20 - Budowa wewnętrzna Polski Piastowskiej

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania


Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 20

Kraków 1924 rok
Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
dr Roman Grodecki
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Władza państwowa, rycerstwo i duchowieństwo.

Organizacja grodowa i dwór Bolesława Chrobrego.

(Gall Anonim: Kronika Polska ks. I. rozdz. 12).
Z czasów Bolesława Chrobrego nie tylko komesowie, lecz nawet ogół rycerstwa nosił łańcuchy złote niezmiernej wagi, tak opływali wszyscy w nadmiar pieniędzy. Damy zaś dworskie tak chodziły obciążone koronami złotemi, naszyjnikami, łańcuchami złotemi, naramiennikami, złotogłowiami i klejnotami, że gdyby ich drudzy nie podtrzymywali, nie mogłyby udźwignąć tego ciężaru kruszców... Również swych wieśniaków nie napędzał (Bolesław), jak surowy pan, do robocizny, lecz jak łagodny ojciec pozwalał im żyć spokojnie. Wszędzie miał bowiem swoje miejsce postoju i służby dla siebie ściśle określone, i chętnie - nie jak Numida w namiotach lub w polach, lecz w miastach przemieszkiwał najczęściej i w grodach. A ilekroć stację swą przenosił z jednego miasta do drugiego, to rozpuściwszy na pograniczu jednych włodarzy i rządców, zastępował ich innymi. Podczas jego przemarszu żaden wędrowiec ani pracownik nie ukrywał wołów lub owiec, lecz przejeżdżającego witał radośnie biedny i bogaty, i cały kraj pospieszał go oglądać.

(Rozdz. 14)
Biesiady zaś swoje zwyczajnie tak okazale urządzał, że każdego dnia powszedniego kazał zastawiać 40 stołów głównych, nie licząc pomniejszych; w tem wszystkiem nic jednak nie wydawał z cudzych, lecz wszystko z własnych zasobów. Miał tez ptaszników i łowców wszystkich niemal ludów, którzy, każdy na swój sposób, chwytali wszelkie rodzaje ptactwa i zwierzyny. Z tych czworonogów jak i ptactwa codziennie przynoszono do jego stołów pełne misy każdego gatunku.

(Rozdz. 15)
Wielki Bolesław był zajęty wielokrotnie na pograniczach kraju ubezpieczeniem się od wrogów. Gdy go się włodarze i namiestnicy zapytywali, co ma stać z przyodziewą, przygotowaną na święta doroczne, i co z żywnością i napojami w poszczególnych miastach, zwykł był im odpowiadać w te słowa: „Za korzystniejsze i chlubniejsze dla siebie uważam tu kurczęta ustrzec przed nieprzyjacielem, niż w tamtem lub owem mieście bezczynnie biesiadować i wpuszczać szydzących ze mnie wrogów w granice. Albowiem kurczę stracić przez dzielność wroga, uważam za stratę nie kurczęcia, lecz grodu lub miasta”. I przywołując swych powierników, wyznaczał dowolnie poszczególnych z pośród nich do każdego miasta i zamków zosobna, gdzie jako jego namiestnicy mieli oni grodzianom i miastom urządzać biesiady i jego wiernym poddanym rozdzielać odzież i inne dary królewskie, które król zwykł był rozdawać. Wobec takich słów i czynów podziwiali wszyscy mądrość i genjusz tak znakomitego męża, mówiąc wzajem między sobą: „oto jest istotnie ojciec ojczyzny,oto obrońca, oto jest pan, nie marnotrawca cudzego mienia, lecz czcigodny rzeczypospolitej włodarz!...”

Rządy Mieszka Starego w Krakowie (1173 – 1177).

(Kronika Kadłubka, wydanie Przeździeckiego. str. 157/159).
Kronikarz opisuje objęcie tronu krakowskiego przez Mieszka Starego, a charakteryzując sympatycznie osobistość tego księcia, winę jego upadku składa na jego złych doradców, zalecających księciu sianie postrachu wśród ludności za pomocą za pomocą surowego systemu rządów.

...Poznawszy przeto ich rady, wypada, byś z kolei poznał ich sądy. Zabiłeś np. niedźwiedzia w lesie: o jakże sromotnego dopuściłeś się występku! Naruszyłeś bowiem święta nietykalność łowów i przywłaszczyłeś sobie zuchwale dochód książęcy[1]. Nie bez racji wprawdzie dowodzisz, że bartnicy twoi zostali przez ową bestję poszarpani. Niektórzy zgoła nawet zagryzieni, że barcie wyjedzone, a stada bydła przez nią wybite. Lecz choćby się nawet w ogóle przypuściło, że jak długo ta bestja żyje, na tak długo bezpieczeństwo życia ludzkiego zagasło, to wprawdzie wszystko to godne jest pomsty, lecz nie wolno ci samemu mścić się bez powagi władzy; wiadomo bowiem co prawo orzeka o mścicielach własnych krzywd. Wzgardzona zatem powaga prawa znajduje mścicielkę o surowości obrażonej sprawiedliwości; na równi bowiem ze zbrodnią obrazy majestatu stoi ohyda niniejszego występku. Niema, więc możności uchylenia się w tym wypadku od kary 70 grzywien[2], skoro jednaki wyrok należy się we wszystkich podobnych sprawach za to w czem są sobie podobne. Inny znów jakiegoś obcego przybysza przyjął do służby; ciągnie się go do sądu, skarżąc o ludokradztwo (ograniczenie cudzej wolności osobistej). „Czy ten przybysz (pytają sędziowie) jest niewolnikiem, czy wolnym? Jeżeli jest wolnym, to jakim czołem śmiałeś wolną głowę ugiąć pod jarzmo niewoli? Jeżeli jest niewolnikiem, to w takim razie posiadasz cudzego niewolnika i to ani prawnym tytułem ani w dobrej wierze, bo ani jednego ani drugiego nie potrafisz udowodnić; tych bowiem dokumentów i świadectw, które przedstawiasz, nie uznaje surowa karność naszego czasu – a więc przekonany o ludokradztwo, złóż tytułem kary 70 (grzywien)!”. Żacy szkolni przypadkiem przebili żyda: na tężsamą karę zasądzają ich, jakby jakichś świętokradców, ciż sami sędziowe![3] Jeżeliś dowiódł, że bydło z sąsiedztwa przybłąkało się do ciebie, to ci znowu udowodnią zbrodnię uprowadzenia cudzego bydła. A więc wnieś do skarbu 70 (grzywien)! Lecz jeszcze bardzo po ludzku z tobą postępują, jeśli ci się pozwolą wypłacić gotowemi pieniądzami, bo wedle najniezawodniejszego prawa powinieneś być skazany na zapłatę czystym kruszcem, wedle wagi skarbowej! Podsądny uważa za mniej uciążliwą zapłatę gotowymi pieniądzami, więc postarawszy się o nie jak najszybciej, przedkłada, liczy i prosi o wybaczenie. Patrzy się skarbnik, spogląda, obrusza się i wykrzykuje: „Patrzcie-no się, skądże się tak nagle znalazł nowy jakiś błazen! Na śmiech chce nas narazić hultaj, sam śmieszy, gdy nas usiłuje oszukać jakimiś łuskami i plewami zupełnie już zarzuconego metalu”. Na to im on odpowiada: „Czyż nie w bieżącej monecie mam płacić karę?” Oni zaś do niego: „Owszem, a więc wylicz monetę książęcą, a nie plewy!”. A ów: „W takim razie to wina mincerzy, a nie moja!”. Ci zaś znowu: „Strzeż się aby gadając takie głupstwa jeszcze głębiej nie zabrnął; lepiej nie tykaj mincerzy, byś się sam fałszywymi pieniędzmi nie potępił!”. Ów: „Zaklinam was, co mi każecie czynić?”. A oni go duszą: „Oddaj cos winien!”. On zaś odpowiada: „Cóż mam oddać? Brzęcząca monetę winieniem, a wzbraniacie się brzęczącą przyjąć!”.
Mieli zaś kilka solidów, najświeższej, dopiero co ich systemem wybitej monety z czystszego srebra, i tę podają za prawdziwy i jedyny obowiązujący obecnie pieniądz i domagają się go. „Te zaś pieniądze, któremi chcesz się wypłacić są już – nie wątpij w to – monetą wycofaną z obiegu i już poprzednio zarzuconą”. Zaklinają się fałszywie, że tylko takiemi właśnie pieniędzmi nietylko wielu podsądnych się już opłaciło, ale i żołnierzom niemi mnogie wypłacono żołdy. Cóż? – wydają go w ręce oprawców, krępują kajdanami, zamykają w więzieniu, a cokolwiek miał ludzi (niewolnych), majętności i dóbr, zabierają na rzecz skarbu. Oto twoi sędziowie, oto twoi radcy, Krakowie!...

  1. Jest to najstarszy w naszych źródłach dowód, że obowiązywało u nas tzw. regale łowieckie, to jest wyłączne prawo księcia do łowów, zwłaszcza na grubego zwierza, tak na własnych, jak i na cudzych tj. prywatnych gruntach.
  2. Jest to najwyższa kara w systemie kar prawa polskiego, zwana też „niemiłosierną”.
  3. Widać stąd, ze żydzi, jako servi camerae, byli w Polsce już w tym czasie pod szczególna ochroną księcia.

Akt łęczycki z roku 1180.

O zjeździe łęczyckim zachowała się relacja mistrza Wincentego w jego kronice, nadto niniejsza bulla papieska, potwierdzająca zrzeczenie się iuris spolli przez Kazimierza Sprawiedliwego oraz zniesienie obowiązku podwód i stanu od ludności wiejskiej na rzecz magnatów świeckich.

Aleksander (III) biskup, sługa sług bożych, kochanemu synowi. Szlachetnemu mężowi, Kazimierzowi, księciu Polski pozdrowienia i apostolskie błogosławieństwo.
Ze strony twej wielkości doniesiono nam, że za radą arcybiskupa i biskupów Polski i książąt ziemi usunąłeś pewne nadużycia i zwyczajowe krzywdy od kościołów od osób kościelnych, postanawiając, by dobra zmarłych biskupów na przyszłość nie były konfiskowane. Postanowiono też, że ktoby ręce wyciągnął po dobra zmarłego biskupa, ma być związany węzłem klątwy, ani tez żaden z łupieżców nie ma zająć miejsca po zmarłym biskupie, zanim osiągnie dobrodziejstwo rozgrzeszenia, po zwróceniu rzeczy zabranych lub dokonaniu odpowiedniego ich oszacowania.
Zwyczaj zaś, jaki był zachowywany dla książąt ziemi, mianowicie iż gdziekolwiek dostojnie podróżowali, najeżdżali ludzi biednych i wypróżniali ich stodoły, a gdy trafiła się niekiedy jaka sprawa do załatwienia między oddalonymi od siebie, wtedy niecni posłańcy, rozjeżdżając się, albo wycieńczali, albo zupełnie wyniszczali zabrane komubądź konie, naprawiłeś za radą mężów duchownych i świeckich.
Zatem ponieważ żądasz, abyśmy rozporządzenie to sprawiedliwe zarazem i chwalebne powagą naszą potwierdzili, my przychylając się do twoich słusznych żądań rozporządzenie powyższe, tak jak ono się zawiera w autentycznym piśmie na to wystawionym, zatwierdzamy apostolską powagą i ubezpieczamy gwarancją niniejszego pisma, zabraniając pod grozą klątwy, by go nikt nie śmiał z jakiegobądź powodu naruszyć...
Dan w Tusculanum, 28 marca (1181).

Organizacja wojskowa i tworzenie się stanu szlacheckiego.

a) Siły zbrojne Bolesława Chrobrego.

U progu politycznych dziejów Polski spotykamy się i instytucją „drużyny”, jako stałej siły zbrojnej (zobacz „Teksty źródłowe”, zeszyt 14) za Mieszka I. Wnet potem uległa ona likwidacji, przy czem członków jej prawdopodobnie obdarowano ziemią i rozdzielono celowo ku obronie granic i konsolidacji państwa (osadnictwo graniczne, gniazdowe i łańcuchowe). Za Chrobrego spotkamy się już z terytorjalną organizacja rycerstwa.

(Kronika Galla Anonima ks. I, rozdz. 8)
... Większe są jednak i liczniejsze dzieła Bolesława, aniżeli to my możemy opisać lub prostem i opowiedzieć słowem. Albowiem jakiż arytmetyk mógłby żelazne jego szybko dość pewną określić cyfrą, a cóż dopiero przytoczyć opisy zwycięstw i triumfów w takiej mnogości! Z Poznania bowiem 1300 pancernych rycerzy z 4000 żołnierzy z tarczami, z Gniezna 1500 pancernych i 5000 tarczowników, z Włocławka grodu 800 pancernych i 2000 tarczowników, z Giecza 300 pancernych i 2000 tarczowników. Ci wszyscy niezwykle waleczni i wprawieni w rzemiośle wojennym występowali do boju w czasach Bolesława Wielkiego. Co do rycerstwa z innych miast i zamkow[1], to wyliczać je byłoby to i dla nas długi i nieskończony trud, i dla was może uciążliwem byłoby tego słuchać. Lecz by wam oszczędzić żmudnego wyliczania, podam wam ilość wojsk jako liczbę nieobliczoną: więcej miał bowiem król Bolesław pancernych rycerzy, niż ma za naszych czasów Polska tarczowników, zaś za czasów Bolesława tyle prawie było w Polsce tarczowników, ile za naszych czasów znajduje się wogóle ludzi wszelkiego rodu.

b) Nadanie ziemi prawem rycerskim (rok 1244).

(Semkowicz Wł. „Przyczynki dyplomatyczne z wieków średnich”. Str. 25–26)
W imię świętej i nierozdzielnej Trójcy. Amen. Godzi się, aby dobrze zasłużeni ludzie cieszyli się łaskami książąt i sami i w swym potomstwie. Ja przeto Bolesław[2], z łaski Bożej książę Mazowsza, pragnę by było wiadomo, tak obecnym, jak przyszłym, którzy niniejsze pismo do rąk dostaną, że wedle dojrzałej rady baronów przyjąłem łaskawie do ziemi mej mazowieckiej tych mężów: Racibora i Alberta, dobrych moich służebników z wielkopolskiej ziemi[3] i osiedliłem ich po dokładnym namyśle moim w pomienionej ziemi mojej mazowieckiej, dałem im i ofiarowałem im ich prawym następcom na wieki moją majętność, zwaną Kiełbowo, położoną w ziemi płockiej, z całą pełnią wszystkich pożytków, z polami, rolami, łąkami, wodami, gajami, lasami, i z całem prawem rycerskim, tak, że pomienionych służebników Racibora i Alberta i ich potomkami czynię wolnymi i wyjętemi z pod pozwów i i sądów wojewodów i wszystkich moich kasztelanów. Daje także tymże moim służebnikom, wraz z ich potomstwem, z racji ich służb, które mi na wielu miejscach pilnie i wiernie starali się pełnić, prawo do poboru kary za kradzież i mężobójstwo 30 grzywien[4]; od siebie zaś będę dawać.
Świadkami tego są ...
Działo się to i dano w Płocku, w dzień św. Zygmunta króla i męczennika (2 maja), roku od Wcielenia Pańskiego 1244.

c) Najstarszy przywilej dla ogółu szlachty małopolskiej (1291 r.).

(Kodeks katedralny krakowski I. nr 94)
My Wacław, z łaski Bożej król Czech, książę Krakowa i Sandomierza, a margrabia Morawy, niniejszym pismem pragniemy podać do wiadomości powszechnej, że pragnąc każdego zachować w swoich prawach, a szczególnie wielebnego w Chrystusie ojca, księdza Pawła biskupa i kapitułę krakowską, jak również duchownych, tak zakonnych jako i świeckich, baronów, rycerzy, mieszczan i wszystkich innych wiernych nam w naszych księstwach Krajowa i Sandomierza, pragniemy, aby swobodnie zażywali i cieszyli się staremi i uzasadnionemi prawami swojemi, zwyczajami i wolnościami. Zaszczyty i urzędy w tych księstwach czyli w ziemiach nadawać będziemy, zasięgnąwszy rady wyżej pomienionego biskupa i wyższych baronów tychże księstw, jak to przestrzegane było – jak wiadomo – od dawien dawna. Płace tymże rycerzom wypłacać będziemy – wedle starego zwyczaju przestrzeganego aż dotąd przez poprzedników naszych, prawdziwych i prawych książąt i panów tychże księstw, - z dochodów i zasobów księstw pomienionych, które nam starczyć mają na to i również na inne potrzeby i konieczności ziem pomienionych. Pragniemy też, aby w swojej mocy pozostały nadania wsi dokonane przez tychże poprzedników w stosowny sposób na rzecz duchownych i klasztorów w tychże księstwach lub też rycerzy, oraz ich przywilejami umocnione. Oprócz tego nie chcemy od nich domagać się żadnych nowych i nienależnych podatków; ponadto nie chcemy rozbójników, czy innych jakichkolwiek złoczyńców, którzy dopuszczają się w tychże ziemiach krzywd lub łupiestwa, cierpieć, ani ich popierać. Wreszcie pragniemy, ażeby szlachta i rycerze, wszyscy duchowni i świeccy pomienionych księstw bezpiecznie pozostawali w swoich domach czy tez wsiach. Na świadectwo i poręczenie czego nakazaliśmy sporządzić niniejsze nasze pismo i umocnić gwarancją naszych pieczęci.
Dan w Lutomyślu przez ręce mistrza Piotra, pronotarjusza naszego królestwa, kanonika praskiego i wyszehradzkiego, roku pańskiego 1291, pierwszego września, indykacji czwartej.

  1. Podane tu cyfry rozumiano dawniej (Piekosiński Fr.) jako cyfry stale mieszkającego w warownych obozach rycerstwa, nim je następnie obdzielono ziemią i rozdzielono w kraju; widziano w tym przynajmniej poświadczenie istnienie „drużyny” książęcej, rozlokowanej po grodach, która za Mieszka I liczyła 3000 wojów, pozostających na całkowitem utrzymaniu księcia. Obecnie tekst ten bywa najczęściej, i trafnie, rozumiany w tym duchu, że mowa tu o rycerstwie, które na wypadek wojny koncentrowało się w wymienionych grodach, jako punktach zbornych, występowało zaś – co nasza Kronika poświadcza – zorganizowane na zasadzie terytorjalnej, wedle „prowincyj”, których czołami były wymienione grody. Są to zatem cyfry rycerstwa, zamieszkałego luźnie po swoich dworach, a ściągającego w podanej ilości do grodów na wyprawę wojenną (Korzon T. „Dzieje wojen i wojskowości w Polsce” t. I str. 34 – 40. Kraków 1912)
  2. Bolesław - syn księcia mazowieckiego Konrada.
  3. Tu następują w kopii z roku 1487, z której akt niniejszy jest nam jedynie znany, następujące wyrazy: „z rodu tak zwanego Jelita, a nazwania Godło Nagody”, które prof. Semkowicz słusznie uznał za interpolacje z XV wieku, wtrącona w oryginalny tekst.
  4. Chodzi tu o pobór kar pieniężnych od własnych kmieci poddanych.

Stosunki kościelne.

a) Wybory kapitulne biskupów.

(Kodeks Wielkopolski, I, nr 41.)
Do wszystkich książąt w Polsce. Ponieważ, jak posłyszeliśmy, w ziemiach polskich zbytnio się sroży nad wolnością kościelną zuchwalstwo niektórych, którzy uzurpując sobie wybory biskupów, nie pozwalają, by one były wykonywane kanonicznie przez księży, do których należą, przeto ogół was napominamy usilnie i wzywamy tem apostolskiem pismem, nakazując pod grozą klątwy, byście nie usiłowali przywłaszczyć sobie w tych wyborach ani trochę nienależnej wam władzy raczej byście pozwolili je wykonywać kanonicznie i swobodnie kanonikom czy też książętom, do których one należą, poskramiając władzę wam przekazaną wszystkich tych podległych waszej jurysdykcji, którzyby ośmielili się zuchwale występować przeciw temu zakazowi apostolskiemu.
Dan w Rzymie u św. Piotra (4.01.1207).

b) Świętopietrze.

(Kodeks Wielkopolski, I, nr 51.)
Innocenty (III) biskup, sługa sług Bożych, wszystkim kochanym synom wiernym Chrystusowi, zamieszkałym w Polsce (przesyła) pozdrowienia i apostolskie błogosławieństwo.
Gdybyście mieli w pamięci karę Annanjasza i Safiry, którzy za oszukanie w zysku, jaki uzyskali z pól, straszną dotknięci pomstą nagłym zgonem powaleni zostali do stóp księcia apostołów, tobyście unikali popełnienia fałszu (oszustwa) w wypłacie czynszu, jaki winniście św. Piotrowi. Wiedzcie mianowicie, że doszło do naszej wiadomości, iż – gdy wedle zwyczaju krajowego moneta bieżąca u was trzykroć w ciągu roku bywa odnawiana, a ta która pierwej była w użyciu następnie po wejściu w użycie innej uchodzi za lichszą (tańszą) – to wy temuż Apostołowi wypłatę czynszu należnego odkładacie do tego czasu, w którym wartość monety przez was płaconej będzie lichsza.

Choć tedy Bóg Wszechmocny nie potrzebuje waszych dóbr, to jednak ponieważ niebezpiecznym jest dla was umniejszanie oszukańcze lub niewdzięczne zatrzymanie tego, coście Mu winni, wzywamy usilnie powszechność waszą i napominamy, nakazując tem apostolskim pismem, byście pomieniony czynsz bez jakiegokolwiek oszustwa wypłacali zwykłym obyczajem. W przeciwnym zaś razie orzekamy, ze należną moc posiadać będzie wyrok, jaki wielebny brat nasz, arcybiskup gnieźnieński, uważałby ogłosić na niewdzięcznych zatrzymywaczy tego czynszu lub zuchwałych oszustów, i to aż do dania należytego zadośćuczynienia.
Dan w Rzymie u św. Piotra ( 5. 01. 1207)

Stosunki gospodarcze i społeczne.

Osadnictwo na prawie polskiem przed kolonizacją niemiecką.

a) Nazwy miejscowe.

(Liber fundationis claustri s. Mariae Virginis in Heinrichow, wyd. G.A. Stezel, Breslau, 1854).
...O Henrykowie należy wiedzieć, że zrazu nazywał się Januszowo, z tego mianowicie powodu, ponieważ w miejscu, w którem wypływa płynący przez wieś potok, siedziało z dawien dawna dwóch rycerzyków, braci rodzonych, z których starszy zwał się Janusz; stąd i tę miejscowość w owym czasie zwano Januszowo (Januszów)...
Ten Januszów był wówczas obszarem średniej wielkości, lecz w tym samym czasie był niejaki Henryk, mieszkający obok źródła, z którego płynący potoczek wraz z Moryną przepływa obecnie przez klasztor. Ten Henryk miał się za rycerza i posiadał ziemię aż do potoku, który nazywa się u starych Polaków Jaworowicą, od źródła swego biorąc nazwę. Ten potoczek przepływa obecnie przez wieś Henryków, a wówczas rozdzielał Januszów od pomienionego rycerzyka Henryka. Ten to Henryk był pradziadem tych, co się dziś nazywają Czesławice.
Byli zaś wówczas z tej strony Januszowa pewni wieśniacy księcia, posiadający znaczną ilość ziemi, którzy mieszkali w miejscu, gdzie obecnie wznosi się klasztor.
A trzeba wiedzieć, że między temi wieśniakami było dwóch, którzy innych przewyższali pewną potęgą. Z tych jeden zwał się Krzepisz, drugi Żuk, zaczem miejsce to zwało się niegdyś Żukowice. Między Krzepiszem, a Żukiem powstała raz kłótnia, tak, że się nawzajem obaj pozabijali. Po ich śmierci wszyscy inni wieśniacy tu mieszkający rozpierzchli się...

A teraz powiemy dlaczego całe to terytorjum, na którem został założony klasztor, nazywa się obecnie Henryków. Ów rycerz Henryk, o którem wyżej była mowa, miał ziemię między Moryną a potokiem, który przepływa przez wieś Henryków; stąd niewielki żreb tego rycerza zwał się owego czasu Henryków. W dawnych zaś czasach stało we wsi Januszowie pewne wielkie drzewo, które w polskim języku zwie się jawor, z pośród korzeni tego drzewa biło źródełko, które wówczas zwało się od niego Jaworowica. Z tego źródła wypływa potok, który dziś przecina wieś Henryków, lecz sam ten potok zwie się Jagielno, z tego mianowicie powodu, ponieważ Polacy z dawien dawna w jego dolinie siali zazwyczaj proso. Stąd tez gród, który obecnie jest między Wadochowicami a klasztorem, zwie się Jagielno, lecz skoro ksiądz Mikołaj[1] dokonał zamiany z pomienionym Henrykiem, zarządził ścięcie tego drzewa i przez to usunął nazwę tego żrebu Januszowa, a przyłączywszy go do swego żrebu Żukowice nazwał całość Henrykowem z uszanowaniem dla księcia pana starego[2].
Również w dawnych czasach siedział na grodku, który znajduje się za Oławą między grodem w Gurowie a klasztorem, pewien stary wieśniak księcia, który zwał się Kołacz, lecz, że w owych czasach była tu ziemia lesista i pusta, wieśniak tenże panował naówczas nad wieloma gąszczami w okolicy i lasami, stąd owo terytorjum z dawien dawna zwie się Kołaczowo, lecz trzeba wiedzieć, że na temże terytorjum Kołaczowem znajdują się, których nazwy są te: Witosławice ze swym ujazdem, Raczyce, Skalice i Jaworowice[3].

  1. Ksiądz Mikołaj – założyciel klasztoru Cystersów w Henrykowie, który wszystkie te wioski skupił w jedną całość, przeważnie drogą darowizny książęcej, przekazując je następnie ufundowanemu przez siebie klasztorowi.
  2. Księcia pana starego, tj. Henryka Brodatego, przy którym już występował w sprawach publicznych syn jego Henryk Pobożny. Wszystko to dzieje się przed rokiem 1227.
  3. Jest to dowód, że drogą naturalnego rozrodzenia się zapewnie powstały na pustem pierwotnie terytorjum z biegiem czasu cztery wioski z nazwami patronimicznemi, utworzonemi od imienia najznaczniejszego z pośród wieśniaków, jak wyżej Żukowice od Żuka. Ujazd oznacza dokładnie wytyczone granice wsi.


b) Osadnictwo chłopów na ziemi książęcej.

(Liber fundationis jw. str 40 i następne).
W owych czasach, gdy ksiądz Mikołaj otrzymał najpierw od księcia Januszów, była ziemia tu w okolicy pusta i bardzo lesista, więc za pozwoleniem i dobrą wolą księcia pana zagarnął sobie las, który u dzisiejszych ludzi zwie się Bukowina, lecz by początek i pierwsza nazwa tego lasu wiadoma była potomnym, wiedzieć trzeba, że w owych czasach, gdy książę pan stary Bolesław[1], założyciel, klasztoru w Lubiążu[2], rozdawał wieśniakom swoim ziemię w rożnych miejscach, dał ten las pewnemu swemu wieśniakowi imieniem Głąb. Ten to wieśniak Głąb zrazu karczował to miejsce, które obecnie zwie się wielką łąką, w polskim języku Wielołąka. Stąd też cały ujazd tego lasu zwał się z dawien dawna od imienia pomienionego wieśniaka Głębowice, którą to nazwę ten las posiada u niektórych Polaków[3]. Później zaś dziedzice owego wieśniaka, uciskani w owem miejscu przez dziadka niejakiego Mojka, przenieśli się na górę, gdzie obecnie jest ogród przy dworze klasztornym. Między dziedzicami owego wieśniaka Głąba był później pewien chłop, wyróżniający się potęgą między innych, imieniem Kwiatek tj. kwiat. Ten to Kwiatek swojem nicpoństwem i zadziwiającemi sztukami wiele śmiechu przyczyniał księciu Henrykowi Staremu i jego dworowi. Przeto na dworze książęcym lubiany był naówczas przed wszystkiemi swojemi krewniakami. Kwiatek ten ustępując ze swemi dziedzicami z Wielołąki założył wieś, gdzie obecnie znajduje się dwór klasztorny, miejsce to naówczas zwało się Kwiatkowice, którą to nazwę dotychczas u niektórych zachowuje w użyciu.

  1. Bolesław Wysoki, ojciec Henryka Brodatego, a syn Władysława Wygnańca.
  2. Klasztor Cystersów sprowadzonych z Pforty w Saksonji; w stosunku do klasztoru Henrykowskiego był on znowu mater ecclesia.
  3. Z tego i innych miejsc opowiadania pisanego przed rokiem 1227 widać, że już nazwy miejscowe polskie na Śląsku zaczynały wychodzić z użycia, ustępując nazwom niemieckim, wprowadzany przez coraz bardziej potężniejący napływ kolonistów niemieckich.

c) Osadnictwo rycerstwa na ziemi książęcej.

(Liber fundationis jw. str 40).
...W dawnych czasach, gdy panowie tej prowincji śląskiej w rożnych miejscach rozdawali rycerzom i włodykom majętności i włości, był pewien Czech imieniem Boguchwał. Służył on księciu panu Bolesławowi Staremu, który założył klasztor lubiąski.

Książę ten dał mu w miejscu, które się nazywa Brucalice, ziemi do czterech wołów[1]. Lecz ponieważ naówczas ziemia tu w okolicy była lesista i przez uprawiaczy nader opuszczona, przywłaszczył sobie tenże Czech Boguchwał w swoim ujeździe trzy wielkie pługi[2] lasu. Gdy zaś tam przez pewien okres czasu mieszkał, pojął żonę, córkę jakiegoś księdza, wieśniaczkę grubą i zupełnie nieodpowiednią. Lecz trzeba wiedzieć, że w owych czasach były tu w okolicy młyny wodne bardzo rzadkie, dlatego żona pomienionego Boguchwała Czecha stała bardzo często przy młynie[3] mieląc. Mąż jej, ów Boguchwał, litując się nad nią mówił: „pozwól bym ja też mełł”; to jest po polsku: „daj at ja pobruczę, a ty poczywaj[4]”. Tak więc ów Czech mełł na zmianę z żoną i obracał tamże częstokroć kamień, jak i żona. Co wiedząc sąsiedzi, choć wówczas nieliczni, nazywali go Boguchwał Brucal, i stąd całe jego potomstwo i miejscowość zwie się Brucalice...

  1. Para wołów oznaczała jednostkę ziemi 15 – 30 morgów.
  2. Rozróżniano pługi małe (radła), średnie i wielkie jako jednostki ziemi.
  3. Mowa to oczywiście o żarnach ręcznych.
  4. Jest to największy ułomek języka polskiego z XIII wieku (at`= niech).

Organizacja pracy w dużych gospodarstwach.

a) Założenie i uposażenie klasztoru Joannitów w Zagościu nad Nidą (1166).

(Piekosiński Fr. ”Zbiór dokumentów średniowiecznych” Kraków 1897 nr 21).
W imię świętej i nierozdzielnej Trójcy. Ja Henryk, z łaski Bożej syn Bolesława księcia Polski, z władztwa, które posiadałem z woli i łaski ojca dożywotnie, daję za zbawienie rodziców moich i moje szpitalowi św. Jana Chrzciciela z Jerozolimy ku pożytkowi wszystkich biednych, schodzących się tam w Chrystusie, dwie wsie, z których jedna zowie się Zagość, a druga Boreszewice, a inną nazwą Właszów, z 60 wołami i 10 końmi i z oraczami, tak jednakże, ażeby zwróciwszy to, co powinni, oracze wolno odeszli. Daje także w Zagościu 50 kobył z 5 ogierami, a także niewolników pasterzy tejże stadniny tamże przydzielam, których takie są imiona: Esgler i Szliga. Daję także owce z pasterzami, których są imiona: Malusza, Czernioch, Pięcień, Świeczek, Pięcisz, Domanis, Goleń, Gostek, Bąk, Opoka, Czyż, Ciechan. Daję także winnice z winiarzami, których te są imiona: Domawy i Zabór. Daję ponadto celem uzupełnienia (liczby) wołów pomienionych wsi (w miejsce padłych) karczmę w Czechowie. Następnie, ponieważ już dawniej ślubowałem był, że w jednej z pomienionych miejscowości zbuduję kościół ku czci Boga i św. Jana Chrzciciela, czego jednak ogarniony marnościami tego świata ja grzesznik nie wykonałem, chociaż mogłem wykonać, dla dopełnienia tego ślubu dodaję bobry z Małogoszczy i Kijów. Do tego wszystkiego dodaję jeszcze do służby dla pomienionego szpitala wieśniaków, którzy niegdyś byli dziesiętnikami w Chrobrzu, a których brat mój, książę Bolesław, niegdyś przeniósł na Kujawy, lecz ja za jego zgodą ich sprowadziłem z powrotem do pomienionego wyżej Zagościa, by tam już wieczyście pozostali, których te są imiona: Susz i jego brat Wojan, Mysleń, Kuczek z bratem o imieniem Zawid, Dobrociech, Sękora, Świnka, Golisza, Bambika. Dodaję do tych wszystkich nadto złotników moich przebywających w pomienionym Zagościu, których te są imiona: Blisuj i brat jego Skarbek, Radoń i Sulisław. Tych wszystkich wyżej wymienionych, wraz z pomienioną posiadłością, daję z całem ich potomstwem wieczyście wspomnianemu wyżej szpitalowi jerozolimskiemu na wolne posiadanie na prawie dziedzicznem, tak jednakowoż, aby pomienieni ludzie służebni służyli w swoich zawodach służebnych. Chrobrzanie zaś i złotnicy zwyczajem wolnych gości[1], nigdy jednakże nie mając prawa ustąpić z pomienionej posiadłości.

Ażeby zaś ta moja darowizna na rzecz szpitala św. Jana pozostała na wieki trwała i nienaruszona, umacniam ją i zatwierdzam wyciśnięciem pieczęci mojej; książąt zaś braci moich, mianowicie starszego Bolesława i Mieszka, a również brata mojego młodszego Kazimierza i ich całe potomstwo, pokornie upraszam i jak najusilniej zaklinam, ażeby tęż jałmużnę moją przez wzgląd na Boga i dla odpuszczenia grzechów swoich starali się wielekroć wspomnianemu szpitalowi zachować w tej wolności, w jakiej ja ją nadaję, a mianowicie w obrębie granic, które na mój rozkaz wyznaczył Piotr Bożenowic, nikt nie śmiał wyrządzić żadnej krzywdy i ażeby ludzie wymienionej miejscowości nie podlegali żadnej jurysdykcji polskiej, wyjąwszy służbę, do której będą obowiązani na rzecz braci szpitala. Również karczmarzowi, którego oni (zakonnicy) ustanowią w Czechowie, niech nikt nie waży się wyrządzać jakiejkolwiek krzywdy, lub nakładać ciężarów. Ktokolwiek zaś ośmieli się cobądź z tego naruszyć, niech będzie przeklęty. Amen, amen, amen[2].

  1. Była to wolna ludność wieśniacza, pracująca na cudzej ziemi w charakterze czynszowych dzierżawców lub ratajów folwarcznych.
  2. Dokument ten jest jednym z najwcześniejszych źródeł historycznych, które zapoznaje nas w ogólnych zarysach z gospodarstwem folwarcznem, rolnem i budowlanem, w momencie, gdy z rąk książęcych przechodzi na własność świeżo fundowanego klasztoru.

b) Wprowadzenie zakonu Cystersów do Polski.

(Dokument protekcyjny księcia Bolesława Wysokiego dla klasztoru w Lubiążu z roku 1175 – Busching: „Die Urkunden des Klosters Leubus”, Breslau. 1821, nr 1).
W imię świętej i nierozdzielnej Trójcy. Bolesław, księżę Śląska (życzy) wszystkim wiernym w Chrystusie, tak przyszłym jak obecnym, pomyślności w życiu doczesnym i przyszłem.

Ponieważ szybkim lotem mknie doczesność nasza,
Tak jak cień, który znika, dym, co się rozprasza,
Więc o zbawienie duszy trzeba dbać statecznie,
Bo jej żywot trwać będzie – jak wierzymy – wiecznie[1].

Przeto dla miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa, zbawcy dusz naszych, i dla uczczenie Rodzicielki Jego, wiecznej dziewicy Marji, oraz dla (pozyskania) wstawiennictwa św. Jakóba Apostoła i wszystkich Świętych Bożych, mnichów przywiedzionych z klasztoru Pforte, który jest w Niemczech nad rzeką Salą, osiedliłem w miejscu, które zowie się Lubiąż, a leży w obrębie starego grodu nad falami rzeki Odry, aby tak w jedności i wspólności św. katolickiego kościoła wypełniali regułę św. Benedykta, oraz przepisy zakonu cysterskiego, a to ku pomocy duszy mojej i za dusze przodków i krewnych moich. Dlatego wszsytkie przynależności klasztoru lubiąskiego obejmujemy pod naszą obronę i następcom naszym po wsze czasy polecamy ich bronić z myślą o cnej tylko niebieskiej nagrodzie. Jeżeliby więc jak duchowna osoba lub świecka, czy któryś z żupanów lub innych (dobrych) ludzi przekazał klasztorowi lubiąskiemu jakiekolwiek dobra sprawiedliwym nadaniem lub pobożną ofiarą, czy też w formie zatwierdzonej zamiany, to niechaj mu one pozostaną nienaruszone i nietknięte stosownie do apostolskich przywilejów, jakie dane zostały zakonowi cysterskiemu, a w których mu zatwierdzono pełne prawo do dziesięcin ze swoich ziem i ludzi, stadnin i trzód. A oto następuje opis posiadłości: Lubiąż i jego przynależności i granice około Odry, mianowicie kościół św. Jana Ewangelisty, targ z całym pożytkiem, przejście przez rzekę z ujazdem[2] i ze wszystkiem, co w nim położone. Bogunowo ze swoim ujazdem i ze wszystkiem, co w nim jest położone. Dobrogosesdorf3) ze swym ujazdem i wszystkiem, co w nim jest położone. Kaplica i jej przynależność i karczma w Nabitynie. Wilczyn, Godechendorf[3], wieś Marcina ze swojemi ujazdami i wszystkiem, co się w niej znajduje. Krajewo ze swoim ujazdem i jego zawartością. Kościół św. Piotra we Wrocławiu i jego przynależności: albowiem komes Bezelin nadal kościołowi dwa woły i konia i wieś koło Brozte w całości z polami. Nikor (Mikora) nadał Sorawin z polami i z 25 klaczami, 6 wołami, i 3 krowami i z karczmą i mostem nad Widawą; dał również i to, co miał w Olbino i ogród i dwór, łąkę, pola, a z jeziora co dziewiąta rybę, nadto dochód z jatki mięsnej w wysokości 300 denarów. Kościół św. Stefana w Bytomiu, jego przynależnością są trzy wsie, z których jedna oznaczona jest ujazdem, druga nazywa się Wierzbienice (?), trzecia Ubrezte (?), oraz dziewiętny dochód ze wszystkiego pożytku, należącego do miasta (grodu Wrocławia?).
Nadto ja i biskup wrocławski Żyrosław uposażyliśmy kościół lubiąski wszystkiemi dziesięcinami z nowych wsi, które obecnie są następstwie czasów.
Zatwierdzenia tego świadkami są: Mieszko, książę najwyższy i książęta z klerem i ludem Polski. A inną ręką dopisane: Ja Bolesław, syn Bolesława, byłem obecny i zgodziłem się. Ja Zwiniesław. Ja Konrad. Ja Nadsiowi (?). Ja Janusz. Ja Strzeż. Ja Pietrzyk. Ja Obiesław. Ja Domasław. Ja Bertolf. Ja Bolonenus (?). Ja Hieronim kanclerz dokonałem rekognicji.
Dan w grodzie Grodźcu, roku od Wcielenia Pańskiego 1175, indykcji 8-mej, pierwszego zaś roku ordynacji opata Florencjusza, pod którym dodana została wieś Bogdana.

  1. Czterowiersz ten jest w oryginale łacińskim rymowany. W dokumencie spełnia on role formuły, zwanej arengą, której celem jest uzasadnienie czynności opisanej w akcie, lub też samego faktu napisania dokumentu.
  2. Ujazd oznacza tu ściśle wytyczone granice posiadłości ziemskiej.
  3. Wsie te mają w innych aktach współczesnych polskie nazwy: Dobrogostowo i Godkowo - pisarz niniejszego dokumentu, niemiecki mnich z Pforty, dał im już zakończenie niemieckie.

c) Daniny i robocizny ludności poddanej na rzecz właściciela ziemi (rok 1204).

W roku 1203 wydał książę śląski Henryk Brodaty akt fundacji klasztoru cystersek w Trzebnicy, dając im na własność obszerny „ujazd” z dokładnie oznaczonymi granicami, złożony z kilkunastu w tym celu skomasowanych w jedna zwartą całość wsi. W roku 1204 określił osobnym dokumentem powinności ludności tych wsi na rzecz klasztoru, zwalniając ją równocześnie prawie zupełnie od wszelkich obowiązków na rzecz państwa. Wyjątkowo wartościowe te dane podaje się tu w skróceniu.

... Ja Henryk, książę Śląska, wiadomym czynie obecnym i przyszłym, że budując klasztor św. Bartłomieja w Trzebnicy, tych służebników i sługi wraz z ich potomstwem nadałem prawem wieczystem na służbę dziewicom poświęconym Bogu.

  • Owi, którzy zowią się gośćmi, taką daninę powinni płacić: każdy z nich dwie miary pszenicy, dwie żyta, dwie owsa, w mierze św. Wojciecha i donicę miodu św. Wojciecha. Jeżeli ma 4 lub więcej wołów, lub dwa woły i konia, to tyle, a jeżeli ma 2 woły lub konia winien połowę powyższej należności; który cudzemi wołami własną uprawia ziemię miarę żyta, orzący cudzemi wołami cudzą ziemię miarę owsa. Każdy z nich obowiązany jest zżąć 5 kóp (zboża) i skosić 3 wozy siana.
  • Każdy z łagiewników, komorników, piekarzy winien dawać 20 denarów, prócz łagiewnika Radosza, syna Poniata, który zboże winien dawać tak jak gość, ale miodu nie.
  • Winiarz Zwarysz, z czeladzi książęcej, zamiast wszelkich danin winnicę powinien uprawiać, a szewc Wnorysz winien służyć szydłem.
  • Bednarz Ostasz i Wojen, syn Racława, za cała daninę mają dostarczyć na Wielkanoc beczkę, łagiew, konewkę, i donice i zawsze naprawiać stare naczynia.
  • Bartnik Ździebąd, jak długo tamże obsługuje barci, ma płacić donicę miodu św. Wojciecha, lecz gdyby przestał on lub jego synowie, niech płaci tyle ile każdy gość.
  • Borys i Zbąd, których książę zwolnił spośród dziesiętników z Banowic, mają rocznie dawać klasztorowi po 80 kół, gdyby mieli 6 wołów lub równoważnik (w koniach), jeżeli zaś po 4 woły każdy 50 kół, jeżeli dwa to 28.
  • W Węgrzynowie wszyscy narocznicy, każdy z nich mający 4 woły lub dwa i konia, winien donicę miodu św. Wojciecha, kto dwa woły lub konia, to połowę a nadto 20 denarów i miarę owsa; kto obcemi wołami swoją lub cudzą ziemię uprawia to 12 denarów.
  • W Melechowie kucharze, z których każdy mający woły winien miarę pszenicy, drugą owsa; jeżeli dwóch posiada jeden pług do jednego czynszu są zobowiązani; kto własną lub cudzą ziemię cudzemi wołami orze, miarę owsa.
  • W Szczytkowicach goście łagiewnicy, z których każdy donice miodu św. Wojciecha, tokarze z których każdy winien 15 mis i 100 czarek na Boże Narodzenie, tyleż na Wielkanoc i tyleż na św. Bartłomieja.

W Kliszowie łowcy lisów, z których każdy, jeśli ma 4 woły, winien 60 denarów.

Wszyscy wyżej wymienieni, prócz winiarzy, w zamian za wszystkie roboty na rzecz księcia, obowiązani są pracować w Trzebnicy 6 tygodni, mianowicie dwa po oktawie Wielkanocy, dwa po oktawie Zielonych Świątek, dwa przed świętem św. Marcina; każdy z nich ma zżąć 5 kóp (zboża), skosić trzy wozy siana na łąkach kościelnych, a w przejeździe księcia mają dostarczać dwa wozy i dwóch stróżów z całego ujazdu, i przewód dawać rycerski. Nadto mają być sądzeni tylko przez własnego sędziego, lecz gdyby zachodziła większa sprawa, to wtedy wobec księcia, lub tylko wrocławskiego kasztelana; wszyscy płacą niwne: kto ma 4 woły lub 2 woły i konia ten płaci 2 koguty, 2 sery i 10 jaj; kto dwa woły i konia ten płaci połowę: oracz cudzemi wołami orzący koguta lub ser i 5 jaj...
Roku od Wcielenia Pańskiego 1204...

Kolonizacja na prawie niemieckim.

a) Wzory aktów kolonizacyjnych.
Przeprowadzenie lokacji wsi lub miasta na prawie niemieckim opierało się na dwóch aktach:

Przywilej lokacyjny wystawiony był przez księcia na rzecz prywatnego właściciela ziemi świeckiego, czy też duchownego, a zawierał w sobie pozwolenie na lokację oraz immunitet, tj. zwolnienie osadników od podległości skarbowej i sądowej w stosunku do księcia i jego urzędników. Na zasadzie takiego przywileju, jako niezbędnego warunku wstępnego, mogła dopiero dojść do skutku właściwa lokacja. Szczegółowe jej warunki obejmował: b) właściwy dokument lokacyjny, wystawiony przez pana ziemi na rzecz osadźcy tj. przyszłego sołtysa wsi. Uwidocznią to następujące dwa akty, dotyczące jednej i tej samej wsi.

(Tzchoppe G.A.: „Urkundensammlung zur Geschichte des Ursprungs der Städte...in Schleisen..., Hamburg 1832, nr 19 i 20).

  • W imię Pańskie. Amen. Niech wiadomo będzie wszystkim, że my Henryk książę Śląska, Krakowa i Polski[1] na starania i prośbę miłej nam kapituły naszej ks. Alberta opata i konwentu św. Wincentego we Wrocławiu[2] nadaliśmy wolność osadzenia Niemców w Zabłociu Dworze[3] na tych prawach, na jakich osadzone zostały wsie niemieckie Matki Boskiej we Wrocławiu[4]. Na dowód czego niniejszą kartę postanowiliśmy umocnić naszą pieczęcią. Działo się....r. 1240 w obecności księdza Teodoryka, kantora wrocławskiego etc...
  • W imię Pańskie. Amen. My Albert, z przyzwolenia Bożego opat konwentu św. Wojciecha we Wrocławiu, wszystkim wiernym w Chrystusie, tak obecnym, jak przyszłym, którzy ten dokument oglądać będą, (życzymy) zbawienia w Zbawcy wszystkich. Wiadomość o dziełach dokonanych powierza się pismu, ażeby z biegiem czasu nie wypadły z pamięci. Dlatego postanowiliśmy podać do wiadomości wszystkich wiernych, że za wspólną zgodą kapituły naszej daliśmy i udzieliliśmy panu Lambertowi z Tyńca i jego dziedzicom dwór nasz w Zabłociu i ziemię, która do niego przynależy, celem osadzenia tamże Niemców na prawie i wolności niemieckiej, jak mu się będzie korzystniej wydawało, na tej zasadzie mianowicie, że on i jego dziedzice posiadać będą wieczyście trzy małe łany, wolne od płacenia wszelkiego czynszu i dziesięciny; z reszty zaś łanów, ile ich tylko tamże będzie, mają płacić oni, względnie ci których oni osadzą, rocznie wiardunek srebra na św. Marcina i trzy korce targowe czworakiego zboża, mianowicie 3 miary pszenicy, 3 żyta, 3 jęczmienia i 3 owsa, które przed Bożym Narodzeniem, lub najpóźniej przed Oczyszczeniem Panny Marji przywieść mają we własnych wozach do naszego klasztoru. Zaś księciu panu obowiązani będą w tymże samym czasie przywozić do dworu jego w Leśnicy 2 miary z każdego małego łanu, jedną pszenicy a drugą owsa za (udzieloną im) wolność. Od owej zaś opłaty dziesięciny i czynszu uwalniamy ich, nadając im wolniznę na trzy lata najbliższe, po sobie następujące, z wyjątkiem ziemi już przysposobionej, z której czynsz i dziesięcinę mają płacić pierwszego roku po jej objęciu. Dodaliśmy także jemu i jego dziedzicom prawo sołtysa i trzecią cześć wszystkich dochodów, jakie mogą wynikać ze sądownictwa, wyjąwszy sprawy główne, które przed samego księcia są odsyłane, z których my otrzymywać będziemy trzecią część, on zaś (tj. sołtys) i jego dziedzice z naszej części otrzymywać będzie trzecią część. By zaś te nasze nadanie, zarazem i zarządzenie, przestrzegane były niezmiennie, utwierdziliśmy je świadectwem niniejszego dokumentu i przywieszeniem pieczęci, mianowicie naszej i kapitulnej. Działo się to w roku 1240 w obecności...etc...
  1. Henryk Pobożny. Polska w jego tytulaturze oznacza Wielkopolskę.
  2. Klasztor Premonstratesów (Norbertynów).
  3. Jest to ciekawy przypadek przemiany dworu klasztornego z folwarkiem na czynszową wieś chłopską.
  4. Klasztor kanoników regularnych we Wrocławiu.

b) Lokalizacja na prawie niemieckim.

(Kodeks Kat. Krakowski tom I. nr 134).
W dokumencie niniejszym zasługuje na uwagę, że sołtysem zostaje szlachcic, oraz szczegóły oświetlające wyraźnie stosunek sołtysa do pana wsi jako stosunek lenny. – Tekst nieco skrócony.

W imię Pańskie. Amen. Przeto wiadomo niech będzie wszystkim obecnym i przyszłym..., że ja komes Tomasz, zwany Ciołek, dziedzic wsi Bogucice, sprzedałem sołtystwo tamże w Bogucicach, posiadłości mojej, w gruntach i otoczeniu, w jakiem jest położona, komesowie Jakóbowi, synowi niegdyś Wawrzyńca, dziedzicowi z Krzczonowa, jego dzieciom i następcom za 70 grzywien groszy praskich na wieczyste posiadanie prawem średzkim, na zasadzie następującego układu:
Ten że komes Jakób, mój sołtys i jego następcy będą mieli w pomienionej majętności Bogucice, tytułem sołectwa, co szósty łan z pól uprawnych, z nieuprawnych zaś co piąty łan, wolny od wszelkiej daniny i czynszu mnie się należącego, mianowicie w lasach, zaroślach i gajach, ile ich tylko w pomienionej miejscowości będzie można wymierzyć; z wyjątkiem 8 łanów, które rezerwuję i zatrzymuję dla siebie i moich następców[1], mianowicie 2 łany z tyłu za moim dworem, gdzie obecnie mieszkam, a 6 w trojakim podziele pół, jakto zwykły one być dzielone między kmieci: w pierwszym dziale 2 łany, które będzie mi dogodnie wybrać; i te łany, które ja w pomienionych działach rolnych wybiorę, posiadać będą wieczyście ja i moi następcy.
Następnie daję i przyznaje pomienionemu sołtysowi mojemu, komesowi Jakóbowi i jego następcom, cześć lasu, zarośli i gaju od pól prowadzących prosto od wsi do wielkiej drogi (gościńca) w stronę Kijów. A z drugiej strony na górze zwanej Chełmiec... Dla siebie i moich następców wyznaczam i rezerwuję 2 gaje, 2 łąki, i wyspę zwaną Ostrów.
Daję także sołtysowi memu we wsi pomienionej w górnym biegu rzeki, która przez nią płynie, młyn wolny (od czynszu) ze wszelkim pożytkiem i dochodem, i prawem zbudowania zastawy zwanej groblą, pod tym jednak warunkiem, by młynarz nigdy nie zatrzymywał wody, gdy nie będzie miał zboża we młynie.
Daję także sadzawkę rybną opustoszałą przed wsią, wolną (od czynszu), którą komes Jakób naprawi własnym kosztem, z tem jednakże zastrzeżeniem, że w pomienionej sadzawce ja i moi następcy, ze sołtysem moim Jakóbem i jego następcami, dzielić się będziemy rybołówstwem po połowie, bez względu na to, czy ja, czy on będzie łowił ryby.
Dwa zaś młyny w dolnym biegu rzeki w mej wsi wyłączam i rezerwuję dla siebie i moich następców. Nadto, aby poprawić położenie sołtysa mego komesa Jakóba, pozwalam mu urządzić sadzawkę gdziekolwiek w mojej wsi poza rzeką i do rybołówstwa w tej sadzawce nie będę miał żadnego prawa ja i moi następcy, a tylko sołtys mój Jakób i jego następcy.
Następnie daję u wolną karczmę, którą sam własnym kosztem zbuduje; każdego roku pobierze z niej połowę czynszu, podobnie z jatki mięsnej, z kramu chlebnego i szewskiego, z izby łaziebnej połowę czynszu i całego pożytku będzie pobierał on i jego następcy, a połowę corocznie ja i moi następcy.
Następnie, kiedykolwiek wypadnie jechać na generalną wyprawę (zarządzoną przez) króla pana, wtedy pomieniony sołtys mój, komes Jakób, będzie obowiązany osobiście ruszyć za mną, na mój koszt, na koniu wartości 4 grzywien i w zbroi, a mianowicie w pancernym kłobuku (hełmie), w rękawicach żelaznych, z włócznią i tarczą, i będzie obowiązany dostawić od chłopów, czyli kmieci, wóz o trzech koniach wartujących 4 1/2 grzywny groszy, naładowany dwoma miarami mąki żytniej i ćwiercią piwa, a zamiast krowy pól grzywny. Za powrotem zaś moim będę obowiązany oddać pomienione konie wraz z wozem sołtysowi mojemu, względnie kmieciom, niezależnie od tego, czy wyprawa była wewnątrz, czy za granice kraju. Następnie na wyprawę króla pana nagłą, jaka niekiedy zwykła zdarzać w kraju, sołtys mój i jego następcy będą zobowiązani dostarczyć mnie i moim następcom corocznie pól grzywny od kmieci, a sami osobiście ze mną jechać, jak wyżej powiedziano, skoro tylko będzie edykt publiczny króla ogłoszony przez woźnego za pomocą znaku, zwanego wici, który się obsyła po kraju, gdy zachodzi jaka konieczność nagłej wyprawy bez zwłoki.
Również wzmiankowany wielekroć sołtys mój będzie dawał mnie i moim następcom na dwa święta co roku, mianowicie na Wielkanoc wiardunek[2] (groszy) i na Boże Narodzenie wiardunek, zbierając je od kmieci. Nadto obowiązany będzie sołtys mój, komes Jakób, dla mnie i następców moich dostarczyć od siebie i od kmieci zamiast sprawiania trzech obiadów na sądach generalnych, jakie odbywają się co roku, za każdy obiad cztery skojce[3].
Dalej – kmieci tejże wsi mojej obowiązani będą mnie i moim następcom corocznie z każdego łanu 4 korczyki pszenicy ozimej i 4 korczyki owsa lub jęczmienia jarego zasiać na łanach moich, które mnie płacą należność czynszową.
Dalej – ze sądów pospólnych i doraźnych, jakie się w tejże majętności odbywać będą, daję sołtysowi mojemu i jego następcom trzeci denar sądowy[4], dwa zaś rezerwuje dla siebie i moich następców we wszystkich sprawach, tak wielkich, jak małych. Do kmieci zaś, jeżeli jakich osadzę tamże na pomienionych łanach moich i na ostrowie, pomieniony sołtys mój, komes Jakób, i jego następcy żadnej zgoła nie będą mieli jurysdykcji, ani prawa, tak co do sądów, jak co do kar lub służebności; podobnie i kmiecie, którzy należytość czynszową są mi winni, żadnego w stosunku do nich nie będą mieli obowiązku płacenia lub jakiej służebności, a tylko ja komes Tomasz, dziedzic wsi pomienionej i moi następcy będziemy sądzić tych kmieci prawem, jakiem się nam będzie podobało, osobiście, ściągając z nich karę sądową, jeśli w jaką popadną, prócz wypadku, jeżeli zarządzona zostanie ogólna zbiórka podatkowa (collecta) w ziemi królewskiej, ponieważ wtedy do płacenia jej obowiązani będą wspólnie ze wszystkiemi sąsiadami z tejże wsi.
Dalej – z każdego łanu winni będą kmiecie, czyli wieśniacy wsi mojej Bogucice, dawać po 1 wiardunku mnie i moim następcom co roku na święto św. Marcina.
Nadto daję sołtysowi mojemu co szósty ogród, gdziebykolwiek we wsi poza wszystkiemi wymierzonemi polami mógł powstać. Przyzwalam także ponadto sołtysowi mojemu i jego następcom, że gdyby kiedykolwiek jakaś konieczność zagroziła jemu i jego dzieciom lub jego następcom, wtedy będą mogli pomienione sołectwo sprzedać, zamienić lub zastawić, ale nie komu innemu tylko bliższym krewniakom, ze strony swojej matki... Na świadectwo tego wystawiłem niniejszy dokument utwierdzony mą pieczęcią. Działo się i dano w Krakowie... 14 luty 1325 roku w obecności świadków: ksiądz Franciszek, kustosz św. Marcina etc. etc...

  1. Miały one stanowić folwark dziedzica wsi.
  2. Wiardunek = czwarta część grzywny.
  3. Skojec = dwa grosze, czyli 1/24 grzywny polskiej.
  4. To znaczy trzecią część dochodów z kar sądowych.


c) Lokacja miasta Krakowa na prawie niemieckim (rok 1257).

(Kod. Dypl. M. Krakowa I nr 1).
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Rzeczy zasługujące na poparcie godzi się umacniać i utwierdzać dokumentami i świadkami, rozgłosem i jawnością faktu, ażeby nie mogły być zaciemnione mgłą zapomnienia i przekręcenia. Skoro więc zrzeszenie ludzi, które jest naturalnem i za takie uchodzi, czyni sprawiedliwość na ziemi, to zrzeszenie to zarówno godnem jest poparcia przez wszystkich, jak i sama sprawiedliwość. Zamierzając tedy założyć miasto w Krakowie i zgromadzić tamże ludzi z różnych klimatów, kładziemy to w uszy wszystkim, tak obecnym, jak przyszłym, że my Bolesław, z łaski Bożej książę Krakowa i Sandomierza, wraz z najjaśniejszą matką naszą Grzymisławą i szlachetną naszą żoną Kunegundą zakładamy je (tj. miasto) na tem prawie, na jakiem założone zostało miasto Wrocław, z tem jednak, by trzymano się nie tego, co się dzieje we Wrocławiu, lecz co się dziać powinno w myśl prawa i form miasta Magdeburga[1]. A jeśliby jaka wątpliwość co do tego powstała, wątpiący powinni się uciec do prawa pisanego.
Przedewszystkiem więc tego trwale pragniemy przestrzegać i wójtom naszym: Gedkowi zwanemu Stilvoyt, Jakobówi, niegdyś sędziemu w Nissie, i Dytmarowi zwanemu Wolk, którzy stanęli osobiście przed naszym obliczem, obiecujemy przestrzegać niewzruszenie, iż wszyscy mieszanie mieszkający w tem mieście nie mają nam dawać ani czynić żadnego czynszu ani jakiejkolwiek daniny z osób swoich lub mieszkań, własnych lub należących do miasta, przez przeciąg lat sześciu prócz (czynszów) ze sklepów, gdzie się sukno sprzedaje (tj. z sukiennic) i ze sklepów przekupniów, które potocznie zwą się kramy, z których skoro tylko je własnym kosztem i pracą wybudujemy, (bo i to im obiecaliśmy), - pięć części czynszu nam przypadnie, zaś szóstą część pobierać będą dziedzicznie pomienieni wójtowie to jednakowoż nie z prawa, lecz dzięki naszej szczególnej łasce. Gdy zaś minie owe sześć lat, to z każdego siedliska obowiązani będą płacić nam 1/2 łuta według miary niemieckiej srebra używanego wówczas, gdy przypadnie termin płacenia[2]; jednakże co się tyczy bud rzeźników, piekarzy i szewców nadajemy wójtom prawo i swobodną władzę zatrzymania (ich) sobie lub wieczystego przekazania ich dowolnie innym tak, że posiadacze wspomnianych bud mają być na wieki wolni od wszelkiego czynszu. Wójtowie zaś w tym mieście po skończeniu się wolnizny zajmą co szóste dworzyszcze ze wszystkich wieczyście i swobodnie; nie mają ich jednak dzierżyć z prawa, lecz z naszej szczególnej łaski. Podobnie inne dworzyszcza poza miastem, gdzie bydło będzie zabijane, swobodnie posiadać będą i prawem dziedzicznem. Przyzwalamy także i obiecujemy niewzruszenie przestrzegać, aby wójtowie pomienieni swobodnie i bez wszelkiej opłaty i cła naszego wieczyście towary swoje przewozili i przechodzili przez cale nasze władztwo i księstwa; inni zaś mieszkańcy tego miasta przez 10 lat tążsamą mają cieszyć się wolnością.
Przyrzekamy też wójtom i wszystkim mieszczanom, że żadnego nad nimi nie przełożymy wójta[3] ani szczególnego ani generalnego, lecz gdy się wyłoni jakaś sprawa, która by wymagała ściślejszego śledztwa, to albo osobiście weźmiemy w niem udział, albo przyślemy kogoś od boku naszego dla załatwienia wyłącznie tej jednej sprawy.
Pragniemy także i przyzwalamy temu miastu, ażeby dla uprawy rolnej, pastwisk i innych pożytków posiadali prawem dziedzicznem wieś, która się pospolicie nazywa Rybitwy, ze wszystkiemi tejże wsi przynależnościami prócz jezior, oraz z całem terytorjum, jakie się znajduje między miastem a rzeką Prądnikiem, zataczając koło od pomienionej wsi Rybitwy aż do wsi zwanej Krowodrza, tak że i sama wieś Krowodrza wraz ze swojemi przynależnościami ma być włączona z zastrzeżeniem jednak prawa biskupiego, tak na gruntach i młynach, jak i na wspomnianej rzece.
Również na tejże rzece odstępujemy wójtom, lub tym, na rzecz których oni uczyniliby nadanie, dwa nasze młyny i trzeci, który niegdyś był własnością braci z Miechowa[4] oraz czwarty, który był mnichów z Jędrzejowa[5]; jeśliby na owej rzece więcej mogli wybudować młynów, jednakże bez szkody i ujmy dla innych, nadajemy im władzę w tym względzie prawem dziedzicznem, na tej zasadzie, że od każdego koła tak obecnych jak przyszłych młynów będą obowiązani płacić nam rocznie wiardunek bieżącej monety.
Również nadajemy miastu prawo używania rzeki Wisły z obu brzegami od granic Zwierzyńca aż do granic klasztoru w Mogile w ten sposób, że w niej będzie.
Wolno swobodnie łowić ryby a pomienieni wójtowie będą mogli zbudować trzy młyny i dzierżyć je prawem dziedzicznem wolne od wszelkiej opłaty z tem tylko zastrzeżeniem, że będą nam obowiązani w temże mieście i jego pobliżu mleć zboże na nasze potrzeby w szczególności w obrębie trzech mil. Jeśliby zaś ktoś na przestrzeni tej rzeki chciał więcej zbudować młynów, niech mu to będzie wolno za przyzwoleniem i zgodą wójtów pod tem jednak warunkiem, że będzie obowiązany rocznie nam płacić pół grzywny srebra od każdego używanego koła.
Oddajemy również na wieki na użytek tegoż miasta cały las w górnej części Wisły, który nazywa się Chwacimiech[6]. Nadajemy także wspomnianym wójtom 30 łanów frankońskich wolnych od wszelkiego podatku i służby i od wszelkiego prawa książęcego i od jakiegokolwiek czynszu w dziedziczne posiadanie.
A ponieważ zasadą prawa jest, że powód winien stawać przed sądem (właściwym dla) obwinionego, zarządzamy i pragniemy, ażeby gdy któremuś z mieszczan tego miasta wypadnie wnieść skargę na Polaka krakowskiej diecezji, to prawa swego ma dochodzić wobec sędziego tegoż Polaka; i na odwrót, jeżeli Polak mieszczanina pociągnie przed sąd, to wójtowie rozstrzygną sprawę i wykonają wyrok. To także nam ci wójtowie przyrzekli, że żadnego przypisańca naszego lub kościoła, albo też czyjegokolwiek innego, lub również wolnego Polaka, który mieszkał dotychczas na wsi, nie uczynią swoim współobywatelem, ażeby z tego powodu nie opustoszały włości rolnicze nasze lub biskupie czy tez kanoników lub innych (ludzi)[7].
Również to na wieki przyznajemy wójtom i wszystkim mieszkańcom tegoż miasta obecnym i przyszłym i ich potomkom, także po skończeniu się wolnizny, ażeby żaden z nich nie wyruszał ani nie wysyłał (w swojem zastępstwie) nikogo na wyprawę zaczepną lub i odporną poza księstwo krakowskie w granicach, w jakich obecnie to księstwo posiadamy lub w przyszłości posiadać będziemy za przyzwoleniem Bożem.
Chcemy także i obwieszczamy miastu ten narzucony mu warunek, ażeby mincerze, - jacybykolwiek oni byli, - wypłacili księdzu Prandocie, biskupowi krakowskiemu i jego następcom wieczyście na rzecz kościoła krakowskiego (katedralnego) bez wszelkiej trudności i bez odwoływania się do nas w całości i bez umniejszenia dziesięcinę z mennicy w terminach wypłaty dziewięciu części (9/10) nam i naszym następcom i ażeby biskup, gdyby ktoś przeszkadzał tej wypłacie lub ją opóźnił, mogł go powściągnąć karą kościelną...
Działo się to na wiecu koło wsi, która się nazywa pospolicie Koporyna[8], roku od Wcielenia Pańskiego 1257, 5 czerwca, w obecności czcigodnego w Chrystusie ojca naszego Prandoty biskupa krakowskiego i komesa Adama kasztelana krakowskiego, Pełki kanclerza naszego, komesa Mikołaja wojewody krakowskiego, komesa Jana sędziego sandomierskiego, komesa Mikołaja sędziego krakowskiego, komesa Warsza stolnika sandomierskiego, Lasoty proboszcza skarbimierskiego[9], Twardosława podkanclerzego naszego dworu.

  1. Chodziło tu o różnice między Wrocławiem a Magdeburgiem; organizacja Krakowa miała być wprawdzie wzorowana na Wrocławiu, ale w punktach, w których Wrocław odbiegał od swego wzoru magdeburskiego, miał się Kraków oprzeć nie na stosunkach wrocławskich, lecz bezpośrednio na magdeburskich.
  2. Chodzi tu o obowiązek płacenia czynszu w bieżącej monecie najświeższego stempla, nie zaś w monecie wycofanej ani te z obcokrajowej; ważne to zastrzeżenie charakterystyczne jest dla owych czasów, gdy panujący w celach fiskalnych dwa lub trzy razy do roku przeprowadzał przymusową zmianę obowiązującej w swym państwie monety z niepomierną zazwyczaj szkodą dla obywateli.
  3. Tzw. landvogt, landwójt.
  4. Klasztor Bożogrobców, czyli stróżów Grobu Świętego w Miechowie, założonego przez Jaksę około roku 1160.
  5. Jeden z najwcześniejszych klasztorów cysterskich w Polsce.
  6. Dziś Facimiech, wieś w powiecie skawińskim, na południe od Krakowa.
  7. Z obu tych ustępów wynika niedwuznacznie, że osadnikami w świeżo zakładanym mieście mieli być, według intencji księcia, przybysze obcy, mianowicie Niemcy; nie wyklucza to oczywiście możliwości udziału elementu polskiego w lokacji miasta, mianowicie Polaków od dawna tamże osiadłych.
  8. Dziś Kopernia, koło Pińczowa.
  9. Proboszcz kolegiaty w Skarbimierzu; dziś Skalmierz.

Immunitet.

(Ulanowski B.: „Dokumenty kujawskie i mazowieckie” str. 184 – 188).
W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, Amen... Wiadomo niech będzie obecnym i przyszłym, że my Kazimierz, z łaski Bożej książę Kujaw i Łęczycy, gdy powstały nieporozumienia między nami z jednej strony, a czcigodnym ojcem Michałem ze zrządzenia Bożego biskupem włocławskim z drugiej, zdaliśmy się zgodnie i wspólnie na orzeczenie czcigodnych ojców Pełki z łaski Bożej arcybiskupa i Tomasza wrocławskiego biskupa w sprawie wolności i praw kościołów i kościelnych włości i w ich obecnosci taki między nami a pomienionym biskupem (Michałem) stanął układ, że:

  • 1). Mianowicie, że samo miasto to katedralne Włocławek, o ile zajmuje terytorjum kanoników (włocławskich), ma być w ogóle wolne od powozu, od przewozu także rycerskiego, od podymnego, podworowego, stróży, od zaopatrywania łowców i sokolników, od łagiewników, od piekarów i ogólnie od wszystkich służebności i praw książęcych i grodu, jakiemibykolwiek mianem się zwały, wyjąwszy bobrowników w obrębie tylko swych granic; mieszkańcy miasta przed nikim innym nie będą odpowiadali (sądownie) prócz księcia lub własnych panów, wolni od budowy grodu i od wszelkiej wyprawy prócz obrony kraju, jeżeli przypadkiem jakieś wojsko najedzie granice Kujaw. Kanonikom, też tego miasta to przyznajemy, że do nich należy cło na targu nad Zgłowiączką aż do Wisły, w którembykolwiek miejscu przez rzekę Zgłowiączkę przechodzono; do nich też należy targowe z Włocławka wraz z cłem z okrętów przepływających tamże przez Wisłę.
  • 2). Wsiom zaś starym tegoż biskupa, jak również kościołów włocławskich i krusznickiego, tj. uzyskanym przed wstąpieniem przez nas na księstwo Kujaw, które to wsie dla odróżnienia od nowych uznaliśmy za stosowne wymienić poniżej, oraz ich mieszkańcom nadajemy tego rodzaju wolność, że wszyscy przypisańcy mają być poddani służbom wyłącznie biskupa i jego sądowi, tak że w stosunku do nas i do naszych służb, lub danin, jakkolwiekby się one zwały, zgoła nie są zobowiązani, z tym jednak wyjątkiem, że w sprawach o ziemię (dziedziczną) odpowiadać będą przed samym księciem.

Ludzie zaś wolni zamieszkujący owe wsie stare winni być zwolnieni od powozu, narzazu, podymnego, podworowego, stróży, od pilnowania koni, od zaopatrywania sokolników i sokołów, od gotowania i wywożenia napoju naszego i od wszystkich innych służebności, jakkolwiekby się one zwały, prócz tego, że mają prowadzić przewód rycerski i przyjmować zwyczajem rycerskim łowców naszych, którzy się zowią sieciarze, i bobrowników; lecz gdy zdarzy się, że ci łowcy skierują się na nocleg do której z tych wsi, mają się zadowolić samem sianem i (tylko) raz na rok będą przyjmowani. Przyjmować też będą piekarzy podczas naszego przejazdu i chleb u nich wypieczony odwozić będą albo do stacji księcia, albo do jego najbliższej wsi, jak się im będzie wydawało dogodniej. Również ci wolni mieszkańcy owych wsi przez nikogo nie będą sądzeni, prócz swych panów i samego każdoczesnego księcia, oraz kasztelanów, w których przebywają okręgu, tak, że pozwani przed sędziów tychże kasztelanów, nie będą (przed nimi) odpowiadali, i jeśliby ktoś inny ośmielił się ich sądzić, to my sąd ogłaszamy za nieważny. Do wojska zaś ci ludzie wolni obowiązani będą przybyć nieinaczej, lecz ilekroć my wszystkim innym publiczną zapowiemy wyprawę, z wyjątkiem tych bez ograniczenia liczby, którzy pozostaną w sprawach lub na służbie biskupa, w którym to przypadku będzie się wierzyło słowu włodarzy biskupa. Również od udziału w tego rodzaju wyprawie będzie wolno zatrzymać bezkarnie proboszczom, dziekanom, kantorom i wszystkim innym personom pomienionych kościołów, każdemu na własne usługi po 6 ludzi z pośród wolnych, a zwykłym kanonikom po trzech. Także obowiązani będą ludzie wolni wspomnianych wsi przybywać do budowy lub naprawy dwóch naszych grodów: Bydgoszczy i Wyszogrodu, w ten sposób jednakże, że ludzie tak biskupa jak i pomienionych kościołów łącznie budować będą lub naprawiać tylko dwie izby (izbice muru obronnego), a zarazem rów pod temi izbami, nie będą zobowiązani przybywać wszyscy, byle tylko robota wykonana została należycie i w odpowiednim czasie; a innych izbic i rowu nie będą naprawiali, jeżeli ich (izbice) pozostawać będą w dobrym stanie, wolno będzie im budować je także z kamienia lub cegieł, gdyby chcieli.

  • 3). Duchownym zaś diecezji włocławskiej i wszystkim innym to prawo na wieczne czasy przyznajemy, że ani przez nas, ani przez jakiegokolwiek sędziego świeckiego nie mają być sądzeni, prócz spraw o ojcowiznę (majątek ziemski rodowy)...
  • 4). Przyznajemy na Wieki temuż biskupowi o jego następcom prawo polowania we wszystkich lasach i wodach, tak na bobry jak i na inne zwierzęta jakiegobądź rodzaju, w obrębie terytorjum między Złotoryją, Ciechocinem i Raciążem, podobnież i w Wieńcu prawo polowania tylko na bobry i w jeziorze Smewce (?) i w małym strumieniu z niego wypływającym, który się zowie Luchora, udzielam temuż biskupowi i wszystkim jego następcom prawo rybołówstwa we wszystkich ich rzekach.
  • 5). Co zaś tyczy kasztelanji wolborskiej, która pełnym prawem należy do samego biskupa, przyznajemy i przyrzekamy, że ściśle i wiernie zachowywać będziemy całą wolność i wszystkie prawa, jakie śp. książę Konrad, nasz ojciec, nadał temuż biskupowi i jego biskupstwu za nasza zgodą. A specjalnie przyznajemy, że w całej kasztelanji wolborskiej, także jeśliby wieś była własnością książęcą, lub rycerza, lub kogokolwiek innego, a w szczególności w lasach sierosławskich, wolno jest polować tylko samemu biskupowi na bobry i zwierzęta wszelkiego rodzaju.

(Tu następuje wyliczenie imienne owych wsi „starych” biskupa z osobna, a katedry włocławskiej i kolegiaty kruszewickiej osobno)

  • 6). W innych zaś wsiach, które tenże biskup i pomienione kościoły posiadają obecnie, lub uzyskają w przyszłości prawnemi tytułami, zastrzegamy sobie we wszystkim prawa książęce, jakie nam przedtem w nich przysługiwały...

Działo się to w roku Wcielenia Pańskiego 1250, w klasztorze braci kaznodziejów w Sieradzu...

Inne dziedziny gospodarstwa.

a) Rybołowstwo.

O rybołowstwie w Polsce Piastowskiej bardzo wiele wzmianek zachowało się w dokumentach i kronikach. Są to jednak wzmianki nader krótkie i luźne; dotyczą coraz to innej miejscowości. Razem składają się na obraz wcale imponującego rozwoju rybołowstwa u nas w owych czasach. Uprawiano je we wszystkich niemal rzekach, jeziorach i stawach, nadto na morzu. Handel rybami solonemi (śledziami) da się stwierdzić już ze źródeł XI wieku. Ryby suszone stanowiły zapas żywności na zimę. O celowej hodowli ryb świadczą wzmianki o zakładanych umyślnie sadzawkach rybnych. Dla celów rybołowstwa umiano też budować odpowiednie zastawy na rzekach (klauzury). Przybory rybackie tego czasu nie są bliżej znane; najczęstsze są wzmianki o wędce i o dużej sieci, zwanej niewodem.
Rybołowstwo stanowiło wówczas zasadniczo rezerwat państwa tj. księcia (regale), w niezbadanych dotąd granicach. Drogą nadań książęcych przechodziły całe wsie rybackie (Rybaki, Rybitwy, Villa piscatorum z roku 1136 licząca około 30 rodzin) w posiadanie instytucji kościelnych, dla których ze względu na obowiązujące posty były ryby szczególnie niezbędnym artykułem. Poniżej podaje się dwa urywki z dokumentów Henryka Brodatego dla klasztoru Cystersek w Trzebnicy na Śląsku, określające najdokładniej powinności rybaków z roku 1203 i 1204.

(Haeusler: „Urkundensammlung z. Gesch. D. Fürstenthums Oels” – Breuslau, 1883, nr 9, 10).
...Nadaję nadto klasztorowi w Trzebnicy inną włość, zwana Kotowice[1], wraz z ludźmi, którą również całą w około ubezpieczyłem stałemi granicami, tam zaś nadałem jezioro i zastawę do łapania ryb na użytek służebniczek Boga. Obowiązani zaś są nadani przezemie rybacy dawać im w każą środę rożen obciążony rybami, który po polsku zwie się (miecz) mech, podobnie w piątek, a sobotę zaś połowę. Aby mieszkańce tejże wsi tem łatwiej mogli się oddawać łowieniu ryb i innym pożytecznym dla klasztoru czynnościom, postanowiłem, by byli woni od wszelkiej daniny publicznej i od ciężaru wszelkich robocizn moich, z tym jednak wyjątkiem, że gdy mi wypadnie obok przejeżdżać, mają dać dwa wozy i dwóch stróżów. Także przewód[2] prowadzić będą tylko taki, jaka ludność rycerzy...
... Rybacy z Kotowic: Radoń, Chrapek, Burza, Przybyś, Cicho,... (razem 21 ojców rodzin) – każdy z nich ma dawać wiązkę ryb, która się nazywa mech, w środę, drugą w piątek, trzecią dwaj z nich w sobotę. Kto by zaś w ten sposób nie chciał lub nie mógł dawać ryb, obowiązany jest dawać miodu dwie urny św. Wojciecha (gnieźnieńskie) i miarę pszenicy, a drugą żyta.

  1. Nad Odrą niedaleko Trzebnicy.
  2. Przewód – obowiązek przewożenia rzeczy księcia; w stosunku do ludności podanej rycerstwa był on ograniczony do przewozu niektórych artykułów podlegających łatwemu zepsuciu (świeże mięso, ryby), lub w nagłych i pilnych wypadkach.

b) Ordynacja górnicza Leszka Białego (po roku 1218).

(Kodeks Katedr. Krak. T. 1 nr 12).
Ja Leszko, z łaski Boga książę Polski za zgodą moich baronów ustanawiam tę konstytucję mającą obowiązywać na wieki, a mianowicie, żeby wszyscy robotnicy, poszukiwacze i kopacze złota i srebra lub innego metalu, jakto ołowiu, miedzi lub tez soli, przebywający w któremkolwiek miejscu w naszem księstwie, czy to są Włosi, czy Niemcy, czy jacykolwiek inni przybysze, mieli tę wolność, iżby według zwyczaju ziem, z których pochodzą, mogli się rządzić pod własnemi zwierzchnikami swojemi prawami oni sami i ich osady, księciu prowincji, w której mieszkają, płacąc słuszną daninę według zwyczaju swej ziemi, broniąc go wedle sił swoich przeciw tym, którzy by najechali jego ziemię lub inne jego dobra.
Co do złota zaś lub srebra, to gdyby ono znalezione zostało w szczególności na ziemi księcia lub na ziemi innych osób prywatnych, duchownych czy tez świeckich, (wówczas) katedrze krakowskiej przypadnie tylko dziesięcina; jeżeli zaś na ziemi katedry krakowskiej, to w razie jeśli ten grunt pozyskany został dla tegoż kościoła od osób prywatnych tytułem nadania lub kupna, należeć się będzie biskupowi krakowskiemu tylko dziesięcina, podobnie jak w wypadkach, o których wyżej powiedziano. Atoli jeżeli grunt ów nadany został pomienionej osobie kiedykolwiek przez książąt (tej) ziemi, to wtedy – ponieważ wydaje się, iż książę całe prawo, jakie miał przekazał kościołowi – z należytości, która zwykła być płacona panu ziemi od złota i srebra, ma być wypłacona połowa księciu, a połowa katedrze, z zastrzeżeniem jednakże prawa dziesięciny, która zawsze należy się kościołowi.
Jeśliby zaś na tym gruncie pomienieni robotnicy się osiedlili, mają podlegać kościołowi pod względem prawnym w zupełności, czy to w sądownictwie, czy w innych (kierunkach), obowiązani bronić ziemi księcia wedle swych sił przeciw najeźdźcom.
Jeśliby zaś została znaleziona miedź, ołów lub sól na gruncie kościoła (katedralnego krakowskiego) to stosownie do starego zwyczaju mają być w całości zachowane prawu kościoła.

c) Handel wewnętrzny i zagraniczny Polski Piastowskiej.

(Büsching: l.c. nr 14).
Przywilej handlowy.
(Henryk Brodaty, książę Śląska, klasztorowi w Lubiążu)... ....pozwalamy nadto pomienionym braciom lubiąskim, ażeby raz do roku udawali się dwoma okrętami na Pomorze po śledzie, a dwa razy do roku podobnież dwoma okrętami do Gąbina lub do Lubusza, mianowicie celem przywiezienia soli, (dążąc) swobodnie bez opłaty cła przez całą ziemię podległą mojemu władztwu. Albo też gdyby nie chcieli lub nie mogli wyprawić się na okrętach, to pozwalamy magistrowi każdego dworu (folwarku) przechodzić przez całą moją ziemię bez opłaty z 40 wozami po sól rocznie, z tem, że gdyby za jednym razem każdy z nich nie miał tylu wozów, to może wyprawić się dwa lub trzy razy, byle tej liczby nie przekroczył. By to wszystko zaś na wieki pozostało niewzruszone, poleciliśmy spisać niniejszy dokument i umocnić go pieczęcią naszą i zarazem księdza biskupa (wrocławskiego).
Dan roku 12311 w Rokitnicy.

Taryfa celna.
(Kodeks Wielkopolski nr 237).
Książęta wielkopolscy Przemysław I i Bolesław Pobożny wydali w roku 1243 w Gnieźnie na rzecz zakonu krzyżackiego przywilej celny dla załagodzenia sporów, które zakłócały stosunki handlowe Wielkopolski z krajami zakonnymi. Ma ten przywilej charakter taryfy celnej, jakkolwiek wyjątkowej, gdyż przyznaje ulgi znaczne zakonowi krzyżackiemu. Jako taryfa celna należy ona u nas do najstarszych, gdyż tylko dwie znamy wcześniejsze (1227, 1238), ale w treść uboższe. Tekst podaje się tu w skróceniu.
...Ażeby stłumić wszelkie zarzewie całego nieporozumienia i urazy między naszemi ludźmi i pomienionych braci (tj. Krzyżaków), zasięgnąwszy rady baronów naszych oraz brata Dytrycha, niegdyś marszałka, celem odszkodowania doznanych uprzednio krzywd, obniżyliśmy opłatę pomienionym ludziom (zakonu krzyżackiego) w ten sposób:

  • 1. Mianowicie, iż wszystkie dobra pomienionych braci, czy to będą wiezione czy pędzone, wszelka ich służba i oni sami, tak na lądzie, jak i na wodach naszych mają posiadać na wieki prawo wolnego przechodu.
  • 2. Także obcy krzyżowcy, jezdni lub pieszy, mężczyźni czy kobiety, ludzie wraz ze swoją czeladzią, wozami, bydłem lub jakiemikolwiek sprzętami domowymi, pragnący osiedlić w ziemiach zakonu krzyżackiego, przybywając czy odjeżdżając mają być wyjęci i wolni od wszelkiego cła, myta, opłaty.
  • 3. Kupcom zaś wspomnianym wielekroć braci, pragnącym przejechać przez nasze ziemie lub w nich handlować, postanowiliśmy tę łaskę wyświadczyć, aby przez całą ziemię naszą, na tej mianowicie drodze, która prowadzi od Włocławka w kierunku Gąbina[1], płacili cło tylko w Gnieźnie, w Poznaniu i w Zbąszyniu. Jaka zaś suma cel w tych miejscach ma być płacona wyszczególniamy w następujący sposób: wóz wiozący sukna dawać będzie od ciężaru wiezionego przez jednego konia dwa skojce kasztelanowi w Gnieźnie i tyleż mistrzowi mennicy, lecz gdyby wiózł szlachetne sukna, jakoto brunatne lub zielone, jakoteż szkarłat, ma dawać kasztelanowi od całego wozu jedno obuwie lub pól wiardunku i ciężar jednej grzywny pieprzu. Ile zaś będzie koni, to od każdego konia da dwa skojce kasztelanowi i dwa mincerzowi. Lecz gdyby miejsca wyżej wymienione ominął i przejechał inna drogą, usiłując oszukać celników, i gdyby na tem został przyłapany, zapłaci jedną grzywnę srebra i doda do niej także sama opłatę celną. Jeśliby taki wóz badany był co do jakości sukna, ma być zeznana rzeczywista prawda. Gdyby zaś celnicy zeznającemu nie chcieli wierzyć, prawdę poświadczy przysięgą.
  • 4. Również wóz wiozący sól zapłaci mincerzowi od ciężaru jednokonnego jeden rzeszotnik[2] wyżej zrównany, których trzy kopiaste dopełniają miary[3] pszenicy; jeden da również kasztelanowi, także podobnie od każdego konia.
  • 5. Wóz zawierający śledzie da od każdego konia mincerzowi jeden rożen, na który liczy się 30 śledzi, a jeden do równego podziału między kasztelana i wojskiego.
  • 6. Od wozu wiozącego ładunek wina otrzymują kasztelan i mincerz razem pół wiardunku, lecz w Zbąszyniu tylko 1 łut. Jedliby zaś wino sprzedane zostało w Gnieźnie lub któremukolwiek innemu z naszych miast, beczka ma przypaść kasztelanowi.
  • 7. Od płótna lnianego i (innych) towarów ma się płacić tak jak od sukna, prócz obuwia i pieprzu, którego od tego się nie płaci. Od wozu wiozącego sukna nieszlachetnego okupi się jednym obuwiem z łutem (srebra).
  • 8. W Poznaniu od jednego konia ciągnącego wóz w całości ma być zapłacone tak, jak wyżej napisaliśmy, z tym jednakże wyjątkiem, że ani obuwie, ani jego równoważnik, ani ciężar pieprzu nie ma być dawane. A dodajemy, że w Zbąszyniu każdy kupiec od ładunku ciągnionego przez jednego konia ma uiścić jeden łut i nic więcej.
  • 9. Pragniemy także, ażeby każdy wóz wjeżdżający lub wyjeżdżający, jeśliby się zatrzymał więcej niż 8 tygodni, opłacił cło jak poprzednio; jeśliby zaś w krótszym czasie powrócił, ma jechać wolno na zasadzie cła pierwej opłaconego.

Na szczególną uwagę zasługują w niniejszym akcie wzmianki o pieprzu, stanowiące jeden z nielicznych na ogół dowodów poświadczających istnienie handlu towarami wschodniemi w Polsce przed połową XIII wieku. Sól, o której tu mowa, jest solą saską, używaną przez całe średniowiecze w Wielkopolsce, gdzie nie docierała przy ówczesnych środkach komunikacyjnych w dostatecznej ilości sól żupy wielicko – bocheńskiej.

  1. Guben - w Łużycach, nad dolną Nissą, na pograniczu śląskim.
  2. Miara zbożowa używana tez przy innych towarach, stanowiąca 1/12 część ówczesnego korca polskiego.
  3. Miara - tzw. ćwiertnia tj. jedna czwarta część korca.

Kultura duchowa.

Mistrz Wincenty, zwany Kadłubkiem.

(Mon. Pol. hist. t.I.)
a) Znajomość przyrody.
Jest pewien rodzaj ptaków, które nazywają niektórzy obłocznicami, inni samotkami. Te taką posiadają naturę, iż unikają towarzystwa wszelkich innych ptaków, nawet swego własnego gatunku, z wyjątkiem czasu kojarzenia się; a ile piskląt którakolwiek z nich ma wyhodować tyle gniazd buduje na szczytach przeróżnych cedrów i w każdem z nich jedno składa jajo, stąd też zwie się samotką[1],tj. z osobna niosącą się. Do wysiadywania ich zmusza inne ptaki, podobnie jak kukułka piegzę. Następnie pisklęta naraz się wylęgają i wylatują; w locie o zdumiewającej chyżości wzbijają się ponad najwyższe wierzchołki gór i drzew, a wzniosłe zmierzywszy obłoki, ponieważ gardzą spoczynkiem na niskiej ziemi, zasypiają pod najczystszym eterem w myśl tajnego wyroku natury; stąd nazywają się uranoidami tj. obłocznicami[2]. Często, gdy wiatr przeszkadza, nie mogą zlecieć na ziemię i wtedy, podobnie jak łyski, giną z głodu w powietrzu.

  1. Sepona po łacinie (se ponere).
  2. Po łacinie coelestes.

b) Poglądy polityczne: początek porządku prawnego w Polsce i ideał monarchy.
Krakus..., jako że był biegły w wygłaszaniu mów pełnych myśli, wszystkich zwołał na wiec, wszystkich oczy zwrócił na siebie, wszystkich pozyskał życzliwość i zjednał posłuch, rzekł: że śmiesznym jest zwierzę okaleczone i człowiek bez głowy; czem jest ciało bez duszy, czem lampa bez światła, czem świat bez słońca, tem naród bez króla... Jeżeli go wybiorą, to obiecuje być nie królem, lecz uczestnikiem królestwa, „bo wierzy że nie stworzony jest dla siebie, lecz całego świata[1]”. Po czem pozdrowiony przez wszystkich, jako król, nadaje prawa, obwieszcza ustawy. Taki oto był początek, takie urodziny naszego prawa cywilnego. Przed nimi bowiem wolność ulegać musiała przemocy, a sprawiedliwość zmuszona była służyć krzywdzie; to się nazywało sprawiedliwością, co wychodziło najbardziej na korzyść najpotężniejszego. A chociaż rygor sprawiedliwości nie zaraz rozpoczął panowanie, ale przestała ona podlegać potędze gwałtu i poczęło nazywać się sprawiedliwością to, co najkorzystniejsze jest dla najsłabszego....

...Król daleko ozdobniejszy jest w pokorze, niż okazały w purpurze; nawet niepodobna uważać za człowieka, a cóż dopiero za władcę tego, którego z pośród innych nie wyróżnia pokora...

...Wreszcie (kronikarz ma na myśli Kazimierza Sprawiedliwego) pobożny książę woli, by go kochano, niż się go bano. Z miłości zaiste rój pszczół podąża za swym królem (?!), nie z obawy; a zatem dla pozyskania sobie względów, - taki zaś jest powszechny u wszystkich cel wydawania biesiad, - w odpowiednim czasie przyzwala na przyzwoite biesiady, nie pozwala jednak nigdy opilstwu brać nad sobą przewagi, lecz owszem nigdy go nie opuszcza towarzysząca trzeźwość umysłu. Wiadomo wam, w jakim celu otacza się zazwyczaj ze wszech stron orszakiem najuczeńszych mężów, których trzeźwość jak i wiedza mało komu są nieznane. Z nimi we wzajemnym rozważaniu rozpatruje to przykłady ojców świętych, to znów dzieje sławnych mężów. Niekiedy śpiewając lub wtórując własnym śpiewem grze na organach, zastanawia się nad słodyczą niebiańskiej harmonji. Niekiedy ćwiczy się w teologicznych dociekaniach, najwyszukańszemi argumentami badając każdą kwestię ze wszech stron, jako najbystrzejszy badacz rzeczy subtelnych...

  1. Wiersz wzięty z Lukana.

c) Poglądy religijne.
Szczególnego zaś starania dołożył Bolesław (Kędzierzawy) dla zawojowania kraju Getów (czyli Prusów),którzy jak wiadomo nie tyle dla osób, ile dla dusz są wrogami. Wreszcie podbiwszy niektórych z nich zaledwie po wielu rozstrzygających walkach, takie nakazał ogłosić rozporządzenie: że kto przyjmie znamię wiary chrześcijańskiej, ten obdarowany jak najpełniejszą wolnością żadnej nie poniesie szkody ani w osobach, ani w majątku; kto by zaś nie chciał porzucić świętokradczego obrządku pogaństwa, bezzwłocznie karą śmierci zostanie ukarany. Lecz zapał ich religijny był jako ogień na krótko wybuchający; tem krótszy mianowicie, im bardziej wymuszony. Niebawem bowiem to obłudne plemię żab obślizgłych skoczyło w przepaść odszczepieństwa, zanurzając się tem bezwstydniej w brudach pogaństwa! A im powolnej, im opieszałej zbrodni tej się przeciwstawiano, tem cięższem przypłacała to Polska niebezpieczeństwem. Bolesław bowiem osądził, jeśli wystarczy, że oddane będzie księciu to, co książęcego, chociaż zaprzeczy się Bogu tego, co jest boskiego. I żadnej kary nie wymierzano za zbrodnie odszczepieństwa, jeśli tylko w całości i z uszanowaniem płacone były należności podatkowe...

d) Poglądy etyczne.
Kronikarz rozpatruje w dialogu pytania, czy przysięga złożona pod przymusem powinna obowiązywać:
W złych jednak obietnicach możesz złamać wiarę, w haniebnym ślubowaniu możesz zmienić postanowienie, bo nieprawą jest obietnica, którą się składa pod grozą zbrodni. Do wszelkiego więc przyrzeczenia, któremu towarzyszy zbrodnia albo też zgorszenie, zgoła nie jestem zobowiązany. Przyrzeczenie zaś pieniężne wiąże, jeżeli przy niem nie zachodził uzasadniony strach. Strach jest zaś uzasadniony, gdzie zachodzi obawa śmierci lub męczarni ciała. Jest jednak przypadek, w którym nawet wzgląd na uzasadniony strach nie może zwolnić od zobowiązania, mianowicie, jeżeli ktoś nawet pod przymusem przyjął wiarę chrześcijańską, powinien ją zachować, jakkolwiek nikogo nie powinno się zmuszać do tego, w czem przymus jest bezpożyteczny i jakkolwiek Bóg gardzi wymuszonemi służbami i jakkolwiek nie jest dobrodziejstwem to, co się komuś wyświadcza wbrew jego woli, ani też nie jest ofiarą to, co się wydziera komuś wbrew jego chęci. Jednakże często świadczy się dobrodziejstwa ludziom, którzy ich nie chcą.

Upodobanie w cudowności.

Wiara w cudy ma znakomitą ilustrację w licznych z tego czasu żywotach świętych; w parze z nią szło lubowanie się w cudownościach. Fantazja ludzi ówczesnych była ich źródłem, a łatwowierność sprzyjała szybkiemu szerzeniu się. Roczniki nasze XIII wieku zanotowały szereg takich dziwacznych wiadomości; w niektóre z nich zapewnie już sam pisarz nie wierzył.

(Rocznik Traski, Mon. Pol. hist. Tom II)
Rok 1270. W Kaliszu w oktawę Bożego Narodzenia urodziło się cielę mające dwie głowy i siedem nóg; były zaś te głowy psie i zęby psie, a jedna głowa była w miejscu należnym i była większa, druga zaś była mniejsza, położona przy ogonie; cielę zaś miało skórę i nogi cielęce, a zwłok jego nie chciały jeść ani psy, ani świnie.

Tegoż roku dnia 20 stycznia we wtorek około godziny 1-szej w nocy otwarło się niebo na kształt krzyża nad kościołem Braci Mniejszych w Krakowie i z tego otworu niebieskiego wyszło światło na kształt księżyca i rozsiało promienie swe po całej prowincji krakowskiej tak dalece, że w kościele Dominikanów z powodu jasności światła igłę można było znaleźć.

Tegoż roku podobne światło pokazało się w Staniątkach.

Tegoż roku rzeka, która się nazywa Nissa (na Śląsku), płynęła krwią przez trzy dni t.j. od piątku aż do niedzieli. Około tegoż czasu rzeka Odra płynęła przez trzy dni tak, że barwa jej wody była najzupełniej zielona, przez następne trzy dni cała woda była krwawa.

Znowuż około święta Marji Magdaleny (21 lipca) przez trzy dni trwał ogromny wylew wody w Krakowie na Wiśle, jakiego nigdy przedtem nie widziano; zalała ona wsie, zasiewy, łąki i całe pola i przestrzeń od góry św. Stanisława (Skałka), aż do góry św. Benedykta i zatopiła wiele ludzi, domów i młynów. A trwało to nieszczęście, ten potop, przez 15 dni po różnych prowincjach świata i wytworzył rzekę Rabę i Dunajec.

Tegoż roku w ziemi śląskiej koło Michałowa płynęła krew z nieba; był to czas letni i ogromny upał tego dnia.

Znowuż pewna pani w Nakle urodziła w jednym porodzie 36 chłopców, tak, że najpierw wydala na świat 15, a po niecałej godzinie resztę, którzy to chłopcy natychmiast pomarli.

Rok 1271. Dnia 19 stycznia we wtorek po wschodzie słońca ukazały się trzy słońca.

Rok 1275. Pewien chłopiec mający zaledwie dwa lata rzekł trzykroć do jednego Franciszkanina; „Panie!”. Ten zapytał: „Czego chcesz?”. Na co ów powiada: „Tatarzy przyjdą i zetną głowy nasze”. Jemu odrzecze Franciszkanin: „Któż ci to powiedział?”. Na co chłopak: „Bóg”. A ów: ”Czy boisz się ich?”. A chłopak: „Boję się, albowiem zetną głowy nasze”. Co się też tak stało.

Żacy polscy XIII wieku.

(Kod. Tyniecki, nr 12).
Grzegorz (IX) biskup, sługa sług Bożych, kochanemu synowi opatowi z Brzeska i przeorom ze Zwierzyńca zakonu promonstrateńskiego oraz Św. Trójcy zakonu braci kaznodziejów (Dominikanie w Krakowie) w diecezji krakowskiej, pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie.

Opat i konwent tyniecki donieśli nam w swej skardze, że scholarze przebywający w Krakowie, naśladując jakiś bezecny o ohydny zwyczaj, jaki się w owym kraju zakorzenił, w ich zabudowaniach klasztornych w dzień Bożego Narodzenia i przez kilka dni następnych oddają się biesiadowaniu i pijaństwu, urządzają śpiewy, widowiska i inne bezeceństwa, aż do rozlewu krwi bijąc się z sobą, dobra (zakonne) rozgrabiają i inne igrzyska wyprawiają okropne i bezwstydne, przez co niepomiernie niszczą klasztory, zakłócają spokój zakonników i serca ich gorszą w najwyższym stopniu. Ponieważ więc z nałożonego na nas obowiązku pochłania nas zapał dla domu Bożego, polecamy wam tem pismem apostolskiem, byście owych scholarzy od takich (zdrożności) powściągnęli klątwą kościelną bez apelacji, wprzód ich odpowiednio upomniawszy.
Dan w Lateranie (7 maja 1230r.)

Polska misja wśród Prusów.

(Theiner: „Vetera Monumenta Pol.” tom I, 26).
(Honoriusz III papież do biskupów wrocławskiego i paru innych duchownych polskich).
Posłyszawszy niegdyś, że kochany syn szlachetny mąż L(eszko) książę Polski uroczyście ślubował, że popłynie na pomoc Ziemi Świętej lub wyruszy z posiłkami dla świeżo nawróconych Prusów, ponieważ spełnienie tego ślubu odkładał, upomnieliśmy go naszem pismem z ojcowską miłością, zaniepokojeni o jego zbawienie, i przez innych przesłaliśmy upomnienie, by, co prawdzie przyrzekł, prawdziwie wypełnił. Niedawno zaś podano nam jako rzecz pewną, że tenże książę, ociężały tuszą swego ciała, z trudem tylko lub wcale nie mógłby przepłynąć ku wspomożeniu Ziemi Świętej, zwłaszcza gdy przyzwyczajenie wykły jedynie do picia piwa lub miodu; a jeśliby może nawet przepłynął, to nie mógłby z tak odległych stron poprowadzić z sobą odpowiedniej drużyny wojowników i z powodu rożnych niedostatków nie mógłby tam owocnie czasu spędzić, - ale będąc sąsiadem Prusów łatwo może kraj ten najechać z mnogim rycerstwem, nie tylko by bronić świeżo nawróconych, lecz również, by za łaską Bożą nawracać innych pogan swym trudem i gorliwością. W tym celu – jak mi donoszą – zamierza w środku ich ziemi założyć nowe miasto i w niem urządzić targ soli i żelaza, których brak cierpią poganie, ażeby przebywając tamże dla zaspokojenie tej potrzeby, łatwiej z ust kaznodziejów słuchali i skutecznie wysłuchali słów żywota (wiecznego) i przyzwyczaili się tem doskonalej do innych obyczajów wiernych. My zaś, z dwu stron wzywani, gdy ta i owa ziemia jak najrychlejszej potrzebuje pomocy, nie znając zewnętrznego wyglądu tego księcia ani warunków powodzenia przedsięwzięcia twego z owej ziemi, powierzamy wam, którzy z racji sąsiedztwa możecie to łatwiej zbadać, z zaufaniem zastępstwo nasze. Upominamy was tedy usilnie, polecając tem listem apostolskiem, ażebyście rozważywszy sumiennie widoki powadzenia tego przedsięwzięcia, nakazali temu księciu jedno z dwojga, co jego zbawieniu i pożytkowi wiary chrześcijańskiej bardziej będzie odpowiadało wedle waszego zdania. A ponieważ w obu przypadkach zwłoka niepomiernie mogłaby być szkodliwa, nakażecie mu pod odpowiednim rygorem, ażeby to, co mu polecicie, wykonał szybko i skutecznie. Zresztą, jeśli mu nakażecie, by pozostał ku wspomożeniu Prusów (neofitów), polećcie mu aby wedle rady i zarządzeń wielebnego brata naszego (Chrystiana) biskupa Prus starał się w tej sprawie służyć Bogu owocnie...
Dan w Lateranie (17 kwietnia 1221 r.).

Wiedza medyczna.

(Rocznik Traski, Mon. Pol. hist. Tom II str. 844 – 845).
...(roku 1278). Tegoż roku wystąpił pewien mnich imieniem Mikołaj narodowości niemieckiej z zakonu Braci Kaznodziejów, który uczył ludzi zjadać węże, jaszczurki i żaby przeciw każdej słabości, jak im dolegała, czy to było cierpienie oczu, czy też inne. Moczu zaś człowieka chorego nigdy nie oglądał, lecz miał jakieś zamknięte woreczki. Co by zaś w nich było zamknięte, zabraniał obejrzeć. Zawieszał zaś owe woreczki po jednym na każdym chorem człowieku na noc, a ci, którzy się pocili po ich zawieszeniu i mieli pewne senne widzenia, doznawali wyleczenia, a którzy nie, to nie. Chwytane zaś były owe węże przez ludzi gołą ręką w imię pomienionego Mikołaja, a nie w imię Chrystusa. Albowiem jeśli ktoś w imię Chrystusa chciał złapać węża, to nawet jeśli miał rękę okrytą rękawicą, natychmiast go wąż ugryzł. Pouczeni zaś przez niego (Mikołaja) niektórzy bracia zakonu kaznodziejskiego zjadali węże. Także Leszko (Czarny) książę Sieradza z żoną swoją Gryfiną zaczął tegoż roku na polecenia tegoż Dominikanina zjadać węże, jaszczurki i żaby, przez co stał się wstrętny całemu ludowi, jakkolwiek okazały się one dla nich bardzo skutecznym lekarstwem.

Asceza średniowieczna.

a) Sekta biczowników.
(Rocznik kapitulny krakowski. Mon. Pol. hist. II 807).
Rok 1260. Jacyś ludzie zbici w gromady, z ciałem po pas obnażonem, czyniący pokutę, która podobno z Perusjum[1] wzięła początek, a którą jak najgoręcej przejęła się świecka rzesza Niemców, wkroczyli do Krakowa z zasłoniętymi oczami, biczując się po obnażonych plecach biczami, z których każdy splecony był z czterech rzemieni; dokonawszy zaś pokuty przy kościołach[2], wyszli nagle z miasta. I ci, ponieważ zuchwale przywłaszczali sobie powagę Kościoła, która im bynajmniej nie przysługiwała, a to ku szkodzie i z uszczerbkiem dla praw Kościoła, zostali od Kościoła odtrąceni i jako fałszywi pokutnicy i po poznaniu swego błędu z nim się więcej nie łączyli, lecz owszem przeciwnie, zostali od niego oddzieleni. Pokuta więc ich, która sama z siebie wzięła początek, wyczerpawszy się, skończyła się sama w sobie.

  1. Perusjum – we Włoszech.
  2. W rękopisie rocznika zostawiono tu wolne miejsce, które pisarz zapomniał wypełnić.

b) Pokora zakonna.
(Żywot św. Jadwigi, księżny śląskiej. Mon. Pol. hist. IV).
...Do owych ćwiczeń w pokorze, w których sama znajdowała rozkosz, kogo tylko mogła nakłaniała usilnie namową i przykładem. Często tedy przychodząc tam, gdzie były chusty, którymi zakonnice po obmyciu się obcierały ręce, miejsca, na których więcej widziała brudu nagromadzonego tam wycieraniem, z miłością i słodyczą, powodowana cnotą pokory, gorąco całowała, a czyniąc na tych brudem powalanych chustach znak krzyża, przykładała je do oczu i piersi jak relikwie drogocenne. Nadto częstokroć wodą, w której zakonnice umyły nogi, myła oczy swoje i twarz całą, a nawet – co bardziej podziwienia jest godne – całą swą głowę i szyję, i wnuczków swych maleńkich twarze i głowy wielekroć myła, silną mając nadzieję i wierząc, że świętość sióstr zakonnych, których ta woda dotknęła, tak jej jak i dzieciom wyjdzie na zbawienie.
Ze wzorem pokory naszego Zbawcy, który mył nogi uczniów, jak się dowiedziała z Ewangelii, bardzo często, klęcząc na kolanach, obmywała nogi biednych ciepłą wodą. Umywszy zaś nogi i wytarłszy prześcieradłem, całowała pokornie nie tylko nogi, lecz i ich ręce... Na Wielkanoc szczególnie z miłości ku Bogu obmywała nogi trędowatych i odziewała nowymi szatami tych trędowatych których umyła.
...Zawsze koło siebie miała biednych, zwłaszcza gdy siadała do stołu, i z pokornym sercem, zanim zasiadła do stołu, własnoręcznie i na klęczkach podawała im jedzenie. Wreszcie siadłszy do jedzenia nie przyjęła wcześniej napoju, zanim z jej kielicha nie napił się ów biedak, który wśród innych nędzarzy wydawał się jej potworniejszy. Miejsca zaś na których siadali żebracy, gdy tylko mogła uczynić potajemnie, dotykała wargami, całując je. I tak czciła Chrystusa w żebrakach.
...W poszczeniu tak rozdzieliła dni tygodnia i tak dobrała pokarmy dla siebie, że w niedzielę, wtorek i czwartek spożywała ryby i nabiał, w sobotę i poniedziałek suche jarzyny, w środę zaś i piątek jedynie chleb i wodę. Gdy tę formę postu zachowywała przez pewien czas, tak potem w służbie Bożej wzmogła się na duchu, że w dnie powszednie tylko suche jarzyny jadła z grubym chlebem żytnim, pijąc stale gotowaną i niewystudzoną wiodę, prócz niedziel i niektórych świąt większych, w których, zmuszona przez biskupa diecezjalnego i spowiedników swoich, po dwakroć spożywała ryby i pieczywo i piła wtedy piwo, ledwie do tego nakłoniona prośbą towarzyszących jej pań.

c) Umartwienie ciała.
(Żywot św. Kingi, księżny krakowskiej. Mon. Pol. hist. IV, 718).
Wielkości jej abstynencji rozum ludzki ogarnąć nie może. Bo po śmierci męża swego (1279) nigdy mięsa nie spożyła aż do zgonu. W piątek o chlebie i wodzie aż do późna poszcząc, przez cały dzień trwała na modlitwie. Podobnie czyniła w soboty ku chwale Matki Boskiej i gdy przez całe swe życie nie znała cieplej kąpieli we wannie czy łaźni, ani też żadną wodą nigdy twarzy nie myła, chyba z powodu komunii świętej lub innej konieczności.

W pokarmie żadnej nie zaznawała przyjemności, a gdy jej przynoszono jakiś delikatny pokarm, natychmiast go usuwała, rozdzielając między ubogich; w piciu była nader umiarkowana, bo nigdy więcej, jak tylko na obiad i wieczerzę nie przyjmowała napoju i to mało i bardzo skromnie, z dodatkiem nieco wody. W wigilię Panny Marii również wstrzymywała się od jedzenia lub posilała ciało skromnymi posiłkami. Ku czci św. Franciszka pościła 40 dni z największa nabożnością od święta Wszystkich Świętych.

Każdej godziny umartwiała ciało wzniosłem czuwaniem, albowiem przed północą czuwała tak w kościele, jak i w komnacie, okrywając się welonem, wznosząc źrenice oczu ku niebu; od piania kogutów do aż do świtu stawała przed wizerunkiem Krzyża, na którym męka Chrystusa była wyobrażona, i żegnała się (znakiem krzyża św.) powtarzając słowa psalmu, a najpierw żegnała serce, mówiąc: Sed in lege domini etc..., potem całe ciało żegnając, mówiła: Et erit tanquam lignum etc..., żegnając zaś głowę: Et folium eius non defluet etc... Następnie pochylała się niżej, a padając wreszcie na ziemię przed obrazem Bogurodzicy, w niewymowny sposób zalewała się obfitym potokiem łez, tak, że trzykroć napełniała łzami niemałą tacę, na której stał obraz, zanim zaczęła słuchać mszy świętej uroczystej przededniem. Poczem wstając od modlitwy, natychmiast nawiedzała chore siostry (zakonnice) i każdej wedle okoliczności pełniła potrzebne posługi, i opalając izby i inne obowiązki pełne pokory pełniąc z wylanym sercem.