21 - Utwierdzenie państwa polskiego

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 21

Kraków 1923 rok

Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
Jan Dąbrowski
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Spis treści

Walka o Pomorze i Śląsk.

Pierwszy wyrok przeciw Krzyżakom 1321 rok.

(Długosz, „Dzieje” III 101)

Na żądanie Władysława Łokietka wyznaczył papież w roku 1319 sąd, mający rozpatrzyć sprawę Pomorza, zagarniętego Polsce zdradziecko przez Krzyżaków w roku 1308, który to sąd wydał wyrok dla Zakonu niekorzystny, a przysądzający Polsce zwrot Pomorza.

W imię Pańskie. Amen. Z powodu sporu wytoczonego przed nami Janisławem arcybiskupem gnieźnieńskim, Domaratem biskupem poznańskim i bratem Mikołajem, opatem mogilnickim delegatem stolicy apostolskiej między Władysławem, dostojnym królem Polski z jednej a Mistrzem i Braćmi Zakonu teutońskiego N. Marji Panny z drugiej strony, o ziemie pomorską my stosownie do wydanego nam bezpośredniego zlecenia papieskiego sprawę tę osadziliśmy i niniejszym wyrokiem skazaliśmy rzeczonego Mistrza i Braci Zakonu teutońskiego N. Marji Panny, którzy wspomnianą ziemię pomorską posiadają, na oddanie tejże ziemi wraz z jej przynależnościami, na zapłacenie 30 000 grzywien[1] monety i wagi polskiej, za pobierane z niej lub mogące być pobieranymi dochody i korzyści i na pokrycie wydatków w tej sprawie poniesionych, które oni królowi Polski lub jego zastępcom będą obowiązani zwrócić, a które oceniliśmy na 150 grzywien praskich.
Wydano ten wyrok w kościele św. Mikołaja w Inowrocławiu po mszy, dnia 10 lutego r.p. 1321.

  1. Grzywna (marca) powszechnie wówczas używana jednostka mennicza, dzieliła się na wiardunki (= 1 grzywny), skojce (1/24 grzywny) i grosze, których zazwyczaj szło 48 na grzywnę.

Wojna z Brandenburgją.

(Petri de Duisburg. „Chron. Terre Prussiae. Script rer. Pruss. I. 193)

Na ziemiach zajętych przez Krzyżaków rozwija się odrębne dziejopisarstwo, które w XIV wieku ma okres wielkiego rozkwitu, a reprezentowane jest głownie przez Niemców, oczywiście Polsce niechętnych. Do najwybitniejszych kronikarzy krzyżackich tego czasu należeli Piotr z Duisburgu, a po nim Wigand z Marburga, obydwaj przybyli z Niemiec. Natomiast autorem kroniki spisanym z znanym klasztorze oliwskim, był najprawdopodobniej Polak, Stanisław, opat tego klasztoru.

Roku Pańskiego 1326 Łokietek, król Polski, prosił Giedymina, króla Litwinów, którego córkę syn jego pojął był za żonę, aby mu posłał pewna ilość zbrojnych. Ów, zgadzając się na jego prośby, przeznaczył mu 1200 rycerzy. Ci z polecenia Łokietka, połączywszy się z jego wojskiem, najechali zbrojnie i po nieprzyjacielsku ziemie margrabiego brandenburskiego w okolicy miasta Frankfurtu i cały ten obszar, który liczył ponad 140 wsi i tyleż kościołów parafialnych, trzy klasztory zakonu Cystersów i dwa klasztory żeńskie i wiele innych klasztorów innych reguł zniszczyli, łupiąc i paląc, wypędzając nieludzko mnichów i Bogu poświęcone dziewice z klasztorów i znieważając sługi Kościoła, kapłanów, naczynia kościelne, szaty i inne świętości. Mężów zabijali, wiele zaś kobiet i szlachetnych matron wraz z dziewicami i dziećmi uprowadzili w niewolę. Była wśród nich pewna dziewica szlachetna, która z powodu blasku swej piękności równiej sobie nie miała, a o której posiadanie wybuchnęła wielka niezgoda między Litwinami. Jeden z nich, aby przerwać kłótnię, przystąpił do niej i mieczem przeciął ją na pół, mówiąc: „Podzielona jest na dwie części, każdy z was może wziąć część mu należną.

Przyłączenie Śląska do Czech.

(Chron. Aulae regiae et. Loserth, str. 449)

Źródła czeskie XIV wieku przynoszą wiele materjału do dziejów Polski, przedewszystkiem najcenniejsza z nich Kronika Królodworska (Chron. Aulae regiae) spisana w początkach XIV wieku przez opata tamtejszego klasztoru Piotra z Żytawy, a od 1316 prowadzona rok po roku aż do roku 1337. Ważnym zabytkiem jest również autobiografja późniejszego cesarza Karola IV, sięgająca aż po rok 1346, a opisująca lata jego młodości do wstąpienia na tron. Żadne z tych źródeł nie grzeszyły życzliwością dla Polski.
W tymże roku (1327) przybyło wiele książąt polskich (tj. śląskich) do Jana, króla czeskiego, odwiedzającego ich dziedziny, którzy przyrzekając wierność, składali mu hołd. Król bowiem miał zamiar zbroją ręką odzyskać Kraków, który wraz z królestwem polskim został mu odebrany. Wojska naprzód wysłane rozpoczęły już szturmowanie miasta Kraków, gdy król Łokietek, który przebywał w tem mieście, zawiadomił zięcia swego, króla Węgier, o tym najściu przez króla czeskiego i prosił o radę i pomoc. Karol zaś, król Węgier, przypomniał Janowi, królowi czeskiemu, przymierze pokoju, poprzednio między nimi zawarte, i zażądał, aby teścia jego nie atakował. Przez posłów mianowicie listy oświadczył on królowi czeskiemu co następuje: „Jeżeli wyrządzicie jakaś krzywdę memu teściowi, popełnicie rzecz taka samą, jak zabicie syna mego w moich oczach”. To też król czeski zaprzestał atakować króla polskiego, który był jego przeciwnikiem.

Piastowie śląscy stają się lennikami Czech.

Dokument hołdowniczy Kazimierza księcia cieszyńskiego i przyjęcie go jako lennika przez króla czeskiego.
(Jireček, „Kor. Archiv. česky str. 67, 71)

My Kazimierz, z Bożej łaski książę cieszyński oświadczamy i stwierdzamy niniejszym pismem wszem wobec, że jesteśmy księciem Czech i Polski i hrabiego luksemburskiego i że od niego wzięliśmy w lenno, i w lennie posiadamy i trzymamy prawem lennym, ziemię naszą cieszyńską wraz z jej miastami i grodami...
Dan w Opawie 18 lutego 1327 r.

My Jan, z Bożej łaski król Czech i Polski i hrabia luksemburski stwierdzamy i przez niniejsze pismo wszem wobec do wiadomości podajemy, iż ponieważ Kazimierz oświecony książę cieszyński, z powodu gorącej miłości, jaką do nas żywi, postanowił stać się naszym lennikiem i podwładnym i ziemię swoją cieszyńską wraz i miastami i grodami przyjął od nas na wieczne posiadanie, złożywszy hołd należnej wierności nam i naszym dziedzicom i następcom, królom czeskim, jako lennik nasz i naszego królestwa. My przyjmujemy go pod opiekę naszą i naszych dziedziców i spadkobierców, królów czeskich, jako lennika i poddanego naszego, przyrzekając jego i jego następców i następców we wszystkich należnych mu prawach wielkodusznie chronić i jak każdego naszego lennika i poddanego na każdym kroku strzec i bronić...
Dan w Bytomiu 24 lutego 1327 roku.
(Analogiczne dokumenty wystawiono dla innych książąt śląskich, którzy złożyli hołd Janowi)

Usadowienie się Czechów we Wrocławiu.

(„Kronika książąt polskich”. Mon. Pol. III, 515)

„Kronika książąt polskich” jest dziełem końca XIV wieku niezmiernie cennym dla dziejów Śląska, którym głównie jest poświęcona. Powstała na Śląsku, autor jej, nieznany z pochodzenia, pisze w duchu polskim.
Henryk VI, książę wrocławski, był to człowiek prosty i łagodny, siedział bowiem spokojnie i żył zgodnie, poprzestając na swojem i nie wydawał ponad miarę. Dlatego opływał we wszystko co mu było potrzebne. Widząc to brat jego, książę Bolesław, jak gdyby pomyślność brata wstydem mu była, począł go radą i namową nakłaniać, aby mu oddał Wrocław za Lignicę. Książę Henryk wszakże stanowczo temu odmówił. Gdy zaś Bolesław widział jego stałość w tym kierunku, począł go nękać, acz nie bezpośrednio, pozwalając go, jakoby bez swej wiedzy, łupić i ziemię jego pustoszyć. Tak mianowicie, że z dworu w Mertinsdorfie i z innych zameczków brzeskich, rabowano zimię wrocławską. A skoro i tą droga nie mógł nic osiągnąć, począł czynić zasadzki na dworaków księcia i czynić im szkody. Zważywszy to, zarówno ziemianie jak i mieszczanie rozpoczęli naradzać się z księciem Henrykiem, jakby zapobiec tym gwałtom. A ponieważ książę nie miał męskiego potomstwa, radzili mu niektórzy, aby dla swej obrony poddał się Janowi, królowi czeskiemu. Zaczęły się w tej sprawie układy między księciem a królem, i wreszcie postanowiono, że książę Henryk, na złość bratu swemu, przekaże księstwo wrocławskie po swej śmierci królowi i królestwu czeskiemu. Dowiedziawszy się o tem, Bolesław wpadł w gniew i wypomniał królowi Janowi, iż przysiągł, że nie naruszy ani ziem własnych ani należnych mu w spadku. Wszczęły się stąd miedzy nimi zatargi i król groził, że zniweczy księcia Bolesława, chociaż ten znaczne mu niegdyś wyświadczył usługi. Gdy zaś wrócił z Mazowsza książę Władysław, brat księcia Bolesława, udał się do króla i zapewniał, że on będzie prawym panem i dziedzicem Lignicy, a powołując się na jakieś pismo mieszczan lignickich ofiarował królowi na sprzedaż ziemię lignicką. Król, wziąwszy to pismo, pokazał je księciu Bolesławowi. Ten ujrzawszy je, przestraszył się, bo król groził, że chce mieć Lignicę i że go zupełnie zniszczy, jeśli mu się nie podda nie stanie się lennikiem korony czeskiej. Że zaś Bolesław, przez swą rozrzutność zbyt był wyczerpany, by mógł mu się oprzeć, przeto lękając się, że grozić mu będzie jeszcze większe niebezpieczeństwo, i on został poddanym i lennikiem króla czeskiego. Tak to chyba, jako kara za grzechy, ziemia i księstwo wrocławskie przeszły z rąk panów przyrodzonych w obce ręce i tak przepadła wolność książąt polskich (na Śląsku).

Napady krzyżackie.

(Kronika Wiganda z Marburga. Script, rer. Pruss. III, 463-466, 478–480)

W roku 1329 król czeski i krzyżacy z rozwiniętymi chorągwiami i potęgą wielką ruszyli przeciw Karolowi Łokietkowi, który naruszył pokój. Przybrawszy liczny zastęp wyborowego rycerstwa, spustoszyli ziemię dobrzyńską, nikogo nie oszczędzając. Podobnie postępowali i na Mazowszu, pustosząc tę ziemię miejscami ogniem. I tak pomścił mistrz i jego sprzymierzeńcy zniewagę wiary. Oblegli miasto Płock, pobudowali machiny oblężnicze a rzucając z nich pociski niepokoili mieszczan i burzyli mury miasta. Przez to król Jan zmusił wreszcie księcia płockiego Wacława, iż poddał mu się na wieczne czasy i uznał się za jego lennika.

W tymże roku po Wielkiej Nocy brat Otto z Luterbergu niezwykłych czynów dokonywał w ziemi kujawskiej. Wraz z Prusami obległ on Przedecz i zażądał poddanie go, atakując machinami i ostrzeliwując. Obrońcy atoli dali mu dumną odpowiedź, sadząc, że są dobrze strzeżeni i nie obawiając się jego gróźb. Brak jednak Otto wraz z Prusami zdobył gród w ataku, zabiwszy 80 znaczniejszych spośród obrońców. Również i zamek wyszogrodzki zdobyli Bracia i całkowicie zniszczyli tak, że nikt nie uszedł. Zginęło tam w dniu św. Jakóba (25 lipca) 200 mężów, bo nie dawano pardonu, ani brano jeńców. Ponadto Bracia spalili wraz z załogą zamek Nakło, wzięty szturmem, w dniu św. Aleksego (17 lipca), z wyjątkiem starosty Henryka, który się oddał w niewolę. Podobnie postąpiono uprzednio z Raciążem, siedzibą biskupa kujawskiego, który po ośmiodniowych szturmach w dniu św. Piotra i Pawła, (29 czerwca), zdobyto w walce...

Pierwszego lipca 1331 roku wznowiono kroki wojenne między Polską a Zakonem. Ponieważ w. mistrz zaproponował Janowi, królowi czeskiemu, wspólne prowadzenie wojny przeciw królowi Łokietkowi, Jan porozumiał się z krzyżakami i umówił się, że się spotkają dnia 14 września pod Kaliszem. Mistrz, pomimo to pozostał w domu, a na wyprawę wysłał w swym zastępstwie marszałka Dytrycha z Altenburga, oraz Ottona z Luterberga. Przybyło też wówczas (na wyprawę) wielu gości rycerskich z Anglii, jak Tomasz hr. de Offart i inni. Bracia więc przeprawiwszy się przez Wisłę, zaczęli pustoszyć tamtejsze ziemie, niszcząc, paląc i mordując. Dotarli tak wkrótce do miasta Frienstad, które spalili, a gdzie, nie zsiadając z koni, mordowali ludność, brali ogromną zdobycz i zmuszali Polaków do ucieczki. Zaatakowawszy zaś gród tamtejszy, wzięli go szturmem, a załogę, zarówno starych jak młodych, bądź pozabijali i zniszczyli ogniem, bądź wzięli w niewolę. Potem zdobyli Bracia jeden gród i pięć miast: Pyzdry, Bnin, Żnin, Środę, Pobiedziska, Poledzie. Zajęli też Bydgoszcz, gdzie w czasie walki zginął jeden ksiądz z ręki książątka pruskiego, który bardzo się czynem tem szczycił.

Stamtąd zaś z olbrzymim łupem, danym im przez Boga, pospieszali Bracia w ziemię kaliską i tam w pewnej wsi rozłożyli się, zajmując swem wojskiem pół mili. Marszałek zaś wysłał 3000 ludzi pod Kalisz, aby próbowali, czy jakimś podstępem nie zdołają zająć grodu. Ci, przybywszy pod mury, zaatakowali je w walce pieszej mężnie i zwycięsko, bo pewna ilość przeciwników zabili i wzięli do niewoli. Wreszcie i sam marszałek ruszył pod Kalisz, bo król czeski ustanowił był tam spotkanie. Gdy zaś przybył pod miasto, nie zastał tam króla, którego się tam spodziewał i oczekiwał go tam daremnie przez 5 dni. Ponieważ król nie przybywał, Bracia niezadowoleni ruszyli na Gniezno, gdzie spoczywa św. Wojciech. Marszałek wysłał tam naprzód znaczną ilość ludzi, aby potajemnie zabrali relikwię świętego. Gdy jednak Bracia weszli do prezbiterium katedry, nie znaleźli tam relikwij, które przez zakonników zostały gdzie indziej ukryte. Otoczywszy więc miasto, zdobyli ja na drugi dzień i wszystkich wokół pozabijali lub wzięli w niewolę.

Bitwa pod Płowcami.

(Rocznik Traski. Mon. Pol. H. II. 856)

Dla schyłku panowania Łokietka i początkowe Kazimierza Wielkiego najwięcej cennych, bo współczesnych, informacji przynoszą nam z pomiędzy źródeł polskich roczniki, wśród nich wysuwa się na czoło rocznik nazywany przez historyków naszych „Rocznikiem Traski”. Końcowe lata panowania Kazimierza Wielkiego, a zwłaszcza panowanie Ludwika Węgierskiego, opisuje dokładnie w swej kronice Janko z Czarnkowa, podkanclerzy Kazimierza Wielkiego, który jednak powodowany antagonizmem osobistym do wielu wybitnych osobistości ówczesnych, grzeszy brakiem obiektywności i tendencyjnością aż nadto przejrzystą. Wiele autentycznych szczegółów przechowała nam i późniejsza „Historja Polski” Jana Długosza.

Niedługo potem, Krzyżacy, zebrawszy znaczne wojska i wielka liczbę najemnych żołnierzy z nad Renu i innych stron Niemiec, ruszyli w ziemię łęczycką i spustoszywszy ją, wkroczyli w sieradzkie, spalili miasto Uniejów wraz z zamkiem, oraz inny jeszcze zamek i inne miasta ziemi sieradzkiej. Przybywszy następnie pod Kalisz, oblegali go przez dwa dni i nic nie sprawiwszy, po stracie przeszło 40 ludzi, ruszyli na Konin, gdzie znowu stracili 20 wojowników. Król bowiem polski, Władysław, chociaż zabiegł im drogę koło Łęczycy, nie śmiał ich atakować, ponieważ znacznie przewyższali go liczbą i jakością wojska. Postępował więc za nimi od Łęczycy w odległości jednej lub dwu mil, zarywając ich po drodze. Tam też, wezwawszy za glejtem Wincentego z Szamotuł, doprowadził do zgody między nim a sobą i synem. Wincenty zaś pragnąc zatrzeć piętno zdrady, śledził dzielnie Krzyżaków i ich wojska, i chociaż wiedział, że są bez porównania liczniejsi i silniejsi. Twierdził, że to są małe siły i że nic nie potrafią zdziałać, by nie wzniecać strachu wśród Wielkopolan, Sandomierzan i innych. Króla wszakże poufnie poinformował, że całkiem jest inaczej. Król przybywszy przeto za Krzyżakami na Kujawy, w okolice Płowiec, wsi leżącej koło Radziejowa, a poleciwszy siebie i swoich Bogu i świętym biskupom i męczennikom, Wojciechowi i Stanisławowi, stoczył z wrogami bitwę w dzień Przeniesienia św. Stanisława (27 września) i z pomocą Boga i jego świętych, tak strasznie ich rozgromił, iż dwadzieścia tysięcy z nich poległo, jak to stwierdza król i wielu innych. Padło w tej liczbie 500 braci zakonnych, 900 ciężko zbrojnych rycerzy, warz z 600 pachołkami, dostało zaś się do niewoli przeszło 40 rycerzy, w tym kilku Krzyżaków, kilku zaciężnych z dalekich stron, kilku Pomorzan, Prusów i szlachty tych ziem. Wśród nich wzięty został pewien szlachetny książę imieniem Rus, w stroju zakonnych, od którego zależała cała siła wojenna w tej wyprawie. Ten został odwieziony do Krakowa, pod który zmierzał był ze swym wojskiem, i tam osadzony został w więzieniu. Stało się to w roku pańskim 1331. Jak wszyscy zaś, którzy brali udział w tej bitwie, zgodnie twierdzą, z masy czterdziestu blisko tysięcy Krzyżaków nikt prawie nie byłby uszedł, gdyby wielu Polaków nie uciekło przed bitwą i w czasie bitwy. Sam zaś wielekroć wspominany Wincenty, aby zmyć wszelkie domysły o własnej zdradzie, jaką mu zarzucano i usunąć wszelkie podejrzenia, rozpoczął pierwszy walkę wraz ze swemi ludźmi, walczył mężnie i idąc w zawody z królem i rycerstwem jego królestwa, wywalczył szczęśliwie świetny i zwycięski triumf nad Zakonem i jego wojskami. Wielu też wątpi, jakoby ów Wincenty mógł gotować taką zdradę i tak krwawą klęskę swemu narodowi, gdy w tak trudnem położeniu i tak ciężkiej potrzebie przysporzył królestwu polskiemu tak wielkiej i wiecznie trwającej sławy. Nie można też przemilczeć, jako niemałego cudu, że podczas gdy z pomiędzy Krzyżaków padło tak wielu, z pośród Polaków padło tylko 12 rycerzy i około 30 pachołków, abyśmy wyraźnie poznali, że po ich stronie walczył Bóg i jego święci i aby na pamiątkę tak wielkiego cudu cały naród polski na wielki Boga chwalić nie przestawał.

Śmierć Władysława Łokietka.

(Rocznik Traski, Mon. Pol. III, 858)

Władysław, zwany Łokietkiem, król Polski znamienity, po wielu walkach, w których przeciw wrogom swego ludu mężnie walczył, po wielu bitwach, zwycięstwach i triumfach, wedle woli nad wrogami odnoszonych, na pozór jeszcze w pełni sił, w siedemdziesiątym roku swego życia, dnia 2 marca, roku Pańskiego 1333, zmarł ku wielkiemu sieroctwu i smutkowi całej Polski. A gdy czuł już zbliżającą się śmierć, wyspowiadał się pokornie i z wieką skruchą serca bratu Eljaszowi, zakonu Dominikanów, mężowi wyjątkowemu w obcowaniu i wypróbowanej cnoty, który od papieża posiadał pełną i wszechwładną moc dyspensowania i odpuszczenia mu wszystkich jego grzechów. Portem zaś Spicymierz kasztelan i Jarosław archidiakon krakowski, którzy w chorobie go nie odstępowali, z płaczem nie małem tak doń przemówili: „Panie i królu nasz, ty za życia twego twoją szlachtę, bogatych i ubogich, dostojnych i nieznacznych, wyniosłych i maluczkich, starych i młodych, jak najgodniej otaczałeś życzliwością, bez uszczerbku w ich dobrach i prawach. Wezwij przeto twą szlachtę, by miłością i życzliwością otaczała syna twego Kazimierza, którego pozostawiasz jako następcę twego w królestwie.

Król zaś, choć go już język i mowa zawodziły, jednakże odezwał się godnie do Spicymierza, Jarosława i innych obecnych: „ O mężowie, tak wielce życzliwi mnie i memu potomstwu, oby syn mój, idąc za mym przykładem, postępował z wami wedle mej myśli i obyście go wy tak, jak mnie, kochali”. Mówiąc to i polecając synowi swemu Kazimierzowi, tamże obecnemu, powszechnie wierność swej szlachty zasnął w Panu. Gdy więc tak świetna gwiazda narodu przysłoniona została cieniem śmierci, pozostałby był (w jej braku) wielki chaos, występki i spory, gdyby niebieski władca szczęśliwie nie był przeznaczył z niej promienia dla narodu polskiego. Albowiem król zostawił po sobie narodowi syna Kazimierza, o którym wyżej wspomnieliśmy. Stąd też radość i uśmiech hamowały ból i żałobę, aby ci, którzy boleli z przyczyny zachodu tak świetnej planety słonecznej, uczcić mogli to światło, które im pozostało.

Kongres wyszehradzki.

Na kongresie wyszehradzkim 1335 roku Kazimierz Wielki, pragnąc rozerwać przymierze czesko – krzyżackie, ugodził się z królem czeskim, iż ten się zrzeknie tytułu króla polskiego za cenę 20 000 kóp groszy praskich, i w związku z tym zobowiązał się do zrzeczenia się praw do księstw śląskich, które poddały się zwierzchnictwu czeskiemu. Pierwsza umowa została niezwłocznie wykonana, aktu zrzeczenia się Śląska natomiast Kazimierz nie wystawił, licząc, że z biegiem czasu zdoła przeprowadzić rewizję tych postanowień. Dopiero w roku 1339 Kazimierz musiał zaspokoić Czechy w przededniu procesu z Krzyżakami, akt taki wydał. Podobnie zwlekała Polska z wykonaniem wyroku w sprawie pomorskiej, wydanym na tymże kongresie na korzyść Krzyżaków, próbowała go poddać rewizji, wznawiając proces i zrzekła się Pomorza dopiero w pokoju kaliskim 1343 roku.

  • a). Śląsk i tytuł królewski.

(Autobiografia Karola IV, Böhmer, Fontes rer. Germ.,I, 250)

(W jesieni roku 1335) ruszyliśmy do Węgier do ojca naszego, którego spotkaliśmy w Wyszehradzie nad Dunajem u króla Karola I. Tam to uczynił ów król Karol pokój między ojcem naszym a królem krakowskim, tak iż ojciec nasz zrezygnował z prawa swego do dolnej Polski, a mianowicie do prowincji gnieźnieńskiej, kaliskiej i innych dolnych prowincji Polski. Król zaś krakowski w imieniu swojem i swoich następców, królów dolnej Polski, zrezygnował na zawsze na rzecz ojca naszego, ze wszelkich działań co do wszystkich księstw śląskich i opolskich, oraz miasta Wrocławia.

  • b). Wyrok w sprawie Pomorza.

(Dogiel. Cod. Dipl, IV, 54)

W imię Pańskie. Amen. My Karol i Jan z Bożej łaski królowie Węgier i Czech, odnajmujemy niniejszym pismem, ku wiecznej pamięci, wszystkim i każdemu z osobna, komu o tym wiedzieć należy, że gdy oświecony książę Kazimierz z Bożej łaski król polski z jednej, a wielebni mężowie, wielki mistrz, komturowie i bracia wszyscy zakonu krzyżackiego domu teutońskiego z drugiej strony, zdało się na nas królów Czech i Węgier, jako na życzliwych pośredników, rozjemców i sędziów w sporze, toczącym się zdawna o ziemię chełmińską, dobrzyńską, kujawską, pomorską i toruńską, my taki wyrok osądziliśmy wydać między stronami i taki ogłaszamy:

„Kazimierz, król Polski i jego synowie, następcy i dziedzice spokojnie, bezpiecznie i wieczyście dzierżyć mają i posiadać ziemię kujawską i dobrzyńską z ich dzielnicami i powiatami, tudzież użytkami i przynależnościami z dawna im służącymi w ich starodawnych kresach i granicach, z prawej i tytułem wyłącznej własności, tak jak wiem, że do przodków i poprzedników jego należały, a przez to i do niego dziedzicznie należą, w szczególności zaś ziemia kujawska z dzielnica księcia Kazimierza, która mu przypada, z tem atoli zastrzeżeniem, iż wszelkie dobra i posiadłości, które Krzyżacy w ziemi dobrzyńskiej i kujawskiej przed wybuchem wojny prawnie i spokojnie posiadali, jak przedtem, tak i nadal, z wszelkimi prawami, zwierzchnictwami i przynależnościami mają dzierżyć i posiadać w wymiarach i granicach z dawna przestrzeganych.

Wielki Mistrz zaś i Bracia Krzyżowi domu teutońskiego mają podobnież bez sporu, spokojnie i wiecznie dzierżyć i posiadać ziemię Pomorską w jej obszarze i starodawnych granicach, z wszelkiemi podobnież użytkami i przynależnościami tej ziemi, którą Kazimierz, król Polski rzeczonym Braciom z wyroków Boskich i ku zbawieniu duszy swej swoich przodków, jako wieczystą jałmużnę, z rękojmią wzajemnego pokoju wobec nas odstąpił, zrzekłszy się wszelkich do niej praw i działań, obron i odwoływań ku jej odzyskaniu, jakie mu zdawna służyły lub służyć mogły, takiem, według naszego orzeczenia i sądu, prawem i w taki sposób, w jaki ziemię chełmińską i toruńską rzeczonym Braciom przez poprzedników były nadane i przekazane, a które to zapisy i nadania w pierwotnej ich mocy potwierdzamy...
Działo się w Wyszehradzie na Węgrzech roku Pańskiego 1335, w niedzielę po św. Elżbiecie (26 listopada).

Kazimierz zrzeka się Śląska.

(Jireček, „Korunni archiv česky 182)

Kazimierz z Bożej łaski król polski. Skoro, jak przeszłość wykazuje, pomiędzy prześwietnymi książętami panami Janem, królem czeskim, i Karolem, synem jego pierworodnym i margrabią morawskim i ich przodkami i poprzednikami z jednej, a nami i naszymi przodkami z drugiej strony zachodziły pewne nieporozumienia, zatargi i klęski oraz wielkie straty w rzeczach i ludziach zabitych w ciągu tych czasów, przez co rządy naszych krajów i ziem z obu stron ciężkie ponosiły szkody i doświadczały codziennie niezliczonych niekorzyści, przeto my, chcąc tych i tak wielkim niebezpieczeństwom zbawiennie przeszkodzić i im kres położyć uznajemy, oświadczamy i publicznie stwierdzamy, iż nie mamy i nie mieliśmy ani też nie przystoi nam ani nie przystało, żadne prawo, własność, władza, posiadanie lub tytuł do prześwietnych książąt panów: Bolesława lignickiego i brzeskiego, Henryka żagańskiego i krośnieńskiego, Konrada oleśnickiego, Jana cieniawskiego, książąt śląskich, oraz Bolka opolskiego, Bolka niemodlińskiego, Alberta strzeleckiego, Władysława cieszyńskiego, Władysława kozielskiego i bytomskiego, Wacława księcia mazowieckiego, pana na Płocku, Leszka raciborskiego i Jana oświęcimskiego oraz do ich lenników, ich ziem księstw, państw oraz do miast Wrocławia i Głogowa z okręgami...
Przyrzekamy też, że ani my, ani nasi dziedzice i spadkobiercy, ani nikt inny, nie będziemy nigdy przeszkadzać lub napastować tychże panów, króla i margrabiego albo ich dziedziców i spadkobierców z racji tychże książąt i ich księstw i miast Wrocławia i Głogowa z przynależnościami, ani też dla nas, lun dla naszych dziedziców nie będziemy ich windykować...
Dan w Krakowie w oktawę Oczyszczenia N. Marji Panny (9 luty) roku Pańskiego 1339.

Drugi wyrok przeciw Krzyżakom.

(Dogiel. Cod. dipl. IV 56)

W imię Pańskie, Amen. Odnajmujemy wszystkim, iż my Galhard de Cerceribus i Piotr syn Gerwazego, Stolicy apostolskiej nuncjusze, wykonawcy i sędziowie w sprawie toczącej się między Kazimierzem z Bożej łaski królem polskim z jednej a W. Mistrzem i braćmi zakonu teutońskiego N. Marji Panny w Prusach z drugiej strony, do tejże sprawy przez Stolicę apostolską specjalnie wyznaczeni, po wprowadzeniu i wybadaniu świadków, po przejrzeniu i należnem, wysłuchaniu informacji i dowodów, skazujemy Zakon na zwrócenie rzeczonemu królowi polskiemu w całości i w zupełności ziem Pomorskiej, Włocławskiej, Brzeskiej, Dobrzyńskiej, Chełmińskiej i Michałowskiej, jakoteż korzyści i dochodów z nich pobieranych, rzeczy zabranych, spalonych lub zatraconych, jak również na wynagrodzenie szkód zrządzonych, które szacujemy na 94500 grzywien polskiej monety i wagi. Na koniec skazujemy ich na zapłacenie wydatków w rzeczonej sprawie albo z jej przyczyny przez króla polskiego lub jego zastępcę poczynionych, które szacujemy na 1600 grzywien tejże monety i wagi. W. Mistrza zaś, komturów i braci zakonu teutońskiego N. Marji Panny, jako nieprawych przywłaszczycieli ziem rzeczonych i sprawców wyżej opisanych szkód i nadużyć niniejszym pismem i stanowczym naszym wyrokiem uznajemy za winnych i potępiamy.
Działo się w Warszawie, diecezji poznańskiej, w kościele św. Jana Chrzciciela roku od narodzenia Pańskiego 1339, indykcji[1] siódmej, piątego roku pontyfikatu Ojca św. i pana naszego z Bożej łaski papieża Benedykta XII, dnia 15 września, w porze przedwieczornej.

  1. Średniowieczna rachuba czasu wedle cyklu 15-to letniego, wziętego z rzymskiego prawa podatkowego. Indykcja siódma oznacza siódmy rok w cyklu.


Pokój kaliski. Kazimierz Wielki zrzeka się Pomorza.

(Dogiel. Cod. dipl. IV 68)

Nie mogąc jednocześnie prowadzić walki Rusi i przeciw Krzyżakom, Kazimierz Wielki zdecydował się w roku 1343 w Kaliszu zrzec się Pomorza, stosownie do wyroku wyszehradzkiego z roku 1335. Myśli odzyskania tak Śląska jak i Pomorza nie wyrzekł się jednak król aż do śmierci i jeszcze w roku 1364 czynił starania u papieża co do zobowiązań zaprzysiężonych co do tych krajów zobowiązań, ku wielkiemu zaniepokojeniu tak Czechów jak i Krzyżaków. Do śmierci tez używał tytułu pana Pomorza.

Kazimierz z Bożej łaski król Polski, pragnąc położyć kres walkom i zatargom między Polską a Zakonem krzyżackim i umożliwić pokojowy rozwój królestwa polskiego, w imieniu naszem i naszych dziedziców i następców, oraz wszystkich mieszkańców królestwa polskiego, tak dostojników, jak i innych stanów, czynimy pokój wieczny z Mistrzem i braćmi zakonu krzyżackiego przyrzekając pod przysięgą wiecznie go zachowywać. Zarazem uznajemy i przez niniejsze pismo potwierdzamy darowiznę ziemi Chełmińskiej, zamku Nieszawy, dworów w Orłowie i Ogorzynie i innych dóbr i posiadłości, które przed rozpoczęciem wojny prawnie, słusznie i sprawiedliwie posiadał tenże Mistrz i bracia, a w szczególności zaś ziemi Michałowskiej, tak i takiem prawem, na jakim dotychczas od dostojnych książąt kujawskich posiadali. Aby zaś zniknęła na przyszłość sposobność do wszelkich działań, pretensji i skarg, które my lub nasi dziedzice i następcy podnosimy obecnie lub podnosić możemy na przyszłość do ziemi Pomorskiej, Chełmińskiej i Michałowskiej lub ich jakiejkolwiek części, przez prawo dziedziczenia lub jakiekolwiek inne, zrzekamy się tych ziem i każdej z nich z osobna wyraźnie, jasno i w całości dokumentem niniejszym. Ponadto zrzekamy się za nas i naszych następców tytułu księcia ziemi Pomorskiej, który teraz jest wypisany na naszej wielkiej pieczęci, przyrzekając, że go z pieczęci naszej usuniemy i że ani my, ani nasi następcy nigdy na pieczęciach i dokumentach używać go nie będą.

Zajęcie Rusi i zhołdowanie Mazowsza.

Kazimierz Wielki zajmuje Ruś halicką.

(Rocznik Traski. Mon. Pol. dipl. H II , 860)

Roku Pańskiego 1340, Bolesław, syn Trojdena, księcia mazowieckiego, książę Rusinów, otruty przez swoich, zszedł z tego świata około święta Zwiastowania N. Marji Panny (25 marca). Jak mówią był on bardzo ciężki dla swoich, więżąc ich i wymuszając od nich pieniądze i wprowadzając inne narody, np. Niemców i Czechów, jakoby panów nad nimi. Stąd, jak się zdaje, rozgoryczeni tylu krzywdami, taką mu śmierć zgotowali. Kazimierz zaś, król polski, usłyszawszy, że tak życie zakończył, wkroczył z niewielkim wojskiem na Ruś około Wielkiej Nocy (16 kwietnia). Chrześcijan i kupców, którzy się w zamku lwowskim schronili, po spaleniu zamku sprowadził do swego królestwa i żonami, dziećmi i majątkiem. Zabrał tam też łupy licznie w srebrze, złocie i kamieniach, tj. skarbiec dawnych książąt, w którym było parę krzyżów złotych, zwłaszcza zaś jeden, w którym znajdowała się wielka cząstka drzewa z krzyża Świętego, dalej dwie bardzo kosztowne korony, szaty pewne drogocenne i tron zdobny złotem i kamieniami. Zabrawszy to wszystko powrócił do kraju.

Tegoż roku około św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) tenże król Kazimierz, zebrawszy silne wojsko w liczbie około 20 000 wkroczył znowu na Ruś, gdzie zburzywszy pewne grody i zamki, zmusił je do uległości. A chociaż zebrało się prawie 40 000 Tatarów, a Rusinów tyleż albo i więcej, to jednak król zwycięsko i z wielką chwałą wrócił do ojczyzny bez żadnej szkody lub straty swego rycerstwa.

Walka z Litwinami.

(Kronika Janka z Czarnkowa. Mon. Pol. H. II. 629)

Kiedy Lubart, syn Gedymina księcia litewskiego, opanował Ruś, wkroczył tam król Kazimierz w roku 1349 z silnem wojskiem i zajął ja na nowo wraz z wszystkimi miastami i grodami, zostawiając Lubartowi tylko miasto Łuck z obwodem, na znak swej dobrej woli. Skoro zaś wjechał w triumfie do Krakowa i przez kler i lud został wspaniale przyjęty, dworzanie oskarżyli przed nim fałszywie niejakiego Marcina, zwanego Baryczką, wikarjusza katedry krakowskiej, który w dzień św. Łukasza (18 października) został zasądzony i następnej nocy i bez powodu utopiony w Wiśle.

Niestety cale szczęście opuściło odtąd króla, który pierwej triumfował nad nieprzyjaciółmi. Wnet bowiem książęta litewscy najeżdżając kilkakroć na Ruś, zniszczyli miasta jak Włodzimierz i Lwów oraz miasteczka i wsie, obracając je w popiół i w perzynę, zamki silniejsze jak włodzimierski, bełski, brzeski i inne pomniejsze pozdobywali i spustoszywszy w znacznej części ziemię łukowską, sandomierską i radomską, ogromną liczbę ludu chrześcijańskiego uprowadzili w niewolę.

Układ o Ruś między Kazimierzem Wielkim a Ludwikiem Węgierskim.

(Kwartalnik hist. VI 31)

Królowie węgierscy rościli sobie od XIII wieku pretensje do Rusi halickiej. Kazimierz Wielki zawarł więc ugodę z królem węgierskim Ludwikiem co do Rusi i zyskał nawet pomoc jego dla opanowania i utrzymania tego kraju. Ludwik zawierał ugodę w nadziei, że zasiądzie na tronie polskim.

My Ludwik z Bożej łaski król Węgier stwierdzamy niniejszym, iż królestwo Rusi oddaliśmy i darowaliśmy Kazimierzowi z Bożej łaski królowi polskiemu na podstawie warunków i układów poniżej wpisanych, że jeśli rzeczonego króla polskiego łaska Boża synem obdarzy, wówczas my lub brat nasz książę Stefan lub nasi dziedzice, będziemy mogli, kiedy zechcemy od tegoż syna i jego męskich potomków wykupić to królestwo za 100 000 florenów. Jeżeli zaś rzeczony pan i król Polski, co oby nie nastąpiło, zmarł nie pozostawiając męskiego potomstwa, to wówczas wspomniane królestwo ruskie przejedzie w ręce nasze tak jak i królestwo polskie, jako prawna nasza własność, stosownie do zasadniczej umowy naszej, dokonanej pełnem prawem, co do owego królestwa polskiego. Pomocy zaś tak przeciw Krzyżakom Pruskim, jak i innym, szczególnie zaś z powodu rzeczonego królestwa ruskiego, będziemy udzielać zawsze tak my, jak i książę Stefan, stosownie do brzmienia pierwotnej umowy między królem i panem Karolem, rodzicielem naszym świętej pamięci, a w następstwie twego i nami oraz królem polskim...
Dan w Budzinie w oktawę Wielkiej Nocy (4 kwietnia) r. P. 1350.

Wyprawa na Litwę.

(Kronika dubnicka. Florianus. Rer. Hung. fontes dom. III 143)

Wśród źródeł węgierskich najcenniejsze dla dziejów polskich szczegóły przynosi tzw. „Kronika Dubnicka” , podająca wtrącony ustęp o wypadkach lat 1345–1355, napisany współcześnie przez mnicha franciszkańskiego. Szereg informacji odnoszących się do spraw polskich posiada również „Kronika” Jana archidjakona z Küküllö, współczesnemu Ludwikowi Węgierskiemu i jego panowanie opisującego.

... Zabrawszy obydwa wojska, polskie i węgierskie, król Ludwik po piętnasto-dniowym marszu wśród borów dotarł na Litwę i zatrzymawszy się na granicy, wysłał trzech panów węgierskich, którzy przybywszy do książąt litewskich, zostali tam jako zakładnicy, a wysłali do króla księcia Litwinów Kiejstuta, który przybywszy do króla, poddał mu się całkowicie i w pokorze. Zawarto tedy następujący traktat pokoju: po pierwsze, że rzeczony Kiejstut wraz ze swymi braćmi i całym ludem chce się ochrzcić, jeśli król węgierski potrafi otrzymać dlań koronę królewską; po wtóre, że pragnie zawsze spieszyć z pomocą królowi Węgier własnym trudem i kosztem, jeżeli królowie Polski i Węgier odzyskają dlań ziemie litewskie, zajęte przez Krzyżaków i bronić go będą zawsze przeciw Krzyżakom i Tatarom; po trzecie, że założą na Litwie arcybiskupstwo, biskupstwa i klasztory dla mnichów; po czwarte, że Kiejstut uda się z królem do Budzina i tam się pozwoli ochrzcić; po piąte, że królestwa Litwy, Węgier i Polski pozostaną trwale w pełnym pokoju...

W święto Wniebowzięcia N. Marji Panny (15 sierpnia) przybył Kiejstut do namiotu króla Węgier i wobec wszystkich potwierdził układ powyższy przysięga wedle zwyczaju litewskiego złożoną. Kazał przyprowadzić wolu czerwonej maści i przywiązać go do dwóch słupów, a wziąwszy nóż litewski rzucił do weń i ugodził w główną arterję. Natychmiast też wpłynęła krew bardzo obficie, a Kiejstut i wszyscy Litwini obmyli nią twarz i ręce, wołając po litewsku: „rogachina, roznenachy, gospanany”. A powiedziawszy to, odciął głowę wołu i tak ją oddzielił od karku, że przez ten rozdział między głową a karkiem trzykrotnie przeszedł i on sam i wszyscy Litwini tam obecni. Tegoż dnia król Ludwik uwolnił z kajdan i pozwolił wolno odejść bratu Kiejstuta, Lubartowi, którego król polski, po starcie wielu ludzi, wziął do niewoli w pewnym grodzie bardzo warownym. A gdy wracali w stronę Węgier, po trzech dnia drogi Kiejstut po kryjomu uciekł wraz ze swymi ludźmi i powrócił do swego kraju. Król Węgier i król Polski widząc, że w ten sposób zostali oszukani, bardzo się zasmucili, lecz naprawić tego już nie mogli.

Zhołdowanie[1] Mazowsza 1355r.

(Kodeks mazowiecki 69)

W Imię Pańskie, Amen. My Kazimierz z Bożej łaski król polski niniejszem aktem obwieszczamy wszystkim tak obecnym jak przyszłym, którzy to czytać będą, że aczkolwiek ziemia warszawska, po śmierci księcia Kazimierza, ś. p. synowca naszego ukochanego i lennika na zasadzie hołdu, który nam złożył za życia, do nas należeć powinna, to jednak zważywszy liczne zasługi dostojnego księcia i pana Ziemowita, synowca naszego ukochanego, księcia Mazowsza i pana na Czersku nadajemy na jego prośbę jemu i jego synom prawem lennem wspomnianą ziemię, z której to ziemi wraz z grodami i zamkami, jakoteż ze wszystkich innych, mianowicie Czerska, Rawy, Gostynina i Liwa, które już poprzednio miał od nas w lennie i teraz ponownie w lenno nam oddał, obowiązany będzie nam corocznie przeciw każdej osobie i osobom, królom i książętom w wyprawach i wojnach ze swym żołnierzem służyć i okazywać posłuszeństwo. Nie będzie też bez naszej wiedzy zawierać umów, ani też nam takiej wierności rzeczonego księcia Ziemowita, i ziemię jego bronić całą naszą mocą przeciw wrogom i nieprzyjaciołom jakimkolwiek. Jeżeli zaś, co oby się nie stało przyszłoby nam zejść z tego świata bez potomstwa męskiego, w takim razie tenże książę i brat nasz oraz jego dzieci wraz ze swymi wyżej wymienionymi ziemiami wolni będą zupełnie wobec naszych następców od wierności lennej i spełniania służb lenniczych. Jeżeli zaś będziemy mieli męski potomstwo, w takim razie książę i jego synowie będą wobec nich zobowiązani do takiego lenna jak wobec nas. Czyniąc zaś temu księciu dalszą jeszcze łaskę, po śmierci naszej, choćbyśmy męskie posiadali potomstwo, w całości przekazujemy temuż księciu Ziemowitowi zamek Płock z całą ziemią na zasadzie lenna jak wyżej powiedziane.
Działo się w Kaliszu w dzień św. Jana apostola i ewangelisty (27 grudnia) r. P. 1355.

  1. W oryginale „shołdowanie”.


Ostateczne utrwalenie się Polski w Rusi halickiej.

(Janko z Czarnkowa str. 631)

W roku 1366 król Kazimierz, zebrawszy wielką liczbę wojska, wkroczył ze znaczną potęgą na Ruś. Wtedy to Jerzy, książę bełzki, oddał się w jego służbę, lecz zdradliwie, jak to później jawne się okazało. Król zaś zdobywszy ziemie Włodzimierską, którą dzierżył Lubart, wraz ze wszystkimi jej grodami, oddał je księciu Aleksandrowi, synowcowi Kiejstuta i Olgierda, oprócz grodu chełmskiego, który nadał księciu Jerzemu. Ten zaś książę Aleksander trzymał tę ziemię aż do śmierci króla, wiernie mu służąc.

Stosunki wewnętrzne za Kazimierza Wielkiego.

Jak Kazimierz Wielki rządził krajem i narodem.

(Janko z Czarnkowa, str. 623–628)

Wymiar sprawiedliwości.
Ozdobiony koroną królewską rządził po męsku pożytecznie państwem i narodem od Boga sobie powierzonym, albowiem wedle słów proroka miłował pokój, prawdę i sprawiedliwość. Był to najtroskliwszy opiekun i obrońca dobrych i sprawiedliwych a bardzo srogi zaś prześladowca złych, rozbójników, gwałtowników i potwarców. Ktokolwiek dopuszczał się rabunku lub kradzieży, choćby to był szlachcic, tego polecał ściąć, utopić lub zamorzyć głodem, choć z braćmi jego jadał i pijał, a nawet spał. Mając bowiem Boga za obrońcę, nie obawiał się ludzi. Potwarców zaś, których dosięgnął, kazał piętnować na obliczu rozpalonym żelazem. Za jego czasów też żaden możny pan lub szlachcic nie odważył się wyrządzić krzywdy biednemu, lecz wszystko wedle wagi sprawiedliwości było załatwiane. Ponieważ zaś w królestwie odbywały się sądy na podstawie dawnych zwyczajów, a raczej przekupstwa, przy których różni, wyroki rozmaicie zmieniając, liczne przeprowadzali krzywdy i potwarze, przeto król, dbały żarliwie o sprawiedliwość, zwołał z całego królestwa polskiego prałatów i szlachetnych baronów, a odrzuciwszy wszelkie zwyczaje przeciwne prawu i rozumowi, za wspólną zgodą tychże prałatów i baronów, kazał spisać ustawy zgodne w prawem i rozumem dla przestrzegania po wsze czasy. Na ich podstawie sprawiedliwość każdemu miała być równo wymierzana.

Opieka nad Kościołem.
Wedle słów psalmisty „ozdobę domu Pańskiego całą mocą umiłował”. Albowiem chór (prezbiterjum) katedry krakowskiej pokrył ołowiem, a sklepienie samego chóru gwiazdami złocistemi przyozdobił. W tymże kościele wybudował i przyozdobił kaplicę Wniebowzięcia N. Marji Panny, a drugą kaplicę u OO. Dominikanów. Wystawił tez wiele kościołów, jak w Sandomierzu i w Wiślicy, kościoły św. Michała i św. Jerzego na zamku krakowskim, szpital na Skałce między Kazimierzem a Krakowem, kościoły w Niepołomicach, w Korczynie, Kargowie, Szydłowie, Stopnicy, Solcu, Opocznie i Piotrkowie, oraz klasztor w Łęczycy i opatrzył je w mury, ozdobne rzeźby, malowidła i dachy podziwu godne. Bardzo też wiele z wymienionych kościołów wyposażył w kosztowne ornaty, złociste kielichy i liczne księgi. A chociaż sam przez się był namiętny, jako mąż zacnie urodzony i od przyrodzenia szczodrze uposażony, to jednak miłował wielce duchownych, o których wiedział, że zachowują czystość i są nienaganni w obcowaniu i powierzał im prałatury, prebendy i probostwa w swych kościołach, z jakiegokolwiek stanu pochodzili, przekładając ich nad szlachtę i sługi swoje. Prałatów zaś i kanoników wszystkich kościołów napominał, aby przy swoich kościołach stale przybywali.

Polska murowana.
Ten to król ponad wszystkich książąt polskich dzielnie rządził Rzecząpospolitą, albowiem jak drugi Salomon wyniósł dzieła swoje, budując miasta, domy, grody. Przede wszystkiem zamek krakowski ozdobił przedziwnemi budynkami, wieżami, rzeźbami, malowidłami i dachami nad podziw wspaniałemi. Naprzeciw zaś zamku krakowskiego, za Wisłą, około kościoła, który się nazywa Skałka, wybudował miasto, które od swego imienia nazwał Kazimierzem. Wybudował też wiele innych miast, jak Wieliczkę, Skawinę i Lanckoronę, zamek Olkusz, Będzin i Lelów, miasto Czorsztyn wraz z zamkiem, zamki w Niepołomicach, Ojcowie i Krzepicach, w ziemi sandomierskiej zamek i samo miasto Sandomierz, Wiślicę, Szydłów, Radom, Opoczno, Wawelnicę, miasto Lublin, miasto i zamek Sieciechów, Solec, zamki w Zawichoście i w Nowem Mieście Korczynie. W Wielkopolsce zaś miasta Kalisz, Pyzdry, Stawiszyn, zamek i miasto Konin, zamki w Nakle, Wieluniu, Międzyrzeczu i Ostrzeszowie, miasto Wieluń, zamek Bolesławiec. W ziemi kujawskiej Kruszwicę, Złotoryję, Przedecz i Bydgoszcz. W ziemi sieradzkiej silny gród w Piotrkowie, miasto i zamek w Brzeźnicy. W ziemi łęczyckiej miasto i zamek Łęczyca, nadto zamek i miasto w Inowłodziu. Na Mazowszu miasto Płock, a zamek tamtejszy, który był jednym murem obwiedziony, drugim jeszcze opasał. W ziemi ruskiej miasto Lamburgię czyli Lwów i dwa jego zamki, zamek Przemyśl, zamek i miasto Sanok, miasto Krosno, i zamki w Lubaczowie, Trembowli, Haliczu i Tustaniu. Wszystkie te miasta i zamki opatrzył bardzo silnemi murami, budowlami i wieżami wyniosłemi, głębokiemi fosami i innymi fortyfikacjami na ozdobę królestwa, a ku bezpieczeństwu i schronieniu narodu polskiego. Za panowania tego bowiem króla powstało w lasach i na karczowiskach prawie drugie tyle miast, ile ich przedtem było w królestwie polskiem.

Gospodarność króla Kazimierza.
(Długosz. Dzieje. III, 287)

Gdy w roku 1362 wybuchnął w Polsce głód, król Kazimierz, który przez wszystek czas swego panowania czuwał nad tem troskliwie, aby grunta jego majątków jak najstaranniej przez włościan i służbę jego były obsiewane i który z nich corocznie zbierał mnogie stogi zboża rozmaitego, widząc jak ciężkim głodem dotknięty jest lud jego polski i okoliczne narody, otworzył w różnych częściach królestwa swe zamożne spichrze i zgłodniałemu ubóstwu nakazał spiesznie udzielać z ich zasiłki. Obcym nawet i przechodniom starostowie królewscy sprzedawali zboże za umiarkowaną cenę. Kto zaś z własnych poddanych króla niż miał pieniędzy na zakupno zboża, otrzymywał je na zamianę lub za pracę. Kazał bowiem król we wszystkich ziemiach i powiatach swego królestwa stawiać, murować i rozszerzać zamki i miasta, kopać stawy, bić przekopy, zakładać wodociągi i różne budowle, nie tyle dla samej potrzeby, ile dla ulżenia nędzy rzemieślników i kmieci. Każdemu też za robotę albo pieniędzmi płacono, albo, co więcej znaczyło, zboża dostatecznie wydzielano.

Biczownicy.

(Kronika książąt polskich M.P.H. III, 555)

R. P. 1341 przybyli z Węgier do Polski w wielkiej ilości pokutnicy, przechodząc przez ziemie tłumnie z chorągwiami i biczując się nieraz do krwi biczami, które nieśli w ręku. I chociaż z początku biskup wrocławski Przecław chwilowo tolerował ich i na nich się godził, to jednak później, skoro wiedziano, że zmierza to na zgubę dusz i osłabienie władzy Kościoła, gdy z nawzajem odpuszczali sobie grzechy i naznaczali pokutę, jak gdyby mieli władzę kapłańską, rzeczony biskup cofnął swe pozwolenie, zabraniając im procesji. Z tego powodu byli bardzo nań oburzeni.

Zaraza.

Zaraza, która w latach 1349–1450 i w 1360 nawiedziła całą Europę, nie oszczędziła i Polski, gdzie król wszczął, podobnie jak i w wypadkach głodu, energiczną akcję ratunkową.

(Rocznik Miechowski, M. P. H. , II , 885)

W roku 1360 była taka śmiertelność w calem chrześcijaństwie, a zwłaszcza w królestwie polskim, że zaledwie trzecia część chrześcijaństwa pozostała. Najbardziej szerzyła się w Krakowie. Przyczynę jej przypisywano żydom, jakoby przez zatruwanie.

(Długosz. Dzieje. III., 279)

(W roku 1360 zaraza epidemiczna, czy to od Boga za liczne grzechy i przestępstwa na ludzi zesłana, czy gwiazd niebieskich biegiem, położeniem, spotkaniem lub jaką inna przyczyną tajemnie spowodowana, wszystkie niemal na zachodzie królestwa nawiedziwszy, zagościła się nareszcie w Polsce, i trwając ciągle przez sześć miesięcy, większą część ludności wszelakiego stanu i płci obojej wytępiła. W samem mieście Krakowie dwadzieścia tysięcy ludzi na tę zarazę umarło. Niektóre zaś miasteczka, wsie i włości tak srodze tą plagą były dotknięte, że nie było nawet komu grzebać umarłych. Zaczęła się ta zaraza około św. Michała, objawiwszy się przez gorączki, bolaki, wrzody i dymieniec, które wielką zrządziły śmiertelność.

Ustawodawstwa Kazimierza Wielkiego.

  • a). Statut Kazimierza.

(Helcel. Starodawne prawa polskiego pomniki)

Sądy

XI. Jeden pospolity sędzia w każdej ziemi ma być mian, który też na dworze królewskim sądzić będzie, gdy król będzie przebywał na obszarze jego jurysdykcji podległym. Spraw wszakże o dziedzictwo nie będzie mógł sądzić na dworze, jak tylko w obecności króla lub przynajmniej sześciu baronów.
XIII. Sądy nie mogą się odbywać jak tylko rano i do godziny dziewiątej, a te, które pierwszego dnia nie mogą być odprawione, winny być odłożone do dnia następnego. Pisarz zaś, pod grożą pozbawienia urzędu, winien wzywać strony przez woźnego wedle czasu pozwania. A strona trzykroć wezwana przez woźnego, jeśli będzie nieobecną, zostanie zaocznie skazaną. Stronom też nie wolno przystępować do miejsca rozpraw, jak tylko dla proszenia o pozew lub za specjalnym pozwoleniem lub poleceniem sędziów. W przeciwnym razie ukarane zostaną karą piętnadzieścia (=15 grzywien).
XIV. Sędziowie winni odbywać sądy w stałych miejscach im wyznaczonych, inaczej cokolwiek zostanie dokonane lub osądzone, nie będzie miało mocy, jak gdyby to było spełnione przez niekompetentnego sędziego.

Z prawa karnego.

XCVII. Postanawiamy, iż należy płacić za głowę szlachcica 60 grzywien, skartabella[1] 30 grzywien, szlachcicowi pochodzącemu z sołtysa lub kmieci 15 grzywien; za ranę zaś szlachcie 10 grzywien, skartabellowi 5, a uszlachconemu kmieciowi lub sołtysowi 3 grzywny.
LXXXVIII. Ponieważ prawo tak starego jak i nowego testamentu ciężko karze bratobójstwo i inne podobne grzechy, przeto postanawiamy, iż ci co zgładzą braci, siostry lub własnych krewnych żadnego po nich spadku otrzymać nie mogą. Dla powiększenia zaś kary ich, z powodu nieludzkości zbrodni, wszystkich ojco- i bratobójców ogłaszamy za ludzi bez czci i niezdolnych do sprawowania jakichkolwiek godności.
  1. Skartabellat - w tym czasie to rycerz niższego stopnia społecznego, włodyka, nie posiadający herbu.

Z prawa spadkowego i familijnego.

CI. Postanawiamy, że gdy mąż umrze, żona ma pozostać przy daninie i przy winie i przy wszystkiej wyprawie w pieniądzach, perłach, kamieniach i odzieniu. Skoro zaś umrze, przypaść to ma wszystko dzieciom, o ile je posiadała. Jeśli zaś mając dzieci, pojmie drugiego męża lub pojąć zechce, postanawiamy, iż do tych dzieci należeć mają wszystkie dobra ojcowskie i połowa dóbr matki, w jakichkolwiekbądź rzeczach by istniała, bez żadnego sprzeciwu, ona zaś z drugą połową dóbr wybierze się sobie męża wedle swej woli.
CII. Postanawiamy, iż gdy panna wychodzi za mąż, wystarczy jeśli posag lub danina w gotowce będzie dana w obecności przyjaciół. Dobra natomiast dziedziczne przeznaczane być mają wobec majestatu królewskiego.

Wywód szlachectwa.

XXXI. Szlachetność pochodzenia z przodków wiedzie swój początek, których następstwo, pochodzący z pewnego rodu zwykli byli potwierdzać pewnem świadectwem. Jeśli tedy ktoś mianuje się szlachcicem lub oświeconym i twierdził będzie, że jest równy innym ze szlachty, temu przeczącym, dla potwierdzenia szlachetności swego rodu, winien przywieść sześciu mężów szlachetnych, z jego rodu pochodzących, którzy zeznają pod przysięgą, że jest ich bratem i że urodzony jest z ich domu i pokolenia ojczystego.

Służba wojskowa.

III. Każdy rycerz lub zwykły żołnierz ma stawać na wyprawę pod pewną wybraną przez siebie chorągwią.
CXX. Ponieważ zaś na zbrojnym rycerstwie polega honor króla i obrona całego królestwa, przeto każdy szlachcic obowiązany jest stosownie do swych dochodów i posiadanych dóbr służyć Rzeczypospolitej pewną ilością zbrojnych.
VII. Aby zaś ciężar, który przedewszystkim wszystkich dotyka, między wielu rozdzielony, łatwiejszym był do zniesienia, postanawiamy, że wszyscy sołtysi, bez różnicy, osób tak świeckich, jak duchownych, wedle ich zdolności, obowiązani są iść z nami na każda wyprawę.
VIII. Ponieważ nikt nie może być prawa swego pozbawiony i ponieważ wielu duchownych w królestwie naszym, dzierżąc dobra rodzinne, zwykli się usuwać od obowiązku służby wojskowej winnej nam i królestwu na wyprawach, pod płaszczykiem przynależności do kleru, postanawiamy, że duchowni tacy, jakiegokolwiekby byli stanu, winni albo ruszać z nami osobiście na każda wyprawę, wedle jakości ich dóbr, albo też dobra te winni przekazać najbliższym swoim braciom świeckim. Jeśliby ani jednego, ani drugiego uczynić się nie starali, dobra ich jakiekolwiek postanawiamy na zawsze przyłączyć do królestwa naszego (= skonfiskować).
CXLIX. Oświadczamy też i postanawiamy, że baronowie i szlachta nasza ziemi polskiej winni służyć nam i naszym następcom w zbroi, w ziemi i w królestwie polskim, jak tylko mogą najlepiej. Poza granicami królestwa nie są obowiązani nam służyć, jeśli nie otrzymają od nas odpowiedniego wynagrodzenia, lub jeśli nie będziemy tego od nich żądali lub prosili.
  • b). Ustanowienie najwyższego sądu prawa niemieckiego

My Kazimierz z Bożej łaski król polski zważywszy, że w królestwie naszym z ujmą dla powagi i honoru tegoż królestwa i bez wiedzy naszego majestatu Królewskiego, wójtowie, sołtysi, ławnicy i przysiężni prawa teutońskiego stronom w ich sądach spór toczący wydają w wielu sprawach orzeczenia i wyroki, od których rzeczone strony wnoszą odwołania za granicę państwa do dalekich stron nadreńskich, do miasta Magdeburga, któremu żadnem prawem nie są poddani i ku zelżeniu tronu i trybunału naszego majestatu, omijają, wyjeżdżając, prawo i jurysdykcję własnego monarchy i pana, ku szkodzie i krzywdzie królestwa naszego a uciążliwości naszych poddanych, jakoteż, że wójtowie, sołtysi, ławnicy i przysiężni na opłacenie wyroków u sołtysów magdeburskich wybierają po 9 wiardunków szerokich groszy praskich i inne jeszcze kwoty pieniężne na wydatki, i wywożą poza granice królestwa naszego ku szkodzie i hańbie honoru, powagi juryzdykcji i tronu i trybunału naszego. Tego rodzaju praktyk zabroniliśmy i zabraniamy władzą i powagą naszego majestatu.

Chcąc zaś znacznych mieszkańcom królestwa naszego oszczędzić strat, uciążliwości, trudów i nakładów, pomnożyć zaś dobro i pożytek ich i naszego królestwa, oraz cześć i powagę majestatu naszego, poleciliśmy spisać księgi prawa magdeburskiego i złożyliśmy je w skarbcu zamku naszego krakowskiego. Na tymże zamku ustanowiliśmy sąd najwyższy krajowy prawa niemieckiego w miejsce sądu magdeburskiego, tak aby z ksiąg tych wydawane były wyroki i orzeczenia przez wójta naszego i 7 sołtysów lub wójtów tegoż sądu krajowego, biegłych w prawie, których każdoczesny wielkorządca zamku i ziemi naszej krakowskiej wraz z wójtem naszym z miast niżej wymienionych zamianuje. Do tego więc najwyższego sądu krajowego na zamku naszym krakowskim wolno będzie wszystkim w sądach się prawujących apelować lub też bez apelacji na proste wniesienie sprawy żądać wyroku.
Działo się i dan w Krakowie w r. p 1356, nazajutrz po św. Franciszku.

Ustawodawstwo synodalne.

Z uchwał synodu kaliskiego 1357 r.
(Helcel. Starodawne prawo pol. pom., I , 409)

Jarosław z Bożej Opatrzności arcybiskup św. kościoła gnieźnieńskiego ku wiecznej rzeczy pamięci, za radą i zgodą czcigodnych braci naszych biskupów Bodzanty krakowskiego, Macieja włocławskiego, Klemensa płockiego, i Jana poznańskiego i ich kapituł, oraz posłów i prokuratorów pana Przecława biskupa wrocławskiego i Henryka lubuskiego, z usprawiedliwionych powodów nieobecnych, postanowiliśmy odbyć synod w Kaliszu w r. p. 1357, dnia 8 stycznia. Postanowiliśmy też nowych statutów nie tworzyć, lecz zdrowe postanowienia naszych poprzedników odnowić, dodawszy do nich nasze oświadczenia, które poniżej następują:

  • 1. Ponieważ świętość przystoi domowi Bożemu i ponieważ nakazane jest prawem kanonicznym, że wejście do kościoła odbywać się winno pokornie i pobożnie, postanawiamy, aby każdy prałat, kanonik, altarysta i wikarjusz kościoła katedralnego, nie ważył się wchodzić do tegoż kościoła dla słuchania służby Bożej, jak tylko w sukni kapłańskiej.
  • 2. Ponieważ wedle postanowienia św. kanonów klerycy opatrzeni beneficjami winni rezydować przy swoich kościołach, postanawiamy statutem niniejszym, iż prałaci i kanonicy kościołów katedralnych, w których mają beneficja winni przy nich osobiście przebywać w czasie poniżej przepisanym.
  • 5. Uważamy, że jest zakazane postanowieniami kanonicznemi, aby jeden kapłan więcej niż jedną mszę dziennie odprawiał, wyjąwszy uroczystość Bożego Narodzenia i wypadki specjalnie zarezerwowane.
  • 10. Ponadto, ponieważ to co kładzie się na koniec bardziej utrwala się w pamięci, postanawiamy i żądamy aby tego nienaruszenie przestrzegano, iżby składania dziesięcin polnych żadną miarą nie zmieniano na jakąkolwiek zapłatę mniejszą, pod naciskiem władz świeckich. To też, co sami za dozwolone nie uważamy, naszym przekazujemy następcom.

Duchowieństwo.

  • a). Jarosław arcybiskup gnieźnieński.

(Janko z Czarnkowa, str. 672)

Arcybiskup Jarosław był mężem zawsze bardzo szczęśliwej ręki, wielki w radzie i bardzo szczodry. Katedrę gnieźnieńską od podstaw zaczął budować, lecz zaskoczony śmiercią, zostawił ja niedokończoną. Zamki w Łowiczu, Uniejowie, Opatowie i kamieniu wybudował na nowo i, jak do dziś widać, murami silnemi opatrzył. Zbudował nadto kościoły N. Marji Panny w Uniejowie, Kurzelowie, Opatowie i Kaliszu, a dwory i domy biskupie bardzo mocno murowane w Krakowie, Wieluniu, Kaliszu i Gnieźnie, wspomniane zaś kościoły zaopatrzył w księgi i wiele innych ozdobnych przyborów. Zbudował też i na nowo zbudował miasto Kamień na pograniczu Pomorza, podobnie jak miasto Żnin i wiele dworów i mieszkań po miastach i wsiach należących do jego katedry. On to po jego wyniesieniu na arcybiskupstwo znalazł w obwodzie łowickim zaledwie jedną grzywnę dochodów, a założywszy tam wiele i to ludnych wsi, powiększył zeń dochód do 80 grzywien, nie licząc czynszu w zbożu. Królowie, książęta i dostojnicy królestwa polskiego, węgierskiego i czeskiego czcili go jak ojca i męża bardzo dobrotliwego i otaczali synowskim uczuciem.

  • b) Janusz Suchywilk.

(Janko z Czarnkowa str. 714)

Janusz Suchywilk był z rodu Grzymalitą, a z pochodzenia sandomierzaninem. Z opatrzenia Jarosława, arcybiskupa gnieźnieńskiego, był on najpierw prepozytem gnieźnieńskim, następnie, gdy się opróżniła dziekania krakowska przez śmierć Zbyszka, kanclerza, został kanclerzem krakowskim dworu królewskiego, a Otton Lissowicz, którego biskup krakowski Bodzanta opatrzył ową dziekanią, odstąpił mu tę dziekanię za prepozyturę gnieźnieńską, znaglony do tego przez króla Kazimierza. Tak Janusz Suchywilk został i dziekanem i kanclerzem. A należąc do najwyższej rady króla i uważany za najmędrszego wówczas między dostojnikami Polski, zdawał się rządzić królem Kazimierzem przez swe rady.

Rycerstwo.

Konfederacja Maćka Borkowica 1352 r.
(Kodeks wielkopolski, III, 21)

Kazimierz Wielki energiczną ręką starał się o zaprowadzenie ładu i posłuchu dla władzy królewskiej w całem państwie, przedewszystkiem w burzliwej Wielkopolsce. Część szlachty tamtejszej niezadowolona z rządów starosty Wierzbięty, wykonywującego ściśle surowe przepisy statutu właśnie wtedy wprowadzonego w życie, zawiązała w roku 1352 konfederację, zwróconą, wbrew pozorom, przeciw władzy królewskiej, skoro przyrzekano pomoc „przeciw każdemu”, a więc i przeciw królewskiemu staroście. Król, wyczerpawszy łagodne środki, złamał konfederację siłą, a przywódcę jej, Marka Borkowica, wkońcu śmiercią ukarał.

Niechaj wiedzą wszyscy współcześni i potomni, do których wiadomości akt ten dojdzie, że my - Maciej wojewoda i Przecław kasztelan poznański, Mikołaj także poznański i Dobiesław kaliski, oraz kasztelanowie - Sędziwój nakielski, Zaremba lądzki, Janusz starogrodzki, Wojsław drożyński, Adam ostrowski i Szczedrzyk karzecki... (następuje dalszych kilkadziesiąt nazwisk szlachty), za wspólną zgodą, jedną wolą, bez myśli o jakimkolwiek występku lub podstępie, przyrzekamy statecznie i ślubujemy niniejszym zachowywać między sobą na zawsze niezłomnie niewzruszenie wzajemną miłość i szczere braterstwo, pomagać sobie jednomyślnie przeciw każdemu, z wyjątkiem króla i pana naszego.

Albowiem przeciw królowi i panu naszemu żadnej wogóle nie wszczynamy i nie czynimy umowy ani braterskiej konfederacji, lecz pilnie chcemy oddawać mu wierne i chętne służby, jako panu naszemu miłościwemu. A niemniej, ktokolwiek stałby się nieprzyjacielem rzeczonego króla i pana naszego, jakiegokolwiekby był stanu lub stanowiska, temu i my chcemy być nieprzyjaciółmi, służąc wiernie rzeczonemu panu i królowi naszemu, jak do tego jesteśmy obowiązani.

Prócz tego owo braterstwa, jak wspomniano, wzajemnie sobie przyrzeczone, uważając za słuszne i mile, przyrzekamy, że jeden drugiego nigdy i niegdzie nie może opuścić lub porzucić, lecz ma go wspomagać mieczem, ofiarą życia i majątku i pozostać na zawsze i nierozerwalnie w braterskiej miłości. Ponadto, gdyby któryś z nas, z pominięciem form prawnych, miał być ciążony, wtedy mamy prosić naprzód króla i pana naszego lub pana starostę, który wówczas będzie, aby go od ciążenia uwolnił. Gdybyśmy zaś przez prośbę nic nie zdołali uzyskać, wtedy ciążonemu mamy szkodę z ciążenia pochodzącą w całości wynagrodzić. Podajemy wreszcie następujące ograniczenie naszego braterskiego: gdyby który z nas za publiczny rozbój lub gwałt był poszkodowany, nie mamy obowiązku pomocy, lecz każdy w takim wypadku sam niech stara się uwolnić, tak aby się przez to poskromione zostało zuchwalstwo młodych i odwaga głupich.
Działo się i dan w Poznaniu w niedzielę przed Narodzeniem N. Marji Panny (2 września) roku wcielenia Pańskiego 1352.

Miasta.

Bogactwo miast.
Wzrost bogactwa miast ilustruje najlepiej wydawanie tzw. ustaw przeciw zbytkowi, dozwalającym wszakże i tak na wystawne przyjęcia, jak widać z przytoczonych tu wyjątków kazimierzowskiej ustawy z roku 1336 dla Krakowa.

(Kodeks dypl. M. Krakowa II, 371)

  • 1. Jeżeli któremuś z mieszkańców lub mieszczan krakowskich przyjdzie odprawiać wesele, nie może mieć na nim więcej niż 30 półmisków, a do każdego trzech ludzi (= gości). Do liczby tej nie liczy się panien, księży i obcych, nie mających prawa obywatelstwa w mieście, o ile tam będą, oraz służby stołowej. Każdy zaś, kto będzie zaproszony na wesele, a ma prawo obywatelstwa, da rzeczonemu lub jego swatowi niewięcej jak dwa grosze, jego żona i każda z pań także dwa, a panna winna dać tylko grosz jeden. Potraw na weselu powinno się podawać nie więcej jak pięć...
  • 3. Chcemy też, aby na weselach nie było więcej jak 8 trefnisiów z zupełnym wykluczeniem śpiewaków i deklamujących pieśni, zwanych „rymarii”...
  • 4. Panna młoda, udając się do łaźni, winna zabierać ze sobą nie więcej jak 20 osób. Podobnie też z małem dzieckiem, niesionym do chrztu do kościoła, winno udawać się nie więcej jak 20 osób.

W rękach bogatego mieszczaństwa gromadziły się znaczne kapitały, dzięki czemu dłużnikami zwłaszcza zamożnych mieszczan krakowskich bywali i monarchowie, często walczący z brakiem pieniędzy, jak np. Karol IV, który kilkakrotnie pożyczał pieniędzy u Mikołaja Wierzynka. Jeden z takich aktów dłużnych pochodzi z roku 1343.

(Emler. Reg. Bohemie. IV. 1255)

My Karol... przyrzekamy mieszczanom krakowskim, Mikołajowi zwanemu Werzing wypłacać w Pradze w ciągu trzech tygodni od najbliższego piątku 2 333 grzywien i 16 groszy rachuby polskiej, a Hankowi zwanemu Romanecz 1000 kóp groszy i to bez wszelkiej zwłoki i przeszkody i obiecujemy pieniądze te przewieść do Krakowa na nasz koszt i niebezpieczeństwo...
Dan w Krakowie w dzień św. Jerzego męczennika (23 kwietnia) 1343 roku.

Chłopi.

Kazimierz Wielki królem chłopów.
(Długosz. Dzieje III 325)

Starał się o to usilnie król Kazimierz, aby kmiecie i osadnicy wiejscy od szlachty i rycerstwa nie doznawali ucisku. Zaczem rzeczeni kmiecie i osadnicy, żyjący pod władzą rycerstwa i szlachty, ilekroć od panów swych i dziedziców doznawali krzywdy, pod jego uciekali się opiekę, a on wzierał w ich pokrzywdzenia i z najsurowszą sprawiedliwością podejmował ich obronę. Żaden przeto z panów, chociażby najmożniejszy i największe posiadający dostatki, nie śmiał z kmiotkami swymi poczynać sobie samowolnie, wyrządzać im gwałtu i niesprawiedliwości, albowiem król Kazimierz za każde bezprawie i nadużycie surową wymierzał karę. W czem, że się szlachcie wydawał zbyt przykrym, nie uchronił się od szemrania, jak od tego, że go szlachta i rycerstwo królem chłopów nazywali. Ale król cierpliwie znosząc taką przymówkę, nie ustawał bynajmniej w obronie sierot, wdów i przybyszów, w wymierzaniu każdemu sprawiedliwości, karaniu łotrów, złodziei, wydzierców i gwałtowników, z jednaką zawsze słusznością dla ubogiego i dla bogacza.

Żydzi.

Modlitwa Żydów krakowskich za Kazimierza Wielkiego.
(Mülller. Żydzi w Krakowie, 52)

Wszechmogący, który dał chłopom i władcom siłę i potęgę do rządów, którego królestwo jest ponad wszelkie króle i władze, niech ześle błogosławieństwo, ochrania i wywyższa tego, którego państwo jest wywyższonem, a tem jest nasz najmiłościwszy i najłaskawszy król Kazimierz, którego majestat oby długo był wywyższony. Wszechmocny król nad króle niech go w miłosierdziu swym ochrania przed wszelkimi troskami i bólami. Niechaj użyczy mu długiego, wolnego od trosk życia. Niechaj położy nieprzyjacioły jego pod podnóżkiem jego i gdziekolwiek on zwróci swe kroki, niechaj go prowadzi w szczęśliwości. O królu nad króle, rozbudź w miłosierdziu Twem w sercu Jego Królewskiej Mości, jak i w sercach jego doradców i panów litość nad nami, jak i nad całem domem Izraela. Niechaj Juda i Izrael, jak długo on panować będzie, w zgodzie i bezpieczeństwie żyją, dopóki nie przyjdzie Mesjasz, aby nas wybawić. Amen.

Pojęcia polityczne.

List kanclerza cesarza Karola IV do Wielkiego Mistrza krzyżackiego.
(Czacki. Dzieła III 112)

Polacy odrzucają powagę cesarską i nie chcą w cesarzu uznawać rozjemcy. Należą do barbarzyńskich narodów, nie uznających majestatu cesarza i prawa rzymskiego. Był tu Spytko z Melsztyna, poseł króla Kazimierza, człowiek nieokrzesany i niewykształcony, aczkolwiek powiada, że u boku króla niema nikogo od niego mądrzejszego. Ganił on wszystko co boski Fryderyk i inni dla waszego uczynili zakonu. „Czemże rzekę” – mówił ten nędznik – „jest wasz cesarz? Nam sąsiad, lecz królowi naszemu rówien”. Gdy mu zaś wyłożyliśmy prawo rzymskie o pełni władzy cesarskiej i związek z cesarstwem i dobrodziejstwa boskiego Ottona dla Polski przypomnieliśmy, odrzekł lekkomyślnie: „Gdzież jest Rzym, w czyim jest ręku, odpowiedz? Wasz cesarz jest niższym od papieża, składa mu przysięgę, podczas gdy nasz król dzierży koronę i miecz od Boga mu dane i prawa swe i tradycje przodków przekłada ponad prawa cesarstwa”. Biada! Cóż dla nich jest świętem? Szukać należy chwili, w których karki ich ugnie powaga władzy.

Założenie uniwersytetu w Krakowie.

  • a). Suplika króla do papieża z 6. IV. 1363.

(Rocznik krakowski IV 89)

Uprasza Waszą Świątobliwość oddany syn Wasz, Kazimierz, król polski, aby w mieście Krakowie, które jest znaczniejsze w jego królestwie mógł założyć studjum generalne (= uniwersytet) ze wszystkimi wydziałami, a zwłaszcza z prawem kanonicznym i cywilnem z przywilejami innych studjów generalnych, dlatego zwłaszcza, iż obce studja generalne odległe są od jego kraju ponad 40 dni drogi, nauka cierpi tym wygnaniem, a wielu zaś szlachetnych kleryków z Polski na obczyźnie zostało uwięzionych i zatrzymanych lub pomarło i umrze w więzieniu.
"Niech się stanie. B.[1]"

  1. Adnotacja papieża na suplice, oznaczająca zgodę na spełnienie prośby.


  • b). Akt założenia uniwersytetu.

W Imię Pańskie Amen. My Kazimierz z Bożej łaski król polski, bacząc na to co dobre i nie wątpiąc, że to duchowieństwu i poddanym królestwa naszego pożytek przyniesie, postanowiliśmy w mieście naszem Krakowie wyznaczyć, obrać, ustanowić i urządzić miejsce, na któremby studjum generalne w każdem w każdem dozwolonem wydziale kwitnęło i dla przyszłości na wieczne czasy tem pismem jego istnienie zapewnić chcemy. Niechże więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne, a w rożnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło, a z jego pełności niech czerpią wszyscy naukami napoić się pragnący. Do tego to miasta Krakowa niechaj zjeżdżają się swobodnie i bezpiecznie wszyscy mieszkańcy nietylko królestwa naszego i krajów przyległych ale i inni, z różnych części świata, którzy pragną nabyć tę przesławną perłę wiedzy.

Wszystkim pospołu i każdemu z osobna przyrzekamy i dobra wiarę zaręczamy, iż niżej podpisane artykuły, zawarte w piśmie niniejszem, nienaruszone strzec i zachowywać będziemy. W szczególności zaś dla rektorów uniwersytetu, doktorów, mistrzów, scholarzów, pisarzów, sprzedawców ksiąg, bebelów oraz ich domowników, chcemy być panem łaskawem i tak dla wszystkich, jak i dla każdego z osobna praw, przywilejów, swobód i statutu i wszystkich innych zwyczajów w studjach generalnych bolońskiem i padewskiem przestrzeganych i zachowywanych, chronić, bronić i niemi się opiekować pragniemy.

Urządzamy odtąd szkoły potrzebne dla czynienia prawa kanonicznego, cywilnego, nauk lekarskich i umiejętności wyzwolonych i wyznaczamy mieszkania przyzwoite dla doktorów, mistrzów, scholarów, pisarzy, księgarzy i bebelów...

Chcemy także, aby scholarzy własnego mieli rektora, któryby ich sądził w sprawach cywilnych i miał juryzdykcję zwyczajną nad wszystkiemi, którzyby w mieście Krakowie dla studjów mieszkali. Wszyscy więc pomienionemu rektorowi przysiąc i jego słuchać mają...

Wspomnianym scholarom wyznaczamy jednego kampsora czyli żyda w mieście Krakowie, któryby miał wystarczające pieniądze do pożyczania ich w razie potrzeby na pewne zastawy i któryby za usługę swoją nie wyciągał więcej jak grosz od jednej grzywny na miesiąc...
Działo się w Krakowie w dzień Zielonych Świątek (12 maja) r. P. 1364.

Przekazanie sukcesji Andewagenom.

Przywilej andewageński dla Krakowa z 1339 roku - w przewidywaniu sukcesji.

(Kod. Dypl. M. Krakowa I 26)

My Karol z Bożej łaski, król Węgier, wraz z małżonką naszą najdroższą, panią Elżbietą, i synami naszemi ukochanemi, Ludwikiem, Andrzejem i Stefanem przyrzekamy z własnej woli stanowczo i ślubujemy pod niżej wymienionym warunkiem, że o ileby bratu naszemu najdroższemu Kazimierzowi z Bożej łaski królowi polskiemu, zamrzeć przyszło, co aby nie nastąpiło, w takim razie wszyscy mieszczanie krakowscy tak ubodzy jak i bogaci nieodwołalnie i z pełną mocą i trwałością pozostaną przy swoich wolnościach i wszystkich ich prawach, tak jak mieli je od dawna i od czasów ojca naszego pana Władysława, świętej pamięci niegdyś króla polskiego i syna jego a brata naszego ukochanego, wyżej wymienionego pana Kazimierza, obecnie panującego.

Umowa obozowa z roku 1351.

(Chronicon Dubincense. Florianus Hist. Hung. Font. dom. III str. 26)

Roku Pańskiego 1351 w dzień św. Gerwazego i Protazego św. męczenników (19 czerwca) ruszył król Ludwik z Budzina przeciw Litwinom i przybył do Koszyc w dzień Narodzenia św. Jana Chrzciciela (24 czerwca). Stamtąd skierował się zaś do Krakowa i tam przez 8 dni wypoczywał. Przybył następnie w dzień św. Małgorzaty (13 lipca) do Sandomierza, z stamtąd ze wszystkiemi wojskami polskiemi i węgierskiemi do Lublina, miasta leżącego na pograniczu Litwy. W mieście tem król polski Kazimierz rozchorował się śmiertelnie. I przybyli tam wszyscy książęta, baronowie i szlachta, składając przysięgę na święta ewangelję, że od teraz na zawsze będą uważali króla węgierskiego za swego króla i pana przyrodzonego, tak jednak, aby książę Stefan, brat tegoż króla Węgier nic z nimi nie miał do czynienia, ani też Niemcy, zwłaszcza Wolphardus i Corrardus. Wołali zaś do króla: Wiedz, że w tym dniu i godzinie, w którym Niemca nad nami kasztelanem ustanowisz, odstąpimy od ciebie. Żaden też z nas nie będzie obowiązany iść na wyprawę, jeno za takiem wynagrodzeniem, któreby mu wystarczało na wymarsz i na powrót i dla rodziny pozostającej w domu. Król zaś zgodził się, że tak uczyni.

Polacy uznają Ludwika Węgierskiego następcą Kazimierza Wielkiego.

Pakt budziński 1355 r.
(Kodeks wielkopolski, II, 38)

My Ludwik z łaski Bożej król Węgier obwieszczamy wszystkim przez treść niniejszego dokumentu, że gdy Jan kasztelan wojnicki, Florjan depozyt i kanclerz łęczycki, Piotr wojski i Pełka koniuszy krakowski, przybywszy przed nasze oblicze z ramienia wszystkich mieszkańców królestwa polskiego, prosili nas pokornie o łaskawe przyznanie im niżej wymienionych artykułów, my, skłonieni prośbami ich, a raczej mieszkańców królestwa polskiego, przyjmujemy je i przyrzekamy w dobrej wierze, bez żadnej chytrości i obłudy słowem naszego królewskiego majestatu co następuje: Jeżeli z wyroków Bożych wypadnie nam czasem wstąpić w prawe władanie królestwem polskim, stosownie do układu i umowy zawartej między najjaśniejszymi książętami panem Kazimierzem, dostojnym królem polskim, naszym ukochanym wujem, a świętej pamięci Karolem, niegdyś królem Węgier, ojcem naszym a jego szwagrem, co do nas i naszych braci, a ostatnio pomiędzy nami odnowionej, nie będziemy ani my ani nasi spadkobiercy w czasie rządów w tym królestwie pobierać od mieszkańców jego żadnych danin i podatków, które świętej pamięci ojciec króla lub sam tenże król i pan z jakichkolwiek przyczyn poza dozwolonym powszechnym zwyczajem od tychże mieszkańców kazał pobierać lub ściągać, lecz zadowolimy się temi, które starodawnym zwyczajem płacą, lub co do których jest wiadomo lub się okaże, że do skarbu i prawa królewskiego należą.

Podobnież, gdy się nam zdarzy w jakimkolwiek czasie podróżować po tem królestwie, nie będziemy zajeżdżać z dworem do dóbr prałatów, kościołów, klasztorów, ani też szlachty królestwa, oraz ludności do nich należącej, wbrew ich woli ani też nic od nich z tego powodu żądać nie będziemy. Gdybyśmy zaś dla znalezienia gościny gdzieindziej udać się mogli, wtedy naszym nakładem i za nasze pieniądze postaramy się o żywność i wszystko, co potrzeba. Wreszcie gdy rządów naszych lub naszych następców wypadłoby czynić wyprawę wojenna poza granice królestwa, naówczas wszystkie szkody, jakieby mieszkańcy tego królestwa ponieśli, udając się na taką wyprawę z nami lub z którymi z naszych następców, albo też pozostając w służbie ich lub naszej, w zupełności wynagrodzimy.

Wreszcie gdyby nam lub księciu panu Janowi, bratankowi naszemu, co oby nie nastąpiło, przyjść miało umrzeć bez potomstwa płci męskiej, naówczas wszystkie układy, umowy, zarządzenia, polecenia, przysięgi na wierność i hołd i jakiekolwiek zobowiązania zaciągnięte uroczyście co do królestwa polskiego, które dotyczyły nas i dziedziców tak naszych jak i jego, tem samem będą rozwiązane, unieważnione i pozbawione wszelkiego znaczenia, a inni nasi następcy, poza wyżej wymienionymi dziedzicami, nie będą mogli z racji tych układów rościć sobie jakichkolwiek praw do tegoż królestwa. Mieszkańcy zaś królestwa polskiego będą od nich zupełnie wolni, swobodni i pod żadnym względem nie skrępowani...

Ponadto obiecujemy zachować w ich wolnościach wszystkich książąt, prałatów, kościoły i osoby duchowne, baronów, magnatów, rycerstwo i szlachtę, miasta i wsi, i ich ludność i mieszkańców, ani też ich wbrew tym wolnościom w czemkolwiek obciążać sami, ani też pozwalać obciążać ich innym w jakikolwiek sposób. Na świadectwo i utwierdzenie tych wszystkich przyrzeczeń wystawiliśmy niniejszy dokument, umacniając go przywieszeniem naszej podwójnej pieczęci.
Dan w Budzinie 24 stycznia, roku Pańskiego 1355.

Od śmierci Kazimierza Wielkiego do koronacji Jadwigi.

Śmierć Kazimierza Wielkiego.

(Kronika Janka z Czarnkowa, str. 31)

Dnia 8 września 1370 roku Kazimierz Wielki bawiąc w Przedborzu nad Pilicą, wybrał się na polowanie na jelenie do sąsiednich borów. A gdy dnia następnego gonił jelenia, koń pod nim potknął się, tak iż król spadł i zrobił sobie znaczną ranę na lewym goleniu. Z powodu tego wstrząśnienia ogarnęła go febra, która skutkiem tego, że król w drodze powrotnej do Krakowa nie szanował się i rad lekarzy nie słuchał, stała się nie tak jak przedtem pojedyncza, lecz potrójna. Albowiem miał febrę codzienną, nadto jeszcze inne dwie, co dzień trzeci i czwarty, która każda z osobna wydawcy się lekkie. Lecz kiedy wszystkie jednego dnia się połączyły, wyczerpywały go bardzo. Toteż dopóki go do Krakowa nie dowieziono, dolegliwości z dnia na dzień nietylko się zmniejszały, ale powiększając się, bardzo go męczyły. Ostatniego października przywieziono króla do Krakowa i tu, pierwszego listopada, polecił mi zapytać się lekarzy, czy jakich oznak śmierci w nim nie zauważyli, prosząc na Boga, by mu to oznajmili, tak aby mógł pomyśleć o zbawieniu i o domu swoim. Oni zaś wszyscy zwyczajem lekarzy zapowiadali mu długie życie. Król wszakże, zwątpiwszy sam o odzyskaniu zdrowia, dnia 3 listopada rano, około wschodu słońca sporządził swój testament. Rozporządziwszy się zaś słusznie i legalnie we środę, 5 listopada rano, około wschodu słońca w obecności wielu ze szlachty i duchowieństwa przeniósł się szczęśliwie do Chrystusa. Po śmierci jego i po odprawieniu uroczystych nabożeństw pogrzebowych, w najbliższy piątek, 7 listopada został przez wiernych swoich pochowany po prawej stronie prezbiterium katedry krakowskiej w obecności Jarosława arcybiskupa gnieźnieńskiego i biskupów Florjana krakowskiego i Piotra lubuskiego. Jaki zaś płacz i krzyk, jakie narzekanie przedniejszych panów i szlachty, prałatów, kanoników i księży i ludu powstało przy składaniu do grobu, tego język ludzki łatwo wypowiedzieć nie zdoła.

Egzekwie za dusze Kazimierza Wielkiego.

(Kronika Janka z Czarnkowa, M. P. H. II, 646)

Pochód żałobny.
We wtorek, pod odbyciu koronacji króla Ludwika, odprawiono we wszystkich kościołach krakowskich egzekwie za spokój duszy ś. p. króla Kazimierza w obecności króla Ludwika, biskupów, książąt i wielkiej rzeszy szlachty. Egzekwie te zaś tak urządzono, że najpierw szły cztery wozy, przy każdym cztery konie paradne, a wszystko, tak woźnice jak konie, pokryte było i przyodziane czarnem suknem. Za nimi postępowało 40 rycerzy uzbrojonych, na koniach, szkarłatnem suknem pokrytych, dzierżących 11 chorągwi jedenastu księstw i dwunastą chorągiew królestwa polskiego. Chorągwie te zaś przyozdobione były tarczami z herbami poszczególnych księstw. Za nimi postępował rycerz odziany w złociste suknie królewskie na najlepszym rumaku królewskim, pokrytym purpurą. Ten rycerz przestawiał osobę samego nieboszczyka króla. Następnie szli po dwu w uroczystym pochodzie mężowie ze świecami, niosąc sześć wielkich świec gorejących, które to świecie dwie robiło się z kamienia wosku. Wreszcie szli mnisi i wszystek kler z miasta i przedmieść, poprzedzając ze śpiewem żałobnym nosze zaściełane złotogłowiem i jedwabiem, oraz różnemi kosztownościami, które miały być rozbierane po kościołach i innych miejscach świętych. Na końcu postępował król Ludwik, arcybiskup, biskupi, książęta, baronowie i całe mnóstwo narodu płci obojga. Między tymi zaś a noszami kroczyli dworzanie zmarłego króla w liczbie większej niż 400, wszyscy w czarnych szatach, podnosząc ogromny płacz i narzekanie.

Ofiary w kościołach.
Do któregokolwiek weszli kościoła z owemi noszami, jako to do Braci Mniejszych, do N. Marji Panny, do OO. Dominikanów tam, składali w ofierze dwie sztuki purpury złocistej, i dwie 16 łokciowe sztuki sukna brukselskiego, najprzedniejszego, różnorakiej barwy, a wreszcie bardzo wielkie ofiary w pieniądzach i wiele świec. Jeden zaś człowiek, poprzedzając nosze, rozdzielał ubogimi wszystkim, którzy brać chcieli, bardzo szczodrze grosze, aby uczynili wolniejszą drogę dla postępujących, a także, aby pobożnie modlili się do Boga za dusze zmarłego króla. Niesiono bowiem wory z groszami, któremi misy srebrne, dzierżone przez dwu ludzi zacnych do tego przeznaczonych, napełniono, skoro się tylko opróżniły, a z których to mis, każdy pragnący złożyć ofiarę, mógł czerpać ile chciał.

Obrzędy żałobne w katedrze.
W tym porządku przybyli w procesji aż do kościoła katedralnego, gdzie czcigodny ojciec Florjan, biskup krakowski, odprawił mszę, w czasie której składano niżej opisane ofiary. Rozporządzono zaś tak, iż przy wszystkich ołtarzach, jakie są tylko w kościele katedralnym krakowskim, stali księża gotowi do odprawiania mszy świętej, składający zaś ofiary, ilu tylko ich było, złożywszy naprzód ofiary na ołtarzu, przy którym biskup celebrował, obowiązani byli złożyć je przy wszystkich innych ołtarzach. A ponieważ z powodu niezwykłego natłoku ludu, który z gorącą pobożnością żarliwie uczestniczył w egzekwiach królewskich, nie można było ołtarzy swobodnie obchodzić, przeto jeden z nas, któremu to wtedy poruczono, napełniwszy srebrną misę pieniędzmi, otoczony z przodu i z tyłu dworzaninami królewskimi, z których część torowała mu drogę, po dwakroć obchodząc kościół każdemu kapłanowi odprawiającemu mszę składał w ofierze tyle groszy, ile garści mgło je zagarnąć. On też przy wielkim ołtarzu złożył za pierwszym razem dwie sztuki kosztownej purpury, a za drugim dwie sztuki drogocennego sukna, tak jak w innych kościołach, o czem wyżej powiedziano. Następnie urzędnicy nadworni zmarłego króla znosili w ofierze do ołtarza naczynia, z któremi sprawowali służbę, każdy wedle swego urzędu. Najpierw więc przystąpili do ołtarza komornik Świętosław, oraz podskarbi z misami srebrnemi, ręcznikami i obrusami. Potem stolnik Przedbor wraz z podstolim złożyli cztery wielkie czary srebrne, a cześnik i podczaszy dzbany i puchary srebrne. Podkomorzy czyli marszałek przywiódł wybornego rumaka królewskiego, a podkoniuszy rycerza zbrojnego, odzianego w szatę królewską na najbardziej ulubionym i najlepszym wierzchowcu króla. Chorążowie zaś, niosący chorągwie, którzy kroczyli przed rycerzem, przedstawiającym osobę królewską, złożyli przed ołtarzem swe chorągwie. Po złożeniu chorągwi, gdy je, wedle zwyczaju przestrzeganego w takich razach, łamano, powstał taki krzyk i płacz, takie narzekanie wszystkich bez różnicy płci, znajdujących się w katedrze krakowskiej, że tak dostojnicy, jak ludzie niższego stanu, tak starzy, jak młodzi, zaledwie od tego płaczu i narzekania uspokoić się mogli. I nic dziwnego, ponieważ obawiano się. że przez śmierć jego zniszczone pozostanie to bezpieczeństwo i pokój, których za życia króla, pokój miłującego, tak nauczyli się zażywać. Nie spodziewali się też doświadczyć od kogo innego ani tak miłego sposobu przemawiania, ani pociechy dla uciśnionych, której zwykł był udzielać. Obawiano się też, że nastąpi niechybny upadek królestwa, jak się to wydarzyło po śmierci przodka jego, Przemysława, króla polskiego, który bez męskiego potomstwa zeszedł ze świata. A ponad wszystko urządzenia państwa, będące jego dziełem i wielka przystępność, którą okazywał, zniewalały jego poddanych do bardzo bolesnej rozpaczy.

Zamach Władysława Białego.

(Kronika Janka z Czarnkowa. M. P. H. II 654)

... W roku 1373 w sam dzień Narodzenia N. MarjiPanny, (8 września), Władysław Biały, książę gniewkowski, przybył potajemnie do Gniezna a następnego dnia do Inowrocławia, gdzie wszedł bez żadnej przeszkody do zamku. Zwoławszy zaś mieszczan, odebrał od nich przysięgę na wierność i zostawiwszy w zamku załogę, do Gniewkowa pospieszył. Tak w ciągu piątku, soboty i niedzieli zajął bez żadnej straty swych ludzi zamki i miasta Inowrocław, Gniewków, Złotoryję i Szarlej. Skoro się dowiedział o tem Sędziwój z Szubina, starosta Wielkopolski i owych grodów, jęknął z boleści, a zatrwożony wielce haniebną stratą tak zacnych grodów, za radą swoich rozesłał gońców, zebrał dość znaczne wojsko i obległ naprzód Inowrocław. Książę zaś widząc, że nie będzie w stanie oprzeć się potędze królewskiej, a przez niektórych trochę do tego nakłaniany, zamierzył podąć się na łaskę króla i tak tez uczynił.

Przyznanie tronu córkom Ludwika Węgierskiego.

Pakt koszycki.
(Kodeks Wielkopolski III 425)

W Imię pańskie Amen. My Ludwik z Bożej łaski król Węgier, Polski i Dalmacji, pragniemy niniejszym dokumentem obwieścić wszystkim tak obecnym jak i potomnym, że chociaż wedle przyrzeczeń naszych w dokumentach i przywilejach, inne mieliśmy zobowiązania wobec szlachty królestwa polskiego, a mianowicie, że po śmieci naszej będzie ona winną przyjąć jako dziedzica naszego i następcę w królestwie polskiem potomka naszego tylko męskiego a nie żeńskiego, to jednak baronowie, rycerstwo szlachty i wszyscy inni za zgodą swą i wolą przyjęli życzliwie i zgodzili się na wypadek braku męskiego potomka na córki nasze, jako na panów i dziedziców rzeczonego królestwa, oraz chcą i chcieli, by stały się one naszymi następcami i otrzymały koronę królestwa polskiego. W braku zatem synów, jedną z córek naszych dni żyjących, lub mogących się w przyszłości urodzić, tę, która my lub królowe matka i żona nasza im wyznaczą, będą mieli za dziedzica i następcę naszego...

Ponieważ zaś korona(tj. całość) tegoż królestwa jakiś sposób podzieloną, zniszczoną lub naruszoną, przeto przyrzekamy z dobra wolą i bez jakiegokolwiek podstępu, pod słowem i przysięgą naszą, tęż koronę królestwa polskiego zachować całą, nieuszczuploną i nienaruszoną i żadnych ziem, ani części od niej nie odrywać, ani ją zmniejszać, lecz powiększyć i odzyskać straty tak, jak to na koronacji naszej byliśmy i jesteśmy zobowiązani przez naszą przysięgę. A ponieważ szlachta rzeczonego królestwa afekt ku nam żywiąc szczególny, przyjęła jak wspomniano potomka naszego żeńskiego, jak gdyby męskiego, na monarchę i pana, przeto my obdarzając szczególną łaską tęż szlachtę, miasta, grody, posiadłości, miasteczka i wsie, oraz mieszkańców wsi tychże baronów i wszystkiej szlachty całego królestwa polskiego uwalniamy, oswobadzamy i wyjmujemy od wszystkich razem i poszczególnie poborów, danin, podatków, opłat i należności tak ogólnych, jak i specjalnych, jakiejkolwiek byłyby nazwy i od wszelkich posług, robót, świadczeń i ciężarów, tak w rzeczach, jak i w osobach i chcemy tem tylko się zadawalać, że dwa grosze zwyczajnej, w kraju obieg mającej monety, jakich 48 idzie na grzywnę polską, płacić się będzie z każdego łanu osadzonego i posiadanego, nam i naszym następcom corocznie na dzień św. Marcina wyznawcy, na znak naszej najwyższej władzy i uznanie korony królestwa polskiego. To jednak podkreślamy, że gdyby nastąpił napad nieprzyjaciół na rzeczone królestwo, wówczas szlachta królestwa winna całą swą mocą pospieszyć dla odwrócenie gwałtów. Jeśliby zaś za rządów naszych lub naszych następców przyszło nam dla jakiejś wyprawy ruszyć poza granice królestwa, winniśmy dać szlachcie pełne wynagrodzenie za osoby i rzeczy...

Przyrzekamy i obowiązujemy się, że takich zaszczytów i godności jak województwa, kasztelanje, sęstwa, i urzędy podkomorskie i im podobne, które się dożywotnio zachowywać zwykło, nie będziemy nadawać przybyszom i obcym, lecz tylko mieszkańcom tych ziem królestwa, w których tego rodzaju godności i zaszczyty istnieją. Przyrzekamy ponadto, że żadnego barona, rycerza, szlachcica lub innego stanu człowieka, jeśli jest obcym, przybyszem i cudzoziemcem nie uczynimy starostą, lecz jedynie takiego, który jest z pochodzenia Polakiem i to pochodzącym z pod tejże korony polskiej i z narodu polskiego, o ile tylko nie wywodzi się z książęcego rodu. Przyrzekamy wreszcie, że żadnego zamku ni grodu rzeczonego królestwa na czasowo ani na zawsze nie oddamy w zarząd lub dzierżawę księciu ani też człowiekowi wywodzącego się z książęcego rodu...

Przyrzekamy wreszcie i ślubujemy zachować w ich wolnościach wszystkich baronów, magnatów, szlachtę, miasta, wsie, posiadłości i ich lud i kmieci, ani też ich wbrew tymże wolnościom nie będziemy ciemiężyć, ani ciemiężyć nie pozwolimy. Wszystkie zaś inne dokumenty, zarządzenia, układy, instrumenty i zastrzeżenia dane i wystawione przez nas i naszych przodków z jednej, a baronów i szlachtę królestwa polskiego z drugiej strony, które następstwo córek naszych pośrednio lub bezpośrednio wykluczały, za zgodą baronów i szlachty tegoż królestwa znosimy, unieważniamy i ogłaszamy je za zniesione i nieważne...
Działo się i dan w Koszycach dnia 17 września r. p. 1374, królestwa naszego zaś roku 33-go.

Śmierć Ludwika Węgierskiego 1382.

(Kronika Jana z Küküllö, Script. rer. H. I, 320)

Król Ludwik, widząc, że królestwa jego i państwa kwitną i pod każdym względem używają pokoju, w końcu dni swoich mimo, iż od młodości namiętnie oddawał się polowaniom, przestał zajmować się i troszczyć o rzeczy ziemskie, których trudno jest zażywać bez grzechu. Pragnąc zaś ujarzmić i poskromić pożądliwości ciała i być posłusznym przykazaniom Bożym, gdyż wszelkie ciało jest marnością, a wszelka jego pożądliwość jakoby kwiatem marności, obrał sobie życie poświęcone rozmyślaniom, oddzieliwszy się od tłumnego zgiełku ludzi, aby oddawać się dziełom pobożnym i móc pilniej i nabożniej poświęcać czas słowu Bożemu. W tem też wytrwał do końca.

Opuszczając zaś to pracowite życie i zmierzając ku życiu wiecznemu, z woli Bożej zszedł z tego świata dnia 11 miesiąca września, na krotko zaś potem dziwna pokazała się kometa. Pogrzebano go w mieście Białogrodzie królewskim, w kaplicy, którą sam przy kollegiacie N. Marji Panny wybudował 16 dnia tegoż miesiąca r. P. 1382. Był człowiekiem należytego wzrostu, o wyniosłych oczach, kędzierzawych włosach i brodzie, o jasnem obliczu, dużych wargach i o ramionach nieco zgarbionych.

Bezkrólewie.

  • a). Z tzw. wojny Nałęczów z Grzymalitami.

Bitwa pod Wronkami.
(Kronika Janka z Czarnkowa. M. P. H. II 729)

Po upływie kilku dni starosta wielkopolski Domarat, nadciągnąwszy z Pomorzanami, Kaszubami i Sasami, naprzód miasto Wronki i bardzo wiele wsi w okolicy tego miasta spustoszył, potem zaś idąc przez kraj, i strasznie go niszcząc, przybył do pewnej posiadłości Świdwy, kasztelana nakielskiego, zwanej Piotrowice, blisko miasteczka Szamotuł, własności tego kasztelana, a obrawszy sobie w tej posiadłości stałe stanowisko, doszczętnie ograbił owo miasteczko. Przybycie jego nie ukryło się przed kasztelanem Świdwą i ziemianami. Świdwa bowiem, dowiedziawszy się, że Domarat zbiera siły do najazdu nieprzyjacielskiego, posłał potajemnie do Kalisza i Pyzdr do Bartosza z Odolanowa i kasztelana śremskiego, aby mu przybyli z pomocą, ale, jeśli możliwe, skrycie. Ci zaś przybywszy w sobotę przed niedzielą Suchą (15 lutego 1383 r) do Poznania, tej samej nocy ruszyli nagle do walki przeciw Domaratowi z 300 kopijnikami. A chociaż koło północy Domaratowi doniesiono, że się nieprzyjaciele zbliżają, on jednak, nie wiedząc o nadciąganiu Bartosza i kasztelana, nie wierzył temu, sądząc, że Świdwa jest za słaby, by go ośmielił się zaczepić...

Tak więc z brzaskiem dnia, gdy prawie połowa wojska Domarata z powodu pośpiechu zbroi włożyć nie zdołała, bezbronna z częścią tylko uzbrojonych stawiła czoła nieprzyjaciołom blisko swych nocnych stanowisk. Starłszy się, walczono zacięcie z obu stron, lecz bezbronni Pomorzanie i Sasi wkrótce po starciu, tył podawszy, uciekli. Z tych pojmał bardzo wielu kasztelan nakielski, ścigając ich z swymi ludźmi więcej niż dwie mile poza Wronki. Inni zaś z pośród ziemian, bijąc samego Domarata i jego ludzi, po polach bezwładnie rozprószonych, bardzo wielu z nich pojmali, a zabrawszy im konie i broń, kilka stosów nakształt gór z samej nagromadzonej broni wystawili.

Tymczasem nie stanął jeszcze do walki Wierzbięta ze Smogulca ze 100 kopijnikami i 500 piechoty, gdyż koło Obrzycka nad wartą noc przepędził, nie przeczuwając wyniku walki. Skoro zaś doszła doń wieść o walce, natychmiast, zwinąwszy obóz swego wojska, pośpieszył na pole walki, a przybywszy na miejsce, tych, których tam znalazł, pojmał, i nietylko konie i bron im odebrał, lecz także konie i broń ludzi Domaratowych, przez ziemian poprzedni zabrane, zagarnął i na placu bitwy pozostał z honorem, jako zwycięzca. Złączył się też z nim Domarat i brat jego Mroczko, poprzednio pojmani i rozbrojeni i uradowani zwycięstwem oczekiwali na placu na tych nieprzyjaciół, którzy Sasów ścigali. A aczkolwiek kasztelanowi nakielskiemu wracającemu ze swemi ludźmi za wrogiem, doniesiono, że Wierzbięta z Domaratem czekają na polu bitwy, on jednak pojechał ku nim w przekonaniu, że potęgę Domarata doszczętnie złamał. Gdy jednak, zbliżywszy się ku nim zobaczył ich wojsko i poczuł, że jest im zupełnie nierówny siłą, przerażony i złamany na sercu rzucił się do ucieczki, woląc w niej, choć bez ładu, szukać ocalenia, niż stawiać czoło w szyku bojowym...

W starciu wyżej opisanym oba wojska używały jednakiego okrzyku wojennego, albowiem ziemianie wywoływali imię Marji, córki zmarłego króla Ludwika, a żony margrabiego magdeburskiego, Zygmunta, Domarat zaś i jego wojsko również imienia tej pani wzywali. Cóż więc było przyczyną tej walki, jeśli wszyscy jedną panią czcili i w jej imieniu walczyli? Zdaje się, że nic innego, jeśli prawdę ma się powiedzieć, jak tylko zawziętość walczących dawniej poczęta, oraz zapalczywość w nienawiści i zazdrość do krwawych sporów wiodąca.

  • b). Nieudały zamach Ziemowita mazowieckiego.

(Kronika Janka z Czarnkowa. M. P. H. II 737)

Dnia 7 maja 1383 roku w wigilję św. Stanisława przybył do Krakowa pan Bodzanta, arcypasterz gnieźnieński, mając w orszaku swym Ziemowita, księcia mazowieckiego, którego obecność zdradzili wszakże Mazurzy Bartosza (z Odolanowa). A ponieważ wspomniany biskup przyprowadził ze sobą około 500 kopijników książęcych przeto mieszczanie krakowscy, obsadziwszy bramy miejskie, nie pozwolili mu wejść w mury miasta.

Przyczyna zaś przybycia do Krakowa i ukrycia się wymienionego księcia była taka: zważywszy, że niektórzy obywatele królestwa, i to jakoby przedniejsi, nie chcą odstąpić od córki Ludwika i chcą mieć ją swoją królową, o ile dotychczasowe zostaną układy w tej sprawie zawarte, postanowił za radą niektórych ziemian, mu sprzyjających, ową panienkę Jadwigę, królewnę, gwałtem porwać, kiedy ją będą wieźli do Krakowa na koronację i zaraz kazać sobie na króla, a ją na królowę Polski koronować. Lecz plan jego, aczkolwiek tajemny, nietylko między swemi, ale także między dalszymi został rozgłoszony. Z powodu tych zasadzek księcia, czy też z innej jakiejś przyczyny koronacja królewny została odłożona...

Koronacja Jadwigi.

(Kalendarz krakowski. M. P. H. II 934)

R. P. 1384 w niedzielę (16 października) Jadwiga, córka Ludwika, króla Węgier i Polski, została, z powodu braku męskiego potomstwa króla Ludwika, koronowaną na króla Polski, przez pana Bodzantę arcybiskupa gnieźnieńskiego, w obecności kardynała Dymitra arcybiskupa ostrzyhomskiego i biskupów: Jana krakowskiego i Jana czanackiego.