30 - Panowanie Zygmunta Starego (1506-1548)

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 30

Kraków 1923 rok

Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
dr. Władysław Pociecha
bibljotekarz Bibljoteki Jagiellonki

Początek rządów Zygmunta Starego i wojny na wschodzie.

Charakterystyka Zygmunta

( J. L...jusz, De Sigismundi regis temporibus liber 1521, wyd. Czermak, 16 – 19, 24).

Zygmunt, piąty syn a ósmy potomek Kazimierza, urodzony w roku 1467, dnia 1 stycznia, skoro doszedł do chłopięcego wieku, dla wykształcenia łacińskiego powierzony został najlepszemu wychowawcy i wzrastał w naukach tak, że dzisiaj nie tylko posiada znajomość języka łacińskiego i różnych gałęzi wiedzy, lecz także, gdy potrzeba, umie przemawiać uczenie, zarazem i wytwornie. W tymże czasie nauczył się języka niemieckiego, którym tak biegle włada, iż prawie nie wiesz, czy go za Niemca należy raczej uważać, czy Polaka. Skoro wyszedł z dzieciństwa, po śmierci ojca Kazimierza i wyniesieniu przez Litwinów na tron książęcy Aleksandra, Zygmunt współzawodniczył z Janem Olbrachtem o tron ojcowski, lecz, ulegając prośbom matki Elżbiety, ustąpił go Olbrachtowi, niedługo potem, w roku 1498, dnia 3 miesiąca października, powołany na Węgry przez króla węgierskiego Władysława, opuścił Kraków i za łaską braterską otrzymał księstwo głogowskie i opawskie, pod tym jednak warunkiem, że dobrowolnie zwróci księstwo głogowskie Władysławowi, skoro sam zostanie wyniesiony na tron królestwa polskiego. Te więc księstwa uzyskawszy, oraz i to, co mu corocznie z Polski płacono (Zygmunt pobierał dochody z 3 starostw, zostawionych mu przez Aleksandra), Zygmunt za panowania Aleksandra żył w Głogowie zadowolony ze swego losu. Wtedy mu również Władysław nadał starostwo śląskie, przy którego zarządzie okazywał się ta sprawiedliwym księciem, że niedługo po jego objęciu łotrzyki, których tam podówczas wielka moc była, w pieśniach użalali się na zbytnią surowość jego. Rządził zaś Zygmunt Głogowem, aż do wstąpienia na tron w taki sposób, że był kochanym przez wszystkich dobrych, a dla złych był zawsze nieznośnym biczem.

Zygmunt jest wyniosłego wzrostu, wspaniałej postawy, silny na duchu i ciele, o nieco ciemnych włosach, wielkich brwiach, oczach groźnego spojrzenia, policzkach i o naturalnych rumieńcach, i całym wyrazie twarzy wzbudzającym szacunek i nic mu szczodra natura nie poskąpiła, co należy do ludzkiej urody. Od młodego zaś wieku był pobożnego usposobienia, łaskawym względem poddanych, miłosiernym dla ubogich, sprawiedliwości i słuszności tak oddanym, że żadne namowy nie mogą go sprowadzić z prostej drogi. W obietnicach tak stałym, że niczego nie ceni wyżej od wierności. Na niedostatek i mróz, gdy potrzeba, wytrwały, znakomity żołnierz, przez całe swe życie bardzo wstrzemięźliwy.

Zwykł był corocznie odwiedzać braci królów. I tak gdy w roku 1506 i według zwyczaju gotował się odwiedzić króla Aleksandra, bawiącego na Litwie, doniesiono mu w drodze, że król zachorował. Przyśpieszył przeto podróż i gdy był już 12.000 kroków od króla oddalony, dowiedział się o jego śmierci, pomimo jednak tej wieści (powziąwszy mądry plan) udał się na miejsce śmierci Aleksandra. Krążyła pogłoska, że gdyby Zygmunt tak szybko nie przybył, należałoby zwątpić o sprawach litewskich z powodu knowań partyjnych (przygotowania Glińskiego do oderwania Litwy od Polski), gdy jednak senat i naród ujrzeli swego księcia, pamięć Jagiellonów i przymioty Zygmunta przezwyciężyły wszelkie niebezpieczeństwo. Przeto po unicestwieniu tych knowań, wkrótce dnia 26 października (wyniesienie Zygmunta na tron litewski nastąpiło 20 października) tegoż roku, wyniesiony na tron litewski, powziął również nadzieję pozyskania ojcowskiego tronu królewskiego.

Po śmierci Aleksandra, senat w Piotrkowie odbył sejm elekcyjny i gdy rada całej Sarmacji licznie zebrała się, dnia 8 grudnia Zygmunt za zgodą całego senatu, królem wybrany i ogłoszony został. Nowego króla wszędzie nowe czekały trudności. Skarb, tak publiczny, jak prywatny, zupełnie był wyczerpany. Dobra królewskie częściowo zastawione, żołnierze z Czech, Węgier i Polski, którzy wysłużyli żołd u Jana Olbrachta i Aleksandra, usilnie domagali się jego wypłaty. Przeto król korzystając z majątku Jana Bonera, Niemca, męża znakomitego, który prawie już od dwunastu lat zajmuje się spawami Zygmunta z największą uczciwością i gorliwością, zebrał pieniądze z mennicy, którą Boner w srebro zaopatrywał, a także skądinąd w niezwykle krótkim czasie podniósł upadającą prawie Rzeczpospolitą. Zaraz z początku dobra zastawione wykupił i tak starostwo spiskie z rąk Jana Jordana za 12.000 zł, księstwo oświęcimskie i żupy ruskie od Pawła Czarnego, obywatela krakowskiego za 14.000 zł, miasto Proszowice od spadkobierców Jerzego Langa za 9.000 zł, zamek Nieszawę z rąk Stanisława Kościeleckiego za 9.000 zł, wkrótce zaś potem w mieście Krakowie różne dochody, należące do wielkorządców krakowskich zwłaszcza młyny, straż rybną, jatki i inne za więcej niż 12.000 zł. Długi na żupach krakowskich, bardzo obciążonych czynszami zmniejszył. Wykupił olborę (od dolno-niemieckiego „orbar” tj. czynsz, dochód. Tak zwano wtedy w Polsce podatek, pobierany w kopalniach ołowiu od dobytego metalu oraz srebra, znajdującego się w rudzie) olkuską od Seweryna Betmana za 5.000 florenów, oprócz tego Sieradz za 5.000, Gostynin za 2.000, Międzyrzecz za 2.300 itd.

Pierwsza wojna z Wasylem III Iwanowiczem (1507-1509).

(Bernard Wapowski, De bello a Sigismundo I contra Moscos gesta. Scriptores rer. pol. XV, 156, 159-162).

Moskale rodzajem broni i sposobem walki niczem nie różnią się od Partów i Tatarów. Wszyscy prawie są konnymi łucznikami, po większej części opancerzonymi, mają konie bardzo wytrwałe na trudy i niedostatek i na nich odbywają bardzo dalekie marsze z niezwykłą szybkością. Wyznają wiarę chrześcijańską obrządku kościoła wschodniego jak prawie wszyscy Rusini, są jednak schizmatykami i pod wielu względami różnią się od Greków. Język ich jest półdalmatyński, jak i u sąsiednich narodów Litwinów i Rusinów...

Gdy król Zygmunt zajęty był sprawami polskimi i zawarł przymierze z Turkami i Tatarami, którzy zamieszkują Krym, wysłał posłów do Wasyla wielkiego księcia moskiewskiego z żądaniem, aby zwrócił prowincje i zamki, należące do państwa litewskiego, które jego poprzednikom, w tyrański sposób zostały wydarte, w przeciwnym razie niech się gotuje do wojny. Wasyl zaś nie zaniechał starań, trudów, rozsiewania niezgód i mącenia wszystkiego na Litwie przez swoich szpiegów i tajnych posłów i tyle dokazał, że śmiertelną nieprzyjaźń i zawiść między starostą królewskim (Janem Zabrzezińskim, starostą grodzieńskim), a księciem Michałem Glińskim wówczas jeszcze bardziej rozniecił. Był ten Michał ulubieńcem Aleksandra i we wszystkim kierowano się jego zdaniem, tak z powodu bystrości umysłu i wytworności obyczajów, jak jego doświadczenia w sztuce wojskowej. Zygmuntowi zaś był niemiłym z powodu podejrzenia, że ubiega się o państwo litewskie. Michał widząc, że go pomijano i że już nie posiada tego znaczenia, jakie miał u brata Aleksandra, widząc również, że jego wroga Jana Zabrzezińskiego wywyższono ponad niego w urzędzie, zaczął nawiązywać tajne układy z wielkim księciem Wasylem i zamyślać o wydarciu królowi Litwy. Przeto nie chcąc dłużej zwlekać, udał się nocą w 3.000 jazdy do miasta Grodna, gdzie był starosta Zabrzeziński i prawie jeszcze we śnie z łóżka wyciągniętego kazał zamordować. Potem otwarcie z przychylnymi sobie Rusinami przeciwko królowi spiskował, niechętnych zmuszał do uległości, zamki królewskie zajmował i tyle sprawił, że 12.000 jazdy w swoim obozie zgromadził. Z nimi udał się pod obronne i działami dobrze zaopatrzone miasto Mozyr, które zdradą zajął i tam swoje skarby umieścił. Moskal z drugiej strony w nadziei zdobycia dla siebie, lub przynajmniej podzielenia z Michałem Litwy, 12.000 jazdy wysłał Michałowi na pomoc. Z nią ruszył pod zamek królewski Mińsk. Król Zygmunt dowiedziawszy się o tak wielkim zamieszaniu na Litwie z 6.000 polskiej jazdy ciężko zbrojnej i tyleż lekkiej, między którą było 2.000 raców (husarji) i z 8.000 wyborowej piechoty, z Krakowa, szybkimi marszami na Litwę podążył i zarządził pospolite ruszenie szlachty. 40.000 lekkiej jazdy litewskiej i ruskiej złączyło się z królewskim obozem. Król polski wzmocniony wojskami litewsko-ruskimi, wyruszył z ogromną szybkością przeciwko nieprzyjacielowi, który, rozbiwszy obóz pod Mińskiem szturmował go dzień i noc machinami i działami wojennymi. Moskale i Michał na wieść o zbliżaniu się króla zwinęli oblężenie Mińska i cofnęli się pod miasto Orszę nad rzeką tejże nazwy. Król, idąc ich śladami, sam również pod Orszę przybył. Ufny w męstwo swoich żołnierzy, zwłaszcza tych, których z sobą z Polski przyprowadził, w nadziei zwycięstwa gorliwie spełniał obowiązki najlepszego wodza, otaczając namioty w koło wozami, żeby żołnierz mógł bezpiecznie wypoczywać i posilać się, a gdy nastąpił nieprzyjacielski atak, korzystać z ochrony wozów, jako obronnego wału. Tak oba wojska stanęły gotowe do bitwy. Z szeregów królewskich wystąpiło do harcu 500 jezdnych, którzy tyluż, lub więcej Moskali, występujących z przeciwnej strony pobili i rozprószyli. Po stoczeniu tej potyczki, gdy królewscy dzielnie walczyli, a spiżowe działa najeżdżały z wielkim łoskotem, wkrótce nieprzyjaciel rzucił się do ucieczki, ścigany przez lekką jazdę, która wielu w ucieczce wycięła. 4.000 wozów i inne bagaże obozowe z bogatym łupem zrabowano. Zygmunt nazajutrz zwinął obóz i w cztery dni przeszedłszy Dniepr, przybył pod swoje miasto i warowny zamek Smoleńsk. Jest to bardzo rozległe miasto, mające biskupa ruskiego, schizmatyka. Wznoszą się tam wyniosłe świątynie ozdobione zwyczajem greckim malowidłami mozaikowymi. Jest tam także klasztor św. Bazylego, niedaleko od miasta, w którym stale przebywa 200 mnichów. Król koło tego klasztoru postanowił przezimować, otoczywszy obóz wałem i rowem. Wasyl wielki widząc, że królowi Zygmuntowi wszędzie się powodzi, wysłał posłów do króla, aby według jego uznania o pokój się układali.

Bitwa z Tatarami pod Sokalem.

(M. Bielski, Kronika Polska, wyd. Turowskiego 1007 itd.).

Tatarowie tedy w miesiącu lipcu przez Wołyń do ruskich ziem aż do Bugu przeszli i Bug przebywszy, ogniem i szablą lwowskie, bełskie, lubelskie województwa wojowali i ludu pospolitego wielką liczbę precz zagnali. Przeciw którym żołnierze naszy polscy wyprawili się i z szlachtą ruską, do których też Konstantyn przybył i ze swymi ludżmi. Wtem tatarskie wojska idąc już nazad i wielkie tłumy ludzi i bydła przed sobą pędząc, naszych nadeszli... Te wojska tatarskie gdy książę Konstantyn oglądał poczuł sobą niejako trwożyć, obawiając się, aby z nierównym wojskiem walkę począwszy, ludzi swych próżno nie stracił, gdyż ludu wszystkiego naszego nie było więcej piąci tysięcy, a Tatarów było do 80.000. Radził przeto rotmistrzom i ich towarzyszom, aby się raczej gdzie między wodami położyli, gdzieby prze cieśninę i sami nieprzyjaciela snadnie użyć i nieprzyjaciel z nimi szeroko bitwy zwodzić nie mógł, abo jeśliby się to nie zdało, żeby się przez Bug nie przeprawili, ale czekali, ażby się część jaka Tatarów przeprawiła i te, nie zarazem wszystkie, gromili; to była rada Konstatyna. Ale gdy młódź tego nie chciała słuchać i owszem hetmanowi łajała, Konstatyn się rozgniewawszy na koń wsiadł, a zatem pierwsze hufce polskie przez Bug jęły się przeprawiać prawie na gotowe Tatary do boju. Na lewej stronie rzeki było pogorzelisko miasteczka od Tatarów spalonego, tam naszy wysiadali, ale iż o dolech i zapadach nie wiedzieli, jęli do piwnic i dołów wpadać, a Tatarowie na bezpiecznym miejscu stojąc z łuków je i konie ich strzelali. Co widząc Konstantyn, na inszym miejscu brodem swe Wołyńce przeprowadziwszy, Polakom na ratunek przybył, a gdy się w Tatary zawarł, Polacy, z onych padołów jakokolwiek się do Tatarów na lepsze miejsce wyprawiwszy, srogą bitwę z Tatary uczynili... Aż na ostatek naszym siły ustały... Konstantyn, Marcin Kamieniecki i St. Halicki... widząc, że Tatarowie przemogli, ujechali na zamek sokalski, na lepszy się czas dla Rzpltej chowając. Była ta porażka dnia 2 sierpnia. Tę porażkę upór ludzi młodych, a niesłuchanie starszych uczyniło, a między innymi Frydrusza Herborta w tem winowano, który że był serca wielkiego był chciwy wielce do potkania, jako też natenczas, widząc upadek naszych, nic się nie strwożył, a żywot swój za nic sobie ważąc, rzekł: Boże! Tego nie daj abych ja przy mej miłej braciej gardła nie miał dać. Rozpuściwszy tedy koń ze wszego skoku, dobrowolnie, jako jeden Kurcjusz rzymski skoczył między nie z drzewem, bił się z nimi póki mógł sobą władać; a tam od Tatarów rozsiekan.

Przymierze Habsbursko – Jagiellońskie.

Kongres Wiedeński.

(J.Cuspinianus, Diarium de Congressu Maximiliani et trium regum. Przekład z Platera. Zbiór pamiętników, I).

Cesarz Maksymiljan szczególniejszej zdolności i prawie wieszczego ducha, rozważając, iż dla dobrego monarchy nie ma nic zaszczytniejszego nad wzmocnienie swych prowincyj i państw własną swą potęgą, zwrócił oczy na wszystkie strony świata i każdego z najznakomitszych królów powinowactwem z sobą związał, iżby tym sposobem wieczną onym prowincjom zapewnić spokojność. A tak wysławszy syna Filipa do Hiszpanji, połączył się z królem Aragonji. A gdy ten zmarły Filip liczne po sobie zostawił potomstwo, nie chciał cesarz pominąć żadnej sposobności. Z czterech więc córek tę, która następuje po Eleonorze. A której imię Izabella, zaręczył z królem Danji, ale to nieco później. Z północy zwrócił się na wschód, aby plemię jego krzewiło się, ujrzał pobożnego Węgier i Czech króla Władysława najzacniejszymi od Wszechmocnego obdarowanego dziećmi, Ludwikiem i Anną. Teraz też zamierzył pozyskać ich dla siebie i niższe prowincje Austrji najsilniejszym otoczyć wałem. Umyślił wiec Ludwikowi królowi węgierskiemu i czeskiemu trzecią swą wnuczkę Marję dać za małżonkę, a Annę wydać za jednego ze swych wnuków, Karola lub Ferdynanda, iżby pograniczne prowincje i państwa stały się potężniejsze wzajemnymi siłami na napady Turków i jakichkolwiek nieprzyjaciół.

Pierwej już zamierzał cesarz zjechać do Austrji dla widzenia się i traktowania z Władysławem królem węgierskim, nietylko o małżeństwo wspólnych dzieci, ale i o inne potrzeby swych państw i prowincyj. Ale niespodziewanie zjawiła się niesforna zgraja chłopów, którą krzyżownikami zwano; na kilka bowiem miesięcy wprzód, kardynał ostrzyhomski, legat apostolski, ogłosił krucjatę do Węgier z zupełnemi odpustami, z czego, w miejsce spodziewanej pomocy, wyrodziła się najokrutniejsza trucizna. Za pomocą bożą wytępiono to hultajstwo pod wodzą Jana hr. Spiskiego, woj. siedmiogrodzkiego.

W miesiącu listopadzie tegoż roku (1514) odbyto sejm w Budzie, zwany w ojczystym języku rakusz (rakusz oznacza sejm węgierski, od pola Rakus pod Budą, z tej nazwy pochodzi polski „rokosz”). Na tym sejmie, czyli zjeździe, był w imieniu cesarskim poseł Kuspinjan, a w imieniu króla polskiego Krzysztof Szydłowiecki. A gdy tamże pomiędzy innemi sprawami traktowano o pojednaniu cesarza i króla polskiego, wydało się posłom, iż te nieporozumienia nie dadzą się załatwić, chyba przez zjazd cesarza i obydwóch braci, królów węgierskiego i polskiego. Odprawiono więc z Budy Kruspinjana do cesarza, przebywającego naonczas w Innsbrucku, aby skłonił go na zjazd tak uroczysty tylu królów, który nie tylko jego państwom i prowincjom użytecznym, ale i wielkim dla nieprzyjaciół stać się miał postrachem. Cesarz, naonczas wieloma sprawami zajęty, nie mógł w końcu lutego, jak uradzono, przybyć do Preszburga. Postanowił zatem cesarz wysłać p. Mateusza (Langa), kardynała gurceńskiego. Wyprawiono więc przodem do Budy Kuspinjana, iżby to oznajmił królowi i aby dzień zjazdu na niedzielę środopostną odłożono. Podobało się to wszystko królowi węgierskiemu, który stąd wyprawił posła do Krakowa, jużby to oznajmił, bratu, królowi polskiemu. Opowiadał mi Jerzy Turzo, mąż znanej rzetelności i prawości nieposzlakowanej, podkomorzy króla węgierskiego, iż mającemu z gór wyruszyć królowi polskiemu Zygmuntowi, który Kraków 5 marca opuścił, Maciej Miechowita, mąż szczególniejszej tak w sztuce lekarskiej jako i w wieszczbiarstwie biegłości, przepowiadał, iż król nie zobaczy cesarza, jeśli nie zechce poczekać do czerwca. Nie zwracał uwagi król na dobrą przepowiednię, a znosząc potem tak długą zwłokę, często sobie przypominał owego doktora.

Dnia 24, to jest w sobotę, król polski wjechał do Preszburga z największą okazałością, a towarzyszyli mu z Tyrnawy, z rozkazu króla węgierskiego: Jerzy biskup Pięciukościołów i Jerzy margrabia brandenburski. Sam też król węgierski Władysław udał się naprzeciw niemu w pojeździe z synem Ludwikiem, w towarzystwie biskupów i wszystkiej szlachty najozdobniej na sposób ojczysty wystrojonej. Na błoniu, gdzie ujrzał przybywającego brata, kazał się z pojazdu posadzić na krześle na ziemi. Król polski, uściskawszy go po bratersku, rozczulił się aż do łez. Król Ludwik rozrzewniony, ucałowawszy stryja, najłaskawiej go przyjął. Wsadzono do pojazdu starszego króla. Syn Ludwik siadłszy na koń, z lewej strony obok stryja wjechał do miasta z wielką okazałością. Poprzedzała ich niezliczona jazda, szlachta i wozy. Wiódł bowiem król polski przeszło tysiąc pięćset jazdy. Częścią po węgiersku ubranej, którą husarzami zowią, częścią w stroju niemieckim, ale oprócz Polaków znajdowali się w jego jeździe Rusini, Prusacy, Moskale, jeńcy tureccy i Tatarzy z licznymi trębaczami, grających na trąbach wielkich, hucznych, od naszych odmiennych, tak przeraźliwie, jak w czasie wielkiego upału osy i szerszenie. Trwał ten zjazd od ósmej aż do godziny pierwszej.

Dnia 12 kwietnia zakończono tymczasowo układy, o których wypadało donieść cesarzowi. Kardynał gurceński powróciwszy do Wiednia, wyprawił zaraz do cesarza dwóch senatorów: Wilhelma Rogendorffa i Wawrzyńca Saurera, którzy chociaż śpiesznie stanęli w cztery dni w Augsburgu, późno jednak wrócili z powodu pomnażających się codziennie zatrudnień, a tymczasem miasto Preszburg niespodzianie i nagle w połowie prawie zgorzało. Dnia 11 maja kardynał gurceński z sześciu cesarskimi radcami powtórnie udał się statkiem do Preszburga do obu królów dla traktowania i ukończenia układów nie tylko o małżeństwo, ale i o przymierze pokoju i zgody. W ciągu następnych dni siedmiu spierano się i układano i szczegóły i po należytym wszystkiego rozważeniu układano w artykuły i spisywano i znów wszechstronnie roztrząsano. Dnia 20 maja, zrana od godziny siódmej aż do pierwszej popołudniu, obaj królowie z dwoma kardynałami i senatorami naradzali się, i naradziwszy się o wszystkim, wobec radców cesarskich i swoich artykuły czytać i własnoręcznie je podpisawszy, pieczęciami opatrzyć kazali. Kardynał gurceński wróciwszy do Wiednia 23 maja, wyruszył 25, aby to, co umówiono, opowiedzieć cesarzowi i jego samego sprowadzić. Tymczasem obaj królowie nie bez wielkiej przykrości znosili w Preszburgu przez cały czerwiec tak długą zwłokę, chociaż często przesyłane listy, to od cesarza, to od kardynała gurcńskiego, które wicehrabia, jako pilny swego urzędu wykonawca, dniem i nocą królom nadsyłał, aby łagodzić ich niecierpliwość częstymi doniesieniami. Dnia 15 lipca cesarz wyruszył z Wiednia i udał się naprzeciw królom w ozdobnej lektyce z wyborowem i najbardziej wyćwiczonem wojskiem, z wielką liczbą koni w ladrowaniu (pancerzem okrytych), z najznakomitszymi i o pięć mil od Wiednia w pewnym zamku Trautmansdorff zanocował. Król zaś węgierski w miasteczku Bruck nad rzeką Litawą, a król polski w Haimburgu noc tę przepędzili. Cesarz zaś na obszernej równinie kazał wkopać wyniosłe drzewo, które z daleka można było spostrzec o pod tem chciał się spotykać z królami. Zrana więc około godziny 6-tej, dnia 16 lipca, wyruszył cesarz z całem swem wojskiem z Trautmansdorff na toż oznaczone miejsce, położone wśród równiny ponad lasem, zwanym w ojczystym języku Hart.

W lektyce w formie kwadratu, pokrytej materią szkarłatną i czarno przerabianą, niesiono cesarza. W podobnej odzieży byli chłopcy i służba prowadząca konie. Cesarz, spostrzegłszy zbliżających się królów, kazał spuścić nakrycie lektyki, iżby wyraźnie był od wszystkich widziany i wszystkich widział, a podawszy prawą rękę królom, zawołał bardzo trafnie: Oto jest dzień, który użycza nam Pan, cieszmy się w nim, radujmy i weselmy. Król polski odpowiedział: Oby szczęśliwy i błogi był ten nasz zjazd dla całego chrześcijaństwa. Kilka słów w podobnym znaczeniu przemówił i król węgierski, zaledwie od łez wstrzymać się mogąc. Dnia 22, który był dniem świętej Marji Magdaleny, obrano za dzień zaręczyn między monarchami a królewnami, a przeto wszystka szlachta wraz z królami zgromadziła się na zamku, każdy na ten obrzęd jak mógł najwytworniej ubrany, nie tylko pod względem szat, ale i w kosztowne spinki i klejnoty. Cesarz wraz z królami i senatorami załatwiał prywatne niektóre tajniejsze sprawy, które wyjawić nie jest przedmiotem tego opisu. W najpiękniejszym potem porządku cesarz z królem polskim i Ludwikiem konno, królem starszym niesionym w lektyce i królewnami w pojazdach, udał się po godzinie dziewiątej do kościoła św. Szczepana, który był jak najświętniej przyozdobiony. Chór pokryty był kobiercami złocistymi i purpurą. Po prawej stronie stanęli cesarz, król Władysław, król Zygmunt, wszyscy w złotogłowiu. Cesarz w wielkim łańcuchu z najkosztowniejszych pereł widzianym był przez wszystkich. Na birecie miał bardzo kosztowną przepaskę z diamentów, ubiór jego szacowano na miljon dukatów. Biskup wiedeński celebrował wielką mszę odprawioną z największą uroczystością i przy miłym odgłosie różnych instrumentów. Po mszy – Ryszard Peruzyn, kapelan kardynała gurceńskiego, jako najwymowniejszy rozpoczął mowę, ale dla gwary szlachty, nie mogąc być słyszanym, przerwał w połowie. On to w trzech księgach, które Odoporicon nazwał, uczcił ten zjazd. Tymczasem cesarz, przybrawszy się w regalia na uboczu, w koronie jako cesarz wszedł do chóru, gdzie kardynał ostrzyhomski zaręczył go z królewną Anną przez zamianę pierścienia. Następnie król Ludwik i królewna Marja przez tegoż kardynała zostali połączeni. Gdy cesarz zasiadł na tronie, otoczyli go trzej wspomniani królowie i każdemu z nich podano miecz, aby pasowali rycerzy. Trwała ta uroczystość aż do godziny pierwszej popołudniu...

Dnia 25 lipca urządzono widowisko rycerskie, pospolicie turniejami zwane, igrzysko dawnych Trojan, obraz prawdziwej wojny. Miało w niem udział trzydziestu dwóch na koniach w landrowaniu, całkiem w miedzi, najdoskonalej uzbrojonych. Na hełmach mieli kity z godłami, a każdy miał lancę i miecz. Pierwsze starcie było na lance, potem odrzuciwszy lance i puklerze, walczono na miecze, bijąc się wzajem, dopóki wyznaczeni na to rozjemcy nie przerwali boju.

Dwa dni, to jest 26 i 27 lipca, strawiono na pisaniu aktów i wzajemnem dawaniu podarunków. Dnia 28 w nocy po wieczerzy, o godzinie prawie siódmej, królowie przybyli do cesarza (już bowiem ułożono się o szczegóły) i zajęli trzy krzesła, na których w pośrodku cesarz, obok Ludwik i Zygmunt, potem dwaj kardynałowie, następnie zaś książęta i radcy zasiedli. Cesarz jako, że jest bardzo uprzejmy, najłaskawiej przemówił do królów, potem polecił Kuspinjanowi ogłosić, co postanowił. Kuspinjan, oddawszy należny pokłon, stanął obok królów i donośnym głosem w języku łacińskim i niemieckim, iżby go wszyscy rozumieli, w tej formie obwieścił wszystkim bacznie słuchającym: „ Z rozkazu jego cesarskiej mości i najjaśniejszych Władysława i Ludwika węgierskiego i czeskiego, tudzież Zygmunta polskiego, królów, niech będzie wiadomo wszystkim, iż na chwałę wszechmocnego Boga, Najświętszej Panny Marji i całego zastępu niebian, jakoteż dla wzrostu o utrzymania całego chrześcijaństwa, a mianowicie królestw, posiadłości i swych poddanych, zawarli między sobą i ułożyli, zakończyli i utwierdzili prawdziwą, szczerą i niezłomną zgodę, przyjaźń, jedność i dobre porozumienie, przymierza wieczne i nierozerwalnie trwać mające, względem wzajemnej pomocy i obrony przeciw jakimkolwiek swym nieprzyjaciołom, a zwłaszcza przeciw niewiernym i na zgubę swych przyszłych nieprzyjaciół. A iżeby tem bardziej jeszcze utwierdzić tę między sobą jedność ugodzili się na nowe powinowactwo i małżeństwo pomiędzy sobą, wnukami ich i dziećmi”. Dnia 3 sierpnia król polski pożegnał brata Władysława, synowca Ludwika i dwie królewny. Po własnoręcznym przezeń i przez brata podpisaniu i opieczętowaniu listów udał się do Wiednia. Chciał tu król polski przeprawić się przez Dunaj, lecz gdy prądem wody most został zerwany, zmuszony był zatrzymać się do 6 sierpnia, w którym to dniu wyruszył w towarzystwie kardynała gurceńskego i innych książąt, którzy jeszcze pozostali.

Sprawa pruska.

Hołd pruski 1525 r.

(Andree Cricii ad Joannem Pulleonem, Nuncium Apostolicum in Ungaria, de negotio prutenico epistola. Acta Tom. VII nr 33).

Słyszę mój baronie, że się dziwisz, że mistrz zakonu, który nazywają N. Marji Panny, księciem w Prusach został kreowany i że nie pochwalasz tej przemiany dlatego, że to zdaje się być niezgodne z religijnością i z pobożnemi naszego króla usiłowaniami, Dlatego, abyś poznał, iż tak najpobożniejszy król, jakoteż i senat nasz nie działał wcale przewrotnie i nierozważnie, uważałem za słuszne wyłuszczyć ci po kolei przyczyny i pobudki, jakie skłoniły naszych do zawarcia tego pokoju.

A zatem, mój baronie, wiadomo prawie całemu światu, że ta sprawa pruska i tyle wojen, sporów i zamieszek, które wstrząsały całym światem chrześcijańskim, nie z innej przyczyny wywodzą swój początek, jak tylko z tego powodu, że królowie polscy uważali ziemie pruskie za swoje dziedzictwo, mistrzowie zaś i zakon ów ociągali się z uznaniem ich za swych zwierzchnich panów, to w końcu, gdy bogowie najwyżsi poparli naszą słuszną sprawę, do tego doszło, iż sam potężny zakon, stawiany na równi z najpotężniejszymi królami wreszcie podupadł i z całym swym krajem podda się pod panowanie królów i Korony polskiej na podstawie uroczystej zgody i wieczystego pokoju. Gdy później zakon przyszedłszy do sił, ten pokój przez długi czas przestrzegany, zaczął łamać i zarzewie nieznacznie podsycane wybuchło płomieniem, natychmiast Leon IV, a następnie Hadrjan VI, w końcu najświętobliwszy nasz Klemens, dalej cesarska mość, najj. Król Węgier i Czech i wielu książąt niemieckich, usiłowali ten pożar stłumić, zapośredniczywszy 4-ro letnie zawieszenie broni w nadziei, że spór da się załagodzić przez sąd rozjemczy. Do tego jednak wcale nie przyszło.

Widząc to, książę Jerzy, margrabia brandenburski i Fryderyk ks. lignicki, z obawy, aby jeszcze większa nie wybuchła wojna i słysząc, że sprawą tą zajmuje się sejm piotrkowski, uważali za obowiązek swego powinowactwa podjąć się pośrednictwa i zawiadomili, że przybędą tam celem przedłożenia królewskiej mości pewnych warunków i sposobów zawarcia pokoju. Ponieważ zaś sejm był już na ukończeniu, postanowiono odłożyć całą sprawę do Krakowa, dokąd udało się za j. k. mością wielu senatorów tak duchownych, jak świeckich, a co do tej sprawy przedłożono pełnomocnictwo sejmu walnemu. Skoro tam przybyli owi książęta, natychmiast otwarcie i bez żadnych ogródek oświadczyli, że z zakonem nie można zawrzeć stałego i pewnego pokoju. Przeto taka jest wola i żądanie tak samego mistrza, jak wszystkich poddanych zakonu, aby mistrz posiadał pewne dobra w Prusach prawem tzw. lennym i z nich złożył hołd należny j. kr. mości, jako panu swemu dziedzicznemu, sam zaś został kreowany księciem w Prusach i lennikiem Korony polskiej.

Żądania te, przedłożone w senacie, wywołały zrazu niemałe zdziwienie wszystkich, a potem różne poglądy i zapatrywania. Ci, którym owe warunki nie podobały się, te przytaczali najważniejsze powody: Zakon podobnoś podlega Stolicy apostolskiej, przeto bez zgody tejże nie można go rozwiązać; cesarz zaś i naród niemiecki są przekonani, że zakon do nich należy, z czego zamiast pokoju w przyszłości większe wojny mogą wyniknąć. Mistrz i komturowie, zmieniwszy wiarę, pożenią się, że zaś to stało się za naszą zgodą, cały świat chrześcijański źle osądzi. W końcu podnoszono, że nie należy ufać tym, którzy odłączyli się od świętej matki kościoła, a ślubu i przysięgi Bogu złożonej nie dochowali i inne tego rodzaju zarzuty, które szeroko roztrząsane, bardzo poruszyły umysły senatorów.

Senatorowie, będący odmiennego zdania, w ten sposób powyższe wywody zbijali: czy istnieje zakon lub jego reguła, czy też nie, lub komu jako zakon jest on podległy, nic nas nie obchodzi. Faktem jest, że kiedy Prusacy książętom polskim zwykłych i należnych danin wzbraniali się płacić, przyzwano ongiś rycerzy zakonnych i w tym celu osadzono w Prusach, aby pomagali książętom polskim przeciwko pogańskim Prusakom i ziemie na nich zdobyte wspólnie z nimi dzielili. Rycerze zaś zakonni, skoro się silniej na tej ziemi zagospodarowali, uzyskali potajemnie przywileje tak od Stolicy apostolskiej, jak od cesarza, że ziemie zdobyte na niewiernych otrzymują na własność. Z biegiem czasu, kiedy państwo polskie rozpadło się na dzielnice, ci to rycerze zakonni Polaków zamiast pogan poczęli uciskać i niepokoić, zajęte ziemie, rzeczywistą dziedzinę Korony polskiej, umocnili miastami i zamkami i nigdy nie zaniechali wszelkich nieprzyjacielskich kroków. U siebie nadto łupili poddanych, dni i noce spędzali na pijaństwie i pohulankach lekceważąc sobie wszelkie prawa boskie i ludzkie, skąd wynikły wielkie wojny z Polakami i słuszne bunty poddanych zakonu. Jakkolwiek krzyżacy często ponosili klęski i podupadali, a całe ich państwo dostało się w moc Polaków, przodkowie jednak najj. króla naszego dawali się częstokroć nakłaniać do zawierania pokoju i zgody, którą pomimo tego ci rycerze zawsze zwykli łamać. A w końcu nawet pokój wieczny, zawarty za pomocą legata Stolicy apostolskiej i poddanie się, czyli hołd składany od dłuższego czasu przez mistrzów i wszystkich poddanych zakonu, nie mógł położyć kresu tej tragedji.

Dała do tego powód sama Stolica apostolska, wzbraniając się zawsze zatwierdzić ten pokój, który zresztą doprowadzono do skutku za sprawą jej legata, skutkiem czego w ostatnich czasach na nowo wojny wybuchły, co wręcz przeszkadzało i nie dozwoliło j. kr. mości bronić się przed niewiernymi i udzielać pomocy najdroższemu jej siostrzeńcowi królowi Węgier i Czech, z największą szkodą i upadkiem całego chrześcijaństwa. Przeto, ponieważ sam zakon znajduje się w miejscu otoczonym zewsząd chrześcijańskimi państwami, gdzie według swej reguły nie może przynieść żadnej korzyści chrześcijaństwu, a nawet dobrze koło niego zasłużonych napastuje i zawiera przymierza i związki ze schyzmatykami i poganami przeciwko chrześcijanom i panom swoim przyrodzonym, a wreszcie nic godnego stanu i wiary swej nie czyni, nic słuszniejszego, nic pożyteczniejszego, tak dla Korony polskiej, jak całego chrześcijaństwa, nie może się stać, jak tylko, aby tę zakałę wiary zniszczyć. Ponieważ, wiadomo, w wielu innych królestwach i państwach chrześcijańskich stało się (Ferdynand, król hiszpański, objął w zarząd dobra zakonów rycerskich i przyjął godność wielkiego mistrza) bez żadnego autorytetu Stolicy apostolskiej, - tego obecnie sam zakon tak dalece nie uznaje, że nic u niego nie jest w większym poniżeniu i pogardzie, jak słowo papież.

Ponieważ na ostatnim sejmie piotrkowskim postanowiono nie zawierać pokoju, ani też zawieszenia broni z tym zakonem, lecz wypędzić go z onych posiadłości, skoro doświadczenie uczy, że póki on istnieje, ani pokoju, ani zgody trwałej nie było, ani być może w przyszłości, wspólne zaś z królestwem Węgier niebezpieczeństwo zmusza do zawarcia jakiej bądź ugody i obrócenia oręża na Turków, nic bardziej pożądanego i pomyślnego nie może się zdarzyć, jak zakon, nie mniej jak ongiś Templarjusze szkodliwy, sam przez się bez szczęku oręża zniszczyć i pokój tak dla sprawy chrześcijaństwa potrzebny zawrzeć, usunąwszy ze środka tę jedyną wszelkich burz podnietę. Papież i cesarz, lub naród niemiecki, nie będą mieć żadnej słusznej przyczyny do podjęcia jakich działań przeciwko Polakom, skoro zakon był zawsze tego usposobienia, że powołując się już to na powagę i prawo papieskie, już to cesarskie, lub narodu niemieckiego, a tymczasem ziemie dziedziczne Korony polskiej zajmując, zwykle był powodem tych zaburzeń.

A nawet jeśliby najbardziej słuszną rzeczą wydawało się komuś z tego powodu Polaków zaczepić, oni, jak dotychczas zwykle, wytrwale i mężnie będą bronić słuszności i swego dziedzictwa. Co zaś dotyczy religji, to już dawniej wskazywano ojcu św., że luteranizm jest świętością dla tego zakonu, rzymski zaś kościół przez niego przeklęty, że wielu tzw. komturów i księży pożeniło się, ołtarze i obrazy zniszczono, ceremonję i obrzędy kościelne usunięto, świętości wszystkie znieważono, a tego nie tylko że nie skarciła Stolica apostolska, ani cesarz, ale wręcz przeciwnie wspomagali oni zawsze i popierali ten zakon przeciwko nam wiernym i posłusznym Stolicy apostolskiej i ustawicznie z poganami walczącym. A przecież najj. król, ani żaden Polak nie dali powodu, ani też teraz nie dają zakonowi do porzucenia wiary, skoro się tylko o swe prawa u niego dopominają. Nam wystarczy bronić i zachować królestwo i mienie Korony polskiej od tej zarazy heretyckiej, szerzącej się wszędzie w sąsiedztwie – o inne niech dbają ci, do których to bardziej należy. A ci właśnie pozwalają na ustawiczny wzrost tej herezji i zajęci domowymi wojnami nie dbają o klęski i zgubę katolickiego Kościoła.

Teraz, z powodu upadku, z powodu tej herezji, wszelkiego porządku ziemie nią ogarnięte miały przypaść królewskiej mości i Koronie zupełnie słusznie, jako dziedzicznemu panu, a nie można było ich odzyskać, jak tylko bronią i najgrożniejszym zaburzeniem, roztropniej było dać je w lenno tym, którzy je już posiadali i byli krewnymi j. kr. mości, niż wszystko zaburzyć pożogą wojenną i zaniedbać własny kraj i królestwo węgierskie, zmagające się ustawicznie z nawałą niewiernych. Jest zaś nadzieja, że ci krewniacy, jeśli w czem pobłądzili, powrócą kiedyś do rozsądku i to prędzej, niż przy innej sposobności, pod panowaniem najpobożniejszego z książąt i w związku z nieskalanym narodem.

...Kiedy tak przez cały czas post czterdziestodniowy dosyć licznie zebrany senat te obustronne wywody skrupulatnie rozważył i przedysputował, zgodzono się w końcu, że nigdy trwałego pokoju, ani zawieszenia broni nie można było, ani też nigdy nie będzie można zawrzeć z zakonem, przeto, gdy tenże, idąc za prądem czasu, odstąpił od swego powołania i dobra jego, niesłusznie zresztą zabrane, prawnie wróciły do j. kr. mości, jako dziedzicznego pana, a dla odzyskania ich w takim niebezpieczeństwie całego chrześcijaństwa szkodliwą byłoby rzeczą wzniecać wojny, przeto należy się zgodzić na żądanie mistrza i wszystkich jego poddanych. Jeśli pominę i inne dowody, które potwierdzają, że zakon ten nigdy dobrze nie zasłużył się dla chrześcijaństwa, natomiast zawsze szkodliwym był i niespokojnym, to niewątpliwe słusznie sądzi pospólstwo, że krzyż jego, to krzyż tego łotra, co po lewej stronie naszego Zbawiciela wisiał.

Teraz posłuchaj w jakim porządku i wśród jakiej uroczystości dokonała się ta przemiana wielkiego mistrza i odbyło się poddanie, czyli złożenie hołdu. Gdyśmy ten nowy przedmiot obrad roztrząsali, gdyśmy artykuły i warunki tej ugody układali i spisywali, zeszedł cały post czterdziestodniowy. Przeto na sam akt i uroczystości, zwykle towarzyszące tego rodzaju hołdowi, trzeba było naznaczyć poniedziałek wielkanocny. Tego dnia przeto, o samym brzasku, wzniesiono koło ratusza wielkie rusztowanie, pokryte złotogłowiem, zwłaszcza na miejscu najwyższym, tzw. majestacie, gdzie miał zasiąść król z synem.

Zbiegły się na rynek tłumy ludu, wszystkie ulice, którędy szedł pochód, napełniły się oddziałami zbrojnych mężów, każdy starał się ukazać albo w piękne przybrany szaty, albo uzbrojony. Królewska mość otoczył się licznym i świetnym orszakiem senatorów i panów. Przyzwano najprzód Statiliusza proboszcza z Eörs, następnie dwóch książąt, margrabiego Jerzego i ks. Fryderyka. Towarzyszyli oni j. kr. mości, a poprzedzali ich książęta i senatorowie wszystkich stanów, dworzanie, oraz bardzo piękna nowa chorągiew, którą według zwyczaju miano wręczyć księciu wraz z odznakami. Za nim postępowała królowa z księciem synem i królewnami, oraz wielkim orszakiem znakomitych niewiast, w przepięknych pojazdach i kolasach. Król udał się do ratusza, królowa z orszakiem do domu naprzeciwko położonego, aby stamtąd lepiej móc przyglądać się tej uroczystości. Gdy król zasiadł na tronie, przybyli naprzód biskup pomezański i liczni radcy i poddani księcia Albrechta i wypowiedziawszy piękną mowę, prosili, aby król siostrzeńca swego Albrechta do łaski raczył przyjąć, ziemię i dobra umówione oddać mu w lenno, a jego samego księciem lennym Korony kreować. Wkrótce przybył ks, Albrecht w towarzystwie wspomnianych dwóch książąt i prawie tej samej treści wypowiedział mowę, świadczącą o niezwykłej pokorze, wierności i oddaniu. Odpowiedziano naprzód tak radcom, jak samemu księciu, poczem przemawiał po łacinie z niezwykłą swadą i wytwornym stylem przewielebny Piotr Tomicki...

Potem książę przystąpił do tronu i stóp królewskich i klęcząc przyjął chorągiew z orłem czarnym i ukoronowaną literą S na piersiach, oraz dokonane przez króla wprowadzenie go w posiadanie księstwa i ziem wyznaczonych w Prusach. Następnie dzierżąc chorągiew, której się także brat jego Jerzy dotykał, jako najbliższy następca na księgę ewangelji w te słowa złożył przysięgę: „Ja Albrecht, margrabia brandenburski, a także w Prusach, szczeciński, pomorski, słowiański, kaszubski książę, pan Rugji, burgrabia norymberski, przyrzekam i ślubuję, że najj. władcy i panu Zygmuntowi, królowi Polski, w. ks. Litwy, Rusi i wszystkich ziem pruskich panu i dziedzicowi, jako memu przyrodniemu dziedzicznemu panu i jego majestatu potomkom i następcom, królom i Koronie polskiej będę wierny i posłuszny i będę się starał o dobro jego majestatu i Korony polskiej, a bronił od zła i wszystko czynić będę, co jest obowiązkiem wiernego wasala. Tak mi dopomóż Bóg i święta jego ewangeljo”.

Po przyjęciu tej przysięgi jego królewska mość, dobywszy miecza, pasował nowego księcia na rycerza i założył mu na szyję złoty łańcuch, godny dar królewski.

Przywilej krakowski z 10 kwietnia 1525 r.

(Balzer, Corpus iuris IV 1,nr. 49).

My, Zygmunt etc. oświadczamy, iż mając na względzie przede wszystkiem pożytek chrześcijańskiej Rzpltej, która przy takiej nawale niewiernych zgodą tylko i pokojem między chrześcijańskimi panami zachowaną być może, wreszcie chcąc zastosować się do życzeń Ojca św. Cesarza i innych książąt chrześcijańskich, którzy dotychczas wszelkiemi siłami starali się ten spór i wojnę powstrzymać, pragnąc na koniec okazać łaskę oświeconemu ks. Albrechtowi, margrabiemu brandenburskiemu, memu najdroższemu siostrzeńcowi i jego domowi anspachskiemu, przychyliliśmy się chętnie do próśb jego wysokości i poddanych jego.

  • 1. I nadaliśmy mu, oraz jego prawdziwym potomkom męskim i prawym dziedzicom lenna, ziemie, miasta, miasteczka i zamki niżej wypisane w lenno wieczne i niepodzielne, i na one przez oddanie chorągwi naszej udzieliliśmy mu naszej inwestytury i tym listem naszym udzielamy i nadajemy (tu następuje wykaz miast i zamków nadanych w lenno).
  • 2. (postanawia, iż w razie wygaśnięcia prawnych męskich potomków lenno przechodzi kolejno po Albrechcie na jego braci Jerzego anspachskiego, Kazimierza beyreuckiego i Jana brandenburskiego).
  • 3. Gdyby zaś wspomniani czterej bracia z domu anspachskiego z przeznaczenia boskiego zeszli ze świata bez potomka płci męskiej, prawnego dziedzica lenna, albo ich tego rodzaju potomkowie bez prawego dziedzica lenna wygaśli, wówczas wszystkie i poszczególne ziemie wyżej wymienione mają powrócić do nas, następców naszych królów i Korony polskiej bez wszelkiej przeszkody i sprzeciwu.
  • 4. Ten artykuł określa obowiązki Albechta i jego następców odbywania służby wojennej osobistej i bezpłatnej wraz z wszystkimi poddanymi w wojnach wywołanych z powodu ugody krakowskiej i nadania lenna, a tylko w 100 koni w granicach Prus w innych wojnach, w których król weźmie osobisty udział lub za odpowiednim wynagrodzeniem za służbę w poczcie ponad 100 koni, lub poza granicami Prus.
  • 5. Artykuł gwarantuje niepodzielność lenna, zabraniając ks. pruskiemu sprzedaży ziem lennych bez zawiadomienia króla i dopuszczając zastaw tylko własnym poddanym i wasalom.
  • 6. Artykuł zastrzega wykonywanie przez ks. pruskiego wszelkich innych powinności wasala i gwarantuje obronę jego praw ze strony króla polskiego.

Sprawy wewnętrzne.

Prace artystyczne na dworze Zygmunta I.

  • a) Franciszek della Lora.

(Decjusz, De Sigismundi regis temporibus str.130).

W tym roku (1516), dnia 17 października, umarł Franciszek Włoch, architekt znamienity, którego dziełem było to wszystko co sztuką włoską na zamku krakowskim do tej chwili wykonano. On mianowicie wykończył cały bok zabudowań od strony miasta i to skrzydło, które okrąża kościół św. Wacława.

  • b) Bartłomiej Berecci

(list Zygmunta do Bonera z roku 1515, Acta Tomiciana IV , 198).

Był u nas Włoch z modelem kaplicy, którą ma nam wystawić, a która nam się bardzo podoba, jednakże poczyniliśmy zmiany niektóre stosownie do naszego upodobania, które mu przedstawiliśmy. Pokazaliśmy mu także, co chcemy w marmurze wykonać w samym nagrobku. O tym wszystkim dowiesz się od niego i z planu szerzej poznasz. Dbać więc będziesz, aby z Węgier tyle tam sprowadzono marmuru, ile potrzeba, iż jego zdaniem sposobniejszy ten marmur do tej pracy, aniżeli wzięty skądinąd i łatwiej go stamtąd sprowadzić. Powiedział nam również, że trzeba mu ośmiu pomocników, którzyby kuli rzeźby, a gdy ich mieć będzie, wykona kaplicę w półczwartą roku, który to termin, jakkolwiek jest dłuższym, niżbyśmy tego pragnęli, gdy jednak wiele łożymy na doczesne budynki, dlaczego oszczędzać mamy na tym budynku, w którym wiecznie mamy zamieszkać. Przeto dozwól mu, aby wziął tylu pomocników, ilu potrzebuje, nawet tyluż ilu teraz mamy i tak samego mistrza, jak innych, według twojego zrozumienia przeznacz do tej roboty i umów się z nimi o cenę.

(Rocznik świętokrzyski, Monum. Pol. Hist. III, 97, 114 Rok 1519).

Najjaśniejszy król polski Zygmunt, dnia 17 maja, we wtorek po św. Zofji o godzinie 11-tej, rozpoczął budowę kaplicy królewskiej w kościele katedralnym przez włoskich murarzy. Tę kaplicę królewską poświęcił dnia 19 czerwca Piotr Tomicki, biskup krakowski w obecności króla i królowej Bony. Pod nią znajduje się sklep z wyjściem na obejście około kościoła w kierunku bramy świątyni. W tym sklepie chowa się ciała królewskie, w środku zaś tego sklepu pod kaplicą znajduje się grobowiec z kamienia gładzonego, prostokątnego, z góry przykryty dwoma kamieniami, a z obu stron grobowca jest wyryty tekst na nagrobek króla Zygmunta i wyrzeźbiona głowa królewska z jednego kawałka marmuru z boku umieszczona. Bartłomiej Berecci, Florentczyk, budowniczy zamku królewskiego i kaplicy Wniebowzięcia N. Marji Panny na zamku królewskim, zamordowany podstępnie przez jednego Włocha, został pochowany na Kazimierzu w kościele Bożego Ciała w roku 1537 w sierpniu.

  • c) Z instrukcji królewskiej na sejmiki ziemskie przed sejmem piotrkowskim w r. 1544

(teki Naruszewicza 61 , str, 763).

J. k. mość ze skarbu swojego te wszystkie wydatki pokrywa, a pozatem wiele wybudował znacznym kosztem, gdyż o to się stara, aby ludzi, ongiś nie bardzo ogładzonych, swoim przykładem do większej doprowadzić ogłady, a także skądinąd każdego wykwintniejszego człowieka do swego królestwa sprowadza. Któż nie wie jakie przez to osiągnął rezultaty! Wszak naród nasz, który niegdyś uchodził za prosty i nieokrzesany, teraz w takiej świetności widzimy, że nawet podziw budzi zagranicą, u której ongiś był w pogardzie.

Wzrost przewagi szlacheckiej.

  • a) ustawy o robociźnie chłopów.

(ustawa sejmu toruńskiego 1520 r. Balzer, Corpus iuris III, nr 228).

Zygmunt etc., ogłaszamy niniejszym wszystkim, iż bacząc na korzyść poddanych naszych, za radą i zgodą wszystkich senatorów naszych obojga stanów i posłów ziem koronnych postanawiamy i uchwalamy na wieczne czasy, że wszyscy osadnicy, czyli kmiecie wszystkich wsi tak naszych, jak i poddanych naszych jekiegokolwiek stanu, którzy przedtem nie pracowali jednego dnia w tygodniu, dla nas i swoich panów z każdego łanu jeden dzień tygodniowo mają i są obowiązani pracować z wyjątkiem tych wieśniaków, którzy czynszem pieniężnym, albo zbożowym, albo jakąkolwiek opłatą, lub daniną, robociznę panom swoim jak przedtem spłacili. To jednak pozostawia się do rozstrzygnięcia ich panom. I to także szczególnie zastrzegając, że ta ustawa nie rozciąga się na tych kmieci, którzy więcej dni w tygodniu dla nas i swoich panów zwykle pracować. Albowiem prawo to odnosi się tylko do tych, którzy mniej niż jeden dzień w tygodniu dla nas i swoich panów zwykli pracować.

(sejm bydgoski 1520 r Acta Tom.. V, str. 337; Balzer j.w. nr 242 art. 8).

Podczas, gdy te wojska niemieckie wypędzano z Polski (wojska zaciężne niemieckie, posiłkujące zakon w wojnie z Polską), król pod Bydgoszczą z senatorami i resztą rycerskiego stanu odprawiał walny sejm, na którym naradzano się pilnie nad dalszym prowadzeniem wojny z krzyżakami. Ten sejm odbył się burzliwie i wśród wielkiej wrzawy w owym tłumie obozowym. Stan rycerski podniósł gwałtowne skargi i zażalenia przeciw urzędom publicznym, na niesprawiedliwe sądy, skupianie urzędów niezgodnych w jednym ręku i na wiele tego rodzaju krzywd. W końcu po uspokojeniu tychże i odłożeniu na później uchwalono dla uporządkowania spraw koronnych konstytucję, mającą moc prawną:

O robociźnie kmieci.

Postanawiamy i zarządzamy, że wszyscy kmiecie wszystkich wsi naszych królewskich, duchownych i świeckich poddanych naszego królestwa, według dekretu ostatniego sejmu walnego w Toruniu, mają dla swych panów pracować jeden dzień w tygodniu z wyjątkiem wsi naszych pod tym względem uprzywiljowanych, które wyraźnie specjalnym przywilejem mogą wykazać, że w miejsce robocizny powiększyły czynsz pieniężny; tacy tylko będą używać przywilejów; inni, jak powiedziano, mają pracować.

  • b) Ograniczenie jurysdykcji miejskiej.

(Marcin Bielski, Kronika Pol. Wyd. Turowskiego 1019 itd.).

Tegoż roku (1520) mieszczany kazimierskie ścinano na zamku krakowskim o Słabosza szlachcica z krakowskiej ziemi, którego ścięli niesprawiedliwie mieniąc nań aby gwałt uczynił, gdy tłukł do gospody, gdzie mieszkały niewiasty; gdy tam chciał uporem wniść, niewiasta gwałtu wołała, pojman Słabosz i przywiedzion na ratusz. Osądzili o nim gorące prawo i ścięli. Przyjaciele jego zjechawszy się, żałowali się tego na nie, iż skwapliwie a bez winy nieboszczyka Słabosza zamordowali. A gdy się tak nalazło, iż gwałtu nie było, dali byli za to pod miecz burmistrza i dwa rajce: Kaczka, Sieczek i Szeling. A od tego czasu uchwalon jest ten statut, aby urząd miejski nie tracił żadnego szlachcice gorącym prawem, przy któremby nie było urzędu grodzkiego, t. j. starosty abo podstarościego; jeśliby inaczej uczynili, burmistrz z dwiema rajcy ma gardło dać. Uchwała sejmu toruńskiego 1520 r. Postanawiamy, iż gdyby jakiś szlachcic w mieście lub miasteczku naszem, lub jakiego z duchownych, czy też świeckich poddanych królestwa naszego, za zbrodnię gwałtu przez urząd miejski schwytany został, wówczas taki szlachcic z powodu gwałtu przytrzymany, ma być zamknięty w ratuszu miasta lub miasteczka, gdzie będzie schwytany. Potem urząd miasta lub miasteczka tego, gdzie taki gwałtownik schwytany został, nie ma osądzać wcale, ani też ściągać żadnej kary z takiego szlachcica, zanim na jego żądanie starosta lub podstarości grodu tej jurysdykcji, której podlega takie miasto lub miasteczko, nie weźmie osobiście udziału w tym sądzie miejskim, który ma wydać wyrok o gwałt na wymienionego szlachcica. I jeżeli starosta lub podstarości zgodzą się na jeden i ten sam wyrok z urzędem tego miasta, gdzie taki szlachcic został uwięziony, wówczas tenże szlachcic według tego wyroku ma być ukarany. Jeśliby zaś taki starosta nasz nie mógł się zgodzić na jeden wyrok z urzędem miejskim, wówczas ów więzień tymczasem ma być zatrzymany w przyzwoitym więzieniu miejskim, póki starosta nasz i owe miasteczko nie otrzyma od naszego królewskiego majestatu wyjaśnień, w jaki sposób uwięziony szlachcic ma być osądzony i ukarany. Jeśliby w jakiem mieście lub miasteczku wbrew powyższemu coś uczynił, wówczas starosta nasz grodzki, w obrębie którego jurysdykcji takie miasto lub miasteczko znajduje się, ma uwięzić i ściąć burmistrza wraz z jednym z rajców.

  • c) Walka szlachty z senatem.

(List Zygmunta do senatorów z r. 1522. Acta Tom. VI, nr. 178).

Nam zawsze wydawało się to bardzo zgubnem, że nasi senatorowie bacząc na wzajemne współzawodnictwa i sprawy prywatne, z dnia na dzień coraz więcej podnosili znaczenie społeczności szlacheckich w radzie Rzpltej. Przewidywaliśmy bowiem, że to wyjdzie na obniżenie powagi naszej i senatu, i wielką szkodę Rzpltej, do czego już doszło, a jeszcze bardziej dojdzie w przyszłości, tak że jeśliby wszyscy razem z nami chcieli temu nieszczęściu zapobiec, tego już może nie zdołamy dokonać.

(List Krzyckiego do Leszczyńskiego biskupa płockiego z r. 1524 Acta Tom. VII, nr. 151).

Zaburzenia i bunty poddanych tego króla (Ludwika węgierskiego) W roku 1524 szlachta węgierska wystąpiła ostro przeciwko rządom magnatów, a w roku następnym na rokoszu w Hatwan zmusiła króla do złożenie z urzędów niemiłych sobie panów, tak zostały uśmierzone, jak to bywa ze źle zagojonymi ranami. Na ogół bowiem wszystko tam jest w tem położeniu, co u nas, lecz tam o tyle gorszym, że my i władcę mamy, a oni tylko malowanego króla i że te zwyczaje, które ich i nas gubią, do nas stamtąd przyszły, przeto tym bardziej są w użyciu, niż u nas. Najwyższy jednak czas abyśmy się przebudzili, jesteśmy bowiem w ostatecznym niebezpieczeństwie. Należy odłożyć prywatne korzyści i prywatne zabiegi, jeśli bowiem wszyscy zgodnie nie obejmiemy zarządu Rzpltej, to przepadniemy!

(Ordinatio vicesgerentiae ducatus Masoviae 20.IX.1526 r. Balzer, Corpus iuris pol. IV 1, nr. 91).

Zygmunt etc. oznajmiamy niniejszym wszystkim iż my, pragnąc księstwo mazowieckie, które po śmierci oświeconych Stanisława i Janusza książąt, na nas słusznie lennem prawem spada, w dobrym i spokojnym stanie zachować, wprzód nim na najbliższym sejmie o niem z senatorami tegoż królestwa naszego postanowimy (ostateczne uregulowanie stosunku Mazowsza do Korony nastąpiło na sejmie warszawskim w roku 1529, a zatwierdzone zostało przez króla na sejmie piotrkowskim dn. 27 XII 1529. Patrz Acta Tom. IX, nr.445 i 436) naznaczyć namiestnikiem, czyli vicesgerentem naszym w wyżej wspomnianem księstwie naszem mazowieckiem Feliksa z Brześcia, woj. Mazowieckiego i dajemy mu tym naszym listem pełnomocnictwo nasze pozywania przed siebie, oraz sądzenia i karania wspólnie z senatorami tegoż księstwa wszystkich przestępców. Chcemy zarazem aby to zarządzenie i pełnomocnictwo nasze trwało aż do najbliższego sejmu walnego królestwa naszego.

Zatargi z duchowieństwem i początki reformacji.

  • a) Pierwsze wieści o Lutrze.

(A. Fr. Modrzewski do P. Głogowskiego, A. Fricus, Opera 661).

Nasuwają się mi na myśl owe czasy, kiedyśmy to obydwaj wczesną młodością słuchali magistrów artium. Wszystkiego innego uczyliśmy się wówczas aniżeli teologii. Teologia ta coprawda, jak pamiętasz, czerpana była nie tyle ze źródeł, co ze strumyków i to mało przejrzystych i zdaniem wielu niosących z sobą dużo namułu. Wielki wtedy pokój panował w kościele, mogę to bowiem wspomnieć wobec ciebie, z którym te same mieliśmy początki studjów. Żadni mianowicie heretycy nie niepokoili wówczas kościoła. A naraz pośród największego spokoju powstał Luter, podając w wątpliwość podstawy nauki chrześcijańskiej. Przywożono księgi jego z Niemiec, w samej nawet Akademji krakowskiej publicznie je sprawdzano. Rozczytywało się w nich wielu miłośników wszystkiego, co nowe, z potakiwaniem i pochwałami, nasi też teologowie ich nie potępiali. Aż w tem papież, zdaje mi się Leon X, zakazał w ogóle ich czytania, przypisując karę wykluczenia z kościoła, ktokolwiek nie byłby powolny rozkazowi. Zdjęci przestrachem mistrzowie nasi nietylko że zaprzestali czytania ksiąg zabronionych, ale nawet rzucali je w ogień, obawiając się je przechowywać.

  • b) Zabiegi kleru przeciw luteranizmowi.

(Z ustaw synodu łęczyckiego 1527 r. Archiwum kom. Praw. I, 365/6, 368, 376).

Postanowił ten św. synod, aby przewielebni arcybiskupi i biskupi starali się o wykorzenienie sekty luterskiej z swoich diecezyj, a zwłaszcza wrocławskiej i kujawskiej, postępując przeciwko podejrzanym o herezję według postanowień św. kanonów i ustaw prowincjonalnych dawnych i nowych. Również postanowił tenże synod, aby arcybiskupi i biskupi utrzymywali w swoich diecezjach inkwizytorów, czyli wizytatorów heretyckiej nieprawości, którzy w poszczególnych diecezjach mają dochodzić i poszukiwać podejrzanych i jawnych luteran i mają oddawać ich do ukarania ordynarjuszom. Również postanowił synod, aby arcybiskupi i biskupi j. kr. mość od siebie, lub przez posłów synodalnych prosili, aby w dni świąteczne i niedziele przed południem zabronił odbywać na sejmach walnych publicznych narad senatorów i posłów, aby senat i posłowie słuchali w wymienionych dniach mszy św. i kazania z czcią i nabożeństwem. Również należy przedłożyć królewskiej mości krzywdy kleru, mianowicie bicie w dziki sposób kapłanów po domach i drogach publicznych, zadawanie tortur na nogach i innych członkach celem wymuszenia pieniędzy, pogróżki i wypowiadanie nieprzyjaźni, skutkiem czego kler, przejęty obawą śmierci, nie ośmiela się krzywd swoich dochodzić prawem duchownem. Dalej przedłożyć znoszenie długotrwałe cenzur kościelnych, przeciwko którym starostowie miejscowi nie chcą stosować ustaw koronnych.

(Z ustaw synodu piotrkowskiego z r. 154).

Doniesiono do św. synodu, że oprócz książek z kazaniami napisanych w języku polskim przez Jakóba Iłżę, a rozesłanych do różnych miejsc w Koronie, również Samuel, mnich zakonu Dominikanów, apostata i luteranin, kazał wydrukować w języku polskim pewne książki, pełne błędów luterskich i wysłał je do królestwa polskiego.

(Z akt sądów biskupich. Acta capitul. Wyd. Ulanowski II, nr. 1792).

W 1525 roku 20 października, W sprawie księdza Marcina Świącickiego, kanonika poznańskiego i plebana w Modrzu, przeciwko szlachcicowi Wojciechowi Zadorskiemu. Wspomniany kanonik Marcin zeznał, że ów uprawia grunta w dziedzicznej wsi Raszkowo, a wzbrania się płacić dziesięcinę, od dawna należącą prawem probostwa do kościoła parafialnego w Modrzu. Ocenia szkodę i zaległości za lata poprzednie na dwie grzywny, prosząc, aby owego na nie skazano. Przeciwnie szlachcic zaprzeczył, a tamże towarzysze jego w obecności wspomnianego Marcina Świącickiego, kanonika poznańskiego grozili mu, a nawet całemu klerowi, mówiąc: nie będzie dobrze, póki wszyscy nie przejdziemy do sekty luterskiej i nie będzie spokoju, aż któryż z księży nie zostanie zabity.

  • c) Sympatie szlachty do reformacji.

(Biskup Tomicki do Jana Zambockiego dworzanina królewskiego 1528 r. Acta Tom. X, nr. 326).

Dostatecznie już poznaliśmy z jaką gorliwością i staraniem polecasz nam Andrzeja Trzecieskiego, a gdyby był takim, jakim go przedstawiasz, tak ze względu na niego samego, jak ze względu na ciebie, otoczylibyśmy go łaską. Lecz my zupełnie co innego słyszeliśmy o jego obyczajach i usposobieniu. Doszły bowiem do nas pewne wiadomości, że on przewrotnie o naszej wierze sądzi, oraz że nauki i gorliwość swoją skierował do sekty Lutra i jego dogmatów. Oprócz tego w kołach szlachty często usiłował w mowach swoich i na podstawie licznych dowodów zachwiać podstawy naszej wiary. Jak powiadają wielu znakomitych ludzi z tego powodu dawało mu pieniężne wsparcie i wysłało go do Lutra, aby poznał tę heretycką naukę. Postanowiliśmy przeto czy tak jest, czy nie, nakazać dochodzenia i następnie według słuszności skarać należycie zuchwałość młodzieńca i jego niegodną żądzę nowości.

Z instrukcji sejmiku w Środzie z r. 1534.

(Teki Naruszewicza 51 nr. 85).

I tem, aby nam księża nie bronili imprymować po polsku historji, kronik, praw naszych i też inszych rzeczy, a zwłaszcza o biblję. Albowiem każą bić sobie rzeczy rozmaite, a czemuż też nie dają nam bić naszym językiem. Tu też nam się widzi krzywda wielka od księży, albowiem każdy język na swym językiem pisma, a nam księża każą głupimi być.

d) Książę pruski protektorem reformacji w Polsce.

(List księcia Albrechta do arcyb. Gamrata i bisk. Branickiego z dn. 18 XI 1543 r. Warmiński, Andrzej Samuel i Jan Seklucjan, Poznań 1906, Dodatki nr. 15b).

Listy W. Przewielebności z 14 listopada tego roku otrzymaliśmy tutaj w Poznaniu, i czytając je, treść ich tak zrozumieliśmy, że wykształcony w św. teologji doktór Andrzej Samuel, ufając w nasze poparcie i powagę, przybył tu do Poznania i że śmiało i zuchwale to miasto zarażał przesądem heretyckim, co nam zaiste wielką sprawiło przykrość. Albowiem wspomnianego Samuela od tego czasu, w którym poznaliśmy go, uważaliśmy za pobożnego chrześcijanina i dobrze myślącego w sprawach wiary. On zaś naszym własnym nakładem i kosztem utrzymywany w najbardziej kwitnących i sławnych uniwersytetach niemieckich, z taką pilnością poświęcił się dobrym naukom, zwłaszcza teologji, że łatwo uzyskał stopień i tytuł doktora i niewątpliwie, gdyby był winnym tego błędu, który mu W. P. zarzucają, do tej godności, którą posiada, nie byłby wyniesiony. Że zaś W.P. skrycie i potajemnie nas oskarżają, jakobyśmy w państwie królewskiej mości i w obcej Rzpltej może zbyt sobie pozwalali, to nie widzimy słusznej i dostatecznej tego przyczyny, dla której nas tak posądzają. Albowiem jeśli W. P. w innym czasie z tym chrześcijańskim doktorem w sposób uczciwy zechcą dyskutować i przekonać go o błędzie, co do którego jest u W.P. w podejrzeniu, oraz nawrócić, chętnie chcemy go stawić wobec niepodejrzanych sędziów, zapewniwszy mu należyte bezpieczeństwo.

(List Hozjusza do Dantyszka z 7 grudnia 1544 r. Hosii epistolae, wyd. Hipler-Zakrzewski I, nr. 177).

Przysłał tutaj biskup chełmiński ogłoszenie drukowane, zapraszające wszystkich do owej szkoły (do uniwersytetu w Królewcu otwartego 17 VIII 1544 r.), w której mają usłyszeć wykłady o nowym Bogu i nowej ewangelji i prosił j. kr. mość o radę czy ma kazać przybić tę kartę na świątyniach i w miejscach publicznych, jak to żąda od niego książę (pruski). J. kr. mość zakazał surowo aby tego nie czynił i zostaną napisane edykty, aby nikt z poddanych j. kr. mości nie ośmielał się tam udawać.

Rozwój kultury humanistycznej i nauk.

a) Z życiorysu Piotra Tomickiego.

(Vita P. Tomicii, auctore Hosio, Stanislai Hosii epistolae, wyd. Hipler-Zakrzewski I, 153/4, 163).

Piotr Tomicki, wysłany przez swego wuja Andrzeja z Szamotuł, woj. poznańskiego, na studia do Lipska, po ich ukończeniu przeniósł się do uniwersytety krakowskiego, gdzie poświęcił się studiom filozoficznym. Przeto gdy już dzięki zdolnościom i ciągłej pracy do tego doszedł, że nie tylko sławę, ale także podziw wzbudzał u swoich z powodu wiedzy filozoficznej, to sam jednak bardzo żałował, że takie tylko w niej zrobił postępy. Dlatego na Włochy zawsze spoglądał, Włochy dzień i noc umysł jego zajmowały, za Włochami ogromnie tęsknił. Wiedział, że tam z Grecji przeniosły się umiejętności, że tam jest nie tylko przybytek wszystkich nauk. Czytał o nich, że nazywają je karmicielką umysłów, dziecięciem wiedzy. Sądził, że cała jego praca i trudy na nicby się zdały i w ogóle poszłyby na marne, gdyby nie oddał się celem duchowego odrodzenia i oczyszczenie pod opiekę mężów najbardziej uczonych we Włoszech. Udał się przeto do Włoch, a szły za nim najbardziej pomyślne wróżby. Nauczycielem jego w tej gałęzi nauk, które nazywają humanistycznymi, był Filip Beroald, mąż niezwykle wymowny, który tylu świetnemi pomnikami swego umysłu złożył dowody wobec wszystkich swojego znakomitego wykształcenia, prawa zaś najznakomitszy praw obojga doktór Antoni Burgo, Hiszpan.

(po powrocie Tomicki krzewił kulturę humanistyczną w kraju).

Przedewszystkim ukochał wszystkich miłośników wiedzy, zwłaszcza tych, których z powodu głośnej nauki poczytano za sławnych. Wymownymi świadkami tego mogą być Łazarz Bonamico, Erazm z Rotterdamu, Sichard i Cochleus, oraz kilku najbardziej uczonych mężów, których do Włoch i do Niemiec raz po raz posyłał dary, a gdy częste od nich otrzymywał listy, swoje nawzajem bardzo wymowne do nich odsyłał. Utrzymywał również na studiach we Włoszech wielu, jużto chłopców, jużto młodzieńców, po czterech, pięciu, niekiedy więcej, czasem mniej. Z tego powodu dwór jego obfitował w mężów uczonych. Także w Krakowie na wielu hojnie łożył, a tych niejako na trzy grupy podzielił. Synów tych, którzy byli najmniej zasobni oddawał na naukę do szkoły na zamku krakowskim. Synów magnatów wspólnie ze swymi bratankami wychowywał na dworze swoim biskupim; o to zaś najwięcej się troszczył, aby otrzymali wspaniałe wychowanie, oraz aby nauczyciele, jakich tylko mógł dostać najbardziej wyborowych, ich młodym umysłom nadali polot i zamiłowanie cnoty. Przy nich wielu także uboższym chłopcom dawano utrzymanie i dozwalano choć trochę zaczerpnąć wiedzy.

b) Do Jego świątobl. pap. Pawła III od Mikołaja Kopernika przedmowa do ksiąg o obrotach ciał niebieskich.

(Mikołaj Kopernik. Wybór pism w przekł. pol. Opracował L.A.Birkenmajer, Bibl.Nar ser. I nr. 15. Str. 46-48).

Dobrze jestem tego świadom, Ojcze Święty, że znajdą się tacy, którzy dowiedziawszy się, iż w tych oto księgach moich, jakie spisałem o obrotach ciał niebieskich, przyznaję pewne ruchy kuli ziemskiej, zaraz mnie i to twierdzenie wyśmieją. To więc gdy rozważałem, obawa wzgardy, na jakąbym się wystawił z powodu nowości i niepojętości moich twierdzeń, ostrzegała mnie, ażeby gotowego już dzieła całkiem zaniechał. Wszelako moi przyjaciele mnie długo wahającego od tej myśli odwiedli, pomiędzy którymi był zwłaszcza Mikołaj Schomberg, kardynał kapuański a obok niego wielki mój miłośnik Tademan Gise, biskup chełmiński, mąż uprawniający gorliwie wszystkie nauki, zarówno duchowne, jak i świeckie. Ten bowiem częstokroć mnie napominał i nieraz strofując nalegał, ażebym wydał tę oto księgę, która u mnie leżała w ukryciu nie tylko przez dziewięć lat, lecz już na czwarte dziewięciolecie. Oto samo nalegali inni jeszcze mężowie znakomici i bardzo uczeni. Mówili, że im bardziej niedorzeczną dla bardzo wielu wydawałaby się teraz ta moja nauka o ruchomości ziemi, tem więcej podziwu i wdzięczności sobie zaskarbi, gdy w wydanych tych moich pismach zobaczą mgłę niepojętości rozwianą za pomocą najoczywistrzych dowodów. Ulegając takim namowom oraz oddając się takiej nadziei, zezwoliłem wreszcie przyjaciołom, ażeby zajęli się tego dzieła wydaniem, czego od dawna sobie życzyli.

Projekty reform wojskowo – skarbowych.

(A.F.Modrevii, De republica emenanda, tłum. Bazylika; Akta kapitul. Akta z w. XVI wybrane, wyd. Ulanowski nr. 39).

Od czasu wstąpienia na tron Zygmunt dążył wytrwale do przeprowadzenia reformy wojskowo – skarbowej, ale zabiegi podejmowane w tym celu w latach 1512–1514 i 1525–1527, nie doprowadziły do pomyślnego rezultatu. Wówczas to prymas Jan Łaski, który popierał ruch szlachecki, a był przeciwnikiem arystokratycznej polityki kanclerzy Piotra Tomickiego i Krzysztofa Szydłowieckiego, wystąpił z nowym projektem, którego treść przekazał nam A. Frycz Modrzewski w dziele „ O poprawie Rzpltej”).

Górę zbożności (Mons pietatis), jakom ja słyszał, ów sławny a mądry wielce człowiek Jan Łaski, na jednym sejmie w Piotrkowie założyć tak radził, że niektóre sumy nazwał pierwszymi, drugie wtóremi, pewne zaś trzeciemi. Za pierwsze uważał połowę dochodów, które, jak sądził, wystarczy raz tylko wpłacić; licząc do dochodów i czynsze pieniężne i pożytki z pól. Drugie sumy tworzył z dwudziestej części dochodów i chciał, aby je każdy corocznie płacił. Trzecie sumy miały być przypadkowymi, a nich niżej powiem. Aczkolwiek ani pierwsze, ani drugie sumy nie mogą być inaczej postanowione, jak tylko po oszacowaniu dochodów każdego, ale że pierwsze raz tylko miały być składane, nie wątpił Łaski, że wszyscy Rzpltej miłośnicy będą tak łaskawi, że je chętnie i szczodrze złożą bez ścisłego szacowania majątków i dóbr swoich. A jeśliby przypadkiem z powodu trudności pieniężnych ciężko się zdało całą sumę od razu spłacić, to jednak sądził, że bez trudności za dwa lata, lub najdalej za trzy, mogliby ją złożyć i król i wszyscy wieczną osiadłość mający, a także wszystkie duchowne osoby, które beneficja wieczyste mają. Nie będzie zaś trudno duchownych do płacenia podatków nakłonić, jeśli podobnie jak papieżowi opłaty za uzyskanie godności duchownych, tak Rzpltej z tegoż powodu pieniężne sumy, o których wspomnieliśmy, będą obowiązani składać. A przeto, kto duchowny chleb chce uzyskać, niech będzie do tego wpierw obowiązany. Aby zaś jakiego podstępu nie używano przy płaceniu tego podatku, niechajby wszystkie beneficja na rozkaz ordynatarjuszów w wykazach (tzw. rejestrach) spisano, a owe albo na synod kościelny, albo na sejm przyniesione; a tych beneficjów oszacowanie posiadacze, prawnie pozwani sami niech przeprowadzą i w księgach publicznych zapiszą, aby potem według tego oszacowania podatek dawano. Za wielką korzyść tego skarbu, o którym wspomniałem, należy to uważać, jeżeli przezeń kmieci naszych z tego ucisku wyzwolimy (podatki, corocznie niemal, uchwalane na sejmach, wybierano przeważnie od kmieci). Dodajmy i czwarty pożytek wcale nie do pogardzenia, iż jeśliby Rzplta natenczas żadnej nie potrzebowała obrony, alboby skarby obfite miała mogliby stąd obywatele (przez których rozumiem wszystkich, którzy przebywają wspólnie w tej Rzpltej i są jakoby jaj członkami) tyle pieniędzy pożyczać, ile mógłby każdy zabezpieczyć przez zastawy lub poręczycieli. A ten, kto by pożyczył, niechby był winien od tych pieniędzy cztery lub pięć złotych lub mniej, tytułem dochodu od 100 złotych płacić; i te pieniądze niechajby były do skarbu dołączone a trzecią sumą zwane.

Z akt kapituły poznańskiej z 23 V 1539 roku.

Uchwały kapituły na przyszły synod prowincjonalny...

Przede wszystkim panowie tamże postanowili, aby posłowie, którzy mają być przez nich na synod wysłani, w żaden sposób nie zgadzali się na opodatkowanie. Również, aby na Górę zbożności nie zgadzano się.

Walka o naprawę Rzeczypospolitej.

Upadek powagi senatu.

a) Tomicki wobec szlachty.

(Krzysztof Warszewicki De optimo statu libertatis, Crac. 1595, str. 82).

Podkanclerzy Piotr Tomicki był przeciwnikiem wzrostu przewagi szlacheckiej i swoim wpływem potrafił powstrzymywać ruch egzekucyjny. Nieraz też ostro gromił posłów sejmowych. Dopiero pod koniec jego życia szlachta przeforsowała swój program naprawy Rzpltej. Na jednym z sejmów, jak to wspomina Warszewicki, żądała izba poselska przyznania sobie kontroli nad poselstwami wysyłanymi zagranicę. Tomicki stanowczo się temu sprzeciwił. Cóż to, powiedział, wy, których raczej należałoby nazywać oraczami (aratores), niż posłami (oratores), mieszacie się do spraw kanclerskich? A dlaczegóż to nie pamiętacie, że nie szerszy jest zakres waszych uprawnień, jak tylko to, aby bez was nic nowego nie ustalono w Rzpltej? Powinien bowiem każdy swoich trzymać się granic, a nie śledzić nierozważnie cudzych czynności.

b) Unieważnienie korektury praw na sejmie piotrkowskim 1534 r.

(List Maciejewskiego do Tomickiego z Piotrkowa 15.XII.1534 r. Teki Naruszewicza 51 nr 4).

Ponieważ o przebiegu tego sejmu Wasza Przewielebność pragnie się odemnie dowiedzieć, przeto donoszę. Panowie senatorowie, ponieważ są nieliczni i przeważnie węzłem pokrewieństwa i przyjaźni z sobą złączeni, bez sporów, bez roztrząsań sprawy publiczne załatwiają i jak mi powiedziano tak okazują się ustępliwymi (a mniemam, że z miłości dla Rzpltej), że wolą częstokroć z góry wyrazić swoją zgodę. Zanim usłyszą, co ma przyjść pod obrady. Nie spotkałem jeszcze nikogo. Któryby mi tajniejsze plany odsłonił, brat mój jednak ogólnikowo donosił mi o tym, co się stało przed naszym przybyciem. Przedewszystkim powiedział, że większa część posłów ziemskich, zwłaszcza wielkopolskich, przez kilka dni spierała się z mniejszością o unieważnienie księgi praw i przywilejów koronnych, niedawno poprawionych (r. 1532), w ten sposób, aby nie pozostał po niej żaden ślad na przyszłe czasy; w końcu, gdy mniejszość, która tę księgę praw pochwalała, nie mogła się dłużej opierać naciskowi większej liczby i powagi posłów, za zgodą wszystkich doniesiono do senatu, iż posłowie nie chcą rozpocząć obrad nad jakiemikolwiek sprawami publicznemi, zanim dekretem sejmowym nie zostanie zupełnie unieważniona ta nowa księga ustaw, senatorowie zaś, widząc, że ci upierają się przy swoim, woleli raczej ustąpić ich zaciętości, aniżeli odejść stąd bez uchwalenia podatków...

c) Dekret senatu o egzekucji praw 1535 r.

(Rkp. Czart. 258, nr. 17).

My prałaci, baronowie etc. oświadczamy niniejszym, że gdy posłowie wszystkich ziem Korony i Mazowsza, razem z nami roztrząsając i wykazując, że wiele ustaw, zawartych w prawach, statutach i przywilejach koronnych, nie jest należycie przestrzeganych, zażądali od nas, aby wszystkie w ogóle wspólne przywileje koronne według ich brzmienia zostały już do dawnego stanu przywrócone i poddane należytej egzekucji, a wszystkie prawa i przywileje prywatne, jak klasztorów, miast, miasteczek i jakichkolwiek osób duchownych i świeckich jakiegokolwiek stanu, które wbrew prawom koronnym zostały nadane, aby skasowano i unieważniono. My przeto, widząc, że cała Rzeczpospolita tego sławnego królestwa, najbardziej tego, o czem wyżej wspomniano, potrzebuje, a nawet bez tego z dnia na dzień podupada, a nie chcąc tejże Rzeczypospolitej odmówić naszej pomocy, rady i opieki, mocą władzy tego sejmu walnego postanowiliśmy i uchwalamy, aby należytą egzekucję wszystkich i poszczególnych, wspólnych przywilejów koronnych, na sejmach walnych, lub gdzie indziej uchwalonych i zatwierdzonych, według ich brzmienia przeprowadzono w czasie między tym a najbliższym sejmem walnym i zanim najj. książę i pan Zygmunt August, król Polski młody, złoży przysięgę... Do czego dopomóc według obowiązku naszego przyrzekamy i obiecujemy. Przyrzekamy także, że będziemy się starać i wstawimy się za tem do j. kr. mości, aby j. kr. mość raczył polecić wszystkim klasztorom, kościołom, miastom i miasteczkom, oraz ziemiom i miastom pruskim, zwłaszcza Gdańskowi i Toruniowi, aby prawa i przywileje, jakiekolwiek posiadają i które w jakikolwiek sposób uzyskali, na wspomnianym najbliższym sejmie walnym złożyli. Które zaś okażą się sprzecznemi z prawem pospolitem, mają być skasowane i unieważnione. Ponadto przyrzekamy, iż wstawimy się do j. k. m., aby jego kr. mość raczył ten nasz obecny dekret zatwierdzić i należytej egzekucji poddać między tem i następnym sejmem walnym, a listy potwierdzające niniejszy dekret do wszystkich województw na sejmiki ziemskie na ręce szlachty przez swoich posłów przesłać...

Zatarg z szlachtą na sejmie krakowskim 1536 r.

(Stan. Górskiego: Diarjusz sejmu krakowskiego r. 1536/37 Rkp. Ossol. 178 str. 103 itd.).

Posłowie od stanu rycerskiego ze wszystkich ziem koronnych na ten sejm wysłani, podburzeni i pouczeni przez niespokojnych senatorów, usiłowali wymóc na królu wiele rzeczy, które wydawały się zmierzać do zakłócenia spokojnego stanu królestwa i pomniejszenia i ograniczenia władzy królewskiej. Wypisali bowiem wiele z przywilejów i statutów koronnych, których przekroczenie i nie dotrzymywanie według przysięgi królowi zarzucali, zwłaszcza zaś w rozdawnictwie publicznych urzędów królestwa. Spisali też tych senatorów i urzędników, z których każdy dwa, trzy, cztery, a nawet więcej urzędów publicznych niezgodnych wbrew przepisom statutów posiadał, z powodu czego, twierdzili, zmniejsza się obrona kraju, liczba senatu i powaga królestwa, ponieważ, gdyby każdy urzędnik swój tylko urząd publiczny sprawował, mógłby więcej zdziałać przy większej liczbie urzędników, niż jeden z tych, którzy wiele jednocześnie urzędów i obowiązków publicznych spełniają, czy to w udzielaniu rad w senacie, czyto w spełnianiu obowiązku obrony i służby wojennej. Mówili bowiem, że dostojnicy ci, którzy wiele jednocześnie urzędów sprawują, oszczędzając sobie kosztów, nie wyprowadzają na wojnę więcej zbrojnych ludzi z tych wielu urzędów, niż gdyby mieli jeden urząd. Spisali także Włochów, Niemców, ludzi cudzoziemskich, którzy bogate urzędy świeckie i duchowne w Koronie dzierżyli. Obrażało to nie tylko posłów ziemskich, lecz wielu z dostojników, że godności i urzędy publiczne rozdawano niegodnym i opieszałym, wcale dla kraju niezasłużonym ludziom, ale za pieniądze, albo dlatego, że w senacie nie ośmielali się sprzeciwiać woli króla i królowej.

Po długim przeto roztrząsaniu tych spraw wśród sporów z królem i z owemi senatorami pluralistami (stronnicy króla, stanowiący większość senatu), gdy już prawie wszystkie sporne sprawy, z obu stron umówione i ugodzone, ostatecznie ukończone być miały i gdy sami posłowie ziemscy prosili króla, aby upewnił ich osobnym przywilejem, że wszystko, w czem król, jak mniemano, wykroczył przeciwko ustawom publicznym, naprawi, nagle całe to dzieło, tak szczęśliwie ułożone, zaczęto mącić, z powodu wysunięcia cichaczem przez niektórych magnatów tej przeszkody, że jeżeli król przed końcem sejmu kanclerstwa i podkanclerstwa koronnego nie nada tym osobom, które oni między sobą wyznaczyli, cała ta umówiona ugoda nie będzie mieć żadnej mocy, a posłowie ani na podatki, ani też nic innego nie zezwolą i bez żadnych uchwał sejm opuszczą. Najwięcej zaś o to starano się, aby zacnemu mężowi Janowi Chojeńskiego, nad którego godniejszego nie było, nie nadano kanclerstwa (Chojeńskiego uważano za wroga szlachty i zarzucano mu, że on to nakłonił króla do odrzucenia żądań izby poselskiej z roku 1534, oraz, że na marginesie tychże dopisał pogardliwe słowo – „plewy”. Przez tych więc możnowładców, a szczególniej przez Kmitę, podburzeni posłowie ziemscy, zwłaszcza Piotr Zborowski, kasztelan małogoski i brat jego Marcin Zborowski, podczaszy koronny, Mikołaj Taszycki, sędzia krakowski i wielu innych wymownych i skłonnych do knowań politycznych, a ubiegających się o urzędy kanclerskie posłów, uporczywie przy tem obstawało, iż jeżeli król wpierw według przepisów ustawy nie zamianuje kanclerzy, umówioną zgodę zniweczą i należnej Koronie przysięgi młodego króla Zygmunta Augusta, którą on wówczas miał złożyć, nie przyjmą i bez żadnych uchwał sejm opuszczą.

Gdy więc król, ani posłom, ani senatorom w sprawie urzędów kanclerskich nie dawał odpowiedzi, a rozdawnictwo urzędów z wrodzoną sobie chwiejnością odkładał i przy tem sprawę o wykupno dóbr samborskich z panem Odrowążem zbyt ostro prowadzono, niespodziewanie, jak nagły piorun, wybuchnęła gwałtowna walka między królem i sprzyjającymi mu senatorami z jednej, a posłami i stronnictwem królowej (królowa popierała na kanclerstwo Gamrata, biskupa przemyskiego) z drugiej strony, w czasie której ci ostatni gwałtem zwyciężyć usiłowali, król zaś ze swoimi nie chciał ustąpić zuchwałości wichrzycieli. Skutkiem tego układy poprzednie i cała ugoda spełzła na niczem, a posłowie stanu rycerskiego, pouczeni i zachęceni przez przywódców swojego stronnictwa, zaprotestowali, iż gdy król ojciec nie chce dotrzymać im zaprzysiężonych praw i swobód o i też owej elekcji i koronacji syna jego nie uznają, ani przysięgi od niego nie odbiorą i na te samym publicznem posiedzeniu napominali senatorów, aby przysięgi od młodego króla nie przyjmowali, podejrzewali bowiem, iż on za przykładem ojca tychże praw i przywilejów poddanym swoim nie zachowa. Tak więc w piątek w dzień Oczyszczenia N. P. Marji sejm ów z wielkim rozjątrzeniem umysłów bez powzięcia uchwał rozwiązał się.

Wojna kokosza.

(Conciones, ed. W. Kętrzyński, Script. Rer. pol. IV, 36).

Ponieważ król na sejmie krakowskim w roku 1536/1537 nie przeprowadził egzekucji praw przed złożeniem przysięgi przez Zygmunta Augusta (4.II.1537) przywódca szlachty, Mikołaj Taszycki, zwołał w czasie pospolitego ruszenia przeciwko woj., wołoskiemu zjazd szlachty pod Sokolnikami, który nazwał się rokoszem i zmusił króla, bawiącego we Lwowie do rozpatrzenia układów.

a) Mowa Mikołaja Taszyckiego 24 sierpnia.

Zaiste, jeżeli upadającym prawom nie przyjdziemy z pomocą, żadnej nie będziemy mieli Rzpltej. Któż bowiem tego nie wie, że prawo jest duszą Rzpltej, a po jego usunięciu Rzplta ostać się nie może! Niem bowiem żyje, niem się rządzi, z niego jej wszystkie wypływają zasady. Dlatego postanowiono królów, wybrano senat, wyznaczono sędziów, którzyby przestrzegali, aby prawa w Rzpltej nie zachwiały się, nie osłabły, nie były gwałcone. Albowiem opiekunami praw są królowie, stróżami praw senatorowie, sługami praw senatorowie. W im większą jest Rzplta, tem więcej potrzebuje dozorców. Nie było bowiem przez wszystkie wieki księcia, o tak znakomitym umyśle, tak mądrego, aby sam jeden mógł Rzpltej wystarczyć i nią bez pomocy innych dobrze rządzić potrafił. Któż bowiem widząc Rzpltą skołataną przez różne zamieszania i pędzoną srogiemi falami zatrudnień, mógłby sądzić, że zdoła ją obronić siłami własnego rozumu i przezorności i rządzić nią bez pomocy innych? Przeto mądrzy ludzie jednemu coprawda w Rzpltej pozwolili rządzić, ale wielu ratować Rzpltą, którym my w strzeżeniu Rzpltej powinniśmy być podobni. Przeto powtórnie żądamy, aby j. kr. mość miał taki senat, przy pomocy którego mógłby kierować Rzpltą, co łatwo osiągnie, jeśli tylko na sejmie zdolni ludzie do senatu powoływani będą, a urzędy takim się nada, których wypróbowane zalety i gorliwość zostaną stwierdzone świadectwem dobrych mężów.

b) Wyrok króla w sprawie rokoszu.

(Rkp. Czart. 3347, nr. 120).

Mikołaj Taszycki oskarżony o zbrodnię obrazy majestatu, stawił się wraz ze swoimi towarzyszami na sądzie sejmowym dnia 9 III 1538 r. i wypowiedział następującą mowę obrończą.

Najjaśniejszy i niezwyciężony królu nasz i panie najłaskawszy! Żaden z nas od młodości swej nic nie uczynił tak nieprzystojnego i nieuczciwego i co byłoby przeciwko woli i myśli w. kr. mości pana naszego najłaskawszego i na szkodę Rzpltej lecz wedle możności i zasobów naszych byliśmy zawsze cnotliwymi sługami i poddanymi w. kr mości, spełniając uniżenie i zawsze gotowi spełniać wszystko, co zaszczytne i pożyteczne, ze wszystkich sił naszych od młodości swej aż do końca życia. W tem oskarżeniu i podejrzeniu, w które popadliśmy u w. kr. mości, jesteśmy zupełnie niewinni, co jasnem i znanem jest, jak spodziewamy się i przypuszczamy, w. kr. mości i wszystkim innym poddanym koronnym. Albowiem na pospolite ruszenie lwowskie, niedawno odbyte, my wszyscy i ta szlachta, którą nam z powiatów ziemi krakowskiej panowie kasztelanowie w swoim zastępstwie do prowadzenia poruczyli, wkrótce po wyjeździe w. kr. mości z Krakowa, wyszliśmy po wydaniu ostatnich wici w kierunku Lwowa, niekiedy wyprzedzając, niekiedy zaś postępując za miejscami noclegów w. kr. mości, a gdy m. Kr. mość miał wjechać do Lwowa, my uprzedzając wjazd w. kr. mości i jako uniżeni poddani i służebnicy w. kr. mości należną cześć oddając do Lwowa odprowadziliśmy i tam z uczciwością, jaka mogła być największa, przyjęliśmy w. kr. mość. A stamtąd na stanowiska i do namiotów naszych udaliśmy się, gdzie zakupiliśmy sobie rzeczy potrzebne do życia. Tam bawiąc przez kilka tygodni pomyśleliśmy o czemś innym, jednak tylko o tem, co było koniecznym dla utrzymania godności m. Kr. mości i Rpltej oraz dla zachowanie praw i wolności koronnych, o których egzekucje podówczas na sejmie walnym krakowski posłowie nasi prosili. Często odwiedzaliśmy Lwów i zniechęceni długą zwłoką, nic nie czyniąc, jak tylko oczekując na przybycie szlachty wielkopolskiej. Kilkakrotnie prosiliśmy m. Kr. mość, aby nam wyjaśnił, na co czekamy i co należy czynić, lecz nie otrzymaliśmy wówczas żadnej odpowiedzi, jak tylko, abyśmy czekali na przybycie szlachty całego królestwa.

Podczas tego długiego okresu oczekiwania urządziliśmy między sobą przyjacielskie schadzki na pewnym miejscu w pobliżu Sokolnik, gdzie schodziliśmy się razem i naradzaliśmy się o rzeczach uczciwych, Rzpltej i nam obywatelom bardzo potrzebnych w sprawie zachowania w całości wolności i przywilejów koronnych, o czym radzono również na sejmie krakowskim, zwłaszcza aby ten spór od dawna wszczęty o egzekucję zaniedbanych praw i przywilejów koronnych załagodzić i do dobrego doprowadzić końca. W obronie czego, gdybyśmy wiedzieli podówczas i teraz jeszcze, że jest pomiędzy nami ktoś taki, co takie rzeczy zamierza, byliśmy i jesteśmy gotowi stanąć aż do wylania ostatniej kropli krwi naszej. A wszakże najjaśniejszy, miłościwy królu i te wspomniane schadzki nasze nie działy się sposobem jakim nieprzystojnym i niezwyczajnym dobrym i cnotliwym ludziom, ani też na obrazę w. kr. mości, jakośmy są teraz pozwani, lecz za nieodwłoczną potrzebą Rzpltej, dla uproszczenia i otrzymania egzekucji praw, przywilejów i wolności rycerstwu polskiemu nadanych przez przodków w. kr. mości, o których zachowanie i reformowanie i do skutku przywiedzenie naonczas i przedtem zawsze pokornie prosiliśmy wielekroć na sejmach przedtem będących jak i przodkowie nasi, szlachta królestwa polskiego, o takie uczciwe rzeczy dotyczące praw i wolności w św. pamięci królów polskich, przodków w. kr. mości, na wielu miejscach w obozie w czasie pospolitego ruszenia dopominali się, je wiadomo ze statutów i przywilejów, wydanych pod Opoką, Nieszawą i Czerwieńskiem.

Do których to traktatów i narad naszych, jako uczciwych i bardzo potrzebnie uczynionych, użyłeś w. kr. mość potem pod Lwowem dwu senatorów koronnych (Piotra Kmitę – wojew. krakowskiego i Jana Tarnowskiego – kasztel, krakowskiego), aby się z nami o tem znosili. Zatem tedy uniżenie prosimy racz nas w. kr. mość z tych pozwów wyzwolić, a i tego mniemania o nas nie mieć, jakośmy są tu oskarżeni, bo nie chcemy wstępować w sąd z W. Kr. Mością, gdyż to nam się nie godzi, ale tylko uznanie niewinności naszej rozsądkowi w. kr. mości zacnemu uniżenie oddajemy.

Król uznał ich jednak za winnych obrazy majestatu z tego powodu - że zjazdy takie, choćby w najlepszy sposób odbyły się i wiele dobrego przyniosły, ponieważ jednak są zabronione w każdym państwie, nie mogą służyć na usprawiedliwienie ich występku. Chociaż oskarżeni w swojej obronie dostarczyli i ten dowód, że pod Opokami i pod Czerwieńskiem otrzymali prawa i wolności od poprzednich królów polskich, to jednak nie jest tam napisane, aby takie prawa i wolności przez takie niegodne spiski i zjazdy otrzymać mieli, lecz tylko przez najpokorniejsze prośby. Pomimo tego j. kr. mość z wrodzonej łaskawości swojej, którą zawsze okazywać raczy względem swoich poddanych za czasów szczęśliwego panowania swojego, skłaniając się więcej do miłosierdzia, niż do sprawiedliwości, na wstawiennictwo panów senatorów przyjmując ich do łaski, do której się sami pozwani uciekli, po odbytej z panami senatorami naradzie taki wyrok postanowił wydać: „Iż oni wielki występek uczynili i zbrodnie obrazy majestatu przeciw j. kr. mości, panu swemu najłaskawszemu i Rzpltej temi zjazdami wspomnianymi, czyli rokoszem przez nich głównie spowodowanym, przeto j. kr. mość rozkazuje, aby ci pozwani zostali związani ślubem rycerskim (tj. zlożyli przysięgę, że stawią się na każde wezwanie króla aby sądownie odpowiadać za popełniony występek) i w temże ślubie rycerskim według uznania j. kr. mości zachowani.

Żądanie izby poselskiej w r. 1539.

(Rkp. Czart. 282, nr 50).

Najjaśniejszy a miłościwy królu! Posłowie ziem wszystkiej Korony, od wszego rycerstwa, waszej królewskiej mości wiernych a powolnych poddanych, jako to pana swego miłościwego proszą, aby te prośby ich niżej wypisane były od w. kr. mości łaskawie przyjęte i wysłuchane. Najpierw o to, aby artykuły i prośby, które nie są na sejmie łońskim (zeszłorocznym tj. sejmie piotrkowskim w roku 1538) skończone ale na ten sejm zawisły, izby były przez w. kr. mość ku egzekucji przywiedzione, a to pierwej koło ceł wszystkich i targowego, wszystkie przywileje aby były oglądane, a które są przeciw wolnościom, aby były abrogowane ( unieważnione) ...

  • Item, aczkolwiek jest statutem przeszłego sejmu dosyć obwarowane, aby plebei i cudzoziemcy nie byli brani na opactwa i probostwa, gdzież już miano ten statut świeży, który ledwie osechł, dani są w Paradyżu Niemiec a w Trzemesznem plebeus, przeto proszą, aby ci buli złożeni według statutu.
  • Item, aby j. kr. mość ziemie pruskie i księstwa oświęcimskie i zatorskie ku temu przywieść raczył, aby już teraz społecznie z nami obronę niosły i tak tez o księstwo litewskie...
  • Item, jako jest statut łońskiego sejmu, iż ich miłość księża duchowni mieli na tem to sejmie ukazać przywileje, czemużby ich wójtowie nie byli winni wszyscy wojny pospolitej służyć, a tak aby już teraz te też przywileje kładli, czemużby i wójtowie i oni tez sami nie byli na to z nami powinni.
  • Item szlachta wszystka m . kr., jako ci, którzy siedzą za ziemskiem prawem, a nie za cesarskiem (prawo rzymskie), pokornemi prośbami w. kr. mość proszą, aby nie byli sądzeni inszem prawem żadnem, które nam w. kr. mość poprzysiąc raczył...
  • Item zamki główne, które królowa jej miłość dzierży w pieniądzach, aby to w. kr. mości z radami swemi opatrzeć raczył, iżby to nie było na potem ku szkodzie a rozerwaniu majętności koronnej.
  • Item proszą o statut, aby był imprymowan (drukowany) polskiemi słowy, każdy łaciński artykuł tudzież pod nim i pozwy i listy, aby były odprawowane polskim językiem.
  • Item najjaśniejszy miłościwy królu, gdyż to się zachowywa w inszych państwach i tudzież w państwie w. kr. mości, że żadny na urzędy tak sądownych, jako też wszelkich innych spraw nie ma być bran jeno rodzic (rodak) tuteczny, który wyszedł z rodzaju własnego plemienia polskiego, w czem już się wielce ubliżono narodowi polskiemu sławnemu i tudzież językowi narodu tego, że w mieściech polskich na urzędy Niemce biorą a sadzają, gdyż Niemce tak w prawie swym, jako sprawach, wielce tego strzegą w krainach swych. A przeto prosimy pokornemi prośbami, aby tez w. kr. mość raczył się naprzeciwko poddanemu swemu rodzaju polskiego miłościwie zachować, iżby w mieściech polskiej Korony byli na urzędy wybierani rodzice właśni, albowiem najdzie też ludu naszego narodu uczciwych i uczonych dosyć. Bo jako to w. kr. mość w rozumie swym wysokim uważyć raczy, że pod czasem mogłaby trudność a szkoda Rzeczypospolitej stąd przyjść, jeśliby to opatrzono nie było...
  • Item aby j. kr. mość z ich mość pany, a zwłaszcza ich miłość panowie duchowni, w to pilnie wejrzeć raczyli, aby nauki, a zwłaszcza krakowskiego i poznańskiego kollegium, w dobrem rządzie postawione a lektorowie dobrzy byli dobrze opatrzeni i nadani, bo też w tem niemałą szkodę Korona ma o to, że nie tylko inszych obcych ziem ludzie na naukę, jako tego pierwej wiele bywało, ze swemi majętnościami nie wyjadą tutaj, ale też wiele naszych bratów i synów, którzy ten dostatek mieć mogą, za wielkim kosztem do obcych ziem jechać muszą, czem, siła pieniędzy i skarbów z Korony wynoszą.
  • Item, aby tego zniewolenia rycerstwo naszej korony i insi stanowie przez miasto Gdańsk nie mieli. Który roboty i kupie (towary) koronne biorąc, zboża i insze wszystkie rzeczy, które do nich z Korony idzie, podle woli swej a sami na morze kupcom przedawają opowiadając się mieć na to przywileje (prawo składu), które jeśli mają, tedy nigdy wszystkim wolnościom koronnym szkodzić nie mogłyby. I prosi wszytko rycerstwo, aby jem i inszem też stanom było wolno we Gdańsku przedawać wszytkie roboty swe i kupie olendrom (Holendrom), abo i inszym wszytkim zamorczykom, abo komuby chcieli na każdy czas i od kogoby chcieli kupie kupować.
  • Item jak od kilku razów było namawiano i na łońskim też sejmie obiecowano, aby na kupce też była jaka miara a ustawa, jakoby oni inszych stanów przedawaniem swem nie uciążali, tako też około ubiorów i noszenia zbytniego, a Rzpltej bardzo szkodliwego.
  • Item, aby tym, którzy nad portem wielkich rzek nie siedzą, a przeto gumien swych ku pożytku takiemu przywieść, jako ci, co nad portem siedzą, nie mogą, aby im było wolno, woły i bydło swego gumna wychowawszy, przedawać do inszych postronnych ziem krom cła, aby też on kupiec, gdy takiego co kupi nie clił od tego na żadnym cle...
  • Item, jako kr. mość raczył już był nam pozwolić tak dwie lecie, aby żydowie. którzy siedzą w imieniu ziemiańskiem (majątku szlacheckim) , aby nad mieni nie miał nikt jurysdykcji, ani dochodów żadnych na nich, jeno ich panowie, w których imionach siedzą, aniechby też nie używali przywileju w. kr. mości.

Ostatnie lata rządów i śmierć Zygmunta.

Sprawa wywłaszczenia mieszczan.

a) Ustawa sejmu krakowskiego 1542 r. (Vol. leg. I, 572).

W sprawie zakazu posiadania przez mieszczan i plebejuszów dóbr ziemskich, chcemy przeprowadzić egzekucję, zwłaszcza statutu wydanego przed 4 laty (w myśl ustawy z roku 1538 mieszczanie mieli sprzedać szlachcie swoje dobra ziemskie w przeciągu 4 lat, a na przyszłość nie wolno im było nowych dóbr kupować) i już pewne osoby z tego tytułu pozwaliśmy naszemi listami.

b) A. Frycz Modrzewski przeciwko wywłaszczeniu mieszczan

(Oratio phileletis Peripatetici, Crac. 1545 r.).

Teraz wypowiadamy zdanie o tym dekrecie, który wydał król za zgodą senatu i rycerstwa, aby nie wolno było na przyszłość żadnemu z mieszczan nabywać dóbr ziemskich, te zaś, które niegdyś nabyli, aby musieli sprzedać. Ten dekret zdaje mi się został wydany z powodu bezwzględności i nienawiści szlachty wobec mieszczan. Ja, chociaż urodzony z rodziców szlacheckich, przecież wiedziony niezmiernym zapałem poszukiwania prawdy, tak powiem moją opinję jakbym ją powiedział na zgromadzeniu bogów, w obecności Boga Najwyższego, który widzi myśli ludzkie, bada ich wnętrz i serca. Tak przeto z mojego stanowiska oświadczam, że ten dekret sejmowy jest zupełnie niesłuszny, że napisany został wbrew rozumowi i prawom boskim i ludzkim. Jeżeli bowiem pominę tę część dekretu, w której powiedziano, że nie wolno mieszczanom nabywać dóbr drogą kupna, jakąż słuszną można przytoczyć przyczynę, dla której mieszczanie wbrew woli i chęci mają być zmuszeni do ustąpienia z posiadania dóbr odziedziczonych lub prawnie kupionych? Przeczy temu rozum i słuszność, aby ktoś w praworządnej Rzpltej zmuszony był do ustąpienia swojej rzeczy, którą prawnie, za pieniądze, lub po przodkach nabył.

Lecz warto usłyszeć powody, dla których, jak powiadają, nie wolno dóbr ziemskich mieszczanom posiadać: Ponieważ ci nie pochodzą ze stanu szlacheckiego, ani nie wolno im w szyku bojowym w pierwszym szeregu przeciwko nieprzyjacielowi stawać, ani też nie mogą być ważnymi świadkami spraw wojskowych. A przecież nie jest to rzeczą urodzenia, lub przynależności stanowej, wytworzonej przez ludzi, że się jest dzielnym w boju, lecz darem bożym. Jeśli to tak jest (co jest pewnem) zaiste bezwstydnym byłby ten, który sobie chciał tylko przypisywać to co rozdzielonym jest między cały ród ludzki z woli bożej. A jakżesz, jeżeli w takiej liczbie nadejdzie nieprzyjaciel, że w wielu miejscach trzeba będzie z nim walczyć, co grozi teraz wobec nieskończonego wzrostu potęgi tureckiej. Czyż odmówisz plebejuszowi miejsca w pierwszym szeregu? A jeżeli już wolno plebejuszowi w szyku bojowym stawać, Rzpltej orężem bronić, w pierwszym szeregu walczyć, lub inne czynności wojskowe spełniać, dlaczegoż nie ma być wolno świadczyć w tych sprawach?...

Jest jeszcze inny powód, dlaczego nie wolno mieszczanom posiadać dóbr. Ponieważ nie pochodzą ze stanu szlacheckiego. Dlaczegóż przeto – zapytuję – szlachta posiada domy, wójtostwa i inne posiadłości w miastach jeżeli mieszczanom nie wolno poosiadać wsi? Dlaczegóż szlachta trudni się handlem, jeżeli kupcowi nie wolno uprawiać roli? Znacie, jeśli się nie mylę, tę szlachtę, która bydło zakupione w wielkiej ilości wysyła na Śląsk i do Niemiec. Pamiętam, że słyszałem od jednego z was, którzyście czasem bawili w Niemczech, że widział bardzo często trzody bydła wypasającego łąki nad rzeką Elbą, które to bydło szlachta polska wysyłała dla zysku w głąb Niemiec.

Jeśliby jednak jakieś bóstwo dało nam możność wejrzenia w serca szlachty i sumienie, zobaczylibyśmy tam niesłychaną jej nienawiść do plebejuszów, największą chciwość i żądzę zagarnięcie cudzej własności, pogardę dla słabszych i inne choroby, któremi zarażone jej umysły skłoniły się do wniesienia ustawy przeciwko prawu bożemu i miłości bliźniego. To są prawdziwe przyczyny tego niesprawiedliwego prawa, a nie tamte, które oni podają.

Sejm krakowski 1545 roku.

(list w Rkp. Czart. 285, nr. 33).

Ataki szlachty na króla.

Posłowie stanu rycerskiego wszystkich województw koronnych, wysłani na ten sejm, wiele żądań na piśmie królowi i senatorom przedłożyli, miedzy innymi żądaniami, zwłaszcza usilnie o to króla proszą z podniety niektórych senatorów, aby nie było namiestnika na Mazowszu i aby ten tytuł, oraz jego funkcję zniesiono. Również i o to proszą aby oprawę królowej Bony na Mazowszu zapisaną przeniesiono na dawne zamki, miasta i dobra. Mówi bowiem stan rycerski, że ta oprawa królowej zapisana na całem województwie mazowieckiem, które jest wielkie i rozległe, może być dla królestwa niebezpieczną.

Podają jeszcze posłowie ziem koronnych i te przyczyna, dla których należałoby przenieść oprawę królowej Bony z Mazowsza. Królowa Bona, powiadają, ma trzy niezamężne córki, które mogą poślubić potężnych książąt, ci zaś zażądają posagu ich matki i innych jej dóbr i może będą usiłowali siłą je zdobyć. Także może się zdarzyć, że któryś książę pruski, pojąwszy w małżeństwo jedną z tych córek, ośmieli się na jaki zamach. Jeśli do jego potęgi dołączy się jeszcze potęga Mazowsza, to łatwo można poznać, w jakie trudności popadnie królestwo. W ten przeto sposób, ponieważ stan rycerski zapobiega przyszłym niebezpieczeństwom Korony, toczy się nie mały spór między królem, stojącym w obronie królowej i posłami rycerstwa, którym potajemnie senatorowie nasi dodają rad i otuchy, aby królowa nie trzymała tytułem oprawy Mazowsza.

A to wszystko dzieje się z nienawiści do królowej, której panowanie w imieniu króla, wszystkich prawie ludzi oburza, najwięcej zaś z tego powodu, że do godności kościelnych i świeckich dopuszcza ludzi niegodnych, wcale koło Rzpltej niezasłużonych, nawet królowi zupełnie nieznanych, których to, jako ograniczonych i przedajnych, cały naród ma w pogardzie i nienawiści.

Wielu ludzi mówi, że za życia starego króla nic w sprawie zaprowadzenia porządku w Rzeczypospolitej nie da się postanowić, a nierozważni ludzie pragną jego rychłej śmierci, ponieważ obmierzły im te rządy kobiece, którym także sprzeciwiają się: Samuel Maciejowski – biskup krakowski i podkanclerz, Jan Tarnowski - kasztelan krakowski i hetman wielki koronny i Piotr Kmita z Wiślicza – wojewoda krakowski i marszałek koronny.

Rozsądzenie spraw odesłanych w drodze apelacji do króla powoli i źle postępuje, a assesorowie wydają wyroki zależne od poparcia i podarunków, przeto wielu bardzo pragnie, aby król starszy zdał rządy młodemu królowi, tak dla przywrócenia sądów jak i dla naprawy Rzpltej. Z Krakowa dnia 29 styczeń 1546 r.

Śmierć Zygmunta Starego.

List Bony do Izabeli. Królowej węgierskiej

(Niemcewicz, Zbiór pamiętników IV, 58 – 63).

Najjaśniejszy król Imci Zygmunt I, małżonek i pan nasz szanowny, dnia wczorajszego, to jest w samo święto Wielkanocne (1 kwietnia 1548), to życie doczesne na wieczne zamienił. Znosił J. K. Mość i chorobę i śmierć samą z tym mężnym umysłem, z tą cierpliwością, z któremi wszystkie tego życia przykrości zwykł był ponosić. Nim przyszło do ostatecznej chwili, z wszelką przytomnością umysłu obył spowiedź wielkanocną. Słuchał ze łzami mszy św., przyjął ze skruchą najś. Sakrament, a tak jak życie całe, tak i te ostatnie chwile wielkiego króla tego i poddanym jego za przykład służyć powinny.

Bolejemy nad sieroctwem naszym i dzieci naszych. Napotkało ono nas w czasach zawichrzenia, w czasach cięższemi jeszcze grożących ciosami. Pomnażają bardziej strapienia nasze te nieszczęsne i niegodne śluby syna naszego na Litwie, w których on przeciw wszystkim zdrowym radom trwa uporczywie, przez które zjedna sobie nietylko u wszystkich monarchów imię ohydne, ale nawet u swoich własnych poddanych będzie w pogardzie. Przydać do tego należy ciężkie i nieuleczalne między możnymi niezgody, zazdrości i nienawiści, ślepą ich zemsty, lub przewodzenia żądzę, przez które wielu z nich potakuje młodego króla namiętności. Kłopoci nas niemało księstwo mazowieckie, na którym posag nasz mamy zapewniony. Wielu panów i ze stanu rycerskiego odgraża się z odebraniem nam onego i z powróceniem nas do pierwszych kontraktów. Nadto wojna z krzyżakami, podniecana ustawicznie przez Niemców i cesarza, dręczy nam umysł i stale staje przed oczyma. Nie wiele też możemy ufać przymierzu z Turkami, póty oni w dobrej wierze trwać zwykli, póki pożytek swój znajdują. Z innymi też sąsiadami naszymi, jako to z Inflantami, Wołochami, Moskalami i Tatarami sojusze przez śmierć królewską albo ustały, albo w krótkim czasie ustaną. Lękać się należy, by wszyscy ci sąsiedzi ośmieleni odmianą rzeczy i nieroztropnym w samym początku syna naszego postępowaniem, poduszczeni nadto przez krzyżaków i cesarza, nie powzięli nowych nadzieji napadnięcia i uciśnięcia królestwa tego. W dolegliwościach więc i niebezpieczeństwach, otaczających nas zewsząd, tem boleśniejszą jest dla nas śmierć J. Kr. Mości, im więcej W. Kr. Mość i inne dzieci nasze pozbawione widzimy jego pomocy, opieki i wsparcia.