18 - Podziały i zjednoczenie państwa polskiego

Z Wiki Kielakowie.pl
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania
Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej
z zachowaniem pisowni i słownictwa oryginału.
Zeszyt 18

Kraków 1924 rok
Nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
Druk W. Ł. Anczyca i Spółki w Krakowie.

W świetle źródeł przedstawił
dr Roman Grodecki
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Walka o senjorat

Rozłam w dynastji Piastowskiej po śmierci Bolesława Krzywoustego.

(Ortliebi Zwifaltensis Chronicon, Mon. Pol. hist. II, str. 3 - 4 ).

... Po dokonaniu wielu cnotliwych dzieł, po wielu triumfach nad różnemi ludami, pop wielu darach, które rozdawał klasztorom i kościołom, a wśród nich nam[1] największe, nakoniec w połowie dni swoich[2] książę ów (Bolesław Krzywousty) wstąpił na drogę ojców swoich pędzony koniecznością: umarł oto 28 października (1138 r.). Żona jego Salomea, córka Henryka, hrabiego Bergu, a siostra Dypolda aż do dziś rządzącego hrabstwem ojca, owdowiała po tak wielkim mężu, przysłała do nas z wielkiemi darami jedną ze swych córek, imieniem Gertrudę, by tu na zawsze pozostała z nami. Następnie po paru latach przysłała do nas posła, z poleceniem, by do niej przysłano pana Ottona ze Stuzzelingen, brata naszego, którego zwykła nazywać mistrzem, wraz z przybranym sobie jakimkolwiek mnichem-księdzem. Wobec tego ów Otto, wziąwszy mnie za towarzysza w miejsce w miejsce księdza wraz z innym braciszkiem, imieniem Gernold, po wielu trudach i niebezpieczeństwach podroży przybył do niej podczas adwentu doi miasteczka Pajęczna (?). Zobaczywszy nas długo wyczekiwanych, przyjęła nas z należytemi zaszczytami. (Po kilku dniach przybyli wraz z księżną do Małogoszczy, obdarowani tamże hojne relikwjami świetemi przechowywanemi w tamtejszym kościele). Później zaś, gdy już nam miała dać pozwolenie odjazdu, zawezwała przesławnych synów swoich, książąt Bolesława i Mieszka z ich żonami, córkami królów Węgier i Rusi, by z dzielnic swych przybyli na wiec generalny. Urządziwszy ten wiec z pierwszymi dostojnikami państwa w grodzie Łęczycy, zaczęła się ich radzić, czy córkę jej Agnieszkę zamierzają wydać za mąż, czy tez poślubić ją Królowi Niebios, oddając ją na służbę Bogu u nas we współuczestnictwie z siostrami naszego zakonu. Ale ponieważ w podejrzeniu mieli brata swego i innej zrodzonego matki i wiekiem starszego Władysława, obawiając się, by ich nie uprzedził w pozyskaniu przyjaźni narodu ruskiego, postanowili ją, jakkolwiek trzyletnią, przeznaczyć na małżonkę jednemu z synów króla Rusi[3] celem zawarcia sojuszu.(Przed ukończeniem wiecu odprawiła hojnie obdarowanych mnichów zwiefalteńskich, którzy z początkiem kwietnia 1141 stanęli z powrotem w swym klasztorze; ta data pozwala też określić w przybliżeniu czas odbycia wiecu łęczyckiego).

  1. Klasztor benedyktyński w Zwiefalten w Wirtembergji, dokąd oddana została jedna z córek Bolesława Krzywoustego. Wśród niezmiernie licznych i niezwykle kosztownych darów księcia Polski zwraca szczególna uwagę „psałterz wielki, złotem napisany”.
  2. Tj. w średnim wieku.
  3. Pod określeniem „króla” najbardziej domyślać się tu godzi wielkiego księcia kijowskiego Wszewołoda Olgowicza. Który z jego synów wchodził w grę - nie wiadomo. W każdym razie ta kombinacja polityczna, oparta na projekcie małżeństwa, nie powidła się, bo w roku 1141 udało się księciu Władysławowi pozyskać przyjaźń Wszewołoda przez ożenienie syna (Bolesława Wysokiego) z córką Wszewołoda.

Bunt junjorów przeciw senjorowi i wygnanie Władysława.

(Kronika mistrza Wincentego\, Mon. Pol. hist. II, 356).

...Nastąpił zaś po ojcu Władysław, wyróżniony przywilejem pierworodztwa, podobnie jak i pochodzeniem królewskim świetny; gdy jedno czyniło go pysznym, drugie nadymało żądzą władzy. Ale tem smutniejsze były jego rządy, im ochoczej ulegał wpływom żony... Nazywała ona bowiem męża półksiężycem lub też półmężem za to, że zadawalając się jedną czwartą cząstką jednej niwy, znosi (obok siebie) tylu książąt gorzej, niż niewiasta. Że zaś bez trudności ten przekonywa, kto ma nad kim władzę, bardzo łatwo pokierowała umysłem męża. Tak tedy książę, sam w sobie bardzo ludzki, pod wpływem srogości żony wyzbywa się uczuć ludzkich. Wyzuty bowiem z braterskiej miłości wrogo nastraja swój umysł i niedorosłych dotąd jeszcze braciszków z najdzikszą prześladuje wściekłością, a zająwszy ich grody, postanawia pozbawić ich ojcowizny. Oni zaś w pokornej ścieląc się prośbie usiłują usiłują ułagodzić majestat nieubłaganej niewiasty, pospieszając ubłagać ją raczej łzami, niż wymową słów. Lecz tysiąckroć łatwiej uśmierzyć cienie zmarłych w Erebie, niż przebłagać okrucieństwo kobiece...

O jakże nieszczęsne okoliczności tyle wojny! Temu, którego czcili z uszanowaniem należnemu ojcu, muszą stawiać opór, jako wrogowi; ten, od którego winni się spodziewać opieki, godzi na nich orężem! Zaiste jednak z tej rany zrodziło się najlepsze na ranę lekarstwo! Oto z powodu nieznośnego jarzma rządów owej niewiasty, jak również z powodu nie dających się załagodzić przyczyn nienawiści, arcybiskup Jakób przeszedł na stronę chłopców wraz z najznamienitszymi z możnych, którzy pod wodzą wojewody Wszebora wielekroć nie bez powodzenia starli się z Władysławem. Ufni w wierność tych stronników nie folgowali już chłopcy łzom, lecz tem ochoczej oddali się ćwiczeniom orężnym. Wszędzie bowiem wszelkich sztuk mistrzynią jest uczącą niedoświadczonych konieczność. Natomiast nieco mniej mając zaufania do swoich, ściąga Władysław zastępy obcych. Ale chłopcy z pomocą malutkiej garstki rozgromili ich, a jak wieść niesie, krwią ich rzeka Pilica, nad którą bitwę stoczono, wysoko po brzegach się rozlała. Ponownie więc jeszcze liczniejsze, wprost niezliczone werbuje szyki barbarzyńców, jedne jednając prośbą, inne zapłatą, a niektóre zmuszając potęgą swej władzy. Wszystkim każe zasadzić się na zgubę swych braci. I już prawie wszystkie zburzywszy ich grody lub obsadziwszy własnemi załogami, już prawie dopełniwszy swego pragnienia, zgromadził Władysław swoje i zaciężne wojska koło grodu Poznania, który owym pozostał już jako jedyna obrona. I już rozwinął całą sztukę oblężniczą i wszystkie siły rozmieścił dokoła, tem bezpieczniejszym się czując, im liczniejsze miał wojsko. Chłopcy tymczasem ukryli się rozmyślnie z nieliczną wprawdzie, ale najwpraniejszą w boju garstką, obmyślając tajemnie pomoc grodowi. Między nimi Mieszko, jako że umysłu był bystrzejszego i w słowach gorętszy, tak przemówił: ”Lepiej jest, o mężowie! czynami radzić sobie w trudnem położeniu, niźli słowami. Wszak siekiera toruje sobie bezpiecznie drogę przez bezdroże i gościniec przez cierniste gąszcze; a czyż nie gładka jest droga sierpu przez sitowia? A któżby się bał tego tchórzliwego motłochu żuków i tej butnej szarańczy? Warto popróbować przychylności losu i siły naszego męstwa!”. Po tych słowach zwolna ruszają na wroga, nieznacznie zakradają się, chwytają straże nieprzyjacielskie rozstawione zdala od obozu, krepują więzami, zmuszając do zeznań o tajnikach obozu. Przekonywają się, że wróg niczego nie podejrzewając gnuśnieje wśród rozwiązłych uczt w poczuciu bezpieczeństwa. Ale i grodzianie wystawiwszy jak najwięcej ponad mury tarczę, dostarczyli tem wyraźniej wskazówki, że nadeszła stosowna pora. Rzucają się na biesiadujących, gromią nieubezpieczonych, mordują zdumionych. Wypadają z otwartych bram grodzianie, załoga wylatuje z grodu, przepędza gromady wroga tu i ówdzie, opieszałych wycinają, uciekających rażą strzałami i jakoby lwy wśród stada kóz raz tu, raz tam zanurzają się. Wreszcie tych, którzy starali się w ucieczce znaleźć ratunek, jeszcze bardziej politowania godna dosięgła zguba; bo kogo przypadkiem miecz oszczędził okrutny, tego nie oszczędziły wezbrane fal otmęty. Nie mniejszą bowiem liczbę uciekających pochłonęła rzeka w spiętrzonych bałwanach, niż ich wytępił miecz, rażący jak piorun; tak dalece, że płazy owej rzeki w większej części wyginęły od krwi trupów.

Władysławowi też podobnie poszczęściło się w tej bitwie, jak owemu przekupniowi, który podczas rozbicia się okrętu zaledwie nagi zdołał ujść z życiem. Obsadziwszy jak najsilniejszemi załogami grody, udaje się przed majestat cesarza, którego siostrę miał za żonę i błaga go o pomoc, a u kogo nie mógł wyżebrać przychylności, usiłuje go sobie kupić. Tymczasem Kraków ogromnem zamykają oblężeniem już nie chłopcy, lecz najdzielniejsi z książąt, Bolesław i Mieszko, i zmuszają do podania się ową tygrysicę, która kierowała obroną załogi grodu. Ledwie dopiero spaleniem grodu i zapasów zmuszono ją, by podążyła za mężem, z którym, doczekała się zgonu w wygnańczej niedoli.

Interwencja papieska i stanowisko wobec niej episkopatu polskiego.

(Mon. Pol. hist. II, str. 17).

Bulla Eugenjusza III.
Eugenjusz biskup, sługa sług bożych, czcigodnym braciom arcybiskupom i innym prałatom kościelnym w Polsce (przesyła) pozdrowienia i apostolskie błogosławieństwo. Że was słowami błogosławieństwa pozdrawiamy, to wierzajcie, czynimy nie dlatego, byście na nie zasługiwali, lecz z łaskawości Stolicy Apostolskiej Powinien bowiem pogrążyć się w bólu za (straconą) dobrą sławą ten, kto wzbrania się słuchać zleceń apostolskich. My bowiem z obowiązku urzędu naszego troszcząc się o zbawienie wasze i ludu wam powierzonego, wysłaliśmy niegdyś w wasze strony kochanego syna naszego G(widona), św. Rzymskiego Kościoła kardynała-diakona, by przy pomocy bożej przywrócił pokój między księciem Władysławem i braćmi jego i by jako legat Stolicy Apostolskiej załatwił sprawy kościelne u was. Stosownie od otrzymanego od nas polecenia obłożył on klątwą tę stronę, która jego napomnień nie chciała słuchać, i tych którzy zatrzymują ziemię owego księcia (Władysława) oraz zabronił odprawiania służby bożej w kraju. Wy zaś - jak się dowiedzieliśmy - zupełnie wyroku tego nie uznajecie, twierdząc, że wydał on go nie z naszego polecenia. Ponieważ on jednak to uczynił z naszego rozkazu, my zatem potwierdzamy tak wyrok klątwy, jakoteż interdyktu, tak jak przez niego został wydany i nakazujemy go wam przestrzegać oraz dopilnować, by był ściśle przestrzegany. Ty zaś bracie arcybiskupie, do którego to w pierwszym rzędzie należy z obowiązków twego urzędu, wszystkich twoich sufraganów i innych przełożonych kościołów o tym uwiadom, by nie mogli się potem wymawiać, i wyroku ściśle przestrzegaj i dopilnuj przestrzegania go przez innych, wiedząc, że jeżeliby który z was wyroku tego nie zechciał przestrzegać, nie ujdzie pomsty św. Piotra i św. Rzymskiego Kościoła.
Dan w Lateranie 23 stycznia (1150 r.)

Wyprawa Fryderyka Barbarosy do Polski w roku 1157.

(Mon. Pol. hist. II, str. 21).

List cesarza Fryderyka Barbarosy do opata Wibalda.
... Jak wielką łaskę Bóg miłosierny nam okazał nam na wyprawie polskiej, którą dopieroco chlubnie zakończyliśmy, i do jak wielkiej chwały i zaszczytu wyniósł cesarstwo rzymskie, świadczą o tym Polacy z powrotem poddani pod jarzmo panowania naszego, a my postanowiliśmy Tobie możliwie pełną przesłać o tem wiadomość.
Chociaż Polska nader jest obronna sztuką i z natury, tak, że poprzednicy nasi królowie i cesarze zaledwie z wielką trudnością doszli byli do rzeki Odry, my jednakże z pomocą Opatrzności Bożej, która wyraźnie drogę nam wskazywała, przedarliśmy się przez ich przesieki, które poczynili w wąskich przejściach, ścinając drzewa w gęstwinie leśnej i zagradzając drogę z wielką pomysłowością, i w oktawie Wniebowzięcia Matki Boskiej (22 sierpnia) wbrew nadziei Polaków a całem naszem wojskiem przeszliśmy przez rzekę Odrę, która całą ową ziemię zasłania jakby murem, a głębokością swoją zamyka wszelki dostęp. Tak wielka u wszystkich była żądza przeprawienia się, że jedni zanurzali się w głębokie odmęty, inni zaś przepływali. Co zobaczywszy Polacy w nagły popadli strach i nie podziewając się już niczego oprócz zagłady i zniszczenia kraju, z obawy przed nami podpalili niezmiernie warowne grody Głogów i Bytom i wiele innych, które nigdy przedtem nie były zdobyte przez wrogów, a sami pierzchli przed naszem obliczem, jakkolwiek zebrali bardzo wielkie wojsko, z pomocą sąsiednich ludów: Rusinów, Partów, Prusów i Pomorzan. Ruszyliśmy tedy w pościg za uciekającymi i przebiegając przez diecezje wrocławską i poznańską, zniszczyliśmy ogniem i mieczem całą prawie ziemię. Książę tedy Polski[1], gdy widział całą ziemię i lud doświadczony potęgą naszego ramienia, nachodząc książąt naszych zrazu przez swoich posłów, następnie we własnej osobie, zaledwie wreszcie po wielu prośbach i wielu łzach to sobie wyjednał, by mu dozwolone było powrócić pod jarzmo panowania naszego i odzyskać łaskę naszą. W pomienionym tedy wyżej biskupstwie poznańskiem w miejscowości Krzyszkowo[2], książę Bolesław padnąwszy do nóg majestatu naszego przyjęty został za wstawiennictwem książąt do łaski naszej na tych warunkach: po pierwsze przysiągł za siebie i w imieniu wszystkich Polaków, że brat jego wygnaniec nie został wypędzony ku hańbie cesarstwa rzymskiego; po wtóre obiecał dać nam dwa tysiące grzywien, a książętom tysiąc, żonie zaś naszej dwadzieścia grzywien złota, a dworowi naszemu dwieście grzywien srebra za owo zaniedbanie, że na dwór nasz nie przybył, ani nie uczynił należnego nam z ziemi (hołdu) wierności. Przysiągł również pójść na wyprawę włoską. Wreszcie przysiągł, że na dwór nasz, który odprawiać mamy w Merseburgu na Boże Narodzenie, zobowiązuje się przybyć, by na skargi swego wygnanego brata dać pełną odpowiedź. Tak więc po zaprzysiężeniu nam wierności i po odebraniu jako zakładników, Kazimierza, brata książęcego i innych szlachetnych rycerzy, celem poręczenia, że wszystkie powyższe punkta wiernie będą spełnione, powracamy z chwałą za Bożem przewodnictwem.
Jak wiadomo, warunki te nie zostały dotrzymane, a Władysław już nie powrócił z wygnania do ojczyzny.

  1. Bolesław Kędzierzawy, ówczesny książę senjor
  2. Krzyszkowo w poznańskiem, na lewym brzegu Warty.

Śmierć Henryka, księcia sandomierskiego.

(Rocznik kapituły krakowskiej. Mon. Pol. hist. II, 798).
Rok 1167. Książę Henryk zabity został wraz z wojskiem swojem na wojnie w Prusiech.

(Kod. dypl. katedry krakowskiej, I, nr 1, rok. 1166).
W roku 1166 za panowania w Polsce najjaśniejszego księcia Bolesława, Mieszka, Kazimierza, czwarty ich brat, książę Henryk, umarł bez potomka. Dzielnica jego podzielona została na trzy części; znamienitsza jego część, oraz siedziba jego władztwa, mianowicie Sandomierz, przypadły starszemu bratu Bolesławowi.
Tegoż roku i tegoż dnia umarł w Chrystusie śp. Mateusz, biskup krakowski. Nastąpił po nim za boskim i ludzkim wyborem Giedko...

Uwaga: Prócz różnicy daty uderza też różnica obu zapisek w przedstawieniu tego samego faktu śmierci księcia Henryka; zapiska dokumentu z roku 1166, aczkolwiek nie zaprzecza wprost śmierci na polu walki, zdaje się jednak mieć na myśli śmierć naturalną. Zdania uczonych są w tej kwestji podzielone. Ważny skądinąd nieznany szczegół historyczny, to podział dzielnicy Henryka. Kazimierz Sprawiedliwy zatem nietylko że nie otrzymał jej całej, ale zrazu Sandomierza nawet nie posiadł. Zdaje się, ze w roku 1166 przypadła mu Wiślica z kilku sąsiednimi grodami.

Wygnanie Mieszka Starego z Krakowa 1177 r.

(Kronika Kadłubka, j. w. str. 393 i następne).
Mistrz Wincenty opisuje w swojej kronice dość szczegółowo surowy system rządów Mieszka Starego w Krakowie (patrz: Teksty źródłowe nr 20), a upatrując w nich powody wzburzenia ludności przeciw Mieszkowi, niedwuznacznie z najwyższą przychylnością odnosi się do osoby samego księcia, winowajców znajdując jedynie w jego urzędnikach, prawdopodobnie Wielkopolanach, których wyniesienie na stanowiska naczelne w księstwie krakowskim drażnić musiało możnowładców małopolskich. Następnie w dłuższym wywodzie charakteryzuje autor atmosferę poprzedzającą wybuch buntu, oraz agitację, która przygotowała grunt Kazimierzowi Sprawiedliwemu pod planowany zamach na rządy Mieszka.

... Przekonani tym sposobem, czyto z przychylności dla Kazimierza, czy z pragnienia osiągnięcia wolności, wszyscy wzdychają za Kazimierzem, zbierają się, proszą, nakłaniają, by - jeśli go godność monarsza nie pociąga - dał się miłosiernie wzruszyć błaganiem; jeśli nie pożąda władzy, niech się nie wzbrania zlitować! A on do nich: „Stary to, wprost zastarzały już u was ten wykrętny sposób kuszenia! Nie mogło nam przecie tak szybko wypaść z pamięci, jakto pierwsi z książąt, mianowicie Jaksa i ów słynny Świętosław, którego świetne potomstwo dziś kwitnie, i wszyscy możni starali się mnie - choć się tego wypierałem - pociągnąć mnie do tej samej godności monarszej, bym wypędziwszy najzacniejszego księcia, brata mego Bolesława (Kędzierzawego), tem bezpieczniej mógł panować, dokonując niecnego przywłaszczenia (sobie tronu). Lecz wolałem serdeczną miłość brata nad wszelką przenieść władzę... Jakimże sposobem mam znowu ubroczyć stopy moje we krwi braterskiej?... Na jakiej zasadzie powstać mam na zgubę tego, który mnie więcej niż braterską wspierał delikatnością, którego więcej niż z synowskiem czciłem zawsze uczuciem?”
A owi nastają na niego: „Prawda, najłaskawszy książę, godziło się mieć wzgląd na miłość Bolesława, ponieważ wówczas nie zachodziła żadna chwalebna przyczyna, a tylko burzyła się przeciwko niemu gwałtowność spiskującej partji. Obecnie odmienne powody zmieniają sytuację, gdy wszystkich gniecie jak najstateczniejsza konieczność; jeśli zmiłowanie twoje nam nie przyjdzie z pomocą, jeśli ty nie rozluźnisz sznura na gardle duszonej rzeczypospolitej, to przyjdzie nam się podusić, bo nie mamy możności wywędrowania gdziekolwiekbadź indziej!”.
Zaledwie tedy nakłoniony natręctwem i radami nader często nalegających nań i najprzychylniejszych sobie ludzi, przybywa (Kazimierz) do Krakowa z bardzo małą garstką, starając się, by nie wyglądało to na gwałtowny zabór, lecz raczej na wybór dobrowolny przez ludność. Zabiegają mu drogę z niewypowiedzianą radością liczne wojska, zewsząd gromadnie płyną zastępy, wyskakują z radości i radując się wołają, że oto przybył zbawca! Ludzie wszelkiego wieku garną się doń, wszystkie stany uwielbiają, wszelkie godności cześć mu okazują. Również bramy miasta, choć niezwyciężonemi obsadzone załogami, dobrowolnie otwierają się przed nim i dobrowolnie z zamku wyskakują ci, których Mieszko przełożył nad załogą grodu, i wszyscy z kornem czołem chylą się przed tronem Kazimierza. Zbiegły się tak życzenia wszystkich, zjednoczyły wszystkich dążności i jako książę od wszystkich zostaje uczczony.
... Więc Mieszko nie tyle braterskim orężem został wypędzony, jak raczej wiarołomstwem swoich. Opuszczony prawie przez wszystkich, pozbawiony został kraju i władzy monarszej, zmuszony poprzestać wraz z trzema synami ma (jednym) pogranicznym grodku. Wali się na niego zewsząd nawała niepowodzeń; albowiem zięć jego Sobiesław, najdzielniejszy z książąt, wygnany został z państwa czeskiego; na drugiego zięcia, księcia Sasów i Bawarji, zewsząd godzą wrogowie. Tak więc tych, od których miał prawo spodziewać się pomocy, przycisnęła tak dalece własna niedola, że nie mogli mu obiecać nawet drobnych posiłków. Również wszyscy naczelnicy Pomorza nie tylko odmawiają mu posłuszeństwa, lecz chwytają wrogo za oręż przeciw niemu. Wszyscy cieszą się, ze mają podlegać władzy Kazimierza.
Podczas gdy grody wszystkich prowincji i miasta stanęły Kazimierzowi otworem bez walki i ochoczo, stawiła mu opór śląska prowincja, której rządy zagarnął Mieszko Władysławowicz, usunąwszy brata, księcia Bolesława (Wysokiego). Zdobywszy ją nie bez znacznych wysiłków, przywrócił ją Kazimierz Bolesławowi, lecz i mężnego jego brata, mianowicie owego Mieszka, ujął sobie nadaniem niektórych grodów; ich brata Konrada uczynił księciem marchji głogowskiej, zaś Odona odznaczył księstwem poznańskim. Leszkowi zatwierdził prowincje zostawione mu ojcowskim testamentem, a opiekę nad nim powierzył zarządcy tychże księciu Żyronowi, błyszczącemu wszelkiemi cnotami; wnukowi[1] tegoż Żyrona Samborowi wyznaczył marchję gdańską. Księciem Pomorzan ustanowił również niejakiego Bogusława czyli Teodora. Ale gnieźnieńską prowincję, która jest u Lechitów metropolją wszystkich, wraz z przynależnymi do niej wokoło grodami, dołączył do terytorjum poddanego swoim rządom. Również przyłącza niektóre prowincje Rusi: przemyską z przynależnymi grodami, Włodzimierz z całem księstwem, Brześć z całą ludnością, Drohiczyn z całym okręgiem. Tak tedy stał się Kazimierz monarchą Lechji, takto czterech braci, tj. Władysława, Bolesława, Mieszka i Henryka, cztery księstwa spłynęły razem na samego jednego księcia Kazimierza, jak to ojciec dawno temu przepowiedział.

  1. Był to właściwie syn siostry wojewody Żyrona.

Śmierć Kazimierza Sprawiedliwego (rok 1194).

(Kronika mistrza Wincentego. Mon Pol. hist. II, 424).
... Miał zaś (Kazimierz) zwyczaj czynić uroczystości świętych. Gdy tedy dzień św. Florjana cały poświęcając Bogu, spędził częściowo na nabożeństwach kościelnych, to na modlitwach i na dziękczynieniach, zarządził uroczyste uczty nazajutrz dla książąt i możnych i pierwszych w swem państwie. W czasie uczty wiele powodów budzi nich radość. Najpierw triumf nad wrogami, powtóre nietknięta osoba księcia po tylu trudach i ciężkich przejściach, po trzecie większe bezpieczeństwo własne i przyjaciół, po czwarte rozkoszniejsze okoliczności i przyjemniejsza pora roku. Nie zabrakło przyjemniejszej nad wszelkie rozkosze wesołości najłaskawszego księcia, pobudzającego tem silniej umysły wszystkich do radości. I gdy tak głos powszechnej radości bił ku niebu, nagle pogoda tak świetnej uroczystości zaćmiona została niespodziewaną burzą. Gdy tak wszyscy na wsze strony radośnie wyskakiwali, owa jedyna i tak niezwykła gwiazda ojczyzny (Kazimierz), gdy pewne pytania zadawał biskupom o zbawieniu duszy, niewielki wychyliwszy puhar padł na ziemię i wyzionął ducha; niepewna, czy chorobą rażony, czy trucizną (5 maja 1194 r.) Z zachodem tak jasnego słońca ciemności zakryły ziemię i mrok padł na lud tak, że wszystko wogóle pogrążyło się w smutku.

Następstwo po Kazimierzu Sprawiedliwym.

(tamże, str. 428).
...Gdy gwiazda Kazimierzowa zagasła, powstał jakby chaos i jakoweś zamieszanie wśród rzeczy i ludzi. Jedni wpadali w osłupienie wobec tak niespodziewanego wypadku, inni niemal odchodzili od zmysłów, a wielu przypadło z boleści do ziemi, jakby piorunem rażeni... Ale nie brakło równocześnie takich, którzy w cichości wzdychali, jakby tu książąt i możnych nakłonić do swych życzeń i opróżnione zagarnąć księstwo; lecz rozmyślania ich w niwecz się obracają...
Odprawiwszy więc należycie uroczystości żałobne czcigodny ów pasterz Krakowian Pełka, odbywszy najpierw naradę z przedniejszymi w sprawie następstwa tronu, zwołuje wszystkich na wiec i zaledwie napoły uciszywszy wrzawę, odezwał się: „Pobożna jest boleść, dostojni słuchacze, lecz bezbożne jest zapamiętanie się w boleści; zbożne jest wprawdzie boleje, lecz bezbożnie tracić rozum z powodu boleści... Wielu dziś uważa za rzecz zwyczajną, owego wybrać monarchę, nim zmarły zostanie pogrzebiony, by następca szedł uroczyście za marami poprzednika, okazując mu cześć nakazaną uczuciem ludzkiem. Jakkolwiek bowiem Kazimierza widzimy zmarłego, jednak nie mógł tak łatwo umrzeć w swych wiecznych i nieśmiertelnych dobrodziejstwach, które pełnił za życia i w których żyć będzie. Nie podcięty to przecież szczep winny, owszem rozrósł się, o czem świadczą żywe i żywotne jego latorośle. Dwie mianowicie pozostały oliwki, dwa światełka, dwaj synowie Kazimierza, Leszko i Konrad, chociaż obaj maleńcy i obaj w wieku wymagającym opieki prawnej. Godzi się przeto starszego odznaczyć godnością ojcowską”. Wówczas to przemówił jeden mąż znakomity: „Dobrze, czcigodny ojcze wszyscy powinni przyklasnąć zdrowej i zbawiennej radzie; szczególnie w okolicznościach, które nie znoszą zwłoki, niebezpieczne jest odkładanie i samo w sobie zawiera niebezpieczeństwo. Dlatego nie powinno być żadnego ociągania się w sprawie wyboru księcia, lecz zaklinam niech obudzi się czujność wszystkich co do osoby księcia. Nie godzi się bowiem siwym włosom przeciwstawiać podbródka dziecięcego, a owszem dzięcięctwem byłoby, gdyby rozumnym mężom rozkazywać miało nierozumne chłopię, skoro - jak mędrzec powiedział: - „biada krajowi, którego król jest dzieckiem!” - zwłaszcza, że książę powinien być we wszystkiem rozsądny, dzielny, przezorny i bystry. Albowiem jeżeli niebezpieczne jest wszelkie zaniedbanie w najdrobniejszych rzeczach, np. w zarządzie rodziny, domu, okrętu lub kawałka gruntu, to o ileż niebezpieczniejsze jest ono w zarządzie państwa, gdy go zamknięte - bo nie chce się powiedzieć: ślepe - oczy nie dostrzegają.
Mówił zaś to w tym celu, by Mieszko Stary lub wnuk (?) jego Mieszko młody nastąpił na tron książęcy. Na to zaś mąż pełen zapału bożego, biskup Pełka odpowiedział: „Jako mąż rozumny, bardzo pięknie to przedstawiłeś, lecz w obecnym przypadku wywody twoje nie znajdują zastosowania; wtedy tylko one są słuszne, gdy chodzi o wybór, na innej gdy chodzi o prawo dziedziczności. Przedewszystkiem bowiem na innej zasadzie prawnej opiera się wybór, na innej prawo dziedzictwa: w owym przysługuje najswobodniejsza dowolność umysłu, a w tem zmusza bezwzględnie konieczność prawa. Od wyboru wykluczeni są wszyscy poniżej prawem przepisanego wieku, a od prawa dziedzictwa zaś nie wyklucza się ani dzieci, ani nawet pogrobowców, którzy są w stanie obalić najuroczyściej umocniony testament. Lecz i to, co napomknąłeś o rządzie i niebezpieczeństwie państwa, nie stwarza przeszkody dla tych dzieci; bo jeśli państwo, jak świadczy prawo, podobne jest do sieroty,... to albo zaprzeczysz wogóle sierotom wszelkiego prawa do opieki, albo też państwu nie odmówisz opiekunów; książęta bowiem nie rządzą państwem osobiście, lecz za pośrednictwem władz administracyjnych. Dlatego byłoby wprost niecnem i przewrotnem pomijać, a cóż dopiero przeszkadzać temu, co dyktuje rozsądek, czego domaga się pożytek, co nakazuje szlachetność, co doradza miłosierdzie i do czego wreszcie zmusza konieczność prawa. Nie stanowi to przeszkody rozporządzenie ich dziadka (Bolesława Krzywoustego), w którem zastrzeżone zostało, iż zwierzchnia władza książęca przysługiwać ma zawsze starszemu wiekiem, bo zostało ono w zupełności odwołane przez papieża przez papieża Aleksandra (III) i przez cesarza Fryderyka (Rudobrodego), którym przysługuje prawo nadawania i odwoływania praw; (stało się to wtedy), gdy obaj oni ustanowili i zatwierdzili Kazimierza w posiadaniu pryncypatu, choć pozostawał przy życiu senjor, mianowicie Mieszko (Stary). Nie zachodzi więc nic takiego, coby mogło odwlec w tej sprawie zgodę książąt, przychylność możnych, spełnienie życzeń obywateli i ludu”.
Następnie jednomyślny i ochoczy uderzył w niebo okrzyk wszystkich: Wiwat! Niech żyje książę Leszko na wieki! I wszystkich taka pogoda i radość ogarnęła tak dziwnie rozkosznie, jak gdyby poprzednio wcale nie przybyli doznanych boleści. Taką wszyscy odczuwali słodycz, taką miłość, tak ogromne przywiązanie do sierot, że od ich boku i do posłuszeństwa dla nich odciągnąćby ich nie mogłaby ani łaska niczyja, ani nienawiść, ani ucisk, ani miecz, ani prośba, ani jakikolwiek przymus. Wobec tego pierwszy z dostojników, ów komes Mikołaj, wszystkim podziękował, wszystkich wezwał do stałości i pouczył o obowiązkach wierności i zobowiązał wszystkich uroczystą przysięgą, by już żadnemu nie było wolno zmienić wyrażonej woli. Wiedział bowiem mąż roztropny, że na ptasich skrzydłach lata myśl ludzka, a uczucia ludzkie zmienne i jakoby na śliskim lodzie oparte.

Bitwa pod Zawichostem r. 1205.

(Rocznik kapituły krakowskiej. Mon. Pol. hist. II, 800 - 801).
Najmężniejszy książę Rusinów Roman, wzbiwszy się w dumę i uniesiony pychą z powodu niezmiernej ilości swego ogromnego wojska, został zabity w bitwie pod Zawichostem przez Leszka i Konrada, synów księcia Kazimierza, przy współdziałaniu Wszechmogącego, który własną potęgą wyniośle karki depcze, silne łamie a strącone podnosi. Talk dalece wówczas pomoc Boża wspierała nieliczną garstkę, która podczas powrotu słabych wojsk pomienionych książąt do domu została z tyłu z powodu zmęczenia i obciążenia, że gdy zwróciwszy się w śmiałem natarciu uderzyli na niezliczone falangi owego Romana, podstępnie i wiarołomnie dybające na zgubę Polski, to jeden rozproszył tysiąc (wrogów), a dwóch dziesięć tysięcy[1]. Nadto niesłychane rozmiary rzezi poświadczała występująca z brzegów od przelanej krwi rzeka Wisła[2]. Fala jej przyrodzony kolor zmieniła w czerwony, a niezliczone mnóstwo trupów padło tamże od zwycięskiej prawicy Polaków.
Zapiskę tą odznaczającą się rozmiarami pośród krótkich notatek rocznika z tego samego okresu czasu, ze względu na niewątpliwe pokrewieństwo stylistyczne z Kroniką Kadłubka przypisać można ze znacznym prawdopodobieństwem autorstwu samego mistrza Wincentego.

  1. Słowa wyjęte z Pisma Św.
  2. Przesadne to określenie niezmiernie częste w opisach średniowiecznych bitew, zwykle drobnych w istocie w porównaniu z późniejszymi.

Leszek Biały a kurja biskupia.

(Kod. Małopolski I , nr. 5).
Innocenty (III) biskup, sługa sług bożych, kochanemu synowi, szlachetnemu mężowi, księciu krakowskiemu, pozdrowienia i apostolskie błogosławieństwo.
Święty Kościół Rzymski, który jest matką i mistrzynią wiernych, zwykł chętniej tych miłować, o których wie, że żarliwie trwają w swej pobożności i wierności, i by tym łatwiej mogli zażywać bezpieczeństwa od wszelkich najazdów, zwykł ich, jak dobra matka, chronić osłoną swej protekcji.
Dlatego miły w Chrystusie synu, zważywszy szczerość pobożności i wiary, jaką żywisz ku nam i Rzymskiemu Kościołowi, przyjmujemy pod protekcję św. Piotra i naszą osobę twoją wraz z księstwem krakowskiem i wszystkiemi twojemi dobrami, które słusznie i spokojnie posiadasz, oraz utwierdzamy niniejszym pismem, nakazując jak najstanowczej jego powagę, by nikt nie śmiał cię niesłusznie co do ich posiadania niepokoić...
Dan w Rzymie etc... (1207, 4 stycznia).

Niniejsza bulla protekcyjna bierze Leszka Białego w obronę wyraźnie tylko jako księcia krakowskiego, jakkolwiek posiadał on i Sandomierz, a tytułował się sam „dux Poloniae” w dokumentach. Chodziło tu o ubezpieczenie praw dziedzicznych linji Kazimierza Sprawiedliwego do dzielnicy senjorackiej, opartych na uchwałach zjazdu łęczyckiego z roku 1180.

Ostatni szermierz zasady senjoratu.

(tamże nr 6).

Innocenty III do arcybiskupa gnieźnieńskiego.
Powiadomił nas ukochany syn... książę Śląska, że gdy Bolesław, niegdyś książę Polski, dał każdemu z synów swoich określoną dzielnicę w Polsce, zarządził - zastrzegłszy główny gród Kraków dla najstarszego wiekiem - by zawsze ten, który z jego rodu będzie starszy urodzeniem, dzierżył ten gród, tak, że jeśliby najstarszy umarł lub zrzekł się prawa swego, ma wejść w posiadanie grodu tego ten, kto po nim będzie najstarszy z całego rodu. Nakazując zachowanie tej zasady na wieczne czasy, uzyskał potwierdzenie Stolicy Apostolskiej, która zagroziła klątwą wszystkim tym, którzyby ośmielili się naruszyć statut tego rodzaju, umocniony powagą apostolską. Z tego powodu prosił nas pokornie (pomieniony książę Śląska) byśmy wam dali pisemne polecenie, abyście ani wy nie gwałcili tego statutu, ani nie dopuszczali naruszania go przez innych, ścigając klątwę tych, którzyby ważyli się przeciw temu występować.
Dlatego wam, bracia, polecamy tem pismem apostolskiem, byście przeprowadzili przy pomocy klątwy apostolskiej bez możności apelacji ścisłe przestrzeganie zarządzenia dotyczącego senjoratu, wydanego jak wiadomo dla pożytku i pokoju całego kraju, - a przeciwników poskromić macie tą samą klątwą.
Dan w Lateranie etc... (1210, 9 czerwca).

Bulla ta wydana, jak wykazał prof. O. Balzer, na rzecz Mieszka, księcia raciborskiego, syna Władysława Wygnańca, który też istotnie w roku 1211 próbował zrealizować swe aspiracje senjorackie, w czem śmierć mu nagła przeszkodziła. Uwagi godna łatwość pozyskania sobie dyplomacji papieskiej, która sprzecznemi bullami potwierdziła parokrotnie instytucję senjoratu, równocześnie znosząc ją na rzecz dziedzicznych praw do krakowskiej dzielnicy Kazimierza Sprawiedliwego i Leszka Białego.

Sprawa ruska za Leszka Białego.

(Ptaśnik, Monumenta Poloniae Vaticana, Kraków 1914, tom III, nr 3).

List króla Węgier Andrzeja do papieża (rok 1215).
Czcigodnemu w Chrystusie ojcu Innocentemu (III), z łaski Bożej najwyższemu świętego Rzymskiego Kościoła biskupowi, Andrzej z tejże łaski król Węgier, Dalmacji i Kroacji, Ramy, Serbji, Halicza i Włodzimierza[1] (oświadcza) pozdrowienie i należne a pobożne we wszystkiem uszanowanie.
Zawiadamiamy świątobliwość Waszą z wyrazami wdzięczności, że żądanie nasze co do koronacji syna naszego (Kolomana) na króla Halicza osiągnęło pożądany skutek, w myśl apostolskiego polecenia, chociaż świeżo lud Halicza, niepomny przysięgi wierności, nietylko odstąpił od swego króla, ale nawet zebrawszy wojsko z okolicznych mieszkańców Rusinów, obległ gród Halicz, w którym przebywał syn nasz z nieliczną garstką. Z tego powodu musieliśmy tak nagle i szybko wyruszyć w tamte strony, że nietylko wypadało nam czasowo odłożyć zamiar uczczenia was, jak należy, Ojcze św., ale nawet nie godziło się nam wyczekiwać dłużej wojska naszego. Przeto - ponieważ nie podobna było, zwłaszcza wobec niebezpieczeństwa wojny, wprowadzać w ten zamęt naszego posłańca - odesłaliśmy więc go do Was, biorąc na siebie - jeśli Bóg okaże nam swe miłosierdzie - ciężar wysłania na sobór[2] biskupów ruskich. Obecnie błagamy Was, Ojcze św., byście raczyli wysłać posłańca z pismem Waszem do krewniaka naszego Leszka, księcia Polski, przypominając mu powinowactwo zawiązane między nami a nim, na podstawie małżeństwa syna naszego i jego córki[3] i zachęcając go, by wraz z nami dołożył starań w sprawie obrony Halicza przeciw najeźdźcom, zwłaszcza, że owi Haliczanie zobowiązali się przysięgą tak do wierności swemu królowi, jakoteż do posłuszeństwa Kościołowi Rzymskiemu.

Nadto błagamy Świątobliwość Waszą, by raczyła ofiarować koronę złotą, odpowiedniej królewskiej godności, synowi naszemu i przesłać ją co rychlej przez wiernego nam oddawcę niniejszego pisma, aby się mógł radować tem, iż podobnie jak namaszczenie królewskie od Stolicy Apostolskiej, tak i koronę otrzymał od Szczodrobliwości Waszej, a przez to, aby tem łatwiej zjednał sobie przychylność swoich poddanych, a sąsiadów upewnił o wieczystej trwałości swego królestwa. Oddawcę zaś niniejszego pisma niechaj Świętobliwość Wasza darzy pełną wiarą w innych sprawach, tak jak nas samych.

  1. W tekście łacińskim po raz pierwszy wprowadzona jest tytulatura; „Galiae, Lodomeriaeque rex”, która po upływie wieków weszła w skład tytularny monarchów Austrji.
  2. Sobór laterański IV, w jesieni roku 1215.
  3. Salomea, córka Leszka Białego, następnie, jako wdowa po królu Kolomanie, mniszka klasztoru Klarysek w Zawichoście (później przeniesionego do Skały, wreszcie do św. Andrzeja w Krakowie) ufundowanego dla niej przez jej brata, księcia Bolesława Wstydliwego, jako mniszka używa ona niekiedy dawnego królewskiego tytułu.

Rozbicie dzielnicowe.

Zbrodnia gąsawska i jej następstwa.

(Rocznik Kapit. Krak. Mon. Pol. hist. II, 803).
Rok 1227. Leszko, książę Krakowa, zabity został na wiecu przez syna Odonowego (tj. Władysława Odonicza) w sposób zdradziecki.

(Rocznik Traski , tamże, str. 837).
Rok 12278. Książę Leszko zabity został przez Pomorzan w sposób zdradziecki, a książę Śląska Henryk został uwięziony przez Konrada, księcia Mazowsza.

(Kronika wołyńska).
W roku 6737 Leszko został zabity. Wielki książę lacki, na wiecu został zabity przez Świętopełka i Władysława Odonicza za radą niewiernych bojarów. Po śmierci brata swego Konrad przyjął Daniła i Wasylka na wielką miłość i prosił ich, by mu szli na pomoc. I poszli mu na pomoc na Władysława Starego[1]. I sami poszli na wojnę, zostawiając w Brześciu Włodzimierza Pińskiego... aby strzegł ziemi od Jaćwingów... Daniło zaś i Wasylko przyszli do Konrada i umówiwszy się z nim, poszli na Kalisz i wieczorem przeszli Wartę; nazajutrz zaś o świcie przeszli rzekę Prosnę i podążali ku grodowi. I tej nocy był wielki deszcz. Zobaczywszy zaś, że niema nikogo, ktoby mógł stawić opór, poczęli pustoszyć i brać w niewolę. Ruś tedy zapędziła się aż po Milicz i Starogród i zająwszy kilka wsi wrocławskich, zapragnąwszy wielu jeńców, poszli z powrotem do obozu, naradzając się jakby pójść zdobywać gród (Kalisz). Lachom zaś nie chciało się bić. Nazajutrz Daniło i Wasylko wzięli swych wojowników i postąpili pod gród. Konradowi zaś podobała się ochota bojowa Rusinów i przynaglał swoich Lachów, oni jednakże nie chcieli. Przystąpili tedy obaj ku wrotom kaliskim, a Mirosława[2] posłali na tył grodu z innemi pułkami, bo gród otoczony był wodą i gęstą łoziną i wierzbami; i nie wiedzieli sami, gdzie się kto bije. Ilekroć więc ci odstępowali od boju, owi następowali na tamtych, a gdy owi odstępowali, to ci następowali na tamtych. Z powodu zmroku nie zajęto grodu w tym dniu, ponieważ kamienie leciały z poza ostrokołu, jak gęsty deszcz, gdy oni stali we wodzie, a skoro stanęli na suchym gruncie z namiotanych kamieni, zdołali zapalić i most zwodzony i żórawiec[3]. Lachy ledwie ugasili wrota grodowe. Daniło i Wasylko obchodzili gród dokoła, ostrzeliwując go za pomocą innych strzelców. I było rannych 160 mężów, stojących na częstokole.

Gdy zaś był wieczór, wrócili się do obozu. Stanisław zaś Mikulicz[4] rzecze: „Tam gdzieśmy stali, niema wody, ani wysokiej grobli”. Daniel więc wsiadł na koń i pojechał sam na oględziny grodu i zobaczył, że tak jest rzeczywiście. Przyjechał tedy Daniel do Konrada i rzecze mu: „Gdybyśmy byli wprzódy znali to miejsce, gród ten byłby wzięty”. Gdy tedy Konrad błagał ich, żeby znowu nazajutrz podstąpili pod gród, więc Daniło i Wasylko posłali na drugi dzień swoich ludzi. Gdy zaś oni stali i wycinali drzewa dokoła grodu, grodzianie nie mieli nawet odwagi ciskać na nich kamieni, prosząc aby Konrad przysłał do nich Pakosława[5] i Mściwoja[6]. Pakosław zaś rzecze Daniłowi: „Zmień twoje szaty i pojedź z nami!”. Gdy Daniło nie chciał rzekł mu brat: „Jedź i przysłuchaj się ich wiecowi” - bo nie wierzył Konrad Mściwojowi. Daniło wziął na siebie hełm Pakosława i stanął za nimi. Stojący zaś na wałach mężowie mówili: „Tak powiedźcie wielkiemu księciu Konradowi; czyż gród ten nie jest twój? My upadli na siłach, czyż jesteśmy stronnikami innego? Nie! Lecz twoi ludzie jesteśmy, a wasi bracia. Czemuż nie ulitujecie się nad nami, gdy nas Ruś chce brać w niewolę? Jakąż sławę zyska sobie Konrad, gdy ruska chorągiew zostanie zatknięta na wałach, to komuż czci przyczynisz, czyż nie obu Romanowiczom, a swoim cześć uniżysz! Dziś służymy twemu bratu (tj. Władysławowi Laskonogiemu), a jutro będziem twoi - nie dawaj sławy Rusi, nie gub twego grodu!”. I wiele innych słów mówili. Pakosław zaś odrzekł: „Konrad chętnie-by wam okazał miłość, ale Daniło jest bardzo srogi i nie chce od was odejść, nie zdobywszy grodu”. A roześmiawszy się rzekł: „Oto stoi tam, mówcie z nim!”. Książe zaś (Daniło) tknął go oszczepem i zdjął z siebie hełm, wtedy owi z grodu krzyknęli: „Przyjmij nasze usługi, błagamy, uczyń pokój!”. On zaś długo się śmiał i wiele z nimi mówił, poczem wziął dwóch mężów i przyjechał ku Konradowi i Konrad zawarł z nimi pokój i wziął od niuch okup. Albowiem Rusini zabrali w niewolę wiele czeladzi i niewiast szlachetnych.
Zaprzysięgli potem między sobą Ruś i Lachowie, że gdy później waśń będzie między nimi, nie mają wojować Lachowie ruską czeladź, ani Ruś lacką. Potem powrócili od Konrada do domu ze czcią, gdyż Bóg im pomagał. Konradowi zaś udzielili wielkiej pomocy i ze sławą weszli do swej ziemi ponieważ żaden kniaź nie wchodził tak głęboko w ziemię lacką prócz Wielkiego Włodzimierza, który ziemię ruską chrzcił[7].

Szczegółowy ten i barwny opis wyprawy ruskiej na Kalisz w przymierzu z Konradem i celem ugruntowania jego panowania w Małopolsce, oparty jest na opowiadaniu naocznego świadka. Wyprawa ta przypada na letnie miesiące roku 1228, a brak oporu ze strony Laskonogiego tłumaczy się tem, że zajęty on był równocześnie walką z bratankiem swym, Władysławem Odoniczem. Zasługuje na uwagę podstęp wojewody Pakosława, który podczas pertraktacji z oblężoną załogą, zmusił przebranego w cudzy hełm Daniłę do zdemaskowania się i zgodzenia na rozejm.

  1. Tj. Władysława Laskonogiego, który zdoła objąć rządy w księstwie Leszka (patrz dokument następny).
  2. Prawdopodobnie kasztelan połaniecki, stronnik Konrada.
  3. Brama z ostrokołów, podnoszona przy otwieraniu do góry zapomocą przyrządu podobnego do żórawia studziennego.
  4. Tj. syn Mikołaja, nieznany bliżej stronnik Konrada.
  5. Wojewoda sandomierski, wybitną odgrywający rolę w stosunkach Polski z Rusią owego czasu.
  6. Wojewoda wiślicki, następnie łęczycki i krakowski, gorący stronnik Konrada.
  7. Pomocniczo użyłem tłumaczenia tego ustępu kroniki wołyńskiej, zamieszczonego w pracy K. Szkaradka: „Stosunki polskie po śmierci Leszka Białego” Kraków 1886, str. 78 - 80.

Władysław Laskonogi obejmuje rządy w Małopolsce.

(Kod. dypl. katedr. krak. I, nr 19).
Ja, Władysław, książę Polski, Bolesława, syna brata mego księcia Leszka, adoptuję na syna i przybieram go sobie za dziedzica wszystkich moich dóbr ruchomych i nieruchomych w całości, w myśl tego cośmy sobie zaprzysięgli ja i jego ojciec, mianowicie, że jeśli który z nas umrze mając potomstwo, to pozostały przy życiu adoptuje owo potomstwo jako własne i w całości przybierze je sobie za dziedzica, jeśli własnego mieć nie będzie; i podobnie naodrót, z tem, że prawo każdego w całości ma być zachowane. I to mu przysięgam, że nigdy tego nie naruszę. Ziemię zaś, która jemu się dostała, jako dziedzictwo po ojcu, obejmuję pod protekcję i opiekę i przeciw każdemu człowiekowi w miarę możności mojej będę bronił, tak sam przez się, jak i moimi i jego rycerzami. Także jego baronów i inną szlachtę będę miłował i łaskawie popierał, ludem i ziemią będę rządził z dobrą wiarą i cnotliwie, wykluczając uciski i nienależne podatki i każdego zachowam przy jego prawie. Zabraniam w zupełności niesprawiedliwych sądów, będę przestrzegał praw sprawiedliwych i zacnych według rad biskupa i baronów i postaram się, by ich inni ściśle przestrzegali. Gdyby zaś kto (to postanowienie) naruszył, będzie ukarany, a jeśliby to uczynił powtórnie, będzie pozbawiony godności, którą posiada. Kościół zaś we wszystkich tych krajach rozprzestrzeniony pragnę zachować nietknięty w tem, co posiada uzyskane na podstawie starego zwyczaju, lub z udzielonej przez brata mego, zmarłego księcia Leszka, wolności - zastrzeżeniem tego, w czem za natchnieniem Boga spodoba mu się (wolności te) pomnożyć i rozszerzyć.
Dan roku od Wcielenia Pańskiego 1228 na wiecu w Cieni w obecności Wincentego, gnieźnieńskiego arcybiskupa, Iwona krakowskiego i Pawła poznańskiego biskupów, opata tynieckiego Lifryda, Rudolfa kantora krakowskiego, Adama proboszcza św. Florjana i Juana archidiakona sandomierskiego, Pakosława sandomierskiego i Marka krakowskiego wojewodów, Mszczuja kasztelana wiślickiego i wielu innych.

Początki Zakonu Krzyżackiego w Polsce.

(Preuss, Urkundenbuch, I/1, nr. 66).

a). Bracia Dobrzyńscy.
W imię Ojca i Syna i Ducha św. Amen. Niechaj wiedzą obecni i przyszli czytelnicy niniejszego pisma, że ja Gunter, z Bożego miłosierdzia biskup i ja W. dziekan płocki z całą naszą kapitułą, ku czci i pożytkowi Kościoła św., prześladowanego ciężko na Mazowszu od nieczystych pogan Prusaków i prawie już przywiedzionego do upadku, rycerzom Chrystusowym, braciom z Dobrzynia, którym najjaśniejszy książę Konrad, książę Mazowsza, dla celów walki przeciw onym niszczycielom hojnie i bez żadnych dla siebie zastrzeżeń na wieczne nadał posiadanie gród Dobrzyń z ziemią tejże nazwy, t. j. cokolwiek zawiera się między rzeką Kamienicą i Chełmnicą od Wisły aż do Prus, nadajemy wszelkie włości i posiadłości należące do naszego biskupstwa, a leżące w podanych wyżej granicach, oraz wieczystą władzę budowania kościołów tak w Dobrzyniu, jak i w jego okręgu i pełne prawo patronatu w nich, by sobie dowolnie dobierali kapelanów do nich. Uwalniamy też ich i wszystkich Niemców i innych cudzoziemców, uprawiających włości koło Dobrzynia i całą ziemię nadaną pomienionym rycerzom Chrystusowym, od płacenia dziesięciny, zatrzymawszy sobie jedynie dziesięciny od Polaków, jeśli jacy z nich uprawiają ich włości...
Dan w przystani Płockiej koło kościoła św. Benedykta roku pańskiego 1228, 2 lipca.

b). Sprowadzenie zakonu Krzyżaków.
W imię świętej i niepodzielnej Trójcy. Ja Konrad, z Bożego miłosierdzia książę Mazowsza i Kujaw... podaję do wiadomości, że z uwagi na nagrodę niebieską i zbawienie duszy mojej oraz dla obrony wiernych, za zgodą Agafji, żony mojej, i synów mych Bolesława, Ziemowita i Ziemomysła, nadałem Marji św. i braciom Zakonu Niemieckiego całe terytorjum chełmińskie niepodzielnie z wszystkiemi przynależnościami od tego miejsca, gdzie Drwęca opuszcza granice Prus, wzdłuż rzeki aż do Wisły, a Wisłą aż do Osy i biegiem Osy aż do granic Prus, na wieczyste posiadanie z całym pożytkiem i wszelką wolnością... Obiecałem też, że gdyby ktokolwiek pomienionym braciom czynił przeszkody w posiadaniu tej ziemi, to ja z całą mą potęgą będę ich bronił. Owi zaś bracia przyrzekli też mnie i wszystkim moim dziedzicom, że z całą wiernością wraz z nami walczyć będą każdego czasu stosownie do woli Bożej i wedle swej możności przeciw wrogom Chrystusa i naszym, mianowicie przeciw wszystkim poganom, (a czynić to będą) bez jakiegokolwiek podstępu lub fałszu, nawet gdyby tylko jeden z nich pozostał przy życiu. Świadkami tego nadania i przyrzeczeń są Michał, biskup kujawski, Chrystjan, biskup Prus, Pakosław starszy, komes Dzierżykraj (i inni)... Działo się roku pańskiego 1230. Ja Gunter, biskup mazowiecki podpisuję.

c). Nadanie biskupa Chrystjana na rzecz Krzyżaków.
W imię Pańskie, Amen. Ja brat Henryk, opat z Łekna i ja brat Jan, opat z Lądu, wszystkim chrześcijanom wiadomym czynimy, że czcigodny ojciec Chrystjan, z łaski Bożej biskup Prus, gorliwie starając się, by wytępiono pogan, którzy zbytnio urośli w potęgę w ziemiach Prus, powodowany zapałem dla wiary i Kościoła św., nadał za naszem pośrednictwem braciom Zakonu Niemieckiego wszystką ziemię, jaką uzyskał na terytorjum chełmińskiem drogą kupna lub z nadań Konrada, księcia Kujaw, Łęczycy i Mazowsza; zastrzegł sobie tylko, by mu i jego następcom wieczyście w całem terytorjum chełmińskiem z owej ziemi co roku płacono jedną miarę pszenicy i jedną żyta z każdego pługa niemieckiego, a z pługa słowiańskiego jedna miarę żyta według miary używanej pospolicie we Wrocławiu... (Następują dalsze zastrzeżenia na rzecz biskupa Chrystjana). Niemniej przyrzekli pomienieni bracia, że na wyprawach wojennych chorągiew pomienionego biskupa niesiona będzie tak przy wyruszaniu, jak i w drodze powrotnej przed chorągwią wspomnianych braci Zakonu Niemieckiego. Nadto przyrzekli, że ludzie tegoż biskupstwa (pruskiego) i całej jurysdykcji biskupa i jego następców przeciw każdemu człowiekowi będą bronić i popierać, jak swego własnego dobra, z dobrą wiarą, radą i pomocą, bez podstępu, wedle wszystkich sił swoich...
Działo się we Włocławku, roku pańskiego 1230 w styczniu w obecności Jana przeora, Hermana, mnicha z Łekna, braci z Tymowa Gerarda i Konrada, oraz rycerzy Chrystusowych z Prus (tj. braci dobrzyńskich) Andrzeja, Wernera, Jana, Albranda, Konrada, Amen.

Co do metody walki i charakteru polskiej misji wśród Prusów, patrz tekst nr 20 dalej.

Najazd Tatarów w roku 1241.

(Rocz. Kapit. krakow. Mon. Pol. hist. II, 804).
Tatarzy wkroczyli do Krakowa podpalając kościoły i mordując ludność bez różnicy wieku i płci. Wiele rycerstwa krakowskiego uśmiercili w bitwie, używszy chytrego podstępu wojennego, w którym wyzyskano chciwość łupu, jaka Polkom w walce jest wrodzona; mnóstwo zdobyczy unieśli z sobą. Wkroczywszy wkrótce na Śląsk, starli się z księciem Henrykiem i jego wojskiem, zabijając samego księcia i bardzo wielu z jego rycerstwa; a sprawiwszy tak wiele zniszczenia, okrutnych rzezi szkód Polakom, powrócili sami bez strat do swych siedzib przez Węgry, przerażając cały świat swojem okrucieństwem i napełniając straszną grożą i trwogą. Jednak nie potęga ich sił uczyniła ich takim postrachem świata, ani nie dzielność silnego ramienia, lecz samo tylko krwawe okrucieństwo i zdradziecka chytrość niewiernych.

(Kronika wielkopolska, tamże, 561).
Roku pańskiego 1241 Batu, król Tatarów, ze swymi wojskami tatarskiemi ludu srogiego a niezliczonego pragnął wkroczyć na Węgry dążąc przez Ruś. Lecz zanim doszedł do granic Węgier, skierował część swego wojska przeciw Polskę. Ta część Tatarów w sam Popielec zniszczyła miasto Sandomierz i ziemię sandomierską, nie oszczędzając żadnego wieku, ani płci. Następnie przybyli przez Wiślicę do Krakowa pustosząc. Zabiegli im drogę koło Opola Władysław, książę opolski i Bolesław, książę sandomierski i zaczęli walkę. Ale przewadze liczebnej i woli Bożej nie mogąc stawić oporu, rzucili się do ucieczki. Tak więc wspomniana część wojska tatarskiego doszła aż do Śląska, niszcząc Sieradz, Łęczycę, Kujawy. Zabiegł im drogę potężnie i dzielnie Henryk, syn Henryka Brodatego, książę Śląska, Krakowa i Wielkopolski, z wielu tysiącami zbrojnego rycerstwa na polu pod grodem Lignicą, a całą nadzieję pokładając w pomocy Bożej, starł się z wrogiem. Lecz za dopustem Boga, który niekiedy swoich wiernych smaga za zbrodnie, padł zabity najszlachetniejszy książę Henryk (Pobożny), straciwszy wiele tysięcy ludzi. Wraz z nim poległ podobnież książę Bolesław, zwany Szepiołka. Gdy zaś Batu, król Tatarów, wkroczył na Węgry, zabiegli mu drogę bracia Bela i Koloman, królowie Węgrów. Straciwszy jednak większą część wojska w bitwie, uciekli. I tak Batu niszcząc Węgry, mordując ludzi okrutnie od najstarszego do najmłodszego, nie szczędząc ani płci ani wieku, przeprawił się również przez rzekę Dunaj. W królestwie węgierskim pozostał przez rok z górą, sprawiając okrutną rzeź wśród ludu i bezbożne spustoszenie miast.

Kanonizacja św. Stanisława.

Sprawa kanonizacji św. Stanisława, aczkolwiek poruszona z inicjatywy kapituły katedralnej krakowskiej i przez kilka lat prowadzona jej kosztem i osobistem staraniem wysłanych z jej grona do Rzymu delegatów, nie może być pojmowana, jako sprawa lokalna, budząca zainteresowanie u społeczeństwa polskiego jedynie w granicach diecezji krakowskiej, której patronem miał w pierwszym rzędzie zostać zaliczony w poczet świętych bullą Innocentego IV (z dn. 17 IX 1253 r.) św. Stanisław, jako jej niegdyś pasterz. Uczuciowo przejmowała się sprawą kanonizacji cała Polska, a w szczególności cała dynastja Piastów; nabrała więc ona przez to znaczenia czynnika łączności w okresie rozbicia politycznego, jako hasło skupiające pragnienia wszystkich. Ale i dla stosunków politycznych z zagranicą nie da się zaprzeczyć jej znaczenia, w szczególności świadczy o tem poniżej podany akt z r. 1255. A najnowszy pogląd naukowy stara się nawet z kanonizacją św. Stanisława związać genezę stosunku bezpośredniej zależności (immediala subiectio) Polski od papiestwa (dr Łodyński M.). Poniższe urywki z dokumentów unaoczniają choć w niektórych kierunkach wpływ aktu kanonizacji na stosunki wewnętrzne i zewnętrzne Polski XIII w.

(Kod. kat. krak. l, 43, 44, 45, 53).
a) przywilej Bolesława Wstydliwego dla katedry krakowskiej dany na wiecu w Beszowej w r. 1255.
W imię pańskie, amen... My Bolesław, z łaski Bożej książę Krakowa i Sandomierza, pragnąc postępowaniem swem przeciwstawić się Bolesławowi, niegdyś królowi Polski, winnemu śmierci i krwi przesławnego Chrystusowego męczennika i biskupa Stanisława, i zważywszy, jakto Bóg niepojęty w świętych swoich raczył cudownemi znakami uświetnić w przedziwny sposób świętego swojego, i dlatego pragnąc uczcić na ziemi tego, którego Bóg odznaczył chwalebnie w niebie, za zbawienie szczęsnej duszy ojca naszego jasnej pamięci Leszka, księcia Krakowa i Sandomierza, i za zbawienie szlachetnej matki naszej księżnej Grzymisławy i nasze oraz szlachetnej małżonki naszej Kunegundy, ukochanej córki sławnego króla Węgrów, z uwagi na dobrodziejstwa i usługi jakie nam wyświadczył czcigodny w Chrystusie ojciec Prandota biskup i kapituła krakowska, przyzwalamy, by wszystkie wsi kapituły krakowskiego kościoła, któremu przewodniczył wspomniany święty w ciągu swego życia, godnie w nim pełniąc obowiązki biskupie,...cieszyły się wieczyście pełną wolnością[1]... Dodajemy nadto, że gdyby ktoś to nadanie i przyzwolenie nasze chciał naruszyć lub zuchwale mu się sprzeciwiać, niechaj wie, że ściągnie na siebie gniew Wszechmocnego Boga i świętego Jego męczennika Stanisława oraz nasz (gniew) wraz z wyrokiem klątwy.
Dan w Krakowie etc...

b) Odpusty dla pielgrzymujących do grobu św. Stanisława.
Aleksander (IV) biskup, sługa sług Bożych. Wszystkim wiernym w Chrystusie pozdrowienie i apostolskie błogosławieństwo... Gdy - jak dowiedzieliśmy się - do grobu św. Stanisława, którego poprzednik nasz, papież śp. Innocenty (IV) wpisał do katalogu świętych, schodzą się tłumy ludu z powodu pobożności, żywionej dla tego świętego, my pragnąc, by wierni w Chrystusie tem ochoczej miejsce to nawiedzali, im więcej zeń łask wyniosą, miłosiernie odpuszczamy ufni w miłosierdzie Boże i powagę apostołów Piotra i Pawła wszystkim prawdziwie pokutującym po dokonanej spowiedzi, któryby skądinąd, niż z miasta i diecezji krakowskiej przybyli do grobu św. Stanisława dla uczczenia jego zasług i pobożnej prośby o jego pomoc, sto dni z nałożonej im pokuty. Dan w Lateranie etc. (1256).

c) Relikwje św. Stanisława podstawą porozumienia czesko - polskiego.
Czcigodnemu w Chrystusie ojcu Prandocie, biskupowi i Pełce dziekanowi, oraz kapitule krakowskiej, Przemysł, z łaski Bożej pan i dziedzic królestwa Czechów, książę Austrji i margrabia Moraw (oświadcza) ze szczerem uczuciem gotową do wszelkiej czci i szacunku i życzliwą wolę.

Z jakiem uczuciem i z jak wielką pobożnością wiary naszej w szczególny sposób czcimy przesławnego biskupa i męczennika Chrystusowego Stanisława, który swem wstawiennictwem u Boga pomógł nam podczas naszego pobytu w Prusiech[2] i użyczył pożądanej pomocy, tego ani język nie potrafi wypowiedzieć, ani pióro pisarza wypisać! Dlatego to z radości z powodu otrzymania ręki tego świętego, bardziej przez nas upragnionej niż złoto i kamienie kosztowne, przebaczamy całej Polsce z głębi duszy całą nasza obrazę, wyrządzoną nam bez naszej winy przez ciężkie i okropne zniszczenie naszych ziem, szczególniej opawskiej; prosimy jednakowoż po przyjacielsku, ażeby nam byli zwróceni nasi brańcy, którzy dotąd trzymani są w ziemiach Polski, a to w ten sposób, że jeżeli z nich niektórzy przypadkiem zostali użyci do posług niewolnych przez synów Polski, to ci swobodnie mają być wypuszczeni; ci zaś których wykupili Węgrzy, Kumanie lub Rusini mają być albo na podstawie próśb pod przysięgą wypuszczeni na wolność, albo za odpowiednią cenę wykupią ich nasi poddani, blizcy i krewni owych jeńców. Wam zaś nakazuje prawo Boże jak najrychlejsze wykonanie tego, przedewszystkiem celem przywrócenia (rozerwanych) małżeństw. Oświadczamy nadto niniejszem, że Ciebie, czcigodny książe biskupie, my na szczególnego wybraliśmy sobie ojca w Chrystusie i postanowiliśmy czcić szczególny sposób zamiast ojca, pragniemy, byście nas swemi zbawiennemi napomnieniami, kształcili i o boskich pouczali postanowieniach, by się w ten sposób przez zupełne poddanie i posłuszeństwo zjednoczyć z Kościołem powszechnym, matką naszą w Chrystusie. Ze względu na ten bezcenny święty dar, wyżej wspomniany, obiecujemy wam i Kościołowi waszemu w waszych potrzebach niezbędną wam pomoc naszego majestatu, pragnąc, ażeby wstawiennictwo twoje jak kamienny narożnik, łączący w całość dwie z przeciwnej strony schodzące się ściany, zjednoczyło z nami wszystkich książąt Polski nierozerwalnym węzłem sojuszu i przyjaźni.

Ziemi ich, a zwłaszcza kochanego krewniaka i powinowatego naszego, najjaśniejszego księcia Krakowa i Sandomierza, Bolesława, który skutecznie nam pomógł przy uzyskaniu od was pomienionego daru, postanowiliśmy za łaską Bożą bronić od wszelkich najeźdźców, zwłaszcza schizmatyków i pogan, tem usilniej, im większej potęgi i wielkości użyczą nam niebiosa.
Dan w Pradze, roku od Wcielenia Pana naszego Jezusa Chrystusa 1255, 19 lipca.

d) Przywilej biskupów krakowskich.
Aleksander biskup, sługa sług bożych, czcigodnemu bratu Prandocie, biskupowi krakowskiemu, pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie.
Pobożności twej zasługi to pociągają za sobą, że czegokolwiek godnie od nas żądasz, łatwo osiągniesz. Prośba twoja właśnie nam przedłożona zawierała (twierdzenie), że w myśl starego i potwierdzonego oraz spokojnie zachowywanego zwyczaju... biskup krakowskiej katedry kanonicznie ordynowany dzierżył pierwsze miejsce i miał pierwszy głos po metropolicie pośród jego sufraganów, choćby był później (od innych) wyświęcony. My, przeto z uszanowania dla świętego męczennika i biskupa Stanisława, którego przesławne relikwje spoczywają - jak piszesz - w tymże kościele, a nadto pragnąc uczcić też i ten kościół, potwierdzamy powagą apostolską ów zwyczaj i utwierdzamy mocą niniejszego pisma...
Dan w Lateranie etc. (1256 r., 4 marca).

e) Uroczystość kanonizacyjna w Krakowie.
(Kronika Wielkopolska, Mon. Pol. hist., II, 572).
§ 102. O podniesieniu kości św. Stanisława.
Roku 1254 dnia 8, maja została uroczyście ogłoszona w katedrze krakowskiej kanonizacja św. Stanisława męczennika. A kości jego błogosławione, które od dnia męczeństwa jego aż do podniesienia leżały w ziemi 183 lat i pół[3] i zostały wydobyte i podniesione; część ich radośnie rozdzielono między kościoły, reszta zaś pozostaje w przechowaniu w katedrze krakowskiej wraz z przesławną głową. Obecni zaś byli przy owem ogłoszeniu kanonizacji i podniesieniu świętych kości czcigodni ojcowie: opat z Messano, legat papieża Innocentego IV, arcybiskup gnieźnieński Pełka, biskupi krakowski Prandota, wrocławski Tomasz, włocławski Wolimir, płocki Andrzej, pierwszy biskup litewski Wit z zakonu Dominikanów, pierwszy biskup Rusi Gerhard z zakonu Cystersów, niegdyś opat z Opatowa, nadto najjaśniejsi książęta: Kazimierz książę Kujaw i Łęczycy, Przemysł, książę Wielkopolski, Ziemowit, książę Mazowsza, Coleslaw Wstydliwy, książę krakowski i sandomierski. Zaś biskup poznański Piotr nie brał udziału w tej uroczystości, ponieważ cierpiał na paraliż od 23 kwietnia, a 11 maja umarł...

  1. t. j. wolnością od ciężarów prawa książęcego i sądownictwa urzędników książęcych; jest to jeden z immunitetów katedry krakowskiej.
  2. Mowa tu o udziale księcia czeskiego w wyprawie pruskiej w zimie r. 1254/5.
  3. Kronikarz pomylił się tu o lat 10.

Charakterystyka księcia Przemysła I. (zmarł r. 1257).

(Kronika wielkopolska, Mon. Pol. hist., II, str. 579-581).
Tegoż roku (1257) dnia 4 czerwca przeniósł się do wieczności najszlachetniejszy mąż, książe Przemysł, z łaski Bożej książe Wielkopolski, syn śp. Władysława młodszego, który był synem Odona[1]. Żywot jego przebiegając pokrótce, by nie zniechęcić czytelnika, opisałem jak najwierniej, by czytający lub słuchający mogli choć w części naśladować czyny jego i obyczaje. Był to książe młodzieńczego wieku, bo miał ledwie 36 lat; lecz dojrzały w obyczajach, w trybie życia i w postępowaniu wielką i dziwną łaskę Bożą zjednał sobie w wielu rzeczach. Pośród zakonników i świeckich uchodził za człowieka najskromniejszego. Nikt z ust jego nie posłyszał szpetnego słowa lub nieobyczajnego. Nie umila się gniewać; a jeśli go ktoś przywodził do gniewu, nigdy nikt po nim zauważyć nie mógł, że się gniewa, a to z powodu pogodnego oblicza, jakie okazywał każdemu. Zawsze był gotów skłonić swe ucho do wielkiego, czy małego, bogatego czy biednego i słuchał z przejęciem, co doń mówiono i zacnie, jak tylko mógł, zaspakajał potrzeby ludzkie. Pośród książąt mego czasu był On najłagodniejszy, wykształcony a pokorny, spokojny i cichy, pobożny i płomienny nieudaną miłością Boga i ludzi. Z nikim nie chciał żyć w niezgodzie chyba że ktoś przypadkiem ziemię jego najechał; wówczas bronił się wszelkiemi sposobami. Kraj swój w ciągu swego życia zewsząd umocnił pokojem zjednywając sobie sąsiednich książąt i przyjaciół nie mieczem, lecz mądrością, jaką mu dał Jezus Chrystus, za której głosem zawsze szedł ochoczo. Nie chciał naruszać granic żadniego księcia, lecz raczej pokoju pragnął z wszystkimi ludźmi. Był bardzo pobożny. Nigdy, jeśli mógł, nie obywał się bez służby Bożej; rozkoszował się pięknym śpiewem, odprawiając godzinki do Panny św., gdy tylko mógł, bo czcił Ją z czcią najwyższą. A zdumiewające to było u niego, że gdy kładł się do lóżka w nocnej porze, i już cokolwiek posilił się snem, to - choć wszyscy byli przekonani, że przez całą noc śpi - on jednakże wstawał niekiedy o północy, niekiedy wcześniej i siedząc pod swą zasłoną przed komarami z świecą, trzymając psałterz, odczytywał niektóre psalmy i modlitwy, które znał czy mógł mieć; a czynił to często i chętnie: Pychę miał w pogardzie, opilstwa zupełnie unikał; nigdy go nikt pijanego nie widział. W jedzeniu był umiarkowany, miodu nie pił przez wiele lat, tylko piwo i wino. A wino było tak rozcieńczone, że zaledwie miało zapach wina. Łaźni nie używał przez cztery lata z okładem przed śmiercią. W wielki post - jak mówiono - używał pod innemi sukniami włosiennicy w ścisłym sekrecie. Włosiennicę tę ja, Baszko, kustosz poznański widziałem po jego śmierci, jak mówił pewien ksiądz; a była wcale gęsta. Boga miłował wielce i Kościół święty czcił i otaczali zaszczytami. Bronił całego duchowieństwa, a wszystkich zakonników miał w poszanowaniu wielkiem i na dworze swym wielokrotnie zaszczytnie ich podejmował. A jeśli w czasie jakiego wielkiego święta bawił w pobliżu katedry gnieźnieńskiej lub poznańskiej, to kanoników i wikarych tych kościołów zapraszał na ucztę. Dla wszystkich zresztą przybywających księży lub świeckich stół jego stał otworem. W wielki piątek, gdziekolwiek był kazał sobie potajemnie w nocy przyprowadzać żebraków i nogi ich mył wycierając płótnem i całując ich posilał ich ciała napojem, ofiarowując im też nieco sukna na szaty. Nigdy o nikim, jakkolwiekby kto źle żył, nie potrafił źle mówić. Cóż powiem więcej? Pośród książąt i innych ludzi w Polsce nie znalazłby podobnego mu człowieka. Pomny na pociechę dóbr wiecznych w niebie, pozostawił testamentem swymi Bogu i kościołowi św. Wojciecha w Gnieźnie wieś Czyrnielin, a inną wieś Buk kościołowi św. Piotra w Poznaniu wraz z ludźmi, których przeznaczył do służby świątników prosząc i zarządzając, by za jego duszę przy jego grobie w dzień i w noc płonęło wieczyste światło i aby z tych dochodów odprawiane były msze święte za niego i za innych każdego dnia, jeśliby to było możliwe, lub przynajmniej w jeden dzień w tygodniu, dogodnie obrany.
Podczas pogrzebu jego tak wielki był płacz, jakiego nigdy nie słyszano na pogrzebie jakiego innego księcia Polski. Opłakiwało go duchowieństwo, bo mu był towarzyszem; opłakiwało go rycerstwo, bo dlań był łaskawy. Opłakiwali go zakonnicy, bo na ich rzecz pełnił dzieło miłosierdzia; od płaczu nie mógł się powstrzymać żaden wiek, ani żadna płeć, ktokolwiek był na pogrzebie lub posłyszał o jego śmierci. Niech Bóg przyjmie duszę jego do królestwa niebieskiego do którego niechaj go doprowadzi Jezus Chrystus. Amen...

Jest to charakterystyka współczesna, pochodząca od Baszka kustosza katedry poznańskiej, który umarł około r. 1270. Kronika wielkopolska jako całość w obecnie przez nas posiadanej postaci jest dziełem literackiem drugiej polowy w. XIV, być może Janka z Czarnkowa. Zawiera jednak wiele ustępów, przepisanych zwyczajem średniowiecznych kompilatorów dosłownie, które pochodzą od autorów wcześniejszych.

  1. Współczesny Władysławowi Odoniczowi Władysław Laskonogi, jego stryj, określany bywa w źródłach, jako Władysław Starszy (lub Stary).

Drugi napad Tatarów r. 1259-1260.

(Kronika wielkopolska. § 130. - Mon. Pol. hist. II. 585).
W roku 1259 przed świętem św. Andrzeja apostoła za grzechy chrześcijan wpadli Tatarzy z Prusami, Rusinami i Kumanami i innemi ludami do ziemi sandomierskiej niszcząc ją łupiestwem, pożogą i rzeziami ludności. A przekonawszy się, że wielka masa ludności schroniła się wraz ze swym dobytkiem w grodzie sandomierskim otoczyli go dokoła i bezzwłocznie zaczęli atakować. Książęta zaś ruscy, mianowicie Wasylko, brat Daniela króla Rusi, oraz synowie jego Lew i Roman, widząc, że zwłoka wyniknie z oblegania pomienionego grodu, ułożyli sobie, jakby tu podejść grodzian zdradliwym podstępem. I uzyskawszy poręczenie bezpieczeństwa, zeszli się z grodzianami doradzając im, by zażądali od Tatarów gwarancji bezpieczeństwa i aby im wydali gród i mienie w nim nagromadzone, za co im Tatarzy darują życie. Przekładając więc życie nad gród i mienie i mając nadzieję w wyżej podany sposób ocalić życie, oszukani radą książąt ruskich, skoro tylko otrzymali od Tatarów i wspomnianych wyżej książąt uroczyste przyrzeczenie, że wolni i bezpieczni co do żywota będą mogli odejść z żonami i dziećmi, otwarli gród, a pozostawiwszy w nim wszystkie rzeczy, bezbronni wyszli z grodu. Zobaczywszy ich Tatarzy rzucili się na nich, jak wilki na owce, przelewając bezmiar krwi ludzi niewinnych tak, że potoki rozlanej krwi spływały do Wisły powodując jej wylew. A gdy już ich rzezią nasycili swą wściekłość i utrudzili się, resztę mężczyzn, jak stado bydła, zapędzili do Wisły, topiąc ich w rzece, kobiety zaś młode i nadobne dziewczęta oraz chłopców uprowadzili z sobą, jako brańców. Zginęło ich wtedy wiele tysięcy i od miecza i z powodu długotrwałej niewoli. Tatarzy zaś uniósłszy z grodu i z miasta cały dobytek, spalili je. Przez wiele dni plądrując ziemię krakowską i sandomierską, dopuścili się niestety mnóstwa okrucieństw i zbrodni.

(Rocznik wołyńsko - halicki, według tłumaczenia Wł. Łuszczkiewicza w Sprawozdaniach Kom. hist. sztuki Akademii Umiej. t. II, str. 32).
Rok 1260 (6768 r.). A potem wyruszył Buronda szybko ku Lublinowi, a z Lublina do Zawichostu. I przybyli do rzeki Wisły, a przeprawiwszy się na drugą stronę poczęli wojować ziemię lacką. Potem zaś nadciągnęli do Sandomierza, obstąpili go zewsząd i opasali swojem ogrodzeniem i ustawili tarany wojenne. Tarany te biły nieustannie dzień i noc, a strzały nie pozwalały z poza obwarowań wyglądać. Tak bili się przez 3 dni, czwartego zaś rozbili obwarowania miasta. Tatarzy zaczęli przystawiać drabiny do (murów lub walów?) miasta i tak darli się na górę.
Najpierwej wyleźli dwaj Tatarowie z chorągwią i poszli przez miasto siekąc i kłując. Jeden z nich poszedł po jednej stronie miasta, drugi zaś po drugiej. Pewien Lach zaś, ani to z bojarów, ani rodu szlachetnego, tylko prosty człowiek bez tarczy, w jednym tylko płaszczu z włócznią, szukając pomocy jedynie w rozpaczy, dokonał dzieła godnego pamięci: podbiegł ku Tatarowi, a zetknąwszy się z nim, ubił go na śmierć; ów zaś drugi Tatarzyn nadbiegł z tylu i porąbał Lacha i Lach został zabity. Ludzie zaś zobaczywszy Tatarów w mieście, jęli uciekać do (grodu) zamku, lecz nie mogli się zmieścić we wrotach, gdyż most przed wrotami był wąski, a jedni podusili się sami, drudzy zaś pospadali z mostka w rów, jak te snopy. Rowy były głębokie i napełniły się trupami i można było stąpać po trupach, jakby po moście. Były zaś w grodzie szałasy słomą pokryte, które zapaliły się same od ognia, po nich i gród zaczął się palić. W grodzie tym była cerkiew wielka i cudowna, gdyż była zbudowana z białego ciosowego kamienia. Ta była napełniona ludem; wierzch jej z drzewa zajął się i ona spaliła się, a w niej mnóstwo ludzi; ledwie żołnierze zdołali z grodu wybiec.
Nazajutrz zakonnicy i księża świeccy z diakonami złożyli krylos[1], a odśpiewawszy mszę, zaczęli komunikować się najpierw oni, potem bojarzy z żonami i dziećmi, tudzież wszyscy od małego do wielkiego i zaczęli spowiadać się jedni przed mnichami, inni przed księżmi i diakonami, albowiem mnóstwo ludu było w grodzie. Potem zaś wyszli z grodu z krzyżami, świecami i kadzielnicami, poszli też bojarzy i bojarynie, ubrawszy się w szaty godowe; słudzy zaś bojarscy nieśli przed nimi ich dzieci i był wielki płacz i lament. Wypędzonych z grodu posadzili Tatarzy na błoniu nad Wisłą i siedzieli dwa dni na błoniu. Potem zaczęto ich wszystkich zabijać, płeć męska i żeńska zarówno i nie pozostał z nich ani jeden. Potem wyruszyli ku Łyścowi, a przyszedłszy doń, obstąpili go. A leżał gród w lesie na górze, cerkiew zaś była w nim kamienna św. Trójcy. Gród nie był mocny...
Potem powrócił Buronda znowu do swych namiotów i taki był koniec wyprawy na Sandomierz.

Opowiadanie to ma niewątpliwy charakter relacji naocznego świadka, Rusina, który brał udział z Tatarami w tej wyprawie. Znamienne z tego powodu jest to zupełne zatajenie już nietylko samej zdrady książąt ruskich, którą zanotowały źródła polskie jako powód upadku Sandomierza, lecz w ogóle udziału Rusinów w tym najeździe pod rozkazami i na usługach Tatarów.

  1. Chóralny śpiew kościelny.

Proklamacja króla Czech Przemysła Otokara II do książąt polskich (rok 1278).

(Archiwum Kom. hist., t. IV. str. 11-13).
Badając dokładnie i przezornie przeróżne rodzaje ludów, przekonaliśmy się, że szczególnie nam podobny jest naród rozleglej Polski, a wśród wszystkich prowincyj świata najbardziej jest również pokrewny przez posiadanie pewnego podobieństwa do tych krajów, któremi rządzimy za sprawą Boga. Polska bowiem w współbrzmienności języka zgadza się z nami, z ziemiami naszemi łączy się najbliższem sąsiedztwem położenia, nie oddzielona od nas żadną przestrzenią, również i jednością krwi łączy się z nami i wiąże węzłem pokrewieństwa, a wreszcie tak wielka zachodzi między Polską a naszym majestatem wspólność podobieństwa, iż szczyci się pochodzeniem swych książąt z tego samego zdroju, co i my. W obliczu więc takiego wyniku rozważań, postępując za słusznemi wskazówkami prawdy dochodzimy do takiego postanowienia, przywiedzieni doń naturalnemi pobudkami, by dostojnych książąt Polski, baronów, rycerzy i cały lud objąć jak najściślejsza miłością i życzliwością, by cieszyć się ich radościami, a smucić ich smutkami, by pragnąc być im ochroną, by życzyć im ciągłego potęgowania się ich chwały i sławy. Również z tego rozważania budzi się w nas ufność, podnosi się i rośnie wiara niezłomna, że was (Polaków) w przypadku koniecznym zawezwać możemy bez wahania byście nam pospieszyli ochoczo z poparciem i pomocą.
Gdy zatem Rudolf, król rzymski, nie poprzestając na tem, że zabrał nam nasze ziemie, płonie nadal żądzą szkodzenia nam,... pragniemy zapobiec potęgą ramienia naszego haniebnym napadom i uciskom i postanowiliśmy jak najusilniej prosić Wasze Miłości, byście raczyli nam przybyć na pomoc z dzielnym orszakiem uzbrojonego rycerstwa, jak to przystoi Waszej Dostojności, tak byście stawili się w naszem mieście Opawie w nadchodzące obecnie Zielone Świątki, gdzie w myśl naszego zarządzenia uroczyste nasze poselstwo przyjmie godnie Was i waszych w podanym terminie i ze czcią przyprowadzi przed oblicze naszego majestatu. Lecz do dostarczenia nam pomocy tego rodzaju powinny was nakłaniać nie tylko względy wyżej przytoczone, lecz również skuteczny argument zawarty w innej przyczynie, mianowicie, że jeżeli niestety wypadnie nam ulec gwałtowi pomienionego króla (Rudolfa), wtedy nienasycone pożądania Niemców tem swobodniej będą się rozprzestrzeniać i tem łatwiej niecne ręce wyciągną oni aż po (polską) prowincję w swej występnej zachłanności. Jesteśmy bowiem dla was i dla waszych ziem jak gdyby silną strażnicą, chroniącą wasze bezpieczeństwo, która jeżeli przypadkiem nie zdoła się oprzeć - czego oby Bóg nie dopuścili - srożącej się gniewnie potędze, możecie zrozumieć, że wam i waszym poddanym zagroziłyby w takim razie wielkie niebezpieczeństwa, ponieważ zuchwałej żądzy posiadania nie zadowoliłoby podbicie tylko nas samych, lecz i wasze rozdrapała-by dobra i na was-by się srożyła nieznośnym uciskiem. O jakże okropnemi prześladowaniami uciśniony zostałby wówczas wasz liczny a Niemcom nienawistny naród, o jakże srogiej niewoli jarzmu poddana zostałaby wolna Polska. O jakżeby ta klęska roztrzaskała spoistość waszego narodu! Zapewne wystarczy zwrócić wam na to uwagę, a łatwiej wy możecie się w tem zorjentować, niż my możemy to przedstawić. Dlatego pospieszajcie nam na pomoc, pospieszajcie i dodajcie nam skutecznie sił i obrony do powstrzymania pożaru, jakim nam grozi odległy na razie płomień, bo zważcie, że rozumniej jest zapobiegać w zarodku, niż gdy żar ognia zbytnio się wzmoże i nie dopuści już oporu! I zważcie też, że ten kto broni sąsiedniego domu przed pożarem, ochrania swoją własną siedzibę. Ponadto świeżo dowiedzieliśmy się, że pomieniony król Rudolf swojemi kusicielskimi poselstwami, usiłował was nie tylko oderwać od przyjaźni z nami i podmówić do nieudzielania nam pomocy, lecz także próbował między nami zasiać kąkol okrutnej niezgody. Z tego powodu, gdy - jeśli chcecie to dobrze zrozumieć - nie może to wyjść ku waszemu pożytkowi, lecz raczej na szkodę, upraszamy was gorąco, byście nie nakłonili chętnych uszu jego namowom, lecz raczej na pomoc nam, którzy jesteśmy z tego samego co i wy szczepu, uzbrójcie się ochoczo i potężnie, na to zwracając baczną uwagę, że popierając swojego popieracie samych siebie, a nadto, że jeżeli nam udzielicie poparcia pomocnej prawicy, to my przeciw waszym przeciwnikom wyprowadzimy całą potęgę naszych sił i staniemy potężnie przy waszym boku, czy to owi przeciwnicy wasi będą chrześcijanami, czy tez poganami. Ponadto cokolwiek wam w tych sprawach w naszem imieniu oświadczy (nasze poselstwo), wierzcie mu, dalecy, od wszelkiej wątpliwości.
Dan w Pradze etc...

Zgon Bolesława Wstydliwego.

(Rocznik Traski, Mon. Pol. hist. II, 846).
Rok 1279. Tegoż roku umarł sławny książe Bolesław, syn Leszka Kazimierzowicza; książę Krakowa i Sandomierza. Był to zaś człowiek czysty i wstydliwy, trzeźwy i łagodny, nikomu złem za złe nie płacił, obrońca wolności kościelnych, prawdziwy miłośnik rycerstwa, bo sobie niczego nie zatrzymywał, lecz wszystko szczodrze rozdzielał miedzy rycerzy, a również był dobroczyńcą wszystkich zakonników. Śmierć jego opłakiwali nie tylko książęta tej ziemi, lecz także Książęta i rycerze sąsiednich prowincyj. Rządził1) zaś lat 37, a umarł bezpotomne. Nastąpił po nim ,na podstawie elekcji, brat jego stryjeczny książe Leszko, syn Kazimierza Konradowicza. Żona zaś Bolesława Kinga po pogrzebie swego męża przywdziała habit zakonu św. Klary z siostrą swą Jolantą, wdową po Bolesławie (Pobożnym), księciu Wielkopolski; były to rodzone siostry, córki Beli, króla Węgier...

Rok 1280. Pierwszego roku po elekcji księcia Leszka przybył Lew, książę Rusi, z ogromnem wojskiem Tatarów, Litwinów i Rusinów, pragnąc posiąść księstwo krakowskie i sandomierskie. W piątek, w wigilje Macieja apostoła, zastąpili mu drogę koło Goślic Krakowianie i Sandomierzanie, mianowicie Piotr, syn Alberta, wojewoda krakowski, Janusz, wojewoda sandomierski i Warsz, kasztelan krakowski, z 600 co najwyżej ludźmi i rozproszyli niesłychane mnóstwo Tatarów, Litwinów i Rusinów, Panu niebios zawdzięczając zwycięstwo. Sam zaś Lew uciekł następnego dnia z kraju srodze upokorzony, a w 15 dni później ruszył w pościg za nim książę Leszko, mając z sobą 30.000 jeźdźców i 2.000 pieszych, i złupił okropnie jego ziemie i grody ruskie poburzył, poczem powrócił do siebie w pokoju i chwale...

W dążeniu ku jedności politycznej.

Budzenie się świadomości narodowej.

(Stenzel: Urkunden des Bisthofs Breslau nr 144).
List arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakóba do trzech kardynałów Kościoła Rzymskiego.
Skoro Ziemia Polski jest specjalnie poddana Kościołowi Rzymskiemu, a na znak tej podległości płacony jest pewien czynsz od poszczególnych osób w niej żyjących, zwany „denarem św. Piotra” słusznie tedy postanowiliśmy, jako szczególniejsi synowie Rzymskiego Kościoła, uciec się z zupełnem zaufaniem pod opiekę Waszych Świątobliwości, gdy samych nas nie stać na ratunek własny. Pragniemy więc, by Świątobliwości Wasze wiedziały, że naród polski od czasu swego nawrócenia zażywając trwale pokoju pod opieką i władztwem tegoż św. Kościoła, przestrzegał jego i naszych praw zawsze wiernie i pobożnie. Teraz zaś, gdy ludność niemiecka wkrada się i już w wielu miejscach zajmuje ziemię polską[1], to nie tylko Wasza Świątobliwość, ale i my ponosimy ciężkie szkody w naszych prawach i uszczerbek.

Strata Rzymskiego Kościoła wynika mianowicie stąd, że gdy tylko władcy niemieccy, którzy podlegają cesarstwu, opanują jakiekolwiek ziemie Polski, to te zajęte ziemie odpadają do cesarstwa i Kościół Rzymski zostaje w ten sposób ograbiony ze swego władztwa, a gdy znowu rycerze, czy też koloniści niemieccy napływają do Polski i zajmują wsie i inne miejsca, posiadane przez Polaków, którzy z nich płacili czynsz od każdej głowy Kościołowi Rzymskiemu, mianowicie „denar św. Piotra”, to ci Niemcy, tak rycerze jak i koloniści nie chcą zgoła płacić tego czynszu i tak Kościół Rzymski prawa swego jest również pozbawiony i wreszcie zupełnie zostanie pozbawiony, jeśli Wasza przezorność nie zapobiegnie temu skutecznie.
My zaś (tj. hierarchia kościelna w Polsce) przez napływ tegoż ludu niemieckiego doznajemy umniejszenia wolności kościelnej i praw naszych, pobożnie dotąd przestrzeganych przez Polaków, a nadto niektórych praw nam w ogóle (Niemcy) zaprzeczają, jak to wyraźnie widać w płaceniu dziesięcin, których niektórzy z nich całkiem nie uiszczają, inni zaś nie według zwykłego prawa ziemskiego, lecz wedle zwyczajów własnego narodu. Lecz i wiele innego zła rozmnożyło się w kraju przez napływ owego ludu, bo ludność polska doznaje od nich ucisku, lekceważenia, wstrząsana jest walkami i ograbiana z chwalebnych praw i obyczajów ojczystych, okradana w głuszy nocnej ze swego mienia, - co od tego wszystkiego jest jeszcze gorsze - gwałcą oni nietykalność kościołów, lekceważąc sobie zupełnie i wzgardę okazując klątwom kościelnym. I by już o innych rzeczach zamilczeć - to jedno tylko z bólem serca musimy wspomnieć, że i niektórzy zakonnicy tejże narodowości, uwodząc drugich swym zgubnym przykładem, przodują w naruszaniu i kwestjonowaniu wyroków przełożonych oraz rozluźnianiu karności kościelnej. Oto bowiem bracia zakonu Franciszkanów, wyrzuciwszy (z klasztorów) synów ziemi polskiej, ku ciężkiemu zgorszeniu całego narodu i naszej obrazie rozerwali prowincję polską, która przez zakonników polskiego pochodzenia rządzona była chlubnie i zaszczytnie, i wprowadzili nazwę Saksonji[2]. Lecz i na tem nie poprzestając, obejmują mimo naszego sprzeciwu nowe klasztory w głębi ziem polskich, a w poszczególnych zgromadzeniach zakonnych, które zabrali, nie znoszą w swem gronie więcej, jak zaledwie jednego Polaka, albo w ogóle żadnego; aczkolwiek przecie zakonnicy-tubylcy okazują należną cześć przełożonym kościelnym i łatwiej oraz skuteczniej mogą nieść pociechę duchową obu narodowościom.
My przeto, by nas (później) nie można było oskarżać i słusznie potępiać za niedbalstwo wobec tak wielkich wykroczeń, uznaliśmy za stosowne donieść Wam Ojcowie o tem, że wspomniani zakonnicy Niemcy znajdując się w głębi Polski, uważają się za prowincję saską, a nas i nasze wyroki prawnie ogłoszone lekceważą i mają we wzgardzie i swemi namowami i zgubnemi przykładami podają we wzgardę u innych, jak jaśniej nad światło widać to w przypadku z katedrą wrocławską. Albowiem czcigodny brat nasz biskup owej katedry przedstawił wobec nas na pełnem zebraniu synodu prowincjonalnego, że mianowicie owi zakonnicy Niemcy nie dbają o przestrzeganie wyroków ekskomuniki i interdyktu rzuconych prawnie na księcia Wrocławia[3] i na ziemię za jawne i publicznie wiadome gwałty, dokonane na jego katedrze, choć inni zakonnicy i księża świeccy chwalebnie ich przestrzegają. Owszem przeciwnie Niemcy owi swemi radami i namowami podtrzymują i utwierdzają owego księcia w jego błędzie przeciw kościołowi, stykając się z nim publicznie przy jedzeniu i piciu i sprawowaniu mszy św., nadto - co jeszcze gorsza, - służbę Bożą odprawiają stale, w jego obecności ku zgorszeniu całego duchowieństwa i ludu i ku obrazie nas oraz karności kościelnej, a z niebezpieczeństwem dla dusz własnych. A że oderwanie się owych zakonników niemieckich od prowincji polskiej jest podstawą tego zuchwalstwa karygodnego i lekceważenia prałatów Polski, błagamy Dostojność Waszą jednomyślnie i usilnie, byście raczyli upadającemu naszemu Kościołowi przyjść z pomocą, bacząc na straty Kościoła Rzymskiego i nasze oraz wieczne niebezpieczeństwo narodu naszego, a to przez miłosierne zarządzenie i nakaz, by te występki zostały naprawione, a prowincja polska przywrócona do należnego stanu, aby się nazywała Polską jak dawniej, a nie Saksonją i była poddana ministrowi (Franciszkanów) w Polsce, bo jeśli łaska Wasza nie zapobiegnie złu skutecznie i litościwie, to przyjdzie nam żałosnym głosem płakać nad zgubą narodu naszego i jawnem niebezpieczeństwem naszych kościołów.
Dan koło Łęczycy, 17 stycznia 1285 po synodzie prowincjonalnym.

  1. Dotyczy to tak zaborów politycznych (ziemia lubuska na rzecz margrabiów brandenburskich, ziemie zajęte przez zakon krzyżacki) jak i wewnętrznej kolonizacji niemieckiej w ziemiach polskich.
  2. Mowa tu o oderwaniu się zniemczonych klasztorów franciszkańskich na Śląsku, które oderwawszy się od prowincji kościelnej polskiej, przyłączyły się do prowincji saskiej.
  3. Mowa tu o głośnym sporze biskupa wrocławskiego Tomasza II z księciem Henrykiem Probusem.

Koronacja i śmierć Przemysła II.

(Rocznik Małopolski; M. Pol. hist., III, 187).
1295. Przemysł, książę Wielkopolski, zostaje umaszczony na króla Polski w Gnieźnie po święcie św. Jana Chrzciciela przez ks. Jakóba, zwanego Świnka arcybiskupa...
1296. Dnia 8 lutego król Wielkopolski został zabity przez własnych rycerzy herbu zwanego pospolicie Zaremba, koło miasta Rogoźna. A gdy nader ciężko, prawie śmiertelnie został poraniony, owi zaś porzucili go, jako już umarłego, pozostał jeden z wrogów i zapytał się go, czyby mógł jeszcze utrzymać się przy życiu. Jemu zaś - jak mówią - król cichym glosę odpowiedział, że mógłby jeszcze uratować życie, gdyby go w cieple chowano i leczono. Była to bowiem pora roku około wigilii św. Apolonji dziewicy. Co posłyszawszy ów siepacz, który się zatrzymał, dobywszy sztyletu, pokłuł go (leżącego) na ziemi i zupełnie już życia pozbawił.

(Rocznik świętokrzyski, tamże, str. 76).
Roku pańskiego 1296 Przemysław, król Polski, pochwycony został i zabity w Rogoźnie w Popielec o wschodzie słońca, za radą przewrotnych zdrajców, mianowicie Nałęczów i Zarembów oraz Sasów, którzy z nimi przybyli.

Rządy czeskie w Polsce.

a) Objęcie rządów przez Wacława, króla czeskiego.
("Kroniczka anonimowa" Kętrzyński Wojciech; O rocznikach polskich, Kraków, 1896, str. 185 i nast.).
W roku 1289, po śmierci Leszka Czarnego, przybrali sobie ziemianie krakowscy i sandomierscy na księcia Bolesława, księcia Mazowsza. Obejmując to księstwo powierzył tenże rycerzowi Sulkowi z Niedźwiedzia straż i rządy w grodzie krakowskim[1], który dotychczas umocniony był tylko drewnianemi fortyfikacjami, Sulko zaś wraz z mieszczanami krakowskiemi oddali gród i miasto Kraków Henrykowi (Probusowi), księciu Wrocławia, który z radością objął tak wielkie władztwo i wraz ze sprzyjającymi mu ziemianami, wydał wedle woli swojej rozmaite zarządzenia w ziemi krakowskiej. Gdy zaś już chciał wracać do Wrocławia doścignęli go z tyłu Bolesław, książę mazowiecki i Władysław (Łokietek) kujawski z wojskiem swojem. Gdy się wreszcie pod Siewierzem starli w otwartej bitwie z wojskiem księcia Henryka zabili bardzo wielu rycerzy ze strony księcia Henryka swojemi ostremi mieczami i kordami, niektórych zaś żywych wzięli z sobą w niewolę. Potem już książę Henryk nigdy nie odwiedził Krakowa, nie mniej jednak miasto i gród krakowski dzierżone były z jego ramienia. Gdy zaś po dłuższej chorobie we Wrocławiu zbliżał się już do wrót śmierci, przekazał księstwo krakowskie niejako testamentem Przemysłowi, księciu poznańskiemu, którego córkę już przedtem pojął za żonę Wacław, król Czech.
Następnie Wacław zaprosiwszy świekrę do siebie do Pragi, usidlił ją prośbami i darami i uzyskał od niej - jako że był chytry i rozumny - nadanie sobie i przyznanie księstwa krakowskiego osiągając tak pełne jego posiadanie[2]. Poczem z silnem i dzielnem wojskiem wkroczył do Polski, na Kujawy, wypędzając zwycięsko księcia Władysława z przydomkiem Łokietek, z ziemi kujawskiej i sieradzkiej, siebie zaś samego polecił ukoronować w Gnieźnie na króla Polski (1300), arcybiskupowi Jakóbowi.
Tento król Wacław w całości otoczył miasto Kraków murem. Dokonał zaś zamiany z biskupem krakowskim Janem, zwanym Muskatą, dając mu dla katedry krakowskiej gród Biecz z okolicznymi wsiami w zamian za wieś biskupią Kamienice. Na polach tejże wsi założył ten król miasto, które się nazywa Nowy Sącz, zastrzegając biskupowi Janowi i jego następcom prawo patronatu obu kościołów, św. Wojciecha i św. Małgorzaty, jakto czytać można w dokumencie pomienionego króla Wacława, który się znajduje w skarbcu biskupa krakowskiego.

(Kronika Zbrasławska, Fontes Rerum Bohemicarum, t. lV, str. 81).
Niezwykła cnota i legalność postępowania, któremi z daru Bożego odznaczał się Wacław, król Czech, nabrała wszędzie szerokiego rozgłosu, tak, że każdy lud czy naród w sąsiedztwie pragnął żyć pod rządami tego, pokój miłującego i znakomitego króla. Wielu nazywało go królem mądrym, dobrym, łagodnym i księciem pokoju, zaczem poszło, że gdy pierwszy król kaliski został zabity[3], nie zostawiając żadnego potomka męskiego, starszyzna owego królestwa zebrała się pospołu celem pełnych troski narad nad nowym księciem, któremuby należało powierzyć bezpieczeństwo swoje i kraju. Krótko trwały te narady, albowiem wszyscy zgodnie oddają swe głosy na Wacława, szóstego króla Czech, aby też nad nimi królował. Mówili bowiem tak:
„Sławny ten król jest przepotężny, jest krzewicielem i miłośnikiem pokoju, ma olbrzymie skarby, posiada prawie wszystkie ziemie w sąsiedztwie naszem, przeto najlepiej będzie nas bronił od najazdów nieprzyjacielskich. Temu też królowi, ponieważ śmierć bezlitosna zabrała mu pierwsza żonę, ofiarujemy na małżonkę dziewicę Elżbietę, jedyną córkę i dziedziczkę naszego króla, a tak będziemy mieli, my i Czesi, jednego króla i wspólne prawa przyjacielskiego współżycia. Zgodzą się bowiem na osobę króla i radować się będą posiadaniem jednego księcia ci, którzy niewiele różnią się w wymowie słowiańskiego języka, albowiem mówiący jednym i tym samym językiem częstokroć obejmują się więzami silniejszych uczuć miłości”.

Trafna wydała się ta mowa w oczach całego pospólstwa, posłano tedy uroczyste poselstwo do Wacława, króla Czech, które miało oficjalnie przedłożyć prośbę ludu polskiego. Pobożny król łaskawie przyjął wysłańców i jeszcze łaskawjej ich traktował, zatrzymawszy na pewien czas u siebie w królewskim pałacu, aby nad temi sprawami, jakie przedłożyli, rozważnie ze swoimi się zastanowić, co należy czynić. Następnie król Wacław objawił posłom polskim poufne postanowienie swej rady w te słowa:
„Wysokość naszej królewskiej dostojności nie zwykła zamykać dostępu do swej łaski tym, którzy z zaufaniem zdecydowali się zwrócić do niej w nadziei uzyskania łaski. Do prośby wiec waszej, którą nas do królestwa polskiego zapraszacie, przychylamy się niniejszem, wdzięcznie i z ochoczem sercem, przyrzekając możliwie szybko przybyć do tegoż królestwa z wielka potęgą zbrojnego rycerstwa. Wy zaś teraz idźcie przodem przed nami, wrócicie do swej ziemi i starajcie się zarządzić w naszej sprawie tak, jak wam zaufaliśmy. Dziewczę zaś, które jest dziedziczką waszego królestwa, zostanie naszą prawną małżonką, w myśl waszej prośby i ku pocieszeniu ludu, który was wysłał”.

Otrzymawszy tedy taką odpowiedź od króla, z radością powrócili posłowie polscy do swego kraju i pocieszali cały naród, głosząc na wsze strony, że oto przybędzie Wacław, król Czech. Tymczasem król Czech gromadzi kwiat swego niezmiernie licznego rycerstwa i w r. 1300, w porze, w której zwykli królowie wyruszać na wojnę, wkroczył do Polski. Od miasta do miasta, od warowni do warowni, z miejsca na miejsce się posuwa, a tych, którzy dobrowolnie mu się nie poddawali, ujarzmił siłą oręża i poddał swej władzy. Przybyli do niego z Opola, z Cieszyna, z Kujaw i wielu innych książąt z Polski, którzy służby swe ofiarowali królowi i złożyli mu pokornie hołd wierności. Gdy wreszcie potęga królewska zagarnęła ziemię kaliską, gnieźnieńską, Pomorze i Poznań i wszystkie inne ziemie sąsiednie, wtedy król wreszcie przybył do metropolitalnego miasta Gniezna, gdzie na prośby całego rycerstwa i dostojników Polski, którzy wówczas byli obecni, został Wacław, król Czech, uroczyście i okazale przyozdobiony koroną królestwa Polskiego przez Piotra[4], arcybiskupa gnieźnieńskiego, który mu wprzód udzielił błogosławieństwa. Aby zaś powiększyć uroczystość tak wielkiego święta, przepasał król wielu baronów i rycerzy pasem rycerskim. Wreszcie gdy król wydał szczegółowe zarządzenia w Polsce i ustanowił tam jako swego starostę Henryka zwanego z Dubu, powrócił radośnie i w pokoju do Czech.
Ów zaś gnieźnieński arcybiskup, który króla koronował, tak był zaciętym wrogiem Niemców, że ich zwykł był nazywać tylko „psiemi głowami”. Gdy więc ksiądz Jan, biskup berneński, w katedrze gnieźnieńskiej, wygłosił wobec króla bardzo piękne kazanie po łacinie, ów arcybiskup rzekł do króla: „Bardzo dobrze by on przemawiał, gdyby nie to, że jest »psią głową« i Niemcem". Nie podobała się zaś królowi tego rodzaju mowa, lecz w rzeczy samej ten, który to powiedział, okazał, że ma język gorszy od psa, ponieważ język psi zdrowia przyczynia, owego zaś język okrutny wylewa jad złorzeczenia...

b) Grosze czeskie w Polsce.
(Kronika Zbrasławska, j. W., str. 80).
Od samego początku państwa czeskiego był w używaniu pieniądza zamęt, który dotąd trwa w wielu okolicach. Co roku bowiem w poszczególnych grodach i miastach Czech zmieniała raz lub dwa razy moneta denarowa swój wygląd tak, że często denar dobry i odpowiedni do płacenia po krótkim czasie wychodził z użycia. Jak szkodliwa i znienawidzona była dla całego królestwa ta częsta zmiana monety[5], łatwo może zrozumieć ten, kto się nie leni głębiej nad tem zastanowić. Nikt bowiem wówczas nie mógł korzystnie z towarami swemi przenosić się z miasta do miasta, z targu na inny targ, swoje sprzedawać, a cudze kupować, ponieważ pieniądz, który miał wartość tu, nie był w użyciu ówdzie. Cóż więc pozostawało, jeżeli nie połamanie denarów i przetopienie ich ze stratą na srebro, które to denary na krótko przedtem zaledwie można było ze znacznym nakładem nabyć za srebro u mincerzy. W takich stosunkach wielekroć wyzyskiwano prostotę włościan przybywających ze wsi na targi. Niczego sprzedać ani kupić nie mogli oni inaczej, jak tylko według nierównej wagi i miary kramarzy, częstokroć niegodziwie oszukujących. Co więcej, taka zmiana pieniędzy była dla wszystkich jakby utajonym rozbojem, gdyż kto dziś cieszył się, że ma denara, na drugi dzień miał obola, a to, się działo przy każdym kontrakcie, ilekroć pieniądz został zmieniony... Temu złu pobożny Wacław, król Czech którego pamięć jest błogosławiona, zamyślał skutecznie zapobiec, by rozszerzyć powszechny dobrobyt. Chcąc zapobiec stratom ogółu zarządził, aby naród jednym posługiwał się pieniądzem wymiennym, tak jak jednego ma króla i jedno królestwo, posłał zatem król do Florencji i przywołał (stamtąd) mężów roztropnych, mianowicie Reinharda, Alfarda i Cynona Lombarda, którzy w tego rodzaju sprawach tak wielkie posiadali doświadczenie, że pożytecznie pokierować mogli tak ogromnem przedsięwzięciem. W roku więc 1300, w lipcu, ustanowiona została moneta groszy praskich i małych (groszyków), których dwanaście równa się groszowi; każdy denar oznaczony został imieniem Wacława, który był ich twórcą.

c) Kroniczka anonimowa, j. w., str. 186.
Za czasów tegoż króla (Wacława) przyniesione zostały grosze i małe groszyki srebrne do Krakowa, gdzie poprzednio powszechnie posługiwano się w handlu ”czarnem srebrem[6]” i skórkami z głów wiewiórczych. Inwazja groszy czeskich do ziem polskich jest zjawiskiem, które ma poświadczenie tak w źródłach pisanych mówiących o ich żywym obiegu u nas w XIV zwłaszcza wieku, jak i w wykopaliskach monet. Przeciwdziałał jej następnie, choć z małym skutkiem, król Kazimierz Wielki w myśl poglądu, jaki ożywiał czeskiego Wacława, że „skoro jest jeden król i jedno królestwo, powinna być i jedna tylko moneta”, mianowicie pieniądz polski.

  1. Nadał mu urząd kasztelana krakowskiego.
  2. Zajęcie księstwa krakowskiego i sandomierskiego przypada na rok 1290, (zobacz przywilej króla Wacława z r. 1291, Teksty źródłowe nr 20).
  3. Tj. Przemysław II, książę Wielkopolski, koronowany na króla w 1295, zabity w 1296.
  4. Kronikarz czeski podał tu mylnie imię Piotra, zamiast Jakóba Świnki.
  5. Zobacz: Teksty źródłowe nr 20.
  6. Rozumie się przez to określenie denarki polskie, bite wprawdzie ze srebra, ale z silną przysadą miedzi.

Bunt wójta Alberta.

(Rocznik kapit. krak., Mon. Pol. hist., 11 815).
Roku od Wcielenia Pana naszego Jezusa Chrystusa 1312[1] mieszczanie krakowscy rozognieni wściekłością szału germańskiego, przyjaciele zdrady a skryci i zakapturzeni wrogowie pokoju, zbuntowali się przeciw Władysławowi, księciu Krakowa, Sandomierza i panu całego królestwa Polski, tak jak Judasz dający Chrystusowi pocałunek, choć przysięgą poręczyli bezpieczeństwo, (to jednak) zbywszy bojaźni Bożej, wprowadzili Bolesława, księcia opolskiego, który jednakże pojednał się z pomienionym Władysławem Łokietkiem, a zadawszy bardzo wiele szkód mieszczanom, i uwięziwszy wójta Alberta, który był źródłem całej tej niegodziwości, ustąpił z miasta i powrócił do siebie. Bezpośrednio po jego ustąpieniu najjaśniejszy książę Władysław, wkroczywszy do tegoż miasta (Krakowa) ponownie, uwięził niektórych z mieszczan i zamknął w wiezieniu pod strażą. Tych uwiezionych srogo włóczył końmi po całym mieście i przywleczonych do szubienicy poza miastem powiesił na niej sromotnie i nakazał, by trupy tak długo tam wisiały aż zgniją ścięgna i rozluźnią się spojenia kości. Tegoż samego roku zbudował gród[2] w mieście, zburzywszy dom wyżej wymienionego wójta i wzniósł wieżę przy bramie wiodącej do św. Mikołaja.

  1. Bunt wójta Alberta przypadł właściwie na r. 1311, zapisano go w Roczniku pod r. 1312, po zupełnem jego stłumieniu.
  2. Tzw. Gródek, na prawo od wylotu ul. Mikołajskiej.

Koronacja Władysława Łokietka.

(Długosz: Dzieje Polski, ks. IX, t. V, str. 92).
Prałaci i baronowie, dostojnicy i szlachta całego królestwa polskiego, wysłuchawszy pisma papieża Jana XXII i ukrytej w niem rady, nadto przekonani wskazówkami biskupa włocławskiego Gerwarda, nie wyczekując już dokładniejszego dekretu papieskiego, postanowili w jednomyślnej zgodności ukoronować księcia Władysława Łokietka na króla Polski, a dla dokonania tego dzieła naznaczają dzień św. Fabjana i Sebastjana. By zaś, koronacja ta odbyła się tem świetniej i pod tem pomyślniejszą wróżbą, spodobało się im zaszczyt ten odjąć katedrze gnieźnieńskiej a związać go z katedrą krakowską, która też ongi piastowała godność metropolitalną[1] uważali bowiem dostojnicy wszyscy za godne i najlepiej uzasadnione, by katedra i miasto Kraków, najświetniejsze położeniem i mnogością mieszkańców, jak również potężną budową murów, udostojnione różnemi ozdobami, zwłaszcza zaś ciałami św. Stanisława męczennika i bardzo wielu świętych, odznaczone zostało jeszcze więcej tą prerogatywą (koronacji).
W niedzielę tedy w dzień św. Fabjana i Sebastjana przybyli do Krakowa przedstawiciele wszystkich warstw i stanów, prałaci i baronowie Polski i książę Władysław Łokietek w katedrze krakowskiej namaszczony został przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Janisława w asystencji biskupów: Jana Muskaty krakowskiego, Domarata poznańskiego i opatów tynieckiego, mogilskiego, jędrzejowskiego i brzeskiego i w obecności tłumu dostojników i rycerstwa niezliczonego, na króla, żona zaś jego księżna Jadwiga na królową Polski, oraz ukoronowani oboje koronami królewskimi, które przeniesiono z Gniezna do Krakowa wraz z jabłkiem i berłem i innemi insygnjami królewskiemi. Dzień ten spędzono w niezmiernej radości i przepychu. Nazajutrz zaś po koronacji król Władysław przybrany w królewski strój, objechawszy najpierw miasto, wjechał wraz z prałatami i baronami do Krakowa na tron przygotowany dla siebie, gdzie od mieszczan krakowskich odebrał hołd i przysięgę wierności.
Owego czasu katedra krakowska została po raz pierwszy wyposażona, odznaczona i uprzywilejowana prawem koronowania królów Polski, by go już na wieki zażywać, a nadto uchwalono jednomyślnie, by w grodzie krakowskim, jako najlepiej warownym, przechowywane były nadal korona i inne regalja, których niepodobna było bezpiecznie ustrzec w osadzie gnieźnieńskiej, niezdolnej obronić się najazdowi nieprzyjacielskiemu. I odtąd odbywają się w katedrze krakowskiej koronacje królów i królowych Polski. Od tego dnia zaś Władysław Łokietek czczony był jako król Polski przez wszystkich swych poddanych z wielkiem uszanowaniem, bojaźnią i miłością. A ci, którzy naśmiewali się przedtem z jego losu, gdy jako wygnaniec błąkał się po Węgrzech, następnie z najwyższa czcią i w pokorze chylili się u jego tronu.

Opowiadanie Długosza pochodzi, co prawda, z drugiej połowy XV w., ale w zasadniczych szczegółach oparte jest na wiadomościach źródeł współczesnych koronacji Łokietka, które zbiera w całość po literacku opracowaną.

  1. Na zasadzie tradycji o arcybiskupstwie w Krakowie uzyskali biskupi krakowscy przywilej pierwszeństwa po arcybiskupach gnieźnieńskich, którego gorliwie w XII i XlII w bronili. Patrz wyżej pkt 17 d.