Korony polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego należy, z wyjątkiem ziem zarezerwowanych powyżej lub w artykule następnym, wszystko to przejdzie na własność Jego Wysokości.

(W artykułach 6 i 7 Rakoczy zastrzega się przeciw nadmiernemu rozszerzeniu granic szwedzkich ku Warszawie, oraz przeciwko niewyraźnemu oznaczenia granic państwa kozackiego).


Oderwanie się Prus Wschodnich.

(Pakt welawski,19 września 1657 r. Dogiel, Cod. Dipl. IV)

  • 5. Jakkolwiek najjaśniejszy elektor i wszyscy jego męscy potomkowie zostają uwolnieni nadal od wszelkiego związku lennego. Nie idzie za tem całkowite wyzbycie się lenna, lecz na wypadek wygaśnięcia męskich potomków powyższej prawowitej linji elektorskiej zastrzega się najjaśniejszym królom i Rzplitej polskiej całkowite prawo do rzeczonego księstwa, które to wszakże zastrzeżenie, żadną miarą nie przyniesie ujmy udzielnej władzy (juri supremi dominii) najj. elektora i jego potomków.
  • 7. J. Królewska Mość i Rzplita Polska niniejszym uwalniają stany, urzędników i wszystkich poddanych Prus Książęcych od poprzedniej przysięgi, zamiast tego najj. elektor zobowiąże przysięgą siebie i wszystkich poddanych Prus do zachowania niniejszych paktów i wiecznego przymierza od daty wydania ratyfikacji. Nadto wszystkie stany Prus przysięgną, że w razie kaduka uznają Najjaśniejszego Króla i Rzplitą polską za jednych i bezpośrednich panów i powtarzać to będą przy każdym hołdzie na ręce książąt pruskich w obecności deputowanych Najj. Króla i Rzplitej polskiej.
  • 9. Najj. elektor i jego męscy potomkowie zachowują i utrzymają baronów, szlachtę, miasta i urzędy oraz wszystkich poddanych Prus przy starodawnych statutach, prawach i wolnościach, jakie nie uchybiają niniejszemu układowi, żadnych zamachów ani nowości przeciwnych nie przedsięwezmą. Jeśli kto uzna się za pokrzywdzonego w niższych instancjach, będzie mógł wytoczyć sprawę do najwyższego trybunału apelacyjnego, który najj. elektor ustanowi w Prusiech Książęcych i poddani nie będą mogli żadną miarą zanosić skarg do króla i Rzplitej polskiej, ani też dostępu do nich mieć będą. Podobnież Jego Królewska Mość i Rzplita polska obiecują na wypadek przejścia lenna pod ich władzę (devolutionis) zachować w całości nietknięte powyższe wolności stanów pruskich, ich przywileje, statuty, zwyczaje i prawa nabyte.
  • 10. Zamiast poprzedniego wasalstwa najj. elektor i potomkowie złączą się z najj. królem i królestwem polskim wieczystem, nienaruszonym przymierzem.
  • 11. Najj. elektor i jego potomkowie nigdy ani wprost, ani pośrednio nie wejdą w żadne przymierze z wrogami najj. królów lub królestwa polskiego, na szkodę tychże. Nie udzielą wrogowi przemarszu przez swe posiadłości, porty, zamki, ani zboża, ani żywności, ani żadnego rodzaju zasiłku, ani nie oddadzą im w posiadanie pod żadnym tytułem swych portów ani twierdz.
  • 14. Wojskom królewskim w razie potrzeby otwarta będzie droga przez księstwo pruskie, tak samo wolno będzie najj. elektorowi i potomkom, książętom pruskim przeprowadzać wojska przez Polskę i Prusy Królewskie.
  • 15. Okrętom własnym obustronnie wolno będzie, z zachowaniem wszelkiego bezpieczeństwa, wpływać i zajeżdżać do portów, należących do obu stron. Wolny też będzie obu stronom zakup zboża, żywności i wszelkiego rodzaju środków wojennych (subsidii bellici). Każda strona będzie mogła werbować żołnierzy w krajach drugiej strony, uprzednio jednak zgłosiwszy się do niej po przyjacielsku i ułożywszy się co do sposobu robienia zaciągów.
  • 16. Wolne praktykowanie religji rzymsko-katolickiej, zachowane będzie lub przywrócone zgodnie z dawnemi i nowemi paktami, jak obowiązywało lub powinno było obowiązywać przed obecną wojną szwedzką. Jurysdykcja też duchowna jego ekscelencji najczcigodniejszego biskupa warmińskiego zachowana będzie w całości i bez ujmy według paktów nad proboszczami i wszystkiemi innemi osobami duchownemi religji katolickiej. Kalendarz (nowy) dotąd używany i przyjęty również będzie utrzymany; podobnież najj. król polski i Rzplita obiecują imieniem własnem i następców na wypadek powrotu lenna (devolutionis) nic nowego nie wprowadzać na szkodę religji luterskiej lub reformowanej.
  • 17. Handel między mieszkańcami Królestwa Polskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Księstwa Pruskiego będzie wolny i bezpieczny.
  • 19. O cenie, walorze i szacunku monety oraz o wolnym jej obiegu w obustronnych posiadłościach strony ułożą się po przyjacielsku, ilekroć zajdzie tego potrzeba.


Pokój oliwski 3 maja 1660 r.

(Rudawski - „Historja polska”, II, 423, wg. przekładu Spasowicza)

  • I. 1. Niech nastąpi z obu stron wieczyste przepomnienie i amnestja tego wszystkiego, co gdziekolwiek, jakimkolwiek sposobem, przez którąkolwiek z godzących się stron, dotąd po nieprzyjacielsku popełnione zostało, tak aby ani z tego, ani z żadnego innego powodu, lub pod ich pozorem, żadna strona ani faktycznie, ani jurydycznie, nie mogła dopuszczać się żadnych nieprzyjacielskich kroków, ani sama przez się, ani przez swoich poddanych lub obcych.
  • I. 3. Miasta Prus Królewskich, które były podczas tej wojny w posiadaniu J. Kr. Mości Szwedzkiej, zachowują wszystkie prawa, swobody i przywileje, których dostąpiły przed tą wojną, tak w rzeczach duchownych, jak i świeckich (zastrzegając wolne wyznanie wiary ewangelickiej i katolickiej, jak to przed wojną było). Jego Królewska Mość Polska w łasce swej zachowa i bronić będzie na przyszłość z jednakąż jak i dawniej dobrotliwością terytorja, ich urzędy, gminy, obywateli, mieszkańców i poddanych. Dane im będzie prawo poprawienia i odbudowania budowli publicznych i prywatnych, podczas tej wojny popsutych. Nie mają odpowiadać wcale za to, co zniszczone zostało z konieczności obrony.
  • III. Najjaśniejszy i Najpotężniejszy Pan Jan Kazimierz, król polski, powodowany miłością pokoju, za siebie i dziedziców a potomków swych na mocy tego aktu pokoju uroczyście się zrzeka dziś i na zawsze wszelkich pretensji do Królestwa Szwedzkiego i Wielkiego Księstwa Finlandzkiego, i do innych podległych im prowincji, krajów, posiadłości, miast, twierdz i zamków, niedawno lub też od dawnego czasu nabytych, jako też do dziedziczenia majątków swoich w Królestwie Szwedzkim, lub też w rzeczonych prowincjach znajdujących się, oraz do Królestwa Szwedzkiego i rzeczonych prowincji i majątków ani dziś ani na przyszłość żadnych pretensji rościć nie będzie. Co się tyczy tytułów i herbów, umówiono się, że N. Król Polski będzie używał jak dotąd, tak na przyszłość, póki żyć będzie, pełnego tytułu, herbu i pieczęci Korony Szwedzkiej, tak w Polsce jako i w stosunkach ze wszystkimi panującymi, państwami i prywatnemi osobami za granicą Szwecji, co jednak w niczem nie powinno nadwerężać wyżej wyrażonego całkowitego jego zrzeczenia się.
  • IV. 1. Najjaśniejszy król i stany Królestwa Polskiego i W. Ks. Litewskiego na mocy niniejszego pokoju na wieczne czasy ustępują N. Królowi Szwedzkiemu, jego następcom królom i Królestwu Szwedzkiemu całe Inflanty za Dźwiną, które Szwecja podczas rozejmu dzierżyła i posiadała, jako też wszystkie części Inflant przed Dźwiną leżące i wyspę Runen, które także Szwecja dzierżyła i posiadała przez ciąg rozejmu. Król i Rzeczpospolita polska, żadnego prawa rościć też nie będą do Estonji i Ozylji. Z tej trony Dźwiny król i królestwo szwedzkie nie rozciągną granic posiadłości swojej w Kurlandji i Semigalji. Obie strony wyznaczą komisarzy dla rozgraniczenia krajów, komisja ta ma się zacząć w 4 tygodnie po podpisaniu traktatu, a we dwa tygodnie się ukończy.
  • IV. 2. Co się tyczy wyznania katolickiego w Inflantach szwedzkich, wszyscy obywatele Inflant i wyznawcy tej religji otrzymają zupełne bezpieczeństwo i po domach prywatnie będą używali wolności wyznania i spełniania obrządków swojej religji, bez żadnej inkwizycji ani też prześladowania.
  • V. 1. Wschodnia część Inflant, która przed wojną i podczas niej w ciągu rozejmu zostawała w posiadaniu Królestwa Polskiego, mianowicie Dynaburg, Rzeżyca, Lucyn, Marienhausen, i wszystkie miejsca, które komisarze na to wyznaczeni przyznają za będące w posiadaniu Polski podczas rozejmu, ze wszystkimi ich przynależnościami, terytorjami, miastami, powiatami, intratami, cłami i prawami, pozostaną w posiadaniu i użytkowaniu najj. królów, Królestwa Polskiego i W. Ks. Litewskiego, a najj. królowie i królestwo szwedzkie, nie uroszczą, ani będą mogli rościć żadnego prawa do tej osobnej części Inflant, jako też do księstw Kurlandji i Semigalji i do powiatu pilteńskiego, przez wzgląd na styczność ich z Inflantami północnemi, ani też pod żadnym innym pozorem. Ponieważ zaś w. książę moskiewski nietylko rzeczone Inflanty Polskie, ale i część szwedzką wojskami swemi zajmuje, ułożono się, że w razie gdyby Polska jakimkolwiek sposobem od Moskwy za pomocą oręża lub traktatów jakąkolwiek część Inflant Polskich nabyła, takową obowiązuje się zwrócić całkowicie i bez wynagrodzenia, nie licząc kosztów wojny. Nawzajem w razie gdyby Królestwo Szwedzkie nabyło cokolwiek z Inflant polskich od Moskwy zbrojną ręką lub traktatami, obowiązuje się cześć tę w całości i bez wynagrodzenia wrócić Królestwu Polskiemu i W. Ks. Litewskiemu, nie licząc tez kosztów wojny.
  • VII. 1. Najj. król i Królestwo Szwedzkie wracają najj. królowi i Rzeczypospolitej Malborg, Elbląg z twierdzami i inne miejsca w Prusiech załogami szwedzkiemi osadzone.
  • IX. Wrócone będą ze strony szwedzkiej wszystkie archiwa, akta publiczne, grodzkie, sądowe, duchowne oraz bibljoteka królewska, które zostały wywiezione z Królestwa Polskiego i W. Ks. Litewskiego. Zwrot ten nastąpić powinien podczas wymiany ratyfikacji lub najdalej w trzy miesiące po tej wymianie.
  • XI. Długi zaciągnięte gdziekolwiek przez obojga stron obywateli i poddanych, wodzów i urzędników, powinny być rzetelnie wypłacone.
  • XII. Depozyty i ruchomości, gdziekolwiek znajdujące się, których jeszcze skarbowi nie przysądzono, powinny być rzetelnie właścicielom zwrócone.
  • XIII. Działa mniejsze i większe w Polsce, W. Ks. Litewskim, Prusach, Kurlandji i innych prowincjach przez Szwedów zabrane, zostawione być powinny w ewakuowanych miejscowościach bez względu czy do Rzeczpospolitej, czy do prywatnych osób, czy do miast należą.
  • XV. 1. Handel dawniejszy zostanie wolny między Królestwem Polskim, W. Ks. Litewskim i Szwecją, jako też między należącymi do nich prowincjami, poddanymi i obywatelami, tak na lądzie jak i na morzu, podług dawnego zwyczaju i w takiej mierze, jak to było w podczas rozejmu. Wolno będzie obywatelom i poddanym Królestwa Polskiego, W. Ks. Litewskiego, polskich Inflant, Kurlandji i Semigalji spławiać towary po rzece Dźwinie i Bolderze i handlować z obywatelami i mieszkańcami Inflant szwedzkich. Nawzajem obywatelom i poddanym Szwecji i Inflant szwedzkich wolno handel prowadzić po ich rzekach z podanymi i obywatelami Polski, W. Ks. Litewskiego, Inflant polskich, Kurlandji i Semigalji. Wybieranie ceł i podatków na rzece Dźwinie i Bolderze, jako też lądowych i morskich opłat w Inflantach, pozostanie na tejże zasadzie i na tychże miejscach, jak za istnienia rozejmu i przed tą wojną.
  • XV. 2. Obywatele wielkopolscy wszelkiego stanu, lądem czy wodą handel prowadzący, nie mają być żadnem nowem cłem i podatkiem w Szwecji obciążani.
  • XV. 3. Miasto Gdańsk i inne miasta pruskie mają używać w Królestwie Szwedzkim i podległych mu prowincjach takiej swobody co do handlu i opłat, jakiej używały przed tą ostatnia wojną.

Rozwiązanie kwestii ukraińskiej.

Zwrot pojednawczy ku Kozakom.

(Mowa komisarza Bieniewskiego w Hadziaczu 16/26 września 1658 r. Kochowski - „Historja panowania Jana Kazimierza”. I, 342)

... Ulitował się Bóg nad krajem sobie miłym, Polską i Rusią, skruszył serce wasze i nasze, abyśmy uderzywszy się w piersi, grzech nasz poznali, a jeden drugiemu odpuścili. Już raz spróbowaliście wierności polskiej i moskiewskiej, doznaliście smaku wolności i niewoli. Mówiliście „źli Polacy”, a teraz musicie przyznać „gorsi Moskale”. Zaczem łaskawy ojciec, król polski, żąda od was, abyście ojczyma swojego zbrzydziwszy, z niewoli i jarzma moskiewskiego wybili się.

A nie słowami jednemi certując przysłani jesteśmy komisarze od całej Rzplitej do was zgromadzonych, zapraszając was do jedności i do społecznego ratowania zgubionej ojczyzny, już teraz gdy ją zewsząd ogarnęły biedy, zapomniawszy dawnych losów, z rozpostartymi rękami was wzywa do jedności. Rozumiem, że doznawszy przysmaków monarchji moskiewskiej, gdzie w czarnych butach, w błahych sukniach chodzić kazano, wódek, miodów, piw zakazywano pijać, wina ani wspomnieć. Cła i zdzierstwa niewymowne i inne niewolnicze zakazy, tego za Polaków nie znaliście i teraz znać nie będziecie. Wszystko co duszy wolno, tylko swawola nie wolna.

A jeśli wam wolność miła, idźcież do jedności, a pospołu brońmy praw, swobód i wolności, ratujmy ojczyznę. Wnet się powróci do domów waszych i naszych pokój i swoboda, bezpiecznie oracze pola, bartnicy pasieki, rzemieślnicy swych rzemiosł pilnować będą.

Uwiedli was przodkowie wasi w niewolę moskiewską twierdząc, że jednaj wiary z wami, i na tym się omylili, bo wy grecką religię trzymacie, a Moskwa moskiewską, a prawdę mówiąc, tak wierzą, jak car każe. Czterech ojcowie śś. partyjarchów ustanowili, car moskiewski piątego zrobił, a sam i nad nim starszy. Wy swoich duchownych szanujecie, a Moskal metropolitów degraduje, drugich ustanawia, jako z Nikonem niedawno postąpił, władyków więzi i zakonników, jako Hypacego ihumena kijowskiego niedawno wziął w kluby a gdy widzi skarby cerkiewne, wnet je na swój pożytek obraca. To w stanie duchownym dzieje się, a w świeckim wszyscy doznaliście, czego za Polaków słychać nie było. Starszyznę przedtem wybieraliście według upodobania, teraz go car zrobi. Lubych wam starszych przez zdradliwe zabójców sposoby wykorzenia, wszystkie intraty z Ukrainy i z was samych przez kabaki i cła, tudzież akcyzy na siebie zabiera, wam tyle, co z nosa spadło zostawił, ale za co musicie przeciwko nieprzyjaciół wszystkich Ukrainę bronić, żeby intrata carowi nie zginęła, a i to poty was w tym kraju cierpi, póki Polaków nie zawojuje, a podbiwszy was na Syberję zamyśla was przenieść, a tu Moskwą, swymi niewolnikami żyzne krainy osadzić chce, wkrótce ukaz ogłoszony będzie, byli się z nami uspokoił, żeby żaden Kozak szabli, ani strzelby nie nosił.

Pokazuje teraz łaski swej Bóg wszechmogący skutki, że Polaków ukarawszy, chce uwielbić, oświadczyła Boska prowidencja nad Polakami protekcją swoją, że tak potężnego nieprzyjaciela, króla szwedzkiego, z państwa wypędziliśmy. Naostatek do was, zacne wojsko zaporoskie słowa ojczyzny przynoszę: „Jam was porodziła, nie Moskal, jam wypielęgnowała, wyhodowała, wsławiła. Ocknijcie się, bądźcie synami nieodrodnymi, a zjednoczywszy się do gromady, wyrugujecie nieprzyjaciół swoich i moich”.

Zatem powstawszy starszyzna, pytali pospólstwa kozackiego, jak się im podoba mowa komisarza, wszyscy krzyknęli: „Harast howoryty z nieba orator!”. Duch św. zagrzał serca krnąbrnej Rusi słowy ludzkiemi.



Ugoda hadziacka z 1658 roku.

(Volum. Legum, IV, 637 - 644 w skróceniu)

W imię Pańskie amen. Ku wiecznej pamięci teraz i napotem będącym zawżdy. Komisja między stanami Rzeczpospolitej Polskiej i W. Ks. Litewskiego, a wielmożnym hetmanem i wojskiem zaporoskiem daj Boże szczęśliwie i wiecznie trwale skończona.

Religja grecka starożytna, ta i taka z jaką starożytna Ruś do Korony Polskiej przystąpiła, aby przy swoich prerogatywach, i wolnem używaniu nabożeństwa zostawała, póki język narodu ruskiego zasięga we wszystkich miastach, miasteczkach, wsiach, tak w Koronie Polskiej, jako w W. Ks. Litewskim, także na sejmach, wojskach, trybunałach nie tylko w cerkwiach ale i publicznie.

Tej że religji greckiej, daje się moc wolnego erygowania cerkwi, zakonów, monastyrów nowy h, jako i starych ponawiania i naprawienia.

Tej zasię wiary, która jest przeciwna wierze greckiej prawosławnej i która dysensją (niezgodę) między rzymskim i starogreckim narodem mnoży, żaden z duchowanego i świeckiego, senatorskiego i szlacheckiego stanów, cerkwi, monastyrów, funduszów fundować, erygować i pomnażać, tak w dobrach duchownych, jako Jego Królewskiej Mości i własnych dziedzicznych jakimkolwiek sposobem, nie ma, i ;;vigore;; (mocą) tej komisji nie będzie powinien, wiecznemi czasy. Romanae zasię fidei w województwach kijowskiem, bracławskiem, czernichowskiem liberum exercitium cenceditur (przyznaje się wolne praktykowanie).

A że w spólnej ojczyźnie spólne prerogatywy i sposoby wzajemne należeć utrique ritui (obu obrządkom) mają, tedy ojciec metropolita kijowski, teraz i na potem będący, ze czteroma władykami, łuckim, lwowskim, przemyskim, chełmskim i piątym z W. Ks. Litewskiego mścisławskim według ich porządku własnego w senacie zasiadać ma.

W województwie kijowskiem dygnitarstwa senatorskie nie mają być dawane, tylko szlachcie ritus greci (obrządku greckiego). W województwach zaś bracławskiem, czernichowskiem też preeminencje senatorskie alternatą konferowane być mają. Tak że post decessum (po zejściu) senatora ritus greci ma succedere (następować) senator ritus romani (obrządku rzymskiego).

Więc też oby miłość zobopólna krzewiła się, w miastach koronnych i W. Ks. Litewskiego. gdziekolwiek cerkwie ritus greci zasięgły, zarówno mieszczanie tak rzymscy, jako i religji greckiej, spólnych wolności, swobód zażywać mają i żadnemu religja grecka do magistratu przeszkodą być nie ma.

Akademją w Kijowie pozwala Jego Królewska Mość i stany koronne erygować, która takiemi prerogatywami i wolnościami ma gaudere (cieszyć się), jako akademja krakowska, tą jednak kondycją, aby w tej akademji żadnych sekt arjańskiej, kalwińskiej, luterskiej, profesorów i magistrów i studentów nie było. Więc aby między studentami i żakami żadnej okazji do zwady nie było, wszystkie inne szkoły, które przedtem w Kijowie były, gdzie indziej Jego Królewska Mość przenieść rozkaże.

Druga także Akademją pozwala Jego Królewska Mość pan nasz miłościwy i stany koronne i W. Ks. Litewskiego, tak gdzie jej miejsce stosowne upatrzą, która takich jako kijowska zażywać będzie praw i wolności.

Gimnazja, kolegja, szkoły i drukarnie, ile ich potrzebować będą, bez trudności stawić będzie wolno i libere (swobodnie) nauki odprawować i księgi drukować wszelakie in controversiis religionum, sine laesione tamen majetatis regiae (w sporach religijnych, wszelako bez obrazy majestatu królewskiego).

Wojska zaporoskiego liczna trzydzieści tysięcy być ma, albo jako wielmożny hetman zaporoski na regestrze poda. Zaciągowego zasię wojska dziesięć tysięcy, które także jako i zaporoskie pod władzą tego hetmana zostawać ma, i z podatków na sejmie uchwalonych w województwach kijowskiem, bracławskiem i czernichowskiem i innych od Rzeczypospolitej mają się na tegoż żołnierza obracać.

Konsistencja (miejsce stałego pobytu) wojsku zaporoskiemu w tych województwach i dobrach naznacza się, w których przed wojną zostawali, któremu to wojsku wszelakie wolności przywilejami najjaśniejszych królów polskich nadane konfirmuje, zachowując ich przy starodawnych wolnościach i zwyczajach ich i onym nie tylko nic nie ubliżając, ale owszem wszelką one potwierdzając powagą. Nadto żaden dzierżawca dóbr J. K. Mci i starosta, ani pan dziedziczny i dożywotni, ani ich podstarościowie, urzędnicy insi wszelacy słudzy żadnych podatków z futorów kozackich, wsi, miasteczek i domów wyciągać żadnym pretekstem nie będą, ale jako ludzie rycerscy, wolni od wszystkich, największych i najmniejszych ciężarów, także od ceł, myt po wszystkiej Koronie i W. Ks. Litewskim być mają. Także i od sądów wszelakich, starostów, dzierżawców, panów i ich namiestników mają zostawać wolni, ale tylko pod samego hetmana wojsk ruskich zostawać jurysdykcją. Przytem wszelakie napoje, łowy polowe i rzeczne i insze kozaków pożytki, według starych zwyczajów, przy kozakach wolne zostawać mają.

Zosobna zaś dla dalszego do usług J. K. M. przychęcenia, którychkolwiek hetman wojsk ruskich prezentować będzie J. K. M. godnych klejnotów szlacheckiego, tych wszystkich bez trudności potka nobilitacja, z nadaniem wszelakich wolności szlacheckich, tak jednak miarkując, żeby z każdego pułku sto mogło być nobilitowanych.

Wojsk żadnych polskich, litewskich albo cudzoziemskich nikt prowadzić nie ma w województwo kijowskie, bracławskie, czernichowskie. A gdyby wojna jaka miała być miała od granic ruskich, i potrzeba posiłków koronnych przystąpiła, w ten czas te posiłki mają być pod regimentem hetmana wojsk ruskich.

Dla tem lepszego tych pakt utwierdzenia i pewności hetman wojsk ruskich ad extrema vitae suae tempora (do końca życia) hetmanem ruskim i pierwszym w województwach kijowskiem, bracławskiem, czernichowskiem senatorem pro hac vice (na ten raz), a post fata (po zgonie) jego ma być wolne obieranie hetmana, to jest czterech elektów obiorą status (stany) województw kijowskiego, czernichowskiego, z których jednemu Król Jego Mość konferować będzie, nie oddalając od tego urzędu rodzoną wielmożnego hetmana bracią.

Mennica dla bicia wszelakich pieniędzy w Kijowie, abo gdzie commodius (dogodniej) będzie się zdało, otworzona być ma wedle jednej ligi z osoba królewską.

Spólna rada i spólne siły być mają tych narodów przeciw każdemu nieprzyjacielowi.

A już od tego czasu hetman z wojskiem zaporoskiem, teraz i na potem będący, odstąpiwszy wszelakiej protekcyj, więcej się do nich wiązać nie da.

Legacyj żadnych od postronnych przyjmować nie ma i jeśliby się jakie trafiły, one do J. K. Mci odsyłać będzie, także ani wojsk postronnych wprowadzać, ani żadnego z postronnymi porozumienia mieć nie będzie na szkodę Rzplitej, chyba z pokładem J. K. Mci.

Privatis (osobom prywatnym) wszystkim, z obojej strony bezpieczny powrót i reindukcja (ponowne wprowadzenie do dóbr) otwiera się. Czas jednak powrotu i reindukcji Jego Kr. Mość, zniósłszy się w z wielmożnym hetmanem zaporoskim, naznaczyć ma, a dla rozsądzenia różnych spraw tak kryminalnych jako i potocznych mają mieć w tych trzech województwach swój osobliwy trybunał według takiego porządku, jaki sami sobie uformują. A dla lepszej pewności, ponieważ hetman z wojskiem zaporoskiem i województwa oderwane wszystkie insze postronnych narodów protekcję odrzuca, a dobrowolnie jako wolni do wolnych, równi do równych i zacni do zacnych powracają. Przeto dla pewniejszego dotrzymania tego teraźniejszego postanowienia temuż narodowi ruskiemu Jego Kr. Mość i Rzplita wolnych pieczętarzów, marszałków i podskarbich i inne urzędy narodu ruskiego, które wedle roty urzędników koronnych przysięgę wykonać mają.

A żeby ta komisja wieczną wagę i powagę miała, tak jako w sobie brzmi z początku do ostatka, w prawo pospolite, to jest w konstytucję inserowana (włączona), sejmem aprobowana i za wieczne i nieodzowne prawo rozumiana i trzymana będzie.

Konwokacja województwom kijowskiemu, bracławskiemu, czernichowskiemu po sejmie przyszłym, da Bóg jako najprędzej do Jego Kr. Mości pana naszego miłościwego złożona będzie.

Wątłe podstawy ugody.

(Przestrogi Andrzeja Potockiego dla króla. L. Kubala - „Wojny duńskie”, 256-257)

Naprzód tedy nie racz sobie W. K. M. czego dobrego tu obiecować. Ci ludzie prędko całe będą moskiewskiemi, bo ich pociągnie Zadnieprze do siebie, a oni też tego sobie życzą, jeno szukają okazji, aby kształtnie to uczynić mogli. Posłali Szeremetowi kopje przywilejów W. K. M., pytając go, jeśli im car takowe pakta pozwoli. Prawda, że u nich to jest najważniejsze, żeby nie być ani pod W. K. M. ani pod carem. Spodziewają się tego dokazać, zwodząc i strasząc W. K. M. carem, a cara W.K. Mością. A toż trzeba, żeby ich podstępy na nich się obróciły? Trzeba W. K. M. koniecznie z carem się pojednać i dokończyć w Ukrainie, choćby mu co onej za Dnieprem puścić, ażeby już ich więcej nie brał pod protekcję swoją. Jednak takowe pakta postanowiwszy, trzeba w największej tajemnicy trzymać, żeby się zaś do Porty nie udali, bo by wielką i niebezpieczną wojnę ściągnęli na W. K. M., lecz jeśli W. K. M. możesz mieć cichą umowę z carem, racz na Ukrainę z jak najpotężniejszym wojskiem wniść. Szabli nie dobywszy, za jednym zamachem uspokoisz ich W. K. M. wiecznie jednem przyjściem swojem, a potem wprawisz ich w taki porządek, żeby już więcej wierzgnąć nie mogli, ani szkodzić napotem W. K. Mości. Słabi są, widzi Bóg. Przyjmą, cokolwiek W. K. M. na nich włożysz. A jeśliby też niewdzięcznie to przyjmowali, trzeba mieć wojska tatarskie podorędziu, żeby ich kilka fur wywieźli do Krymu, a zaś wojsko W K. M. doprowadzi ich do tego, że muszą na włość na Wołyń, Podole siła tego pójść, a tak W. K. M. przeplenisz Ukrainę, która, póki będzie ludna, zawsze oni o tem myśleć będą, jako Koronę Polską wikłać w nowe wojny, a ta lukta tak długo trwać będzie, że albo Ukraina Polskę, albo Polska Ukrainę obali i nigdy pokoju nie będzie w Polsce. Srogie tu mnóstwo ludzi haniebnie złych i swywolnych. Panowie dla swoich pożytków słobodami poddanych z włości wywabili i rozswywolnili, a Chmielnicki temi wojnami bez miary umyślnie ich rozswywolił i zakrwawił przeciw nam. A teraz już się sami jedzą, miasteczko przeciw miasteczku wojuje, syn ojca, ojciec syna rabuje, wieża Babel, a Kozacy starzy Boga proszą, żeby ich kto mocną rękę ujął, lub W. K. M. żeby niespokojnej zgrai takiej swywoli nie dopuszczał.
Oto kto wprzód z wojskiem przyjdzie, ten ich nieomylnie osiądzie.
Rozumiem, że będą tacy, którzy zechcą stawać przy królu, gdy obaczą potęgę sił naszych, ale gdy obaczą słabość, najżyczliwsi się odwrócą.


Podział Ukrainy.

(Rozejm andruszowski 30 stycznia 1667 r. Hubert - „Pamiętniki historyczne”, I, 108 i następne)

  • III. A które horody i ziemie w tej przeszłej wojnie są od Korony Polskiej i W.Ks. Litewskiego zawojowane i zostają pod władzą i dzierżeniem Jego Carskiego Wieliczestwa, to jest Smoleńsk ze wszytką siewierską ziemią i z horodami i z ujazdami, które z tego kraju od witebskiego i od połockiego i do Inflant i do lucińskiego ujazdów do Smoleńska, jako to Dorhobuż, Newel, Siewież, także i Wieliż, lubo z dawna do województwa witebskiego należący ze swojemi miejscami i ujazdami, a z drugiego kraju gdzie są siewierskie horody, około Czernichowa wszystkie horody i ziemie, jakimikolwiek nazwiskami i uroczyszczami nazwane, zostawać mają wszystkie w stronie J. Car. Wieliczestwa. A wzwyż Dniepru co się mianują Zaporohy i tameczni kozacy, w jakich oni tam obronach, ostrowach i siedliskach swoich żyją, mają być w posłuszeństwie pod obroną, pod wysoką ręką obydwóch hospodarów naszych, na spolną ich usługę od następujących, czego Boże uchowaj, bisurmańskich sił. Wszakże tym wszystkim wszelkiej kondycji obywatelom, którzy w stronę J. Car. Wieliczestwa w miejscach przez te traktaty do czasu pewnego ustąpionych zostaną, wolne ma być we wszystkich tych miejscach zażywanie św. religji katolickiej, bez żadnego odprawianego nabożeństwa w domach swoich zatrudnienia. A wzajem tym wszystkim wzajemnej kondycji ludziom ruskim, którzy J. K. Mci w miejscach przez te traktaty ustąpionych dostają się. Wolne ma być zażywanie religji greckiej, bez żadnego o odprawianie nabożeństwa zatrudnienia.
  • IV. I to warujemy, że żadna nad Kozakami ukraińskiemi, z tej strony Dniepru od Peresławia będącymi, pomsta czynioną być nie ma o to, że się niektórzy w stronę J. Kr. Mości i Rzplitej udawali. W tych Kozaków z drugiej strony rzeki Dniepru od Kijowa będących, J. car. W. od przysięgi sobie na poddaństwo uwalnia i w protekcję swoją przyjmować, ani do miast i horodów tam będących ustępować się, przez wszystek czas ten przymierny nie będzie i nie każe. A wzajem J. Kr. Mość tych Kozaków z drugiej strony Dniepru rzeki, od Peresławia będących w protekcje swoją przyjmować i do miast i horodów tam będących wstępować się przez te przymierne lata nie będzie i nie każe.
  • VII. A sam Kijów horod z temiż monastyrami pieczarskim i inszemi przy Kojowie zostawionymi okolicznościami, tamże z armatą starą, z którą przedtem Kijów w stronę J. C. W. objęty i prowiantem na ten czas tamże będącym, w stronę j. Kr. Mości i Rzeczypospolitej ma być oddany i oczyszczony przed pierwszą o wieczny pokój komisją, w tych przymiernych leciech przypadającą, to jest w dwie lecie od teraźniejszego traktatu, rachując w roku przyszłym 1669, w miesiącu aprilu, dnia 15, według nowego kalendarza przypadającym.
  • XVIII. I to postanowiliśmy, aby oboi wielcy hospodarowie nasi posłali do chana krymskiego i w swoich hramotach ten utwierdzony pokój onemu objawili, żeby wojny zaniechał, ponieważ wielcy nasi hospodarowie już między sobą w braterskiej miłości zostają. A jeśli chan krymski tem wzgardzi w sąsiedztwie wspólnym przyjacielem być nie chce, i wojny swojej skutecznie nie zaniecha, tedy tam w Ukrainie jako i w Kijowie i w Zaporohach i inszych ukraińskich horodach, po oba pól (łąk) rzeki Dniepru, oboje wojska tak Korony Polskiej i W. Ks. Litewskiego, jako i państw J. Car. Wieliczestwa moskiewskiego z ukraińskiemi tamecznemi ludźmi przeciw ordzie i chańskim siłom zawsze gotowe być mają, i odpór jako spólnemu nieprzyjacielowi dawać będą. Także w Zaporohach i na Donie pomocny i obronny przemysł nad bisurmany nie przestanie. A jeśliby chan krymski po tym obwieszczeniu chciał trzecim być z wielkimi hospodarami naszemi w przyjaźni, tedy o sposobach uspokojenia w zachodzących różnicach obaj wielcy nasi hospodarowie z sobą zniosą się, i żeby do spólnej przyjaźni przyjść mogli, staranie uczynią, żeby cesarz turecki przeszłą przyjaźń potwierdziwszy, chanowi krymskiemu przykazał, aby do wojny żadnej okazji nie dał. A gdyby za daniem przyczyny od ordy do wojny z chanem i Tatarami obodwom naszym wielkim hospodarom przyszło, przez coby i Porta Ottomańska, biorąc się z ordą ku wojnie przeciwko tym naszym obodwom wielkim hospodarom, albo przeciwko jednemu z nich podburzyć się miała, tedy wspólnemi siłami odpór bisurmanom, w każdej potrzebie z obu stron potęgi obiedwie łącząc, obydwa wielcy hospodarowie nasi dawać będą.

Walka o naprawę Rzplitej.

Śluby Jana Kazimierza we Lwowie 1 kwietnia 1656 r.

(Kordecki, j.w. str. 48 - 49)

Wielka Boga - Człowieka Matko, o Przeczysta Panno! Ja Jan Kazimierz z łaski Twojego Syna Króla, Królowo, Pana mojego i z Twojej łaski król, obieram Cię dzisiaj za Patronkę moją i moich państw - Królową, i polecam Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje królestwo polskie z księstwami: litewskiem, ruskiem, pruskiem, mazowieckiem, żmudzkiem, inflanckiem, czernichowskiem, jakoteż wojska obydwu narodów i wszystek mój lud. Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym królestwa mego stanie Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła. A ponieważ największemi dobrodziejstwami zobowiązany, czuję w sobie gorącą żądzę służenia Ci gorliwie z narodem, przyrzekam więc mojem, rządców i ludu imieniem Tobie i Twemu Synowi Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć Twoja wszędzie po krajach mego królestwa rozszerzać będę. Ponieważ zaś z wielką boleścią mego serca widzę, że wszystkie klęski, jakie w ostatnich siedmiu latach na moje królestwo spadły, jak to: zaraza, wojny i inne nieszczęścia, zesłane zostały przez Najwyższego Sędziego jako chłosta za uciemiężenie chłopów. Przyrzekam więc i ślubuję, że po odzyskaniu pokoju użyję ze wszystkiemi stanami wszelkich sposobów, ażeby lud mego królestwa od wszelkich niesprawiedliwych ciężarów i uciśnienia uwolnionym został. Spraw to, o Najmiłosierniejsza Królowo i Pani, abym do wykonania moich przedsięwzięć, któremiś mnie Sama natchnęła, laskę Twojego syna otrzymał.


Wygnanie Arian.

(Konstytucja sejmu 1658 roku. Volumina Legum IV, 515)

Lubo zawsze sekcie arjańskiej, albo jak ja niektórzy zowią nowochrzczeńskiej, w państwach naszych być i krzewić się prawo pospolite pozwalało, iż jednak fatali quodam Reipublicae causo (przez jakiś nieszczęśliwy dla Rzeczypospolitej przypadek) pomieniona sekta niedawnych czasów w państwach naszych tak koronnych jako i W. Ks. Litewskiego, szerzyć się poczęła, która Synowi Bożemu Przedwieczności ujmuje, reasumowawszy et in suo vigore (wznowiwszy i w mocy) zostawujac przeciwko nim statut Władysław Jagiełły antecesora naszego o heretykach, za zgodą wszech stanów postanawiamy, iż jeśliby kto taki znalazł się, któryby sektę tę arjańską w państwach naszych, tak koronnych, jako i W. Ks. Lit. et provinciis eis annexis (i w dzielnicach przyłączonych) śmiał i odważył się wyznawać, krzewić albo opowiadać, abo onej asertores protegere et fovere (głosicieli osłaniać i łaskawie traktować), a byłby o to legitime convictus (prawnie przekonany), takowy każdy wyżej mianowanemu statutowi podlegać ma i bez wszelakiej odwłoki ma być karany, sub privatione capitaneatus et fautoribus eis, tanquam pro poema perduellionis,forum (pod utratą starostwa, a ich poplecznikom jak za zdradę stanu, sąd) w trybunale naznaczamy. Chcąc jednak clementiam nostram (łaskawość naszą) pokazać, jeżeliby się który takowy znalazł, coby się tej sekty swojej wyrzec nie chciał, takowemu na lat trzy do wyprzedania się pozwalamy, salva bonorum et personarum securitate, atque debitorum repetitione (z zastrzeżeniem bezpieczeństwa dóbr i osób, tudzież prawa zwrotu długów). Quo tempore nihilominus (atoli przez ten czas) żadnych exercita sectae suae (praktyk swej sekty) wyżej mianowanej odprawować nie powinien i do żadnych munia publica immiscere se (urzędów publicznych mieszać się) nie będzie mógł.

Program rządu po katastrofie.

(Uchwały zjazdu senatorsko - szlacheckiego przy królu w lutym 1658 r. Kubala j.w. 534 - 536)

Jan Kazimierz z Łaski Bożej Król Polski, W. Ks. Lit. z pany radami o stanem rycerskim przy naszym boku będącymi czynimy wiadomo wszem wobec i każdemu zosobna, że ponieważ oderwane a corpore Reipublicae (od ciała Rzplitej) i zawojowane nietylko województwa, ale i całe prowincje sejmować nam nie pozwalają, dlategoż uchwalamy skrypt ten i punkta niżej opisane, które sobie wzajemnie i teraz i daleko więcej, gdy się Rzplita uspokoi, strzymać i owszem utwierdzenie tego wszystkiego otrzymać na sejmie przyszłym obiecujemy.

  1. Naprzód przeciw ojczyzny nieprzyjaciołom, którzy broń swoją na nią podnieśli, zdrowiem i substancją skutecznie stawać. Tak dalece, że ktobykolwiek partykularne jakie i prywatne cum hostibus patriae transakcje (z nieprzyjaciółmi ojczyzny układy) albo contra scitum et consensum nostrum (wbrew naszemu porozumieniu i zgodzie) sekretnie praktyki z nimi czynić chciał, takowego pro hostae patriae (za wroga ojczyzny) mieć et in destructionem eius (na zniszczenie go) powstać tą uchwałą decernimus (postanawiamy).
  2. Wszystkie, które zdały się być przeciwko Rzplitej popełnione i któremi gorszyć się przychodziło, postępki umarzamy i amnistiam perpetuam (wieczystą amnestję mieć chcemy. Jednakże ta amnestja jawne rozboje okrywać nie ma ani broni c takowych zbrodni i złoczyńców.
  3. Do tegoż pokoju też należy, aby względem rozróżnienia religji żadnego nie było zamieszania. Dlategoż religji greckiej integritatem (całość) pacem inter dissidentes de religione Christiana retinere et tueri promittimus (pokój między różniącemi się co do religji chrześcijańskiej utrzymać i bronić obiecujemy). Arjańską jednak perfidiam ab hoc pace excludimus (z tego pokoju wykluczamy).
  4. Zapłatę, należną za odważne zasługi winna wojsku Rzplitej asekurujemy.
  5. Foedera inita ad conservationem Reipublicae (przymierza zawarte na utrzymanie Rzplitej) wcale zatrzymać obiecujemy.
  6. A ponieważ calamitatum (nieszczęść), które ojczyzna dotąd cierpiała i zguby jej największa przyczyna była z nieporządnego sejmowania, dlategoż porządek konsultacji (obrad) sejmowej trzymać taki, jaki za przodków naszych był, chcemy i obowiązujemy się. To jest naprzód, aby eo ordine (w tym porządku) traktowane były materje, jakie propozycja sejmowa nieść będzie, w której necessitates publicae et salutem patriae concernentes (konieczności publiczne dotyczące ocalenia ojczyzny) mieć locum (miejsce) powinny. Potem, aby dla prywatnych spraw publiczne zatrzymywane nie bywały, i nikomu nie wolno było nie pozwalać traktować nic, pokądby swej nie dopiął propozycji. Trzecia, aby consensum majores partis contradictia (zgody większości opozycji) kilku albo kilkunastu osób nie rozrywało, ale żeby wszystkie te matrje przez deklaracje stawały, w których pluralitas duarum partium contra tertiam ma obtinere (większość dwóch części przeciwko trzeciej ma decydować), Kiedyby jednak co oczywiście przeciwko wyraźnemu prawu chciano inducere (wprowadzać) natenczas contradictio (opozycja) ma być valida (ważna) każdego przy wyraźnym prawie stojącego, byle kto hoc praetextu (pod tym pozorem) swoich prywat nie chciał dopinać.
  7. Więc, że secretum est anima consiliorum (sekret jest duszą rad), chcemy aby punkta konsultacji (obrad) zachowane były aż do sejmowej propozycji i przez instrukcje sejmikowe nie publikowane. A na sejmikach każde województwo, aby swoje umówiwszy postulaty i petitia (żądania i prośby) spisawszy, posła obrali cum ea potestate (z taką mocą), aby podług zgody wszech stanów salutem Reipublicae procurent (zabiegali około dobra Rzeczypospolitej)
  8. Jest i dotąd było wielkiego zatrudnienia przyczyną, ze ordinaria ojczyzny impendia (zwykłe potrzeby) nie miały ordynaryjnych i proporcjonalnych sobie prowentów, skąd borgowa krezka[1] służbą ciężką musiała być i trudne podatków wytargowanie. Zaczem, aby to na potem nie było, do zwyczajnych, które zawsze currunt (bieżą), Rzplitej prowentów, aby przydane było czopowe i po miastach akcyzy.
  9. Niemniej i to officere (sprawdzić) zechcemy, aby auctoritate comiliali (powagą sejmową) ustanowiony był modus continuae (sposób nieustannej) przy nas consultationis (rady). To jest, aby przy rezydencjach z sejmu naznaczonych i mieszkających senatorach i urzędnikach koronnych na każde półroka stanu rycerskiego naznaczeni byli deputati albo commissarii definitio numero (deputaci albo komisarze w oznaczonej liczbie) z Wielkiej i Małej Polski i W. ks. Lit., którzy at eandem consultationem (do tejże rady) należeć i w niej sententias (głosy) dawać będą powinni, abyśmy nagle przypadające sprawy uchwalali, nie wdawając się jednak w materję, które do sejmu odłożone być mogą.

Przypisy

  1. widocznie żołnierzom dawano krezkę dla stwierdzenia zalegającego żołdu


Intryga austriacka przeciw reformie sejmowej.

(Tajnie doniesienie posła Lisoli z dnia 1 lipca 1660 roku. Walewski - „Hist. wyzwolonej Rzplitej”, II, załącznik 25)

Wielu deputatów, a mianowicie stronników austrjackich, pragnęło większość głosów do uchwał sejmowych wprowadzić w przekonaniu, że to będzie korzystne dla Rzplitej, powagę senatu powiększy, zuchwalstwo posłów ziemskich poskromi. Przyłączyła się do tego powaga Dworu, który tego jaknajmocniej pragnął i nalegał jako na podstawę innych przedsięwzięć. Ja zaś, widząc ważność tej sprawy, którą dla dopięcia swoich celów Dwór zdawał się wprowadzać, zważywszy oraz następstwa, że w razie zniesienia liberum veto Dwór będzie wszystkiem władał, a sojusz będzie od niego zawisłym, chcąc temu niebezpieczeństwu zapobiec, przedstawiłem to Trzebickiemu[1] i Opalińskiemu[2], co królowa z Francuzami i ze Szwedami widocznie knować się zdaje i wszystkie poszlaki, na których opieram swoje podejrzenia. Tłumaczyłem propozycje sojuszu ze Szwedami pod pozorem wojny z Moskwą, zamiar wprowadzenia Francuzów i stronników królowej do twierdz pruskich, głaskanie i środki sztuczne pozyskania wojska, i do czego zaprowadzenie większości doprowadzić może. Wszystko to ich przeraziło, byli już bowiem nieufni i o swoje wolności się lękali. Nie wprost jednak i bezwarunkowo odradzałem zaprowadzenia większości na sejmach, któraby nam kiedyś, jeśli królową zupełnie pozyskamy, mogła być wielce korzystną, ale radziłem, aby tę sprawę na później odłożyć, albowiem niebezpieczne jest humory ciała jeszcze słabującego poruszyć. Potrzeba na to czasów spokojniejszych, a skoro teraz w Polsce tyle istnieje stronnictw, należy się lękać, że jedno z nich wziąwszy górę, inne opanuje, co się nie stanie, jak długo pozostanie liberum veto. Tymi argumentami doprowadziłem owych dwóch zwolenników naszych do tego, że propozycji obalenia liberum veto, o którąby się wszystkie nasze dla dobra królestwa polskiego zamiary i przedsięwzięcia rozbić mogły, silnie się opierać i zręcznie ją do dalszego czasu odłożyć postanowili. Przystąpił do nich wojewoda poznański (Jan Leszczyński[3]) teraz sam podobnymi podejrzeniami niepokojony, a ponieważ za nim bezwzględnie idzie prymas (Wacław Leszczyński) przywiedliśmy bez trudności, że ową propozycję usunięto, co królowej największe zmartwienie sprawiło. Wnosiła bowiem z pierwotnej skłonności senatorów, że ja pewnie i z łatwością przeprowadzi.


Przypisy

  1. Andrzej Trzebicki - biskup krakowski
  2. Łukasz Opaliński - marszałek wielki koronny
  3. On to zbierał podpisy pod decyzja zjazdu w roku 1658


Król przepowiada rozbiór Polski.

(Mowa Jana Kazimierza na sejmie 1661 r. Korzon - „Dola i niedola J. Sobieskiego”, I , str. 92 - 93)

Konsyderując ja tedy, iż to już od dwóchset lat z linji macierzystej, a do siedmiuset z ojczystej, dom mój wolnemi waszmościów głosami na tym tronie jest posadzony; żem i sam w tej ojczyźnie zrodzony, wychowany i od waszmościów wybrany panuję, życzyłem sobie ten pomnik, wdzięczności w umysłach waszych zostawić, żeby dobrodziejstw wzajem i miłości domu mojego i mojej pamiątka zaraz ze mną nie wygasła, żebym ja mógł i po śmierci mojej, na wdzięczne wspomnienie zasłużywszy, w sercach waszmościów trwać, przywiódłszy waszmościów przez zachęcenie i zezwolenie moje do wolnej elekcji, która tylko za żywota mojego przedsięwzięta, istotnie wolną być może. Nie potrzeba waszmościom wywodzić, co wszystkim wiadomo, jakie są korzyści elekcji, a jakie niebezpieczeństwa bezkrólewia. To tylko przypomnę, że lubo Rzeczpospolita nieraz szczęśliwie dotąd bezkrólewia przybywała, teraz z pewnością runąć by musiała. W dawnych bowiem czasach większa była prostota i szczerość i sprawiedliwość w przodkach naszych. Nie znaliśmy się na interesach i względach panów cudzoziemskich, a dopiero na fakcjach. Oni też nie przejrzeli bogactw naszych, przyjaźń naszą lekceważyli. Na ten czas wojsk żadnych zaciągowych nie było, o borgowej służbie i z niej idącej konfederacji nigdy nie słyszano, nie było niebezpieczeństwa, żeby jedna strona drugiej wpychała na tron pana, a lubo to bywało, nie trzeba się było bać, żeby nas sąsiedzi między siebie nie rozerwali. Obecnie, niestety! (o gdybym był fałszywym prorokiem!) Wszystkie te nieszczęścia zagrażają z coraz większą pewnością i obawiać się należy, iż bez takiej elekcji stanie się Rzplita łupem okolicznych narodów. Moskwa i Ruś odwołają się do ludów jednego z nimi języka i Litwę do siebie przeznaczą. Granice Wielkopolski staną otworem dla Brandenburczyka, a przypuszczać należy, iż całe Prusy certować zechce, czy przez ugodę ze Szwedami czy przez wojnę na własnym teatrze. Zresztą dom austrjacki, spoglądający łakomie na Kraków, nie opuści dogodnej dla siebie sposobności i przy powszechnym rozrywaniu państwa nie wstrzyma się od zaboru. A kto nam zaręczy, że i same wojska nasze albo działów sobie osobnych nie uczynią, albo się z potęgą najezdniczą nie połączą? Przybył Rzplitej nowy jakoby naród, Kozacy, którzy za mego żywota żadnego do obrad publicznych nie mieli przystępu, ale podczas zamięszania w bezkrólewiu wszystkiego sobie pozwolą...



Doktryna A. M. Fredry.

Zabezpieczenie Rzplitej czyli oznaka jej trwałości.

(Scriptorum sue togae seu belli notationum fragmenta. 1660. str. 239 - 244)

  1. Póki w narodzie polskim nie będzie prawa pierworództwa, tj. póki dziedzictwo każdego przechodzić będzie na dzieci do podziału w równych częściach i póki do dawnych domów nie będzie się wprowadzało szlachectwa z tytułami...
  2. Póki Polacy walczyć będą konno i włócznią (byle jednak nie zaniedbywali i mustry pieszej, która najwięcej pomaga w wojnie, jeździec bowiem konieczny jest w bitwie, piechur wogóle na wojnie...)
  3. Póki cudzoziemcy niezbyt szczodrze otrzymywać będą prawa obywatelstwa (czyli prawa ojczyste), i póki będą dość długo trzymani od rady królewskiej.
  4. Póki nie będziemy używali cudzoziemskich wodzów i wojsk.
  5. Póki nie będzie się fortyfikowało gęstych twierdz. Niechby poszczególne województwa pobudowały sobie na cel publiczny fortece dla zabezpieczenia i przechowania swych skarbów, gdy szlachta odjeżdża na wojnę. Niechby je opatrzyły żywnością, bronią, żołnierzem, ale obywatele prywatni niech nie budują tu i ówdzie twierdz.
  6. Jak długo stan rycerski nie wyrzecze się tytułu broni powszechnej, niech lepiej wznowi zwyczaj popisów dorocznych, bo na tem polega siła i dusza wolności.
  7. Jak długo trwać będzie trybunał sądowy.
  8. Jak długo, unikając mieszkania wspólnego po miastach, żyć będziemy rozproszeni po wsiach i zamkach, bo tak przestrzenią od siebie oddzieleni, trudniej podlegamy duchowi fakcji i zepsucia.
  9. Jak długo sejmy odbywać się będą przy wielkiej frekwencji senatorów i posłów.
  10. Jak długo, przestając na swojem, walczyć będziemy mężnie i orężnie o zachowanie dawnych granic, a nie o nowe zdobycze.
  11. Jak długo nie damy się uwikłać w wiele przymierzy z innemi ludami.
  12. Jak długo przez podróże dla ciekawości, małżeństwa, kontakty, nawet przez strój, okrywający nieraz cudzoziemskie tendencje, nie przesiąkniemy miękkimi obyczajami cudzoziemców. Nie bądźmy ciekawi rzeczy obcych, trzymając się swoich mocno.
  13. Jak długo pierwsza władza nie będzie zbroiła prywatnych wojsk, a skarb i żołnierz zaciężny będzie pod władzą zwierzchników publicznych, aby żołnierz wiedział, że i żołd i posłuszeństwo winien Rzplitej.
  14. Jak długo rodzina królewska nie będzie miała ani praw obywateli ani z nimi związków.
  15. Jak długo Dworowi nie będzie się godziło samowładnie odbierać dostojeństw, urzędów i dóbr raz nadanych.
  16. Jak długo będziemy dbać o powagę i władzę prymasa.
  17. Jak długo senat przyboczny pilnie będzie pełnić swe obowiązki przy królu między sejmami, radząc o sprawach publicznych.
  18. Jak dugo raczej stare ustawy będą dość silnie przestrzegane, niż nowe pochopnie stanowione.
  19. Jak długo pierwsze urzędy w pokoju i wojnie dawane będą ludziom skromnym i dobrym za ich cnotę, a nie żądającym i ambitnym za ich zabiegi.
  20. Jak długo trwać będzie zaufanie i zgoda między stanami.
  21. Jak długo strój wojenny (sagum) nie weźmie góry nad cywilnym (togae).
  22. Dopóki kwitnąć będzie wierność hetmanów i karność wojska.
  23. Póki wodzowie, zajęci wojskowością, trzymać się będą w obozach zdala od sejmów i od władzy obradującej.
  24. Póki król i obywatele trzymać się będą i bronić wiary katolickiej i czci Najświętszej Marji Panny (do czego pomogłoby też obieranie biskupów dawny sposobem, zgodnie z kościelnym prawem, przez kapituły w nagrodę za ich cnoty...)
Póty Rzeczpospolita Polska za łaską Bożą trwać będzie niewzruszenie.


Motywy rokoszu Lubomirskiego.

(„Manifest jawnej niewinności”, 1664)

...Jako to zwyczajnie wszystkie w politycznych rzeczach złe przykłady z dobrych rodzą się początków, tak i ta nieszczęśliwa pod pokrywką dobrego pospolitego materja nakoniec najlepszych i bardzo ojczyznę kochających synów, swym pozorem omamiła. Bo widząc, że Dom królewski bezpotomnie schodzi, że państwo tak wielu postronnym ofiarowane, a zatym Rzeczypospolitej rozerwanie, za różnemi konkurentami afekty, któżby na sposób zgodnej i spokojnej elekcji i na wczesne przyszłych rozruchów, wojen, krwi rozlania uprzątnienie i umknienie nie pozwolił? Ofiarowane Domowi rakuskiemu czterema poselstwy, abo z Domu tego pana nam obranie, abo respekt na tego kogoby nam ten Dom zalecił, jako skrypt jest na to od J. K. Mci, i niektórych panów senatorów i urzędników, gdziem ja też jest dany. Toż było potem i carowi moskiewskiemu, za jednostajnem wszystkich zdaniem ofiarowano. Więc i Rakoczego bliską i potężnie pałającą widząc panowania nam ambicją, jako tylko dla zwłoki nas i wysielenia mocy jego, w wielkim senatu, urzędników i szlachty zacnej zgromadzeniu nadmieniło się, a potem się to do J. K. Mci odesłało. Tak potem imieniem J. K. Mci i Rzeczypospolitej publiczne były, do niego z ofiarowaniem korony poselstwa. Ani się tego zapieram, że mnie jako wola Boża i łaska J. K. Mci na pierwszym urzędzie mieć chciała, tak między pierwszemi byłem, którzy tak radzić rozumieli, i przyznawam, że ta propozycja, od królowej Jej Mci księdzu prymasowi z pany senatorami i urzędnikami niektóremi podana, osobliwie mię też do królowej Jej Mci przywiązała była, bom nic przeciwnego nie postrzegł i nie obawiał się, alem wielką ufność w miłości do ojczyzny, i roztropności królowej Jej Mości, że z Rzeczpospolita szczerze idzie, pokładał. Pozwoliłem na tę senatu i Rzeczypospolitej, do uczynienia wolnej elekcji konfederacją, którą z innemi do tejże należącymi instrumentami, dla publicznej informacji, z istotnego oryginału od słowa do słowa przepisaną położyć, za rzecz słuszną i Rzeczypospolitej potrzebną, rozumiałem.

Świata tedy wszystkiego o kompasją, ale i niesprawiedliwości uznanie tak wielkiej proszę. Proszę i własnych braci, osobliwie stanu szlacheckiego. Ponieważ Ich Mość Panowie senatorowie snadź źle informowani, albo bojaźnią przyciśnieni, czego w wolnym nie bywało narodzie, czyli faworami omamieni, więcej ich ratować mię nie chcieli, mało nie mogli, aby bracia uciążonej mojej niewinności, ale bardziej ojczyźnie, z gruntu i fundamentu ruszonej i do niewoli idącej, podali rękę.

Nie o kogoć bardziej idzie, tylko o wolności ojczyste, tylko o stan szlachecki, którego głos wolny i jego prerogatywa, wszystkim na świecie równająca się prerogatywom zatłumiona, bo tym sposobem, jako się w tej mojej stało sprawie, Izba poselska już zniesiona. Czegóż tenże stan ma się więcej spodziewać! Kiedy poselstwa przedsejmowe, kiedy supliki w instrukcjach, kiedy posłów sejmowych prośby i oponowania się przy mnie i przy ojczyźnie, miejsca u J. K. Mci nie miały i wzgardzone zostały? A nie tak bywało za antecesorów J.K.Mci, bo kiedy się na co zabierali, coby z uszczerbkiem ojczyzny, albo ruszeniem prywatnego w niej obywatela było, a poddani wiernie się w to wkładali, czynili to panowie, ustępowali chętnie imprez, albo proposita swoich. Ale i jawne krzywdy i ciężko majestat obrażające występki, za instancją Rzeczypospolitej, a czasem i z swojej klemencji (jako przykładem jest rokosz za Zygmunta III) odpuszczali. Nie czyja tedy rzecz i nieczyjej bardziej należąca powinności, jako stanowi szlacheckiemu, wziąć przed się tę słuszną praw ojczystych curam, w takiej na nie od rodzonych kazirodów zawziętości. Ale o Ich Mościach panach senatorach wątpić nie potrzeba, że widząc ochotę tego, z którego sami są stanu, redibit (wróci) Ich Mościom prisca in praecordia virtus (dawna cnota do osierdzia). Co dziś jednemu, jutro drugiemu być może.

Cieszą się wolnością naszą i zaszczycają postronni, a czemuż w domu damy ją sobie, jeszcze przez białogłowę wydzierać, damy przewodzić? I tak ten kosztowny wolnej elekcji klejnot, dla ambicji królowej Jej Mości, aby tu krew jej panowała, i takiemiż artibus (sztukami) trzymała Rzeczpospolitą, jako są teraz, tłumić? Czy nie piękną drogą dokazać tego usiłuje? To jest przez ruiny, wygnania, prześladowania civium (obywateli), ledwie nie przez neces (mordy).

Dziwuje się (powtóre przypominam) świat, dziwują postronni, że on tak walny naród nasz i wszystką w wolności maksymę mający, dał to i daje przewieść, tudzież dopuścił takowemu stanąć nademną bez prawa i krzywdy przykładowi, nie o co inszego, tylko o tę nieszczęsną elekcją. Tej żem przez złe sposoby stawać, konserwując prawa i statuty ojczyzny, niedopuścił, do tego przyszedłem jakiejkolwiek fortuny szlachcic nieszczęścia, że cudze kąty pocierać i z ojczyzny wygnańcem być muszę, który niekiedy, aby się wszyscy w niej osiedlili, starałem się. Ale i to mniejsza u mnie być wygnańcem, bylem ojczyznę kwitnącą, bylem w prawach i swobodach całą słyszał.